To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

RaczejRozwazna - Czw 12 Lis, 2009 23:15

No właśnie... :mrgreen:
Aco do tej miłości, to jeszcze sobie poczytałam, że prawdziwa Potter miała - uwaga - 36 lat jak spotkała Normana, a 45 jak wyszła za mąż za tego drugiego. :roll: I jeszcze żyła z nim ponad 30 lat. No to w przeliczeniu na nasze czasy, to tak jakby po raz pierwszy zakochała się koło sześćdziesiątki. Cudne... :serce:

Alicja - Pią 13 Lis, 2009 16:49

przypuszczam, że gdy po raz pierwszy zakochała się byla właściwie starą panną,która pewnie nie spodziewała się miłości.
RaczejRozwazna - Pią 13 Lis, 2009 17:04

noo i to mnie rozbraja :serce:

A w rankingu scen peronowych, to jednak - moim zdaniem - ta z Miss Potter bije Rysia i Małgosię na głowę. Bardziej wiarygodna jest. Brak świadków, ta para z lokomotywy..., to cudowne onieśmielenie obojga... i ta radość... :serce: I to "godbye Norman" :cry2:

No cudne, cudne, strasznie dobrze mi zrobił ten film :-D

A "let me teach you how to dance" pośpiewuję sobię od dwóch dni. Choć wolę oryginał i Ewana... ech pomarzyć można.. :wink:

Agn - Pią 13 Lis, 2009 21:50

RaczejRozwazna napisał/a:
A w rankingu scen peronowych, to jednak - moim zdaniem - ta z Miss Potter bije Rysia i Małgosię na głowę. Bardziej wiarygodna jest. Brak świadków, ta para z lokomotywy..., to cudowne onieśmielenie obojga... i ta radość... :serce: I to "godbye Norman" :cry2:

Tak, i to był właśnie ten film, o którym zapomniałam napisać. Też go niedawno widziałam, razem z Fanturią. I jak rany, scena pocałunku w parze z lokomotywy jest boska! Motylki mi fruwały po brzuszku jak opętane.
Uwagę też zwraca Emily Watson. Jak zwykle świetna, nawet w tak skromnej roli. :)

Aragonte - Pią 13 Lis, 2009 22:09

BeeMeR napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Miałam zawsze podobne odczucia co do tego filmu. Zniesmaczał mnie i niecierpliwił, a nie zachwycał.
Ja też nie rozumiem bohaterki, nie próbuje nawet, ale zawsze mnie zachwycała muzyka z tego filmu :serce: Mam ją od lat w uszach i słuchałam wielokrotnie - samego filmu zaś nie mam potrzeby oglądania :P

Na mnie kiedyś, lata temu, Fortepian zrobił duże wrażenie - muzyka, sceneria, aktorstwo. Nie mówię, że świetnie rozumiem Adę, bo zdecydowanie była dziwna, co tu kryć. Nie wiem, jak teraz bym odebrała ten film. Może i wypadałoby sobie przypomnieć, ale jakoś nie ciągnie mnie specjalnie w tej chwili :mysle:

zuza - Sob 14 Lis, 2009 13:35

Mnie sie Fortepian podobal. Podobala mi sie muzyka, stroje, dramat... Ja jestem pokrecona chyba, bo co prawda nie bardzo juz pamietam, ale wtedy rozumialam te kobiete...
Trzykrotka - Sob 14 Lis, 2009 15:43

Ja jej nie mogłam zrozumieć i w tym chyba problem :-|
Anonymous - Sob 14 Lis, 2009 15:47

muszę oglądnąć ten film.... przyjadę do domu to się wezmę za niego.... bo widzę, że warto... rżne opinie o nim, czyli może być ciekawie
RaczejRozwazna - Sob 14 Lis, 2009 15:50

Agn napisał/a:
RaczejRozwazna napisał/a:
A w rankingu scen peronowych, to jednak - moim zdaniem - ta z Miss Potter bije Rysia i Małgosię na głowę. Bardziej wiarygodna jest. Brak świadków, ta para z lokomotywy..., to cudowne onieśmielenie obojga... i ta radość... :serce: I to "godbye Norman" :cry2:

