To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego

Alison - Sob 30 Gru, 2006 00:22

Maryann napisał/a:
Takiego jak Fletcher ? Nigdzie. Fletcher jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny i wyjątkowy... :smile:


Zgadzam się z przedmówczynią, pojechałam dalej i....jestem już prawie zagorzałą wielbicielką Fletchera. ma zbawienny wpływ na Darcy'ego. Nie wiem kto tu komu bardziej ufa :wink:

Alison - Sob 30 Gru, 2006 10:15

Miłej lekturki, Jaśnie Pan Lokaj Fletcher w całej okazałości ;-)

Rozdz. 9, cz. VIII
Darcy poprawił swój halsztuk rozluźniając go bardziej niż jego lokaj uznawał za konieczne i spojrzał na siebie w lustro, kiedy Fletcher dokonywał ostatniego pociągnięcia szczotką po rękawach jego zielonego płaszcza.
- Gotowe, sir - Fletcher obszedł go z krytycznym spojrzeniem. Zatrzymał się na kamizelce, pewnym kciukiem rozprostował jeszcze raz fałdkę na klapie, po czym pokiwał głową usatysfakcjonowany.
- Mam zatem twoją aprobatę? - zapytał Darcy trochę rozdrażniony nadmierną uwagą Fletcher'a, którą ten poświęcał przygotowaniom do zwykłego wyjazdu na nabożeństwo do kościoła w Meryton.
- Jest dobrze, sir.
- Dobrze! Fletcher, wierzę, że nie zamierzasz zrobić ze mnie pajaca? Ostrzegałem cię, kiedy przyjmowałem cię na służbę, że nie zamierzam odgrywać fanfarona.
- Oczywiście, że nie, sir! - Fletcher wyprostował się w poczuciu urazy - Nawet bym na to nie pozwolił, gdyby ktoś wmawiał panu, że pan próbuje nim być. To nie w pana stylu, sir.
- Przynajmniej w tym się zgadzamy! - Darcy sięgnął po rękawiczki, kiedy Fletcher otwierał drzwi pokoju z kapeluszem swego pana w dłoni.
- Przyjemnego Dnia Pańskiego [niedzieli], sir - ukłonił się i podał Darcy'emu jego cylinder i książeczkę do nabożeństwa. Pożegnalne skinienie jego pana, kiedy wychodził, było z rodzaju tych powolnych i zamyślonych, co spowodowało, że Fletcher ostrożnie spuścił wzrok, stosownie do swojej pozycji służącego i szybko zamknął drzwi z mocnym stuknięciem.
Potrząsając głową z zadumy nad niewytłumaczalnym zachowaniem lokaja, Darcy schodził po schodach do głównego holu. Widząc, że nikogo tam jeszcze nie ma, mimo bliskiego wyjazdu, sięgnął do kieszeni kamizelki po zegarek, by zobaczyć czy nie pomylił godziny i czy nie pojawił się przedwcześnie. Jego własny zegarek zgadzał się z czasem wskazywanym przez zegar ozdabiający jego pokój oraz zegar stojący w holu. Niezadowolony, schował go z powrotem i ruszył do pokoju śniadaniowego tylko po to, by być na powrót przywołanym przez głosy dochodzące z górnego holu. Odwróciwszy się na pięcie, zawrócił, ominął róg kolumny wieńczącej poręcz schodów i spojrzał w górę, przygotowany na wygłoszenie ostrej prośby o pośpiech.
"Elizabeth!" - jej imię opuściło jego usta w postaci szeptu, ale ona wydawała się go usłyszeć, gdyż oczy miała rozszerzone zdziwieniem, widząc go przyglądającego się jej schodzeniu po schodach. Jej oczy spotkały jego oceniający wzrok i odwdzięczyły mu się tym samym spojrzeniem. Była ubrana w uroczą kremową suknię, której kolor podkreślał delikatny biały haft na kołnierzu, na niej nosiła spencerek w kolorze skóry ozdobiony zielenią. Kolory te cudownie do niej pasowały, i jak Darcy zauważył, opromieniały jej cerę ciepłym blaskiem. Pojawiła się na schodach niepewnie, patrząc na niego rozszerzonymi ze zdziwienia oczyma. Bez zastanowienia, Darcy postąpił krok w jej stronę, potem następny, aż stanął obok niej, zatrzymał się i spojrzał w dół na jej zmieszaną twarz.
- Panno Elizabeth - mruknął i skłonił się, ostrożnie z powodu wąskich schodów - pozwoli pani? - zaoferował jej swoje ramię wskazując pozostałe stopnie w dół schodów.
- Panie Darcy....dziękuję, sir - jej głos zadrżał kiedy podała mu rękę i niepewnie rozejrzała się po holu - Moja siostra jest tuż za mną...pozostali już idą.
- Mam nadzieję, albo wszyscy będziemy bardzo spóźnieni - Darcy poradził sobie ze swoim głosem, który w tym momencie był niski i stanowczy, mimo wewnętrznego drżenia jakiego doświadczał, czując delikatny nacisk jej dłoni na swoim ramieniu. Wyglądali tak ładnie, delikatny kremowy kolor i kolor skóry zdawały się zlewać z rękawem jego płaszcza. Prawie jak gdyby...
"Nie, nie...nie mógł tak pomyśleć?!" Obudziły się jego podejrzenia, Darcy spojrzał ponad swoim ramieniem na profil kobiety idącej obok, a potem obejrzał się za siebie, w górę schodów, częściowo oczekując widoku swojego lokaja, ukrytego w cieniu górnego holu. Zamiast tego zobaczył resztę towarzystwa, niemal dołączającą do nich.
Błyszcząca w swej fioletowej sukni i purpurowej pelisie, z dobranym do niej czepkiem, przystrojonym zamaszystymi popielatymi ozdobami, panna Bingley zaczynała właśnie schodzić po schodach.
- Panie Darcy! Louisa i Hurst już idą, ale Charles i panna Bennet są tutaj, jak pan widzi... - jej głos zamarł kiedy podeszła bliżej i kiedy zobaczyła Darcy'ego, zmarszczyła ze zdumienia brwi.
- Panno Bingley? - Darcy wypełnił ciszę po słowach, których jej zabrakło. Wyraźnie zmieszana, w ciszy przenosiła wzrok z Darcy'ego na Elizabeth, podczas gdy pozostali dołączyli do nich w holu.
- Panno Elizabeth, - Bingley zbliżył się do nich z uśmiechem - musi mi pani pozwolić powiedzieć jak pani dziś ładnie wygląda. W zasadzie to oboje, pani i Darcy. Nie moglibyście bardziej pasować do siebie, nawet gdyby to zostało wcześniej zaplanowane.
Darcy zaczerwienił się niezadowolony, chociaż nie był pewien czy bardziej z powodu szczerej uwagi Bingley'a czy z powodu podejrzenia o zmowę z lokajem.
- To tylko interesujący zbieg okoliczności, Charles - głos panny Bingley zgryźliwie odżył - ale nie aż tak wielki, żeby prowokować dalsze uwagi na ten temat.
- Zbieg okoliczności! - huknął Bingley prowadząc pannę Bennet do drzwi - Założyłbym się o sporą stawkę...- straszliwy grymas na twarzy Darcy'ego, gdy obrócił się do niego, spowodował, że omal nie zadławił się własnym językiem - założyłbym się, że to jest, tak jak mówisz, najzwyklejszy przypadek...Wszyscy już są? To dobrze! Nie możemy spóźnić się do kościoła - zakończył pospiesznie i włożył kapelusz, przepuszczając damy w drzwiach.

