To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Sofijufka - Pon 10 Gru, 2007 09:30

Maryann napisał/a:
A jeszcze tego nie zrobił ? :wink:

Zrobił, ale dobrego nigdy za dużo :mrgreen: . A jak go kiedyś wkurzy jako żona [musowo, bo oboje za dużo mają charakteru :roll: ], to sobie przypomni Lidię i małżonkę znowu na rękach zacznie nosić :serce2:

Maryann - Pon 10 Gru, 2007 09:35

No ja taką sytuację przewiduję (jeśli w ogóle) nie wcześniej niż około srebrnego wesela... :mrgreen:
nicol81 - Pon 10 Gru, 2007 13:59

Ja bym nie była tak surowa wobec Lidii. Wyszła za mąż za ukochanego, to normalne, że cieszy się, że jest panią Wickham i promienieje, jak ktoś używa jej nowego nazwiska, biedne, naiwne dziewczątko. Nie wie, jakie podwójne znaczenie ma to, że jest dla niego "cenna". Żal mi jej na myśl, że się dowie. :(
Maryann - Pon 10 Gru, 2007 14:07

Tak, "biedne, naiwne dziewczątko", które zachowuje się jakby nic się nie stało i dąsa się na wszystkich, którzy próbują sprowadzić ją na ziemię. Bo przecież ona nie zrobiła nic złego, prawda ? :roll:
A co do "ukochanego" - nie powiedziałabym, że to, co czuło którekolwiek z tych dwojga, to była miłość. Z jej strony to zwyczajne zauroczenie, nic więcej. A z jego... :?

Ania1956 - Pon 10 Gru, 2007 17:37

Maryann napisał/a:
jej strony to zwyczajne zauroczenie, nic więcej. A z jego... :?


"Wickham cofnął się i przycisnął młodą żonę do boku - Ona jest dla mnie bardzo cenna, nieprawdaż?"- wiadomo - KASA!!

Maryann - Pon 10 Gru, 2007 18:29

A jak kasę znowu przeputał, to i "miłość" mu przeszła... :?
Gunia - Pon 10 Gru, 2007 19:42

- Tak jest, sir - odpowiedział James Coachman, zbierając lejce.
Umarłam ze śmiechu. To perfekcjonizm, czy wyczerpanie fantazji? :mrgreen:

Alison - Pon 10 Gru, 2007 23:23

Gunia napisał/a:
- Tak jest, sir - odpowiedział James Coachman, zbierając lejce.
Umarłam ze śmiechu. To perfekcjonizm, czy wyczerpanie fantazji? :mrgreen:


Eee chyba przesadzasz trochę, normalne zdanie opisujące sytuację. Woźnica jak siedzi i czeka, to ma zawsze lejce gdzieś omotane, nie trzyma ich non stop w łapie, więc jak się zbiera do odjazdu to musi je sobie zebrać do kupy, ułożyć w dłoniach, to wcale nie taka bagatelna i nieważna czynność. A jak jest czwórka koni, to trochę tego wszystkiego jest, nie sposób o tym nie wspomnieć :wink: Dla akcji to oczywiście nie jest istotne, ale czasem takie drobiazgi w opisie tworzą atmosferę i bardziej pobudzają wyobraźnię czytelnika, więc lepiej sobie wyobrażaj a nie umieraj od razu, Guniaszku :mrgreen:

