To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - SUPERNATURAL Next Generation

praedzio - Nie 15 Cze, 2008 21:45

lady_kasiek napisał/a:
To bardzo brzydko śmiać się z czyjegoś nieszczęścia praedziu. Bardzo brzydko

Eeeee.... Przepraszam... :ops1: Rozśmieszyła mnie twoja determinacja, Kaśku! :mrgreen:
Za co jeszcze raz :sorry3:

Anonymous - Nie 15 Cze, 2008 21:52

Praedziu na Ciebie nie mam prawa się gniewać. nie ma opcji :mrgreen: :cmok:

Pragnę zauważyć, że w tydzień temat rozlazł się już na 9 stron. Jak fajnie się z Wami gada i czyta o tym serialiku(na inne tematy również niczego sobie) kurczę a ja nikogo nie mogę zarazić :|

Aragonte - Nie 15 Cze, 2008 22:09

Ja większości też nie mogę zarażać, bo nie trawią fantastyki :wink: ale podejmę próbę rozsiania supernaturalnej zarazy na Śląsk :-P

Edit: no i wyszło na to, że pleciuga jestem, skoro temat tak się rozwija :rotfl:

praedzio - Nie 15 Cze, 2008 22:15

No, tak, bo przecież reszta to mruki i niemowy są... :P
Aragonte - Nie 15 Cze, 2008 22:17

Wiesz co, ale ja i tak połowę postów z oglądania edytowałam, zamiast pisać nowe :-P
praedzio - Nie 15 Cze, 2008 22:20

Taaa... tłumacz się, tłumacz... :lol: ;)
Harry_the_Cat - Nie 15 Cze, 2008 23:47

Musiałam pominąc ze 30 postów, bo dyskusja znowu mnie straaaasznie wyprzedza.
Skonczyłam sezon 1. Ostatnie dwa odcinki bardzo mi się podobały, bo doskonale podsumowują relacje w rodzinie. Papy Winchestera za bardzo nie lubię - mam jak Cait i dalej najbardziej lubię Deana... Zgrywa luzaka, a tak naprawdę cała jego postawa to desperacka walka o akceptację przez ojca.
Wzruszyłam się nieco, jak Sam uwierzył Deanowi, że to nie jest ich ojciec. I na samym końcu, przed wypadkiem, miałam wrażenie, jak Sam spojrzał na Deana w lusterku, że w duzej mierze decyzja o niezastrzeleniu demona/ ojca, miała właśnie związek z Deanem.
Jeśli chodzi o samą walke z demonami, to dla mnie - jak chyba dla wszystkich tu ;) - ma ona charakter drugorzędny, więc nie będę jej komentować :)
Ide oglądać początek sezonu 2.

Aragonte - Nie 15 Cze, 2008 23:57

Harry, ja też nie kocham papy Winchestera, mimo wszystko :roll:
I dalej jestem w klubie Sama - choć Dean też mi obojętny nie jest :wink:

Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 00:06

Dean w białej koszulce i boso.... :thud:
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 00:08

Harry, hamuj się, ludzie patrzą :mrgreen: :wink:
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 00:10

Nie mow, że na Ciebie nie podziałało :rumieniec:
Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 00:15

A wiesz, że nie pamiętam tego ujęcia? :rumieniec:
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 00:30


Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 09:02

Aaa, to... wiesz, jakoś nie podziałało, skupiałam się na czym innym :wink:
Anonymous - Pon 16 Cze, 2008 12:43

Dean w tym szpitalnym łaszku to jest strasznie pociągający, ale na mnie większe wrażenie robił młodszy brat W swoim gniewem na ojca, że jemu tak bimba stan syna
Deanariell - Pon 16 Cze, 2008 17:37

lady_kasiek napisał/a:
Dean w tym szpitalnym łaszku to jest strasznie pociągający, ale na mnie większe wrażenie robił młodszy brat W swoim gniewem na ojca, że jemu tak bimba stan syna

Owszem, Sam był kochany w tej trosce o brata... Piękny jest ten odcinek, chociaż taki tragiczny...

