To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Socjologiczno-literacko-fanowskie rozmowy o HP

Agn - Pon 15 Sie, 2011 13:53

Admete napisał/a:
A z Dumbledora to był kawał maniputatora - tak swoją drogą.

Oj, niesamowitym był manipulatorem! Rowling należą się w sumie ogromne brawa za ten chwyt. Bite sześć tomów pokazywała Dumbledore'a jako dobrego czarodzieja, do rany (szczególnie Harry'emu) przyłóż. Od początku był typem dobrego dziadka, potem postać się rozwijała, by stać się naprawdę groźnym przeciwnikiem Voldemorta. I to jest fajne, to się zachowało. Ale w siódmym tomie to po prostu poczułam, jakby mi strzeliła pięścią w brzuch. Auć! To bolało! Ale zaskoczenie było nieziemskie. :)
Podobnie jak w szóstym dała mi kopa w tyłek, tylko z Severusem. Nieźle się wtedy trzeba było nakombinować, by dojść do odpowiednich wniosków. Ale dyskusje w fandomie rozgorzały, mhhhrrrr!
I m.in. dlatego szóstka jest u mnie na samym szczycie ulubionych tomów o Potterze.
Odnośnie czwartego tomu - denerwuje mnie, że w szkole jest organizowany turniej, w którym uczniowie mogą zginąć. Nie szkodzi, że pozwolono na udział tylko pełnoletnim. W szkole nie zezwolonoby na żadne niebezpieczeństwo nawet jeśli narażeni byliby tylko maturzyści, ludzie 18-19-letni, a więc pełnoletni. A tu jebut! W Hogwarcie nie przejmują się takimi rzeczami.

nicol81 - Pon 15 Sie, 2011 19:49

Admete napisał/a:
A z Dumbledora to był kawał manipulatora - tak swoją drogą.

A był, był... :-P Ale to mi się podobało.

Agn napisał/a:
Jako pierwszy z licznych nauczycieli obrony przed czarną magią czegoś się starał nauczyć. I nauczył! Piekielnie trudnego zaklęcia trzecioklasistę. Z zaklęciem Patronusa starsi od Harry'ego mieli problem, a jemu się udało.

W Gwardii Dumbledora jakoś się Patronusa czwarto- i piątoklasiści szybko nauczyli. Harremu zajęło to miesiące a Lupin go uczył "jeden na jednego", co nie jest tym samym, co uczenie całej klasy.
Na pewno Lupin był lepszy od Quirella i tego blondyna, ale ogólnie chyba Dumbledora dał mu posadę z litości, jak Hagridowi. Nauczyciele tego przedmiotu rok trwali, więc o ich jakość się nie troszczono.

Admete napisał/a:
Ona chyba była typem Hermiony

Mi się nie wydaje- Hermiona moim zdaniem, wbrew pozorom, była bardzo niepewna.

Agn napisał/a:
Snape nie jest wiarygodnym źródłem, jeśli chodzi o ocenianie czyjegoś charakteru.

Ale ja nie wnioskuję z tego, co Snape mówi, tylko z tego, co sami widzieliśmy w tomie 5.
Lupin i Syriusz też nie są wiarygodnymi źródłami co do Jamesa i uczucia Lily.
To tak jak mówisz, że z Dumbledorem było uderzenie w brzuch. Podobnie było w tomie 5 ze Snapem i Jamesem.
Tam w ogóle okazało się, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje. I temu jest to mój ulubiony...

Agn napisał/a:
Odnośnie czwartego tomu - denerwuje mnie, że w szkole jest organizowany turniej, w którym uczniowie mogą zginąć.

W końcu "eternal glory" :-P
Mnie denerwuje, że Voldi czekał na koniec turnieju, by porwać Harrego.
Admete napisał/a:
Gdzie masz choćby cień podejrzenia, że James mógłby być nie fair wobec Lily?


James jest pokazany jako agresją reagujący na nudę. Jak byli zamknięci tylko we trójkę, to nie wróży dobrze.

