To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Ostatnio przeczytane

Anonymous - Śro 10 Lut, 2010 23:23

trifle napisał/a:
Czerwień to Pamuka? Bo tak mi się coś kojarzy

dokładnie.
Ale ponieważ ktoś kogo nie lubię obdarował mnie czymś od czego moje oczy nabrały króliczego wyglądu czytać zacznę jak będę po feriach już.... będę miała wymókę coby się nie uczyć...

trifle - Śro 10 Lut, 2010 23:31

lady_kasiek napisał/a:
Ale ponieważ ktoś kogo nie lubię obdarował mnie czymś od czego moje oczy nabrały króliczego wyglądu


Nie może być! Podlec jakiś :mysle: :wink:

Ja się właśnie zastnawiam nad zakupem "Jeżdżąc po cytrynach". Czytałyście? :mysle:

aneby - Śro 10 Lut, 2010 23:41

Kusi mnie Czerwień już od dawna :mysle:
Anaru - Czw 11 Lut, 2010 01:24

Agn napisał/a:
Bo "dzieuo" pani Denham właśnie na tym polegało - wydrukowała sobie mejle.
I ja się wcale nie dziwię, że kiedy nasza wspaniała hurtownia zawaliła nas tym niewątpliwym arcydziełem, nie sprzedał się ani jeden egzemplarz. Jest nadzieja w narodzie?

Naród pisze sobie własne i ma średnia ochotę na czytanie cudzych :P

***

Przeczytałam ostatnio w ciągu miesiąca więcej niż w ciągu ostatnich kilku. ;)

M.in. połknęłam w ciągu jednego wieczoru "Wrońca" Dukaja i jak Dukaja zazwyczaj nie rozumiem, bo zbyt przeintelektualizowany i skomplikowany dla mnie zarówno językowo jak i treściowo jest ;) , tak ta książka mi się spodobała. Trafiłam na niezłą recenzje, więc się nią posłużę ułatwiając sobie ciut wieczorem życie ;) .

Tekst z okładki:

Posłuchajcie... To nie zdarzyło się naprawdę...

Dawno, dawno temu był sobie chłopiec o imieniu Adaś. W tamtych czasach nie było komputerów. Nie było Internetu. Czarno-białe telewizory pokazywały dwa programy. Gadali na nich o nudnych sprawach brzydcy panowie. W kinach nie wyświetlano amerykańskich filmów. I nie było muzyki do słuchania z iPodów i komórek. Nie było komórek. I pewnej niedzieli - nie było Teleranka.
Wroniec wpadł nocą przez okno i życie zmieniło się w straszną bajkę...

Nie bój się, pan Beton cię obroni. Pójdziecie razem przez miasto GAZ-u ludożerczego, Milipantów-Turbulantów, Podwójnych Agentów i Bubeków kłamliwych, Szpicli spiczastych i stalowych Suk, MOMO pałującego, ogromnego Złomota i kruków, kruków czarnych na szarym niebie i brudnym śniegu.

Jacek Dukaj - pan, który pisze. Urodził się pod skrzydłem Wrońca. Napisał potem grube i mądre książki o światach, których nie ma. Ale ta książka jest o Adasiach i dla Adasiów.
"Wroniec" to magiczna baśń o grudniowej nocy 1981 roku. Pełen przygód, gier językowych i fantasmagorii sen o utraconym dzieciństwie, zamglonej młodości.
http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=123510


Spoiler:

Wroniec, Dukaj, Jacek
Dariusz Nowacki

Adaś w Krainie Bubeków i Pozycjonistów widzi Momo na ulicach i szuka rodziny porwanej przez Wrońca. Absolutnie nieoczekiwany prezent dla wielbicieli talentu Jacka Dukaja. Nikt dotąd nie opowiadał tak o grudniu '81

W chwili ogłoszenia stanu wojennego Jacek Dukaj miał siedem lat. Jest więc jednym z tych szczęśliwców cieszących się łaską późnego urodzenia, dla których osobisty dramat 13 grudnia sprowadził się do braku "Teleranka". Mariusz Sieniewicz, pisarz z tego samego pokolenia, tak to ujął w swojej debiutanckiej powieści: "Cała telewizja skoszarowana. ( ) Bajki niestety nie obejrzał. ( ) Zdążył jedynie zobaczyć Ślepego". Fakt, na ekranie zamiast Colargola pojawił się Colabor.

