Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Gunia - Nie 15 Lip, 2007 21:59
| Maryann napisał/a: | | Gunia napisał/a: | To ten Fitzwilliam był niezłą szychą, skoro miał własnego ordynansa. A tak na ubóstwo narzekał... |
Dla niego to było ubóstwo. W końcu to młodszy syn hrabiego... |
Jacy z tych facetów snobi.
Alison - Nie 15 Lip, 2007 22:06
| Gunia napisał/a: | | Może w Anglii było inaczej, ale w "Wojnie i pokoju" ordynansa mieli tylko najważniejsi z dowódców. Inni mieli po prostu lokajów. |
Guniu, może to kwestia tłumaczenia, ale ordynans to taki wojskowy służący. Dawniej każdy oficer miał swego ordynansa, czyli szeregowego żołnierza, a wyżsi oficerowie, podoficerów, do tzw. usług - czyszczenie butów, czyszczenie munduru, prasowanie koszul, załatwianie poczty, przynoszenie posiłków itp, właśnie takiego lokaja, tyle, że wojskowego.
To nie był snobizm, to była norma.
Gunia - Nie 15 Lip, 2007 22:10
Chodzi mi o to, że sam fakt, że to ordynans, a nie cywilny lokaj świadczy o pewnym statusie.
Caroline - Pon 16 Lip, 2007 08:57
Dziś już osobiście. Pożegnanie.
Rozdział III, cz.25
- Dziękuję pani, jego lordowska mość usłyszy to z przyjemnością! Z niedowierzaniem, ale i z przyjemnością.
Darcy zwrócił się w stronę pokoju i ostatniego ukłonu kuzyna nad ręką lady Catherine. Najwyraźniej lady Catherine wzywała do jakiegoś zawieszenia broni. Zazwyczaj tak robiła, gdy wcześniej mogła podręczyć bratanka Matlocków przez całą ich wizytę. Darcy podejrzewał, że jej łaskawość wynikała raczej z pragnienia zapewnienia sobie ich corocznego przyjazdu, który przynosił ulgę jej przerażającej samotności, niż z pragnienia wykonania jakichkolwiek pojednawczych gestów.
- Do zobaczenia zatem – lady Catherine dała znać, że ceremonia dobiega końca. – Oczekuję was jesienią. Anna czuje się o wiele lepiej, tak więc ośmielę się powiedzieć, że podejmiemy próbę dołączenia do was w Pemberley! – mówiąc to spojrzała znacząco na córkę a potem na Darcy’ego. Zerknął krótko na kuzynkę. Nadal sprawiała wrażenie osowiałej i zamkniętej w sobie, ale teraz już wiedział, że to tylko wybieg. Czekał na nią wcześniej, by pożegnać się cieplej wiedząc, że przy formalnym pożegnaniu nic z ich porozumienia nie może znaleźć wyrazu. Anna mogła być chora, ale pod pozorami, jakie stwarzała biło serce pełne namiętnych, pięknych słów, jakich świat nigdy by się nie spodziewał. Jeśli cokolwiek dobrego wyniknęło z tej wizyty, to właśnie odkrycie i nadzieja na wyświadczenie przyjemności kuzynce przez zbliżenie do siebie Anne i Georgiany.
- Z przyjemnością powitamy was w Pemberley w każdej chwili – odpowiedział Darcy. – Fitzwilliam? – zwrócił się do Richarda, który radośnie skinął dając znać, że jest gotowy.
- Łaskawa pani, Anne – Fitzwilliam skłonił się krótko w stronę kuzynki i wreszcie wyszli.
- Hej-hop! – zawołał James strzelając z bicza tuż nad uchem prowadzącego konia. Powóz podskoczył raz i drugi, wreszcie pochwycił równomierny rytm, gdy konie zaczęły unosić go zgodnie. Darcy odetchnął ciężko i wbił wzrok przed siebie. Opuszczał… wreszcie opuszczał to miejsce największego upokorzenia dla jego dumy i największej rany zadanej jego sercu, jakiej nigdy nie przypuszczał, że zazna. Przez kilka minut toczyli się drogą do Rosings i zaczęli zwalniać przed skrętem prowadzącym na drogę biegnącą przez wioskę Hunsford. Za chwilę miną plebanię. Serce Darcy’ego zaczęło bić mocno w piersi. Nie spojrzy, na Boga, nie spojrzy!
