To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Caitriona - Nie 17 Lut, 2008 17:04

Harry_the_Cat napisał/a:
Jimmy Marsden... ciacho. Tylko jak się uśmiecha, to człowieka korci, żeby mu dać marchewkę ;)


:rotfl: :rotfl: :rotfl:

Harry_the_Cat - Nie 17 Lut, 2008 17:13

No co się śmiejesz? Przecież widziałas jego zęby - wyglądają mniej więcej tak: :mrgreen:
Caitriona - Nie 17 Lut, 2008 17:33

Dokładnie!! :mrgreen: :mrgreen:

Obejrzałam sobie trailer i mi się podoba - sympatyczny, lekki film, a Katherine wygląda bardzo ładnie ;)

Harry_the_Cat - Nie 17 Lut, 2008 18:39

Caitriona napisał/a:
a Katherine wygląda bardzo ładnie


i jest właściwie wzrostu Jamesa... :roll:

trifle - Wto 19 Lut, 2008 19:14

Obejrzałam sobie wczoraj "P.S. I love you". I mi się podobało, bardzo przyjemnie spędziłam czas, nie nudziłam się ani trochę. Nie jest to nic nadzwyczajnego, nic, czego by gdzieś wcześniej - może w innych konfiguracjach - nie było - czyli tak, jak się spodziewałam i może właśnie dlatego nie jestem rozczarowana. Można się było pośmiać (och, w momencie, kiedy Denise otwiera się na łódce taki żółty kołnierz - wszyscy w kinie zaczęli głupawo chichotać :D ) i popłakać. Było kilka takich hmmm patetycznych, nadmuchanych momentów, no ale nie bardziej i nie więcej niż w innych takich filmach - lekkich, łatwych.
Gerard mi się bardzo podobał. Naprawdę sympatyczna rola, jeszcze go w takiej nie widziałam, fajnie śpiewa :D I Hilary Swank też mi się podobała.
Ja polecam, tylko zaznaczam, że to nic ambitnego nie jest.

Gosia - Wto 19 Lut, 2008 19:50

A ja dziś obejrzałam sobie "The Secret Life of Mrs Beeton".

I muszę przyznać, że całkiem interesujący film. Co prawda miałam w połowie lekki kryzys, ale po prostu jestem chyba trochę ostatnio zmęczona, ale później już film mnie wciągnął na tyle, że ciekawa byłam jak się cała historia skończy.
Film opowiada o Isabelli Beeton, która wyszła za mąż za wydawcę Samuela Beetona i zaczęła prowadzić rubrykę z poradami dla kobiet, które później zostały wydane w postaci książkowej jako Mrs. Beeton's Book of Household Management.
Wydawnictwo było pięknie ilustrowane (i jest obecnie ciekawym źródłem mówiącym o prowadzeniu domu i modzie w czasach wiktoriańskich):
http://www.fashion-era.co...mestic_1869.htm
Samuel Beeton founded two of the most important British fashion magazines of the C19th. These were The Englishwoman's Domestic Magazine and The Queen.
Niestety życie prywatne Isabelli nie było usłane różami, co prawda z mężem łączyła ją miłość, jednak traciła kolejne dzieci, a w końcu młodo umarła. Tak naprawdę do końca nie wiadomo na co i czy prawda była taka jak w filmie, co by oskarżało bardzo jej męża.
Sama formuła filmu początkowo może trochę razić - to wygłaszanie komentarzy do kamery, ale film jest zrobiony tak, że elementy humorystyczne łagodzą późniejszy dramat Isabel.
Jedną z takich smutnych chwil jest ta, w której Isabella uświadamia sobie, że po 7 latach małżeństwa ona i Samuel nie mają domu, ogrodu, dziecka, pieniedzy (o czym Isabel przed ślubem marzyla), pozostaje im tylko ta ksiazka.
JJ Feild aktorsko radzi sobie doskonale, dobrze pasuje do postaci trochę beztroskiego i entuzjastycznie nastawionego do przyszłości męża. Prawde mówiąc najlepiej wyglądał w tej bródce na końcu ;) Dobrze radzi sobie Anna Madeley jako Pani Beeton.
Ich przyjaciela, Freda, gra dobrze nam znany z Perswazji 2007 kapitan Harville.