Ten motyw sytuacyjny, zazwyczaj podany żartobliwie, na stałe zagościł w prozie autorów urodzonych w połowie lat 70. Ale na ograniu pojedynczego "telerankowego" grepsu dotąd się kończyło. Dukaj jako autor "Wrońca" dokonał wyłomu.

Przedziwna to bajka magiczna o nocy grudniowej. Pełna okrucieństwa i przemocy. Oto wielki czarny ptak (tytułowy Wroniec) porywa ojca malutkiego Adasia, a wielgaśnym dziobem niemal śmiertelnie rani matkę. Wojacy-Wroniacy, a może Milipanci zabierają z mieszkania, do którego wtargnęło ptaszysko, babcię, siostrzyczkę i wujka. Adaś został ocalony przez sąsiada, pana Betona. Wraz z nim, gubiąc go kilka razy po drodze, przemierza mroczne miasto w poszukiwaniu swojej rodziny. Niekiedy fruwa nad miastem niesiony przez U-Lotkę.

Przygody Adasia to ponura fantasmagoria. Miasto zostało opanowane przez żelazne Suki (monstra podobne do wielkich psów), Złomoty (mechaniczne smoki machające siedmioma pałami) i GAZ-y (lewiatany wchłaniające ludzi), na każdym kroku czają się Bubeki i Szpicle, a drzewa i dachy obsiadły wredne ptaszyska gotowe w każdej chwili rzucić się na Pozycjonistów, zwanych też Opornymi.

Katalog okrucieństw jest tu obszerny. Nie łagodzą ich nawet świetne ilustracje autorstwa Jakuba Jabłońskiego, dalekie od makabry, stworzone jakby z myślą o dziecięcym odbiorcy. Tyle że dzieci - chyba że dorosłe dziś dzieci stanu wojennego - nie powinny do tej książki zaglądać. Dość powiedzieć, że Wojacy-Wroniacy wrzucają żywcem do wrzących kotłów każdego, kto przyłapany w Godzinie Kruka nie ma przepustki. Pałuje się tu wyłącznie na śmierć, wydłubuje oczy...

Rzecz otwiera motto z Lewisa Carrolla. I rzeczywiście z "Przygodami Alicji w Krainie Czarów" baśń Dukaja ma wiele wspólnego. Po pierwsze, pełno tu Carrollowskiej inwencji językowej, nie tylko słowotwórczej, co jest jedną z atrakcji "Wrońca". W opowieść wcinają się nawet dowcipne rymowanki. Po drugie i ważniejsze, Adaś niczym Alicja za wszelką cenę chce się połapać w tajemniczym świecie dorosłych, oczywiście po to, żeby wykryć rządzące nim prawa. To, że chce odzyskać rodzinę, jest tylko motywacją fabularną. Tak naprawdę - już nie Adaś, lecz Dukaj - chce odzyskać przeszłość.

W pamięci osób z rocznika Dukaja i ludzi odrobinę młodszych pozostały tylko pojedyncze emblematy, wyizolowane znaki odsyłające do PRL-owskiej przeszłości. Tajemnicze persony (Cinkciarz, Mleczarz, Członek), przedmioty i miejsca (Pewex albo Ameryka - u Dukaja coś w rodzaju środka odurzającego), strzępy niezrozumiałego języka (np. słowo kolejkowiczów "Pantuniestał"). Kapitalna jest tu dywagacja na temat szarzyzny, znaku rozpoznawczego Polski Ludowej - Adaś jest przekonany, że powszechną szarość wytwarza gigantyczna Maszyna, która kradnie kolory.