- Patrz, Fitz! Wygląda na to, że skończymy tak jak zaczęliśmy. – wybuch śmiechu Richarda zmusił go do spojrzenia.
- O co chodzi? Co masz na myśli? – Darcy wychylił się, podążając niechętnie wzrokiem za spojrzeniem Richarda.
- To Collins macha ręką jak oszalały przy bramie na plebanię. No, to się nazywa właściwe pożegnanie! Szkoda, że… - Fitzwilliam zamilkł, gdy powóz mijał kłaniającego się i machającego pastora ich ciotki.
Darcy oparł się z powrotem na siedzeniu.
- Szkoda, że co?
Fitzwilliam zaczerwienił się.
- Mój przeklęty język! – skarcił się i spojrzał przepraszająco na kuzyna. – Szkoda, że nie wyświadczyłem ci przysługi, o którą prosiłeś i nie porozmawiałem wczoraj z panną Bennet. Przykro mi, Fitz!
- Nie wyrzucaj sobie tego – Darcy potrząsnął głową. – Ostatecznie, to i tak nie będzie miało znaczenia. – Odwrócił się, skupiając wzrok na mijanym krajobrazie. – Wątpię, bym jeszcze miał okazję ją spotkać.
Alison - Pon 16 Lip, 2007 10:01
| Gunia napisał/a: | | Chodzi mi o to, że sam fakt, że to ordynans, a nie cywilny lokaj świadczy o pewnym statusie. |
No przecież Fitzwilliam był pułkownikiem! Powyżej jest już tylko generał
Ja myślę, że on tak trochę kokietował tym swoim ubóstwem, a przede wszystkim żal mu było, ze nie może samodzielnie rozporządzać tak dużym majątkiem jak kuzyn, tylko tym co dostaje od wojska i od rodziców. Ot taka dola młodszego syna, ale biedny to nie był.
Gunia - Pon 16 Lip, 2007 13:52
Coś insynuujesz, Ali?
Nie spojrzy, na Boga, nie spojrzy!
Czy tylko mi się to kojarzy z "Look back at me"?
Maryann - Pon 16 Lip, 2007 14:06
| trifle napisał/a: | Darcy, bubek, gadał do siebie, żeby nie spojrzeć. Dziwi ci mężczyźni |
I chciałbym i...
Z jednej strony koricło go, żeby raz jeszcze rzucić okiem (toż miał jej już nigdy nie zobaczyć), a z drugiej świeżo zraniona duma mu nie pozwalała - no, bo gdyby jakimś cudem stała tam obok pastora i zobaczyła, że on patrzy... Jego EGO by tego nie zniosło...
Maryann - Wto 17 Lip, 2007 05:51
Darcy-miągwa w szczytowej formie.
PIEKŁO
Rozdział IV część 1
Jeśli zła tyle wyrządziłem tobie,
Ile ty wówczas mnie, przebyłeś piekło.
Ja, tyran, zważyć nie zechciałem w sobie
Cierpień zadanych mi twą zbrodnią wściekłą.
W Szekspir, sonet 120
15 kwietnia 1812, środa
- Fitzwilliamie ?
Pytający głos Georgiany przedostał się przez szeroką przestrzeń stołu w pokoju śniadaniowym w Erewile House, pokonał przeszkodę w postaci „Morning Post”, którą Darcy wzniósł między sobą a siostrą i osiadł z nieśmiałym, pytającym wdziękiem na stronicy na wprost przed nim. Niepokój, który w nim wyczuł był bardzo podobny do wyrazu, który chmurzył jej twarz poprzedniego wieczoru, gdy po raz kolejny z powodu jego rozproszonych myśli jedli obiad w ciszy.
