To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - The Moth (Ćma)

Alison - Sob 27 Sty, 2007 19:16

Monika napisał/a:
No, no, tłoczek się lekki zrobił :grin: I Mama na dodatek, normalnie szok :mrgreen:
Spieszę donieść, że tłumaczenie ruszyłam, połowa sesji za mną, więc od wczoraj wzięłam się porządnie za Ćmę. Niebawem wkleję.
Aha, Aine, coś mi świta w pamięci, że piesek przeżył cały i zdrowy również w książce :wink:


No jesteś nareszcie, bo ja juz się doczekac nie mogłam, i czułam się jak na przystanku autobusowym, kiedy już trzeci autobus z kolei nie przyjechał :wink: No to prackuj, prackuj dziecino, bo tu spragnione czytelnictwo oczekiwa owoców twojej ciężkiej pracy :grin:

Monika - Nie 28 Sty, 2007 12:28

4.
Jedli kolację. Był to okazały posiłek: jagnięcina, pieczone ziemniaki, sałata i rzepa, łojowy budyń okraszony gęstym sosem; były różne rodzaje boczku i pasztet z szynki i wieprzowiny; na deser był ostatni ze świątecznych budyniów. Wszyscy byli zadowoleni, zwłaszcza Millie, która była przyczyną ogólnego rozbawienia przy stole, kiedy tak rozprawiała z Robertem.
Agnes próbowała powstrzymać tą gadaninę, ale kiedy zdała sobie sprawę, że ta paplanina sprawiała, że wszyscy na nowo wybuchali śmiechem, bez skrępowania czy zażenowania, powstrzymała się od reprymendy.
Bradley siedział naprzeciw niej. Wyglądał niezwykle elegancko. To kolejna rzecz, która ją wytrącała z równowagi, kiedy nie miał na sobie roboczego ubrania, ubierał się całkiem porządnie, może nie jak dżentelmen, lecz w dobrą samodziałową odzież. Tego wieczoru miał na sobie szarą tweedową marynarkę i ciemne spodnie; nosił także kołnierzyk i krawat. Jego koszula była biała, nakrapiany krawat natomiast miał odcień głębokiego brązu. Jego ręce, jak zauważyła, były dosyć krępe, a paznokcie czyste. Wyglądał na szczęśliwego: była w nim jakaś wesołość, którą zaraził wszystkich pozostałych.
Po kolacji przestawili na bok stół, Bloom zaczął grać na akordeonie, a Hubbard na organkach, brzmiąc całkiem przyjemnie dla ucha. W pewnym momencie Dave Waters powiedział zaskakująco do Maggie ‘No chodź, pokaż nam jig’a*, dziewczyno’. Na te słowa muzycy zmienili melodię na porywającego dżiga, Maggie wkroczyła na parkiet i zaczęła tańczyć. Agnes nigdy dotąd nie widziała jej tańczącej, uznała to za fascynujące, choć zastanawiała się, dlaczego dziewczyna trzyma tak sztywno ciało, nie ruszając ramionami, podczas gdy stopy, te wielkie, ciężkie stopy zdają się mieć skrzydła.
Taniec skończył się, Maggie która odtańczyła go niemal dwukrotnie, ze śmiechem powiedziała teraz ‘Od lat tak nie tańczyłam, jestem wykończona’. Za chwilę, w swój żywiołowy sposób zawołała ‘Chodźcie! Zatańczmy lansjera*. Wstańcie, wszyscy!’. Wyciągnęła rękę w stronę Millie, tamta natychmiast podskoczyła ku niej, lecz została powstrzymana przez Agnes, mówiącą delikatnie ‘Nie, nie, nie możesz’, usłyszała za sobą głos ‘Pozwól jej. Nie ma w tym nic złego. Zgódź się’.
Spojrzała przez ramię prosto w twarz Roberta, zaczęła szybko mrugać oczami, wtedy on dodał tym samym spokojnym tonem ‘Niech panienka również do nas dołączy’. ‘To przecież sylwester, może panienka zapomnieć o tym jutro rano’, czuła jak zasycha jej w gardle i jak kolory wstępują na jej policzki.