Najkrócej mówiąc, autor "Lodu" próbuje uporządkować przeróżne ikony i symbole przeszłości, włącza je w narracyjną tkankę, tworzy z nich fabularną sieć. Pragnie zapanować nad tym, co niepojęte. Nie dla niego dziś, lecz dla niego w czasach, kiedy był przedszkolakiem. To jeden z możliwych sensów tego przedsięwzięcia.

Sposobów rozumienia "Wrońca" jest wiele, ale szczerze mówiąc, żaden mnie nie przekonuje. Najprostszą interpretację, zgodnie z którą Dukaj chciał się wpisać w prawomyślną politykę historyczną (stan wojenny to samo zło i czysta przemoc), z góry odrzucam jako obraźliwą dla pisarza. Zarazem jednak wyobrażam sobie, że za kilka lat fragmenty "Wrońca" zostaną włączone do wczesnoszkolnych wypisów i jako obowiązkowa czytanka wykorzystane w wychowaniu obywatelskim.

Swoją drogą ciekawe, co zrozumiałby z tej powiastki niedorosły czytelnik zasiadający w ławie szkolnej. Prawdopodobnie tyle, że tak jak pod Grunwaldem - stan wojenny to przecież prehistoria - w grudniu 1981 r. naprzeciw siebie stanęli źli i dobrzy rycerze. Wprawdzie ci ostatni nie od razu odnieśli zwycięstwo, ale nikt nie może mieć wątpliwości, po której stronie była słuszność.

Bardziej przemawia do mnie wykładnia niejako odwrotna. Wszak zawsze można powiedzieć, iż hiperbolizowanie bolesnych zdarzeń grudniowych jest ich infantylizowaniem. Martyrologiczną narrację o stanie wojennym snuje tutaj dziecko, którego wyobraźnią zawładnęły opowieści o rycerzach, smokach i piratach. Ponadto jest to dziecko w gorączce, któremu wszystkie te straszne rzeczy po prostu się przyśniły.

Wieloznaczne to wszystko. Ale chyba nie dlatego, że stosunek Dukaja do stanu wojennego jest złożony bądź nieoczywisty. Owa dezorientacja wynika raczej z przyjętej konwencji literackiej. Z bajką magiczną naprawdę można zrobić wiele, to znaczy opowiedzieć ją sobie rozmaicie.

Na szczęście wcale nie trzeba (choć warto) zastanawiać się, co Jacek Dukaj chciał nam powiedzieć. "Wroniec" został także pomyślany jako zabawa literacka, ćwiczenie fantazji i stylu. To absolutnie nieoczekiwany prezent dla wielbicieli talentu tego pisarza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wyborcza.pl/1,7547...kaj__Jacek.html


Nie jest to łagodna bajka, bo dzieci by tego nie pojęły, to książka faktycznie dla ludzi pamiętających te wydarzenia, bądź mających na ich temat wiedzę. Treść jest baśniowo okrutna i przerażająca jak u braci Grimm, sennie szalona, z fantastycznymi ilustracjami, a język jakim jest pisana jest rewelacyjny, tak niesamowicie obrazowy, że aż namacalny. Stan wojenny z punktu widzenia dziecka, więc przemieszanie z poplątaniem bazujące na faktycznych symbolach o przeinaczonych nazwach i obrazach, zabawa w rozszyfrowywanie. Bardzo polecam tym, którzy nie biorą wszystkiego na serio ;) . Swoją drogą ma ktoś pomysł co to mogą być "Enesy"? :mysle: Ewidentnie coś po stronie Szpicli i Bubeków, ale nie mam pomysłu ;)


Tu można zerknąć na fragment kreskówki, faktycznie li i jedynie chyba w postaci kreskówki można by to sfilmować ;)
Budzi skojarzenia z "The Wall"
http://www.dukaj.pl/bibliografia/utwory/Wroniec

Anonymous - Czw 11 Lut, 2010 09:19

trifle napisał/a:
Czytałyście?

