Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
BeeMeR - Wto 12 Maj, 2009 17:08
A ja sobie obejrzałam ostatniego Bonda - Quantum of Solace....
Strasznie się wynudziłam. Pościg na pościgu, zabójstwo za zabójstwem - dla mnie to było przez pierwsze dwa-trzy kwadranse bez ładu i składu, a potem historia nabrała wprawdzie kształtu, ale i tak ten Bond jawił mi się bardziej jako (nie)płatny zabójca niż tajny agent
Ale przyznaję, że Daniel Craig wygląda świetnie we fraku
achata - Wto 12 Maj, 2009 19:40
A ja wczoraj zaliczyłam wreszcie "Iluzjonistę", którego kupiłam chyba ze dwa tygodnie temu w Gali. Pozytywne zaskoczenie. Słyszałam dobre opinie ale sądziłam, że to z ogólnej sympatii do kostiumowców. Do zakupu przekonała mnie ostatecznie przychylna opinia koleżanki, która nie cierpi filmów kostiumowych.
Świetna stylistyka- same ujęcia w ciepłej sepii wyłaniające się cicho z miękkiego mroku, wibrująca muzyka Philippa Glassa i dobre aktorstwo. Trochę początkowo raziła mnie spłycona historia miłosna, ale to co się działo na scenie rekompensowało wszelkie niedosyty.
Zakończenie zachwyciło mnie absolutnie- superowo zmontowane i naprawdę pomimo jednego momentu podejrzenia, nie spodziewałabym się takiego obrotu akcji. Tak więc świetny klimat i intryga godna Agathy Christie czyli to co Puchatki lubią najbardziej.
Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji obejrzeć- polecam!
P.S. Przyjemnym zaskoczeniem była obecność Rufusowych oczysk, co prawda nieco schowanych za stalinowskim wąsem i mundurem, ale jarzących jak zawsze
aneby - Wto 12 Maj, 2009 19:48
| achata napisał/a: | | A ja wczoraj zaliczyłam wreszcie "Iluzjonistę" |
najwyższy czas
Też mi się bardzo ten film podobał, miałam wtedy fazę na Nortona
Iwona - Śro 13 Maj, 2009 22:32
Wczoraj oglądałam "Notatnik śmierci" - film na podstawie mangi, zrobiony przez Japończyków. Powiem szczerze oglądało się bardzo dobrze -> http://www.filmweb.pl/f30...5%9Bmierci,2006
Anaru - Śro 13 Maj, 2009 23:12
Oo, zainteresowałam się
miłosz - Pon 18 Maj, 2009 20:28
byłam na "Winie Truskawkowym"................ smak prowincji i Beskidu Niskiego......... poezja w formie czystej.......... znakomity scenariusz......znakomita reżseria......... znakomite aktorstwo! właściwie samam nie wiem kto lepszy......Maciej Stuhr mnie rozbroił i rozczulił......cała stara gwardia aktorów ze Starego Teatru - Grąbka, Dziędziel(choć on chyba w Słowackim sie poniewierał), Litewka, Radziwiłłowicz. Boszsz a ten Czech Jiri Machacek - w tym filmie jeszcze jakby alter ego Stasiukaa aZuzana Fialová jako Lubica ....... jest w Winie szczypta brzydoty i goryczy ale przy tym ile piękna............. śmiech ale z takim ściskaniem gardła i ronieniem łez.............. a muzyka Michała Lorenca okraszona jakimiś słowackimi motywami ........
a wogóle w takim szaleńczym świecie, opetanym kryzysem.....aż trudno uwierzyć, że sa takie miejsca
a tu taka piosenka, która sie pojawia w tym filmie http://zen11.wrzuta.pl/au...ata_z_albatrosa
trifle - Pon 18 Maj, 2009 21:12
Ooo, miłoszu, po takiej recenzji to ja chcę na to iść! Ale we Wrocławiu tylko w jednym kinie póki co, w kiepskich godzinach
Trzykrotka - Pon 18 Maj, 2009 22:34
Trailer Wina truskawkowego
http://www.youtube.com/watch?v=XHGG14GLEEQ
Kto czytał Stasiuka, ten rozumie. Niewiarygodne, jak można zrobić film tak brzydki i tak piękny równocześnie. Są w nim i owcze parujące flaki i widoki nieba, niedomyte włosy, nieogolone, męskie gęby, ale i czysta, prawdziwa poezja.
