Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
Anonymous - Sob 27 Cze, 2009 20:49 Widziałam chyba we wtorek plakat reklamujący ten film, i jest już zakolejkowany zaraz po "Marley i ja". Musze oglądnąć z Nią jeszcze raz "Dom nad jeziorem"trifle - Sob 27 Cze, 2009 23:05 Ach, naczytałam się was i mam już "Ja cię kocham, a ty śpisz". Ale jeszcze trzy dni, trzy dni i koniec tego koszmaru, będę mogła oglądać. Ja już nie mam mocy na tą sesję I ja chciałam drugi kierunek, chyba mnie pogięło Nigdy w życiu Trzykrotka - Sob 27 Cze, 2009 23:45 Miałam iść dziś na Genuę, alem się spóźniła i trafiłam na Coco Chanel
Bueee....
3/4 filmu to dziwaczny związek Gabrielle z buraczastym sponsorem - ziemianinem. Potem trochę miłości i Alessarndro Nivola (lubię, więc miło było). Tego, co naprawdę interesujące w biografii tej pani - czyli jak stworzyła swoją modową rewolucję - nie ma prawie wcale. Ot, tu zrobiła kapelusz, tam uszyła nieładną sukienkę, zdecydowała, że jedzie do Paryża - i pstryk - w następnym ujęciu widzimy szefową dużej firmy.
Pokaz mody na końcu mi się podobał. Audery mi się podobała. Film zdecydowanie nie.trifle - Nie 28 Cze, 2009 00:09 O, a ja o Coco pisałam niedawno, na poprzedniej stronie. Dobrze mi się oglądało, choć bez zachwytów jakichś. Faktem jest, że ja biografii Gabrielle nie znam i właściwie poza tym, że "coś" zmieniła w modzie to prawie nic nie wiem..
Dziwaczny związek z buraczastym B. - dobrze powiedziane. Choć ich pożegnanie mi się nawet podobało.
Jest jeszcze jeden film o Coco z tego roku: http://www.filmweb.pl/f49...Stravinsky,2009Anonymous - Nie 28 Cze, 2009 00:17
Trzykrotka napisał/a:
i Alessarndro Nivola (lubię, więc miło było).
Też bardzo lubię i dla Niego oglądnętrifle - Nie 28 Cze, 2009 00:39 A skąd wy go znacie? Idę obadać filmweb..Anonymous - Nie 28 Cze, 2009 00:49 Z Mansfield Park grał Henrego, dla którego głupia Fanny nie chciała puscić w pierony tego ciapowatego Edmunda. Ja Go znam jeszcze z Gola 2
Ale i tak Henry rządził. Dla Niego oglądałam tą "ekranizację" tyle razyTrzykrotka - Nie 28 Cze, 2009 00:55 Właśnie, Henry! Był przeuroczy i aż się chciało kopnąć Fanny w zadek żeby go brała i nawracała na dobrą drogę!
Ja go jeszcze wspominam miło z Branaghowskich Straconych zachodów miłości, księcia grał, parę do Alicji Silverstone. I w którymś Parku Jurajskim dał się zeżreć pterodaktylowi.Anonymous - Nie 28 Cze, 2009 01:24 Parków Jurajskich nie oglądałam, ale pamiętam, ze urzekł mnie w Mansfield Park właśnie
A Ja kończe oglądać Drezno...Anonymous - Nie 28 Cze, 2009 13:09 Ok no to zaczynam.
Jak ktoś nie widział. Drezna, albo filmu Marley i ja
to czyta na własną odpowiedzialność, bo pewnie pospojleruję...