Och! chodź, Aggie’. Millie stanęła naprzeciw niej. ‘Bradley pokaże nam jak się to tańczy, prawda, Bradley? Och! chodź. Tak bym chciała zatańczyć, bardzo, bardzo. Chodź’.
Cóż mogła zrobić, kiedy cała uwaga wszystkich zdawała się być skupiona na niej? Lecz kiedy wstała, niedaleko niej stał Dave Waters z potępiającym wyrazem twarzy. Tak jakby mówił ‘Nie rób tego; poniżasz się’.
To spojrzenie nie umknęło uwadze Roberta, który jedną ręką ujął dłoń Millie, drugą natomiast wyciągnął w stronę śmiejącej się Betty Trollop, we trójkę pomknęli na środek pokoju tworząc krąg, a kiedy dołączyła do nich Agnes, miała po jeden stronie Dave’a a po drugiej Peggy Waters.
Bardzo szybko okazało się, że jedynymi, którzy wiedzieli coś o lansjerze byli pani Bloom i Robert, ale więcej było przy tym śmiechu i zamieszania, kiedy tak potykali się o siebie, klaskając w ręce. Dziwne było to, że ani razu Robert nie dotknął ręki Agnes. Mógł to zrobić wiele razy, lecz zręcznie zdawał się tego unikać.
Jakiś czas później, kiedy usiadła ciężko oddychając, tak jak pozostali, uśmiechnęła się do siebie myśląc, Dlaczego tak się z tym obnosił? Nie było potrzeby; byłoby to całkiem naturalne, zwykłe. Raz obrócił się powoli i spojrzał na nią. Co chciał przez to powiedzieć? Był… był niepokojącym człowiekiem…
Za pięć dwunasta wszyscy zebrali się w hallu. W jednej dłoni Robert trzymał kawałek papieru, w którym spoczywała bryła węgla, w drugiej miał butelkę whisky, roześmiał się do Peggy, kiedy podstawiła kołnierz jego płaszcza pod same uszy, mówiąc jak to miała często w zwyczaju ‘Bo jeszcze je odmrozisz na tym zimnie. No, a teraz idź’. Popchnęła go, tak jak zrobiła by to wobec własnego syna, wykrzyknęła ‘Nie zapomnij zabrać ze sobą szczęścia, kiedy przyjdziesz z powrotem’, ‘Najlepiej pieniądze, takie, za które można by urządzić dom’. To ostatnie powiedział Greg, chytrze spoglądając na Maggie, a ona śmiejąc się głośno odezwała się do Roberta ‘Mi jedynie potrzeba zdrowia i braku trosk’. Betty Trollop również poprosiła ‘A dla mnie jakiegoś chłopca i dobrej pracy, Robercie, to wszystko, chłopca i pracy’, odwrócił głowę i roześmiał się do niej.
Millie także zamierzała poprosić, jednak Agnes zaczęła ją strofować ‘Nie, nie, Millie. Bądź cicho i przestań podskakiwać’.
Millie, jak dziecko, podskakiwała w podekscytowaniu z jednej nogi na drugą, w pewnej chwili jej stopa w czarnym pantofelku zaplątała się w rąbek jej długiej, aksamitnej sukni, niemal potykając się o nią. Jej twarz była dziś tak niezwykle rozjaśniona i szczęśliwa, Agnes widząc to pomyślała: Jeszcze nigdy tak dobrze się nie bawiła; ta myśl sprowadziła jednocześnie smutek i poczucie winy.
Czyż to nie jest piękne, Aggie?’
‘Co, kochanie?’
‘No jak to, przyjęcie. To piękne przyjęcie. Prawda, Dave?
’ Przemówiła do Dave’a, a on podchodząc do niej odrzekł w tym samym tonie co Agnes ‘Co takiego, moja droga?’
‘Piękne przyjęcie. Powiedziałam, że to piękne przyjęcie’.
‘A, tak, całkiem miłe. Dobrze się bawisz, prawda?’
‘O tak, Dave. O tak. Czy możemy takie mieć raz w tygodniu?

