Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
miłosz - Wto 27 Paź, 2009 15:49
"Seraphine", francuski film o malarce prymitywistce (troche jak nasz Nikifor) to niezwykłe kino, daaaaaaaaaleko od świateł rampy Niezwykła kobieta, niezwykła malarka - jakos tak sie utarło, że artyści to ludzie szaleni, w tem szaleństwie dotknięci jednak ręka Boga i Seraphine jest tylko potwierdzeniem tej tezy.
Bardzo pięknie filmowany film, kapitalna oprawa świetlna, nienahalna muzyka......... Znakomici aktorzy - Yolanda Moreau otrzymała za swa rloę cezara.
W codziennym zgiełku warto sie zatrzymać na chwil, dwie godziny znaleść sie w kompletnie innym świecie...........
zuza - Śro 28 Paź, 2009 13:29
Wczoraj nareszcie obejrzalam od poczatku do konca "The day after", czyli "Nazajutrz" z 1983 roku. Pewnie wiele osob ten film widzialo, byl w TV wielokrotnie. Ja jednak jakos zawsze ogladalam go kawalkami.
Ogolnie bardzo sie ciesze, ze go wreszcie obejrzalam. Pierwsze przemyslenie bylo takie, ze filmy na poczatku lat 80. mialy zdecydowanie dluzsze "rozbiegowki" niz teraz.
Film denerwujacy i smutny... Nie podoba mi sie to, ze nasza (ludzka) etyka i kultura pada natychmiast jak tylko przestajemy miec gdzie mieszkac, co jesc i jak sie myc...
Wyjatki maja mala szanse na przetrwanie.
Caitriona - Czw 29 Paź, 2009 23:23
Obejrzałam sobie Wszystko jest iluminacją. Dość dziwny, ale porywający i kolorowy film.
Więcej: http://i-love-impala67.bl...nacja-2005.html
zuza - Sob 31 Paź, 2009 16:18
Ogladam "Wieczna milosc". Piekna muzyka, nostalgia i przemyslenie, ze zycie z geniuszem zwykle bywa nie do wytrzymania
Do tego kajmak i herbata Royalty Rum.
Agn - Sob 31 Paź, 2009 19:05
I Gary Oldman jako Beethoven... *rozpływa się*
(post o niskiej etc.)
Alicja - Sob 31 Paź, 2009 19:10
Niedawno oglądałam Only Love na podstawie powieści Ericha Segala.
Film ciekawy, chociaż nie tak dobry jak powieść. Przedstawia losy dobrego lekarza, Matthew Hillera ( gra go Rob Morrow), który w pracy rozwiązuje najbardziej zawikłane problemy, ale prywatnie nie umie się uporać ze wspomnieniem na utraconego uczucia.
Szkoda, że w filmie bohaterka grająca jego miłość jego życia drażniła mnie od samego poczatku, do tego stopnia, iż kibicowałam Evie - przyjaciółce lekarza z lat studenckich ( Marisa Tomei) cały czas mając nadzieję, że Matthew ocknie się i zobaczy jaką kobietę ma pod samym nosem. Poza tym uważam że Silvia , jego miłość, miała wybór i mogła wyjść za Matthew. Sama dokonała takiego wyboru, nie mogła więc potem żądać od Matthew, żeby całe życie nosił po niej żałobę.
Alicja - Nie 01 Lis, 2009 11:22
wczorajszy wieczór poświęciłam Ralphowi Fiennes
Oniegin - na podstawie powieści Puszkina
Petersburg, rok 1820. Eugeniusz Oniegin młody i zblazowany mężczyna jest znudzony. Po odziedziczeniu od bogatego wuja posiadłości niespodziewanie opuszcza Petersburg. Na wsi nawiązuje znajomość z sąsiadem, Włodzimierzem Lenskim i jego narzeczoną - Olgą. Jest też zainteresowany siostrą Olgi, Tatianą, młodą kobietą, która nagle deklaruje mu namiętną miłość. Jej bezpośredniość sprawia, iż Oniegin czuje się niezręcznie, nie jest w stanie odwzajemnić uczucia i chłodno, choć grzecznie, odrzuca jej miłość.
