Seriale - SUPERNATURAL Next Generation
praedzio - Nie 15 Cze, 2008 21:45
| lady_kasiek napisał/a: | | To bardzo brzydko śmiać się z czyjegoś nieszczęścia praedziu. Bardzo brzydko |
Eeeee.... Przepraszam... Rozśmieszyła mnie twoja determinacja, Kaśku!
Za co jeszcze raz
Anonymous - Nie 15 Cze, 2008 21:52
Praedziu na Ciebie nie mam prawa się gniewać. nie ma opcji
Pragnę zauważyć, że w tydzień temat rozlazł się już na 9 stron. Jak fajnie się z Wami gada i czyta o tym serialiku(na inne tematy również niczego sobie) kurczę a ja nikogo nie mogę zarazić :|
Aragonte - Nie 15 Cze, 2008 22:09
Ja większości też nie mogę zarażać, bo nie trawią fantastyki ale podejmę próbę rozsiania supernaturalnej zarazy na Śląsk
Edit: no i wyszło na to, że pleciuga jestem, skoro temat tak się rozwija
praedzio - Nie 15 Cze, 2008 22:15
No, tak, bo przecież reszta to mruki i niemowy są...
Aragonte - Nie 15 Cze, 2008 22:17
Wiesz co, ale ja i tak połowę postów z oglądania edytowałam, zamiast pisać nowe
praedzio - Nie 15 Cze, 2008 22:20
Taaa... tłumacz się, tłumacz...
Harry_the_Cat - Nie 15 Cze, 2008 23:47
Musiałam pominąc ze 30 postów, bo dyskusja znowu mnie straaaasznie wyprzedza.
Skonczyłam sezon 1. Ostatnie dwa odcinki bardzo mi się podobały, bo doskonale podsumowują relacje w rodzinie. Papy Winchestera za bardzo nie lubię - mam jak Cait i dalej najbardziej lubię Deana... Zgrywa luzaka, a tak naprawdę cała jego postawa to desperacka walka o akceptację przez ojca.
Wzruszyłam się nieco, jak Sam uwierzył Deanowi, że to nie jest ich ojciec. I na samym końcu, przed wypadkiem, miałam wrażenie, jak Sam spojrzał na Deana w lusterku, że w duzej mierze decyzja o niezastrzeleniu demona/ ojca, miała właśnie związek z Deanem.
Jeśli chodzi o samą walke z demonami, to dla mnie - jak chyba dla wszystkich tu - ma ona charakter drugorzędny, więc nie będę jej komentować
Ide oglądać początek sezonu 2.
Aragonte - Nie 15 Cze, 2008 23:57
Harry, ja też nie kocham papy Winchestera, mimo wszystko
I dalej jestem w klubie Sama - choć Dean też mi obojętny nie jest
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 00:06
Dean w białej koszulce i boso....
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 00:08
Harry, hamuj się, ludzie patrzą
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 00:10
Nie mow, że na Ciebie nie podziałało
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 00:15
A wiesz, że nie pamiętam tego ujęcia?
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 00:30
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 09:02
Aaa, to... wiesz, jakoś nie podziałało, skupiałam się na czym innym
Anonymous - Pon 16 Cze, 2008 12:43
Dean w tym szpitalnym łaszku to jest strasznie pociągający, ale na mnie większe wrażenie robił młodszy brat W swoim gniewem na ojca, że jemu tak bimba stan syna
Deanariell - Pon 16 Cze, 2008 17:37
| lady_kasiek napisał/a: | | Dean w tym szpitalnym łaszku to jest strasznie pociągający, ale na mnie większe wrażenie robił młodszy brat W swoim gniewem na ojca, że jemu tak bimba stan syna |
Owszem, Sam był kochany w tej trosce o brata... Piękny jest ten odcinek, chociaż taki tragiczny...
| Harry_the_Cat napisał/a: | Dean w białej koszulce i boso.... |
| Harry_the_Cat napisał/a: | Nie mow, że na Ciebie nie podziałało |
Harry u mnie możesz zawsze liczyć na zrozumienie w tym względzie Na mnie podziałało... Wtedy jeszcze nie byłyśmy pewne jak to wszystko się skończy - serce mi się kroiło na plasterki na myśl, że Dean może tym razem naprawdę umrzeć I ta rozmowa ze Śmiercią... Uważam, że scenariusz do tego odcinka to autentyczna perełka!