Admete - Pon 15 Sie, 2011 19:50

Nie szkodzi, że to takie niebezpieczne ;) Ostatecznie to turniej nawiązujący do dawnych tradycji, stąd te ewentualne niebezpieczeństwa. Jestem już po pierwszym zadaniu turnieju, tego ze smokami. Bardzo dobrze mi się teraz czyta czwarty tom. I miałam rację co do tego, jak przedstawiany jest od tego tomu Snape. Nie ma go dużo, ale wyraźnie traci cechy karykaturalne i groteskowe na rzecz tajemnicy i pewnego niepokoju. Widać, że Rowling rozbudowała świat i zaczęla trochę inaczej pisać.

Cytat:
Na pewno Lupin był lepszy od Quirella i tego blondyna, ale ogólnie chyba Dumbledora dał mu posadę z litości, jak Hagridowi.


Nie zgodzę się z tobą,ale nie będę dowodzić dlaczego, bo to i tak nie ma sensu :lol:

I nie mam pojęcia, dlaczego Hermiona była niepewna, albo czego nie była pewna ;)

Anonymous - Pon 15 Sie, 2011 19:53

Też mam zamiar sobie poprzypominać od początku książki. I też tak jak Ty Admete zastanawiam się kiedy Rowling wymyśliła historię Lili-Severusa- Pottera. Na pewno nie w pierwszych trzech tomach. W pierwszym mamy zresztą niekonsekwencję. Petunia wspomina o pojawieniu się Pottera. Nic nie mówi o Severusie, który pojawił się pierwszy jako przedstawiciel "Dziwolągów".
Admete - Pon 15 Sie, 2011 19:56

Ja teraz widzę, że koncepcja się Rowling rozwijała stopniowo. To częste zjawisko przy tego typu przedsięwzięciach. A co do milczenia Petunii, to pamiętaj, że ona wiele rzeczy negowała, odmawiała im racji bytu, bo była zazdrosna i małostkowa. Tak można by to wytłumaczyć.
Anonymous - Pon 15 Sie, 2011 19:58

Nie w tym przypadku. Ona wylewała w tym momencie cały swój żal. Pozwoliła na chwilę słabości. Nie ma powodu, aby zanegowała istnienie Severusa.
Admete - Pon 15 Sie, 2011 20:01

O który moment ci chodzi? Nie pamiętam tego. Dla mnie to oczywiste, że Petunia nie była nigdy szczera, co do tego, ile wie o świecie magicznym. Na końcu wychodzi, że wiedziałą więcej.
Anonymous - Pon 15 Sie, 2011 20:03

Nie mam w domu ksiązki bo Siostrzenicy pożyczyłam. Ten moment gdy bodajże Hagrid przybywa...
Admete - Pon 15 Sie, 2011 20:06

A teraz już kojarzę. Wiesz, to pewnie efekt tego, że Rowling jeszcze nie wiedziała wszystkiego o swoim świecie...Nie przypuszczała pewnie nawet, że napisze aż tyle.
Aragonte - Pon 15 Sie, 2011 20:18

nicol81 napisał/a:
Agn napisał/a:
Jako pierwszy z licznych nauczycieli obrony przed czarną magią czegoś się starał nauczyć. I nauczył! Piekielnie trudnego zaklęcia trzecioklasistę. Z zaklęciem Patronusa starsi od Harry'ego mieli problem, a jemu się udało.

W Gwardii Dumbledora jakoś się Patronusa czwarto- i piątoklasiści szybko nauczyli. Harremu zajęło to miesiące a Lupin go uczył "jeden na jednego", co nie jest tym samym, co uczenie całej klasy.

