Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Matylda - Czw 28 Gru, 2006 09:55
........ ruszył w kierunku panny Bennet i jej siostry.
Która jest która???? ??:
Mag - Czw 28 Gru, 2006 09:58
Panna B to Jane, jej siostra-Lizzy
Marija - Czw 28 Gru, 2006 10:50
| Matylda napisał/a: | | Teraz gdy jestem stara wiem , że przy wyborze męża trzeba patrzeć jak teśc traktuje teściową Synowie to wynoszą z domu | I co, byłabyś w stanie się WTEDY rozmyślić?? Miłość jest ślepa i głucha . W zasadzie w tym kontekście powinnam bezzwłocznie się zastrzelić, najlepiej strzelając sobie trzykrotnie z łuku w serce
Matylda - Czw 28 Gru, 2006 11:32
Teraz juz byłabym
Miłosne uniesienia przechodzą a zyc trzeba dalej
Marija - Czw 28 Gru, 2006 12:02
| Matylda napisał/a: | Teraz juz byłabym
Miłosne uniesienia przechodzą a zyc trzeba dalej | Ówczesne "teraz" to nie dzisiejsze "teraz". Trzeba patrzeć optymistycznie na całość: 1) nie można mieć wszystkiego w jednym pakiecie (jak np. pana Darcy :oops: ); 2) zawsze mogło być gorzej; 3) może geny przeważą nad wychowaniem??
Alison - Czw 28 Gru, 2006 13:48
Matylda, jeszcze raz powiesz, że jesteś stara, to Cię huknę! To ja jestem stara, bo jestem tu matką, a Ty nie możesz, skoro jesteś córką. I fru go!
A w książce i w filmie to Lizzy nie była taka przychylna Darcy'emu, żeby tak do niego zagadywać ni z tego ni z owego. Ale i tak mi się podoba tak jak jest. Jak czytałam o tej oranżerii, to cały czas miałam przed oczami ten masarykowy ogrót botaniczny, co to w nim ostatnio wywąchiwałam storczyki
Maryann - Czw 28 Gru, 2006 14:22
| Mag napisał/a: | Pytanko: najstarszą córkę nazywano panną Bennet, kolejnym dodawano imiona, gdy najstarsza wyszła za mąż, następna stawała się panną B?
Czy tak było u Bingley'ów po slubie Luizy?
Panowie nie zmieniali nazw, dopiero po śmierci ojca przesuwali się w tytułach? |
U panów było dokładnietak samo: w Mansfield Park Tom jest nazywany "pan Bertram", a dopiero młodszy Edmund dostaje przed nazwiskiem imię.
Co do Bingleyów - nie wiem, ale "teraz" Karolina jest jedyną panną Bingley, więc chyba nie ma większego znaczenia, czy będzie się wymieniać jej imię, czy nie.
Dione - Czw 28 Gru, 2006 14:37
Tak w sumie to w żadnym miejscu nie jest podane, które z Bingley'ów jest najstarsze, a które najmłodsze. Tak sobie kombinuję, że chyba panna Bingley była w wieku Jane lub Lizzy, bo jak byłaby starsza to już oceniano by ją jak starą pannę. Czyli Bingley był może z rok starszy od niej. Pani Hurst jest mężatką, więc chyba musiała być najstarsza.
Ot tak sobie kombinuję....
Maryann - Czw 28 Gru, 2006 15:34
"Fanfikowy" Bingley jest młodszy od Karoliny, a więc - najprawdopodobniej - najmłodszy z rodzeństwa. Za taką tezą przemawiałby fakt, że obie siostry traktują go trochę protekcjonalnie i nie bardzo liczą się z jego zdaniem.
W DiU ma jakieś 23 lata, więc Karolina mogłaby być nawet od niego starsza (np. o rok) i mimo to nie być starą panną.
bezpaznokcianka - Czw 28 Gru, 2006 17:07
Mi tez cos tak swita, ze Bingley z calego rodzenstwa jest najmlodszy. U Jane Austen chyba tez tak bylo tylko teraz nie umiem przywolac odpowiedniego cytaciku
To ile miala kobieta stara panna? ??:
Lidia w ksiazce gadala, ze "Jane ma juz prawie 23 lata. Za niedlugo bedzie juz stara panna.." Moze to wzgledne bylo. Bo przykladowo panna Bingley czekala na odpowiednia partie a dla panny Bennet kazda w sumie propozycja bylaby nie do odrzucenia ze wzgledu na pozycje i sytuacje materialna?? Mogla Jane (jakby nie poznala oczywiscie pana Bingleya) przez swoja wybrednosc nigdy potem nie wyjsc za maz, bo nie miala posagu na ktory kazdy by sie rzucal. A panna Bingley badz co badz posag na pewno jakis miala skoro uwazala, ze moglaby byc odpowiednia partia dla pana Darcy'ego. Dlatego moze panna ktora nie byla majetna musiala jak najszybciej wyjsc za maz (poki miala urode) bo im starsza tym mniejsze prawdopodobienstwo na wyjscie za maz. A majetna kobieta nie musiala sie spieszyc z zamazpojsciem, bo miala pieniadze, na ktore predzej czy pozniej ktos sie pokusi.
