To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam V

Szafran - Śro 31 Sty, 2018 07:33

Agn napisał/a:
Ja tak spytam trochę głupio - ale o czym właściwie jest Florida project? Bo ciągle słyszę zachwyty, że taki genialny i w ogóle, ale nikt nie pisze i nie powie, o czym to. A z trailera wywnioskowałam, że o dzieciach w jakimś hotelu i starym zrzędzie, który je przegania. A jakoś na takie coś nie mam ochoty, a już na pewno nie w wydaniu na 1,5 czy 2 godziny. :?


Agn, jak się z góry najeżasz i nastawiasz na nie, to nie ma siły, byś się zainteresowała:P
Jest o parszywej rzeczywistości przefiltrowanej przez dziecięcą wrażliwość, o niewinnym spojrzeniu, które nieuchronnie niedługo takie być przestanie. O Ameryce, o jakiej się nie mówi, odległej od mitycznego obrazu amerykańskiego snu, o koegzystujących obok siebie światach. Tym wstydliwym i tym na pokaz. Świetnie wyreżyserowane, bardzo świadome w użytych środkach kino, które w warstwie wizualnej odbiega od tego, do czego przyzwyczaiło cinema verite.
Skupia się wokół taniego motelu, którego lokatorzy nie mieszkają tam na parę nocy, a na stałe, co oczywiście jest wbrew przepisom, ale są na to uniki. To oczywiście ludzie, których nie stać na normalne życie - wynajem mieszkania etc.
I stary zrzęda nie jest starym zrzędą, a takim zwykłym, dobrym człowiekiem - administruje budynek czy coś w ten deseń. Chyba jedyny raz, gdy Willem Dafoe zagrał takiego;). Znaczy dobrego człowieka nie budynek. Przez tę chorobę wysławiam się jakoś koślawo:D

trifle - Śro 31 Sty, 2018 20:14

Szafran napisał/a:
Jest o parszywej rzeczywistości przefiltrowanej przez dziecięcą wrażliwość, o niewinnym spojrzeniu, które nieuchronnie niedługo takie być przestanie. O Ameryce, o jakiej się nie mówi, odległej od mitycznego obrazu amerykańskiego snu, o koegzystujących obok siebie światach. Tym wstydliwym i tym na pokaz. Świetnie wyreżyserowane, bardzo świadome w użytych środkach kino, które w warstwie wizualnej odbiega od tego, do czego przyzwyczaiło cinema verite.


:shock:
Szafran, Ty to jesteś "smakoszem" i wyłapujesz, ja nie. Agn, ja nie umiem powiedzieć, o czym jest ten film, męczyłam się bardzo oglądając, ale nie wiem, może Tobie by się spodobało :mysle:

Agn - Pią 02 Lut, 2018 10:01

Ja się nie najeżam, tylko pierwszy raz widzę głos na "nie", a interesuje mnie treść filmu.
Szafran napisał/a:
Jest o parszywej rzeczywistości przefiltrowanej przez dziecięcą wrażliwość, o niewinnym spojrzeniu, które nieuchronnie niedługo takie być przestanie. O Ameryce, o jakiej się nie mówi, odległej od mitycznego obrazu amerykańskiego snu, o koegzystujących obok siebie światach. Tym wstydliwym i tym na pokaz. Świetnie wyreżyserowane, bardzo świadome w użytych środkach kino, które w warstwie wizualnej odbiega od tego, do czego przyzwyczaiło cinema verite.

I to mi nadal nic nie mówi. :( Przyznam się szczerze - nie lubię takich streszczeń. Wolę konkrety. Np. do taniego motelu przyjeżdża ktośtam i odkrywa, że cośtam. To jest dla mnie proste do zrozumienia, czego mam się spodziewać i wiem, czy to mnie zainteresuje.
Filtr dziecięcy do mnie nie przemawia, bo jak wiadomo dzieci nie rozumiem i nie lubię, więc raczej nie obejrzę.

