To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV

praedzio - Nie 01 Sie, 2010 11:15

Nie ma sprawy. :D Ustalcie jakiś termin i miejsce, ja się dostosuję.
RaczejRozwazna - Nie 01 Sie, 2010 11:20

praedzio napisał/a:
Właśnie się zastanawiam nad pójściem jakoś w tygodniu, tylko mnie z kolei odstręcza Nicolas Cage ze swoją spanielowatą miną. ;) Ale mam po prostu ochotę na film w tym klimacie. Mówisz, ze najpierw SW powinnam sobie odświeżyć? :mrgreen:


Aluzje są raczej czytelne, więc specjalnie nie trzeba sobie odświeżać :-D

jeśli chodzi o obsadę - mnie z kolei odstręczała Monica Bellucci jako ukochana czarnoksiężnika. Strasznie sztuczna była, dobrze, że pojawiła się na dobre dopiero na końcu. :-P

jedna rada - jak się na to wybieracie dziewczyny, to nie spodziewajcie się za wiele, wtedy jest szansa, że się nawet rozerwiecie :mrgreen:

Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 11:51

praedzio napisał/a:
Nie ma sprawy. :D Ustalcie jakiś termin i miejsce, ja się dostosuję.

Pewnie któryś weekend by wchodził w grę :)

Admete - Nie 01 Sie, 2010 15:01

ja chcę Incepcję...Ale oczywiście nie grają u mnie :roll: To jak mantra normalnie.
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 15:12

Admete napisał/a:
ja chcę Incepcję...Ale oczywiście nie grają u mnie :roll: To jak mantra normalnie.

Ale u nas grają :wink:
http://film.onet.pl/1,repertuary.html
To co - mam rezerwować bilety na przyszły weekend? :mrgreen:

Admete - Nie 01 Sie, 2010 15:15

Jest to jakas opcja ;) Poczekaj do jutra ;)
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 15:22

Dobra, poczekam :wink:
praedzio - Nie 01 Sie, 2010 20:19

W 3D?? :shock:
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 20:27

Nie musi być w 3D, jeśli o mnie chodzi - od 3D mnie głowa boli :roll:
praedzio - Nie 01 Sie, 2010 20:32

Właśnie rzec chciałam, że powariowali z tym 3D... :roll:
trifle - Nie 01 Sie, 2010 21:04

Wczoraj w tutejszym media markcie widziałam tv 3D. Pogłupieli już ludzie...

Ja właśnie obejrzałam "Życie od kuchni" z Zetą-Jones i Eckhartem. Tego mi dzisiaj było trzeba. Po prostu idealnie. Przewidywalnie, uroczo, trochę smutno, z tym smakowitym jedzeniem...
Świetnie mi się oglądało, na wieczorny relaks polecam jak najbardziej.
http://www.filmweb.pl/Zycie.Od.Kuchni

Yvain - Nie 01 Sie, 2010 21:09

Mi też się podobało, ale wolę jednak ta wcześniejszą wersję w niemieckiej komedii "Tylko Martha" :mrgreen:
trifle - Nie 01 Sie, 2010 21:14

Właśnie na filmwebie mi się pojawił odnośnik do tego. Poszukam w wolnej chwili :) Ja nie chciałam ambitnego, trudnego filmu, ale czegoś przyjemnego i ten film taki był, więc mi się podobało ;)
Admete - Nie 01 Sie, 2010 21:15

Nie widziałam żadnego filmu w 3D i jakoś mi się nie spieszy. Mam nadzieję, że ta moda minie.
trifle - Nie 01 Sie, 2010 21:16

Ja widziałam w jednym z muzeów pokaz slajdów w 3d. Jakieś fragmenty filmów też chyba były. Okulary mnie irytowały, siedziałam za blisko, tylko mnie to denerwowało, wolę zdecydowanie dobrą jakąś 2d.
Anonymous - Nie 01 Sie, 2010 21:17

Jedyny film 3D jaki chcę zobaczyć to "Miasto ruin"
BeeMeR - Pon 02 Sie, 2010 11:45

Siódmy strumień / Seventh Stream (2001)

Film urzekł mnie od pierwszego kadru krajobrazami skalistego, mało gościnnego wybrzeża Irlandii :love_shower: , biednej, rybackiej wioski, łodzi, i takich zwykłych, biednych ludzi, niekoniecznie szczęśliwych, tęskniących do miłości tej już nieistniejącej i tej niemożliwej, lub po prostu do godnego życia bez głodu.
A wszystko to zabarwione celtycką legendą o selkie - fokach, które podczas Siódmego Strumienia (może mi ktoś wytłumaczy co to właściwie? :mysle: ) potrafią przybrać kobiecą powstać, nie mogą jednak zbyt długo zostawać na lądzie, ani zgubić foczej skóry.













Bardzo klimatyczny, niepochopny film :oklaski: - polecam.

Praedzio :kwiatki_wyciaga:

praedzio - Pon 02 Sie, 2010 11:59

Cała przyjemność po mojej stronie. :D Szczerze mówiąc, nie wiem, co to znaczy termin "siódmy strumień". To jest nazwanie pewnego okresu czasu jak np. co drugi księżyc lub podobne.

Tu trochę informacji o selkie: http://selkiesound.bravepages.com/selkie_stuff.htm

Być może Aragonte będzie wiedziała więcej.

