To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Hornblower

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 23:28

Bosze - ludzie lubią komplikować sobie życie. Dzięki wielkie Aragonte. Teraz jak będziemy oglądać jeszcze raz Horatia, będziemy mniej-więcej wiedzieć, którą godzine mają :mrgreen:
Anonymous - Czw 06 Wrz, 2007 23:37

pamietam ze swego czasu na ten temat dyskusja sie toczyla na niebieskim forum i tez powtórny maraton hornblowerowski oglodałam już zupełnie inaczej (wiedza to potega :D )
Ulka - Sob 08 Wrz, 2007 00:00

Jejku trochę mnie nie było a tu tak ciekawie. Aine dała się nabrać na biografię Hornblowera :mrgreen: Aine, to nie złośliwość, to radość w czystej postaci :mrgreen:
Dobrze wymyślona ta książka, prawda? obaj mieli fizia na punkcie Horatia ;)
Narya napisał/a:
O ile dobrze pamiętam, to w "Poruczniku Hornblowerze" nie zostaje to dokładniej wyjaśnione. Bushowi od Horatia nic się wyciągnąć nie udaje - twierdzi on, że nic na ten temat nie wie.

Z tego co ja przeczytałam (a jednej części nie udało mi się tylko zdobyć w Bibliotece Uniwersyteckiej :wink: ) to kwestia upadku kapitana pozostaje tajemnića...do grobu. Zresztą-fajny zabieg.
A Horatio wcale nie jest ideałem-ten jego totalny brak muzycznego nawet nie słuchu ale zmysłu :D

Narya - Sob 08 Wrz, 2007 00:07

Ulka napisał/a:
A Horatio wcale nie jest ideałem-ten jego totalny brak muzycznego nawet nie słuchu ale zmysłu

Oj, no musiał coś autor wymyśleć, żeby urealnić swojego bohatera :wink: W końcu nie ma ludzi idelanych. Ale co tam taki drobiazg :mrgreen:

Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 09:41

Ulka napisał/a:
Z tego co ja przeczytałam (a jednej części nie udało mi się tylko zdobyć w Bibliotece Uniwersyteckiej :wink: ) to kwestia upadku kapitana pozostaje tajemnića...do grobu. Zresztą-fajny zabieg.

Mnie też to baaardzo pasuje, nie lubię wyjaśniania wszystkiego do końca :-)
Ulka napisał/a:
A Horatio wcale nie jest ideałem-ten jego totalny brak muzycznego nawet nie słuchu ale zmysłu :D

Ale poczucie rytmu ma :mrgreen: A w każdym razie uważa głos werbli i bębnów za właściwy rodzaj muzyki :wink:

I co do jego idealności - bo ja wiem, czy on taki idealny jest? Wizualnie to chyba nie całkiem (O książkowym Horatio mówię! O książkowym! Nie bić przypadkiem!): "Porucznik William Bush [...] zameldował się u oficera wachtowego, osobnika wysokiego i dość szczupłej budowy, o zapadniętych policzkach i melancholijnym wyrazie twarzy, odzianego w mundur, który wyglądał, jakby go właściciel wkładał po ciemku i nie zdążył porządnie obciągnąć na sobie".

Anonymous - Sob 08 Wrz, 2007 10:20

Hmm, a czy ten opis nie pasuje do Ioana :D A mimo to wizualnie smakowity :D
Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 10:45

No pasuje, Aine :-D
A protestuję przeciwko określeniu "idealny", bo jak dla mnie oznacza to "niewiarygodny", a Horatio wcale nie wydaje mi się takowy, owszem, wybija się na tyle inych oficerów, ale ma swoje słabości. Co więcej, wydaje mi się pełnokrwistym facetem :mrgreen:

W książkach wykryłam trochę fajnych smaczków dowodzących, że Forester przejawiał poczucie humoru i żądlił nim zarówno Horatia, jak i Busha :lol: Nie wiem, czy dam radę znaleźć, ale spróbuję.
A na razie przeklejam opis prysznica Horatia (a wiecie, że nie cierpiał swojego imienia? Wiecie?), ten, który przepisywałam wcześniej mozolnie :cool:

"Cały zlany potem Hornblower przyszedł na rufę i zasalutował Robertsowi, oficerowi wachtowemu, który gawędził z Bushem przy uskoku rufówki. Prośba Hornblowera była niecodzienna, toteż Roberts i Bush popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
— Ale co zrobimy z pokładem, panie Hornblower? — zapytał Roberts.
— Jeden marynarz zmyje go w dwie minuty — odparł Hornblower, ocierając twarz i spoglądając na błękitne morze za burtą z tęsknotą dostrzegalną dla najmniej wnikliwego obserwatora. — Zostało mi piętnaście minut do zmiany pana — to mnóstwo czasu.
— A więc dobrze, panie Hornblower.
— Dziękuję, sir — ucieszył się Hornblower i zasalutowawszy oddalił się z pośpiechem, a Bush i Roberts wymienili rozbawione spojrzenia. Patrzyli, jak Hornblower wydaje rozkazy.
— Starszy śródokręcia! Starszy śródokręcia!
— Sir?
— Ustawić natychmiast pompę do mycia pokładu.
— Pompę do mycia pokładu, sir?
— Tak. Czterech ludzi do pompowania. Jeden do węża. Ale już! Za dwie minuty wracani.
— Tak jest, sir.
Rzuciwszy spojrzenie za oddalającą się postacią starszy śródokręcia przystąpił do wykonywania tego niecodziennego rozkazu. Hornblower dotrzymał słowa. W dwie minuty później był już z powrotem, ale tym razem nagi, tylko biodra miał owinięte ręcznikiem. To wszystko było bardzo dziwne.
— Zaczynajcie — rozkazał marynarzom przy pompie.
Z pewnym niezdecydowaniem usłuchali i zaczęli naciskać dźwignie pompy, po dwóch z jednej i z drugiej strony. W górę — w dół, w górę — w dół. Raz — raz. Marynarz trzymający wąż poczuł, jak wąż drgnął wessawszy morską wodę, która w następnej chwili trysnęła przezroczystym strumieniem.
— Skieruj go na mnie — polecił Hornblower i odrzuciwszy ręcznik czekał nago w świetle słońca. Marynarz ociągał się.
— Prędzej!
Marynarz wykonał rozkaz z wahaniem, kierując strumień wody na oficera, który obracał się pod nim; wokół zgromadził się rozbawiony tłum ciekawskich.
— Pompować, ciamajdy! — krzyknął Hornblower i ludzie u pompy, szczerząc teraz szeroko zęby, nacisnęli posłusznie na dźwignie z całej siły, zawisając na nich z nogami w powietrzu, i z węża lunął silniejszy strumień wody. Hornblower obracał się w kółko pod biczującymi strugami z wyrazem bolesnej ekstazy na twarzy.
Buckland stał przy relingu rufowym zatopiony w myślach, utkwiwszy wzrok w ślad torowy okrętu, lecz szczęk pompy przyciągnął jego uwagę. Przeszedł na przód rufówki i stanął obok Robertsa i Busha, aby popatrzeć na niecodzienne widowisko.
— Hornblower ma dziwne skłonności — zauważył. Mówiąc to uśmiechał się z pewnym przymusem, a twarz jego nosiła ślady ciężkich przeżyć, jakich ostatnio doświadczał.
— Wygląda, że sprawia mu to przyjemność, sir — odparł Bush.
Patrząc na Hornblowera obracającego się pod roziskrzonym strumieniem Bush odziany w ciężki mundur poczuł swędzenie pod koszulą i pomyślał, że właściwie taka kąpiel pod prysznicem mogłaby być przyjemna, chociaż może szkodliwa dla zdrowia.
— Przestać pompować! — krzyknął Hornblower. — Dosyć!
Marynarze przy pompie przerwali pracę i strumień wody zanikł powoli.
— Starszy śródokręcia! Zabezpieczyć pompę! Niech spłuczą pokład!
— Tak jest, sir.
Hornblower chwycił ręcznik i pobiegł przez pokład główny. Wyszczerzył zęby do grupki oficerów, zdradzając swoje zadowolenie i wspaniały nastrój.
— Nie wiem, czy to dobrze wpłynie na dyscyplinę — powiedział Roberts, gdy Hornblower zniknął, a potem, ze spóźnionym refleksem, dodał: — Chyba tak.
— I ja tak sądzę — rzekł Buckland. — Miejmy nadzieję, że się nie zaziębi po takiej kąpieli.
— Nie wygląda na to, sir — zauważył Bush; jeszcze miał w oczach rozbłysłe w uśmiechu zęby Hornblowera. "

Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 11:02

A tu scenka z okolic - eeee - oświadczyn :roll: I czy mi się tylko zdaje, czy Bush występuje tu jako alter ego autora, jeśli chodzi o stosunek do związku Horatia z Marią? :mysle:

"— Co się dzieje? — spytała Maria.
Stała milcząca i obserwując obu mężczyzn przesuwała wzrok z jednego na drugiego, starając się wyczytać coś z ich twarzy. Bush przypomniał sobie, jak twarz jej przebiegł żałosny skurcz, gdy składał Hornblowerowi gratulacje.
— W przyszłym tygodniu zaczyna się wojna — powiedział Hornblower. — Boniuś nie zniesie dumnej odprawy.
— Och! — przeraziła się Maria. — A pan… co z panem?
— Zostałem mianowany kapitanem — oznajmił Hornblower. — Mam dowodzić dozorowcem.
— Och! — powtórzyła Maria.
Przez sekundę lub dwie usiłowała bohatersko opanować płacz, lecz potem załamała się. Głowa jej opadała coraz niżej w dół, aż przyłożywszy dłonie w rękawiczkach do twarzy odwróciła się od nich obu, tak że widzieli tylko jej przykryte szalem plecy wstrząsane łkaniem.
— Mario — przemówił Hornblower łagodnie — Mario, proszę cię, nie płacz.
Maria obróciła ku niemu zapłakaną twarz w przekrzywionym czepku.
— Ja n… n… nigdy już pana nie zobaczę. — mówiła przez łzy. — Tak się cieszyłam z powodu ś… świnki w szkole, myślałam, że będę sła… słać panu łóżko i sprzątać pokój. A teraz co!
— Ależ, Mario… — ciągnął Hornblower, składając bezradnie ręce — muszę spełnić swój obowiązek.
— Chciałabym um… umrzeć! Naprawdę chciałabym umrzeć! — jęknęła Maria i łzy strumieniem potoczyły się z policzków na szal; płynęły z pełnych rozpaczy oczu, lecz jej szerokie usta wciąż były bez wyrazu.
Takiego widoku Bush nie mógł znieść. Podobały mu się ładne, wesolutkie kobietki. Ta, którą miał teraz przed oczyma, złościła go niewymownie — może drażniła jego zmysł estetyki, chociaż trudno było posądzać Busha o coś takiego. Raczej irytował go wybuch nieopanowanej histerii; jeśli tak, to zirytował go ponad wszelką miarę. Czuł, że dostanie apopleksji, jeśli będzie jeszcze choć minutę patrzeć na szlochającą Marię.
— Idziemy stąd — powiedział do Hornblowera.
Odpowiedzią było zdumione spojrzenie. Hornblowerowi nie przyszłoby do głowy wycofywać się z sytuacji, za którą z powodu swego charakteru czuł się odpowiedzialny. Bush wiedział doskonale, że Maria uspokoi się z upływem czasu. Wiedział z doświadczenia, że kobiety pragnące umrzeć dziś mogły być wesołe jak szczygiełki następnego dnia, gdy inny mężczyzna pogłaskał ich podbródek. W każdym razie nie pojmował, czemu on i Hornblower mieliby przejmować się czymś, co było wyłączną winą Marii.
— Och! — jęknęła Maria; postąpiła do przodu i oparła się rękami o stół, z ostygłym dzbankiem z kawą i na pół zjedzonymi kotletami z krzepnącym na nich tłuszczem. Uniosła głowę i znowu uderzyła w płacz.
— Och, na litość boską… — odezwał się Bush z niesmakiem i zwróciwszy się do Hornblowera dodał: — Idziemy.
Znalazłszy się na schodach Bush uświadomił sobie, że Hornblower nie poszedł za nim i nie pójdzie. Ale nie wrócił po niego. Chociaż Bush nie był człowiekiem zdolnym do opuszczenia towarzysza w niebezpieczeństwie, chociaż bez wahania zająłby jego miejsce w łodzi płynącej przez najstraszliwszą kipiel na ratunek ginącym, chociaż stanąłby ramię w ramię z Hornblowerem i dał się posiekać na kawałki przez przeważającego nieprzyjaciela — mimo to wszystko nie wrócił ratować przyjaciela. Jeśli Hornblower chciał postąpić jak głupiec, on nie mógłby go powstrzymać. Dla spokoju sumienia powiedział sobie, że być może Hornblower nie zachowa się jak głupiec."