Caroline - Wto 11 Gru, 2007 10:42

Rozdział IX cz. 16

- Wprowadź go, Wicher – poinstruował Darcy kamerdynera, gdy zaanonsowano mu Bingleya. Szybkim krokiem Bingley wszedł i stanął nieco skonfundowany żądając od przyjaciela opinii o tym „przeklętym krawacie”.
- Przejażdżka pod okiem i batem najlepszego jeźdźca w okolicy nie była tak denerwująca, jak grzebanie się mojego lokaja z tym. – pstryknął palcami w końcówki krawata z pogardą.
Darcy roześmiał się.
- Uprzedziłem już Fletchera, Charles. Chodź, niech on doprowadzi cię do porządku, zanim zrobią to inni.
- Czuję się pogubiony – wyznał mu Bingley później, gdy powóz Darcy’ego ruszał. – Nie chodzi tylko o to – wskazał na swój krawat. – albo badawcze spojrzenia całego klubu przy każdym moim słowie dziś wieczór. Takie jest całe moje życie! – zakończył z rozdrażnieniem.
- Co masz na myśli? Czy coś się stało? – zwrócił się do niego Darcy zaniepokojony.
- Nic szczególnego, ale o to właśnie chodzi. Nie mam żadnego celu, do niczego nie zmierzam. Nie mam o co, ani przeciwko czemu walczyć – odpowiedział – A jednocześnie są decyzje, które muszę podjąć, a mogą one wpłynąć znacząco na moją przyszłość.
- Takie jest życie – dodał ze współczuciem Darcy, ale jego przyjaciel nie dał się powstrzymać.
- Na przykład – mówił dalej Bingley – postanowiłem w zeszłym roku, że muszę mieć dom na wsi. Zobowiązania towarzyskie wymagały tego ode mnie. Sądziłem, że do tej pory będę miał to załatwione, ale niech to diabli, nie umiem się zdecydować, dostałem zapytanie od agenta z Netherfield Hall, czy zamierzam je kupić czy nie. Caroline jest przeciwna…
Netherfield! Darcy natychmiast się rozgorączkował. Zapomniał o Netherfield zakładając, że Bingley porzucił dzierżawę wiele miesięcy temu. Netherfield! I tylko trzy mile od… Elizabeth!
- Może – delikatnie przerwał wynurzenia przyjaciela – jeszcze jedna wizyta pozwoli ci podjąć decyzję?
- Doradzałbyś mi to? – Bingley wycofał się. – Sam tak czułem, ale…, a więc radziłbyś mi to! Dobrze! – potrząsnął głową jakby się dziwił. – Czy w takim razie rozważyłbyś może…?
- Towarzyszenie ci? – Darcy skończył za niego, ale po chwili pożałował, że nie ugryzł się w język i zdradził własną gorliwość.
Bingley zdawał się tego w ogóle nie zauważyć, bo jego następne słowa wypełniły tylko podziękowania, które przemieniły się w gorączkowe wymienianie planów i dat, które trwało póki ich powóz nie zatrzymał się przy klubie. – Jak to dobrze z twojej strony, Darcy! – zawołał wysiadając z powozu.
Dobrze z mojej strony? pomyślał Darcy podążając za Bingleyem do hotelu, czy był to z jego strony tylko samolubny oportunizm? Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że w grę wchodziła mieszanka jednego i drugiego. W zeszłym roku wtrącił się powodując tak bolesne skutki, że nieważne czy Jane Bennet przyjmie Bingleya podczas tego drugiego pobytu w Netherfield, Darcy musiał przyznać, że winien jest przyjacielowi prawdę o intrydze mającej ich rozdzielić. Będzie to nieprzyjemne i zawstydzające – na jedno i drugie w końcu zasłużył – ale co gorsza, mogło go to kosztować przyjaźń dobrego człowieka. Na to, przyznał z bólem, także zasłużył.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ & ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

snowdrop - Wto 11 Gru, 2007 10:46

Ojej, chyba zblizamy się do końca. :(
Maryann - Wto 11 Gru, 2007 10:56

snowdrop napisał/a:
Ojej, chyba zblizamy się do końca. :(

Nie da się ukryć. Pomalutku... :?


Dobry pretekst nie jest zły: :wink:
Caroline napisał/a:
Netherfield! Darcy natychmiast się rozgorączkował. Zapomniał o Netherfield zakładając, że Bingley porzucił dzierżawę wiele miesięcy temu. Netherfield! I tylko trzy mile od… Elizabeth!
- Może – delikatnie przerwał wynurzenia przyjaciela – jeszcze jedna wizyta pozwoli ci podjąć decyzję?

Jakby pan zgadł, sir. I to nie tylko tą decyzję i nie tylko jemu... :wink:

Gunia - Wto 11 Gru, 2007 14:37

Alison napisał/a:
Eee chyba przesadzasz trochę, normalne zdanie opisujące sytuację. Woźnica jak siedzi i czeka, to ma zawsze lejce gdzieś omotane, nie trzyma ich non stop w łapie, więc jak się zbiera do odjazdu to musi je sobie zebrać do kupy, ułożyć w dłoniach, to wcale nie taka bagatelna i nieważna czynność. A jak jest czwórka koni, to trochę tego wszystkiego jest, nie sposób o tym nie wspomnieć :wink: Dla akcji to oczywiście nie jest istotne, ale czasem takie drobiazgi w opisie tworzą atmosferę i bardziej pobudzają wyobraźnię czytelnika, więc lepiej sobie wyobrażaj a nie umieraj od razu, Guniaszku :mrgreen:

Mi chodzi li i tylko o nazwisko woźnicy. :D

Maryann - Wto 11 Gru, 2007 14:39

Gunia napisał/a:
Mi chodzi li i tylko o nazwisko woźnicy. :D

No fakt. :mrgreen: Nazwisko jest "na nasze" nieprzetłumaczalne... :lol:
A może oni w tej rodzinie byli po prostu woźnicami z dziada pradziada i stąd ten "Coachman" ? :wink:

Gunia - Wto 11 Gru, 2007 14:52

Maryann napisał/a:
A może oni w tej rodzinie byli po prostu woźnicami z dziada pradziada i stąd ten "Coachman" ? :wink:

Może, może. Darcy na pewno nie wziął sobie woźnicy z przypadku. ;)

Alison - Wto 11 Gru, 2007 14:53

Gunia napisał/a:
Mi chodzi li i tylko o nazwisko woźnicy. :D


Och, to sorki, myślałam, że chodzi Ci o te nieszczęsne lejce, bo Coachman pojawiał się już kilkakrotnie, pamiętam, że za ostatniej bytności Darcy'ego w Londynie wygłaszał nawet jakieś filozoficzne konkluzje na temat londyńskiej society :wink:

Gunia - Wto 11 Gru, 2007 14:53

Alison napisał/a:
Gunia napisał/a:
Mi chodzi li i tylko o nazwisko woźnicy. :D


Och, to sorki, myślałam, że chodzi Ci o te nieszczęsne lejce, bo Coachman pojawiał się już kilkakrotnie, pamiętam, że za ostatniej bytności Darcy'ego w Londynie wygłaszał nawet jakieś filozoficzne konkluzje na temat londyńskiej society :wink:

Dopiero fizyka wyostrzyła mi zmysły... ;)

Maryann - Wto 11 Gru, 2007 14:56

Alison napisał/a:
Coachman pojawiał się już kilkakrotnie, pamiętam, że za ostatniej bytności Darcy'ego w Londynie wygłaszał nawet jakieś filozoficzne konkluzje na temat londyńskiej society :wink:

No bo w ogóle ta służba Jaśnie Pana to taka elokwentna i intelektualnie rozwinięta... :wink:

asiek - Wto 11 Gru, 2007 17:29

Uff, nareszcie Lidzia "szczęśliwie" wydana i można ruszyć ku Netherfield Hall !!! :banan_Bablu:

Caroline, :kwiatek:

Maryann - Wto 11 Gru, 2007 18:43

asiek napisał/a:
można ruszyć ku Netherfield Hall !!!

Co by przyjaciel na miejscu będąc mógł się łatwiej zdecydować, of kors... Bo żadne inne powody tego wyjazdu w grę nie wchodzą absolutnie... :wink:

Dione - Wto 11 Gru, 2007 20:34

Mam gorący okres w pracy, więc tym milej mi zajrzeć tu raz na kilka dni i raczyć się takimi smakołykami.
ABT dzięki :kwiatki_wyciaga:

asiek - Wto 11 Gru, 2007 22:16

Maryann napisał/a:
Co by przyjaciel na miejscu będąc mógł się łatwiej zdecydować, of kors... Bo żadne inne powody tego wyjazdu w grę nie wchodzą absolutnie...

Of kors. :cool: Dzierżawa oraz stan dróg ma priorytetowe znaczenie dla prawdziwego dżentelmena. :mrgreen:

Maryann - Wto 11 Gru, 2007 22:38

asiek napisał/a:
Dzierżawa oraz stan dróg ma priorytetowe znaczenie dla prawdziwego dżentelmena. :mrgreen:

I jeszcze pogoda. :mrgreen:

Caroline napisał/a:
– Czy w takim razie rozważyłbyś może…?
- Towarzyszenie ci? – Darcy skończył za niego, ale po chwili pożałował, że nie ugryzł się w język i zdradził własną gorliwość.