Tak mnie na filozofie wzielo
Maryann - Czw 28 Gru, 2006 19:57
Posag chyba rzeczywiście nie miał tu wiele do rzeczy - oczywiście, oprócz tego, że panna posażna miała znacznie większe powodzenie, a uboga najczęściej zadowalała się pierwszym konkurentem, jaki się nadarzył. Pannę Bingley było więc stać na taktyczne manewry wokół Darcy'ego, natomiast Charlotta Lucas aż do 27 roku życia czekała na tak mało atrakcyjną partię jakpan Collins.
Ogólnie przyjęte było, że dobrze urodzona młoda dama powinna wyjść za mąż jak najszybciej po swoim debiucie towarzyskim, czyli w wieku ok. 18-19 lat. Chociaż ta granica też musiała być umowna - 15-letnia Lidia zdąży wyjść za mąż, zanim starsza od niej Georgiana w ogóle zacznie bywać w towarzystwie...
Alison - Czw 28 Gru, 2006 21:46
A ja właśnie skończyłam tłumaczyć strasznie śmieszny fragment o mękach Darcy'ego w kościele, aż sie obśmiałam jak norka. Wam dane będzie... tak wedle Nowego Roku, ale przynajmniej macie po co żyć
Gunia - Pią 29 Gru, 2006 01:47
Właśnie poskładałam całe ciasto i jestem w szoku! 68 stron Worda! W życiu bym nie powiedziała, że tego było tyle! Może 20-30, ale nie 70!
To potwierdza największy sekret obżarstwa: jeśli się je po trochu, to prawie się nie czuje przybywających kilogramów.
W każdym razie, tym bardziej dziękuję naszym translatorkom.
Maryann - Pią 29 Gru, 2006 09:13
Wczoraj w oranżerii, dziś - w sypialni. A w roli głównej - Fletcher, czyli Lokaj Doskonały.
Rozdział 9 "Jego najgorszy wróg" - część VII
Kiedy powaby stołu bilardowego zostały wyczerpane, Darcy przez resztę dnia znajdował sobie różne zajęcia, pod warunkiem, że nie wiązały się one z bliskością Elizabeth. Czytał, rozegrał kilka partii wista z siostrami Bingleya i Hurstem. Przy obiedzie rozmawiał tylko z Bingleyem i Hurstem na temat polowania. Potem napisał listy do każdego z krewnych, czy przyjaciół, o których pomyślał lub którzy ze zrozumiałych powodów mogli oczekiwać od niego wiadomości. W końcu wieczór się skończył i Darcy mógł w dobrej wierze wycofać się do swoich pokoi. Kiedy zamknął drzwi i zadzwonił po Fletchera, pogratulował sobie własnej determinacji, ale gdy ze znużeniem opadł na fotel stwierdził, że ten wysiłek zmęczył go nieproporcjonalnie do jego zamierzonych efektów.
- Nie myśl o tym – zaklinał sam siebie, zamykając oczy i ziewając – Jesteś stanowczo zbyt zmęczony, żeby to przeanalizować.
Wyciągnął nogi i rozsiadł się wygodnie w fotelu czekając na swojego pokojowca.
- A-hem.
- Panie Darcy.
- A-hem !
Darcy powoli otworzył oczy, ale zobaczywszy Fletchera, momentalnie usiadł prosto.
- Fletcher ! Czy ja zasnąłem ?
- Tak, sir. Był pan zdecydowanie w objęciach Morfeusza. Czy dziś wieczór potrzebuje pan czegoś więcej, niż zwykle ?
- Nie, nie – Darcy pokręcił przecząco głową i ziewnął – Chciałbym po prostu kontynuować to, co zacząłem w tym fotelu i to tak szybko, jak to możliwe.
- Oczywiście, sir. Mogę zapytać, jaki surdut i kamizelkę życzy pan sobie, żebym przygotował jutro na nabożeństwo ? – zapytał Fletcher szybko zdejmując ze swego pana surdut i krawat.
Darcy westchnął. Wyglądało, że nie jest w stanie wykrzesać z siebie energii potrzebnej do zainteresowania się pytaniem Fletchera.
- Może zielony, sir i złoto-szara prążkowana kamizelka ?
Darcy zdobył się na cierpki uśmiech spoglądając na Fletchera.
- Tak, przypuszczam. Chociaż nie uważasz, że to trochę okazale jak na mały wiejski kościół ?
- Okazale, sir ? Niezapomniane, oczywiście, sir, ale okazałe ?... nie, sir. – zapewnił go Fletcher, pilnie zabierając się do przygotowania bielizny nocnej swojego pana.
Darcy przyjrzał mu się badawczo.
- Niezapomniane, hm. A dlaczego miałbym chcieć stroić się jutro w „niezapomnianym” stylu ?
Spojrzenie, jakie Fletcher rzucił mu w odpowiedzi, było wyrazem urażonego profesjonalizmu.
