To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Perswazje Persuasion (1995)

Gunia - Sob 28 Cze, 2008 21:40

To się nazwiedzałaś, Harry. :shock: :oklaski:
Gosia - Sob 28 Cze, 2008 21:44

Ale super! wyglada znajomo ;)
Harry_the_Cat - Sob 28 Cze, 2008 21:48

Gunia napisał/a:
To się nazwiedzałaś, Harry.


Duzo więcej niż się spodziewałam przy wyjeździe. Ale przyjaciele, u ktorych byliśmy okazali się super cierpliwi i mnie obwieźli po tych wszystkich miejscach :mrgreen:

W Lyme w ogóle kiedyś Jane mieszkała - tzn. spędzała tam wakacje i na jednym z domów jest nawet tabliczka to upamiętniająca. Za parę dni może powklejam fotki z kilku miejsc związanych z Jane w Lyme i Bath do jej wątku. Ale nie wszytko na raz, bo się zanudzicie :D

Trzykrotka - Nie 29 Cze, 2008 22:28

Harry, w życiu! Tylko pozazdrościć, że masz tak wspaniałych przyjaciół. Bądź Ty naszymi oczami :kwiatek: . Piękne zdjęcia.
Harry_the_Cat - Nie 29 Cze, 2008 22:44

Hehe... Przyjaźń przez internet - dzięki North and South :mrgreen:
Sofijufka - Pią 19 Gru, 2008 15:17

a ja mam dzisiaj rozpustę - zapuściłam sobie "perswazje" z Amanda i Ciaranem! Miiiiło było! Kocham Annę Amandy! Ciaran mi sie podoba aktorsko, ma piekne oczy i profil, coś mi przeszkadza w ustach, ale pięknie prowadził role. To dyskretne szepnięcie do siostry, że Anna jest zmęczona... I jak delikatnie sadzał ja w powoziku... Delikatnie rosnące zainteresowanie, odrodzenie miłości... I Anna, która od Lyme zaczyna rozkwitać i staje sie coraz ładniejsza i zapala sie w niej jakieś światło. Pan Elliott tez jest świetnie pokazany, przy czym wyraźne zainteresowała go Anna, gdy jeszcze nie wiedział, kim jest. Denerwuje mnie trochę rozczochranie Luizy, i czy panienka {Henrietta} siedziała by w towarzystwie obcych mężczyzn rozwalona, wyciągając do oknia odsłonieta do połowy łydki nogę? Hm....
Ale i tak, achhhhh

nicol81 - Pią 19 Gru, 2008 16:40

Mnie zawsze przeszkadało, że i Musgrovówny, i Karol, i Benwik to takie maszkary... :?
Sofijufka - Pią 19 Gru, 2008 17:08

Luiza byłaby niebrzydka, gdyby nie te włosy, Benwick był po prostu za tłusty, a Karol - taki poczciwy wiejski dziedzic, który zajada pustke małżeństwa z Mary...
Harry_the_Cat - Pią 19 Gru, 2008 18:11

Dla mnie to jest idealna ekranizacja :mrgreen:
nicol81 - Pią 19 Gru, 2008 20:17

Nie ma idealnych ekranizacji :wink:
Sofijufka napisał/a:
Luiza byłaby niebrzydka, gdyby nie te włosy, Benwick był po prostu za tłusty, a Karol - taki poczciwy wiejski dziedzic, który zajada pustke małżeństwa z Mary...

Luiza- ostatecznie...Ale Henrieta to pasztet, a to ona była ta ładniejsza...Powinni dać ją na Mary i znaleźć jakąś ślicznotkę. Taki szowinizm urodowy, jak i w DiU 95 mnie wnerwia :?

