Fantastyka - Socjologiczno-literacko-fanowskie rozmowy o HP
Admete - Wto 16 Sie, 2011 22:59
W obrębie szkoły wszystkie postacie z portretów mogły się przemieszczać między obrazami. Natomiast poza szkołę mogli "wyjść" tylko wtedy, gdy ich portret był w tym innym miejscu.
Za pierwszym czytaniem Harry nie robił na mnie zbyt wielkiego wrażenia, daleko było mu do postaci ulubionej. To taki paradoks Teraz jest z tym trochę lepiej, ale i tak uważam, że postacie poboczne są ciekawsze. Taka Luna jest urocza. Zdecydowanie wolałabym, zeby Harry ją wybrał, a nie bezbarwną Ginny.
trifle - Wto 16 Sie, 2011 23:02
Tak czytam, co piszecie i mam ochotę primo: na maraton filmów, żeby zobaczyć, jak się to wszystko zmieniało, a potem książek. Nie odwrotnie, bo będę się za bardzo czepiać
Aragonte - Wto 16 Sie, 2011 23:03
Dzięki, Admete
I też jestem za Luną! Wspaniała postać. Ale, skoro już nie jest z Harrym, to z chęcią - zgodnie z sugestią filmową - sparowałabym ją z Neville'm
Admete - Wto 16 Sie, 2011 23:06
| trifle napisał/a: | Tak czytam, co piszecie i mam ochotę primo: na maraton filmów, żeby zobaczyć, jak się to wszystko zmieniało, a potem książek. Nie odwrotnie, bo będę się za bardzo czepiać |
Trifle - namawiam serdecznie. Teraz to się ogląda/czyta bardzo dobrze. Szkoda tylko, że nie można od razu obejrzeć w całosci części 7.
Neville i Luna - jak najbardzie. A właśnie. Według Rowling Neville też przez jakiś czas był aurorem, zanim zaczął uczyć zielarstwa w Hogwarcie. Wydaje mi się, że ewentualny związek Luny i Neville'a to jednak wymysł scenarzystów...Z drugiej strony takie rzeczy autorka chyba akceptowała wczesniej w filmach?
Admete - Śro 17 Sie, 2011 09:19
Odniosę się teraz do wcześniejszych postów na temat tego, ile wiedziałą Petunia. Otóż w rozdziale "Chmara sów" okazuje się, że Petunia wie, kim są Dementorzy i że istnieje Azkaban. Mówi: "Słyszałam jak ten okropny chłopak mówił jej o nich przed laty." Harry od razu wnioskuje, że ciotka mówi o jego rodzicach, ale wcale nie mówiła o Jamesie. Mówiła o Snape'ie i zignorowała pytanie Harry'ego: "Jeśli mówi ciocia o moich rodzicach, to dlaczego nie używa ich imion?". Historia potoczyłaby się pewnie odrobinę inaczej, gdyby wtedy sprostowała jego pomyłkę.
Aragonte - Śro 17 Sie, 2011 10:54
| Admete napisał/a: | | Neville i Luna - jak najbardzie. A właśnie. Według Rowling Neville też przez jakiś czas był aurorem, zanim zaczął uczyć zielarstwa w Hogwarcie. Wydaje mi się, że ewentualny związek Luny i Neville'a to jednak wymysł scenarzystów...Z drugiej strony takie rzeczy autorka chyba akceptowała wczesniej w filmach? |
Nie wiem, czy akceptowała, ale na pewno odnosiła się do różnych wstawek, np. do tego, że poniekąd zapowiedziano związek Hermiony i Rona w trzeciej ekranizacji
Admete - Śro 17 Sie, 2011 11:26
O tym wiem, czytałam chyba gdzieś Mnie się to wydawało takie dość naturalne Oni od razu pasowali do siebie na zasadzie kontrastu.
Anonymous - Śro 17 Sie, 2011 12:02
musze sobie poczytac jeszcze raz calosc, z Waszymi uwagami w tle. Musze to sobie wszystko jeszcze raz przemyslec - calosciowo
Agn - Śro 17 Sie, 2011 20:11
Lunę z Nevillem - tak, pasują do siebie. No ale wiadomo, że Neville w przyszłości chajtnął się był z Hannah Abbot.
A Ginny wcale nie jest taka bezbarwna. Dostawszy mocno po nosie, wyciągnęła odpowiednie wnioski, a nawet wykorzystała swą wiedzę, by uspokoić Harry'ego w piątym tomie, że nie jest w żadnym transie.
Niska, niepozorna, a potrafi rzucić mocarnym zaklęciem (bliźniacy w którymś tomie, bodaj w piątym, o tym wspominają). Fajna, odważna dziewczyna. Nie, dla mnie nie jest w żadnym wypadku bezbarwna.