http://en.wikipedia.org/wiki/Isabella_Beeton

Trzykrotka - Wto 19 Lut, 2008 21:06

Miałyście przynajmniej miłe wrażenia. Ja zaraz siadam od odtrutki, żeby jak najszybciej zapomnieć o dziele, które właśnie obejrzałam. A ostrzegali dobrzy ludzie!
Dlaczego nie? Ryszarda Zatorskiego. On jest podobno kreatorem gwiazd. Ojcem komedii romantycznej w Polsce. I w ogóle. Luuudzie!
Jaka jest komedia romantyczna, każda z nas wie. Że schematyczny, a raczej skonwencjonalizowany scenariusz, że elementy cudowności i myślenia pobożnożyczeniowego, że szczęśliwy koniec, piękne piosenki, lukrowana rzeczywistość, unikanie drastyczności itd, itp. Ja to wiem i się na to godzę. Lubie komedie romantyczne, lubię sie zanurzyć w bajkę dla dużych dziewczynek. Nie nastawiam się zasiadając na nic innego niz to, co wymieniłam. Liczę na trochę wzruszeń i trochę radości i parę bohaterów, a których miło mi będzie popatrzeć. Lubię nawet polskie komedie romantyczne, Nigdy w życiu, Tylko mnie kochaj....chociaż.... zaraz zaraz.... Zakochani :obrzydzenie: , Ja wam pokażę :obrzydzenie: .Nnnno tak, jednak nie do końca lubię.
To coś, co obejrzałam sięgnęło spodu.
Pierwsza rzecz i najważniejsza - kto wziął pieniądze za scenariusz?? Powinni zażądac zwrotu. Tam nie ma nawet pomysłu na scenariusz, oprócz: Kopciuszek z prowincji przyjeżdża do Wielkiego Miasta i powala na kolana Królewicza z bajki, czyli Prezesa. Prezes=Zakościelny, główny amant tego kraju do spółki z Małaszyńskim Pawłem. Niechby już był Zakościelny, tylko żeby miał coś do zagrania :frustracja: . A tu nic, pustka, czarna dziura.
Najgorsza pomyłka w komedii romantycznej to zła obsada. Choćby nie wiem co, musimy lubić bohaterkę. Choćby była wredna jak Julia Roberts w Mój chłopak się żeni, miała osobowość kajzerki jak Meg Ryan w Kiedy Harry poznał Sally, czy była amerykańsko drętwo-poprawna, jak Andie McDowell w Zielonej karcie, musimy ją lubic, trzymać za nia kciuki i kibicować jej, jak najlepszej przyjaciółce.
Pani Cieślak Anna jest śliczna. Jest pięknie filmowana. I jest absolutnie niesympatyczna. Odpychająca, zimna, oschła, irytująca. Nie chciałabym takiej przyjaciółki. Scenariusz scenariuszem, ale ona po prostu nie ma w sobie żadnego ciepła, mimo wielkiej urody. Obsadzić ją, to strzelić sobie bramkę samobójczą już w pierwszych sekundach meczu. Dostałam newsletter z Teatru Słowackiego: w najnowszej premierze, Bliżej (ach, ten film!) gra Alice, rolę Natalie Portman. Może Alice może grać, tamta ma dość mrocznych tajemnic, ale niewinnego Kopciuszka? Never!
Odradzam z całą mocą. Szkoda czasu.

