To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 11:45

:mysle: Ale my nie wiemy, wiele ona ze sobą sukienków na tę eskapadę zabrała. Może się biedactwo nie miało w co przebrać... :mrgreen:
Ania1956 - Pią 23 Lis, 2007 12:20

Młode Damy nie sprzątają :wink: od tego jest służba. Jednak w swojej naiwności brała każde słowo ukochanego za szczerą prawdę ( nie może sie teraz żenić bo ma długi :shock: )
asiek - Pią 23 Lis, 2007 12:40

Marija napisał/a:
Tu się zgadzam, panie władzo, fleja jest :mrgreen: .

Bez dwóch zdań! :cool: Przecież wiedziała, że Darcy będzie chciał z nią rozmawiać, mogła się trochę...ehm...ogarnąć. :roll: Wiadomo z plamami niewiele by zrobiła /w ogóle... dama i plamy ?! :zalamka: ...damy mnie miewiają plam :mrgreen: /, ale włosy można było ułożyć.

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 12:42

Ale ona wcale nie chciała z nim rozmawiać i nie zależało jej na jego opinii. To po co się miała stroić ? :mrgreen:
Sofijufka - Pią 23 Lis, 2007 12:49

Marija napisał/a:
Tu się zgadzam, panie władzo, fleja jest :mrgreen: .


Może i fleja, ale dam głowę, że włosy by sobie wymuskała - żeby taka śliczna dla Wickhama być. Głupsza niz ustawa przewiduje :zalamka: , ale o urodę to by przestała dbać tak po piątym dziecku, nie wcześniej!

asiek - Pią 23 Lis, 2007 12:51

Maryann napisał/a:
To po co się miała stroić ?

Jak nie dla lepszego samopoczucia, to chociaż dla "ukochanego ". :wink:
Głupota tej dziewczyny mnie poraża. :zalamka:

nicol81 - Pią 23 Lis, 2007 12:59

Dzięki za kolejny odcinek :kwiatek:
Lidia na pewno miała sukienkę na zmianę, panienka z tamtego okresu miała w genach przebieranie się :-P Nie sądzę też, żeby rzuciła Wickahma dla lepszej partii.
Znowu coś z tym ślubem :mysle: Jak Lidzia mogłaby wrócić na łono rodziny? Przecież całe Meryton gorąco oczekiwało wiadomości o przebiegu perypetii Lidiowch, gdyby wróciła bez obrączki, byłby problem. Nie mówiąc o tym, ze Wikuś dałby w długą.

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 13:09

nicol81 napisał/a:
Lidia na pewno miała sukienkę na zmianę, panienka z tamtego okresu miała w genach przebieranie się :-P

Sukienek miała dużo. Tylko nie wiadomo, czy zabrała je ze sobą z Brighton... :wink:

Sofijufka - Pią 23 Lis, 2007 13:12

nicol81 napisał/a:
Dzięki za kolejny odcinek :kwiatek:
Lidia na pewno Znowu coś z tym ślubem :mysle: Jak Lidzia mogłaby wrócić na łono rodziny? Przecież całe Meryton gorąco oczekiwało wiadomości o przebiegu perypetii Lidiowch, gdyby wróciła bez obrączki, byłby problem. Nie mówiąc o tym, ze Wikuś dałby w długą.


Rzecz w tym, że Lidia bez obrączki wrócić NIE mogła. To po prostu w rachubę nie wchodziło. Myślę, że nawet durna pani Bennet na to by się nie zgodziła. Pamiętajcie, że chciała wydać za mąż wszystkie córki. Lidię mogła kochac najbardziej (bo to kopia mamusi była), ale wiedziała, że przyjmując jawnogrzesznicę pod swój dach skazuje pozostałe na staropanieństwo. Skandal z ucieczką i tak ich szanse zmnieiszał ale nie przekreślał...
Rodzice mogli tylko Lidię umieścić gdzieś na prowincji, w małym domku. Mogła uchodzić za ubogą wdowę, ewentualnie z dzieckiem. Inne wyjście - dziecię do mamki, a córkę w glorii panieńskiej wysłać do Indii, może tam głupiego złapie :twisted:

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 14:53

Sofijufka napisał/a:
Lidia bez obrączki wrócić NIE mogła. To po prostu w rachubę nie wchodziło.

