Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Maryann - Pią 14 Gru, 2007 14:59
| Matylda napisał/a: | | A ja za to , że w żaden sposób nie ograniczała swoich dzieci |
No, nie wiem, co Jane by powiedziała na temat tego "nie ograniczania". Przecież pani Bennet niemal zmusiła ją do nawiązania kontaktów z Bingleyami - żeby tylko wspomnieć konną wyprawę do Netherfield. Dobrze, że Bingley był taki, jaki był, bo w przeciwnym przypadku jej sytuacja byłaby nie do pozazdroszczenia - Jane nie miała tak silnej woli, jak Elżbieta i nie wiem, czy oparłaby się naleganiom matki.
Matylda - Pią 14 Gru, 2007 16:50
| Maryann napisał/a: |
No, nie wiem, co Jane by powiedziała na temat tego "nie ograniczania". Przecież pani Bennet niemal zmusiła ją do nawiązania kontaktów z Bingleyami - . |
Przecież zaproszenie dostała Jane to ona korespondowała z Bingleyówną , a że musiała jechać na oklep w deszczu ....
Nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło
Maryann - Pią 14 Gru, 2007 17:01
| Matylda napisał/a: | Przecież zaproszenie dostała Jane to ona korespondowała z Bingleyówną , a że musiała jechać na oklep w deszczu .... |
Co by było, gdyby... Gdyby nie jechała konno, to by się nie przeziębiła i nie siedziała w Netherfield przez blisko tydzień. A wtedy...
Ale chodziło mi bardziej o to, że gdyby Bingley by się oświadczył, to Jane - nawet jeśli sama nic by do niego nie czuła - raczej nie zdobyłaby się na odmowę.
Sofijufka - Pią 14 Gru, 2007 17:03
| Maryann napisał/a: | | Matylda napisał/a: | Przecież zaproszenie dostała Jane to ona korespondowała z Bingleyówną , a że musiała jechać na oklep w deszczu .... |
Co by było, gdyby... Gdyby nie jechała konno, to by się nie przeziębiła i nie siedziała w Netherfield przez blisko tydzień. A wtedy...
Ale chodziło mi bardziej o to, że gdyby Bingley by się oświadczył, to Jane - nawet jeśli sama nic by do niego nie czuła - raczej nie zdobyłaby się na odmowę. |
Tez tak myślę - chocby ze względu na siostry. Z domu Bingleya łatwiej by je było wydać za mąż. Sumienie by jej nie pozwoliło na taki egoizm
asiek - Pią 14 Gru, 2007 17:51
| Alison napisał/a: | | Ta scena w filmie jest cudna,... |
Też tak uważam...Jest taki moment, kiedy Darcy taaak piknie spogląda w kierunku Lizzy...
O właśnie tak...
Maryann,
Matylda - Pią 14 Gru, 2007 17:56
| Maryann napisał/a: |
Ale chodziło mi bardziej o to, że gdyby Bingley by się oświadczył, to Jane - nawet jeśli sama nic by do niego nie czuła - raczej nie zdobyłaby się na odmowę. |
Ale to dlatego , że Jane miała taką uległą naturę a nie że mamusia ją zmusiła. W końcu Ela się sprzeciwiła i nie wyszła za Colinsa mimo migreny mamy
Dione - Pią 14 Gru, 2007 18:13
Też bym chciała, zeby taki Darsik tak na mnie zerkał
Maryann - Pią 14 Gru, 2007 18:53
| Matylda napisał/a: | | Maryann napisał/a: |
Ale chodziło mi bardziej o to, że gdyby Bingley by się oświadczył, to Jane - nawet jeśli sama nic by do niego nie czuła - raczej nie zdobyłaby się na odmowę. |
Ale to dlatego , że Jane miała taką uległą naturę a nie że mamusia ją zmusiła. W końcu Ela się sprzeciwiła i nie wyszła za Colinsa mimo migreny mamy |
A myślisz, że gdyby Jane była na miejscu Elżbiety, to nie uległaby po tych wszystkich dramatycznych apelach do jej siostrzanych uczuć ? Nie wierzę.
Nie, Jane stanowczo powinna być wdzięczna losowi, że Bingley pojawił się w Hertfordshire zanim zawitał tam pan Collins...
Matylda - Pią 14 Gru, 2007 19:36
Jane z pewnością by nie odmówiła matce gdyby dostała prikaz zamążpójścia za Colinsa ale to wina cech charakteru Jane, a nie matki. Mamusia chciała zapewnic przede wszystkim dostatnie życie dzieciom ,a za to nie można jej ganić. Czy w tamtych czasach często zdarzały sie małżeństwa z miłości??