trifle - Pią 02 Lut, 2018 10:08

Tylko to jest w sumie dobry opis, bo tam się nie dzieje nic, co jest jakieś znaczące, nie ma fabuły jako takiej (jak dla mnie). Jest hotel, fioletowy, mieszka tam zgraja ludzi, których nie stac na normalne mieszkanie, więc tak żyją z tygodnia na tydzień. Jest młoda matka z córką i w sumie to na córce skupia się film. Kamera biega za dziewczynką, która się bawi z innymi dzieciakami, lata po łąkach, wyłudza trochę pieniądze na lody. Matka ma problemy ze zdobyciem pieniędzy, więc kombinuje jak może, np. sprzedaje perfumy na ulicy (razem z córką, która też namawia ludzi do zakupu). Córka jest urocza, fajnie się na nią patrzy, ale tam właśnie nic takiego się nie dzieje, to jest taka zlepka ze zwykłych dni, z zabawami, problemami, bójkami.
milenaj - Pią 02 Lut, 2018 11:09

Ja myślę, że zerknę dla Willema Defoe ;)
Caroline - Pią 02 Lut, 2018 17:52

Bardzo fajnym przykładem tego jak proste streszczenia mogą wyprowadzić na manowce jest "Trzy billboardy za Ebbing" :D
"Małe miasteczko na amerykańskiej prowincji. Od morderstwa córki Mildred Hayes upłynęło kilka miesięcy, a lokalna policja nadal nie wpadła na trop sprawcy. Zdeterminowana kobieta decyduje się na śmiałe posunięcie: wynajmuje trzy tablice reklamowe na drodze wiodącej do miasteczka i maluje na nich prowokacyjny przekaz, skierowany do szanowanego przez lokalną społeczność szefa policji. Gdy do akcji wkracza zastępca szeryfa, któremu zarzuca się zamiłowanie do przemocy – starcie między Mildred Hayes a lokalnymi siłami porządkowymi przeradza się w otwartą wojnę."
I wszystko wiadomo? No właśnie nie i w tym cała zabawa. :D :-P :mrgreen: :wink: Bo to mniej więcej tak, jakby powiedzieć, że "Django" to film o niewolnictwie. Niby prawda, ale nie do końca, bo Tarantino kompletnie rozsadził konwencję.

A z Florida project jest jeszcze trudniej, bo tak jak napisała Trifle i Szafran, tam właściwie nic się nie dzieje. Ktoś się z kimś pokłócił, ktoś się wyprowadził, ktoś inny wprowadził, coś się zepsuło, upłynął tydzień i trzeba coś zrobić, żeby zapłacić czynsz.

Sytuacja na początku i na końcu filmu jest inna, ale ta zmiana zachodzi stopniowo, wraz z upływem czasu i wydaje się naturalna. A na dodatek jest to pokazane oczami dziecka, dla którego świat naokoło jest oczywisty taki, jaki jest. I film też nie mówi wprost "proszę Państwa, oto inna twarz Ameryki, życie ludzi z nizin itd." To się dzieje w głowie widza.
Przykład: Willem Defoe przegania starszego pana z terenu motelu. Tyle. Scena dość intensywna, ale bez specjalnego budowania napięcia, kulminacji, rozprężenia i muzyki w tle. Ot mocniejszy przerywnik, ale zanurzony w codzienności. To ty jako widz, wiesz, co to jest za sytuacja, czujesz ładunek emocjonalny tej sceny, ale on pochodzi z Twojego zrozumienia tego, co się zdarzyło. Wprost nie jest powiedziane, że oto ktoś chronił dzieci przed pedofilem. Gdyby oglądała ten film osoba nieświadoma, zapytałaby, "ale o co tu chodzi, dlaczego on go tak potraktował"? Wprost z ekranu się tego nie dowie.
I tak właśnie ten film wodzi na manowce. Na dodatek świeci słońce, dzieci jedzą gofry i mieszkają w "Magicznym Zamku". A patrzymy na ludzi w skrajnie trudnej sytuacji życiowej.

Szafran - Pią 02 Lut, 2018 18:45

Caroline, a tak przy okazji, czy Ty widziałaś poprzedni film Bakera?
Zastanawiam się, czy nadrabiać. Przepuściłam go kiedyś na WFF-ie i jakoś potem nie było okazji.