Agn - Pon 02 Sie, 2010 23:02

Wczoraj razem z siostrą obejrzałyśmy dla odprężenia Julie & Julia.
Pani w wieku ok. lat 30-stu ma męża i drętwą pracę, którą ja bym znienawidziła po jednej minucie, ale ona w niej pracuje, bo... w sumie bo tak. Na jednym ze spotkań ze swoimi przyjaciółkami (których pewnie też bym nie lubiła) dochodzi do wniosku, że niczego w życiu nie osiągnęła i nie ma niczego, z czego mogłaby być dumna. Postanawia zatem w ciągu roku przerobić wszystkie przepisy z książki kucharskiej Julii Child. 365 dni, 500-ileś przepisów. Zakłada bloga i pisze o swoich postępach. Blog z czasem zyskuje na popularności.
Historia Julie przeplata się z historią Julii Child z lat 50-tych XX wieku, kiedy to Julia jeszcze nie była tą Julią z telewizji, która napisała fenomenalną książkę kucharską i zrobiła dzięki niej furorę. Pani Child nie umie gotować, ale uczy się tego we francuskiej szkole, nie można odmówić jej determinacji i zapału.

Powiem tak, film taki do obejrzenia i niekoniecznie powrotu do niego. Jakoś nie chwyta mnie za serce wielkie osiągnięcie w postaci całorocznego gotowania. No ale dzięki temu Julie Powell zrobiła karierę (historia jest autentyczna). Niech jej tam, wybiła się dziewczyna i została pisarką, tak jak jej się marzyło.
Wg mnie film byłby lepszy, gdyby został skrócony o jakieś pół godziny. Dwie godziny pitraszenia to dla ciut za dużo. O wiele bardziej podobały mi się sekwencje z życia Julii Child, niż współczesna opowieść Julie Powell, niemal zakochanej w swojej kuchennej idolce. A właściwie nie niemal - na końcu, gdy stoi przed zdjęciem pani Child i mówi "Kocham cię, Julio" dochodzę do wniosku, że to jednak miłość.

W rolii Julii Child pojawiła się Meryl Streep (czy jest coś, czego ta kobieta nie potrafi zagrać? Chyba nie!), w roli jej męża Stanley Tucci (świetny).
Julie Powell gra Amy Adams - tak, ta, co grała Księżniczkę "Przepraszam, czy ktoś zna drogę do pałacu?" w Zaczarowanej.
Tak jak piszę - ciut za długi, trochę przesadzony i jak na kuchenny film za mało pachnie, ale można poczuć głód w trakcie seansu.

Admete - Wto 03 Sie, 2010 09:34

A mnie się bardzo podobał i świetnie się bawiłam zwłaszcza przy wątku dawniejszym z Meryl Streep :) A Julia z naszych czasów znalazła sobie odskocznię od codzienności w psotaci gotowania i pisania o tym. W zasadzie gotowanie było pretekstem, to pisanie było istotne :) I tam nie chodziło wcale o poczucie głodu w trakcie seansu - bardziej o znalezienie właściwego miejsca w życiu - obie Julie znalazły je pisząc książki :) Dla mnie w końcu Amy Adams zagrała rolę, w której mnie nie irytuje.
Agn - Wto 03 Sie, 2010 09:38

Uczucie głodu dla widza - wiesz, jak w przypadku np. "Czekolady". Oglądasz i masz ochotę na coś słodkiego.
A Amy Adams zagrała fajnie w innym filmie (także z Meryl) - "Wątpliwość". Niesamowity film. :)

Admete - Wto 03 Sie, 2010 10:06

Cytat:
Uczucie głodu dla widza - wiesz, jak w przypadku np. "Czekolady"


Moim zdaniem, nie to było celem tego filmu. Przy Czekoladzie zresztą tez nie :) Ani przy jednym ani przy drugim nie odczuwam potrzeby jedzenia czegokolwiek :) Julie i Julia to nie jest film o gotowaniu :)

Anonymous - Wto 03 Sie, 2010 13:33

Ale ja nic nie poradzę, że miałam ochotę jeść, przy "Czekoladzie" mniej, ale przy Juliach bardzo.
Meryl jest genialną aktorką!!

BeeMeR - Wto 03 Sie, 2010 14:18

Małe kobietki [1933]

Uznałam, że najwyższa pora zapoznać się z "Małymi kobietkami", których dotąd unikałam bo wydawało mi się, że same kobiety to nic ciekawego :P
I mimo iż panowie oczywiście są i wątki miłosne tudzież trochę racji miałam, albowiem film mogę podsumować zdaniem: "o matko i córko jak one się wszystkie wydzierają na wyprzódki" :zalamka:
Jakbym oldskula oglądała ;) - co najmniej dwukrotnie zwątpiłam, czy film ten dokończę przez wzgląd na moje biedne uszy. :roll:
Nie wiem czy wic polega na złym nagłośnieniu, czy na tym, że dorosłe kobiety udawały młódki w dużej mierze za pomocą przekrzykiwania się, faktem jednak jest, że strasznie mnie to denerwowało, a szkoda, bo i historia jest bardzo przemyślana i postaci barwne i kostiumy piękne.
Najbardziej zaś irytowała mnie Katharine Hepburn jako Josephine March - z jednej strony wspaniale przedstawiona postać niepokornej, zadziornej chłopczycy, z drugiej źródło największego jazgotu.



i jej przyjaciel Laurie


Znacznie bardziej podobały mi się jej filmowe siostry:

stonowana Meg i jej romans:


szalenie nieśmiała Beth i jej pianino


i niesforna Amy


oraz inne postaci z upiorną cioteczką na czele :mrgreen:


Pięknie pozowane ujęcia :mrgreen:






Wielka szkoda, że nie mogę polecić z czystym sumieniem. :(

Agn - Wto 03 Sie, 2010 22:02

Basiu, zazdraszczam. Uwielbiam "Małe kobietki" (jedna z książek dziewczęcych, którą przeczytałam w dzieciństwie z przyjemnością), a widziałam tylko jedną ekranizację (tę z Susan Sarandon i Winoną Ryder).


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group