Był w domu, ale jego podróż raczej niż powrotu do domu, przybrała naturę lotu z Kent, a na schody Erewile House Darcy wchodził bardziej z ulgą ze znalezienia azylu, niż z radością z połączenia z rodziną i przyjaciółmi. Po prawdzie, od tamtego upokarzającego popołudnia na plebanii w Hunsford nie pragnął niczego innego ponad to, żeby zostawiono go samego. Nie mógł długo znosić nawet dyskretnej obecności Georgiany, ani jej ostrożnych starań, aby zapewnić mu wygodę. Gniew na samego siebie za to, że tak słabo dopełnił swego obowiązku i oburzenie na Elizabeth, że zrobił to samo ze swoim honorem, kipiały w jego głowie i trzymały serce niczym w stalowej obręczy. Nie, to cierpienie musi znieść w samotności, ono z pewnością nie nadawało się dla uszu młodszej siostry ! Być może, jeśli będzie wystarczająco długo zastanawiał się nad odpowiedzią, ona zrozumie aluzję i przestanie go naciskać.
- Bracie ? – jej łagodny głos spróbował raz jeszcze.
Darcy niechętnie opuścił gazetę i spojrzał z rezerwą w znajdującą się po jego prawej ręce słodką, pełną szacunku, ale i determinacji twarz. Po jego powrocie do domu ten szczególny, dwoisty wyraz zaczął pojawiać się na twarzy Georgiany z narastającą częstotliwością. Darcy nie miał trudności z przypisaniem go wątpliwemu wpływowi Broughama podczas jego pobytu w Kent, bo odkąd w sobotę wieczorem wysiadł z powozu, słyszał stale „lord Brougham to” i „jego lordowska mość tamto”. Teraz była środa. Miał tego serdecznie dość.
- Tak, Georgiano ?
Napięcie i irytacja w jego głosie nie zostały niezauważone i chętnie by siebie samego udusił, żeby zapobiec temu zamknięciu się w sobie, które przesłoniło teraz oczy jego siostry. Darcy odłożył gazetę i sięgnął po rękę Georgiany.
- Wybacz mi ! – westchnął – Obawiam się, że ostatnio nie byłem sobą – powiedział z cierpkim uśmiechem i delikatnie ścisnął jej palce.
- Nie, braciszku, nie byłeś – Georgiana przyglądała mu się z pełnym współczucia zaciekawieniem – Czy ciocia Catherine była bardzo trudna w tym roku ?
- Jej wysokość była… sobą – Darcy poruszył się nerwowo, puścił jej dłoń i oparł się na krześle – Czy też może trochę bardziej „sobą” niż zwykle. Dobrze, że z nami nie pojechałaś – dodał i ucichł, a przed jego oczyma pojawiła się inna twarz.
Zesztywniałego z gniewu, smagał go pogardliwy wzrok Elizabeth. „Pańska arogancja, zarozumiałość, pańska samolubna pogarda…” Dobry Boże, ile to razy przeżywał tę irytującą litanię ? Zamknął oczy. Dzięki Bogu, Georgiana nie była tego świadkiem ! Na samą myśl o tym zrobiło mu się niedobrze. Teraz, po raz pierwszy doświadczył tego palącego samooskarżenia, z którym jego siostra zmagała się po tym, jak zrozumiała zdradę Wickhama. Georgiana przynajmniej mogła przed własnym sumieniem powoływać się na swoją naiwność. On, jak ona to określiła ? „człowiek mądry wykształcony, światowy”, nie mógł sobie pozwolić na taki luksus ! Jak mógł być tak zadurzony, tak dać się zwieść ? Nie, nie był, a mimo to nie był sobą. I nie był żadną miarą pewien, że jeszcze kiedykolwiek zazna tego szczególnego stanu.
Alison - Wto 17 Lip, 2007 09:57
Hmm, panie Darcy, jakby to panu powiedzieć... jak się było dupkiem, to że tak powiem z całym żywym lewentarzem teraz trzeba znosić tego konsekwencje. Okropnie panu współczuję...
Dione - Wto 17 Lip, 2007 14:23
Help....
Dziś wreszcie zobaczyłam troszkę światła ponad stertą papierzysk, którymi zasypało mnie i moje biureczko przed dwoma tygodniami Zaczynałam już powoli idiocieć.