Jakby chcąc podkreślić odrzucenie Tatiany, Oniegin otwarcie flirtuje z Olgą i zostaje wyzwany przez Lenskiego na pojedynek. Choć Oniegin próbuje oszczędzić im obu podobnej konfrontacji, okazuje się, że honor Lenskiego bierze górę. Oniegin jest lepszym strzelcem. Po owym tragicznym wydarzeniu Oniegin wyjeżdża na dobrowolne wygnanie.
Co było dalej nie napiszę. Damy, które oglądały już wiedzą, pozostałym - dla zachęty
Fiennes zachwycił mnie swoją grą w tym filmie, rozumiem końcowy dylemat Tatiany, bo gdy patrzała w te jego oczy...eh. Film bardzo mnie wzruszył. Do tego stopnia, że włączyłam jeszcze Wiernego Ogrodnika, tu inny Fiennes, ale równie dobry.
Po tych filmach stwierdzam, ze Ralph jest jednym z lepszych aktorów grajacych dramatyczne postacie nieszczęśliwych kochanków lub mężów. Szkoda tylko, że tak mało filmów z jego udziałem , kończących się w stylu "i żyli długi i szczęśliwie".
Gosia - Nie 01 Lis, 2009 19:06
Och, miód na moje serce lejesz. Też bardzo lubię ten film i Ralpha w roli Onegina.
Pamiętam, że już pisałyśmy o tym filmie albo w oddzielnym wątku albo w wątku Ralpha.
Cieszę się, że Ci się podobało.
Pemberley - Wto 03 Lis, 2009 14:30
Na BBC miejsce po Emmie przejal serial "Garrow's Law" opowiadajacy prawdziwa historie malo znanego prawnika Williama Garrowa, ktory radykalnie zmienil jurysdykcje brytyjska. Ponoc to jemu zawdzieczamy m.i. niewinnosc w oczach prawa, dopoki wina nie zostanie dowiedziona..Przedtem bylo zupelnie inaczej..
W rolach glownych znani nam Andrew Buchan ( Jane Eyre, Cranford) i Alun Armstrong( ostatnio w Little Dorrit). 4 odcinki. Na filmwebie nie ma jeszcze nawet stronki.. http://www.imdb.com/title/tt1477131/
Bardzo mi przypomina inny serial (z M.Gambonem), ktory na pewno polecam : http://www.filmweb.pl/f73...ograficzna,2000
Jak sie ten serial rozkreci, nie wiadomo, ale trzeba sie nim nacieszyc, jako ze BBC wlasnie teraz ponoc konczy z "period drama"...
damamama - Śro 04 Lis, 2009 14:20
| Alicja napisał/a: | | bo gdy patrzała w te jego oczy...eh. |
| Alicja napisał/a: | | Po tych filmach stwierdzam, ze Ralph jest jednym z lepszych aktorów grających dramatyczne postacie nieszczęśliwych kochanków lub mężów |
Specjalnie za nim nie przepadam, ale przyznaję, ach te jego oczy i dobrym jest aktorem.
BeeMeR - Czw 05 Lis, 2009 08:12
Wczoraj obejrzałam Dystrykt 9
i szalenie mi się film podobał. A bohater przez większość filmu niezmiernie kojarzył z Surim z RNBDJ Jest to bowiem taki sam niepozorny mężczyzna (z grzywką ), ani przystojny, ani superzgrabny, ani super młody, słowem - żaden z niego superbohater predestynowany do walki z alienami, pieszczotliwie zwanymi krewetkami , czy innych bohaterskich działań. Ot, pionek w rękach wyższych rangą, pracujący szczerze i z wielkim oddaniem, by inni zbierali honory z jego mrówczej pracy.
Aż do czasu, gdy sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli - i pędzić o równi pochyłej w zgoła nieoczekiwanym (przez bohatera ) kierunku, bo wtedy jak Suri wynajduje niewykorzystywane dotychczas pokłady energii do działania - wprawdzie nie tak malowniczo, ale też z czasem okazuje się, że bohater nie jest ani taki brzydki, ani niezgrabny jak wskazywały pozory .