Ja ją lubię naprawdę, a szczególnie Bennetową z 2005
Alison - Pią 14 Gru, 2007 20:18
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | Ta scena w filmie jest cudna, bo to on rzuca nerwowe spojrzenia, a Lizzy trochę patrzy na niego przez moment jak ciele na malowane wrota. To chyba jej najbardziej tępa mina w całym filmie. |
Cielę... Ali, jak możesz... |
No ale powiedz, że nie. Ta mina, jak tak z pochyloną głową gapi się na Darcy'ego jak sroka w gnat, jest okropna. Zawsze mi przeszkadzała.
Matylda - Pią 14 Gru, 2007 20:37
Ten wzrok jest trochę oczekujący ...
Ela była już wtajemniczona w całą akcję ze ślubem
Myślę , że kłębiło jej sie w głowie dziesiątki pytań
Maryann - Pią 14 Gru, 2007 20:56
| Alison napisał/a: | | Ta mina, jak tak z pochyloną głową gapi się na Darcy'ego jak sroka w gnat, jest okropna. Zawsze mi przeszkadzała. |
Jeśli Ci chodzi o ten moment zaraz po ich przyjściu, to ona dla mnie ma minę trochę jak dziecko, które coś przeskrobało, a teraz boi się, że się wyda.
Alison - Pią 14 Gru, 2007 21:06
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Ta mina, jak tak z pochyloną głową gapi się na Darcy'ego jak sroka w gnat, jest okropna. Zawsze mi przeszkadzała. |
Jeśli Ci chodzi o ten moment zaraz po ich przyjściu, to ona dla mnie ma minę trochę jak dziecko, które coś przeskrobało, a teraz boi się, że się wyda. |
Pewnie o to, ale dla mnie ten wzrok okropnie cielęcy, taki wyczekujący co teraz będzie, z taka opuszczoną szczęką. Ona zawsze spoglądała tak figlarnie, z lekka wyzywająco, a tu jak matoł. Zawsze odwracam oczy od tego momentu.
Maryann - Sob 15 Gru, 2007 07:17
Rozdział X część 20
- To już długi czas, panie Bingley, odkąd pan wyjechał – stwierdziła pani Bennet, opanowując całą rozmowę – Zaczęłam się obawiać, że już nigdy pan nie wróci. Ludzie mówili, że ma pan zamiar zrezygnować z dzierżawy na św. Michała, ale jednak mam nadzieję, że to nieprawda – spojrzała na niego chytrze – Wiele zmian zaszło w sąsiedztwie odkąd pan wyjechał. Panna Lucas wyszła za mąż i ma własny dom. I jedna z moich córek... przypuszczam, że pan słyszał. Z pewnością, czytał pan w gazetach – Bingley nie mógł nic powiedzieć na to stwierdzenie, bo nie dała mu dojść do głosu – Było w „Timesie” i w „Kurierze”, wiem. Choć nie zostało przedstawione tak, jak powinno. Napisano tylko „Ostatnio, pan George Wickham z panną Lidią Bennet”, bez słowa o jej ojcu, czy skąd pochodzi, ani nic – nachyliła się do niego potrząsając z rozdrażnieniem głową – To dzieło mojego brata, Gardinera. Zastanawiam się, skąd mu to przyszło do głowy. Widział to pan ?
Kiedy Bingley odpowiadał, że widział i składał gratulacje, Darcy mógł tylko siedzieć z trudem się powstrzymując przed okazaniem zdumienia. Oczekiwał dyskretnej wzmianki o małżeństwie Lydii, jako wyjaśnienia jej nieobecności, przekazanej oczywiście z bolesną powściągliwością. Ale, nie, nic z tego ! Rzucił okiem na Elizabeth i zobaczył, że walczy z własnym, głębokim zakłopotaniem słowami matki. Zerknęła na niego i prędko wróciła do swojej robótki.
- To wspaniała rzecz, dobrze wydać córkę za mąż – mówiła dalej pani Bennet bez najmniejszych oznak rozwagi – Ale z drugiej strony, panie Bingley, to takie przykre, że jest tak daleko ode mnie. Pojechali do Newcastle – poinformowała ich – Gdzie jego nowy regiment będzie przez jakiś czas. Przypuszczam, że słyszał pan, że mój zięć opuścił milicję hrabstwa X i wstąpił do regularnej armii. Dzięki Bogu, ma trochę przyjaciół. Choć nie tak wielu, na ilu zasługuje – jej wzrok minął Bingleya i wbił się w kamienną twarz Darcy’ego.