Wytłuszczony fragment mnie rozbawił :mrgreen:

Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 11:30

A w ramach porównania :wink:

"Od chwili, gdy po raz pierwszy stanęła na pokładzie „Lydii”, znajdowała przyjemność w towarzystwie Hornblowera. A teraz przywykli do siebie jak do narkotyku i czuli się dziwnie niespokojnie, jeśli nie widzieli się przez kilka godzin. „Lydia” podążała na południe, trzymając się kursu, a monotonia podróży sprzyjała powstawaniu nawyków. Weszło więc w zwyczaj, że przy porannym spotkaniu na pokładzie rufowym wymieniali uśmiechy, rozświetlone wspomnieniem chwil intymnej rozmowy z poprzedniego wieczora. Hornblower przywykł po określeniu szerokości geograficznej z pomiarów słońca w południe omawiać z Lady Barbarą posuwanie się okrętu, a po południu wypijać z nią filiżankę kawy. Szczególnie zaś przyzwyczaili się oboje do spotkań o zachodzie słońca przy relingu rufowym, chociaż nigdy się nie umawiali ani nie wspominali o możliwości takiego spotkania. Przechadzając się w ciepłym mroku mówili najpierw pozornie o niczym, a potem rozmowa stawała się ożywiona, rozkwitała jak bujna roślinność tropiku i trwała pod tajemniczym blaskiem gwiazd aż do chwili, gdy długo po północy z nieświadomym chyba ociąganiem się szli oboje na spoczynek do swych kabin.
Potrafili też siedzieć razem w milczeniu, obserwując, jak szczyty masztów poruszane kołysaniem się okrętu zataczają kręgi na tle gwiazd, i wsłuchując się w delikatnie brzmiącą orkiestrę szmerów, skrzypień i wszelkich odgłosów wydawanych przez okręt, a myśli ich były tak zgrane, że gdy czasem któreś się odezwało, mówiło to, o czym właśnie myślało drugie. Lady Barbara, jak zdrowa, młoda dziewczyna, kładła wtedy rękę obok siebie tak, że Hornblower mógł jej dotknąć bez trudu. Dawniej podczas balów w Londynie i przyjęć u generalnego gubernatora mężczyźni często ujmowali jej dłoń, chociaż tego nie pragnęła. Teraz — mimo że zdawała sobie sprawę, jak bardzo nieroztropnie i lekkomyślnie byłoby prowokować najlżejszą nawet poufałość fizyczną w czasie tej podróży, która miała trwać miesiące — była na tyle nierozważna i lekkomyślna, że podejmowała to ryzyko, nie próbując analizować motywów, jakie nią kierowały. Lecz Hornblower wydawał się nie dostrzegać tej dłoni. Widziała jego twarz wzniesioną ku gwiazdom, spokojną i pozbawioną dawnego napięcia, i przyjemnie jej było, że może przypisać sobie zasługę spowodowania zmiany, jaka w nim nastąpiła od tego wieczora, gdy rozmawiając z Bushem obserwowała wzburzenie na jego obliczu."

"Jednakże tu, na Atlantyku, dla Hornblowera — a także i dla Lady Barbary — wszystko wyglądało inaczej niż przedtem na Pacyfiku. Hornblower odczuwał napięcie, jakiego nigdy przedtem nie doświadczał. Być może opłynięcie przylądka Horn przypomniało mu, że nawet rejsy żaglowców kiedyś się kończą i że te pięć tysięcy mil, jakie dzieliły ich od Portsmouth, nie będą trwały wiecznie. Było rzeczą zrozumiałą, że na Pacyfiku towarzystwo Lady Barbary działało nań kojąco. Tu na Atlantyku czuł ciągle jakiś niepokój, podobny do tego, jaki wzbudziłby w nim nagły spadek barometru pośród gładkich jak stół wód Indii Zachodnich.
Z jakiejś przyczyny — być może po prostu dlatego, że zaczął myśleć o Anglii — ostatnio obraz Marii często stawał mu przed oczyma. Maria — mała i baryłkowata, z cerą skłonną do wyprysków, manipulująca przy czarnej jedwabnej parasolce; albo Maria we flanelowej koszuli nocnej, z włosami w papilotach, przemawiająca ochrypłym głosem, któremu stara się nadać czułe brzmienie; Maria kłócąca się z właścicielką domu, w którym wynajmowali mieszkanie, i Maria na pokładzie okrętu w Portsmouth z miną świadczącą o tym, że nie żywi najlepszej opinii o prostych marynarzach. Lojalność wzbraniała mu myśleć o Marii w ten sposób; powinien był raczej pamiętać, jaka była tej okropnej nocy w ich mieszkaniu w Southsea, z oczami czerwonymi od płaczu, i jak dzielnie opanowywała drżenie warg, gdy malutki Horatio umierał na ospę w jej ramionach, a mała Maria leżała martwa w sąsiednim pokoju.
— Hmm — chrząknął ochryple i poruszył się niespokojnie.
Lady Barbara popatrzyła na jego twarz oświetloną blaskiem gwiazd. Malował się na niej ten wyraz smutku i samotności, którego nauczyła się obawiać.
— Czy może mi pan powiedzieć, kapitanie, co panu jest ? — spytała łagodnie.
Hornblower siedział jeszcze chwilę w milczeniu, a potem potrząsnął głową. Nie, tego nie mógł jej powiedzieć. Zresztą sam nie bardzo wiedział; mimo swej skłonności do introspekcji nie odważyłby się przyznać przed samym sobą, że czynił porównania między kimś małym i grubym a kimś wysokim i szczupłym, między kimś z pucołowatymi policzkami a kimś innym, z twarzą o klasycznym profilu."