trifle - Pią 02 Lut, 2018 23:39

Caroline napisał/a:
Sytuacja na początku i na końcu filmu jest inna, ale ta zmiana zachodzi stopniowo, wraz z upływem czasu i wydaje się naturalna. A na dodatek jest to pokazane oczami dziecka, dla którego świat naokoło jest oczywisty taki, jaki jest. I film też nie mówi wprost "proszę Państwa, oto inna twarz Ameryki, życie ludzi z nizin itd." To się dzieje w głowie widza.
Przykład: Willem Defoe przegania starszego pana z terenu motelu. Tyle. Scena dość intensywna, ale bez specjalnego budowania napięcia, kulminacji, rozprężenia i muzyki w tle. Ot mocniejszy przerywnik, ale zanurzony w codzienności. To ty jako widz, wiesz, co to jest za sytuacja, czujesz ładunek emocjonalny tej sceny, ale on pochodzi z Twojego zrozumienia tego, co się zdarzyło. Wprost nie jest powiedziane, że oto ktoś chronił dzieci przed pedofilem. Gdyby oglądała ten film osoba nieświadoma, zapytałaby, "ale o co tu chodzi, dlaczego on go tak potraktował"? Wprost z ekranu się tego nie dowie.
I tak właśnie ten film wodzi na manowce. Na dodatek świeci słońce, dzieci jedzą gofry i mieszkają w "Magicznym Zamku". A patrzymy na ludzi w skrajnie trudnej sytuacji życiowej.


O, tak na niego nie spojrzałam, ciekawe :mysle:

Agn - Nie 04 Lut, 2018 00:09

Caroline napisał/a:
Bardzo fajnym przykładem tego jak proste streszczenia mogą wyprowadzić na manowce jest "Trzy billboardy za Ebbing"
"Małe miasteczko na amerykańskiej prowincji. Od morderstwa córki Mildred Hayes upłynęło kilka miesięcy, a lokalna policja nadal nie wpadła na trop sprawcy. Zdeterminowana kobieta decyduje się na śmiałe posunięcie: wynajmuje trzy tablice reklamowe na drodze wiodącej do miasteczka i maluje na nich prowokacyjny przekaz, skierowany do szanowanego przez lokalną społeczność szefa policji. Gdy do akcji wkracza zastępca szeryfa, któremu zarzuca się zamiłowanie do przemocy – starcie między Mildred Hayes a lokalnymi siłami porządkowymi przeradza się w otwartą wojnę."
I wszystko wiadomo? No właśnie nie i w tym cała zabawa. Bo to mniej więcej tak, jakby powiedzieć, że "Django" to film o niewolnictwie. Niby prawda, ale nie do końca, bo Tarantino kompletnie rozsadził konwencję.

Ok, ale i tak jeśli takie coś dzieje się w filmie, to czy to nie jest prawda? Z przyjemnością odkryję to, co film chce mi przekazać na poziomie emocjonalnym, ale kiedy mam zapoznać się z daniem głównym, to chcę wiedzieć, jak wysmażone jest mięso, a nie jakie przyprawy dodano do sosu. Jestem prosta dziewczyna, lubię konkrety, nic nie poradzę. Nie lubię tego samego w opisach książek. Jak widzę opis typu: "To uniwersalna opowieść o emocjach i głębi człowieczeństwa.", to odkładam od razu na bok z niecenzuralnym słówkiem na ustach poprzedzonym "żesz". :P

Caroline - Wto 06 Lut, 2018 12:19

Szafran napisał/a:
Caroline, a tak przy okazji, czy Ty widziałaś poprzedni film Bakera?
Zastanawiam się, czy nadrabiać. Przepuściłam go kiedyś na WFF-ie i jakoś potem nie było okazji.
Właśnie nie widziałam. Zdziwiłam się, że on ma taki dorobek :)

Agn napisał/a:
"To uniwersalna opowieść o emocjach i głębi człowieczeństwa.", to odkładam od razu na bok z niecenzuralnym słówkiem na ustach poprzedzonym "żesz". :P
Hihihihi, :-P szczerze mówiąc też tak mam, ale jeszcze bardziej nie lubię, jak ktoś mi sprzedaje ezoteryczne dzieła jako np. klasyczną komedię romantyczną
BeeMeR - Śro 07 Lut, 2018 19:27

Obejrzałam Lawendowe wzgórze - bardzo mi się podobał klimat filmu oraz siostry (rewelacyjny duet Maggie Smith i Judi Dench :oklaski: ), najmniej zaś przypadł mi do gustu rzekomy "Polak" - szkoda, że aktor nie był wyraźniejszy, że o Polaku nie wspomnę ;)
Caroline - Śro 07 Lut, 2018 21:47

BeeMeR napisał/a:
najmniej zaś przypadł mi do gustu rzekomy "Polak" - szkoda, że aktor nie był wyraźniejszy, że o Polaku nie wspomnę ;)

Pamiętam jak w kinie usłyszeliśmy ten jego niby polski :rotfl: :rotfl: Z tego co pamiętam to napisy do niego były :lol:

Ale siostry i cała historia całkiem fajna.