Cuś się ten najprawdziwszy dżentelmen dziwnie mało powściągliwy zrobił... :wink:

Caroline - Śro 12 Gru, 2007 10:34

Rozdział IX cz. 17

- Wreszcie przyjechałeś – szeroki uśmiech Bingleya i szczere klepnięcie w ramię powitało Darcyego na schodach Netherfield. – Myślałem, że zwariuję czekając na ciebie przez te ostatnie dni, ale jest tyle roboty, gdy otwiera się dom! Od zmierzchu do świtu!
- Naprawdę? – Darcy uniósł brwi – Nie wiedziałem!
Bingley zaśmiał się.
- Wchodź, wchodź!
Darcy podążył za przyjacielem prowadzącym go do biblioteki. Zatrzymywały ich instrukcje wydawane dyskretnie przez Bingleya jednym służącym, albo pytania innych, wreszcie znaleźli się w swojej starej kryjówce oczekując na przybycie tacy.
Czy wystarczyły dwa dni bycia panem na Netherfield by w Bingleyu zaszła taka zmiana? Skąd brała mu się ta swoboda? Darcy podśmiewał się z przyjaciela. Rumieniąc się pod wpływem jego pochwał, Bingley zrzucił winę na serdeczność przyjęcia. Wielu okolicznych właścicieli ziemskich złożyło mu wizytę w ciągu kilku godzin od jego przybycia, witając go w okolicy i na wszelkie sposoby zapraszając do siebie. Poza tym była jeszcze służba, w większości ta sama co w zeszłym roku, dająca mu do zrozumienia, że cieszy się z jego powrotu do Netherfield.
- To przechodziło wszelkie wyobrażenie – zakończył Bingley wyraźnie zadowolony – więcej niż kiedykolwiek bym się spodziewał.
Darcy uśmiechnął się zadowolony z dobrych wieści. Najwyraźniej sąsiedzi nie mieli Bingleyowi za złe wydarzeń z zeszłego roku, ale wręcz pragnęli odnowienia znajomości, zadowolenie służby także dobrze wróżyło. Większa pewność siebie Bingleya i łatwość z jaką pełnił swoją rolę, były widocznym świadectwem starań wszystkich wokół, by pozostał na miejscu. Jeśli siostra Elizabeth przyjmie jego awanse, Bingley łatwo wtopi się w lokalne towarzystwo jako pan w Netherfield Hall i swój człowiek. Pozostawało jednak pytanie o pannę Bennet. Czy próbował się z nią zobaczyć?
Zamówiona taca przybyła i, gdy służący zamknął drzwi, Darcy zapytał Bingleya, czy składał jakieś wizyty od czasu swojego przybycia. Był zbyt zajęty, by odwiedzić kogokolwiek poza wielmożnym Justenem, Bingley potrząsnął głową, i to tylko dlatego, że spotkał go w powozie na drodze i był usilnie nakłaniany, by dołączyć do niego na powitalną filiżankę herbaty.
- Ale wczoraj postanowiłem to naprawić – spojrzał na Darcyego z mieszaniną niepewności i podekscytowania. – Zamierzam jutro odwiedzić rodzinę Bennetów.
- Doprawdy? – Darcy przyjął oświadczenie Bingleya nie okazując zdziwienia, ale serce biło mu mocno z niecierpliwości.
- Wiem, że nie przepadasz za towarzystwem Bennetów – mówił dalej Bingley siadając – a młodsze dziewczęta bywają raczej męczące. Mógłbym to przełożyć…
- Mój drogi Bingley – zaprotestował Darcy z udawaną powagą – nie możesz zaniedbywać obowiązków towarzyskich wobec tak znamienitej rodziny jak Bennetowie z mojego powodu!
Jego przyjaciel zaśmiał się, a po dłuższej chwili zapytał:
- Nie masz więc nic przeciwko?
- Nic – Darcy wstał. Gwałtowność pragnienia, by znaleźć się w towarzystwie Elizabeth wzbudzała w nim jednocześnie radość i strach, których nie był pewien, czy zdoła ukryć, podszedł więc do okna i rozejrzał się po polach i lasach należących do majątku. – Zobaczymy, jak zmieniła się ziemia przez rok twojej nieobecności?

snowdrop - Śro 12 Gru, 2007 10:38

Och już nie mogę sie doczekać spotkania Lizzy i Darcy'ego.

Ciekawa też jestem, jak Darcy będzie przekonywał Bingleya aby jednak oświadczył się Jane.

Dzięki Caroline, pyszny kawałek :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Śro 12 Gru, 2007 10:42

Caroline napisał/a:
- Mój drogi Bingley – zaprotestował Darcy z udawaną powagą – nie możesz zaniedbywać obowiązków towarzyskich wobec tak znamienitej rodziny jak Bennetowie z mojego powodu!

"Znamienitej rodziny"... :paddotylu: I KTO to mówi... :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group