No podobało mi się - i to bardzo.
Przede wszystkim to, że film jest w bardzo dużej mierze nieprzewidywalny (no, pomijam końcówkę ), bo po pierwsze zaprzecza wszelkim hamerykańskim normom filmu o kosmitach - wręcz wyśmiewa pomysł lądowania niedaleko Waszyngtonu , po drugie bohater nie wygląda i nie działa jak heros, którym steruje wszechwiedzący komputer, tylko człowiek i to człowiek w ogromnym stresie, popędzany w dodatku przez raptownie kurczący się czas. Czyli działa raz mądrze, raz głupio - a nawet dramatycznie bezmyślnie, omal nie powodując katastrofy. Oczywiście już pod koniec co nieco można przewidzieć, a i trochę bohaterstwa się znajdzie, ale ogólnie film trzyma fason do końca.
A po trzecie rewelacyjnie pasuje wybrany sposób kręcenia - częściowo jak z przemysłowej kamery, częściowo jak z ukrytej, jak wywiad, reportaż. Chwilami flaki fruwają w powietrzy, ale cóż - to nie ramansidło
Brawo - za świeży sposób przedstawienia tematu. I za dobry, otwarty koniec, bez "powiewania flagą" hamerykańską czy inną i zbędnego moralizatorstwa - wnioskowanie zostawione widzowi - i dobrze, bo jest dość oczywiste
No i pomyśleć, że obawiałam się następnego film Petera Jacksona - że będzie napisane na nim "twórca Władcy Pierścieni" i że będzie to kicha - niepotrzebnie.
praedzio - Czw 05 Lis, 2009 08:17
Dzięki za recenzję. W wielu punktach miałam podobne odczucia.
zuza - Sob 07 Lis, 2009 14:06
Obejrzalam dzis "życie jest piekne". Piekny film, choc poczatek nieco mnie znuzyl, ale potem zrobil na mnie duze wrazenie, a koncowka byla bardzo wzruszajaca
Admete - Sob 07 Lis, 2009 15:00
To taki film, który mimo pokazywanych nieszczęść podnosi na duchu.
Agn - Sob 07 Lis, 2009 18:42
| zuza napisał/a: | Obejrzalam dzis "życie jest piekne". Piekny film, choc poczatek nieco mnie znuzyl, ale potem zrobil na mnie duze wrazenie, a koncowka byla bardzo wzruszajaca |
A teraz pytanie - które Życie jest piękne? Bo kojarzę dwa filmy o tym tytule. Acz widziałam tylko ten włoski. Szkoda, ten drugi też bym chciała obejrzeć...
http://zycie.jest.piekne.filmweb.pl/ <--- włoski
http://www.filmweb.pl/f95...9kne,1995/opisy <--- skandynawski
A tymczasem borem lasem thin też cosik obejrzała. I jak raz same kostiumowe. Będzie krótko, acz na temat.
Plac Waszyngtona
Zawsze chciałam obejrzeć ten film i coś nie było okazji. I wreszcie wpadł mi w łapy (tj. przetrzepałam filmotekę Fanturii i wybłagałam, by mi ów film pożyczyła). Baaaaaardzo mi się podobał. Piękna historia, choć przepłakałam chyba całą pierwszą połowę. Za mocno się utożsamiłam z bohaterką i łzy mi rzęsiste lały się oczami. Potem się uspokoiłam i już dalej nie płakałam, a przy końcówce - niemal wiwatowałam (niemal, gdyż późna pora wstrzymała mnie od wznoszenia okrzyków, które zerwałyby z łóżek rodziców i co skończyłoby się mało przyjemną wymianą zdań). Ale podobała mi się ta bohaterka, podziwiam drogę, którą przeszła. Od naiwnej gąski, co rozbuchała dodatkowo romantyczna cioteczka (jak zwykle niezawodna Maggie Smith), przez bardzo powolne (i całkiem bolesne) przebudzenie. Jej końcowa mina, jak zauważyłam, jest interpretowana na różne sposoby. Ja to zrozumiałam tak - to, co było, uczucie do Morrisa, wciąż ją gdzieś tam szczypie. Nie chodzi mi o to, że go kocha, po prostu jakoś boli ją to rozczarowanie. Ale teraz już nie jest na tyle głupia, by wpaść ramiona facetowi, który ją omamia, by zdobyć jej majątek. Miała w końcu jakieś poczucie swej wartości.
