To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Maryann - Śro 21 Lis, 2007 21:56

Dione napisał/a:
Gdzieżby tam Darsik miał pojęcie o dziedziczeniu.

Nawet jak nie, to Fletcher mu powiedział. :wink: Fletcher zna się na wszystkim... :mrgreen:

Alison - Czw 22 Lis, 2007 07:40

Rozdz. VIII, cz. 21
- Przecież wiesz, że jesteśmy bardzo blisko wojny z nimi.
Wickham wzruszył ramionami - No to do Południowej Ameryki, albo bogata córka plantatora w Indiach. Wszystko jedno.
- Rozumiem - Darcy przyjrzał mu się stanowczo i przygotował do rzucenia przynęty - A co gdyby był szybszy sposób naprawienia twojej obecnej sytuacji. Nie tak wspaniały jak spadkobierczyni plantatora, ale jakby nie było, wygodne rozwiązanie.
Znany błysk skąpstwa pojawił się w oczach Wickham'a - Mógłbym się dać namówić, gdyby rozwiązanie było odpowiednio "wygodne", jak mówisz. - przerwał przyglądając się Darcy'emu przenikliwie, po czym zapytał - Ale Darcy, jaki ty masz w tym interes? Jak to się stało, że się w to zaangażowałeś?
No tak, wiedział, że padnie to pytanie. Darcy powoli pochylił się, dłonie położył na stole, patrzył na Wickham'a - Interes? Mój interes jest prosty: spowodować żebyś przestał zagrażać niewinnym młodym kobietom. Milczałem na temat twojej próby uwiedzenia Georgiany i to pozwoliło ci polować na następne. Gdybym o tym powiedział, ta młoda dziewczyna na górze - i być może inne - byłyby bezpieczne i uniknęłyby twojego pozbawionego skrupułów wykorzystania ich. Ale nic nie powiedziałem i twoja obojętność na konsekwencje twojego apetytu, skompromitowała honor całej rodziny moich znajomych. Taki jest efekt mojego milczenia, więc zrobię wszystko co w mojej mocy żeby to naprawić.
- Co proponujesz? - Wickham nie cofał się przed pokazem swoich manier w całej okazałości, ale przesunął się na brzeg krzesła z zainteresowaniem. Darcy odchylił się opierając plecami o krzesło i zachował spokój, pozwalając Wickham'owi wziąć na siebie ciężar negocjacji - Podejrzewam, że oczekuje się wesela - zaczął ostrożnie.
Darcy wstał. Skupił na sobie uwagę Wickham'a, a to było wszystko na czym mu zależało. Pozwolił mu tkwić w niepewności aż do teraz.
- Teraz chciałbym porozmawiać z panną Lydią, jeśli pozwolisz.

Sofijufka - Czw 22 Lis, 2007 08:22

Dione napisał/a:
Misiaczki, przecież w czasach Darcy'ego o genach jeszcze nikt nie miał pojęcia. Prace Mendla leżały zakurzone zapomniane w jakiejś bibliotece. A Watson i Crick się nawet jeszcze nie narodzili. Gdzieżby tam Darsik miał pojęcie o dziedziczeniu.


Hmmm, o genach to wtedy pojęcia nie mieli, ale istniało pojęcie "złej krwi". Jak w jakiejś rodzinie wydarzył się skandal - a niech ręka Boska broni: dwa :zalamka: - to juz pozostali członkowie byli traktowani podejrzliwie i socjeta tylko czekała, co oni wywiną....

Alison - Czw 22 Lis, 2007 08:36

Kochane moje, jesteście jak wygłodniałe rybki. Wystarczy jednym wyrazem na przynętę rzucić, a Wy natychmiast ruszacie z dyskusją w tym kierunku :rotfl: Tu "gena se nie wydłubiesz" a tu już "Watson i Crick", jak jeszcze zaczną padać hasła o kwasie deoksyrybonukleinowym albo matrycach i amplifikacji, to będę musiała zanęcić w jakimś bardziej humanistycznym kierunku :wink:
Ja Was za to kocham formalnie :serce: :lol:

Maryann - Czw 22 Lis, 2007 09:03

Alison napisał/a:
Kochane moje, jesteście jak wygłodniałe rybki. Wystarczy jednym wyrazem na przynętę rzucić

Więc co ? Że niby my tak, jak Wickham...? :mysle:

asiek - Czw 22 Lis, 2007 10:37

Maryann napisał/a:
Więc co ? Że niby my tak, jak Wickham...?