Niedowierzanie walczyło w nim z oburzeniem. Pod pełnym potępienia wzrokiem pani Bennet Darcy wstał i podszedł do okna, próbując odzyskać panowanie nad sobą. Patrząc na ostatnie kwiaty w ogrodzie Longbourn ze zdumieniem pomyślał, jakie to niesłychane, że ta kobieta jest matką Elizabeth ! Złudzenie pani Bennet było całkowite, doświadczenia ostatnich tygodni nie zdołały zmienić jej opinii, czy nauczyć rozwagi. Jego irytacja opadła, zastąpiona przez współczucie z powodu tego, co Elizabeth i jej siostry muszą znosić z powodu swojej matki.
- Panie Bingley – drżący głos Elizabeth przywołał go do rzeczywistości. Podniósł wzrok i patrzył na jej profil – Czy zamierza pan teraz zostać na wsi ?
- Zostaniemy chyba kilka tygodni. Sezon łowiecki, rozumie pani – mówiąc to patrzył na pannę Bennet i pewnie powiedziałby więcej, gdyby nie wtrąciła się pani Bennet.
- Kiedy wystrzela pan już wszystkie swoje kuropatwy, panie Bingley, bardzo proszę, żeby przyszedł pan tutaj i strzelał ile dusza zapragnie na gruntach mojego męża. Jestem pewna, że będzie bardzo szczęśliwy, że może panu wyświadczyć taką przysługę i zachowa dla pana najlepsze sztuki.
- Jest pani bardzo uprzejma, madame – z niezwykłą gracją odparł Bingley na tę absurdalną przemowę. Odwrócił się do sióstr – Ale nie spodziewam się spędzić całego czasu na polach. Panno Bennet, czy planowane są jakieś spotkania towarzyskie ?
Aha, w końcu to, po co tu przyszedł ! Podczas gdy Bingley rozmawiał z Jane Bennet, Darcy przyglądał się obojgu. Bingley, zarumieniony, z wyrazem ostrożnej nadziei w oczach, delikatnie wyciągał Jane z cienia jej matki. Jego uczucia nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Z drugiej strony, reakcje panny Bennet były wyważone, ale uprzejme. Bingley nalegał. Jej oczy nabrały serdeczniejszego wyrazu, gdy droczył się z nią na jakiś temat, potem się zaśmiała. Na twarzy Bingleya pojawił się uśmiech. Wyprostował się, na co panna Bennet zarumieniła się i spuściła wzrok, nie na tyle szybko jednak, by Darcy nie zauważył błyszczących oczu i towarzyszącego im łagodnego uśmiechu. Obiecujący początek, stwierdził Darcy i zastanawiał się, jak kiedykolwiek mógł sobie wyobrażać, że Jane Bennet knuje intrygę mającą zmusić jego przyjaciela do towarzysko korzystnego małżeństwa.
asiek - Sob 15 Gru, 2007 11:07
| Maryann napisał/a: | | To wspaniała rzecz, dobrze wydać córkę za mąż – mówiła dalej pani Bennet bez najmniejszych oznak rozwagi –...Przypuszczam, że słyszał pan, że mój zięć opuścił milicję hrabstwa X i wstąpił do regularnej armii. Dzięki Bogu, ma trochę przyjaciół. Choć nie tak wielu, na ilu zasługuje – jej wzrok minął Bingleya i wbił się w kamienną twarz Darcy’ego. |
Ta kobieta to DRAMAT. Jakim cudem udało się jej wychować Jane i Lizzy ?
Alison - Sob 15 Gru, 2007 11:24
A ja ją kocham. Jest tak durnowata, że nie sposób jej nie kochać . Nasza droga słodka idiotka, pani Bennet Darcy chyba zaczyna nabierać wlaściwego dystansu do sprawy
asiek - Sob 15 Gru, 2007 11:36
| Alison napisał/a: | | A ja ją kocham. Jest tak durnowata, że nie sposób jej nie kochać . Nasza droga słodka idiotka, pani Bennet |
Fajnie, fajnie kiedy się spotyka panią Bennet w TV lub na kartach książki. Zawsze można wyłączyć wizję lub trzasnąć okładką, ale w realu? Ali, wyobrażasz sobie mieszkanie z panią B. pod jednym dachem ?! ...Dodam, bez biblioteki !!!!
snowdrop - Sob 15 Gru, 2007 11:49
Ta kobieta jest straszna, nic tylko uciekać jak najdalej od niej. Jak mozna mówić takie głupoty. Miała szczeście że wtedy konwenase ograniczały ludzi do spontaniczności i powściągliwości. Bo w dzisiejszych czasach to niejeden by jej przygadał.