Narya - Sob 08 Wrz, 2007 11:30

No cóż. Trzeba przyznać, że Bush kulturalny to w tej scenie "przedoświadczynowej" to nie jest :wink:
Aragonte napisał/a:
Chociaż Bush nie był człowiekiem zdolnym do opuszczenia towarzysza w niebezpieczeństwie, chociaż bez wahania zająłby jego miejsce w łodzi płynącej przez najstraszliwszą kipiel na ratunek ginącym, chociaż stanąłby ramię w ramię z Hornblowerem i dał się posiekać na kawałki przez przeważającego nieprzyjaciela — mimo to wszystko nie wrócił ratować przyjaciela. Jeśli Hornblower chciał postąpić jak głupiec, on nie mógłby go powstrzymać. Dla spokoju sumienia powiedział sobie, że być może Hornblower nie zachowa się jak głupiec.

Ten fragment mi się podoba. Do czego on porównuje stawanie twarzą w twarz z nieszczęsną zakochaną kobietą :mrgreen:

Narya - Sob 08 Wrz, 2007 11:39

Te sceny z lady Barbarą.... Wyobrażacie to sobie na ekranie? :paddotylu: Tylko jakoś ciężko mi sobie wyobrazić Horatia-Ioana swobodnie rozmawiającego z wielką damą. Oczywiście do tego czasu pewnie by się zmienił, ale ja mam nadal przed oczami nieśmiałego młodzieńca kłaniającego się przed Duszesą :mrgreen:
Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 11:41

No, ale kiedy spotkał lady Barbarę miał już 37 lat i bardzo się stresował faktem, że zaczął ciut łysieć :wink:
Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 11:42

Narya napisał/a:
Te sceny z lady Barbarą.... Wyobrażacie to sobie na ekranie? :paddotylu: Tylko jakoś ciężko mi sobie wyobrazić Horatia-Ioana swobodnie rozmawiającego z wielką damą. Oczywiście do tego czasu pewnie by się zmienił, ale ja mam nadal przed oczami nieśmiałego młodzieńca kłaniającego się przed Duszesą :mrgreen:

I nerwowo szykującego się na uroczysty obiad :mrgreen:

Narya - Sob 08 Wrz, 2007 11:57

Aragonte napisał/a:
No, ale kiedy spotkał lady Barbarę miał już 37 lat i bardzo się stresował faktem, że zaczął ciut łysieć

Och jej. Myślałam,że był wtedy młodszy. Jeszcze nie dotarłam do tego okresu. Horatio-Ioan łysiejący?* :confused3: Zawsze ma taką bujną czuprynę :wink:
*Nic nie poradzę na to, że czytając Hornblowera zawsze widzę Ioana :serduszkate: Tak jest, jak się najpierw oglądnie film i potem zabiera się za książkę.