Tak, i to był właśnie ten film, o którym zapomniałam napisać. Też go niedawno widziałam, razem z Fanturią. I jak rany, scena pocałunku w parze z lokomotywy jest boska! Motylki mi fruwały po brzuszku jak opętane.
Uwagę też zwraca Emily Watson. Jak zwykle świetna, nawet w tak skromnej roli. :)


Emily Watson jest świetna. Ale moim ideałem jest przyzwoitka. :rotfl:

kurcze co to za czasy były. Przecież to tylko 100 lat wstecz! Żeby szczytem intymności między narzeczonymi, było powiedzenie sobie po imieniu :roll: Już się boję myśleć co będzie za 100 lat :wink:

Agn - Sob 14 Lis, 2009 15:55

RaczejRozwazna napisał/a:
kurcze co to za czasy były. Przecież to tylko 100 lat wstecz! Żeby szczytem intymności między narzeczonymi, było powiedzenie sobie po imieniu :roll: Już się boję myśleć co będzie za 100 lat :wink:

Zdjęcia rentgenowskie co ciekawszych części ciała?

Aragonte - Sob 14 Lis, 2009 16:24

zuza napisał/a:
Mnie sie Fortepian podobal. Podobala mi sie muzyka, stroje, dramat... Ja jestem pokrecona chyba, bo co prawda nie bardzo juz pamietam, ale wtedy rozumialam te kobiete...

Powtarzam, nie wiem, jak teraz bym podeszła do tej historii i psychogicznych zawijasów głównej bohaterki, ale obejrzeniu tego w kinie daaaawno temu byłam autentycznie poruszona (no dobra - wyczołgałam się z kina z poczuciem, że cegła spadła mi na głowę :wink: ), zwłaszcza tą końcową sceną, z wizją Ady zatopionej w oceanie, z fortepianem w głębinach... Poruszało mnie to i miałam poczucie, że coś w tym mnie osobiście dotyka, że mam do czynienia z czymś, co jest trudne do łyknięcia, nieprzyjemne, bo przypomina o mrocznych stronach ludzkiej duszy, ale jednocześnie... hmmm, pociągające?
Ale ja nigdy nie uważałam się za normalną :wink:

A co do postępowania bohaterki - cóż, jakoś bardziej nie mogłam zrozumieć bohaterki "Przełamując fale" i utożsamiałam się z jej rozsądną szwagierką (bo to chyba była szwagierka?) :roll:

Alicja - Nie 15 Lis, 2009 13:32

Agn napisał/a:
Zdjęcia rentgenowskie co ciekawszych części ciała?

to tylko na początek :-P

100 lat - intymnością było dotknięcie ręki w rękawiczce. Samym spojrzeniem potrafiono oddać głębię uczucia.

RaczejRozwazna - Nie 15 Lis, 2009 14:52

Zgoda Alicjo. To były też emocje, których dziś się możemy jedynie domyślać.
Swego czasu tańczyłam trchę taniec dworski - menuety, gigue, srabandy i takie tam. Taniec, w którym kontakt fizyczny z partnerem ogranczony jest do minimum. Czasem muśnięcie ręki, wymiana spojrzeń, wzajemne ukłony. Słowo daję, pod względem emocji był to jednak taniec nieporównywalny z chociażby walcem, albo jakimkolwiek tańcem dzisiaj. Wtedy zrozumiałam, ile można "wycisnąć" z powściągliwości. To było piękne doświadczenie.

aneby - Nie 15 Lis, 2009 20:59

Wspominałyście tutaj o Miss Potter, zatem obejrzałam. Bardzo piękny ciepły i mimo wszystko optymistyczny film.
Na widok skaczących króliczków i inszych zwierzątek miałam uśmiech od ucha do ucha ;)
I tak bardzo, bardzo życzyłam szczęścia bohaterce i płakałam razem z nią .....
A przyzwoitka jest boska :rotfl:
Poza tym piękna muzyka i zdjęcia angielskiej wsi :serce:
Kto jeszcze nie widział, niech obejrzy, bo warto ;)

Edit: Ja jednak wolę scenę peronową z Jasiem i Małgosią :wink:

Caroline - Pon 16 Lis, 2009 00:04

Kto żyw niech zmierza na Rewers!