Czytałyście i bardzo mi się podobało... świetna lektura na zimo-przedwiośnie. Optymistyczna ciepła :)

migotka - Czw 11 Lut, 2010 12:53

http://slowemmalowane.blo...towiolista.html
Altowiolista

fly - Czw 11 Lut, 2010 14:31

Chciałabym polecić uwadze Dam książkę, której lektura, oczywiście moim zdaniem, nie jest czasem zmarnowanym.
http://wyborcza.pl/1,7551...ar__michal.html
Michał Komar : Wtajemniczenia

Admete - Czw 11 Lut, 2010 15:17

Anaru zaintrygowałaś mnie. Ja jestem rocznik Dukaja ;) i chętnie książkę przeczytam. Znajomy kupuje wszystkie książki Dukaja, to pewnie uda mi się ją pożyczyć.
Alicja - Czw 11 Lut, 2010 21:17

trifle napisał/a:
"Jeżdżąc po cytrynach". Czytałyście?

lekko się ją czyta :-)

Admete - Czw 11 Lut, 2010 21:18

Alicja napisał/a:
trifle napisał/a:
"Jeżdżąc po cytrynach". Czytałyście?

lekko się ją czyta :-)


Mam po angielsku, kupione za 2 zł w sklepie z używanymi ubraniami ;) Może kiedyś przeczytam, a jeśli nie, to komuś podaruję :)

BeeMeR - Pią 12 Lut, 2010 11:39

Tym Kretem i Czerwienią to mnie zainteresowałaś :mysle:
Na razie czytam jeszcze "Moje Indie"
Wolno (bo czytamy razem) ale systematycznie :mrgreen:

Co do bestsellerów mam stosunek pełen rezerwy - tak jak do super-hiper nagradzanych haha-śmiesznych komedii indyjskich :zalamka: - i nie boję się przyznać, że nie zawsze czuję się odbiorcą docelowym :mrgreen:

Filozofia, i prosty sposób pisania Coelho (czytała ledwie dwie powiastki, może się nie znam ;) ) też do mnie niezbyt dociera, zwłaszcza, że Księgę tysiąca i jednej nocy też w dużej mierze (póki co 5 ksiąg z 11 :mrgreen: ) czytałam i w tychże powiastkach widzę pewne rozbudowania znacznie starszych przypowieści orientalnych :P

BeeMeR - Pią 12 Lut, 2010 11:53

Przeczytałam zaś bardziej broszurkę niż książkę "Trafiona przez piorun" Glorii Polo
Dostępne też tu :
http://www.voxdomini.com.pl/sw/gloria_polo.htm

Przy czym początek to kilka stron opisu tragicznego wydarzenia, w trakcie którego zginął idący z nią siostrzeniec, ona zaś doznała rozległych urazów, oraz następującej bolesnej rekonwalescencji, a następne kilkadziesiąt stron to świadectwo nawrócenia i wyznanie wiary, wpadające chwilami w moim odczuciu w fanatyczny blekot - zwłaszcza we fragmentach o wizjach i ferowanych opiniach :mysle: .

migotka - Pią 12 Lut, 2010 13:37

http://slowemmalowane.blo...et-w-bieli.html
Nora Roberts "Portret w bieli"

Agn - Pią 12 Lut, 2010 13:41

Oj, nie, za Norę Roberts nie wezmę się nawet pod bazuką.
migotka - Pią 12 Lut, 2010 13:45

Agn napisał/a:
Oj, nie, za Norę Roberts nie wezmę się nawet pod bazuką.


to moja pierwsza przeczytana jej książka :)

Sofijufka - Pią 12 Lut, 2010 13:46

Agn napisał/a:
Oj, nie, za Norę Roberts nie wezmę się nawet pod bazuką.

a ja ją lubię - jedna tłumaczyłam...

praedzio - Pią 12 Lut, 2010 13:48

Książki pani Roberts mogą być. No, za co poniektóre ekranizacje bym zastrzeliła z łuku... :evil:
Sofijufka - Pią 12 Lut, 2010 14:01

podam Ci strzały - może nawet pełen kołczan :bejsbol:
milenaj - Pią 12 Lut, 2010 15:19

Książki Roberts też lubiłam jeszcze parę lat temu, ale ostatnio co wezmę to strasznie się rozczaruję. Ale ekranizacji znieść nie mogę.