Drezno jest świetne. Moim zdaniem lepsze milion razy od Titanica. W czasie filmu łapałam podobieństwa. On i Ona i ktoś trzeci na tle historycznej tragedi w trakcie, której toczy się nie tylko walka o przetrwanie, ale dokonuje się też wybór. Ten czy tamten? O ile na osławionym Titanicu nie umiałam uronić ani jednej łezki, chociaż się starałam(jak ogladaliśmy z klasą, zeby nie wyjść na nieczułą harpię) tak tutaj byłam do granic przejęta. Świetni aktorzy. Cała trójka jest genialna. Aktorka grająca Anne jest śłiczna, pełna jakiegoś słodkiego uroku i czaru. Aktor, który grał rolę Alexandra znany mi już z kilku filmów(np. z "Wojny i pokoju") tylko mnie utwierdził w tym, ze jest nie tylko przystojnym szubrawcem, ale umie grać. Pasował świetnie do swej roli, oschłego lekarza z nizin społecznych. No a ten co odtwarzał rolę Roberta to po prostu chodzące zaproszenie do konsupcji. No ja się naprawdę nie dziwię, ze wybrała przystojnego Anglika niż tego sformalizowanego Niemca(i nie mam tutaj uprzedzeń narodowych)
I atmosferę film ma fajną, pełną historycznej tajemnicy, niebezpieczeństwa, grozy. TYe ucieczki piwnicami, trzęsący się obraz. Jeszcze oglądałam jak już latarnie zgasły u mnie we wsi, więc odpowiednia groza była. Musiałam się wprawdzie przyzwyczaić do długosci filmu, bo przez cały rok oglądałam seriale wiec ciężko mi sie przyzwyczaić do długiego filmu. Ale ten film był piękny., I zakończenie, Ci ludzie błądzący w ruinach a potem scena z odbudowanej katedry.łezki mi się zakręciły. Naprawdę. Plus opowiedziane dalsze losy bohaterów.
Alicjo
I kolejne oglądnięcie. "Marley i ja". Pamiętam, ze jak byłam na "Generale Nilu" to w kinach wisiały zapowiedzi. Nawet nie bardzo się zainteresowałam bo pomyślała, że to kolejny badziew. Jakże się myliłam. Film to historia małżeństwa, która chce mieć dziecko. Tzn żona chce mieć dziecko. Mąż(który początkowo odrzucał mnie swoim wyglądem, ale potem , albo mnie przekonał, albo się przyzwycaiłam) nie jest gotowy. Kumpel( w tej roli jak zwykle Casanova zawsze i wszędzie Mark Sloan ) radzi Mu aby wziął do domu psa to kobieta psem sie zajmie a nie dzieckiem. Jadą sobie na farmę z psami gdzie akurat jak mrówek jest przepięknych, chwytających za serce, boskich Weź-Mnie-I-Przytul Labladorów. Do Gustu Żonie przypada najbardziej niesforne Labladorze-dziecko. I tak w ich życiu zjawia się Marley. z uroczego szczeniaczka, niszczącego wszystko w zasięgo małego pysia, wyrasta bestia, która ma już większy zasięg pyska i co za tym idzie ogromną umiejętność destrukcji. Wszystkiego. I tak jesteśmy świadkami, zabójczo-zabawnych sytuacji w trakcie wspólnego życia Strasznie się śmiałam patrzac na to co Marley wyprawia, jak wylatuje nawet ze szkoły dla psów. Jesteśmy też świadkami tragedi w rodzinie Groganów? a potem radości gdy przybywa im dzieci. Niestety wszystko ma początek i ma koniec. Nawet Marley się starzeje i tu zaczynaja się sceny, których lepiej nie oglądać bez chusteczek. A wiem na pewno, ze nie oglądnę tego w towarzystwie Mamy, Siostry i Siostrzenicy bo wyłybyśmy chyba godzinami. Bo jesteśmy Nienormalne. Polecam serdecznie ten film, jest bardzo pogodny, ciepły. Z humorem i jednocześnie można mieć pretekst do popłakania. Marley jest walorem wielkim do popatrzenia. A teraz idę poprzytulać moje StworyGosia - Nie 28 Cze, 2009 19:13 Pisałam na blogu na temat tego filmu (Marley i ja).
http://margotte-gosia.blo...Marley%20i%20ja
Podobał mi się, mimo smutnego zakończenia.Anonymous - Nie 28 Cze, 2009 19:35 właśnie Twoja recenzja mnie zmotywowała do tego filmu Agn - Nie 28 Cze, 2009 21:19 Dobra, pośmiejecie się ze mnie trochę, ale ostatnio miałam... erm... niezły zestaw filmowy. Znaczy się pomieszanie z poplątaniem.