Jeśli chodzi o związek Rona i Hermiony - też mi bardzo pasowali do parki. Fajnie się uzupełniają, mocno między nimi iskrzy, no i łączy ich wspólna sprawa. Hermiona wie, do czego zdolny jest Ron, a Ron - do czego Hermiona. On ma w sobie cechy, która ona musi lubić. Inaczej pewnie nic by z tego nie wyszło. Swoją szosą Rowling opisała relację tej dwójki ze sporą dozą humoru. Fantastycznie się to rozwijało. A Neville i Luna? Cóż, po szóstym tomie miałam wrażenie, że z nich będzie parka. Ładnie się podtrzymywali nawzajem przy pogrzebie starego Dropsa. No ale jednak nic z tego nie było.
I ja też się cieszę, że wątek ożył!
Aragonte - Śro 17 Sie, 2011 20:16
Ha, a więc nie tylko ja się cieszę
Aż nabrałam ochoty, żeby rzucić okiem, co też w tym szóstym tomie było...
A co do Ginny - nie uważam jej za beznadziejną postać, ale nie ma takiej wyrazistości jak Hermiona czy Luna. Gdyby była tylko postacią z tła, to OK, ale znajduje się jednak w centrum, więc trochę mi to nie pasuje.
Agn - Śro 17 Sie, 2011 20:23
Ale właściwie co jest z nią nie tak? Pamiętam dyskusję w Czasie honoru, jak to wszystkie zgodnie uznałyśmy, że panny głównych bohaterów, zamiast strzelać fochy, lepiej by jakoś wspierały swoich mężczyzn.
No więc (pardon za to!) Ginny swego mężczyznę wspiera, ba, jak jej każe unikać ryzyka, to potrafi na niego fuknąć... i też źle.
Nie rozumiem.
Aragonte - Śro 17 Sie, 2011 20:43
| Agn napisał/a: | Ale właściwie co jest z nią nie tak? Pamiętam dyskusję w Czasie honoru, jak to wszystkie zgodnie uznałyśmy, że panny głównych bohaterów, zamiast strzelać fochy, lepiej by jakoś wspierały swoich mężczyzn.
No więc (pardon za to!) Ginny swego mężczyznę wspiera, ba, jak jej każe unikać ryzyka, to potrafi na niego fuknąć... i też źle.
Nie rozumiem. |
Nie powiedziałabym, że coś z nią jest nie tak. Przede wszystkim odróżniłabym ocenę postaci traktowanej jako ktoś rzeczywisty od oceny postaci literackiej. Jako postać z realu Ginny moim zdaniem jest OK. Jako postać literacka mnie osobiście wydaje się bezbarwna, pozbawiona jakichś charakterystycznych cech. Tym, co ją charakteryzuje, jest np. przynależność do rodziny (i rodzinę ma super) i to, że kocha się w Harrym, ale ona sama wydaje mi się trudna do opisania, miałabym problem, gdyby ktoś kazał mi podać jej opis wykraczający poza kolor włosów
Agn, ja się czepiam trochę jako czytelnik i trochę jako domorosły tfurca - kreując Ginny na postać z pierwszego planu, wolałabym dać jej parę cech, które zapadną w pamięć. Taka Ginny jest dla mnie po prostu częścią tła i tyle. A nie powinna być tylko tym, jak rozumiem.
Ale to naturalnie tylko moja opinia.
Admete - Śro 17 Sie, 2011 20:58
Mogę się podpisać pod postem Aragonte. Z punktu widzenia warsztatowego, literackiego, ta postać nie posiada cech ją osobiście wyróżniajacych. To trochę tak - Harry miał dostać w końcu jakąś dziewczynę, a najlepiej, żeby to była siostra najlepszego kumpla - to dostał.
Aragonte - Śro 17 Sie, 2011 21:25
Wyjdzie na to, że to jakaś zmowa, takie zgodne jesteśmy w wielu sprawach
A tak serio, to cieszę się, że też tak to odbierasz, bo miałam problem z ujęciem w słowach tego, co miałam do zarzucenia Ginny (a raczej Rowling, że stworzyła Ginny właśnie taką).
nicol81 - Śro 17 Sie, 2011 21:37
Ron został aurorem? Myślałam, że Georgowi w sklepie pomagał.
Harry w sytuacjach krytycznych często tracił głowę i działał na instynkt- co czasem się szczęsliwie udawało, a czasem niezupełnie... Ale nigdy nie widziałam, by był mądrzejszy od Rona.
| Admete napisał/a: | | Taka Luna jest urocza. Zdecydowanie wolałabym, zeby Harry ją wybrał, a nie bezbarwną Ginny. |
Ja też
Ginny chyba głównie przez rodzinę wybrał... Chciał być jednym z Weasleyów.
