Literatura - Proza i poezja - Ostatnio przeczytane
Caitriona - Pią 12 Lut, 2010 18:52
Jadąc do Babadag Andrzej Stasiuk
W sumie mogę powiedzieć, że lubię książki podróżnicze, o wędrówce traktujące, mówiące o nowych dla mnie krajach. Był to jeden z powodów, jeżeli nie główny, dla którego sięgnęłam po Jadąc do Babadag Stasiuka. Rozczarowałam się niestety przeogromnie.
Po raz pierwszy chyba w życiu tak szybko zrezygnowałam z lektury jakiejś książki. Przeszłam tylko przez wstęp i dwa rozdziały przez cały miesiąc... I naprawdę nie mam ochoty wracać do tej książki. Może dlatego, że region o którym traktuje ten zbiór nie leży tak do końca w kręgu moich zainteresowań. A może po prostu dlatego, że Stasiuk pisze w przedziwny i, dla mnie przynajmniej, niezrozumiały sposób. Pełno słów, pełno opisów, które nic nie dają, które tak naprawdę nic nie opisują. Są po prostu puste. Kompletny chaos, z którego nic nie pozostaje.
Alicja - Pią 12 Lut, 2010 19:36
faktem jest, że Grosera tom 1 był najlepszy, ale nie da się również ukryć, że tom 3 jest najbardziej rzeczywisty
Agn - Pią 12 Lut, 2010 19:53
| Caitriona napisał/a: | | Jadąc do Babadag Andrzej Stasiuk |
To mi odradzało kilka osób i widzę, że nie bez podstaw. Mówiono mi, że w książce pełno słów dla samych słów, rozwlekłe opisy i człowiek się nudzi jak mops.
Admete - Pią 12 Lut, 2010 20:38
| Agn napisał/a: | | Caitriona napisał/a: | | Jadąc do Babadag Andrzej Stasiuk |
To mi odradzało kilka osób i widzę, że nie bez podstaw. Mówiono mi, że w książce pełno słów dla samych słów, rozwlekłe opisy i człowiek się nudzi jak mops. |
Też zrezygnowałam, choć potrafiłam wiele razy przeczytac coś, co zupełnie mi się nie podobało. Teraz jednak nie mam już takich zapędów.
RaczejRozwazna - Pią 12 Lut, 2010 21:54
| Alicja napisał/a: | | faktem jest, że Grosera tom 1 był najlepszy, ale nie da się również ukryć, że tom 3 jest najbardziej rzeczywisty |
Naprawdę tak uważasz? Że nie ma dookała żadnego normalnego księdza?
Dla mnie ten pierwszy tom był najbliższy prawdzie....
trifle - Pią 12 Lut, 2010 22:03
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Alicja napisał/a: | | faktem jest, że Grosera tom 1 był najlepszy, ale nie da się również ukryć, że tom 3 jest najbardziej rzeczywisty |
Naprawdę tak uważasz? Że nie ma dookała żadnego normalnego księdza?
Dla mnie ten pierwszy tem był najbliższy prawdzie.... |
Yyy, fakt, że dramaty w świecie duchownych występują stadami nie znaczy, że nie ma dookoła żadnego normalnego księdza. Ja mam szczęście - większość księży jakich znam/znałam - to świetni ludzie po prostu. Ale to ludzie, i tak samo mogą się nieszczęścia dziać. J. Grzegorczyk wybrał akurat taki kawałek rzeczywistości. To przecież nie znaczy, że nie ma innego.
RaczejRozwazna - Pią 12 Lut, 2010 22:17
ja się zgadzam, że sa dramaty jak wszędzie. Tylko nie wydaje mi się, że - jak zauważyła Alicja - tom trzeci jest najblizszy prawdy, czy tez najbardziej rzeczywisty (czyli jak zrozumiałam zgodny z rzeczywistością). W każdym razie to nie jest ta rzeczywistośc jaką znam ja.
Agn - Pią 12 Lut, 2010 22:34
Z tego co zrozumiałam z waszej dyskusji o tej książce w tym trzecim tomie zostały upchane rzeczy, które się zdarzają (nie przeczę, że nie), a wszystko wciśnięte w jedno miejsce jak jakąś plagę czy coś. Też mi się coś nie wydaje, by tyle tego typu przypadków skumulowało się w jedno miejsce.
No i jak nie przepadam za klerem, tak paru normalnych księży spotkało się w życiu. Poza tym o tego typu sprawach zawsze się robi głośno. Okej, jest o czym. Tylko że, dajmy na to, gwałceniem ministrantów zajmuje się jeden, z kolei stu innych tego nie robi. Ilość przypadków na ilość księży jest (NA SZCZĘŚCIE!!!) dość mała.
trifle - Pią 12 Lut, 2010 22:53
Dla mnie to jasne, że te paskudne sprawy wychodzą na jaw i robią "twarz" całemu środowisku. I to jest wyjątkowo niesprawiedliwe. Skąd są księża? Przecież ich się nie hoduje w jakimś specjalnym światku, tylko to normalni ludzie. Dla mnie to właśnie jest w tych książkach o Groserze. Trzeci tom pokazał trudne sprawy i o to w nim chodziło chyba. Żeby się zmierzyć z tym, co nie powinno się wydarzać. Ale nie wiem, czy któregoś z bohaterów, którąś bohaterkę - można ocenić negatywnie. Oni wszyscy są bardzo ludzcy dla mnie, ze słabościami, grzechami, upadkami.