| Harry_the_Cat napisał/a: | | I na samym końcu, przed wypadkiem, miałam wrażenie, jak Sam spojrzał na Deana w lusterku, że w duzej mierze decyzja o niezastrzeleniu demona/ ojca, miała właśnie związek z Deanem. |
I słuszne miałaś wrażenie - Dean stał się w sumie bliższy Samowi, w końcu przez pół życia zastępował mu ojca i matkę... Mnie też zawsze rozczula siła uczucia braci względem siebie... Dlatego tak niepokoi mnie ta zmiana relacji zapowiadana w IV sezonie... mam jednak nadzieję, że braterska miłość zwycięży ostatecznie nad siłami piekieł...
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Papy Winchestera za bardzo nie lubię |
| Aragonte napisał/a: | | ja też nie kocham papy Winchestera, mimo wszystko |
A ja go rozumiem... ten wojskowy dryl... przyznał przecież w rozmowie z Samem, że ma sobie wiele do zarzucenia jako ojciec, ale właściwie to ja osobiście nie mam pomysłu, co innego mógł zrobić w sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina? Żona ginie w tajemniczych okolicznościach... później dowiaduje się, że to robota jakiegoś demona - DEMONA!!! Jak to powiedzieć normalnym ludziom? Nagle z dnia na dzień zostaje sam, z dwoma małymi synami, dodatkowo musi stać się łowcą, wejść w cały ten absurdalny i nierealny (z punktu widzenia zwykłych śmiertelników) świat - nauczyć się jak przetrwać i jak ochronić synów przed złem... jak w ogóle powiedzieć, wytłumaczyć dzieciom zaistniałą sytuację... Ja mu współczuję - mógł się załamać po śmierci Mary, oddać gdzieś dzieci na wychowanie, ale tego nie zrobił. Wiedział, że tylko on może właściwie nad nimi czuwać i wychować tak, aby nie dali się zbyt łatwo zabić ciemnym siłom... Kochał chłopców całym sercem, zresztą dowodem jest jego ostateczne poświęcenie - gdyby pragnął jedynie zemsty, mógł przecież zabić demona - Dean by umarł, ale zemsta byłaby dopełniona... w końcu stało się to celem jego życia, nie? A jednak za wszelką cenę chciał uratować syna... oczywiście nie mógł zdradzić planu Samowi, bo trzeba było działać szybko, a wiadomo, że młodszy Winchester za nic w świecie nie poparłby takiego rozwiązania... niestety wydaje się, że w tamtej chwili była to jedyna opcja... Tak więc John Winchester miał wiele wad i pewnie często popełniał błędy wychowawcze, ale w ostatecznym rozrachunku potrafił się do tego przyznać, powiedzieć chłopcom, że mają rację - scena, kiedy był opętany... REWELACJA! Kapitalnie zagrana. Było mi autentycznie przykro, gdy lekarze po nieudanej próbie reanimacji Johna, oznajmili czas zgonu - no i ta rozpacz braci, czuło się ją prawie namacalnie... Każdy z nich inaczej to przeżył... Nam (tzn. mnie i Admete) Jeffrey Dean Morgan w tej roli bardzo się podobał - nie wyobrażam sobie innego Papy - Papa W. was the best...
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 17:50
| Deanariell napisał/a: | | I słuszne miałaś wrażenie - Dean stał się w sumie bliższy Samowi, w końcu przez pół życia zastępował mu ojca i matkę... Mnie też zawsze rozczula siła uczucia braci względem siebie... Dlatego tak niepokoi mnie ta zmiana relacji zapowiadana w IV sezonie... mam jednak nadzieję, że braterska miłość zwycięży ostatecznie nad siłami piekieł... |
A ja się mocno obawiam, że ten drań Kripke ustawi braci po dwóch stronach barykady I to zrobi coś takiego pod koniec sezonu, żeby rozszarpać nerwy fanów na strzępki
Co do papy W. - ooo, jako postać jest świetny! I grany jest baaardzo dobrze. Nie potrafię tylko wzruszać się jego losem inaczej jak przez pryzmat cierpienia Deana i Sama...