Dave Waters odwrócił głowę i roześmiał się mówiąc ‘Tylko wtedy, jeśli Nowy Rok będziemy obchodzić, co tydzień, a co za dużo to niezdrowo. Co pani na to, panienko Agnes?’
‘O tak, tego byłoby za wiele, Dave’.
‘Co do mnie, zawsze jestem szczęśliwy kiedy wszystko wraca do normalności. Ale
’ – obrócił się i stanął ramię w ramię przy Agnes i dokończył na wydechu ‘dobrze widzieć ją taką radosną’.
‘W rzeczy samej, Dave. Tylko że’
– Agnes obróciła się ku niemu – ‘mam nadzieję, że nie będzie to mieć żadnych poważnych następstw’.
‘Nie martw się. Jak często powiada Peggy, nie można rozchorować się z nadmiaru szczęścia’.


...
*jig – taniec irlandzki grany na 6/8, w skład, którego wchodzi single jig i double jig
* lansjer – jeden z tańców salonowych, popularny w XIX wieku, stanowił odmianę kadryla

Alison - Nie 28 Sty, 2007 13:22

Och Ty nasza Gwiazdeczko kochana, gremialnie rozbijamy pyszczki w pokłonach dla Ciebie, że znowu jesteś :thud: :kwiatek:


Łojowy budyń?! :shock: Sorry :obrzydzenie: i czy naprawdę nie można "rozchorować się od nadmiaru szczęścia?" :cool:

Gitka - Pon 29 Sty, 2007 00:47

Jak to dobrze, że już jesteś Moniczko, tak tęskniłam :serce:
Teraz kiedy czytam Twoje tłumaczenie powieści mam przed oczami film i oczywiście Davenporta :lol:
Cytat:
Wyglądał niezwykle elegancko. To kolejna rzecz, która ją wytrącała z równowagi, kiedy nie miał na sobie roboczego ubrania, ubierał się całkiem porządnie, może nie jak dżentelmen, lecz w dobrą samodziałową odzież. Tego wieczoru miał na sobie szarą tweedową marynarkę i ciemne spodnie; nosił także kołnierzyk i krawat. Jego koszula była biała, nakrapiany krawat natomiast miał odcień głębokiego brązu. Jego ręce, jak zauważyła, były dosyć krępe, a paznokcie czyste.

Wypisz wymaluj Jack, on nawet jak wylewał nieczystości wyglądał tak świeżo :wink:

migotka - Pon 29 Sty, 2007 07:46

dzieki , dzieki!!! spragniona juz byłam;) :mrgreen:
Balbina - Pon 29 Sty, 2007 07:52

O dzięki bardzo Moniczko nie mogłam się już doczekać :hello:
Mag - Pon 29 Sty, 2007 11:47