BeeMeR - Śro 07 Lut, 2018 21:52

Caroline napisał/a:
Pamiętam jak w kinie usłyszeliśmy ten jego niby polski
Zrozumiałam "dziękuję" i "ziemniaki" ale jak miał pełne zdanie do powiedzenia to wtf? :co_stracilam: :paddotylu: ;)
Aragonte - Śro 07 Lut, 2018 22:19

Caroline napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
najmniej zaś przypadł mi do gustu rzekomy "Polak" - szkoda, że aktor nie był wyraźniejszy, że o Polaku nie wspomnę ;)

Pamiętam jak w kinie usłyszeliśmy ten jego niby polski :rotfl: :rotfl: Z tego co pamiętam to napisy do niego były :lol:

Aktor z wyraźną ulgą chyba przechodził na niemiecki :-P

Caroline napisał/a:
Ale siostry i cała historia całkiem fajna.

Duet sióstr był pierwsza klasa :)

Agn - Sob 10 Lut, 2018 12:43

Tez widzialam ten film. Polski aktora wole zapomniec. Ale Maggie Smith i Judi Dench to czysta rozkosz dla widza. :serce2:
BeeMeR - Nie 11 Lut, 2018 22:20

Obejrzałam - a może bardziej wysłuchałam pod szycie Hairspray - niektóre piosenki mi się podobały bardziej, inne mniej. Jako żywo nie poznałam Travolty :shock: , acz czułam, że matkę panny gra facet.
Szafran - Nie 11 Lut, 2018 23:30

Byłam na "Czasie mroku" i się trochę męczyłam. Jest to oczywiście porządnie zrealizowany film, z dobrymi aktorami, kostiumami, pracą kamery, efektownymi scenami, dowcipnymi dialogami, ale jak dla mnie nie oferuje nic poza krzepiącą propagandę. Szczególnie, że czasu minęło już tyle, że można nabrać dystansu.
Dopiero co w kinach mieliśmy "Dunkierkę" - która demitologizowała owo wielkie zwycięstwo. Tu nie wychodzimy poza schemat. Jeszcze w klimatach propagandowych - szczególnie rozczulajaca jest scena z Churchillem jadącym metrem, by zasięgnąć rady u ludu. Nosz kurde jak z czytanki o towarzyszu Leninie:>

Ale właściwie mało co tu jest istotne, bo scenariusz kręci się wokół jednego aktora i wydaje się, że film powstał, by Oldman mógł zagrać tę rolę. Myślę, że dostanie tego Oscara na 99 proc. I nie będzie to wielki dramat, bo już dawno na nagrody zasłużył. Ale ja mam z tą jego rolą problem. Za dużo tu dla mnie mimikry, a za mało aktorstwa. Oglądam dobrego aktora udającego postać historyczną, mimiką, głosem, manieryzmami. Udającego wybornie. Ale mimo wszystko cały czas widzę Oldmana pod misterną konstrukcją silikonowych protez i makijażu. Nie człowieka. Nie zapominam, że oglądam film.
Dobre jest chociaż tyle, że to nie Churchill z pomnika, a człowiek momentami arogancki, momentami irytujący, zagubiony, niepewny.

Głupio przyznać, ale żałuję, że nie poszłam dziś wieczorem na "Podatek od miłości". Obejrzałabym przyjemne patrzadło bez ambicji, a nie męczyła się mierzącym wysoko kinie, które wielkie wcale nie jest.

