Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Alison - Wto 27 Lis, 2007 20:27
| snowdrop napisał/a: | Czy Collins z Charlottą mieli dzieci? Nie pamiętam już. |
Literatura o tem milczy...
Raczej podejrzewam, że ciężko z tym było, bo jak go tak Charlotka wyganiała żeby sie zajmował ogrodem, potem jeszcze musiał odpowiednią liczbe skłonów przed lady Catherine zaliczyć. Wieczorami musiał być umordowan wielce, miał li on jeszcze siłę collisięta konstruować?
Dione - Wto 27 Lis, 2007 20:27
Tak, kiedy pan Bennet dostał od Colinsa list ostrzegający przed zaręczynami Lizzy z Darsikiem, to przy okazji Collins donosił o młodej "gałązce oliwnej" i stanie jego ukochanej Charlotty
Alison - Wto 27 Lis, 2007 20:28
| Dione napisał/a: | Tak, kiedy pan Bennet dostał od Colinsa list ostrzegający przed zaręczynami Lizzy z Darsikiem, to przy okazji Collins donosił o młodej "gałązce oliwnej" i stanie jego ukochanej Charlotty |
A to ci kawał komandosa jednak
Dione - Wto 27 Lis, 2007 20:29
| Marija napisał/a: | | Dione napisał/a: | | A źle nam było na tych drzewach? Kto kazał złażić? | Ostatnio oglądałam film o szympansach; jedna samica była właśnie w rui. Ja tam się cieszę, że moja rodzina kiedyś zlazła z drzewa ... |
Dione - Wto 27 Lis, 2007 20:30
| Alison napisał/a: | | A to ci kawał komandosa jednak |
Ot trafiło się ślepej kurze ziarno
nicol81 - Wto 27 Lis, 2007 20:50
| Dione napisał/a: | Tak, kiedy pan Bennet dostał od Colinsa list ostrzegający przed zaręczynami Lizzy z Darsikiem, to przy okazji Collins donosił o młodej "gałązce oliwnej" i stanie jego ukochanej Charlotty |
Ale ja to przegapiłam przy czytaniu... Mały Lucas Collins
Maryann - Wto 27 Lis, 2007 21:04
Lucas ? Nieee... Pewnie ku czci nieboszczyka męża milady na pierwsze dostał Lewis. A na drugie może William po dziadku i czcigodym rodzicielu. Lucas to może dopiero na trzecie.
O ile oczywiście to był TEN "gałązek"... Bo "gałązka" mogła otrzymać tylko jedno imię...
snowdrop - Wto 27 Lis, 2007 21:39
Czyli Collins nie był taki bezużyteczny, umiał zmajstrować to co należało
Matylda - Wto 27 Lis, 2007 21:44
| asiek napisał/a: |
Jezuńku, nawet nie umiem sobie tego wyobrazić... Noc poślubna z tym bocianem |
Z chrabąszczem
Matylda - Wto 27 Lis, 2007 21:47
| Dione napisał/a: | oglądałam film o szympansach; jedna samica była właśnie w rui. Ja tam się cieszę, że moja rodzina kiedyś zlazła z drzewa ...
. |
Poproszę o szczegóły
Marija - Wto 27 Lis, 2007 21:57
| Matylda napisał/a: | Poproszę o szczegóły | Biedna samica tkwiła na czubku drzewa, a kilka walczących o prymat w stadzie samców jej pilnowało przed jakimś byłym przywódcą, który postanowił ją za przeproszeniem osobiście zapłodnić, narażając się na obicie pyska. Jak już biedaka pogonili, to nowy, młody przywódca bezzwłocznie odebrał sobie "nagrodę" . Nie muszę dodawać, że samica nic do powiedzenia (?) nie miała w kwestii doboru partnera .
No i co, lepiej było na drzewie?
Matylda - Wto 27 Lis, 2007 22:08
A co miała "rzec" skoro natura obdarowała ja tym najlepszym , najsilniejszym , najwytrwalszym szympansim mężczyzną....