Nie pamiętam, czy trwało to aż miesiące - wydawało mi się, że po prostu parę lekcji, musiałabym sprawdzić w książce.
Ale tak czy siak ten "dłuższy czas" to może być problem nie Lupina, a Harry'ego, który z uwagi na paskudne doświadczenia był bardziej od innych uczniów "podatny" na moc dementorów. Neville też się namęczył, zanim wyprodukował patronusa, o ile pamiętam.
Nie przekonałaś mnie, Nicol, ale pewnie nie o to chodziło :wink:

No i dalej zagadkowe jest dla mnie, skąd wytrzasnęłaś plotkę, że James miałby uderzyć Lily :mysle:

Admete - Pon 15 Sie, 2011 20:23

Cytat:
No i dalej zagadkowe jest dla mnie skąd wytrzasnęłaś plotkę, że James miałby uderzyć Lily


Z fanfika? ;) Masz rację Aragonte co do tego, dlaczego Harremu tak trudno było wyczarować patronusa po raz pierwszy. Nie miał wystarczająco silnego szczęśliwego wspomnienia, mówił o tym Lupin w trakcie którejś lekcji. Jak dojdę do 5 tomu, to zobacze, ile czasu zabrało GA nauczenie się zaklęcia patronusa. W czwartym tomie Harry uczy się zaklęcia przywoływania - accio - i żartuje do Hermiony, że jesli znó będzie mieć z jakimś problem, to powinni postraszyć go smokiem. I śmiałam się czytając, jak to uczniowie z Gryffindoru byli święcie przekonani, że na lekcji o antidotach Snape otruje jednego z nich.

Akaterine - Pon 15 Sie, 2011 20:33

nicol81 napisał/a:

W Gwardii Dumbledora jakoś się Patronusa czwarto- i piątoklasiści szybko nauczyli. Harremu zajęło to miesiące a Lupin go uczył "jeden na jednego", co nie jest tym samym, co uczenie całej klasy.

Z tym że Harry uczył się z boginem, czyli miał tego niby-dementora, a w Gwardii chyba uczyli się "na sucho". Kojarzy mi się fragment, gdy sam Harry mówił, że w praktyce wyczarowanie patronusa jest znacznie trudniejsze.

Admete - Pon 15 Sie, 2011 20:55

Musi być trudniejsze, bo ma się przed sobą zagrożenie i chyba trudno się skupić na szczęśliwym uczuciu ;)
Akaterine - piękny avek :-D

Anonymous - Pon 15 Sie, 2011 21:53

nicol81 napisał/a:
Admete napisał/a:
Ona chyba była typem Hermiony

Mi się nie wydaje- Hermiona moim zdaniem, wbrew pozorom, była bardzo niepewna.


Hermiona nie byla niepewna swojej wiedzy, ona byla czasem slaba, ale jak jej glownym zrodlem slabosci byla samotnosc i poczucie odrzucenia, tak najwieksza sila przyjaciele i bliscy. Ona nie potrzebowala ani Harrego, ani Rona do pomocy, ona potrzebowala jedynie tego aby byli.
Sadze, ze w tym aspekcie Hermiona i Lily sa naprawde bardzo podobnymi postaciami.

Mnie natomiast zawsze zastanawialo - jakim cudem Ron zostal aurorem?

Admete - Wto 16 Sie, 2011 08:20

Normalnie. Nauczył się. I nie mów mi, że jest głupi, bo i tak się z tobą nie zgodzę. Czytam teraz tom czwarty i Ron razem z Hermioną i Harrym przerabiają kolejno zaklęcia i uroki potrzebne Harremu do wykonania ostatniego zadania turnieju. Nie ma ani słowa o tym, że Ron ich nie opanował. Hermiona nawet stwierdziła, że wszyscy dostaną najlepsze oceny z SUM-ów z obrony przed czarną magią. Ron jest też dobrym strategiem, gra świetnie w szachy, Harry nigdy z nim nie wygrał. Jest do tego odważny, uczciwy i lojalny. Harry w niczym nie jest od niego lepszy pod względem umiejętności magicznych czy inteligencji, ma za to mniejszy szacunek dla ogólnie przyjętych zasad i opiekę Dumbledora.
Deanariell - Wto 16 Sie, 2011 10:41

Admete napisał/a:
Ron jest też dobrym strategiem, gra świetnie w szachy, Harry nigdy z nim nie wygrał.