:rotfl: ....Wychodzi, że tak...
Alison napisał/a:
Darcy wstał...
- Teraz chciałbym porozmawiać z panną Lydią, jeśli pozwolisz.

Będzie pytał o pożycie z Wickhamem ? :-P

Maryann - Czw 22 Lis, 2007 10:47

asiek napisał/a:
Będzie pytał o pożycie z Wickhamem ? :-P

Asiek... :paddotylu:

asiek - Czw 22 Lis, 2007 11:26

Maryann'ku, ...no chyba tym razem o pogodzie nie będą gadać ? :wink:
A może ? :shock:

Maryann - Czw 22 Lis, 2007 11:39

I jeszcze o stanie dróg... :mrgreen:
snowdrop - Czw 22 Lis, 2007 20:08

Alison napisał/a:
Mój interes jest prosty: spowodować żebyś przestał zagrażać niewinnym młodym kobietom. Milczałem na temat twojej próby uwiedzenia Georgiany i to pozwoliło ci polować na następne. Gdybym o tym powiedział, ta młoda dziewczyna na górze - i być może inne - byłyby bezpieczne i uniknęłyby twojego pozbawionego skrupułów wykorzystania ich. Ale nic nie powiedziałem i twoja obojętność na konsekwencje twojego apetytu, skompromitowała honor całej rodziny moich znajomych. Taki jest efekt mojego milczenia, więc zrobię wszystko co w mojej mocy żeby to naprawić.


Wickham nawet się nie obruszył, człowiek jak jest winny to się zazwyczaj tłumaczy, a ten nic :mysle: .

Matylda - Czw 22 Lis, 2007 20:15

snowdrop napisał/a:

Wickham nawet się nie obruszył, człowiek jak jest winny to się zazwyczaj tłumaczy, a ten nic :mysle: .


No bo to Lidia była przecież winna :wink:

nicol81 - Czw 22 Lis, 2007 20:37

:roll: Związała biedactwo i haniebnie wykorzystała...groziła pistoletem i przykuła się kajdankami...
Dione - Czw 22 Lis, 2007 20:40

asiek napisał/a:
Będzie pytał o pożycie z Wickhamem ?


Pytać nie będzie, bo by się za bardzo zestresował. Ale Lidzia to taki typ, który mówi nawet bez pytania :twisted:

Caroline - Pią 23 Lis, 2007 08:55

Rozdział VIII cz. 22
*************&**************

- Mogę wejść? - zapytał Darcy, gdy zaskoczona Lydia Bennet odrywała wzrok od znikającego Wickhama i spoglądała na niego.
Była taka młoda. Jak można było pozwolić, by do tego doszło? Zaniedbanie, odpowiedziało jego sumienie, zaniedbanie niewiele różniące się od twojego.
- Zapewniam panią gorąco – mówił dalej – że nie zamierzam wyrządzić pani żadnej krzywdy, ale nie chciałbym, by pani sąsiedzi usłyszeli naszą rozmowę.
- Skoro pan musi – odpowiedziała i skinęła na niego, by wszedł do małego pokoju. W środku znajdowały się tylko najbardziej niezbędne sprzęty, kulawy stół, lampa i równie koślawe krzesło. Ubrania, butelki i naczynia zalegały wszędzie w ogromnym nieładzie. Gdy znów na nią spojrzał, jej pełna napięcia postawa przypomniała mu słowa Georgiany, która mówiła, że jego wzrost działa onieśmielająco nawet na najbliższych. W tak mikrym otoczeniu nie pomagał, przeciwnie, musiał działać odstraszająco na młodą kobietę znajdującą się w takim położeniu. Ostrożnie usiadł na krześle, starał się nadać swojej twarzy życzliwy wyraz i przyjrzał się swojej podopiecznej.
Było oczywiste, że Wickham zrobił niewiele, by zadbać o jej wygodę. Suknia, którą nosiła, była pognieciona i poplamiona, włosy miała w nieładzie. Zdawało się, że ma przy sobie tylko to, co zmieściło się w walizce. Byli, jak przypuszczał, bez grosza. Jego nadzieje wiązane z tą rozmową wzrastały.
- Panno Lydio, proszę być spokojną. Nie przyszedłem, by panią obrażać – zapewnił ją. - Przychodzę jako... jako bezinteresowny znajomy, by prosić panią o przemyślenie położenia, w jakim się pani znalazła i by zapewnić pani możliwość godnego powrotu na łono zaniepokojonej rodziny.
Jeśli to możliwe, oczy Lydii otworzyły się jeszcze szerzej.
- Co? - zapytała całkowicie zaskoczona. - Żartuje pan sobie?
- Zapewniam panią, że nie – odpowiedział zaskoczony jej reakcją, ale zachował spokój.
- Ależ ja wyjdę za mąż – poinformowała go rozradowana - Zostanę panią Wickham, godności mi nie zabraknie.
- Czy w takim razie ustalono już datę? - zapytał ze spokojem.
- N... nie – przyznała Lydia odwracając się od niego. - Musimy zaczekać aż pewni okropni, zawistni wobec George'a ludzie dostaną jakieś pieniądze. - niemal wyrecytowała wymówki, jakie słyszała od Wickhama. Biedna dziewczyna, wierzyła temu łajdakowi. - Doprawdy! To takie niesprawiedliwe!- gwałtownie odwróciła się w jego stronę – Dlaczego ludzie muszą być tacy okrutni wobec mojego biednego Wickhama? - spojrzała na niego oskarżycielsko. - A pan jest jednym z nich. George mi powiedział!
- Moja znajomość z Wickhamem jest długa i trudna, panno Lydio. – zmienił pozycję w przeciwnym razie krzesło zapewniłoby mu lądowanie na podłodze. - Moja obecność tutaj nie ma z tym nic wspólnego, ani z żadną inną historią o przeszkodach życiowych, jakimi raczył panią Wickham.
Na te słowa jej podbródek uniósł się zupełnie jak u Elizabeth, to podobieństwo ścisnęło mu serce. Nalegał dalej.
- Proszę mnie wysłuchać. Pani rodzina szaleje z obawy o pani bezpieczeństwo. Skoro, jak pani przyznaje, Wickham nie może zaproponować pani teraz małżeństwa, dlaczego nie wróci pani do rodziny do czasu, gdy on będzie mógł z honorem o panią zabiegać?