Harry_the_Cat napisał/a:
Dean w białej koszulce i boso.... :thud:

Harry_the_Cat napisał/a:
Nie mow, że na Ciebie nie podziałało :rumieniec:

Harry :D u mnie możesz zawsze liczyć na zrozumienie w tym względzie :slina: Na mnie podziałało... :serduszkate: Wtedy jeszcze nie byłyśmy pewne jak to wszystko się skończy - serce mi się kroiło na plasterki na myśl, że Dean może tym razem naprawdę umrzeć :( I ta rozmowa ze Śmiercią... :cry2: Uważam, że scenariusz do tego odcinka to autentyczna perełka! :oklaski:

Harry_the_Cat napisał/a:
I na samym końcu, przed wypadkiem, miałam wrażenie, jak Sam spojrzał na Deana w lusterku, że w duzej mierze decyzja o niezastrzeleniu demona/ ojca, miała właśnie związek z Deanem.

I słuszne miałaś wrażenie - Dean stał się w sumie bliższy Samowi, w końcu przez pół życia zastępował mu ojca i matkę... Mnie też zawsze rozczula siła uczucia braci względem siebie... Dlatego tak niepokoi mnie ta zmiana relacji zapowiadana w IV sezonie... mam jednak nadzieję, że braterska miłość zwycięży ostatecznie nad siłami piekieł...

Harry_the_Cat napisał/a:
Papy Winchestera za bardzo nie lubię

Aragonte napisał/a:
ja też nie kocham papy Winchestera, mimo wszystko

A ja go rozumiem... ten wojskowy dryl... przyznał przecież w rozmowie z Samem, że ma sobie wiele do zarzucenia jako ojciec, ale właściwie to ja osobiście nie mam pomysłu, co innego mógł zrobić w sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina? Żona ginie w tajemniczych okolicznościach... później dowiaduje się, że to robota jakiegoś demona - DEMONA!!! Jak to powiedzieć normalnym ludziom? Nagle z dnia na dzień zostaje sam, z dwoma małymi synami, dodatkowo musi stać się łowcą, wejść w cały ten absurdalny i nierealny (z punktu widzenia zwykłych śmiertelników) świat - nauczyć się jak przetrwać i jak ochronić synów przed złem... jak w ogóle powiedzieć, wytłumaczyć dzieciom zaistniałą sytuację... Ja mu współczuję - mógł się załamać po śmierci Mary, oddać gdzieś dzieci na wychowanie, ale tego nie zrobił. Wiedział, że tylko on może właściwie nad nimi czuwać i wychować tak, aby nie dali się zbyt łatwo zabić ciemnym siłom... Kochał chłopców całym sercem, zresztą dowodem jest jego ostateczne poświęcenie - gdyby pragnął jedynie zemsty, mógł przecież zabić demona - Dean by umarł, ale zemsta byłaby dopełniona... w końcu stało się to celem jego życia, nie? A jednak za wszelką cenę chciał uratować syna... oczywiście nie mógł zdradzić planu Samowi, bo trzeba było działać szybko, a wiadomo, że młodszy Winchester za nic w świecie nie poparłby takiego rozwiązania... niestety wydaje się, że w tamtej chwili była to jedyna opcja... Tak więc John Winchester miał wiele wad i pewnie często popełniał błędy wychowawcze, ale w ostatecznym rozrachunku potrafił się do tego przyznać, powiedzieć chłopcom, że mają rację - scena, kiedy był opętany... :oklaski: REWELACJA! Kapitalnie zagrana. Było mi autentycznie przykro, gdy lekarze po nieudanej próbie reanimacji Johna, oznajmili czas zgonu - no i ta rozpacz braci, czuło się ją prawie namacalnie... :cry2: Każdy z nich inaczej to przeżył... Nam (tzn. mnie i Admete) Jeffrey Dean Morgan w tej roli bardzo się podobał - nie wyobrażam sobie innego Papy - Papa W. was the best... ;)

Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 17:50

Deanariell napisał/a:
I słuszne miałaś wrażenie - Dean stał się w sumie bliższy Samowi, w końcu przez pół życia zastępował mu ojca i matkę... Mnie też zawsze rozczula siła uczucia braci względem siebie... Dlatego tak niepokoi mnie ta zmiana relacji zapowiadana w IV sezonie... mam jednak nadzieję, że braterska miłość zwycięży ostatecznie nad siłami piekieł...