To my mamy gorzej Człowiek sie ugania za byle jakim wymoczkiem i udaje szczęśliwą - patrz Colins i nie tylko
Marija - Wto 27 Lis, 2007 22:09
| Matylda napisał/a: | | A co miała "rzec" skoro natura obdarowała ja tym najlepszym , najsilniejszym , najwytrwalszym szympansim mężczyzną.... | Wiesz, jaką on miał paskudną mordę?
Sofijufka - Wto 27 Lis, 2007 22:20
| Marija napisał/a: | | Matylda napisał/a: | | A co miała "rzec" skoro natura obdarowała ja tym najlepszym , najsilniejszym , najwytrwalszym szympansim mężczyzną.... | Wiesz, jaką on miał paskudną mordę? |
Toz to o geny chodzi, nie o mordę
Gunia - Wto 27 Lis, 2007 22:45
Uwielbiam Was. Od dowolnego tematu potraficie dojść do rozmnażania szympansów.
Alison - Wto 27 Lis, 2007 22:47
| Sofijufka napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Matylda napisał/a: | | A co miała "rzec" skoro natura obdarowała ja tym najlepszym , najsilniejszym , najwytrwalszym szympansim mężczyzną.... | Wiesz, jaką on miał paskudną mordę? |
Toz to o geny chodzi, nie o mordę |
Morda w znacznem stopniu od genów zależna, więc bagatelizować nie uchodzi. Morda za krzywa być nie może, bo się atrakcyjność zmniejsza i geny się mogą zaprzepaścić
Marija - Wto 27 Lis, 2007 22:56
| Alison napisał/a: | Morda za krzywa być nie może, bo się atrakcyjność zmniejsza i geny się mogą zaprzepaścić | No, i co? . Historyk sum, ale paskudna morda mnie nie zmyliła, nawet u szympansa: widać posiadam resztki pradawnego instynktu .
Maryann - Śro 28 Lis, 2007 05:52
Rozdział IX część 3
Złapał dorożkę, rzucił woźnicy adres i wskoczył do środka. Podczas gdy pojazd przeciskał się przez ulice, Darcy rzucił kapelusz i rękawiczki na zniszczone, popękane siedzenie obok i przetarł najpierw oczy, a potem całą twarz. Oparł się o poduszki, wyciągnął nogi i zaczął rozważać to, co zaszło.
Znalazł ich. Miejsce, w jakim ich znalazł, było wystarczająco podłe, aby wprawić w depresję największego optymistę, a Wickham nie należał do grona tych szczęśliwców. Raczej – Darcy był tego pewien – był do szpiku kości zirytowany koniecznością wyłączenia się z tego życia, którego tak pragnął i desperacko spragniony odzyskania poważania na tyle, aby mógł do tego życia wrócić. Czy warunki, jakie mu zaproponował, wystarczą, aby go skusić ? Na to wyglądało. W każdym razie, przez chwilę. Najprawdopodobniej jednak tylko szantażując go sprawą jego długów będzie mógł utrzymać Wickhama w ryzach.
Darcy zamknął oczy i głęboko westchnął. Choć te warunki były bardzo uciążliwe dla Wickhama, główną kwestią było to, że jego zgoda na wykupienie jego długów i środki niezbędne na ich zabezpieczenie zwiążą ich ze sobą na całe życie. Wiedział o tym od początku i niesmak, który ta wiedza wywołała obudziła jego ukrytą antypatię mimo wszystkich wysiłków, aby zachowywać się z obojętnością stosowną do delikatnego zadania, jakie miał przed sobą. Istotnie, jego pierwsze spotkanie z Wickhamem nie przebiegło dobrze. Ale potem, wobec tego wszystkiego – dziecinnego uporu i egoizmu Lydii oraz pozbawionej przekonania brawury Wickhama – wezbrało w nim współczucie i to, czego nie zdołały dokonać duma i złość, przyniosło miłosierdzie. Osiągnęli porozumienie. To był początek, który dawał pewną nadzieję. Nadzieja ! Uwaga Darcy’ego skierowała się ku tej słodkiej istocie w jego sercu, w której tak bardzo chciał wzbudzić nadzieję. Elizabeth. Gdyby tylko mógł uspokoić ją zapewnieniem, że jej siostra się odnalazła i podjęto działania mające doprowadzić do jej powrotu. Co też ona musi znosić czekając dzień po dniu na wiadomości !