Prowincja, ale nie taka ciepła, jak w U Pana Boga...., choć górskie miasteczka przypominają te kresowe - są równie malownicze - czytaj - biedniutkie i zapadnięte w ziemię. Prowincja i straszna i groźna i zapijana winem truskawkowym, w której na naszych oczach popełnia się dwa morderstwa. A jednocześnie jest tam miejsce na przyjaźń, na zauroczenie piękną kobietą, bez osądzania jej. Są opowieści o tajemniczych rzeczach, które oglądało się kiedy jeszcze nie było prądu. Wzruszenie trzyma za gardło, a jednocześnie można zemrzeć ze śmiechu (jak przy scenie wigilijnej - scena, w której piękni panowie śpiewają chórem Beatę może doprowadzić do zejścia z tego świata).
Cudni aktorzy! Starzy znajomi ze Starego Teatru - jak ja ich dawno nie widziałam! plus świetna reprezentacja czeska i słowacka.
Na dodatek urzekająca muzyka Michała Lorenca.
Nie wiem, czy polecać, na pewno nie jest to film dla każdego. Ale tym, którzy lubią małe kino i małe ojczyzny mówię - idźcie koniecznie.
Anaru - Pon 18 Maj, 2009 22:50
| miłosz napisał/a: | | byłam na "Winie Truskawkowym"................ smak prowincji i Beskidu Niskiego......... poezja w formie czystej.......... znakomity scenariusz......znakomita reżseria......... znakomite aktorstwo! właściwie samam nie wiem kto lepszy...... |
| Trzykrotka napisał/a: | | Ale tym, którzy lubią małe kino i małe ojczyzny mówię - idźcie koniecznie. |
Dzięki
Chyba warto
trifle - Pon 18 Maj, 2009 23:01
Chyba się wybiorę
I bardzo, ale to bardzo czekam na "Jeszcze nie wieczór". Niby po premierze, a we Wrocławiu w żadnym kinie jeszcze nie ma..
Trzykrotka - Pon 18 Maj, 2009 23:19
Znalazłam!!
Beata
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Jiri Machacek, Marek Litewka, Lech Łotocki i Maciej Stuhr
miłosz - Wto 19 Maj, 2009 10:26
| Trzykrotka napisał/a: | | . Niewiarygodne, jak można zrobić film tak brzydki i tak piękny równocześnie. Są w nim i owcze parujące flaki i widoki nieba, niedomyte włosy, nieogolone, męskie gęby, ale i czysta, prawdziwa poezja. |
ale od razu dodam, że ta brzydota nie razi..przynajmniej mnie jest w niej coś bajkowego.......może coś z Kolskiego? to nie jest ta brzydota z filmu Smarzowskiego czy dla odmiany to "piękno" z Rancza czy innych u Pana Boga ....... bardzo bardzo mi sie podobało
Trzykrotka - Wto 19 Maj, 2009 10:46
A właśnie, zgadzam się. Brzydota nie razi, jest częścią świata. A ten świat jest piękny, co nam pokazują widoki zmieniających się pór roku, lasu, rzeki, panoramy gór oglądanych spod nieba. Nawet ludzie tylko na pozór są brzydcy. Te wszystkie zapijaczone gęby w gospodzie - jacy są piękni, kiedy tańczą z Lubicą!
Gosia - Wto 19 Maj, 2009 20:49
Obejrzałam dziś film "Marley i ja".
Film jest reklamowany trochę jak komedia z szalonym psem w tle, choć tak naprawdę to film obyczajowy z elementami komediowymi. Tak naprawdę to opowieść o tworzeniu rodziny, o życiu w rodzinie, o małżeństwie, o podejmowaniu trudnych wyborów, które okazują się najważniejsze w życiu. Bo nie są istotne plany, których się chcemy trzymać, jakieś przyjęte wcześniej założenia. Życie samo to weryfikuje, czasem trzeba z czegoś zrezygnować, z czegoś co wydaje się dla nas bardzo ważne, z naszych marzeń, z jakiejś części siebie, ale w zamian dostajemy coś innego, inne szczęście, które wcale nie jest gorsze, mniejsze, jest inne, może nawet lepsze?
W życie Jenny i Johnego, którzy są świeżo po ślubie, wkracza mały rozkoszny szczeniak labradora, który jednak jest wielkim rozrabiaką, a z wiekiem nie traci nic ze swej energii, gryzie, psuje wszystko w domu, jest prawdziwym utrapieniem. Na świat przychodzą dzieci, rodzice próbują się dostosować do tej sytuacji, a pies jest dodatkowym kłopotem. W dodatku Johnowi wydaje się, że praca, którą wykonuje nie daje mu zadowolenia, porównuje swoje felietony do reportaży kolegi, który jeździ po całym świecie i spotyka znanych ludzi. Jednocześnie jego żona musi zrezygnować ze swojej pracy i zająć się całkowicie dziećmi. Oboje mają wrażenie, że nie tego oczekiwali od życia, nie tak sobie wyobrażali życie - pracę, małżeństwo, posiadanie rodziny. W dodatku ich pies nie należy do miłych kanapowców, ale jest prawdziwą chodzącą katastrofą.