Ja też tego trochę nie rozumiem. Tym bardziej, że ta próba nakłonienia Lidii do porzucenia Wickhama i powrotu do domu jest autorstwa JA, a nie Pameli.
Jedyny argument, jaki mi przychodzi do głowy, to to, że zdaniem Darcy'ego dla Lidii lepszy byłby los, jaki spotkał Marię Bertram, niż malżeństwo z Wickhamem.

Sofijufka - Pią 23 Lis, 2007 15:03

Maryann napisał/a:

Ja też tego trochę nie rozumiem. Tym bardziej, że ta próba nakłonienia Lidii do porzucenia Wickhama i powrotu do domu jest autorstwa JA, a nie Pameli.
Jedyny argument, jaki mi przychodzi do głowy, to to, że zdaniem Darcy'ego dla Lidii lepszy byłby los, jaki spotkał Marię Bertram, niż malżeństwo z Wickhamem.


Akurat nie mam pod ręką DiU - ale widzę jedną możliwość - Darcy miał nadzieję dogonić zbiegłą parę ZANIM spędzili razem noc, choćby w zajeździe. Albo druga: uwolni idiotkę od drania i z pomoca jej wuja wyda ją za porządnego i nudnego mieszczanina [może wdowca?], który dla koneksji i małego posażku przymknąłby oczy na skandal.
Zreszta istniała szansa, że naprawdę zwiali do Gretna Green i wzięli slub przy kowadle. Wtedy Darcy powiadomiłby o tym rodzinę, która rozgryzła Wickhama i gryzła się, że łobuz sie NIE ożeni...
:paddotylu:

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 15:06

Sofijufka napisał/a:
Akurat nie mam pod ręką DiU - ale widzę jedną możliwość - Darcy miał nadzieję dogonić zbiegłą parę ZANIM spędzili razem noc, choćby w zajeździe.

Ale on się o całej aferze dowiedział w kilka dni po ich ucieczce. A o opuszczeniu Wickhama rozmawiał z Lidią w Londynie, jakieś dwa tygodnie później.
A co do DiU, to w liście pani Gardiner stoi tak:
"starał się przede wszystkim nakłonić ją, by porzuciła tak haniebną sytuację i wróciła do przyjaciół, natychmiast kiedy da się ich nakłonić, by ją przyjęli"

Sofijufka napisał/a:
Albo druga: uwolni idiotkę od drania i z pomoca jej wuja wyda ją za porządnego i nudnego mieszczanina [może wdowca?], który dla koneksji i małego posażku przymknąłby oczy na skandal.

To jest chyba jedyne logiczne wytłumaczenie... :wink:

Matylda - Pią 23 Lis, 2007 15:23

Pokój malutki to pewnie z łózka nie wychodzili.

Suknia, którą nosiła, była pognieciona i poplamiona, włosy miała w nieładzie.

a córkę w glorii panieńskiej wysłać do Indii, może tam głupiego złapie

A to już wiadomo po co Angolom te wszystkie kolonie były

Jak kłopot to za ocean :wink:

nicol81 - Pią 23 Lis, 2007 22:08

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Lidia na pewno miała sukienkę na zmianę, panienka z tamtego okresu miała w genach przebieranie się :-P

Sukienek miała dużo. Tylko nie wiadomo, czy zabrała je ze sobą z Brighton... :wink:

Musiała choć jedną na przebranie. Nawet bardzo zubożałe dżentelmenki się przebierały. To jak dowcip o trzech szałasach Anglika.
Ktoś przypomni, czemu Henry Crawford nie hajtnął się z Marią?
Stosunek Darciego do małżeństwa mnie nadal intryguje, ale może lepiej porozmawiać o tym w wątku DiU?

Maryann - Sob 24 Lis, 2007 13:22

nicol81 napisał/a:
Ktoś przypomni, czemu Henry Crawford nie hajtnął się z Marią?

Czemu ? Bo jej nie kochał, bo chciała zbyt wiele (tzn. żeby ją kochał tak, jak ona jego), bo miał do niej żal, że przez ten romans stracił Fanny...