No właśnie, gra w szachy, jak niewiele innych gier, wymaga inteligencji i jest bardzo skomplikowana, składa się na nią wiele czynników - Ron więc z założenia nie może być głupi. ;) A że jest na początku taki trochę roztrzepany i ciapowaty :roll: - trochę mi przypomina mnie samą w podstawówce. :-P :lol:

Ostatni tom udowodnił, że Ron potrafi zachować zimną krew w sytuacjach beznadziejnych z pozoru, miewa doskonałe pomysły i jest niezwykle odważny. Nawet Hermionę zaskoczył kilkakrotnie swoją wiedzą. ;)

Admete - Wto 16 Sie, 2011 10:49

I sam uchronił się przed szmalcownikami, gdy rozdzielił się z Harrym i Hermioną. Jednemu nawet odebrał różdżkę.
Anonymous - Wto 16 Sie, 2011 11:56

Admete napisał/a:
Normalnie. Nauczył się. I nie mów mi, że jest głupi, bo i tak się z tobą nie zgodzę.


Nieee, nigdy nie powiedzialabym, ze Ron jest bardzo inteligentny (szczegolnie inteligencja emocjonalna). Kwestie szachowe (wspomniane przez Was ) sa na to dowodem.
Chodzi mi o to, ze auror jest niczym lowca nagrod, czy detektyw - musi byc lepszy niz jego ofiara, a w tym przypadku musi byc lepszy w czarowaniu. A Ron nie jest wcale najzdolniejszy (juz blizniacy, Ginny byli bardziej uzdolnieni). Ron byl po prostu przecietny. W dodatku zbyt czesto mu cos nie wychodzilo, cos pokrecil, przeoczyl. Niektorzy ludzie (patrze po swoim przypadku) tak juz maja, ze sa mniejszym lub wiekszym chodzacym prawem Murphy'ego (chociaz trzeba przyznac, ze maja oni w tym wszystkim duzo kociego szczescia :) ) . I Ron do takich ludzi nalezy. W takiej sytuacji zawod aurora bylby niczym kamikaze... Ron swietnie by sie sprawowal w grupie dowodzeniowej - wlasnie dzieki swoim strategicznym zdolnosciom, ale nie w terenie...

Deanariell - Wto 16 Sie, 2011 12:15

AineNiRigani napisał/a:
W takiej sytuacji zawod aurora bylby niczym kamikaze... Ron swietnie by sie sprawowal w grupie dowodzeniowej - wlasnie dzieki swoim strategicznym zdolnosciom, ale nie w terenie.

Niekoniecznie. ;) Ron naprawdę bardzo się zmienił od czasów, gdy poznali się z Harrym w Hogwarcie. Tym bardziej pod wpływem Hermiony, która tak na niego prychała i żartowała z powodu jego niewiedzy, niedouczenia się tego czy tamtego, że się chłopak w końcu ambitnie podciągnął w nauce siłą rzeczy. :lol: Historia z Voldemortem też go pod wieloma wzgledami zahartowała i dała możliwość ujawnienia się nieznanych dotąd talentów Rona. :) Myślę, że z biegiem lat mógł zostać naprawdę dobrym aurorem - ok, może nie jakimś wybitnym, ale dość sprawnym, doświadczonym i wyćwiczonym w tym, co robi. To tak trochę jak z nauczycielami - nie zawsze ten, który jest geniuszem w danym przedmiocie, potrafi tę swoją wiedzę przekazać innym lepiej, niż taki niby "przeciętny", ale za to konsekwentny w tym, co robi. :-P Zresztą w szkole dobrze to widać na uczniach - czasami ci najzdolniejsi z pozoru, mają większe problemy (bo np. uważają, że skoro i tak są zdolni, uczenie przychodzi im łatwo, to z tego tytułu nie muszą się wysilać zbytnio na lekcjach i spędzać w domu za wiele czasu nad książkami - a tu figa!), niż uczniowie, którzy może cudownymi dziećmi się nie urodzili, ale ciężko i systematycznie pracują. :mysle:

Admete - Wto 16 Sie, 2011 13:12

Nie, Aine - Ron nie był ani lepszy ani gorszy w zaklęciach od Harry'ego. Widać to jak na dłoni, gdy się czyta książki po latach tak jednym ciągiem, jak ja teraz :) Nie ma też powodów wyciągać wniosków, że był mniej uzdolniony niż Ginny czy bliźniacy. Fred i George mieli zupełnie inny talent, a Ginny - niestety jako postać jest nijaka. Nie ma własnego charakteru. To trochę tak, jakby Rowling już zabrakło na nią pomysłu. Świeci światłem odbitym od innych postaci. Ron i Harry po równo olewali naukę, kombinowali -jak to całkiem zdolni chłopcy mają w zwyczaju w szkole, zwłaszcza w wieku 13-16 lat. To Hermiona ich pilnowała i prostowała ;) Z biegiem czasu Ron już coraz mniej rzeczy miał w zwyczaju mylić czy zapominać. Na początku ta postać była dość komiczna, takie było założenie Rowling, gdy jeszcze nie pisała dla nastolatków, tylko dla dzieci. Od czwartego tomu wszystko się zmienia. Tak samo postać Snape'a jest już inaczej prezentowana od czwartego tomu, zmienił się nawet sposób pisania samej Rowling. Ogólnie mniej jest przypominania czytelnikowi faktów już znanych, mniej prostego komizmu i groteski, a więcej powagi.
Ron nie wierzył w siebie dośc długo, gdy uwierzył, że nie jest tylko szóstym, niechcianym synem swoich rodziców, że sam w sobie posiada wartość - wszystko się zmieniło.

Agn - Wto 16 Sie, 2011 21:44

nicol81 napisał/a:
W Gwardii Dumbledora jakoś się Patronusa czwarto- i piątoklasiści szybko nauczyli.

Nie tak szybko. A w siódmym bodaj tomie Harry mówi o Hermionie, że tego jednego zaklęcia (Patronusa) nigdy nie opanowała. A przecież Hermiona opanowywała materiał w naprawdę niewiarygodny sposób. Patronus ją jednak pokonał. Czyli jednak nie jest to takie proste.
nicol81 napisał/a:
Na pewno Lupin był lepszy od Quirella i tego blondyna, ale ogólnie chyba Dumbledora dał mu posadę z litości, jak Hagridowi.

Albo było jak w drugim roku, że był dosłownie tylko jeden gość do wyboru, który odważyłby się na tę posadę. Dlatego zatrudnił Gilderoya Lockharta. Mogło tak być też w przypadku Lupina. Ale Lupin ze wszystkich nauczycieli był najlepszy. Poza Quirrelem czy Lockhartem nauczycielami DADA byli także: podstawiony pod Alastora Moody'ego Barty Crouch Jr., który rzucał w klasie Niewybaczalnymi. Potem była Umbitch, przepraszam, Umbridge - no comment. Następnie Snape z jego metodami nauczania. I w końcu Scarrowowie chyba w siódmym tomie - śmierciojady.
Lupin, jak widać, potrafił poświęcić swój dodatkowy czas dla ucznia. Jeśli Potter poprosił go o pomoc, ten mu ją ofiarował. I dzieciaki nie narzekały, bo w końcu ktoś ich naprawdę uczył obrony.
Wg mnie to czyni z niego dobrego nauczyciela. Nie jest może doskonały, ale na pewno jest dobry. Wie, co do niego należy i przekazuje wiedzę.
nicol81 napisał/a:
To tak jak mówisz, że z Dumbledorem było uderzenie w brzuch. Podobnie było w tomie 5 ze Snapem i Jamesem.
Tam w ogóle okazało się, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje. I temu jest to mój ulubiony...