Sofijufka - Sob 15 Gru, 2007 11:51
| asiek napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | To wspaniała rzecz, dobrze wydać córkę za mąż – mówiła dalej pani Bennet bez najmniejszych oznak rozwagi –...Przypuszczam, że słyszał pan, że mój zięć opuścił milicję hrabstwa X i wstąpił do regularnej armii. Dzięki Bogu, ma trochę przyjaciół. Choć nie tak wielu, na ilu zasługuje – jej wzrok minął Bingleya i wbił się w kamienną twarz Darcy’ego. |
Ta kobieta to DRAMAT. Jakim cudem udało się jej wychować Jane i Lizzy ? |
Nie udało się - to ojciec jeszcze wtrącał się w ich wychowanie; potem sobie odpuścił. A co do Jane - kiedys czytałam wypowiedź psycholożki, która twierdziła, że ta dziewczyna miała pewne odchylenie psychiczne (nawet to jakoś nazwała, ale nie pamiętam), polegające na tym, że widzi się w ludziach tylko i jedynie dobre cechy. Taka spostrzegawczość wybiórcza...
Biedny Bingley - toż ona go zakocha i zapieści na śmierć. Na ręcach go będzie nosić, tak subtelnie - jak damie przystoi
snowdrop - Sob 15 Gru, 2007 12:11
Och, staje w obronie Jane, bo ja też tak czasami mam. Na końcu książki ona w końcu przejrzała na oczy i źle się wyraziła o Karolnie.
Matylda - Sob 15 Gru, 2007 14:59
To wspaniała rzecz, dobrze wydać córkę za mąż
A cóż w tym złego ??
Każda matka o tym marzy
Sofijufka - Sob 15 Gru, 2007 15:10
| Matylda napisał/a: | To wspaniała rzecz, dobrze wydać córkę za mąż
A cóż w tym złego ??
Każda matka o tym marzy |
A ona miała ich pięć! I to bezposaznych [praktycznie}
Maryann - Sob 15 Gru, 2007 16:23
Tak sobie myślę, że to mogła być całkiem fajna rodzina - z kochającą, zapobiegliwą matką i mądrym ojcem, który jest dla swoich dzieci prawdziwym autorytetem, gdyby tylko pan Bennet nie był tak beznadziejnym, wygodnickim oportunistą. Przecież gdyby mu się tylko chciało, to w początkach małżeństwa mógł w jakiś sposób wpłynąć na swoją żonę, a przynajmniej jakoś spróbować ją utemperować. Pewnie Einsteina by z niej nie zrobił, ale z pewnością nie byłaby wiele gorsza od wielu współczesnych sobie kobiet.
Matylda - Sob 15 Gru, 2007 16:36
Kochane a czy nie wiecie , że sa ludzie tzw niereformowalni a zresztą ideałów nie ma i idealnych rodzin. Ja po tym co przeszłam w dzieciństwie uważam , że rodzinka Bennetów jest super i mamusia też
Amen
Sofijufka - Sob 15 Gru, 2007 16:39
| Maryann napisał/a: | | Tak sobie myślę, że to mogła być całkiem fajna rodzina - z kochającą, zapobiegliwą matką i mądrym ojcem, który jest dla swoich dzieci prawdziwym autorytetem, gdyby tylko pan Bennet nie był tak beznadziejnym, wygodnickim oportunistą. Przecież gdyby mu się tylko chciało, to w początkach małżeństwa mógł w jakiś sposób wpłynąć na swoją żonę, a przynajmniej jakoś spróbować ją utemperować. Pewnie Einsteina by z niej nie zrobił, ale z pewnością nie byłaby wiele gorsza od wielu współczesnych sobie kobiet. |
Zgadzam się na 200%! Papa Bennet mnie zawsze wkurzał! Owszem, miło by się z nim gawędziło, na pewno dużo wiedział, ale był egoistą, zapatrzonym we własny pępek. Takim: po mnie choćby potop!
|
|
|