Deanariell - Pon 16 Cze, 2008 17:54
| Aragonte napisał/a: | | A ja się mocno obawiam, że ten drań Kripke ustawi braci po dwóch stronach barykady |
Wiele osób się tego spodziewa - to logiczna konsekwencja wydarzeń... pewnie tak właśnie będzie - a jednak... spodziewać się to zupełnie co innego, jak zobaczyć na własne oczy i przeżyć... Mam nadzieję, że jakoś wspólnie to wszystko przetrwamy
Anonymous - Pon 16 Cze, 2008 18:34
Nie wierzę, że Sam i Dean mogliby walczyć przeciw sobie. Nie wierzę.
Zabiłabym za to tego Kropke, czy Kripke.
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 18:41
Kasiek, wystarczy, żeby jednego coś porządnie opętało, i po herbacie
praedzio - Pon 16 Cze, 2008 18:45
Ja stanowczo protestuję, jeśli Sam i Dean staną się wrogami!!! To w ogóle jest nie do pomyślenia! Kripke będzie musiał coś innego wymyślić.
Ja myślę, że to będzie coś innego. Przeżycia takie a nie inne sprawią, że być może oddalą się od siebie na jakiś czas. Pamiętacie, jak Sam zamykał się w sobie? Nawet alkohol był wtedy w robocie... Myślę, że teraz będzie podobnie z Deanem, tylko na większą skalę.
A zresztą, to takie moje gdybanie. Może będzie zupełnie inaczej.
Anonymous - Pon 16 Cze, 2008 18:49
Te dwie strony barykady robią się zbyt oczywiste a to ma być w końcu jakieś zaskoczenie | Aragonte napisał/a: | | Kasiek, wystarczy, żeby jednego coś porządnie opętało, i po herbacie |
niestety zdaję sobie z tego sprawę, ale jak rzecze praedzio | praedzio napisał/a: | | Kripke będzie musiał coś innego wymyślić. |
bo jak nie to nioczym Howard Webb stanie się wrogiem number 1
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 18:56
| praedzio napisał/a: | Ja stanowczo protestuję, jeśli Sam i Dean staną się wrogami!!! To w ogóle jest nie do pomyślenia! Kripke będzie musiał coś innego wymyślić. |
A ja nadal się obawiam, że to jest możliwe właśnie dlatego, że chyba nic innego nie szarpnęłoby tak mocno, a Kripke uwielbia grać na nerwach...
Ale to tylko moje gdybanie, nie nerwujsia, Praedzio
| praedzio napisał/a: | Pamiętacie, jak Sam zamykał się w sobie? Nawet alkohol był wtedy w robocie... |
Nie pamiętacie, bo oglądaliście dopiero 5 odcinek II serii
praedzio - Pon 16 Cze, 2008 19:03
To najlepsze jeszcze przed tobą.
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 19:07
| Deanariell napisał/a: | | lady_kasiek napisał/a: | | Dean w tym szpitalnym łaszku to jest strasznie pociągający, ale na mnie większe wrażenie robił młodszy brat W swoim gniewem na ojca, że jemu tak bimba stan syna |
Owszem, Sam był kochany w tej trosce o brata... Piękny jest ten odcinek, chociaż taki tragiczny...
| Harry_the_Cat napisał/a: | Dean w białej koszulce i boso.... |
| Harry_the_Cat napisał/a: | Nie mow, że na Ciebie nie podziałało |
Harry u mnie możesz zawsze liczyć na zrozumienie w tym względzie Na mnie podziałało... Wtedy jeszcze nie byłyśmy pewne jak to wszystko się skończy - serce mi się kroiło na plasterki na myśl, że Dean może tym razem naprawdę umrzeć I ta rozmowa ze Śmiercią...