Dzieki Moniczku, dobrze że znowu jesteś :hello:
Monika - Pon 29 Sty, 2007 13:56

...
Nie można rozchorować się z nadmiaru szczęścia. Wiele prawdy było w tych słowach. W tej chwili czuła się tak nieszczęśliwa, że można by przyrównać to do uczucia, kiedy stoi się u wrót śmierci. Spróbowała doprowadzić się do porządku: Cóż za idiotyczne myśli. Rok temu o tej porze pojęciem szczęścia dla niej było wyjście za mąż lub mieszkanie nadal w tym domu, bez ciągłej obecności ojca czy braci, a teraz była tu, przynajmniej to ostatnie życzenie spełniło się, a przecież nigdy nie była bardziej samotna i nieszczęśliwa niż teraz.
Rozdzwoniły się kościelne dzwony. Kolejny rok! Tysiąc dziewięćset czternasty. Co przyniesie? Może jakieś zmiany w jej życiu? Chociaż wątpiła w to; utkwi tu, w tym martwym domu, podczas gdy cały świat będzie iść naprzód. Wspaniałe rzeczy dzieją się tam na zewnątrz; wcale niepozbawione zamieszania i niepokoju, czytała o tym w gazetach. Lecz to wszystko nie zakłóci rytmu tego domu, nie dotknie jej; pozostanie tu do końca swoich dni i lepiej dla niej byłoby jak najwcześniej pogodzić się z tym, lepiej dla jej zdrowia, dla ciała i umysłu. O tak, tak być musi.
Szczęśliwego Nowego Roku’.
‘Szczęśliwego Nowego Roku’.
‘Wiele szczęścia’.
‘Pozwól mi dotknąć węgla’
.
Robert zastukał do frontowych drzwi, które zaraz otworzyła Maggie. Wszedł na korytarz, w niewielkie towarzystwo, ściskające sobie dłonie, wszyscy jednocześnie mówili; zwrócił się do Dave’a ‘To będzie dobry rok, zobaczysz’. Dave odpowiedział ‘Wszystko w rękach Boga’.
Stanął naprzeciw Millie i Agnes, oczy Millie błyszczały niczym gwiazdy, kiedy patrzyła na niego, wykrzykując niemal falsetem ‘Szczęśliwego Nowego Roku! Szczęśliwego Nowego Roku, Bradley!’.
‘Wzajemnie, panienko
’. Ujął wyciągnięte w jego kierunku dłonie, śmiał się czując jak mocno potrząsa nimi w dół i w górę ‘To będzie wspaniały rok dla panienki’. W odpowiedzi zapytała ‘Naprawdę, Bradley?’. Odpowiedział ‘To pewne, panienko, całkiem pewne’.
Stanął teraz naprzeciw pani tego domu, lecz nie wyciągnął dłoni w jej kierunku. Nie mógł; jeśli dotknie jej, choćby raz, to będzie początek końca, bo dobrze skończyć się to nie może. ‘Szczęśliwego Nowego Roku’. Nie dodała, Bradley.
Upłynęło kilka sekund, które głośno odliczał w głowie, nim podniósł ramię i ujął rękę wyciągniętą w jego kierunku. Jej palce były szczupłe i chłodne, bardzo podobne do Millie, zniknęły zupełnie w jego rękach. Całe jej istnienie było w jego dłoniach. Ta myśl wstrząsnęła całym jego ciałem. Kilka tygodni temu, kiedy wtargnęła w jego myśli, rozum i duszę, zrobił wszystko by temu zapobiec, lecz rozsądek rozsądkiem, a ciało ciałem.
Nawzajem. I wiele szczęścia’. Była to przyjęta i akceptowana forma odpowiedzi, którą usłyszał z wielu ust, lecz nie dodał ‘panienko’.
W chwili, kiedy próbowała wydobyć rękę z jego dłoni, podszedł do niej Dave. Cokolwiek zamierzał powiedzieć, a nie byłoby to zbyt miłe, co było widać w jego oczach, przerwane zostało przez krzyk dochodzący z korytarza.
...

QaHa - Pon 29 Sty, 2007 14:03

A sobie właśnie tu wdepłam i bije pokłony :thud: :thud: :thud: :thud: :thud:
Dzięki Monika

Mag - Pon 29 Sty, 2007 14:11

I drugi deserek -Dzięki Mróweczko :thud:
Gitka - Pon 29 Sty, 2007 14:19

Piękny fragmencik, dziękuję Moniczko :kwiatek:
Alison - Pon 29 Sty, 2007 17:41

O Jezu, jak ja lubię takie dreszczyczki i iskiereczki z rączki do rączki :roll:
Ach Monisiu, wiesz czym człowieka pocieszyć :kwiatek:

migotka - Pon 29 Sty, 2007 18:52

dziekuje raz jeszcze!
Monika - Nie 04 Lut, 2007 14:52

Kolejny fragmencik, ale taki malutki encik :wink:

...
Maggie podbiegła do frontowych drzwi zamierzając je zamknąć, kiedy ujrzała nadjeżdżający pojazd, który z początku wzięła za powóz, a co naprawdę było wozem, zaledwie zwykłym dwukołowym wózkiem konnym. Zawróciła do korytarzowych drzwi i krzyknęła ‘Przybył gość! To nasz pierwszy gość, najważniejszy’, po czym poderwała się znów do frontowych drzwi.
Gość?’ Agnes spojrzała na Peggy, następnie na Dave’a mówiąc ‘Któż to może być? Och, może to Stanley. Postanowił jednak przyjechać; musiał zdążyć na ostatni pociąg’.
Głosy przytłumiły się, ponieważ większość z nich wiedziała, że jeśli to on, to obie panienki, Agnes i Millie nie zostaną do końca przyjęcia, mogło to też znaczyć, że Dave i Ruthie musieliby usługiwać w salonie. Lecz Maggie rozwiała ich domysły mówiąc szeptem ‘To ktoś obcy, jakiś starszy człowiek. Wygląda na pijanego’.
Dave i Peggy Waters podążyli za Agnes wzdłuż holu, do frontowych drzwi, gdzie spojrzeli na dół przez rzadkie, sączące się światło latarni z wozu, ujrzeli mężczyznę, który wtaczał się po schodach, trzymając się kamiennej balustrady, spadłby gdyby nie Dave który szybko zbiegł po schodach i chwycił go za ramiona, mówiąc ‘Co się stało? Z kim chce pan rozmawiać? Kim pan jest?’?
Nie mógł dojrzeć twarzy mężczyzny, której górna część ukryta była pod wysokim kapeluszem, dolna zaś skrywała niechlujne wąsy sztywne od mrozu.
Robert Bradley. Szukam Roberta Bradley’a’.
To Agnes domyśliła się pierwsza, kim był ten człowiek, mimo że nigdy dotąd go nie spotkała. Wyciągnęła rękę i chwyciła go za ramię mówiąc ‘Jest pan jego wujem?’
‘Tak, tak, jestem jego wujem’
. Skinął głową.
Proszę wejść. Pomóż mu, Dave’.
Razem pomogli mu wejść po schodach, przez hol aż na korytarz gdzie stał Robert, najwyraźniej nie mogąc uwierzyć własnym oczom, ale tylko przez moment, bo za chwilę podskoczył naprzód i przytrzymał starego mężczyznę mówiąc ‘Co… co się stało? Coś z ciocią Alice?’.
‘Nie, nie’
. Potrząsnął powoli głową; wtedy ku zdumieniu wszystkich John Bradley upadł na kolana, podniósł w górę dłonie, jakby w modlitwie i powiedział ‘Bóg nakazał mi tu przyjść i prosić cię o przebaczenie. Powiedział mi bym nie rozpoczynał nowego roku’ – z trudem łapał oddech i kaszlał, po czym mówił dalej – ‘bez twego przebaczenia. Oczerniłem twoje imię, tak samo jak zrobiła to moja żona i… córka. Z ostatnich tchnieniem… zdradziła mi imię tego, kto sprowadził na nią hańbę i … Bóg ukarał mnie i…’.
Nim mógł mówić dalej, Robert prędko schylił się i chwycił wuja za ramiona zamierzając podnieść go. Lecz John Bradley był za bardzo słaby, Robert zwrócił się do innych, którzy stali ogłupiali patrząc na tą scenę ‘Pomóżcie mi’.
Jak jeden mąż podeszli bliżej, podnieśli starszego mężczyznę. Wtedy Robert odwrócił się i spojrzał na Agnes, tak jakby chciał zapytać, gdzie mam go położyć? Ona, odczytując jego niezadane pytanie rzekła ‘Zabierzcie go do salonu. Jest zmarznięty. Ruthie, podłóż do ognia. Peggy, przynieś gorącą butelkę z wodą i piecyk. Szybko.’…
Przez kolejne piętnaście minut trwała wielka krzątanina, tam i z powrotem. Ułożyli John’a Bradley’a na dywaniku, blisko ognia, podłożyli mu poduszkę pod głowę, zbliżyli piecyk do jego stóp, a po bokach butelkę z gorącą wodą. Kiedy długo nie odzyskiwał świadomości, Agnes patrząc na Roberta, który klęczał przy wuju, zapytała ‘Nie sądzisz, że trzeba posłać po doktora?’
‘Nie wiem. Prawdopodobnie, ten mróz tak go zmógł. Wiem co postawi go na nogi, trochę gorącej whisky
’. Uśmiechnął się krzywo, dodając ‘Nie byłby tak wyrozumiały, gdyby wiedział, że wlewam w niego mocny trunek’.
‘Nie dowie się’
. Robert popatrzył na Peggy i powiedział ‘To prawda… to może być dobre lekarstwo’.