Anonymous - Śro 17 Sie, 2011 21:38
Ginny to taka typowa kobieta bohatera. jej facet idzie na wojnę, ona gotuje strawę. Ginny jest nijaka, faktycznie...
nicol81 - Śro 17 Sie, 2011 21:46
| Cytat: | | Cała jego rodzina była zagrożona, musiała się ukrywać, wokół wojna |
Jak się ukrywali, musiało mu się nudzić. Syriusz chodził po ścianach, a miał towarzystwo.
Nie wiemy naprawdę, jak wyglądało życie Potterów- czyli każda wersja to fanfik. To że James dorósł, też uważam za wątpliwe.
| Cytat: | | Poza tym James i Syriusz właściwie wyżywali się chyba tylko na Severusie, przy czym sam Sever nie pozostawał im dłużny, bo też się odgryzał. No i co jak co gdyby James był zwykłym brutalem i kawałem drania, to nie uratowałby Severusa przed Lupinem |
W tomie 5 wyraźnie szukali jakiejkolwiek ofiary, choć Snape był chyba specjalny. I on dla mnie uratował Lupina i Syriusza przed karą, nie Snape'a.
Mnie akurat lekcja fałszywego Moodiego się podobała.
Admete - Śro 17 Sie, 2011 22:01
| Aragonte napisał/a: | Wyjdzie na to, że to jakaś zmowa, takie zgodne jesteśmy w wielu sprawach
A tak serio, to cieszę się, że też tak to odbierasz, bo miałam problem z ujęciem w słowach tego, co miałam do zarzucenia Ginny (a raczej Rowling, że stworzyła Ginny właśnie taką). |
Jakbyś mi z ust wyjęła, a wyjmować komuś coś z ust, to nieładnie jest To nawet Seamus i Dean są jakoś konkretniejsi - coś o nich tu czy tam się dowiadujemy, coś co ich wyróżnia. A Ginny - taka dziewczynka, potem dziewczyna i nic.
Admete - Śro 17 Sie, 2011 22:03
| Cytat: | | Mnie akurat lekcja fałszywego Moodiego się podobała. |
Podobalo ci się, że torturował psychicznie Neville'a pokazując mu działanie cruciatusa? Jego rodzice utracili zmysły na skutek tortur tym zaklęciem...Nie pamiętasz jego reakcji w klasie?
| Cytat: | | W tomie 5 wyraźnie szukali jakiejkolwiek ofiary |
Jest tylko jedna scena odnosząca się do tego w całym 5 tomie. Trudno z jednej sceny wyciągać tak daleko idące wnioski.
Deanariell - Czw 18 Sie, 2011 01:46
| nicol81 napisał/a: | | To że James dorósł, też uważam za wątpliwe. |
Twoje prawo. Nasze - niekoniecznie się z tym zgadzać.
Nie sądzę, żeby James był urodzonym brutalem, a tym bardziej damskim bokserem. Dziewczęta mają rację, że w powieściach Rowling nie ma ku temu przesłanek. Zero. Nul.
| nicol81 napisał/a: | | Jak się ukrywali, musiało mu się nudzić. Syriusz chodził po ścianach, a miał towarzystwo. |
Nicol, sorry, nie wiem ile masz lat i czy posiadasz dzieci, ale zapewniam Cię, że James nawet w ukryciu nie mógł się nudzić przy malutkim Harrym - to jest zwyczajnie niemożliwe. Dziecko mugolskie czy "czarodziejskie" płacze i robi w pieluchy zapewne tak samo, a jak nie płacze, jest pojedzone i pieluszkę ma czystą, to wymaga uwagi, zabawy, bliskości rodziców itd. itp. Jedna osoba nie daje rady z opieką 24 h na dobę - James MUSIAŁ pomagać żonie, choćby częściowo. Przypuszczam, że to Lily by go prędzej stłukła na kwaśne jabłko, gdyby się jej stawiał. A w ostatniej 7-ej części Harry ma coś jakby wspomnienie radosnej zabawy z ojcem. Sadyści na ogół nie dbają w ogóle o dzieci... Dodatkowo we WSZYSTKICH wizjach rodziców autorka powieści wyjątkowo (i wielokrotnie) podkreśla, że gdyby nie Voldemort, Harry dorastałby w szczęśliwej, kochającej się rodzinie. Owszem - analiza i interpretacja tekstu jest do pewnego stopnia dowolna/subiektywna, jednak zbytnia nadinterpretacja tego, co "autor miał na myśli" nie jest zdrowa - to tak, jakbyś chciała napisać to lepiej od pani R.