Ania1956 - Sob 30 Gru, 2006 10:37

Chyba Flecher zrobił Darciemu psikusa że tak go ubrał! Był w zmowie z pokojówką Lizzy.? Ale i tak pięknie wyglądali!! :lol:
Caroline - Sob 30 Gru, 2006 11:30

A to Fletcherek, niecnotka :twisted: Nowa znacząca postać tej historii nam tu rośnie. :grin:
Anne Mary - Sob 30 Gru, 2006 12:15

Nowa, znacząca i bardziej sympatyczna od Darcy'ego (a co mi tam, możecie mnie za to zlinczować :wink: ). Hmm... Teraz nie ma już czegoś takiego jak mezalians, czyż nie? (Ania rozpływa się w marzeniach...).
Mamusiu, mogę dostać Fletchera na urodzinki?
A to dla kochanej tłumaczki :kwiatek:

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 12:18

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Takiego jak Fletcher ? Nigdzie. Fletcher jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny i wyjątkowy... :smile:


Zgadzam się z przedmówczynią, pojechałam dalej i....jestem już prawie zagorzałą wielbicielką Fletchera. ma zbawienny wpływ na Darcy'ego. Nie wiem kto tu komu bardziej ufa :wink:

Fletcher jest inteligentny, spostrzegawczy i bezgranicznie oddany Darcy'emu. Robi wszystko dla dobra swojego pana - czasem nawet wbrew jego woli. :wink:
A Darcy zna jego wartość, więc okazuje mu zaufanie i jest chyba wobec niego najbardziej szczery - może z wyjątkiem Georgiany. Tak mi przyszło do głowy, że - przynajmniej do pewnego momentu - on traktuje Fletchera bardziej poważnie niż Bingleya.