Alison - Nie 04 Lut, 2007 20:14

Dziękuję Monisiu, kolejny fragment świadczący o tym jak dobrą ekranizacją był film :wink: :kwiatek:
Gitka - Pon 05 Lut, 2007 00:26

Moniko, już późno ale musial przeczytać, dziękuję :hello:
Honor Roberta "zwrócony"...

Monika - Pon 05 Lut, 2007 14:43

Pięć minut później łyżką zaaplikowali mu gorącą whisky i patrzyli z zadowoleniem jak kaszle i krztusi się. Kiedy w końcu otworzył oczy spojrzał na twarze pochylone nad nim, wymamrotał ‘Gdzie… gdzie?’. Na to Robert powiedział ‘Już dobrze. Jesteś bezpieczny, wuju. To tylko przeziębienie. Rozgrzejesz się i poczujesz się lepiej’.
Robert zdał sobie sprawę, że wypadek zrobił mnóstwo zamieszania, spojrzał na wszystkich wkoło i rzekł ‘Nie przerywajcie świętowania; ja się nim zajmę’. Na co Peggy odpowiedziała ‘Och, mamy już dość, naprawdę, starczy tego. Poza tym mogą wypić swoje drinki w kuchni; równie dobrze będzie tam co tu. Chodźmy’. Kiwnęła ręką na Ruthie, Maggie, na Greg’a i na koniec na swego męża, lecz kiedy zamykała za nimi drzwi, Agnes zawołała ‘Czy możesz iść na górę i sprawdzić jak sobie radzi Betty?’
‘Oczywiście, ale na pewno poradziła sobie z panienką Millie. Z pewnością prześpi całą noc, nigdy dotąd nie była tak podekscytowana, biedactwo
’. Odeszła uśmiechając się.
Wstając z kolan, Robert popatrzył na Agnes, przygryzł dolną wargę nim powiedział ‘Przepraszam za to wszystko’.
‘Nie przepraszaj. Myślę, że powinieneś być zadowolony, że oczyszczono twoje dobre imię
’.
Spojrzał na dół, na wuja, który zdawał się być pogrążony we śnie, odszedł trochę dalej od niego, podszedł do Agnes siedzącej w fotelu blisko ognia, który buchał teraz jasnym płomieniem i rzekł do niej ‘Nie, wcale mi nie ulżyło, ponieważ tak naprawdę nigdy mnie to nie trapiło, moje sumienie było czyste’.
‘Nie obchodzi cię, co inni o tobie myślą?’
‘Nie i nigdy nie obchodziło. Jeśli dogaduję się z ludźmi i lubią mnie, jest dobrze, jeśli nie, nie szukam ich towarzystwa. Nie przejmuję się tym co myślą inni’.
‘Lecz co jeśli ludzie, których lubisz myślą o tobie źle?’
‘Wtedy, jeśli tak się stanie, zmieni się ich stosunek do mnie, ich sympatia przerodzi się w antypatię i tak jak już mówiłem, będę im schodził z drogi’.
‘Wydaje się, że masz odpowiedź na wszystkie pytania’.
‘Hmm!
’. Obrócił głowę na bok. ‘Chciałbym mieć. Boże, naprawdę chciałbym’.
Oboje zauważyli, że nie zwraca się do niego po nazwisku, ani on nie tytułował jej ‘proszę pani’.
I nagle zadała mu dziwne pytanie: ‘Byłeś kiedykolwiek nieszczęśliwy?
Odwrócił się i spojrzał w jej twarz. Ogień błąkał się po jej policzkach, zarumienionych, najpewniej od gorąca, dopiero po kilku sekundach odpowiedział ‘Chyba nigdy; aż do teraz’.
‘Do teraz?
’ Nie śmiała zapytać dlaczego, a jego odpowiedź była pytaniem, skierowanym do niej ‘A co z panią?’ spytał. ‘Czy była pani nieszczęśliwa?’ obróciła się w fotelu i objęła rękami ramiona, opuszkami palców dotykała skórzanego oparcia, odwróciła od niego wzrok, spojrzała na ogień, wpatrywała się nadal w płomienie, kiedy odpowiedziała ‘Jeśli miałabym być szczera, powiedziałabym że tak naprawdę nie wiem co znaczy być szczęśliwą. Doznałam różnych przyjemności, lecz to nie to samo. Czuję przyjemność, kiedy gram; odczuwam rozkosz, kiedy patrzę na piękne obrazy, kiedy spaceruję po lesie. Lecz co do szczęścia, jest tyle jego rodzajów, lecz najczęściej przyprawione jest goryczą i bólem’.
Przypomniała sobie czas, kiedy myślała, że jest zakochana w Jamesie: wyobrażała sobie, że jest szczęśliwa, mimo że to uczucie zdominowane było często zazdrością.
Lecz czemu rozmawiają w ten sposób? Kto zaczął tą rozmowę?... Ona: ona chciała wiedzieć. Cóż za prowokujące, wyzywające pytanie zadała. Czy nie zdaje sobie sprawy, że daje mu pełną swobodę? Jaką swobodę? Rozmowę, dzielenie się myślami. Nigdy nie lubiła rozmawiać z żadnym z członków swej rodziny, nawet ze swoją matką. A wszyscy inni, James czy jego rodzina, James pragnął jedynie mieć chętną, dobrą i oddaną słuchaczkę. Tylko tego chciał, podczas gdy jego matka uwielbiała onieśmielać innych. Lecz w tym mężczyźnie, właśnie w nim, który fascynował ją w sposób wręcz przerażający, straszny, odnalazła zrozumienie.
Co!
...