To z pewnością nie jest lekki i łatwy film rodzinny, ale czasem wesoła, czasem smutna, a czasem bardzo smutna opowieść o życiu, z jego dobrymi i złymi chwilami. I o tym, czym naprawdę jest rodzina i ile w jej życie może wnieść "najgorszy pies świata".
Obsada filmu: Jennifer Aniston (Jenny), Owen Wilson (John), Alan Arkin (w roli szefa), Eric Dane (w roli przyjaciela Johna), epizodyczna rola Kathleen Turner w roli treserki psów (w ogóle jej nie poznałam!)
trifle - Wto 19 Maj, 2009 20:54
| Gosia napisał/a: | | Eric Dane (w roli przyjaciela Johna |
To mój Sloan ulubiony?
O tym filmie króciuteńko było dziś wspomniane na jednych z moich zajęć i proszę, Gosia recenzuje też dzisiaj Kolejny do dopisania do listy i obejrzenia...
Gosia - Wto 19 Maj, 2009 20:56
Ten i gra siebie czyli notorycznego podrywacza
A czemu wspomniano ten film na zajęciach?
trifle - Wto 19 Maj, 2009 21:12
A to było właściwie tylko napomknięte. Mieliśmy recenzję do omówienia, recenzja była o filmie francuskim, były w niej wspomniane ogólne tendencje kina z Francji - stara dobra szkoła i nowe trendy; a propos nowych trendów i filmów z rodziną i tą problematyką w roli głównej wspomniane zostały filmy również z innych krajów, w tym właśnie ten. Wiem, skomplikowane dość
Gosia - Wto 19 Maj, 2009 21:34
Już rozumiem.
Film jest interesujący, choć rację miał ktoś kto napisał, że porusza więcej tematów niż jest stanie opowiedzieć.
Rola Erica Dana zabawna
BeeMeR - Śro 20 Maj, 2009 15:32
A ja muszę przyznać, że dawno nie widziałam filmu, z którego by podobnie NIC nie wynikało, jak z Vicky Christina Barcelona - bo z niego nie wynika ABSOLUTNIE NIC i to w sposób doskonały
Anie nie mogę powiedzieć, że bohaterowie czegoś się uczą, bo w moich oczach "nowe przysłowie Amerykanka sobie kupi, że i przed wizytą i po wizycie w Barcelonie głupia "
ani żeby historia była jakoś szczególnie porywająca Owszem, bohaterowie ładni, a Barcelona piękna, ale to wiem i bez filmu
Na plus filmu zaliczam też fakt, że mnie głos z offu nie denerwował - bardziej nudził
Anonymous - Śro 20 Maj, 2009 15:43
| BeeMeR napisał/a: | | A ja muszę przyznać, że dawno nie widziałam filmu, z którego by podobnie NIC nie wynikało, jak z Vicky Christina Barcelona - bo z niego nie wynika ABSOLUTNIE NIC i to w sposób doskonały |
BeeMer pójdź w me ramiona już myślałam, ze to mnie tak spaczyło. Przypięli metkę Almodovara, który robi filmy O CZYMŚ a to jest o dokładnie niczym. Nie wiem, nie rozumiem czym sie zachwycać...
Trzykrotka - Śro 20 Maj, 2009 16:17
Barceloną i mężczyzną należy się w tym filmie zachwycać. Mężczyzną, nie jego bohaterem
I niczym więcej.
Anonymous - Śro 20 Maj, 2009 16:28
Nie mogę się zachwycać tym aktorem widziałam Go w kilku filmach VCB nie było mi niezbędne do szczęścia...
Ale Penelopę lubię
aneby - Śro 20 Maj, 2009 17:52
Dla mnie ten film był decydowanie przegadany i zgadzam się z powyższym, ze własciwie o niczym
Muzyka mnie tak średnio ruszyła, więc krótko mówiąc - duże rozczarowanie. Tylko Penelopa rewelacyjna.
Anonymous - Śro 20 Maj, 2009 19:30
| aneby napisał/a: | | Tylko Penelopa rewelacyjna. |
w sumie to dla niej oglądałam...
przecie nie dla ... barcelony
Trzykrotka - Śro 20 Maj, 2009 20:35
Ja wyłącznie dla Barcelony.
Film, śmiem twierdzić, jest typowym wczesnym Allenem, z niepozbieranymi bohaterami i dużą ilością gadania. W gruncie rzeczy cały Woody Allen jest właściwie jak puch: lekki, ironiczny, a jedynym "czymś" jest babranie się w otchłaniach własnych lęków, zahamowań i fobii. Jest parę chlubnych wyjątków, jak Tajemnica morderstwa na Manhattanie, Drobne cwaniaczki, Wszystko gra chociażby. Dni Radia, na pewno.
|
|
|