Anonymous - Sob 08 Wrz, 2007 15:39

Naryo - Ioan idealnie się wpasował w niemal każdy opis. Nie tylko wygląda jak Hornblower (te zapadniete policzki, poważny wyraz twarzy, szczupła sylwetka), ale też się tak zachowuje. Moj tato, ktory najpierw przeczytał książki, sam stwierdził, że to wymarzony Horatio :D
Ulka - Sob 08 Wrz, 2007 15:50

Aragonte napisał/a:
A protestuję przeciwko określeniu "idealny", bo jak dla mnie oznacza to "niewiarygodny", a Horatio wcale nie wydaje mi się takowy, owszem, wybija się na tyle inych oficerów, ale ma swoje słabości. Co więcej, wydaje mi się pełnokrwistym facetem :mrgreen:

Ja też się nie zgadzam, odwołałam się do tego co któraś z Dam powiedziała wcześniej. Moja wina, że nie odnalazłam właściwego posta, żeby zacytować :)

Caitriona - Sob 08 Wrz, 2007 19:16

Aragonte, dzięki za zamieszczenie tych długaśnych i ciekawych fragmentów. Kwiatek dla Ciebie: :kwiatki_wyciaga:

Co do Busha, to nie był zbyt grzeczny w tej scenie tuż przed oświadczynami... I nie wiedziałam że lubił takie wesolutkie, słudziutkie panienki :mrgreen: Jakoś mi to do niego (czytaj ekranowego Paula M. nie pasuje)

I nie wyobrażam sobie łysiejącego Ioana-Horatio!! Nie jestem w stanie!

Narya - Sob 08 Wrz, 2007 19:46

Właśnie skończyłam czytać "Hornblower i jego okręt Atropos" i jest mi tak smutno :cry2: Na końcu książki Horatio wraca niespodziewanie do domu akurat w czasie, gdy jego dzieci umierają na ospę. Tak się cieszył, że pobędzie z rodziną i odpocznie. A tu taka tragedia :-|

"Smutek i żal odczuwane przez Hornblowera w czasie rozstawania się z „Atroposem” już się prawie rozwiały. Był z powrotem w Anglii i szedł tak szybko, jak mogły nadążyć nogi starucha, do Marii i dzieci, na chwilę chociaż wolny od potrzeby okazywania cierpliwości i wytrzymałości, z prawem bycia, choć krótko, szczęśliwym, snucia ambitnych marzeń o fregacie, jaką ich lordowskie wysokości mogą mu powierzyć, z prawem do odpoczynku z Marią, szczęśliwą, paplającą o nieważnych rzeczach, z małym Horatiem biegającym po pokoju i maleńką Marią z wysiłkiem próbującą posuwać się na czworakach. Turkot kół wózka stanowił miły akompaniament do jego marzeń.
Oto ten dom i dobrze pamiętane drzwi. Usłyszał echo kołatki w środku i odwrócił się, żeby pomóc staremu wnosić skrzynki. Włożył szylinga do drżącej dłoni i szybko zwrócił się w stronę otwieranych drzwi. Stała w nich Maria z dzieckiem w ramionach, nie poznając go przez długą chwilę, a gdy wreszcie przemówiła, zabrzmiało to tak, jakby była nieprzytomna.
— Horry! — rzekła. — Horry!
Nie było uśmiechu na jej przestraszonej twarzy.
— Przybyłem do domu, najdroższa — powiedział Hornblower.
— Ja… ja myślałam, że to aptekarz — odparła Maria, mówiąc bardzo wolno — dzie… dzieci nie czują się dobrze.
Podała mu dziecko, żeby mu się przyjrzał. Musiała to być mała Maria, chociaż nie poznawał tej zaczerwienionej, rozgorączkowanej twarzyczki. Zamknięte oczka otworzyły się i zaraz zamknęły, bo je raziło słońce, mała główka odwróciła się ze złością, zmęczona, a z ust wydobył się ochrypły płacz.
— Sz… sz… — mówiła Maria przytuliwszy dziecko do piersi, z głową schyloną nad łkającym zawiniątkiem. Potem znowu podniosła wzrok na Hornblowera.
— Musisz wejść — powiedziała. — To… to zimno. Wpędzi gorączkę do środka.
Pamiętany hali; z boku pokój, w którym zaproponował Marii małżeństwo; schody do sypialni. Była tam pani Mason, nieładu jej siwych włosów nie skrywał nawet mrok zaciemnionego zasłonami pokoju.
— Aptekarz? — zapytała, schylona nad łóżeczkiem.
— Nie, mamo. To Horry wrócił.
— Horry? Horatio?
Pani Mason podniosła wzrok, chcąc sprawdzić, co mówi jej córka, a Hornblower podszedł do łóżka. Leżała na nim maleńka, drobna postać, trochę na boku, wyciągniętą rączką trzymającą panią Mason za palec.
— Jest chory — westchnęła pani Mason. — Biedaczek. Jest taki chory.
Hornblower przyklęknął przy łóżeczku i schylił się nad synem. Dotknął dłonią rozpalonego od gorączki policzka. Gdy główka synka obróciła się na poduszce, spróbował chłodzić mu czoło. To czoło; wyczuwał palcami jakby drobne kulki śrutu pod aksamitem. Hornblower wiedział dobrze, co to znaczy. Wiedział dobrze i musiał bezwzględnie przyznać to przed sobą zanim oznajmił niewiastom, co to znaczy. Ospa.
Nim podniósł się z klęczek, doszedł także do innego wniosku. Musi dalej pełnić swój obowiązek, wobec króla i ojczyzny, wobec służby i wobec Marii. Musi pocieszać Marię. Musi zawsze ją pocieszać, jak długo będzie żył."