Gitka - Pon 05 Lut, 2007 15:06

Dziękuję Monice, która jest "pod urokiem Roberta Bradley'a" :serce:
migotka - Pon 05 Lut, 2007 15:35

dziekuję wielkie:) małe nie małe a jak cieszą!!!;)
Anonymous - Pon 05 Lut, 2007 16:36

Gitka napisał/a:
Dziękuję Monice, która jest "pod urokiem Roberta Bradley'a" :serce:


i która zawsze kończy w dramatycznym momencie :D

Mag - Śro 07 Lut, 2007 08:38

Dzięki Moniko :hello:
Alison - Śro 07 Lut, 2007 11:23

:kwiatek: :kwiatek: Jeszcze nie przeczytałam, bom w pracy, ale dokleiłam i z góry dziękuję :hello:
QaHa - Śro 07 Lut, 2007 12:56

Atmosfera się zagęszcza,
merci beaucoup Monika :mrgreen:

Monika - Śro 07 Lut, 2007 17:33

Nie ma za co dziewczyny, to dla mnie czysta przyjemność :grin:
...
Słowami, które wywołały niedowierzający okrzyk ‘Co takiego!’, były ‘Powinna pani wyjść za mąż’. Natychmiast poderwała się z fotela, by za chwilę znów ciężko na nie opaść. Schowała dłonie w połach sukni, mocno je ściskając, jej twarz pokrył rumieniec, patrzyła na niego, prosto w jego mroczne, brązowe oczy i odrzekła ‘Nigdy nie wyjdę za mąż’.
‘Nigdy to bardzo długo. Dlaczego jest pani tego tak pewna?’
‘Po prostu to wiem
’.
Nie dodała, ‘Jaką szansę mam na małżeństwo? Kogo spotykam za murami tego domu?
Podążając za tokiem jej myśli, stwierdził ‘Powinna pani częściej wychodzić, odwiedzać przyjaciół. Jest pani jeszcze tak młoda’.
‘Młoda? Mam dwadzieścia sześć lat’.
‘No cóż
’ – uśmiechnął się – ‘jesteśmy w tym samym wieku, lecz pani wydaje się być znacznie młodsza ode mnie, pod wieloma względami. I’ – jego uśmiech pogłębił się – ‘o wiele ładniejsza’.
To było za dużo, za dużo; mówiąc to wszystko zapominał się. Podniosła się z fotela i podchodząc do leżącej na dywaniku postaci powiedziała ‘Powinno… powinno się położyć go do łóżka’.
Stał po drugiej strony wuja mówiąc ‘Moja ciotka z pewnością będzie się niepokoić. Lecz nie mogę go ruszyć w tym stanie. Jeśli to nie kłopot, może zostać tu do świtu? Wtedy zawiozę go do domu. Poza tym, do tej pory koń przemarznie, czy mogę…?’
‘Och, to już załatwione, Greg zaprowadził go do stajni’.
‘Dziękuję. Bardzo dziękuję’.
‘Pójdę po kogoś, kto posiedzi za ciebie’.
‘Proszę, nie, nie ma takiej potrzeby. Mam wrażenie, że za dużo wywołałem zamieszania. Nie najlepszy sposób by zacząć Nowy Rok
’.
Nie odpowiedziała, poza zdawkowym ‘Dobranoc’. Odpowiedział jej tym samym, ‘Dobranoc’. I ani razu nie dodał panienko.