Jednym tchem przeczytałam dziś wszystkie zaległe odcinki i .... nie wiem, kiedy znowu mi sie to uda Wiem jedno: nie lubię internetowych programów do rejestracji wniosków w ministerstwach. Baardzo nie lubię!
Ale wracam na Ziemię. Darcy w potrzebie, trzeba mu otuchy dodawać, bo biedak zapłaka sie nam z kretesem.
Nie sądzicie, że Pamelkowe kury trącą mickiewiczoską Zosią?
ATB - Wy mi promyk radości niesiecie wśród tego całego biurokratycznego bajzlu.
Maryann - Wto 17 Lip, 2007 14:29
| Dione napisał/a: | | Darcy w potrzebie, trzeba mu otuchy dodawać, bo biedak zapłaka sie nam z kretesem. |
Póki co to zachowuje się jak rozpieszczony smarkacz, który nie dostał upragnionej zabawki. A odpryski jego złego humoru spadają nawet na Bogu ducha winną Georgianę.
Na szczęście ktoś go niedługo postawi do pionu...
Alison - Wto 17 Lip, 2007 19:05
| Gosia napisał/a: | Sorki, ze offtopa strzele (zawsze go moge sama wykasowac ), ale Ali jak Twoja wiadoma sprawa naukowa?
Mam nadzieje ze wszystko OK |
Wciąż nie wiem, jutro się ma okazać, ale tak okazuje się od tygodnia i okazać nie może, bo to taki czas, ze wszyscy botanicy w gorączce miotają się po terenie i nikogo zastać nie można Kanał, bo teminy mnie gonią, ale jak poczta nie zawiedzie, to jutro bedę wiedziała na czym stoję, ale kciuki trzymasz?
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 05:48
Zgodnie z przypuszczeniami Guni - Jego Lordowska Mość powraca...
Rozdział IV część 2
- Fitzwilliamie ?
Niemal skrzywił się na narastający niepokój, teraz boleśnie wyczuwalny w głosie Georgiany. Wiedział, że jej troska jest czuła i bez wątpienia powodowana miłością, ale do szpiku kości zawstydzał go fakt, że jego zachowanie go obnażyło. Odczuwając silną pokusę, żeby powstrzymać jej troskę następną nieuprzejmą odpowiedzią, Darcy odsunął się od stołu. Najwyraźniej nie nadawał się dziś na towarzystwo dla nikogo !
- Wybacz mi proszę – rzucił przez ramię idąc w stronę drzwi i samotności swego gabinetu.
- Ale pan Lawrence !
Przypomnienie Georgiany zatrzymało go akurat w momencie, gdy służący otwierał drzwi. Do licha ! Mieli dzisiaj iść po raz ostatni obejrzeć portret Georgiany. Spotkanie zostało ustalone jeszcze przed jego wyjazdem do Kent. Odwrócił się.
- O drugiej, nieprawdaż ? – Darcy odwzajemnił jej twierdzącą odpowiedź krótkim ukłonem – Będę czekał na ciebie o pierwszej piętnaście.
I skłoniwszy się na znak, że rozmowa skończona, uciekł przed jej niepożądanym współczuciem do sanktuarium swojego gabinetu, gdzie mógł w spokoju rozpamiętywać swój gniew.
Kiedy zbliżył się do drzwi gabinetu, gwałtowne skrobanie, a zaraz potem szybki tupot ostrzegły Darcy’ego o nadciągającej napaści na jego osobę. Tak szybko ? Ledwie kilka dni temu polecił Hinchcliffe’owi, żeby posłał po psa ! Zwolniwszy kroku ostrożnie podszedł do drzwi i zajrzał do środka. Ale zamiast brązowo-czarno-białej kuli armatniej rzucającej się na niego w dzikim powitaniu, w drzwiach siedział Trafalgar, na baczność, jeśli pominąć niemądry uśmiech na psim pysku.
- Więc przyjechałeś ! – pierwszy od niemal tygodnia prawdziwy uśmiech przemknął po twarzy Darcy’ego, gdy pan i pies patrzyli na siebie z zadowoleniem – No i skąd wzięły się te piękne maniery, potworze ?