Zaczęło się od Chak de India. Tak, wreszcie to obejrzałam. Wreszcie zobaczyłam Shah Rukha w roli muzułmanina. No wow! Całkiem fajny z tego film był, przyjemnie się oglądało, chociaż zakończenie do przewidzenia. Ale - o zdziwienie! - to pierwszy film bolly, jaki widziałam, w którym nie było wątku miłosnego. No, dobra. Był. O ile miłość do hokeja na trawie można nazwać wątkiem miłosnym, hehe. Fajna muzyka była. Ach, no i dziewczyny z drużyny były kapitalne. Także jeśli chodzi o ich wygląd - nie co piękniejsze przedstawicielki hinduskiej urody, tylko takie normalne dziewczyny, które można spotkać na ulicy. Dla mnie bomba.
Potem w domu obejrzałam dwa filmy - nie śmiejcie się - dla nastolatków. Byłam w nastroju, w którym nie dałabym rady niczego innego oglądać, a to takie... idealnie głupawe, lekkie, nic do myślenia. Połknęłam Wild child, czyli amerykańska nastolatka w angielskiej szkole dla dziewcząt. Niby jakieś zderzenie wyluzowanej Amerykanki ze skostniałymi Brytyjkami, ale generalnie ma być miło, więc jest i przyjaźń i nieporozumienie i syn dyrektorki, który posłuży do wątku romantycznego. Na końcu umoralniające scenki i takie tam. Po filmie tylko byłam zdziwiona, że Aidan Quinn tak się postarzał. Matko! Kiedy to się stało??? Ach, no i to chyba była ostatnia rola Natashy Richardson (+). Szkoda.
Dalej poleciałam z Alex Rider - misja Stormbreaker. No dobra, ja czasem lubię się tak odmóżdżyć. Ale film się fajnie oglądało. Jest bardzo zabawny, chociaż to niekoniecznie zamysł twórców. No sorry, ale ja nie mogę, jak samochód zderza się z jakimś maleństwem na czterech kołach i - tak, zgadliście - nastąpiło jedno wielkie PIERDUT! Zamysł za mądry nie jest - czternastolatek zostaje agentem. Bada jakąś gadżeciarską sprawę, która urasta do bioterroryzmu. Ale spoko, Alex da sobie radę. Zna języki, wschodnie sztuki walki, a przy okazji jest chłopięciem o oczach jak bławatki i blond grzywie, więc ma lubiącą go koleżankę ze szkoły. Nawiasem pisząc rzeczone chłopię to to samo, co grało w Wild child. Ale, kurde, co by o tym filmie nie powiedzieć - walka smarkacz vs. kilku zdezorientowanych wielkich facetów robi wrażenie (głównie sprawnością bohatera). I co za obsada! Ewan McGregor, Damian Lewis, Robbie Coltrane, Stephen Fry, Alicia Silverstone, Andy Serkis (znowu w dziwacznej roli), a nawet Mickey Rourke w demonicznym makijażu. I na dokładkę Bill Nighy. Niezła obstawa, nie?
Weekend w domu zakończyłam filmem... i nie wiem, czy powinnam o nim tutaj pisać. Ale jest bardzo, bardzo dla dorosłych. Mam zgryza. Może jednak nie będę pisała. Chyba że mi moderatorzy pozwolą.Admete - Nie 28 Cze, 2009 21:25
Cytat:
Zaczęło się od Chak de India. Tak, wreszcie to obejrzałam. Wreszcie zobaczyłam Shah Rukha w roli muzułmanina. No wow! Całkiem fajny z tego film był, przyjemnie się oglądało, chociaż zakończenie do przewidzenia. Ale - o zdziwienie! - to pierwszy film bolly, jaki widziałam, w którym nie było wątku miłosnego. No, dobra. Był. O ile miłość do hokeja na trawie można nazwać wątkiem miłosnym, hehe. Fajna muzyka była. Ach, no i dziewczyny z drużyny były kapitalne. Także jeśli chodzi o ich wygląd - nie co piękniejsze przedstawicielki hinduskiej urody, tylko takie normalne dziewczyny, które można spotkać na ulicy. Dla mnie bomba.