|
No ja wiem, że jest jeszcze seria 3 i w ogole Ale cieszę się, że zgadzamy się w kwestiach estetyki
| Cytat: |
| Harry_the_Cat napisał/a: | | I na samym końcu, przed wypadkiem, miałam wrażenie, jak Sam spojrzał na Deana w lusterku, że w duzej mierze decyzja o niezastrzeleniu demona/ ojca, miała właśnie związek z Deanem. |
I słuszne miałaś wrażenie - Dean stał się w sumie bliższy Samowi, w końcu przez pół życia zastępował mu ojca i matkę... Mnie też zawsze rozczula siła uczucia braci względem siebie... Dlatego tak niepokoi mnie ta zmiana relacji zapowiadana w IV sezonie... mam jednak nadzieję, że braterska miłość zwycięży ostatecznie nad siłami piekieł... |
och, ale mnie straszycie! To ich rosnące przywiązanie, okazywane nawet w gniewie, jest świetne. Podoba mi się, jak pokazane jest jak obaj probują - każdy na swoj sposob - poradzić sobie ze śmiercią ojca.
| Cytat: |
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Papy Winchestera za bardzo nie lubię |
| Aragonte napisał/a: | | ja też nie kocham papy Winchestera, mimo wszystko |
A ja go rozumiem... ten wojskowy dryl... przyznał przecież w rozmowie z Samem, że ma sobie wiele do zarzucenia jako ojciec, ale właściwie to ja osobiście nie mam pomysłu, co innego mógł zrobić w sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina? Żona ginie w tajemniczych okolicznościach... później dowiaduje się, że to robota jakiegoś demona - DEMONA!!! Jak to powiedzieć normalnym ludziom? Nagle z dnia na dzień zostaje sam, z dwoma małymi synami, dodatkowo musi stać się łowcą, wejść w cały ten absurdalny i nierealny (z punktu widzenia zwykłych śmiertelników) świat - nauczyć się jak przetrwać i jak ochronić synów przed złem... jak w ogóle powiedzieć, wytłumaczyć dzieciom zaistniałą sytuację... Ja mu współczuję - mógł się załamać po śmierci Mary, oddać gdzieś dzieci na wychowanie, ale tego nie zrobił. Wiedział, że tylko on może właściwie nad nimi czuwać i wychować tak, aby nie dali się zbyt łatwo zabić ciemnym siłom... Kochał chłopców całym sercem, zresztą dowodem jest jego ostateczne poświęcenie - gdyby pragnął jedynie zemsty, mógł przecież zabić demona - Dean by umarł, ale zemsta byłaby dopełniona... w końcu stało się to celem jego życia, nie? A jednak za wszelką cenę chciał uratować syna... oczywiście nie mógł zdradzić planu Samowi, bo trzeba było działać szybko, a wiadomo, że młodszy Winchester za nic w świecie nie poparłby takiego rozwiązania... niestety wydaje się, że w tamtej chwili była to jedyna opcja... Tak więc John Winchester miał wiele wad i pewnie często popełniał błędy wychowawcze, ale w ostatecznym rozrachunku potrafił się do tego przyznać, powiedzieć chłopcom, że mają rację - scena, kiedy był opętany... REWELACJA! Kapitalnie zagrana. Było mi autentycznie przykro, gdy lekarze po nieudanej próbie reanimacji Johna, oznajmili czas zgonu - no i ta rozpacz braci, czuło się ją prawie namacalnie... Każdy z nich inaczej to przeżył... Nam (tzn. mnie i Admete) Jeffrey Dean Morgan w tej roli bardzo się podobał - nie wyobrażam sobie innego Papy - Papa W. was the best... | [/quote]
Oczywiście aktorstwu nie mam nic do zarzucenia - BTW, JENSEN TEŻ SIĘ ZDECYDOWANIE WYROBIŁ... I z punktu widzenia psychologii konstrukcja postaci Johna tez jest ok. To takie ludzkie odczucia - Sam się buntował i ta relacja mnie jakoś mniej boli, ale strasznie mi żal Deana (nie twierdze, ze jestem obiektywna!). Nawet tą biedną Impalę mu wypominał... W sumie tak to wygląda, jakby Dean potrzebny był tylko do ochrony Sammy'ego...
|
|
|