- Wkrótce – obiecał jej łagodnym głosem w cieniu dorożki – Wkrótce.
Pojazd zwolnił i zatrzymał się przez kwaterą Królewskiej Gwardii Konnej. Dorożkarz zeskoczył z kozła, aby otworzyć drzwiczki. Darcy wyciągnął z kieszonki kamizelki wizytówkę i podał ją dorożkarzowi z poleceniem, aby przekazał ją dyżurnemu oficerowi z pytaniem, gdzie może znaleźć pułkownika Fitzwilliama. Nie upłynęło pięć minut, gdy dokładnie znał miejsce pobytu kuzyna.
- Dobry Boże, skąd się tu wziąłeś i to czymś takim ?
Darcy zaśmiał się z dezaprobaty widocznej na twarzy Richarda otwierającego drzwiczki powozu i wysiadł na zewnątrz. O, jak dobrze było znowu się śmiać !
- Dobrze, zabieraj swój kapelusz, na litość boską, tylko dobrze otrzep go z kurzu !
- Nie obrażaj mojego woźnicy, jeśli łaska ! – ostrzegł go Darcy mrugnąwszy okiem – To niezwykle odważny i godny zaufania człowiek – odwrócił się do dorożkarza i patrząc mu prosto w oczy wcisnął mu w rękę trzykrotną opłatę za kurs – Jestem mu bardzo wdzięczny.
- Dzięki… panie – dorożkarz zarumienił się, po czym, wycofawszy się z ukłonami, wspiął się na kozioł i odjechał.
Darcy odwrócił się i zobaczył, że kuzyn patrzy na niego z najwyższym niedowierzaniem. Klepnąwszy go po ramieniu powiedział:
- Chodźmy. Znalazłem Wickhama i potrzebuję twojej pomocy. Gdzie możemy porozmawiać ?
Alison - Śro 28 Lis, 2007 10:01
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | Morda za krzywa być nie może, bo się atrakcyjność zmniejsza i geny się mogą zaprzepaścić | No, i co? . . |
I nic. Ładnemu łatwiej geny rozsiewać
Maryann - Śro 28 Lis, 2007 10:06
Ciekawe, co Gosia powie na te zoologiczno-erotyczne dygresje...
asiek - Śro 28 Lis, 2007 10:17
| Maryann napisał/a: | | Nadzieja ! Uwaga Darcy’ego skierowała się ku tej słodkiej istocie w jego sercu, w której tak bardzo chciał wzbudzić nadzieję. Elizabeth. Gdyby tylko mógł uspokoić ją zapewnieniem, że jej siostra się odnalazła i podjęto działania mające doprowadzić do jej powrotu. Co też ona musi znosić czekając dzień po dniu na wiadomości ! |
Dobre chłopisko z niego...
asiek - Śro 28 Lis, 2007 10:25
| Maryann napisał/a: | | Ciekawe, co Gosia powie na te zoologiczno-erotyczne dygresje... |
Gosiek najsampierw zemdleje ...jak na Damę przystało, a potem zrobi z nami porządek
Marija - Śro 28 Lis, 2007 10:26
| Maryann napisał/a: | Ciekawe, co Gosia powie na te zoologiczno-erotyczne dygresje... | Dygresje, ale jak najbardziej na temat ("dlaczego Lidia poleciała jak głupia za Wickhamem"). Po prostu takie bardziej erudycyjne ...
Maryann - Śro 28 Lis, 2007 10:29
| asiek napisał/a: | Dobre chłopisko z niego... |
Dobre... A Elżbietka się na nim nie poznała...
Marija - Śro 28 Lis, 2007 10:31
Jakbym tak taksówkarzom wciskał trzykrotne opłaty za kurs, to NAWET ON by zbankrutował .
Ledwo wsiadł - i od razu wyciągnął nogi
|
|
|