Syriusz to zupełnie inna bajka - po pierwsze kawaler, nigdy się nie dowiedział, co znaczy prawdziwa odpowiedzialność za własne dziecko. Później, jako ojciec chrzestny, był dla Harrego jednak bardziej kumplem, niż kimś w rodzaju ojca - to nie to samo. Po drugie - towarzystwo towarzystwu nierówne. Po trzecie - James nie miał identycznego charakteru, jak Syriusz. Ośmielam się nawet twierdzić, że to on mógł mieć po części "zły" wpływ na postępowanie James'a w szkole - w końcu mimo wyparcia się własnej rodziny i odmiennych poglądów nie da się zaprzeczyć, że płynęła w nim krew Black'ów, a krew wszak nie woda. Rzekłam.
Admete - Czw 18 Sie, 2011 07:27
Całkiem rozsądne argumenty Riella A ja wczoraj śmiałam się w trakcie czytania sceny z McGonagall i Potterem - "Weź sobie ciasteczko, Potter." A jak świetnie jest opisana pierwsza lekcja z Umbridge, majstersztyk.
Tamara - Czw 18 Sie, 2011 09:55
| Agn napisał/a: |
Niska, niepozorna, a potrafi rzucić mocarnym zaklęciem (bliźniacy w którymś tomie, bodaj w piątym, o tym wspominają). Fajna, odważna dziewczyna. Nie, dla mnie nie jest w żadnym wypadku bezbarwna. |
Upiorogacek bliźniacy mówili , że nie ma sobie równych pod tym względem
Może dla kontrastu z Harrym , który miał aż zanadto popaprane życie , Rowling dała mu zwyczajną dziewczynę mocno stąpającą po ziemi , która po prostu dawała mu oparcie i miała dużo zdrowego rozsądku . Mało to takich par , gdzie wszyscy się zastanawiają , co ten wspaniały facet widzi w tej szarej myszce
Deanariell - Czw 18 Sie, 2011 11:18
Mnie się filmowa Ginny podobała, a w książce też mi nie przeszkadzała jej obecność.
Inna sprawa, że poza Hermioną, moją ulubioną postacią dziewczęcą jest naturalnie Luna, co dziwne nie jest dla osób, które mnie dobrze znają.
Gdybyśmy miały wybierać postacie do zagrania w filmie, to Admete byłaby w 100% Hermioną, a ja na 200% Luną.
| Tamara napisał/a: | | Może dla kontrastu z Harrym , który miał aż zanadto popaprane życie , Rowling dała mu zwyczajną dziewczynę mocno stąpającą po ziemi , która po prostu dawała mu oparcie i miała dużo zdrowego rozsądku |
Coś w tym jest - może tak być, dla kontrastu - mówią, że to właśnie przeciwieństwa najmocniej się przyciągają. Co zresztą potwierdza się przy parze Hermiona/Ron.
Admete - Czw 18 Sie, 2011 13:35
To nawet dobre wytłumaczenie, ale nadal literacko jest to postać dość nijaka. Wiecie czego mi żal w 5 tomie? Tego, że Rowling jednak postanowiła do końca utrzymać między Snape'em i Harrym nienawiść. Ja nie mówię, że mieliby się polubić, ale mogła coś do tego dodać. Byłoby ciekawiej w końcówce tomu 6, gdy Snape zabił Dumbledora. Podobają mi się lekcje oklumencji - dobrze napisane. A co do Umbridge -znałam kiedyś taką wizytatorkę, która przemawiała do wszystkich jak do 3-letnich dzieci.
Admete - Czw 18 Sie, 2011 21:54
Zajrzałam na początek wątku i stwierdziłam, że chyba będę go musiała kiedyś przeczytać od nowa Zaczęłyśmy go 5 lat temu...oczywiście od tego czy Snape jest zdrajcą czy tez nie
A w 5 tomie irytuje mnie bezsensowność śmierci Syriusza...i głupota Harry'ego, który nawet przez 3 sekundy nie pomyślał, że ten jego sen to ściema i idą prosto w ręce śmierciożerców.
Wizytacje Umbridge na lekcjach - jednoczesnie się śmiałam i złościłam. Tym bardziej, że miałam w swoim życiu do czynienia z wizytacjami...
Ron i Hermiona:
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Znalazłam coś dla zwolenniczek związku Severusa i Lily - Kasiek
Na pytanie: "Did Lily ever have feelings back for Snape?" Rowling odpowiedziała w jednym z wywiadów: "Yes. She might even have grown to love him romantically ( she certainly loved him as a friend ) if he had not loved Dark Magic so much and been drawn to such loathesome people and acts."
|
|
|