Wiedźma - Wto 19 Lut, 2008 21:26

trifle napisał/a:

Gerard mi się bardzo podobał. Naprawdę sympatyczna rola, jeszcze go w takiej nie widziałam, fajnie śpiewa :D


A propos fajnego śpiewania, to zapraszam zaraz na upiorny wątek. Zaraz zarzuce piejącego Gerarda i nie będzie to Upiór :D

trifle - Wto 19 Lut, 2008 21:50

Uoj, Trzykrotko, ależ Ci się trafiło :roll: Ja to obejrzałam z ciekawości dawno temu i mam te same odczucia. On drewniany, ona wyjątkowo niesympatyczna i w ogóle nie przyciągająca. I zakończenie wyjątkowo głupio zrobione. Jedyne co było fajne - to ten teren na Mazurach ;) Film :obrzydzenie:
trifle - Wto 19 Lut, 2008 21:52

Wiedźma napisał/a:
trifle napisał/a:

Gerard mi się bardzo podobał. Naprawdę sympatyczna rola, jeszcze go w takiej nie widziałam, fajnie śpiewa :D


A propos fajnego śpiewania, to zapraszam zaraz na upiorny wątek. Zaraz zarzuce piejącego Gerarda i nie będzie to Upiór :D


A "Upiora.." to swoją drogą obejrzałam w sobotę. Po raz drugi po premierze w kinie dawno temu. I nie, nie lubię tego filmu, muli mnie, nudzi, sztuczny i nieciekawy.

Wiedźma - Wto 19 Lut, 2008 22:03

trifle napisał/a:

A "Upiora.." to swoją drogą obejrzałam w sobotę. Po raz drugi po premierze w kinie dawno temu. I nie, nie lubię tego filmu, muli mnie, nudzi, sztuczny i nieciekawy.


Kwestia gustu. Musicale mają swoją specyfikę i nie każdemu ona pasuje.

Admete - Wto 19 Lut, 2008 22:07

Lubię musicale - nawet bardzo. Kiedyś w młodości mojej rzewnej nie opuściłam ani jednego filmu w cyklu starszego Kydryńskiego. Teraz na półce wśród moich ulubionych filmów stoi Moulin Rouge. Niestety - Upiór w Operze mnie tylko niemożebnie rozbawił ;) Nie było w nim wystarczająco muzyki, tańca, magii tego gatunku. W czasie seansu dostawałam ataków śmiechu - przeżywałam je w ciszy, bo nikomu w kinie nie będe psuc oglądania. Czegoś w tym filmie zabrakło.
trifle - Wto 19 Lut, 2008 22:12

Wiedźma napisał/a:
trifle napisał/a:

A "Upiora.." to swoją drogą obejrzałam w sobotę. Po raz drugi po premierze w kinie dawno temu. I nie, nie lubię tego filmu, muli mnie, nudzi, sztuczny i nieciekawy.


Kwestia gustu. Musicale mają swoją specyfikę i nie każdemu ona pasuje.


Ale to nie chodzi o musicale w ogóle - bo znam kilka i je bardzo lubię - ale o ten konkretny film. Dla mnie - nieinteresujący i za dłuuuugi.

Wiedźma - Wto 19 Lut, 2008 22:17

Ponownie: kwestia gustu, jednemu "Moulin Rouge", drugiemu "Upiór w operze" :)
Caitriona - Wto 19 Lut, 2008 22:43

No, patrzecie - a ja lubię oba (i to bardzo)! Serio. "Upiór" ma świetną ścieżkę! I Upiora ;)
miłosz - Śro 20 Lut, 2008 08:55