Zadnie nogi Trafalgara zadrżały, ale zdołał jakoś usiedzieć na miejscu. Darcy uniósł brwi z rozbawienia tym niemal Herkulesowym wysiłkiem, wywołując niedystyngowane skomlenie, wydobywające się z głębi psiej piersi. Drżenie stało się wyraźniejsze.
- Na litość boską, pogłaszcz go !
Darcy podniósł wzrok, a jego ręce zatrzymały się tuż nad wielkimi, jedwabistymi uszami Trafalgara, żeby zobaczyć Broughama opartego wygodnie o gzyms kominka.
- Dy !
Darcy wyprostował się. W jego głosie zabrzmiał oskarżycielski ton. Jak on przedostał się obok Witchera i wszedł niezapowiedziany ? Trafalgar podążył za spojrzeniem Darcy’ego, ale zaraz odwrócił wzrok, patrząc na swego pana błagalnym wzrokiem. Jego skowyt stał się głośniejszy.
trifle - Śro 18 Lip, 2007 11:27
W takich fragmentach Pamela autentycznie mnie irytuje Nie umiem określić, czemu właściwie, ale to mnie się nie podoba
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 11:40
A cóż Ci biedny Trafalgar zawinił ? A całkiem serio: ja też mam bardzo "mięszane" uczucia co do najbliższych fragmentów.
Ale za to potem...
Gunia - Śro 18 Lip, 2007 12:23
Zgodnie z przypuszczeniami Guni - Jego Lordowska Mość powraca...
I bardzo się cieszę, bo to jedyna postać lady P., która jej się udała.
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 12:24
Jedyna ?! A Fletcher to co ?
Gunia - Śro 18 Lip, 2007 12:34
A... Mea culpa. Fletcher to druga.
Jestem zdania, że przy Dym Darcy nie jest już najatrakcyjniejszym kawalerem w okolicy i nie chodzi tu o tytuł.
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 13:06
| Gunia napisał/a: | przy Dym Darcy nie jest już najatrakcyjniejszym kawalerem w okolicy i nie chodzi tu o tytuł. |
No bo Darcy to dopiero tej atrakcyjności nabiera...
Gunia - Śro 18 Lip, 2007 13:08
Nie sądzę, żeby dogonił rywala.
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 13:24
Zgodnie z Pamelowym opisem to tak wiele do gonienia nie ma: obaj są dobrze urodzeni, bogaci i niezależni, a także wybitnie inteligentni. Dy może nie jest taki zamknięty w sobie i nie patrzy na wszystkich z góry, ale on też ma swoje tajemnice.
A co do sposobu bycia i tzw. "światopoglądu" - przecież Darcy się zmieni - zmądrzeje, spokornieje i nawet wzniesie się ponad własne uprzedzenia, żeby wyciągnąć Lidię z tarapatów. I nawet Bingleyowi przestanie życie urządzać.
W końcu gdyby z niego był taki bałwan i miągwa, to Dy by go tak bardzo nie lubił...
Dione - Śro 18 Lip, 2007 13:41
Ostatnio doszłam do bardzoo pooważnych wniosków. Ponieważ mam charakter prawie takiego Darcy'ego (choć niekoniecznie w wydaniu pamelkowskim), to nie mogę się zakochać w Darcy'm. Ale w Dy'u ... zawsze. Chyba Dy'owy fanklub założę
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 13:50
| Dione napisał/a: | | mam charakter prawie takiego Darcy'ego |
Też jesteś (z pozoru) taka dumna i wyniosła ?
| Dione napisał/a: | Chyba Dy'owy fanklub założę |
Daj znać, jak będziesz robić nabór. Chętnie się zapiszę.
trifle - Śro 18 Lip, 2007 14:40
Chyba znowu się nie popiszę znajomością treści, ale czemu Dy jest taki fajny?
Maryann - Śro 18 Lip, 2007 15:19
A, bo on jest taki - jak go pięknie scharakteryzowała Alison - "konkretniak", "nieobcyndalak", "prostozmościak".
Facet jest inteligentny, spostrzegawczy i ma duże poczucie humoru. I świetnie umie sprowadzić Darcy'ego na ziemię.
Ja go kocham za dwie rzeczy. Ale o tym na razie SZA...
|
|
|