- Panie Darcy ! Ja mam reputację do podtrzymania !
- W Hertfordshire ?
- Gdziekolwiek pan będzie, sir. Jest moim obowiązkiem, sir, dopilnowanie, aby pojawił się pan w sposób odpowiedni do pańskiej pozycji i do okoliczności.
Fletcher kontynuował swoje przygotowania, czyniąc je ze wzmożoną powagą.
- I nabożeństwo w wiejskim kościele wymaga „niezapomnianego” przybycia ? – badał Darcy. Jego podejrzenia wzrosły po protestach Fletchera.
- Przepraszam, sir, ale miałem wrażenie, że Pan Bóg jest jednakowo obecny tak w wiejskim kościele, jak w Londynie u Św. …
- Hm – prychnął Darcy – Nie jestem całkowicie przekonany, że twoja szczerość w tej kwestii jest równa twojej znajomości teologii, ale jestem zbyt zmęczony, żeby dalej o tym dyskutować. Niech będzie zielony.
- I złoto-szara kamizelka, sir ?
- Złoto-szara – ustąpił Darcy – Chociaż dlaczego powinienem jutro wyglądać „niezapomnianie”, nie mogę pojąć.
- Bardzo dobrze, sir. Dobrej nocy, panie Darcy.
Uśmiech na twarzy Fletchera, gdy wychodził, skłonił Darcy’ego do zastanowienia, ale efekty braku snu, porannej szalonej jazdy i ponurej walki z pociągiem do Elizabeth Bennet dały mu się we znaki. Po kilku chwilach zapadł w głęboki sen bez snów.
KIKA - Pią 29 Gru, 2006 09:46
| Maryann napisał/a: | | Uśmiech na twarzy Fletchera, gdy wychodził, skłonił Darcy’ego do zastanowienia, |
ciekawe cóż mu się po główce plątało.....
Dione - Pią 29 Gru, 2006 11:32
Ten Flecher mi się podoba Już pewnie planuje ceremonię ślubną swojego pracodawcy
Alison - Pią 29 Gru, 2006 11:53
Aaaa to ja już teraz rozumiem o co chodziło przy tym jutrzejszym ubieraniu się!!
Jak to tłumaczyłam to nie bardzo rozumiałam skąd tyle zadumy Darcy'ego nad Fletcher'em.
No tak, Fletcher zdecydowanie coś knuje
Ojej a ja dopiero dzis zauważyłam że ta zaczytana pani z nagłówka siedzi na tle przepięknej choinki!!! Jak pięknie GosiaJku!!!! Czy GosiaJ tu w ogóle zagląda? :sad:
KIKA - Pią 29 Gru, 2006 11:56
ale pewnikiem nie ma na myśli Karoliny jako panny młodej.....
Alison - Pią 29 Gru, 2006 11:59
| KIKA napisał/a: | ale pewnikiem nie ma na myśli Karoliny jako panny młodej..... |
Oj pewnikiem pewnikiem nie ma
Maryann - Pią 29 Gru, 2006 12:10
| Alison napisał/a: | Jak to tłumaczyłam to nie bardzo rozumiałam skąd tyle zadumy Darcy'ego nad Fletcher'em.
No tak, Fletcher zdecydowanie coś knuje |
I chyba wszystkie się po trochu domyślamy, co.
KIKA - Pią 29 Gru, 2006 12:48
Darcy chyba też się domyśla o co chodzi Fletchrowi... ciekawam bardzo ciągu dalszego...
strasznie się cieszę, że powróciłam... tyle w tym naszym saloniku łakomych kąsków, że jeszcze wszystkich nowości nie popróbowałam.... :grin:
Alison - Pią 29 Gru, 2006 17:50
Wiecie co, tłumaczę fragment tuż przed balem w Netherfield, ale se chłopina (mówię o Darcy'm) roi przed tym balem, kompinuje po prostu jak koń pod górę, żal mi go trochę ale też śmiać mi się chce jak pomyślę co mu z tego wszystkiego wyszło ... Ale to gdzieś dopiero koło 10 stycznia nam wypadnie czytać, więc się juz przymykam i do bigosu zmykam
Maryann - Pią 29 Gru, 2006 20:48
| Alison napisał/a: | Wiecie co, tłumaczę fragment tuż przed balem w Netherfield, ale se chłopina (mówię o Darcy'm) roi przed tym balem, kompinuje po prostu jak koń pod górę, żal mi go trochę ale też śmiać mi się chce jak pomyślę co mu z tego wszystkiego wyszło ... |
Wyszło mu tak, jak wszystko, co planował do tej pory. Nawet postanowienie ignorowania Lizzy w bibliotece obróciło się przeciwko niemu... Że też takiemu inteligentnemu facetowi nie przyszło do głowy, żeby dac sobie z tym spokój.
Gunia - Pią 29 Gru, 2006 20:57
Gdzie można dostać takiego lokaja?
Maryann - Pią 29 Gru, 2006 21:09
Takiego jak Fletcher ? Nigdzie. Fletcher jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny i wyjątkowy... :smile:
|
|
|