Trzykrotka napisał/a:
Dlaczego nie? Ryszarda Zatorskiego. On jest podobno kreatorem gwiazd. Ojcem komedii romantycznej w Polsce. I w ogóle. Luuudzie!
Jaka jest komedia romantyczna, każda z nas wie. Że schematyczny, a raczej skonwencjonalizowany scenariusz, że elementy cudowności i myślenia pobożnożyczeniowego, że szczęśliwy koniec, piękne piosenki, lukrowana rzeczywistość, unikanie drastyczności itd, itp. Ja to wiem i się na to godzę. To coś, co obejrzałam sięgnęło spodu.
Pierwsza rzecz i najważniejsza - kto wziął pieniądze za scenariusz?? Powinni zażądac zwrotu. Tam nie ma nawet pomysłu na scenariusz, oprócz: Kopciuszek z prowincji przyjeżdża do Wielkiego Miasta i powala na kolana Królewicza z bajki, czyli Prezesa. Prezes=Zakościelny, główny amant tego kraju do spółki z Małaszyńskim Pawłem. Niechby już był Zakościelny, tylko żeby miał coś do zagrania :frustracja: . A tu nic, pustka, czarna dziura.
.
Pani Cieślak Anna jest śliczna. Jest pięknie filmowana. I jest absolutnie niesympatyczna. Odpychająca, zimna, oschła, irytująca. Nie chciałabym takiej przyjaciółki. Scenariusz scenariuszem, ale ona po prostu nie ma w sobie żadnego ciepła, mimo wielkiej urody. Obsadzić ją, to strzelić sobie bramkę samobójczą już w pierwszych sekundach meczu. Dostałam newsletter z Teatru Słowackiego: w najnowszej premierze, Bliżej (ach, ten film!) gra Alice, rolę Natalie Portman. Może Alice może grać, tamta ma dość mrocznych tajemnic, ale niewinnego Kopciuszka? Never!
Odradzam z całą mocą. Szkoda czasu.


no ja to mam z głowy bo komedii romantycznej po polsku nie trawie ;) jakem inżynier Mamoń ;)
ale na walentynki wybrałam sie na "PS I love you" - i tak wszyscy wiemy, że podstawa udanej komedii romantycznej ( choć PS nie jest komedia w czystym znaczeniu tego słowa) jest dobry scenariusz. W PS go poprostu nie ma i juz po 15 minutach filmu właściwie guzik mnie obchodzi co bedzie dalej. Hillary Swank - wszystko może zagrać tylko nie łamaczkę serc wzbudzająca porzadanie, bo poprostu jest aseksualna. Między nia a upiornym chemii jakos zupełnie nie ma. Jasny punkt tego filmu to Jefrey Dean Morgan - kojacy oczy cudownym uśmiechem i seksownym tyłeczkiem a i uszy koi aksamitnym głosem. Rzeczywiście on wywołuje we mnie uczucie błogostanu........
w sumi do rzeczy w tym filmie są panowie, maja i niezła fizys i przyzwoici aktorsko. Z paniami cieniutko. :zalamka: :zalamka: :zalamka:
Jak filmik cieniutki to zaczynasz sie zastanawiac nad logiką - zastanawianie sie nad logika w komedii romantycznej jest pomyłką :confused3:

Admete - Śro 20 Lut, 2008 09:01

A jaką rolę gra tam JDM? On faktycznie ma cudny głos. Ja chce Przypadkowego męża ;)
miłosz - Śro 20 Lut, 2008 09:09

Admete napisał/a:
A jaką rolę gra tam JDM? On faktycznie cudny głos. Ja chce Przypadkowego męża ;)

oj Admett on tam gra irlandzkie ciasteczko namber tuuuu :serce2: :serce2: :serce2: nie ukrywam, że smaczniejsze od upiornego :serce:
ja też chce przypadkowego męża ( w zamian moge odstapić swojego :mrgreen: )

Admete - Śro 20 Lut, 2008 09:13

Jasne, że smaczniejsze ;-) Nie dam Ci, bo jednego już masz, a ja sierotka ;-)
Wiedźma - Śro 20 Lut, 2008 09:29

Fajnie, wy się bijcie o Morgana a ja zabieram Upiornego i uciekam :mrgreen:
Admete - Śro 20 Lut, 2008 09:48