Zła jestem na siebie, bo nie pamiętam dokładnie, jak to tam było, tylko urywkami, ale pamiętam ogólne wrażenie - że życie jest skomplikowane i trudne, dla wszystkich
RaczejRozwazna - Pią 12 Lut, 2010 23:20
A ja właśnie po tym trzecim tomie musiałam się odstresować... Bo to życie w nim przedstawione wyglądało na zbyt skomplikowane i za trudne... Więc otrzepałam piórka i stwierdziłam, no bez przesady, nie zawsze jest tak źle
trifle - Sob 13 Lut, 2010 00:09
Pewnie, że nie zawsze. Ja też nie mam żadnych takich doświadczeń z najbliższego otoczenia. Fajnych księży znam, bardzo sobie cenię dominikanów wrocławskich i krakowskich. Ale z jakiegoś powodu pan Jan pisze o trudnych rzeczach, nie o miłych i przyjemnych. Tak samo z "Niebem dla akrobaty". Wzruszał mnie chyba każdy jeden rodział, bo to było takie zwyczajne i smutne.
RaczejRozwazna - Sob 13 Lut, 2010 03:22
Z tym, że "Niebo dla akrobaty" (skończyłam!) jest bardzo rzeczywiste, to wszystko mogło się wydarzyć, natomiast w ostatnim Groserze nagromadzenie dziwnych faktów na małej przestrzeni przytłacza i - przynajmniej mnie - odbiera ochotę do refleksji nad problemami, które autor niewątpliwie chciał zobrazować... Co za dużo to niezdrowo. Przypominam sobie opinię jakiegos benedyktyna, którego pytano o wrażenia po przeczytaniu "Imienia Rózy" . Odpowiedział - owszem, gdyby skondensować tysiącletnią historię benedyktynów, to to wszystko by się znalazło. Ale w jednym miejscu i w jednym czasie raczej nie.
BeeMeR - Sob 13 Lut, 2010 11:30
| Cytat: | | jej styl przede wszystkim, pełen o ile pamiętam Jezusa czy Boga w każdym zdaniu | mi nie chodzi o samo pisanie o Bogu czy Jezusie, zwłaszcza że też jestem osobą wierzącą, ale o nawiedzony sposób - łatwo wyobrazić sobie, jak to zostaje przedstawione przez p. Glorię na jakimś spotkaniu, przy wtórze hucznych braw, szlochów itp. a to forma absolutnie nie dla mnie
Jeśli chodzi o strzelanie do ekranizacji to ja bym za cel obrała prędzej ekranizacje Koonza niż Nory Roberts - jakby nie było Nora pisze romanse z dodatkiem sensacji czy kryminały, i ten romans w filmach (widziałam dwa) jest, choć niewątpliwie spłaszczony, czasem do dwóch spotkań przed bara bara ale książki Koonza to niemal sam suspens, groza i trochę niesamowitości a ekranizacje (widziałam też dwie) to kicha
Anaru - Sob 13 Lut, 2010 17:04
| BeeMeR napisał/a: | mi nie chodzi o samo pisanie o Bogu czy Jezusie, zwłaszcza że też jestem osobą wierzącą, ale o nawiedzony sposób - łatwo wyobrazić sobie, jak to zostaje przedstawione przez p. Glorię na jakimś spotkaniu, przy wtórze hucznych braw, szlochów itp. a to forma absolutnie nie dla mnie |
Dokładnie o to mi chodziło, zbyt skrótowo się wyraziłam - właśnie o taki niesamowicie niestrawny nawiedzony styl i po raz enty powtarzanie tego samego, tymi samymi słowami w kółko.
***
Kolejna książka, a właściwie książeczka, tak pod kątem formatu patrząc, bo nieszczególnie cieniutka, ale maleńka i w sam raz do torebki to "Jacy? Tacy! czyli 100 pytań i odpowiedzi O Krakowie" autorstwa Czumy & Mazana, z rysunkami i animacją (na kolejnych kartkach ) Dariusza Vasiny. Dopadłam ją zaraz po przeczytaniu książki "Zdarzenia z życia naszego monarchy" Mazana, czyli anegdot o Najjaśniejszym Panu - cesarzu Franciszku Józefie I, dokładnie w tym samym formacie, może tego samego wydawnictwa, które połknęłam z miesiąc temu w drodze z Wrocławia do Krakowa.