Sofijufka - Pią 19 Gru, 2008 20:39

fakt, wątek Eleonora-Edward zaniedbany, ale Brandonek niezły, no i Willoughby śliczny niczym kakao z pianką...
Lucy należycie wredna... troche mi przeszkadzało, że pani Dashwood tak sie odsłaniała w chwili pożegnania z Willoughbym...
sam Edward był chyba najbardziej austenowski ze wszystkich :mysle:

Gunia - Pią 19 Gru, 2008 20:57

Mam małą prośbę: czy mogłybyście rozdzielić swoją dyskusję co do obu tych filmów, żebym mogła ją potem podzielić i podoczepiać do stosownych wątków?
Sofijufka - Pią 19 Gru, 2008 21:10

Teraz sobie oglądam RiR 1981.... podoba mi się, owszem... a Marianna jest tu przesliczna, jak z miniatury z epoki, Brandonek przystojny i młody, a Willoughby nie przypomina pekińczyka... I "cottage" jest fajny, Fann nie jest parodia samej siebie, lecz należycie paskudna z charakteru...
Harry_the_Cat napisał/a:
Dla mnie to jest idealna ekranizacja :mrgreen:

damamama - Pią 26 Gru, 2008 21:32

Dostałam na gwiazdkę właśnie ekranizację i jestem oczarowana. Nowa ekranizacja, która mi się nawet podobała w tej chwili odchodzi w zapomnienie. Podobało mi się wszystko, no może w nowej wersji sir Walter jest lepszy. Wydaje mi się, że rok 95 dla Perswazji i DiU był najlepszym rokiem. Tym, które jej nie widziały szczerze polecam.
maenka - Wto 30 Gru, 2008 19:35

damamama napisał/a:
Dostałam na gwiazdkę właśnie ekranizację i jestem oczarowana. Nowa ekranizacja, która mi się nawet podobała w tej chwili odchodzi w zapomnienie. Podobało mi się wszystko, no może w nowej wersji sir Walter jest lepszy. Wydaje mi się, że rok 95 dla Perswazji i DiU był najlepszym rokiem. Tym, które jej nie widziały szczerze polecam.


Oj tak ,tak. Zgadzam się w całej rozciągłości.

snowdrop - Wto 30 Gru, 2008 20:11

Tylko jeszcze Wentworth mógł być przystojniejszy.
nicol81 - Wto 30 Gru, 2008 21:23

snowdrop napisał/a:
Tylko jeszcze Wentworth mógł być przystojniejszy.

Jako i Karolek, i Benwick... :? I Elizabeth i Henrietta piękne... :bejsbol:

BeeMeR - Czw 30 Lip, 2009 15:36

Obejrzałyśmy sobie z Anią wczoraj - dzięki Caitri :kwiatek: (przydały się obie wersje, bo pierwsza zacina się 30min przed końcem :? ) i całkowicie zgadzam się z Trzykrotką:
Cytat:
Ta ekranizacja - jeśli chodzi o obsadę - mało przypominała taką np. Emmę z Gwyneth, gdzie wszyscy i wszystko było piękne. Mnie ciężko było przełknąć zewnętrzne atrybuty bohaterów: piękny sir William wyglądał raczej jak własny lokaj, piękna Elżbieta - cóż... Walter Elliot - po prostu komiczny z blond loczkami i tak dalej i tak dalej. Film jest znakomicie nakręcony i wspaniale oddaje melancholijny klimat powieści, ale gdyby te twarze były trochę, no trochę ładniejsze...
Oglądało nam się dobrze, choć chwilami "wieje nudą", mam wrażenie zamierzenie - bo to pięknie obrazuje jakie jest/było życie, nie zawsze wypełnione frymuśnymi dialogami w 100%, nie zawsze idealnie nadzwyczaj piękne, a jednak na swój sposób przykuwające. :mrgreen:
Tess - Śro 07 Kwi, 2010 23:28