Agn - Wto 20 Lut, 2018 21:12

Zachciałam obejrzeć jakieś dobre sf, ale nie mogłam się na nic zdecydować, a przypadek z Marsjaninem nieco nadwątlił moją wiarę, że kino będzie w stanie mnie zaspokoić.
Naczytałam się dobrych opinii o trylogii Geneza planety małp, że dobre nie tylko jako sf, ale w ogóle jako film sam w sobie, bez wdrażania się w gatunek.
No to zdobyłam (Anaru :kwiatek: ) i dziś połknęłam pierwszy film.
O rany... rany... rany... te wszystkie pochwały nie są bezpodstawne. Nie umiem ująć słowami, jak świetny jest ten film. I nie chodzi mi tu tylko o warstwę wizualną, ale także scenariuszową, tempo filmu. Niby tylko 1 h 40, ale zmieściło się wszystko - był czas na chwilę refleksji, na trochę akcji, umotywowanie bohaterów... normalnie cudo. Film grał mi na emocjach od samego początku, od pierwszej sceny polowania na szympansy i umieszczenie małp w laboratorium. Nie mogłam patrzeć na obroże, klatki i niemal ludzkie oczy małpy, która krzyczy za utraconą wolnością. Zwierzęta spętane pasami, na których się eksperymentuje i zadaje im cierpienie w imię nauki. Wiem, że to wszystko się dzieje i jest potrzebne, ale...
Co jest fajne - nie ma drastycznych scen. Więcej tu się dzieje na warstwie emocjonalnej. Sporo mamy smutku, dużo się tu pokazuje bólu straty. Naprawdę piękny film i jeśli ktoś nie widział, to bardzo polecam. Niedługo obejrzę drugi film i nastawiam się bardzo pozytywnie - widzowie twierdzą, że każdy kolejny jest jeszcze lepszy. O rany... co to będzie się działo!

Agn - Śro 21 Lut, 2018 23:45

Ewolucja planety małp - faktycznie, jeszcze lepszy film niż poprzedni. Małpy tak ludzkie, a jednocześnie tak bardzo zwierzęce - pięknie wyszedł ten miks. Strasznie mi się podobało ciągłe kruche porozumienie między człowiekiem, a małpą, które wciąż ktoś narusza. Walka jest straszna - walczą nie tylko ludzie z małpami, ale i małpy z małpami, a także, a jakże!, ludzie z ludźmi. Naprawdę świetne jest to, że każdą postać mogę zrozumieć. I Cezara, i Kobę, i ludzi też.
Świetne kino. Moje oczekiwania względem trójki są naprawdę wysokie. :excited:

Agn - Czw 22 Lut, 2018 23:35

Wojna o planetę małp

:serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2:

I niech to będzie moja recenzja.

Admete - Pią 23 Lut, 2018 07:29

Mimo twoich recenzji nie mam ochoty oglądac małp ;)
BeeMeR - Pią 23 Lut, 2018 08:27

Ja też nie bardzo - odpadłam przy którejś z nowych wersji ;)
Niemniej ciesze się, że tobie się podobało :kwiatek:

praedzio - Pią 23 Lut, 2018 09:16

A ja już od kolejnej osoby słyszę, że warto obejrzeć. Zainteresuję się. :kwiatek:
Agn - Pią 23 Lut, 2018 09:28

Wasza strata. ;) Też bym nie pomyślała, że będę chciała oglądać filmy o inteligentnych małpach, ale obejrzałam pozytywną recenzję i z westchnieniem "no dobra, spróbuję" wzięłam filmy na warsztat. Jak widać jestem zachwycona po kokardkę. I przyznaję - spłakana należycie, bo filmy są poruszające.
Zamierzam kupić kiedyś DVD. To są filmy, które będę chciała oglądać jeszcze kilka razy - satysfakcjonują mnie jako widza. A że jestem dość czepliwa... Zawsze mi coś w filmach sf czy fantasy nie pasuje. Albo historia za miałka, albo za bardzo poskracane wątki i nie ma jak się wczuć, albo za dużo efektów, a za mało "mięska". Albo najgorsze z najgorszych - durnowaty humor robiący z bohaterów kretynów, których momentalnie przestaję lubić (albo wręcz nigdy nie zaczynam). No cóż, może tutaj po prostu na plan nie wypuścili jakiegoś durnia, który będzie mówił scenarzyście, co pisać, a reżyserowi jak kręcić.
No i Andy Serkis jako Cezar - miód i malina. :serce2:

Edycja: Praedzik, cieszę się. Spróbuj. :)

A ja z ciekawości rozejrzę się za tymi starymi filmami. Nie będą takie jak te, ale nigdy ich w sumie nie widziałam, a ciekawa jestem o co w nich chodzi.

BeeMeR - Pią 23 Lut, 2018 09:45

Nie mam poczucia straty, bo ja któryś z tych nowych (pewnie pierwszy) spróbowałam, ale mnie nie urzekł - z tym, że ja akurat pamiętam starą wersję Planety Małp z Charltonem Hestonem - nie twierdzę, że jest super, ale kiedyś była interesująca ;) teraz zaś najpewniej wyda się ramotką - zwłaszcza po nowych wersjach ;)

ps.
Na pewno wyda się ramotką :lol: (zwiastun)
https://www.youtube.com/watch?v=VjcpRHuPjOI



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group