Caroline - Sob 24 Lis, 2007 14:47

Rozdział VIII, cz. 23
- To stanie się już wkrótce – odpowiedziała pospiesznie – i nie mam zamiaru wyjeżdżać.
Jednak pod jego bacznym spojrzeniem jej pewność siebie godna kobiety, która niedługo ma wyjść za mąż zniknęła zastąpiona dziewczęcym uporem.
- Och! - zawołała tupiąc nogą – dlaczego w ogóle pan tu przyszedł i mówi mi takie rzeczy? - niewesoła myśl zaświtała jej w głowie, nagle spoważniała i stała się ostrożna – czy mój ojciec czeka na dole?
Darcy pozwolił, by minęło kilka chwil zanim odpowiedział. Ona musi zrozumieć, jak niewiele może jej powiedzieć.
- Nie, pani ojca nie ma tutaj. Nikt mnie nie nakłaniał ani nie prosił, bym tutaj przyszedł.
- Och – odetchnęła i nieznacznie drgnęła – w takim razie – w jednej chwili przyłożyła dłoń do ust i zachichotała. - W takim razie udało mi się! Będą zieloni z zazdrości, wszyscy! Och, jakże się będę śmiać!
- Będzie się pani śmiać ze zmartwienia swojej rodziny i wszystkich, którzy jej dobrze życzą? Bo tak to wygląda, panno Lydio. Nie są zazdrośni, ale boją się o panią i robią sobie wyrzuty. - przyglądał się jej mając nadzieję dostrzec cień wyrzutów sumienia, ale najwyraźniej te słowa nie zrobiły na niej wrażenia.
- To wszystko nie będzie ważne, gdy tylko wrócę do domu jako zamężna kobieta – poinformowała go z zapałem.
- Tak pani myśli? Byłoby to bardzo dziwne, doprawdy i zapewniam panią, że pani siostry, panna Bennet i panna Elizabeth, patrzą na to zupełnie inaczej. - Zdawało się, że jego słowa na chwilę ją zastanowiły. - Nie chciałaby pani chyba żyć świadoma dezaprobaty dwóch najbliższych krewnych, wspaniałych, godnych szacunku kobiet, których szanse na udaną przyszłość pani zachowanie znacznie zmniejszyło.
Usta Lydii ułożyły się w podkówkę, gdy odwracała od niego wzrok.
- Moje siostry! Moje siostry świetnie sobie poradzą, prawda... - zamilkła i spojrzała na niego tym razem z podejrzliwym zaciekawieniem. - Skąd pan wie, co moje siostry myślą o tej sprawie? Lizzy nawet pana nie lubi, nie znam nikogo, kto by pana lubił, poza panem Bingleyem.
Przytyk, tak nieelegancko rzucony, zabolał niczym wbicie żądła. Darcy wstał ze swojego miejsca poirytowany zarówno na siebie, jak na swoją przeciwniczkę i podszedł do okna. To dziecko było całkowicie skupione na sobie, niebezpiecznie bezmyślne i beznadziejnie naiwne. Jak miał jej uświadomić jej położenie? Zwrócił się znów do niej.
- Musi pani wiedzieć, że pani siostra, panna Elizabeth podróżowała latem z pani ciotką i wujem Gardinerami.
- Tak, jakaś nudna wycieczka na północ – parsknęła z pogardą. - Żadnych bali czy pikników. Tylko góry i jeziora i gadający bez przerwy wujek Gardiner.
- W trakcie swojej podróży zatrzymali się, by obejrzeć moją posiadłość w Derbyshire. To w trakcie ich pobytu w pobliżu Pemberly, pani siostra dostała wiadomość, że opuściła pani swoich przyjaciól i powierzyła swoją przyszłość Wickhamowi. Zrozpaczona, powiedziała mi czego się obawia, wkrótce wspólnie z wujostwem wyjechała do Longbourn, pani wuj wyruszył na poszukiwania pani. - zamilkł i wziął głęboki wdech. Tu zaczynała się trudna część. - Moja długotrwała znajomość z Wickhamem dawała mi większe szanse odnalezienia pani, dlatego postanowiłem to zrobić nie mówiąc o tym nikomu, żeby nie wzbudzać nadziei i nie sprawić nikomu zawodu, gdyby mi się nie powiodło. - zamilkł. Czy ona przyjmie jego wyjaśnienia?