Przed chwilą skończyłam oglądać "Perswazje" i jestem pod wrażeniem :lol: Wstyd się przyznać, ale tę wersję zobaczyłam po raz pierwszy :serduszkate: Film bardziej do mnie przemówił, niż ekranizacja z 2007. Nie ma w nim super pięknych osób :lol: /wizualnie/brak pięknych wnętrz a główni bohaterowie/a może ciut starsza niż powinna być, ale za to czuję atmosferę tego filmu. /Koledzy Kapitana może powinni być odrobinkę przystojniejsi/ :rotfl: Podoba mi się pokazanie przemiany Ann z cichej, niepozornej trochę zagubionej w towarzystwie Kapitana, na stanowczą/ gdy nie zgodziła się iść na przyjęcie z "rodzinką"/ świadomą swoich uczuć i walczącą o swoje szczęście :oklaski: Kapitan Wentworth zagrany przez Ciara'na to taki prawdziwy marynarz z krwi i kości- może się mylę, bo osobiście żadnego nie znam :mrgreen:
marjarz - Śro 09 Cze, 2010 19:11

Może nie wniosę nic nowego do dyskusji, ale mnie się ta ekranizacja bardzo podobała. Następna zresztą też. Jest "naturalna" ukazuje ludzi takimi, jacy w rzeczywistości są: ładni, mniej urodziwi i brzydcy. Życie w tamtych czasach nie zawsze było łatwe i przyjemne, chociaż nasi główni bohaterowie do biednych nie należeli. Film oddaje nastrój powieści, którą zresztą uwielbiam, i do której często powracam. Angielska "uroda" jest specyficzna, myślę, że i wygląd JA niewiele odbiegał od ogólnych kanonów. Dla mnie kapitan W (grany przez Hindusa) dość pozytywnie się wyróżnia.
Sofijufka - Śro 09 Cze, 2010 19:13

Tess i marjarz - mówcie mi "siostro"!!!!
marjarz - Śro 09 Cze, 2010 19:50

Jak widzę, nie tylko przyjaźnie się na tym forum zawiera ale i "siostry" zdobywa. Jak dla mnie- może być. Szkoda tylko, że "braci" mniej, chętnie bym poznała jakiś męski pogląd na filmy JA. Niestety "romansidła" nie są chętnie czytane przez brzydszą część ludzkiej populacji. Dla nich to krymiały, wojny idt. O tym jednak JA nie pisała. I chwała jej za to.
Trzykrotka - Czw 10 Cze, 2010 09:58

Lubię wracać do Perswazji jesienią, kiedy melancholia wisi w powietrzu. Piękna powieść, zabarwiona goryczą. Całe szczęście, że Jane Austen była tak łaskawa dla Anny, że dała jej nie tylko happy end, ale i jedną z najpiekniejszych scen oświadczyn, jakie znam.
Ta wersja naprawdę obiektywnie, w porównaniu z S&S, czy DiU z lat 90 jest "brzydka," szorstka i chropowata. Ale w tym jej siła IMO. Twarzom bohaterów daleko do urodziwości, ale za to pozostają w pamięci.
Strasznie lubię ją na taką proziczność, jak stół po śniadaniu zasypany okruchami, tańce u państwa Musgrove przypominajace bardziej podskoki, niż wymyślne balety, gdzie tancerze się mylą, śmieją i świetnie bawią, czy niedbałe fryzury panien Musgrove. Ta niedbałość nie jest niestaranną niechlujnością jak w DiU 2005.
Nabrałam ochoty na seansik. Czy płyta z filmem była już w Wyborczej?

marjarz - Czw 10 Cze, 2010 12:21

Jeszcze nie, ale będzie.
Co do oświadczyn, to rzeczywiście cudna scena. I ten fragment, kiedy ona wychodzi pośpiesznie z mieszkania, a on tam na dole czeka, taki wielgachny, w tej czapce, która wydłuża jego i tak podłużną twarz. No i te białe rekawiczki, ich wzrok skierowany na siebie- cudeńko po prostu. O jak, i książka, i film to balsam dla duszy mojej.
D i U oczywiście też.

Sofijufka - Czw 10 Cze, 2010 12:56

no i nie ma galopu po Bath oraz łopotu spragnionych warg Anny


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group