Alison - Pią 23 Lis, 2007 09:01

No właśnie? A w ogóle to sie z nią cacka, zamiast złapać za pantalony i wynieść pod pachą głupią smarkatkę. John Wayne tak by właśnie zrobił :wink:
Marija - Pią 23 Lis, 2007 09:02

Noo, chociaż jeden za wysoki się przejął, że normalna część ludzkości gada do jego żołądka, bo wyżej nie sięgnie :bejsbol: .
Maryann - Pią 23 Lis, 2007 09:07

Caroline napisał/a:
- Mogę wejść?
(...)
- Skoro pan musi

Miłe powitanie, nie ma co... :?

Caroline napisał/a:
Dlaczego ludzie muszą być tacy okrutni wobec mojego biednego Wickhama? - spojrzała na niego oskarżycielsko. - A pan jest jednym z nich. George mi powiedział!

Nie wątpię, że powiedział... Biedaczek...

Sofijufka - Pią 23 Lis, 2007 09:11

Maryann napisał/a:
Caroline napisał/a:
- Mogę wejść?
(...)
- Skoro pan musi

Miłe powitanie, nie ma co... :?

Mogło być gorsze! Np. Pan zastukał, wsuwa głowę do pokoju i:
- Czy można?
- Nie można!
- Ach, jakaż okrutna! Dlaczego nie można?
- Dzisiaj jestem smutna...
- Smutna, A to czemuż?
- Paskudny sen miałam. Śniłam...
- Coż takiego?
- Że męża dostałam...

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 09:16

Ale Lidzia właśnie bardzo chce męża... :wink:
Sofijufka - Pią 23 Lis, 2007 09:29

Maryann napisał/a:
Ale Lidzia właśnie bardzo chce męża... :wink:

Taaak, chce, ale tylko Wickhama :thud:

Sofijufka - Pią 23 Lis, 2007 09:29

Maryann napisał/a:
Ale Lidzia właśnie bardzo chce męża... :wink:

Taaak, chce, ale tylko Wickhama :thud:

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 09:33

Czy ja wiem, czy tylko Wickhama ? Gdyby się zjawił inny, równie uroczy i bardziej elokwentny, to kto wie... :wink:
snowdrop - Pią 23 Lis, 2007 11:28

Jejku Lidzie całkowicie zamroczyło, przecież ona była z dobrego domu a tam siedziała w pogniecionej, poplamionej sukience z włosami w nieładzie. Wszedzie panował bałagan.
I ona tak w imie miłości? :omg:

Maryann - Pią 23 Lis, 2007 11:35

snowdrop napisał/a:
Wszedzie panował bałagan.

A co ? Sama miała sprzątać ? :roll: :wink:

Marija - Pią 23 Lis, 2007 11:39

Tu się zgadzam, panie władzo, fleja jest :mrgreen: .


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group