Świetny, naprawdę świetny film. Nie chcę napisać za dużo, żeby nie spoilerować (element niespodzianki ważny, nie dajcie jej sobie zepsuć czytając recenzje, które co rusz zdradzają fabułę :D ).
Powiem tylko tyle: świetny koncept, fantastyczne aktorstwo, piękne zdjęcia, kostiumy i scenografia, genialne smaczki filmowe, historyczne, obyczajowe, a przede wszystkim językowe!
Niewielu rzeczy można się czepić. Gorąco polecam.

miłosz - Wto 17 Lis, 2009 08:08

też byłam na Rewersie.................. miałam cos napisać wczoraj ale nie byłam w stanie... po pierwszych czterdziestu minutach okrzyknełabym ten film arcydziełem.......... niestety nastąpiła scena kluczowa........... i było już tylko gorzej.......... moze napisze coś więcej potem.......
co do mężczyzn w tym filmie są obrzydliwi, powyłazili nie wiadomo skąd,albo karykaturalnie śmieszni, albo ideologiczne prostaki z ciemnych wsi, przy których Lepper jawi sie jako książę ...... to to, że ten świat sie trzyma to zasługa nas kobiet i tej wersji będę bronić jak niepodległości.
Prawda, że film jest rewlacyjnie zagrany, panie tworzą tercet naprawde znakomity, genialne zdjęcia, klimat; zapewne też gratka dla warszawofili............. ale póki co czuje głęboki niesmak........nie umiem tego określić............

Anaru - Wto 17 Lis, 2009 09:46

Hmm, trza się będzie przekonać samemu :mysle:
A zastanawialiśmy się nad tym filmem ostatnio :mysle:

Trzykrotka - Wto 17 Lis, 2009 10:01

Nie, moim zdaniem zobaczyć naprawdę warto. Ja zawsze mówię, że dobry film to taki, który w ogóle pozostawi po sobie wrażenie. A ten wrażenie naprawdę robi. To jest czarna komedia, ale bardzo czarna, makabryczna momentami. Tragikomedia, świetnie zagrana, dobrze pomyślana. Są sceny - perełki, jak na przykład wizyta księgowego (jakie on miał metody na rozbawienie mamusi :paddotylu: ). Momentami aż głupio jest się śmiać
Spoiler:
jak na przykład w scenie, kiedy Sabina chce popełnić samobójstwo, a matka oferuje pomoc :thud:
, ale nie da się nie śmiać. Wyszłam z jednej strony z mięśniami rozruszanymi od śmiechu, a drugiej - z żołądkeim ściśniętym z nerwów, obrzydzenia i smutku.
Ale zobaczyć warto. Zresztą sala wczoraj Pod Baranami była pełna.

Agn - Wto 17 Lis, 2009 22:29

No i d. blada!!! Nie zobaczyłam Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet! :wsciekla:
Gabinet dezinformacji w kinie. Patrzę w necie - leci film dzisiaj, ale o durnej porze (ok. godz. 15.00 li i tylko :shock: ). No nic, netowi wierzyć nie można, przed pracą zatem pognałam bezpośrednio do kina, sprawdzić, co wyświetlają na ekranikach. No i jak wół stało, że przed 21.00 jest seans. Dobra. Nie było czasu, bo mogłam się spóźnić do roboty, a tu kolejka, więc poleciałam. Z pracy zadzwoniłam do kina, a tam mi mówią, że nie mają takiego seansu. WTF?! Mówię, że rano było wyświetlone, że jest. W odpowiedzi usłyszałam, że nie grają o tej porze. Huh? Potem koleżanka w necie sprawdziła - tym razem informacja wisiała, że grają.
I kurde dziwne, że ludzie... radzą sobie nieco inaczej z oglądaniem filmów. :bejsbol:

Anaru - Śro 18 Lis, 2009 18:19

O super!
Może się uda, że tym razem chociaż będę w Krakowie ;)

Trzykrotka - Czw 19 Lis, 2009 11:17

Anaru, Twój avatar mnie rozkłada na łopatki :mrgreen:

OK, wczorajszy seans Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. Na sali (seans późny) - 8 osób, w tym jedyni mężczyźni to dwaj na oko studenci. Młodzi w każdym razie. Film się zaczyna (bez reklam i trailerów), w ruch idą papierki od cukierków. Szur szur szur. No nic, myślę sobie, rozwiną, będą żarli, a nie szeleścili. Gdzie tam, akcja się toczy, papierki cały czas w robocie. Czestują się nawzajem, szurają każdy oddzielnie. Na ekranie Salander i Bjurman, który się nad nią znęca. Atmosfera na widowni gęstnieje. Panowie chyba wyczuwają klimat. Kolejne papierki rozwijane są coraz ostrożniej, ale nieprzerwanie.
Żarli te cukierki przez bite trzy godziny. Moje uczucia przypominały coś, co nazwałabym kobiety, które nienawidzą tych mężczyzn. Oby im w próchnicę poszło, skubańcom! :uzi:
Film, mimo, że jak na nasze warunki bardzo długi, trzyma za gardło. Rozbieg i wprowadzenie Salander i Blomkvista oraz Henrika Vangera troszkę trwa, ale kiedy się zacznie, to jest jak jazda bez trzymanki. Podziwiałam świetną adaptacje opasłego tekstu. Wyjęli z niej sam czysty, wypreparowany kryminał, pełen emocji i napięcia. Pominięte są z przyczyn oczywistych, czyli czasowych, sprawy tła: czyli firmy Milton, redakcji Millenium, znajomych Salander, całej otoczki społecznej i obyczajowej. Nie ma (i chwała Bogu) romansów Blomkvista. Natomiast delikatnie, w retrospekcjach, zaznaczony jest dalszy ciąg opowieści. Pewne rzeczy - jak sprawa wiezienia Blomkvista - pokazane są w genialnym skrócie.
Nie epatują też drastycznymi obrazkami, makabrą. Sceny z sadystycznym kuratorem Salander zrobione są tak, ze przerażają, ale bardziej dlatego, ze działa wyobraźnia. Brawo.
Obie postaci pierwszoplanowe zagrane są rewelacyjnie. Co prawda Mikaela wyobrażałm sobie jako nieco bardziej pociągającego, ale zorietowałam się, ze Szwedzi tak mają. Mało urodziwi są. Kobiety jak jeden mąż były cóż - ładne inaczej. W rezultacie umięśniona, chuda Salander ubrana w czarne skóry, wypadła najatrakcyjniej. Zresztą zagrana jest ona i wymyślona pez najmniejszej pomyłki. Rewelacyjna. Aktorkę dobrano idealnie i zrobioną ją tak, ze już na zawsze zlała mi się z postacią
Polecam bardzo tym, którzy lubią mocne wrażenia nie-w-amerykański-stylu, choć zrobione z równie dużą sprawnością.

Admete - Czw 19 Lis, 2009 11:33

Chętnie bym obejrzała ten film, moze kiedyś się uda, ale pewno nie w kinie. Trzykrotko czy ty masz ksiązkę? Pożyczyłabym kiedyś...
Trzykrotka - Czw 19 Lis, 2009 12:57

Nie mam, pożyczam każdy tom. Mam przyjaciółkę, która kocha kryminały, zwłaszcza skandynawskie.
Agn - Sob 21 Lis, 2009 19:08

Ja też obejrzałam MKNK. I jestem rozczarowana. Niby wszystko w porządku, poukładane, nawet intryga nie jest aż tak uproszczona, jak by się można było spodziewać... ale film nudzi. Książki podobały mi się o wiele bardziej.
Erika była brzydka. Mikael... obleci, choć wyobrażałam go sobie jako kogoś w typie młodszego Stellana Skarsgårda. Lisbeth daje radę, szczególnie bez upiornego makijażu. Choć czasem wyglądała jak transwestyta.
No i tyle.

Anonymous - Sob 21 Lis, 2009 19:26

Oglądnęłam Forrest Gumpa.... niezły film, ale jakoś bez rewelacji i jakiegoś ogromnego zachwytu.... dobrze się oglądało.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group