Chętnie przeczytałabym książkę, ale o tym to mogę chyba zapomnieć.
Emma (1996)
Ponieważ wszyscy wiemy, o co w tym filmie, pozwolę sobie wyrazić tylko swój zachwyt. Kate Beckinsale jako Emma - cudna. Jejku, jak mi się ta aktorka w tej roli podobała. Jak jakoś się do niej nigdy przekonać nie mogłam, tak tu mi pasowała jak ulał. Mark Strong w roli Knightleya - mmm. Co za głos. I ledwie go poznałam. A przecież grał w Stardust, filmie, który znam niemal na pamięć.
Ale największe brawa należą się scenarzyście. Za dowcipne, prawdopodobne, austenowskie dialogi należą mu się wszystkie Oscary świata.
Fortepian
Powtórka filmu, który obejrzałam mając lat... hmm... nie pamiętam, ale naście. I teraz mi się ten film w ogóle nie podobał. Nie pojmuję postępowania bohaterów, a zwłaszcza bohaterki. Denerwuje mnie to jej sprzedawanie się za klawisze. Facet chce ją przelecieć, wymacać, pooglądać - ja bym mu dała po prostu w pysk, a nie godziła się na to wszystko. Ja rozumiem, fortepian cenna rzecz, bo "dzięki niemu nie jest niema". Ale pff bez przesady. Grą na klawiszach może co najwyżej wyrazić swoje emocje, przy czym mąż by jej raczej nie zrozumiał. Ale o sól przy stole nie poprosi. A córka nie zawsze przy niej będzie.
Jakoś tak nie czuję tego filmu i już raczej nie będę go oglądała, pomimo świetnej kreacji Holly Hunter, bardzo dobrego Harveya Keitela, nie gorszego Sama Neila, fantastycznej Anny Paquin, pięknej muzyki i ciekawych zdjęć.
Opactwo Northanger (2007)
I tu znowu wszyscy wiedzą o co biega, więc tylko jedno napiszę - mimika JJ Fielda. Boska.
Dawno się tak nie uśmiałam.
I chyba coś jeszcze obejrzałam, ale nie mogę sobie przypomnieć, co. Może później mi się przypomni. Albo to tylko takie moje wrażenie.
Admete - Sob 07 Lis, 2009 19:09
| Cytat: | | Chętnie przeczytałabym książkę, ale o tym to mogę chyba zapomnieć. |
W każdej większej bibliotece pożyczysz
Caitriona - Sob 07 Lis, 2009 19:29
| Admete napisał/a: | | W każdej większej bibliotece pożyczysz |
Ja sobie zakupiłam za jakieś śmieszne pieniądze na allegro i było warto, podobała mi się ta powieść. A swoją drogą, jaki wspaniały soundtrack ma ten film, piękny.
aneby - Nie 08 Lis, 2009 20:45
Już wiem dlaczego tak rzadko chodzę do kina. Drogo jak cholera (23 zeta od łeba) i do tego 20 minut reklam maści wszelakiej przed seansem
Wybrałam się na Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet na podstawie książki Larssona.
Bardzo czekałam na ten film, ale po obejrzeniu uczucia mam mieszane. Przede wszystkim strasznie długi, czemu trudno się dziwić, bo książka ma jakieś 700 stron.
Dla osób, które nie czytały książki, akcja może się wydawać rozwleczona i niestety mało wciągająca. No i filmową Lisbeth trudniej polubić, a jej motywy działania mogą być niezrozumiałe. Scenę zemsty na Bjurmanie dużo łatwiej "przełknąć" w książce niż na ekranie.
Kilka wątków pominięto, m.in. romans z Cecilią Vanger, ale nie ma to znaczenia dla całości.
Poza tym ekranizacja wiernie odpowiada książce.