A ja się mocno obawiam, że ten drań Kripke ustawi braci po dwóch stronach barykady :roll: I to zrobi coś takiego pod koniec sezonu, żeby rozszarpać nerwy fanów na strzępki :bejsbol:

Co do papy W. - ooo, jako postać jest świetny! I grany jest baaardzo dobrze. Nie potrafię tylko wzruszać się jego losem inaczej jak przez pryzmat cierpienia Deana i Sama...

Deanariell - Pon 16 Cze, 2008 17:54

Aragonte napisał/a:
A ja się mocno obawiam, że ten drań Kripke ustawi braci po dwóch stronach barykady

Wiele osób się tego spodziewa - to logiczna konsekwencja wydarzeń... pewnie tak właśnie będzie - a jednak... spodziewać się to zupełnie co innego, jak zobaczyć na własne oczy i przeżyć... :( Mam nadzieję, że jakoś wspólnie to wszystko przetrwamy :hug_grupowy:

Anonymous - Pon 16 Cze, 2008 18:34

Nie wierzę, że Sam i Dean mogliby walczyć przeciw sobie. Nie wierzę.
Zabiłabym za to tego Kropke, czy Kripke. :bejsbol:

Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 18:41

Kasiek, wystarczy, żeby jednego coś porządnie opętało, i po herbacie :(
praedzio - Pon 16 Cze, 2008 18:45

Ja stanowczo protestuję, jeśli Sam i Dean staną się wrogami!!! :cry2: To w ogóle jest nie do pomyślenia! :bejsbol: Kripke będzie musiał coś innego wymyślić.

Ja myślę, że to będzie coś innego. Przeżycia takie a nie inne sprawią, że być może oddalą się od siebie na jakiś czas. Pamiętacie, jak Sam zamykał się w sobie? Nawet alkohol był wtedy w robocie... ;) Myślę, że teraz będzie podobnie z Deanem, tylko na większą skalę.

A zresztą, to takie moje gdybanie. Może będzie zupełnie inaczej. ;)

Anonymous - Pon 16 Cze, 2008 18:49

Te dwie strony barykady robią się zbyt oczywiste a to ma być w końcu jakieś zaskoczenie
Aragonte napisał/a:
Kasiek, wystarczy, żeby jednego coś porządnie opętało, i po herbacie

niestety zdaję sobie z tego sprawę, ale jak rzecze praedzio
praedzio napisał/a:
Kripke będzie musiał coś innego wymyślić.

bo jak nie to nioczym Howard Webb stanie się wrogiem number 1 :wink:

Aragonte - Pon 16 Cze, 2008 18:56

praedzio napisał/a:
Ja stanowczo protestuję, jeśli Sam i Dean staną się wrogami!!! :cry2: To w ogóle jest nie do pomyślenia! :bejsbol: Kripke będzie musiał coś innego wymyślić.

A ja nadal się obawiam, że to jest możliwe właśnie dlatego, że chyba nic innego nie szarpnęłoby tak mocno, a Kripke uwielbia grać na nerwach...

Ale to tylko moje gdybanie, nie nerwujsia, Praedzio :pociesz:

praedzio napisał/a:
Pamiętacie, jak Sam zamykał się w sobie? Nawet alkohol był wtedy w robocie... ;)

Nie pamiętacie, bo oglądaliście dopiero 5 odcinek II serii :wink:

praedzio - Pon 16 Cze, 2008 19:03

To najlepsze jeszcze przed tobą. :lol:
Harry_the_Cat - Pon 16 Cze, 2008 19:07

Deanariell napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
Dean w tym szpitalnym łaszku to jest strasznie pociągający, ale na mnie większe wrażenie robił młodszy brat W swoim gniewem na ojca, że jemu tak bimba stan syna

Owszem, Sam był kochany w tej trosce o brata... Piękny jest ten odcinek, chociaż taki tragiczny...

Harry_the_Cat napisał/a:
Dean w białej koszulce i boso.... :thud:

Harry_the_Cat napisał/a:
Nie mow, że na Ciebie nie podziałało :rumieniec:

Harry :D u mnie możesz zawsze liczyć na zrozumienie w tym względzie :slina: Na mnie podziałało... :serduszkate: Wtedy jeszcze nie byłyśmy pewne jak to wszystko się skończy - serce mi się kroiło na plasterki na myśl, że Dean może tym razem naprawdę umrzeć :( I ta rozmowa ze Śmiercią... :cry2:



No ja wiem, że jest jeszcze seria 3 i w ogole ;) Ale cieszę się, że zgadzamy się w kwestiach estetyki ;)

Cytat:

Harry_the_Cat napisał/a:
I na samym końcu, przed wypadkiem, miałam wrażenie, jak Sam spojrzał na Deana w lusterku, że w duzej mierze decyzja o niezastrzeleniu demona/ ojca, miała właśnie związek z Deanem.