No właśnie chodzi za mną, żeby sobie przypomnieć. Ale chyba kupię po wypłacie dvd i porządnie obejrzę. Ja ogólnie teraz znów w nastroju bolly ( choć Chak De India nie jest w zasadzie filmem bolly ) - zajrzyj do wątku Orientu.Agn - Nie 28 Cze, 2009 21:30 Wiesz, hmm, powiem tak. Wciąż lubię od czasu do czasu obejrzeć sobie film bolly, ale już dyskusji jako takiej mi się nie chce uskuteczniać. Wypadłam z tego rytmu. Anaru - Nie 28 Cze, 2009 21:35
Agn napisał/a:
Weekend w domu zakończyłam filmem... i nie wiem, czy powinnam o nim tutaj pisać. Ale jest bardzo, bardzo dla dorosłych. Mam zgryza. Może jednak nie będę pisała. Chyba że mi moderatorzy pozwolą.
Dawaj
Najwyżej dawaj w spoilerze
Kto tu jest moderatorem, tak w ogóle? Admete - Nie 28 Cze, 2009 21:36 Zawsze mozna wrócic Ja nie obejrzałam ani jednego bolly w ciągu 10 miesięcy, a wróciło mi się błyskawicznie aneby - Nie 28 Cze, 2009 21:42
Agn napisał/a:
Alex Rider - misja Stormbreaker
Nie zdzierżyłam tego do końca A nawet powiem, że widziałam tylko kawałek.....
Zastanawiało mnie tylko dlaczego Ewan zagrał w takim badziewiu...Agn - Nie 28 Cze, 2009 21:45
Admete napisał/a:
Zawsze mozna wrócic Ja nie obejrzałam ani jednego bolly w ciągu 10 miesięcy, a wróciło mi się błyskawicznie
No mi nie wraca ten szał, co kiedyś. Chyba się po prostu nasyciłam. Ale nie przesyciłam, dzięki czemu mogę czasem obejrzeć film z Indii i mnie to nie nudzi.
Anaru napisał/a:
Kto tu jest moderatorem, tak w ogóle?
Kasiek i Gosia. Dobra, okej, dziewoje. Jak uznacie, że nie powinnam tutaj pisać o tego typu filmie, to wywalicie post, okej?
No to pełzniem pod spoiler...
Spoiler:
Rzecz w tym, że obejrzałam film Thinking XXX. Napiszę krótko. To dokumentalny film o gwiazdach porno. I był bardzo ciekawy. Większość to podpatrywanie ich przy sesjach zdjęciowych, ale wypowiadają się różni ludzie na temat tego światka. A także osoby pracujące w seks biznesie. Ich wypowiedzi są całkiem interesujące. Mówią o tym, jak i dlaczego zaczynali, jak widzą swoją pracę, ekhm, karierę, czy się tego wstydzą, jak reagują na nagość, z jakimi reakcjami "z zewnątrz" się spotykają itd. Nie jest to może fascynujące, ale dziwnie (w sensie pozytywnym!) się człowiek czuje, oglądając ludzi, którzy kręcą tego typu filmiki, że nie są nieświadomymi niczego głupkami. Oni w pełni zdają sobie sprawę z tego, w jakiej branży robią kasę. To niekoniecznie jakieś totalne idiotki i uzależnieni od seksu zboczeńcy. Są całkiem normalni. A bywają wręcz zabawni, tak jak jeden z panów, który oznajmił, że to też jest sztuka. Ekhm, no, tak, w sumie.
Cackałam się z pisaniem o tym filmie, bo po pierwsze - jest w nim dużo golizny. Panie i panowie pozują bez krępacji (nie zawsze rozebrani, ale jednak), poza tym dotyczy filmów, które w wielu budzą niesmak i zażenowanie. Nie mam ochoty oglądać filmów pornograficznych, ale ten dokument (trwa tylko godzinkę) uznałam za bardzo ciekawy.
aneby napisał/a:
Agn napisał/a:
Alex Rider - misja Stormbreaker
Nie zdzierżyłam tego do końca A nawet powiem, że widziałam tylko kawałek.....
Zastanawiało mnie tylko dlaczego Ewan zagrał w takim badziewiu...