Narya - Sob 08 Wrz, 2007 20:29

Aragonte napisał/a:
No, ale kiedy spotkał lady Barbarę miał już 37 lat i bardzo się stresował faktem, że zaczął ciut łysieć

Znalazła fragment o tym łysieniu :mrgreen: I nie tylko o łysieniu - Horatio przeprowadza analizę swojego wyglądu :wink:

"Hornblower ściągnął z siebie wilgotną koszulę i spodnie i stanąwszy nago przed lustrem zaczął się golić. Twarz, która patrzyła nań z lustra, nie była ani ładna, ani brzydka, ani stara, ani młoda. Składała się na nią para brązowych oczu o melancholijnym wyrazie, czoło dosyć wysokie i dosyć prosty nos; ładne usta zakrzepły w wyraz siły nabyty w czasie dwudziestu lat służby na morzu. Falujące brązowe włosy, potargane w tej chwili, zaczęły się już przerzedzać nad czołem, czyniąc je jeszcze wyższym. Dla kapitana Hornblowera było to źródłem irytacji; nie chciał nawet myśleć, że może być kiedyś łysy. Odbicie w lustrze przypomniało mu o innym zmartwieniu. Spojrzał na swe obnażone ciało. Był smukły i muskularny. Gdy wyprostował się na całą swoją wysokość sześciu stóp, miał całkiem niezłą figurę. Lecz w miejscu, gdzie kończyły się żebra, zarysowywał się wyraźnie zaokrąglony brzuszek, wystający już nieco ponad linię żeber i kości biodrowych. Z siłą rzadką w jego generacji Hornblower nienawidził myśli, że mógłby stać się otyłym. Irytowało go, że to szkaradne wybrzuszenie zniekształca jego smukłe ciało, obciągnięte gładką skórą. To był właśnie powód, dla którego — będąc z natury człowiekiem niezbyt skorym do wysiłku i przeciwnym wszelkiej rutynie — zmuszał się do codziennego spaceru po pokładzie rufowym."

Aragonte - Sob 08 Wrz, 2007 21:32

A, tego nie znalazłam, dzięki :-D
Horatio z brzuszkiem, hmmm... Nie wyobrażam sobie w tej wersji Ioana :wink:

Smutny tamten fragment o dzieciach :(

Admete - Sob 08 Wrz, 2007 23:19

To jak w koncu było z dziećmi? Umarły? Potem miał jeszcze syna? Tak?
Narya - Nie 09 Wrz, 2007 00:26

Umarły. Miał jeszcze syna - Maria zmarła podczas porodu. Horatio był wtedy uznany za zmarłego. Małym Ryszardem ( o ile dobrze pamiętam imię) zaopiekowała się Lady Barbara.
Anonymous - Nie 09 Wrz, 2007 11:08

Ryszard Artur Hornblower - imiona po braciach Barbary, która mu była niczym prawdziwa matka - niezwykle kochająca i czuła. Gdy małżeństwo Horatio i Barbary przeżywało kryzys (on dał sie porwać rewolucjonistce, ona też miała kogoś na boku), bardzo przeżywała rozstanie z przybranym synem.
Narya - Nie 09 Wrz, 2007 15:13

Aine czy Ryszard na trzecie imię nie miał Horatio?
Anonymous - Nie 09 Wrz, 2007 18:29

a juści !!!


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group