Kiedy wyszła, podszedł do kominka, stanął plecami do ognia, ręce skrzyżował z tyłu, przez chwilę spoglądał na wuja. I nagle podniósł wzrok i rozejrzał się po pokoju. Poranek Nowego Roku, 1914, i oto stał w salonie, w majątku, jakby był jego właścicielem. Czy chciałby mieć taki dom? Nie, nie, z tym wszystkim wiąże się również odpowiedzialność, rozporządzanie życiem innych ludzi, to kim był było sprzeczne z rządzeniem i kierowaniem innymi. To czego pragnął od życia, to być panem dla samego siebie.
Przez ostatnie tygodnie, poza innymi sprawami w jego głowie pojawiła się myśl, pomysł, że mógłby wynająć gdzieś malutki sklepik i zacząć robić meble. Lecz, zanim mogłoby się to urzeczywistnić, potrzeba gotówki, a pewne jest to, że tutaj nie zaoszczędzi wiele. Wydał wszystko na Święta.
Spojrzał ponownie na wuja i pomyślał, Biedna Carrie. Była na tyle odważna by zdradzić prawdę. Czy to, że został oczyszczony w oczach wuja oznacza, że mógłby tam wrócić? Przypuszczał, że tak, ale nie zamierza wracać, o nie: fakt, że przyszedł tu w taką noc, z taką sprawą, było dowodem, że jego czyny zdominowane były lękiem przed Bogiem i prawdopodobnie nadal próbowałby wpajać go innym, a on nie zniósłby tego, więc nie ma powrotu do warsztatu.
Ale i tak musi stąd odejść, i to szybko. Tak, ponieważ dzisiejszej nocy, po tym, gdy dotknął jej dłoni wiedział, że przekroczył jakąś niewidzialną granicę między nimi, chwilę temu zachowała się wbrew własnym przekonaniom – wyszła mu naprzeciw, mimo że wiedzieli oboje, że to na nic, a jedyną rozsądną rzeczą byłoby to zakończyć.
Zresztą, nie jest na tyle silny by dalej to ciągnąć, pewnego dnia może coś stać się z nim i weźmie ją w ramiona, przytuli i zmaże całą samotność kryjącą się w jej oczach. Boże! Nigdy nie widział nikogo tak bardzo samotnego i biednego jak ona.
W innych okolicznościach mogliby być już małżeństwem, miałby ją w łóżku; lecz w innych okolicznościach pewnie nie miałby okazji by poznać kogoś takiego jak ona. Tam skąd pochodził nie było nikogo takiego jak ona. Porządne kobiety, o tak, miłe dziewczęta, tak, lecz nie takie jak Agnes. Miała w sobie coś, czego nie potrafił określić, przyciągała go niczym ćma do ognia.
***

migotka - Śro 07 Lut, 2007 18:22

wydrukowałam sobie I,II,III część, czekam na koniec czwartej;)
nniezłe czytadło;)
dziekuję bardzo :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group