1. To film dla młodzieży. I to taki w stylu zagadżeconego Bonda. Rozrywkowy. Na wakacje.
2. Ewan i tak przecież zniknął po pierwszych... co? 10 minutach? Ale był. Anaru - Nie 28 Cze, 2009 22:21
Mag13 napisał/a:
Admete napisał/a:
Zawsze mozna wrócic Ja nie obejrzałam ani jednego bolly w ciągu 10 miesięcy, a wróciło mi się błyskawicznie
A ja obejrzałam jeden (słownie: jeden!) film bolly w życiu...... I żałuję nawet tego
Rebelianta, znaczy?
Spoko, każdy ma rzeczy, których nie tyka.Trzykrotka - Nie 28 Cze, 2009 23:19
Anaru napisał/a:
Spoko, każdy ma rzeczy, których nie tyka.
I nie mówi o tym przy każdej okazji
A propos, przypomniało mi się - Agn, dzięki za typ - obejrzałam Braci Karamazow Zelenki.
Kapitalna rzecz, tylko się uczyć od Czechów, jak to się robi. Zrobić film, którego tematem jest spektakl teatralny, zrobić to tak, że ogląda się Karamazovych po czesku i to nie śmieszy, tylko wgniata w fotel - to trzeba umieć.
Fantastyczna adaptacja tekstu. Rewelacyjni aktorzy (zwłaszcza Ivan Trojan). Pomysł z zagraniem tego w Hucie Sendzimira, muzyka Kaczmarka - wszystko gra, pasuje do siebie, tworzy świetną całość. Bardzo polecam.Admete - Pon 29 Cze, 2009 00:21 Trzykrotko widziałaś Braci Karamazov w kinie czy w domu? Ciekawa jestem tego filmu.
Kabul Express - film z 2006 roku wyreżyserowany przez Kabira Khana. Co ciekawe sam Khan był wcześniej korespondentem wojennym i wielokrotnie przebywał w Afganistanie w czasie wojny. Film nakręcono zresztą naprawdę w tym kraju.
Rok 2001, listopad niedługo po wydarzenaich 11 września, Afganistan przy granicy pakistańskiej. Dwóch dziennikarzy z Indii chce zdobyć materiał o Talibach i pakuje się w sytuacje, której do końca nie pojmuje. Bardzo szybko przekonują się, że świat nie jest ani czarny ani biały. Wokól Talibowie, Mudżahedini, Amerykanie, Pakistańcczycy i z ludzie, którzy zwyczajnie chca przeżyć kolejny dzień. Sporo dobrych scen
( najbardziej wzruszyło mnie spotknie z córką ) i szczypta absurdalnego humoru.
Od razu zwróciłam uwagę na świetną, ilustracyjna muzykę - naprawdę bardzo mi się podobała, chętnie posłuchałabym ja poza filmem.Trzykrotka - Pon 29 Cze, 2009 00:34
Admete napisał/a:
i szczypta absurdalnego humoru.
Zwłaszcza osioł ze wsi złodziei i nieustanna walka na karabiny o to, kto był lepszym krykiecistą (oraz trafna definicja krykieta, jaka pada w samym filmie). Uważam Kabul Express za jeden z lepszych filmów o wojnie, jakie widziałam.
Karamazovych pokazała mi ostatnio przyjaciółka. Jest już na dvd. Byłam pod wrażeniem tego, jak świetny musi być czeski teatr. Oni ten spektakl naprawdę graja w Pradze.Admete - Pon 29 Cze, 2009 00:36 Miałam właśnie wymienić tego osła, dyskusję o krykiecie i śpiewanie piosenek filmowych razem z Talibem. No i scena - Pepsi - Coke! Rewelacyjna.
Zainteresuję się tym czeskim Dostojewskim.Admete - Pon 29 Cze, 2009 14:25 Kabul Express omawiany powyżej też nie jest filmem bolly, choć grają w nim ( częściowo ) aktorzy z tym kinem związani. Tak jak pisała Anaru Monsunowe wesele jest filmem obyczajowym i nie ma nic wspólnego z kinem rodem z Bollywood, natomiast Rebeliant to już czyste bolly, Tobik więc zagrał w takiej produkcji i nic się na to nie poradzi
Też lubię róźnorodnośc - czasami niemal mi to przeszkadza, bo jeszcze bym to zobaczyła/przeczytała i tamto, a czasu jak na lekarstwo
Niedługo obejrzę Wojownika z Irrfanem Khanem - kolejna międzynarodowa koprodukcja.