Aktorka grająca Lisbeth spisała się bardzo dobrze, Mikael, jak na kobieciarza przystało, powinien mieć więcej uroku i tego "czegoś", na co lecą kobiety. I Erica jakaś taka stara i niezadbana
IMO jest to film dla tych, którzy czytali książkę. Mój mąż nie znający tematu, ciągle zerkał na zegarek
P.S. Ja na pewno chcę obejrzeć drugą część Millennium, jeżeli takowa będzie
EDIT: Jeszcze jedno, tak sie przyzwyczaiłam do filmów po angielsku, że szwedzki brzmiał dla mnie jak zgrzytanie po szkle
Trzykrotka - Pon 09 Lis, 2009 08:25
| Agn napisał/a: |
Fortepian
I teraz mi się ten film w ogóle nie podobał. Nie pojmuję postępowania bohaterów, a zwłaszcza bohaterki. |
Uff, cieszę się, ze to napisałaś. Miałam zawsze podobne odczucia co do tego filmu. Zniesmaczał mnie i niecierpliwił, a nie zachwycał.
Na Millienium się wybiorę, ale dzięki za ostrzeżenie. Na wszelki wypadek nie będę oczekiwać zbyt wiele.
Agn - Pon 09 Lis, 2009 12:02
Ja też się wybieram, choć pomimo ostrzeżenia, że może się dłużyć, i tak podskakuję z niecierpliwości. No cóż, czytałam książkę i straszliwie mi się podobała (padre dostanie ją pod choinkę - kupiłam mu w twardej oprawie, ha!). Zobaczymy, jak odbiorę film. Choć obawiam się scen z tym @#$%^&* Bjurmanem. Co innego o tym czytać, co innego to widzieć.
PS Trzykrotko, wobec tego nie jestem sama? Uff, już myślałam, że jestem.
BeeMeR - Pon 09 Lis, 2009 14:52
| Trzykrotka napisał/a: | | Miałam zawsze podobne odczucia co do tego filmu. Zniesmaczał mnie i niecierpliwił, a nie zachwycał. | Ja też nie rozumiem bohaterki, nie próbuje nawet, ale zawsze mnie zachwycała muzyka z tego filmu Mam ją od lat w uszach i słuchałam wielokrotnie - samego filmu zaś nie mam potrzeby oglądania
BeeMeR - Pon 09 Lis, 2009 15:29
Obejrzałam nie tak dawno Labor Pains
Film z dużym przymrużeniem oka oraz przewidywalnością, ale w sympatyczny sposób opowiada perypetie dziewczyny, która żeby zachować źródło utrzymania twierdzi, że jest w ciąży. Na lekko i niezobowiązująco - polecam.
trifle - Wto 10 Lis, 2009 20:42
Ja tylko chciałam powiedzieć, że dołączam do nie-wielbicielek Fortepianu. Zupełnie mi się nie podobał ten film, a głupia, kupiłam go na dvd
RaczejRozwazna - Czw 12 Lis, 2009 13:59
Lepiej późno niż wcale - moja zasada
Obejrzałam sobie wczoraj "Miss Potter". Cieplutki film, oby takich więcej w listopadzie. Co prawda wizje ruszających się zwierzaczków trochę mi zalatywały schizofrenią ale Rene i Ewan to świetni aktorzy i widocznie lubią grać ze sobą. Scena tańca i pożegnania (nomen omen scena peronowa ) cudne. W sumie dobrze, że się ten wątek skończył tragicznie bo byłoby aż za cukierkowo. W każdtm razie w fsruszyłam się trochę i pośmiałam (przyzwoitka ) i pomyślałąm, że - uwaga banał - na prawdziwą miłośc rzeczywiście nigdy nie jest za późno.
Alicja - Czw 12 Lis, 2009 20:42
| RaczejRozwazna napisał/a: | | na prawdziwą miłośc rzeczywiście nigdy nie jest za późno. |
zważywszy na końcówkę filmu jak to się dzieje, że sceny peronowe dobrze wyglądają w filmach? Realnie nie jest tak pięknie NA dworcu oczywiście
|
|
|