Cóż, moim zdaniem można bazować na tym, co widziała Lily. Ten wredny gówniarz wyrósł na porządnego faceta, z którym była szczęśliwa. Snape widział jedną stronę Huncwotów, Lily - drugą. Poza tym James i Syriusz właściwie wyżywali się chyba tylko na Severusie, przy czym sam Sever nie pozostawał im dłużny, bo też się odgryzał. No i co jak co gdyby James był zwykłym brutalem i kawałem drania, to nie uratowałby Severusa przed Lupinem. W takiej chwili nie myśli się o straconych punktach w szkole czy o wywaleniu ze szkoły, ale o tym, że obok może zginąć wnerwiający, ale jednak Eru ducha winnych facet.
nicol81 napisał/a:
Mnie denerwuje, że Voldi czekał na koniec turnieju, by porwać Harrego.

Bo zdaje się Barty Crouch Jr. miał mu go przytaszczyć w zębach? Więc wystarczyło grzecznie posiedzieć i poczekać. Zwłaszcza, że nie posiadał ciała, którym mógłby się na Pottera rzucić. Musiał poczekać i tyle.
nicol81 napisał/a:
James jest pokazany jako agresją reagujący na nudę. Jak byli zamknięci tylko we trójkę, to nie wróży dobrze.

Cała jego rodzina była zagrożona, musiała się ukrywać, wokół wojna... raczej na nudę nie narzekał. A poza tym, jak już było wspomniane, jego wredne zachowanie było w szkole, kiedy każdy ma prawo być narwanym gówniarzem. Coś musiało się zmienić, że jednak Lily nie chodziła poobijana, nieszczęśliwa i zapłakana.
AineNiRigani napisał/a:
Mnie natomiast zawsze zastanawialo - jakim cudem Ron zostal aurorem?

Zapewne takim samym cudem, jak Tonks. Auror jest takim jakby policjantem, powinien umieć się skradać do przeciwnika, a Tonks wiecznie na coś wpadała i robiła hałas za 10 osób. Ron spokojnie mógł zostać Aurorem. Teleportować się umie, walczyć umie, ze złem się zmierzył, jest odważny i zdolny do poświęceń. I myślę, że szachy też się do czegoś przydają - strategia. O, widzę, że i Admete o tym napisała. Hehe, piąteczka! :D
Pod ostatnim wpisem Admete mogę się tylko podpisać.

Anonymous - Wto 16 Sie, 2011 22:25

Moim zdaniem nie widać różnicy poziomów Harry-Ron. Tyle, że nad harrym każdy skakał, uczył go, miał taki ITS a Ron zbierał okruszki, uczył się z Harrym przy okazji...
To już auror Harry dziwi, on miał permanentny problem ze złą ocena sytuacji...

Aragonte - Wto 16 Sie, 2011 22:37

Zgadzam się z przedmówczynią :)

I jeszcze tak po cichu napomknę, że cieszy mnie ruch w tym wątku :mrgreen: tzn. w sumie nie tylko w tym, ale fajnie, że coś się dzieje :)

Anonymous - Wto 16 Sie, 2011 22:41

Cieszę się Aragonte, że się cieszysz :) W sumie zgadzam się z Voldziem, że Potter miał fuksa wiecej niż umiejętności...
Watek Potterowy odżył co miłe jest.

A wiecie co mnie intryguje... postacie na portretach mogły się poruszać tylko między swoimi własnymi portretami zgadza się? W związku z tym jakim cudem, ten cudak na koni skakał po całym zamku, czy Violet z Grubą Damą robiły libacje? Czy inne postacie się przemieszczały?

Aragonte - Wto 16 Sie, 2011 22:57

A Gruba Dama ze strachu przed Syriuszem zwiała na inny obraz...

Przyznam, że nie znam odpowiedzi, może Agn lub Admete (bo czyta teraz i jest na bieżąco) będą wiedziały, jak to było.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group