A proszę bardzo. Bierz i nawet uciekać nie musisz ;-)
trifle - Śro 20 Lut, 2008 12:24

miłosz napisał/a:
ale na walentynki wybrałam sie na "PS I love you" - i tak wszyscy wiemy, że podstawa udanej komedii romantycznej ( choć PS nie jest komedia w czystym znaczeniu tego słowa) jest dobry scenariusz. W PS go poprostu nie ma i juz po 15 minutach filmu właściwie guzik mnie obchodzi co bedzie dalej. Hillary Swank - wszystko może zagrać tylko nie łamaczkę serc wzbudzająca porzadanie, bo poprostu jest aseksualna. Między nia a upiornym chemii jakos zupełnie nie ma. Jasny punkt tego filmu to Jefrey Dean Morgan - kojacy oczy cudownym uśmiechem i seksownym tyłeczkiem a i uszy koi aksamitnym głosem. Rzeczywiście on wywołuje we mnie uczucie błogostanu........
w sumi do rzeczy w tym filmie są panowie, maja i niezła fizys i przyzwoici aktorsko. Z paniami cieniutko. :zalamka: :zalamka: :zalamka:


Hehe, a mi się podobało, wcale nie było nudno. A JDM - to o filmowego Williama chodzi? Co w nim takiego było? :mysle: To mi się bardziej Daniel podobał :lol:

Trzykrotka - Czw 21 Lut, 2008 13:08

Wczoraj wychodząc z kina myślałam sobie o Czechach. Kraj tak nam bliski, ze prawie cały film mozna zrozumieć bez napisów, a tak mentalnie odległy, że az to szokuje. Butelki zwrotne, to najlepszy przykład. Idźcie, idzicie koniecznie, to jest FILM!
Amerykanie zrobili coś takiego - film o emerycie. Schmid z Nicholsonem mógł zabić smutkiem i czarną wizją samotności i niepotrzebnosci starego człowieka.
To chyba tylko Czesi potrafią - nakręcić film o takich sprawach jak: wypalenie zawodowe, starzenie się, zdrada, smutek, że życie przeciekło przez palce i ubrać go w tak ciepłe, piękne, pogodne kolory. W tym filmie nie ma przygnębienia. Bywa smutek, oczywiście, ale jest też pogoda niezłomnego ducha, radość codziennych prostych zajęć i tych tak niecodziennych, jak latanie balonem. Jest miłość i fantazje seksualne, samotność i jej proste przełamywanie, życzliwość większa niż codzienne chamstwo.
To jest film, na którym trochę wilgotnieją oczy, ale chichoczesz w sposób nieopanowany, wzruszasz się, a przede wszystkim - obchodzi cie, co sie stanie z bohaterami.
Był w filmie taki malutki hermetyczny żarcik. Bohaterka czytajac gazetę zaznacza w programie film do zobaczenia: to jest Kola. Kola to pamiętny, równie piękny, oskarowy film tego samego rezysera, Jana Sveraka. Glówną rolę gra ojciec reżysera, też Sverak - on też napisał scenariusz. Rodzina rządzi!

Harry_the_Cat - Czw 21 Lut, 2008 20:23

Jesli ktos jest zainteresowany - wycięta piosenka z Hairspray: http://www.youtube.com/watch?v=8MNxrzvG96I
Caitriona - Czw 21 Lut, 2008 20:47

Film w zupełnie innym klimacie niz Hairspray (dzięki Harry za linka!!), ale moim zdaniem naprawdę dobry - Krwawy diament. Dramat wojenno-sensacyjny naprawdę wciągajacy, z dobrym montazem, ciekawą historią, niezłą muzyką. Przez długi czas zrazał mnie do obejrzenia Krwawego diamentu fakt, że głównę rolę gra Leonardo DiCaprio, ale po obejrzeniu spokojnie mogę powiedzieć, że facet mnie zaskoczył - jest jednym z plusów tego filmu. Wg mnie warto.

http://krwawy.diament.fil...Roles,id=200092



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group