Ja sobie wczoraj odwiedziłam bibliotekę i wyszłam z samymi lekkimi i odstresowującymi pozycjami. Dzisiaj skończyłam "Pani mecenes ucieka" Sophie Kinsella i stwierdzam, że raz na jakiś czas dobrze przeczytać coś co nie wymaga zbytniego zaangażowania mózgu, a po prostu jest świetną rozrywką.

Agn - Pią 12 Lut, 2010 15:25

A ja starałam się jedną przeczytać jak byłam nastolatką. Od tego czasu nie podejmowałam aż tak heroicznych prób względem jej twórczości, acz zaglądałam do środka, by sprawdzić, co u niej słychać. Co sądzę o jej twórczości zawarłam w jednym z fanfików, a raczej w przypisie do niego. Napiszę to pod spoilerem, bo jest tam jedno niezbyt eleganckie słówko, które idealnie pasuje do mojego zdania.
Spoiler:
Kobieta cierpi na literacką sraczkę.

To zdecydowanie nie jest twórczość dla mnie. Jezu i jeszcze ją ekranizowano. :roll:

RaczejRozwazna - Pią 12 Lut, 2010 15:32

A ja sobie przeczytałam Moniki Szwai "Stateczna i postrzelona". Wielka literatura to nie jest, ale po moich ostatnich niewypałach czytelniczych było to jak objawienie.... :wink: W każdym razie kawałek przyjemniej, trochę nierealnej i naciąganej (czytaj: podsłodzonej) rzeczywistości - słowem, niezła rozrywka.

I jeszcze jestem po dwóch książkach Jana Grzegorczyka: "Cudze pole" - ostatnia z części cyklu poswięconego ks. Groserowi. :confused3: no nie, facet przegiął. Pierwsza częśc była bardzo dobra, drugiej nie czytałam, ale w ostatniej za dużo grzybów w jeden barszcz zdecydowanie. I biskup molestujący kleryków, i była siostra zakonna w ciązy z księdzem, a w dzieciństwie gwałcona przez ojca, i szantażowany ksiądz popełniający samobójstwo i jeszcze na dodatek Groser - męczennik. bez przesady. Ja nie mówię, że takie historie się nie zdarzają, ale nie na raz, nie w jednym środowisku... Jednym słowem, w pierwszej częsci wszystko było wyważone: między księżowską normalnością a nienormalnością co dawało iluzję rzeczywistości - tu została tylko nienormalnośc. Nie kupuję.
Natomiast jestem w trakcie "Nieba dla akrobaty" - wzruszające, tylko szkoda,że to fikcja... Nie wiem, ale jakoś hospicjum według mnie to temat, o którym trzeba pisać prawdę albo milczeć. Ale może jestem przewrażliwiona...

Anaru - Pią 12 Lut, 2010 18:00

Agn napisał/a:
podam Ci strzały - może nawet pełen kołczan :bejsbol:

A ja wyostrzę groty :?

Ja ją nawet dość lubię, choć wiadomo, że jak każda przedstawicielka literatury tzw. kobiecej, tzn romansowej stricte, dała się poznać z charakterystycznych rzeczy, które sie powtarzają. Kiedyś gadałyśmy z Basią, że upodobania seksualne i podejście do mężczyzn i związków każdej z autorek da się idealnie poznać z książek jak się przeczyta choćby kilka. ;)

****

A ja tu polecę następną książkę, choć chronologicznie wcześniejszą ;) , mianowicie "Kwinkunks" Charlesa Pallisera. Grubaśne tomiszcze (prawie 1200 stron), stylizowane na powieść wiktoriańską na temat przeplatających się losów pięciu rodzin, odkrywanych po kolei przez małego chłopca w miarę dorastania w ciągłej ucieczce, w strachu przed częścią rodziny, w chwilami nieludzkich warunkach.