I słuszne miałaś wrażenie - Dean stał się w sumie bliższy Samowi, w końcu przez pół życia zastępował mu ojca i matkę... Mnie też zawsze rozczula siła uczucia braci względem siebie... Dlatego tak niepokoi mnie ta zmiana relacji zapowiadana w IV sezonie... mam jednak nadzieję, że braterska miłość zwycięży ostatecznie nad siłami piekieł...


och, ale mnie straszycie! To ich rosnące przywiązanie, okazywane nawet w gniewie, jest świetne. Podoba mi się, jak pokazane jest jak obaj probują - każdy na swoj sposob - poradzić sobie ze śmiercią ojca.
Cytat:

Harry_the_Cat napisał/a:
Papy Winchestera za bardzo nie lubię

Aragonte napisał/a:
ja też nie kocham papy Winchestera, mimo wszystko

A ja go rozumiem... ten wojskowy dryl... przyznał przecież w rozmowie z Samem, że ma sobie wiele do zarzucenia jako ojciec, ale właściwie to ja osobiście nie mam pomysłu, co innego mógł zrobić w sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina? Żona ginie w tajemniczych okolicznościach... później dowiaduje się, że to robota jakiegoś demona - DEMONA!!! Jak to powiedzieć normalnym ludziom? Nagle z dnia na dzień zostaje sam, z dwoma małymi synami, dodatkowo musi stać się łowcą, wejść w cały ten absurdalny i nierealny (z punktu widzenia zwykłych śmiertelników) świat - nauczyć się jak przetrwać i jak ochronić synów przed złem... jak w ogóle powiedzieć, wytłumaczyć dzieciom zaistniałą sytuację... Ja mu współczuję - mógł się załamać po śmierci Mary, oddać gdzieś dzieci na wychowanie, ale tego nie zrobił. Wiedział, że tylko on może właściwie nad nimi czuwać i wychować tak, aby nie dali się zbyt łatwo zabić ciemnym siłom... Kochał chłopców całym sercem, zresztą dowodem jest jego ostateczne poświęcenie - gdyby pragnął jedynie zemsty, mógł przecież zabić demona - Dean by umarł, ale zemsta byłaby dopełniona... w końcu stało się to celem jego życia, nie? A jednak za wszelką cenę chciał uratować syna... oczywiście nie mógł zdradzić planu Samowi, bo trzeba było działać szybko, a wiadomo, że młodszy Winchester za nic w świecie nie poparłby takiego rozwiązania... niestety wydaje się, że w tamtej chwili była to jedyna opcja... Tak więc John Winchester miał wiele wad i pewnie często popełniał błędy wychowawcze, ale w ostatecznym rozrachunku potrafił się do tego przyznać, powiedzieć chłopcom, że mają rację - scena, kiedy był opętany... :oklaski: REWELACJA! Kapitalnie zagrana. Było mi autentycznie przykro, gdy lekarze po nieudanej próbie reanimacji Johna, oznajmili czas zgonu - no i ta rozpacz braci, czuło się ją prawie namacalnie... :cry2: Każdy z nich inaczej to przeżył... Nam (tzn. mnie i Admete) Jeffrey Dean Morgan w tej roli bardzo się podobał - nie wyobrażam sobie innego Papy - Papa W. was the best... ;)
[/quote]

Oczywiście aktorstwu nie mam nic do zarzucenia - BTW, JENSEN TEŻ SIĘ ZDECYDOWANIE WYROBIŁ... :serduszkate: I z punktu widzenia psychologii konstrukcja postaci Johna tez jest ok. To takie ludzkie odczucia - Sam się buntował i ta relacja mnie jakoś mniej boli, ale strasznie mi żal Deana (nie twierdze, ze jestem obiektywna!). Nawet tą biedną Impalę mu wypominał... W sumie tak to wygląda, jakby Dean potrzebny był tylko do ochrony Sammy'ego...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group