W gawędziarskim stylu, z humorem, lekką złośliwością i widocznym między wierszami poczuciem krakowskiej wyższości nad całą resztą autorzy odpowiadają na przeróżne pytania związane z Krakowem, jego mieszkańcami, tradycjami. Nie tylko dla Krakusów.
trifle - Sob 13 Lut, 2010 19:40
Dzisiaj skończyłam czytanio-przeglądanie "Poradnika globtrotera" Beaty Pawlikowskiej. Książka ma - razem ze zdjęciami - 340 stron, jedną trzecią co najmniej - a chyba więcej - zajmują opisy chorób, stworzonek, potworków, bakterii szalejących w dżungli i w krajach egzotycznych czy mniej cywilizowanych. Od samego czytania Ta książka czytana na opak to jak poradnik dla samobójców
Ale poza tym jest sporo fajnych wiadomości o tym, jak się dobrze spakować, co ze sobą zabrać - w apteczce, kosmetyczce, z odzieży, jak oczyścić wodę w niepewnych miejscach. Podobały mi się porady obyczajowe, kulturowe, a "zawodowo" interesowało mnie zagadnienie porozumiewania z tubylcami. Cudowne jest pojęcie języka uniwersalnego. Próbka:
Blondynka wspina się na Synaj, jest ciemno, wokół krąży grupka tubylców z wielbłądami proponując podwiezienie, ale zamiast wymawiać poprawnie: do you want to ride a camel? mówią: Camel, camel? Zamiast: are you from Poland? mówią: you Polanda? Dialog:
Blondynka: Do you work here like this every night?
- A?... - nie zrozumiał.
Przełożyłam to z angielskiego na uniwersalny:
- You work night night?
- Yes, night night - odrzekł od razu.
- You wife? - zapytałam po uniwersalsku.
- No wife. You wife?
- No wife.
I kilka przydatnych zwrotów po angielsku i uniwersalsku
Excuse me, what's your name?
--> You name?
I am sorry, I have no money, I just can't buy anything else!
--> No money, no buy!
I moje ulubione
This price is outrageous! This is not worth that much! This is too expensive!
--> You price kili kili! (z gestem podżynania gardła)
Choć trochę mnie irytywało, że niektóre informacje pojawiają się w różnych miejscach w książce, powtarzają się, to można z niej mnóstwo, mnóstwo cennych wskazówek wyciągnąć.
Admete - Sob 13 Lut, 2010 20:17
| Cytat: | | You price kili kili! (z gestem podżynania gardła) |
Caitriona - Sob 13 Lut, 2010 20:49
Taka sama reakcja jak u Admete O, jak się uśmiałam
BeeMeR - Sob 13 Lut, 2010 21:22
| trifle napisał/a: | | kilka przydatnych zwrotów po angielsku i uniwersalsku |
dobre
Pamiętam jak w Rzymie będąc, włoskiego ni w ząb nie znając nauczyłam się w trymiga:
"Przepraszam, czy może się pan/pani przesunąć, bo chciałabym zrobić zdjęcie" ->
"miskusi, foto foto"
Działało zawsze
Agn - Sob 13 Lut, 2010 21:26
Basiu, to teraz czas na ciebie! Wydaj poradnik podróżnika po Włoszech.
Tamara - Sob 13 Lut, 2010 21:40
| Admete napisał/a: | | Cytat: | | You price kili kili! (z gestem podżynania gardła) |
|
Bomba !
BeeMeR - Sob 13 Lut, 2010 21:45
| Agn napisał/a: | Wydaj poradnik podróżnika po Włoszech. | Byłby to najkrótszy poradnik świata - składający się z powyższej anegdotki
Agn - Sob 13 Lut, 2010 21:49
I tak byłby dłuższy od książeczki z niemieckim humorem.
BeeMeR - Sob 13 Lut, 2010 21:51
| Agn napisał/a: | I tak byłby dłuższy od książeczki z niemieckim humorem. | eee?
Agn - Sob 13 Lut, 2010 21:54
Och, nie znasz tego kawału?
Robiono spis dobrych dowcipów w różnych krajach, by potem je opublikować jako książki np. księga humoru angielskiego, hiszpańskiego etc.
Do angielskiego nasz drogi badacz porobił tyle notatek, że musiał dokupywać notatniki. Super. Wydajemy!
Do polskiego też było nieźle. Mnóstwo dowcipów. Wydajemy!
Nieznane są jednak losy potencjalnego wydania księgi z humorem niemieckim - badacz gdzieś zapodział tę kartkę...
trifle - Sob 13 Lut, 2010 22:29
| BeeMeR napisał/a: | | trifle napisał/a: | | kilka przydatnych zwrotów po angielsku i uniwersalsku |
dobre
Pamiętam jak w Rzymie będąc, włoskiego ni w ząb nie znając nauczyłam się w trymiga:
"Przepraszam, czy może się pan/pani przesunąć, bo chciałabym zrobić zdjęcie" ->
"miskusi, foto foto"
Działało zawsze |
No właśnie Pawlikowska fajnie pisała też o targowaniu się w krajach arabskich. Że negocjacje to jest taka przyjemna gra - on chce sprzedać, ty chcesz kupić, interesy są zgodne, tylko trzeba się dogadać - można robić dramatyczne gesty, można "you price kili kili!", wzdychać, ale wszystko w atmosferze wzajemnie zrozumianego żartu, z uśmiechem - i wtedy wszystko jest ok.
Foto foto
|
|
|