Maryann - Sob 24 Lis, 2007 15:21

Caroline napisał/a:
Lizzy nawet pana nie lubi, nie znam nikogo, kto by pana lubił, poza panem Bingleyem.

Bezpośrednie dziewczę, nie ma co... :roll: :? :

Alison - Sob 24 Lis, 2007 16:42

Trochę mnie wkurza jak on się z nią cacka. Rozumiem, że to ze względu na Elizabeth i swoje dżentelmeństwo, ale powinien ją przełożyć przez kolano> A co, reputację i tak juz ma zszarganą. Ktoś powinien jej w końcu sprawić lanie :wink:
Sofijufka - Sob 24 Lis, 2007 17:20

Alison napisał/a:
Trochę mnie wkurza jak on się z nią cacka. Rozumiem, że to ze względu na Elizabeth i swoje dżentelmeństwo, ale powinien ją przełożyć przez kolano> A co, reputację i tak juz ma zszarganą. Ktoś powinien jej w końcu sprawić lanie :wink:


Kiedy "onaż duża, proszę pana, onaż krowa" :frustracja:
Taki kawał baby przez kolano przerzucić?
Poza tym Darcy się zmienia, ale do rękoczynów miałby się posunąć? Wobec mdłej białogłowy? Fi donc! Jamais! Never!

Alison - Sob 24 Lis, 2007 17:28

Sofijufka napisał/a:
Kiedy "onaż duża, proszę pana, onaż krowa" :frustracja:
Taki kawał baby przez kolano przerzucić?


Toć przecie i on nie ułomek :wink:

asiek - Sob 24 Lis, 2007 17:34

Caroline napisał/a:
To dziecko było całkowicie skupione na sobie, niebezpiecznie bezmyślne i beznadziejnie naiwne.

Nic dodać nic ująć. :zalamka: I jak tu takiej uświadomić, że Wickham wcale nie chce się z nią ożenić i jeżeli ktoś będzie się śmiał z całej tej eskapaty, to tylko on. :roll:

snowdrop - Sob 24 Lis, 2007 17:42

Lidia jest beznadziejna, każdy kolejny kawałek tłumczenia, ją jeszcze bardziej pogrąża. Darcy jest bardzo cierpliwy, ja już chyba bym wybuchnęła i powiedziała: Ty głupia dziewucho, co Ty sobie myślisz?

No dosłownie wypisz wymaluj matka Bridget Jones! (sorki za porównanie ale akurat czytam BJ).

Ania1956 - Sob 24 Lis, 2007 19:13

asiek napisał/a:
Caroline napisał/a:
To dziecko było całkowicie skupione na sobie, niebezpiecznie bezmyślne i beznadziejnie naiwne.

snowdrop napisał/a:
Darcy jest bardzo cierpliwy, ja już chyba bym wybuchnęła i powiedziała: Ty głupia dziewucho, co Ty sobie myślisz?


Bo ona jest totalnie głupia :( Nijak inaczej nie można wytłumaczyć jej postępku i jej sposobu myślenia. Głupia egoistka. :wsciekla:

Matylda - Nie 25 Lis, 2007 10:44

Moje siostry! Moje siostry świetnie sobie poradzą, prawda...

Ta smarkata była chyba zazdrosna o mądrość Eli i urodę Jane
Chciała za wszelką cenę zabłysnąć i zaimponować. Wybrała świetny sposób....
Pamiętacie jak przegoniła siostry w orszaku . Już nie była ostatnia ale pierwsza