John Huffam ucieka wraz z matką przed nieznanym mu niebezpieczeństwem, związanym z tajemniczym kodycylem i testamentem, poznaje ubóstwo, skrajna nędzę, głód, życie na ulicy, zakładzie dla umysłowo chorych, wśród morderców i złodziei, oszustów, ludzi żyjących z tego co wyłowią w kanałach... W miarę dorastania poznaje dzieje rodziny, a właściwie kilku, przeplatających sie na przestrzeni kilku pokoleń, uczy się jak przeżyć i stara sie odzyskać dziedzictwo, a jego losy są ściśle związane z tajemniczym symbolem pięciu - Kwinkunksem.

Książka pełna typowych zbiegów okoliczności, w odpowiednich momentach podsłuchanych rozmów, podpatrzonych zbrodni, ucieczek, nieznanych i odnajdywanych przypadkiem mniej lub bardziej przyjaznych członków rodziny, złych knowań i tragicznych losów nękających bohatera i jego nieszczęsną naiwną matkę.

Ogólnie podobało mi się, dobrze się czytało, choć szczerze mówiąc do końca plątało mi sie kto jest kim, jakie w końcu powiązania go łączą z Johnem i co w końcu z tym kodycylem i do kogo powinien przynależeć. Polecam zwłaszcza tym, którzy mają możliwość czytania raczej w domu niż w biegu, bo średnio się do torebki mieści ;) .

migotka - Pią 12 Lut, 2010 18:06

chciałabym to przeczytać:)
Anaru - Pią 12 Lut, 2010 18:13

RaczejRozwazna napisał/a:
Natomiast jestem w trakcie "Nieba dla akrobaty" - wzruszające, tylko szkoda,że to fikcja... Nie wiem, ale jakoś hospicjum według mnie to temat, o którym trzeba pisać prawdę albo milczeć. Ale może jestem przewrażliwiona...

Nie widzę powodu, żeby to był temat tabu, lepiej oswoić niż się obawiać, albo przemilczeć fakt istnienia. Ale to tak moim zdaniem...
Ta książka mi się podobała, nic więcej nie czytałam, chociaż kolejkuję sobie cierpliwie do czegoś, czego tytułu nie pamiętam, możliwe, że właśnie do tej kolejnej.

BeeMeR napisał/a:
Przeczytałam zaś bardziej broszurkę niż książkę "Trafiona przez piorun" Glorii Polo

Mnie to zmęczyło już po kilku(nastu?) stronach, jej styl przede wszystkim, pełen o ile pamiętam Jezusa czy Boga w każdym zdaniu i powtarzanych w kółko treści. Można streścić w kilku zdaniach.

trifle - Pią 12 Lut, 2010 18:27

Anaru napisał/a:
Nie widzę powodu, żeby to był temat tabu, lepiej oswoić niż się obawiać, albo przemilczeć fakt istnienia. Ale to tak moim zdaniem...
Ta książka mi się podobała, nic więcej nie czytałam, chociaż kolejkuję sobie cierpliwie do czegoś, czego tytułu nie pamiętam, możliwe, że właśnie do tej kolejnej.


Też myślę, że lepiej mówić. Fikcja, nie fikcja, prawdy tam jest na pewno dużo. Przez pewien czas byłam wolontariuszką na oddziale chemioterapii i z obserwacji wiem, że najgorsze, co można robić to traktować chorych jak jajko, jakoś specjalnie albo unikać rozmów :roll:

A pan Jan pisze świetne książki, mnie się wszystkie historie o Groserze podobały, pierwsza rzeczywiście chyba była najfajniejsza, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby skupienie nieszczęść w jednym środowisku było niemożliwe. Przeciwnie, nieszczęścia bardzo często chodzą stadami :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group