Margarett - Sob 30 Gru, 2006 12:23

Darcy zaczerwienił się niezadowolony, chociaż nie był pewien czy bardziej z powodu szczerej uwagi Bingley'a czy z powodu podejrzenia o zmowę z lokajem.

Biedny Darcy, wszyscy przeciwko niemu :rotfl:

Trzykrotka - Sob 30 Gru, 2006 12:28

Ja jestem pełna uznania dla autorki. Pamiętacie taką małą scenkę z serialu, kiedy to Darcy w Pemberley stroi się na spotkanie z Elizabeth (po mokrej koszuli :wink: ) i dobiera kamizelkę i halsztuk przed lustrem? Ja ją bardzo lubię, dodana jest bardzo inteligentnie. No i prosze jak twórczo został wykorzystany motyw wiernego lokaja! Miody!
Darcy jest już trafiony-zatopiony po same uszy. Świetny opis sensacyjnych przeżyć od dotyku ręki panienki na jego rękawie. Tu znowu kłania się ładny obraz z filmu z 2005: ta zaciskająca się i prostująca dłoń Matthew po pożegnaniu z Keirą...
Uch, smakowite, a w biodrach nie przybywa. Dziękuję i prosze o więcej!

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 12:43

Trzykrotka napisał/a:
Ja jestem pełna uznania dla autorki.

Ja też. I nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pokusiła się o napisanie jakiegoś sensownego sequela. Co prawda, tam gdzie nie ma "wsparcia" w tekście JA, ani w filmach, to autorkę trochę znosi na mielizny, ale i tak mam wrażenie, że to byłoby udane dzieło. A pani Tennant mogłaby u niej robić za praktykantkę... :wink:

Anonymous - Sob 30 Gru, 2006 12:43

z tym dotykiem, to jest kwestia uniwersalna. Nie sadze aby autorka czerpała z P&P05 (bo o ile sobie przypominam dziewczyny wspominały, że to było napisane dość dawno, a teraz oid kilku lat jest nawet wydane), ale bardzo prosze tłumaczki o wyjaśnienie.
Sama zbieżność rzeczywiscie uderzająca - tak jak mówiłam. Taki dotyk może dać niezłego kopa :D
A Darcy dzisiaj został przez naszą Lizzy skopany na amen :D

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 12:46

AineNiRigani napisał/a:
z tym dotykiem, to jest kwestia uniwersalna. Nie sadze aby autorka czerpała z P&P05 (bo o ile sobie przypominam dziewczyny wspominały, że to było napisane dość dawno, a teraz oid kilku lat jest nawet wydane), ale bardzo prosze tłumaczki o wyjaśnienie.

Fakt, autorka raczej z DiU 2005 inspiracji nie czerpała - pierwszy tom ukazał się w wersji książkowej już w 2003 r. Ale co do serialu, to już sprawa jest oczywista - to widać, słychać i czuć. :wink:
AineNiRigani napisał/a:
Taki dotyk może dać niezłego kopa :D A Darcy dzisiaj został przez naszą Lizzy skopany na amen :D

Kochanie, jak ty sobie wyobrażasz TAKĄ scenę ? :wink:

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 13:59

W sensie skopania Darcy'ego przez Lizzy... :wink:
Anonymous - Sob 30 Gru, 2006 14:16

Aaaa.
No całkiem normalnie. Ona go po prostu dotyka...

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 14:21

A on zamiera niczym słup soli, ze wzrokiem błędnym wpatrzonym w nią, z zamętem w głowie i tylko jedną myślą: "Czy ona to widzi ?"... :wink:
Alison - Sob 30 Gru, 2006 14:35

Aine chodziło chyba o "skopanie" prądem bo pamiętam taką dyskusję na poprzednim forum, gdzie wszystkim udowadaniałam, że Mateuszek nie rozprostował ręki z obrzydzenia jeno dla "strzepnięcia ładunków" elektrycznych :wink:

Jutro będzie bardzo romantyczny fragment a pojutrze bardzo śmieszny , szczególnie zakończenie tzn. wg mnie, więc proszę tego nie traktować jako spoilerka tylko jako trailerek do serialu :razz:

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 14:42

Alison napisał/a:
Aine chodziło chyba o "skopanie" prądem bo pamiętam taką dyskusję na poprzednim forum, gdzie wszystkim udowadaniałam, że Mateuszek nie rozprostował ręki z obrzydzenia jeno dla "strzepnięcia ładunków" elektrycznych :wink:

Pamiętam. Dla mnie ten fanfikowy Darcy czasami zachowuje się tak, jakby ten prąd był na tyle silny, że już o żadnym prostowaniu ręki mowy być nie może... :wink:

Dione - Sob 30 Gru, 2006 16:14

Alison napisał/a:
"Elizabeth!" - jej imię opuściło jego usta w postaci szeptu,



To się chłopina pogrążył...

Ja chcę autorkę tego cudeńka poznać, pierniczki jej upiekę, kawusię z pianką zrobię, nawet mieszkanie wysprzątam. A tłumaczki szacowne na kurczaka w imbirze zapraszam. :kwiatek:

Kaziuta - Sob 30 Gru, 2006 16:26

Służący okazuje sie bardziej przenikliwy od swego pana. Nawet jeżeli był w zmowie ze służącą Lizzy to i tak chwała mu za to, że widział męki swego pana i wpadł na ten pomysł z ubraniami. Był to mały podstępny kroczek służącego, ale wielki krok ku rodzącemu sie uczuciu.
Maryann - Sob 30 Gru, 2006 16:33

Strash pomyśleć, co by było, gdyby Fletcher nie wziął spraw w swoje ręce... :wink:
Dione - Sob 30 Gru, 2006 16:40

Tak może trochę za bardzo wnikam, ale czy Lizzy ma na pewno własną służącą w Netherfield?
Ja bym raczej stawiała, że jakaś pokojóweczka, której kazano obsługiwać Lizzy, jest pod wrażeniem komplementów Fletchera i opowiada mu wszystko. Od rozmów z Lizzy po jej ciuszki. A inteligentny chłop jak Fletcher, wie co z takimi informacjami robić :lol:

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 16:45

Chyba masz rację. Bennetowie może nie byli bardzo biedni, ale chyba nie było ich stać na ossobistą pokojówkę dla każdej z pięciu córek. Przypomina mi się, jak pod koniec książki Bingley rano przyjeżdża do Longbourn niezapowiedziany, a pani Bennet krzyczy do służącej, żeby zajęła się Jane i zostawiła czesanie Lizzy, bo to teraz nieważne...
Dione napisał/a:
jakaś pokojóweczka, której kazano obsługiwać Lizzy, jest pod wrażeniem komplementów Fletchera i opowiada mu wszystko. Od rozmów z Lizzy po jej ciuszki. A inteligentny chłop jak Fletcher, wie co z takimi informacjami robić

I nie tylko ciuszki Lizzy. Mr Fletcher najwryraźniej miał dobre informacje na temat kreacji panny Bingley...

Alison - Sob 30 Gru, 2006 16:48

Dione napisał/a:
A tłumaczki szacowne na kurczaka w imbirze zapraszam. :kwiatek:


Leciiiimyyyy!!! A stroje wieczorowe czy może być "tak normalnie" czyli kremowa jedwabna suknia, z białym delikatnym haftem na kołnierzu i spencerek w kolorze skóry przybrany na zielono? ;-)

Dione - Sob 30 Gru, 2006 16:49

Poza tym, czy wysyłaliby do Netherfield jeszcze służącą? Dwie córki to już kłopot, a do tego służba? Nie... Pani Bennet chciała wydać Jane za mąż, a nie straszyć potencjalnego kandydata jej wymaganiami... :twisted:
Maryann - Sob 30 Gru, 2006 16:51

Alison napisał/a:
Dione napisał/a:
A tłumaczki szacowne na kurczaka w imbirze zapraszam. :kwiatek:


Leciiiimyyyy!!! A stroje wieczorowe czy może być "tak normalnie" czyli kremowa jedwabna suknia, z białym delikatnym haftem na kołnierzu i spencerek w kolorze skóry przybrany na zielono? ;-)

I słomkowy kapturek ze wstążeczką w stosownym kolorze ?

Maryann - Sob 30 Gru, 2006 16:52

Dione napisał/a:
Poza tym, czy wysyłaliby do Netherfield jeszcze służącą? Dwie córki to już kłopot, a do tego służba? Nie... Pani Bennet chciała wydać Jane za mąż, a nie straszyć potencjalnego kandydata jej wymaganiami... :twisted:

No, czy akurat pani Bennet by na to wpadła... :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group