Caroline - Nie 25 Lis, 2007 10:52

Rozdział VIII, cz. 24

- Nadal nie rozumiem, dlaczego miałby się pan tym przejmować – odpowiedziała cierpko - Weźmiemy ślub... za jakiś czas. Moi przyjaciele będą równie szczęśliwi jak ja. Nie ma w tym nic aż tak strasznego, żeby przyjeżdżał pan tutaj i mówił mi, że powinnam opuścić George'a.
- Czy nie rozumie pani w jak wątpliwym świetle stawia to godność pani rodziny? Staną się, jeśli już się nie stali, pośmiewiskiem w sąsiedztwie. Wiarygodność pani sióstr także ucierpi, sprawiając, że jeszcze trudniej będzie im zawrzeć korzystne małżeństwo.
- Och, sąsiedzi! - Lydia tupnęła nogą. – Starzy, fałszywi plotkarze, z których nie ma żadnej rozrywki. Kto by się nimi przejmował! Ja na pewno nie.
- Ale pani siostry...
- Sama zadbam o znalezienie im mężów, czemu nie! W końcu będą mężatką i to przed nimi!
Darcy zachował milczenie, kiedy skończyła. Lydii Bennet nie można było przemówić do rozumu ani zawstydzić, by opuściła swojego kochanka. Zdawała się w ogóle nie rozumieć konsekwencji swoich działań, ani dla siebie, ani dla rodziny, nie dbała też o to, jaką cenę za to zapłacą. Spojrzał na kapelusz i rękawiczki, które trzymał w ręku, by uspokoić wzburzone myśli. W przeciwieństwie do Lydii Bennet, jego siostra wiedziała, co zrobiła i wyraziła skruchę, nawet jeśli stało się to późno. To biedne dziecko, spojrzał na zaniedbaną, upartą dziewczynę przez sobą, siostrę swojej ukochanej, ona nie miała tyle szczęścia. Jak miał przekonać ją do porzucenia tej niebezpiecznej zabawy? Został mu tylko jeden sposób i na szczęście mógł go użyć. Zrobi to jednak dyskretnie.
- Panno Lydio, czy przekonałaby panią świadomość, że nie była pani pierwszą młodą kobietą, którą George Wickham nakłonił do ucieczki?
- Co ma pan na myśli?
- Chcę powiedzieć, że osobiście znam inną kobietę, którą oszukały kłamstwa i obietnice Wickhama i nakłoniły do ucieczki z nim. Było oczywiste, że zabieganie o nią bez wiedzy i pozwolenia jej najbliższych nie były podyktowane uczuciem, ale interesownością. Była dziedziczką, a Wickham potrzebował pieniędzy.
Lydia otworzyła szeroko oczy.
- Nie rozumiem pana. Co panna King ma wspólnego ze mną? Och...! - ponownie tupnęła nogą i pospiesznie podeszła do niego. - Może nie jestem dziedziczką, ale wiem, że George mnie kocha!
- Panno Lydio – Darcy zwrócił się do niej poważnie – Wickham zawsze potrzebuje pieniędzy. Nie ma żadnego zawodu. Próbował żyć ze swojego sprytu i ze szczęścia i nie udało mu się ani z jednym, ani z drugim. Musi ożenić się dla pieniędzy, nie ma wyjścia. - zaczął jej współczuć, gdy spojrzał w jej zastygłą twarz. - Ma pani rację, nie jest pani dziedziczką – przyznał łagodnie – i czy kocha panią naprawdę, czy nie, z tego powodu, proszę mi wierzyć, nie ożeni się z panią.
Cień powątpiewania przemknął przez jej twarz. Coś błysnęło w kącikach jej oczu. Czy to wystarczy? Pospieszył się, powątpiewanie zniknęło z twarzy Lydii. Szybko otarła oczy, a jej podbródek uniósł się, w czym niepokojąco przypominała matkę.
- George się ze mną ożeni i na tym koniec! A teraz myślę, że powinien pan już pójść.
Cicho wzdychając, Darcy skinął na pożegnanie i odwrócił się do wyjścia.
- Panno Lydio – spojrzał na nią w drzwiach – czy mogę zostawić pani mój bilet wizytowy, na wypadek, gdyby zmieniła pani zdanie?
Wzruszyła ramionami, co uznał za zgodę, kładąc bilet na stole, ukłonił się jeszcze raz i wyszedł z pokoju.
Było tak, jak się obawiał. Dziewczyny nie da się przekonać. Musi dogadać się z Wickhamem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group