To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Alison - Wto 10 Lip, 2007 20:26

Auuuua Darcy ze łzą u powieki! :thud:
Nie cierpię w realu płaczących mężczyzn, ale takich wzruszonych do łez, w filmach i powieściach, to pasjami ubóstwiam! :wink:

Alison - Śro 11 Lip, 2007 09:57

Rozdz. III, cz. 20
Bardziej przyzwyczajenie niż zamiar, przywidło go przez park na ścieżkę w zagajniku, jego znużony umysł odmawiał mocowania się z czymkolwiek, poza utrzymywaniem jego ciała w ruchu. Ale, odkąd wysiłek przyspieszył ruch krwi w jego żyłach, zaczął bardziej odczuwać to, co znajdowało się wokół niego. Tędy spacerowali; tutaj zalecał się do niej. Czy jakiekolwiek miejsce było świadkiem większego oszukaństwa niż ten młodnik? Każde drzewo dałoby świadectwo jego upokorzeniu. Czy Elizabeth była taka przebiegła, czy on taki ślepy? On, którego najjaśniejszym diamentom, wdzięczącym się w ekskluzywnych salonach, nie udało się złapać, on został tak kompletnie poniżony przez wiejską dziewczynę bez żadnej rodziny, wzgardzony, musiał znieść lżenie jego charakteru, a jego własne skrupuły zostały odrzucone mu prosto w twarz! Ucisk w gardle powiększył się, kiedy gorąca krew napłynęła mu do twarzy. Dobry Boże, co go opętało?! "Pożądanie", podpowiedział mu sardonicznie umysł. Pożądanie rozpaliło ogień, zrobiło z niego głupca, a samotność, długie czekanie na bliskie kobiece towarzystwo, spaliło go, a jego dumę obróciło w popiół. Jego duma... Czyżby popioły mogłby być zmieszane jeszcze bardziej z nieodłącznymi trudnościami rozmowy, która miała nastąpić? Darcy pomyślał najpierw o niechybnym spotkaniu, na które zmierzał. Czy Elizabeth go przyjmie, czy umknie przed jego wtargnięciem w jej prywatność? Czy jeśli zgodzi się z nim porozmawiać, przyjmie list, a przyjmując go, czy go przeczyta? Niosąc ów list przed sobą, wpatrywał się w jej imię wypisane jego własną ręką. Ostrożnie, pisana obrona wydawała się być niezbędna ostatniej nocy. Światło poranka zdawało się przekształcać długą noc wypełnioną pracą nad listem, w wysiłek tak próżny, jak jego nadzieje z poprzedniego dnia. Potrząsając głową, wydłużał krok. Nic już nie miał do zrobienia, jak tylko kontynuować co zaczął i mieć nadzieję, że Opatrzność lub kobieca ciekawość skłoni Elizabeth do przeczytania listu. Nic już więcej nie pozostawało w jego mocy, ponad kurtuazyjne pozdrowienie i pełne godności wycofanie się. Miał nadzieję, że będzie zdolny, przynajmniej do tego.
Prawie już doszedł do Hunsford, kiedy zatrzymał się by ocenić swoją sytuację. Elizabeth jeszcze nie było widać, a on nie miał zamiaru wspinać się po schodach, do jej drzwi, w poszukiwaniu jej samej. Wciskając laseczkę pod pachę, sięgnął do kieszonki po zegarek i z trzaśnięciem otworzył wieczko. Było jeszcze wcześnie, na pewno się nie minęli! Na pewno jeszcze nie wyszła na swoją poranną przechadzkę, a on musiał mieć tę "wielką przyjemność" z niespokojnego spacerowania i pilnowania, aż ona w końcu to zrobi. Darcy wetknął zegarek z powrotem do kieszeni kamizelki, odwrócił się w stronę obranego kierunku i wszedł na jedną z kilku ścieżek, które prowadziły przez młodnik z wioski Hunsford. Szedł tak długo, aż zobaczył górną ścieżkę, wtedy odwrócił się i wolno ruszył z powrotem. Zrobił to kilka razy, wybierając różne warianty przejść, ale tak by nie tracić swojego punktu obserwacyjnego. Kiedy wyczerpał je już wszystkie, zatrzymał się i spojrzał w stronę plebanii, ale jedynym ruchem jaki zauważył była jakaś służąca, rozrzucająca ziarno czy okruchy kurczętom. Tyle, że zamiast wrócić do domu, kobieta odłożyła koszyk, otrzepała ręce i podniosła słomkową budkę, która niewidoczna, zwisała na wstążkach na jej plecach. Elizabeth? Darcy zmrużył oczy, wpatrując się w odległą postać, kiedy ta związywała wstążki pod brodą i po obejrzeniu się na plebanię, podążyła do furtki i przeskoczyła ją szybko, wchodząc na łąkę, leżącą u jego stóp. Tak, Elizabeth! Jego krew dotąd gorąca i krążąca ożywczo, nagle stała się zimna. Cofnął się o krok w stronę lasu. Jej widok wciąż robił na nim wrażenie, jego serce wciąż ciągnęło go do niej, ale wtedy wtrącił się inny głos, stanowczo podtrzymując, że ona nie powinna go tu wyśledzić, ulegle czekającego na nią tak, jak gdyby pełen nadziei nadskakiwał jej, jak jakiś idiota.

Alison - Śro 11 Lip, 2007 09:59

Jego krew dotąd gorąca i krążąca ożywczo, nagle stała się zimna.

Zmiennocieplny? :shock:
Ja myślałam, że to gentelman, a to zwykła gadzina :wink:

Maryann - Śro 11 Lip, 2007 10:05

Alison napisał/a:
On, którego najjaśniejszym diamentom, wdzięczącym się w ekskluzywnych salonach, nie udało się złapać, on został tak kompletnie poniżony przez wiejską dziewczynę bez żadnej rodziny, wzgardzony, musiał znieść lżenie jego charakteru, a jego własne skrupuły zostały odrzucone mu prosto w twarz!

Oj, boli zraniona duma... Bardzo boli...

Marija - Śro 11 Lip, 2007 10:30

Lizzy skakała przez furtkę? Ciekawe, jak to wyglądało :mrgreen: ...
Maryann - Śro 11 Lip, 2007 10:36

Pewnikiem tak samo, jak w serialu, kiedy wędrowała przez pola do Netherfield... :wink:
Marija - Śro 11 Lip, 2007 10:37

Eeeeee........[post bezwartościowy intelektualnie :mrgreen: ]
Alison - Śro 11 Lip, 2007 11:40

Marija napisał/a:
Eeeeee........[post bezwartościowy intelektualnie :mrgreen: ]


Marija, ja to Cię lutnę! Chłop mękoli krwawo, katusze duszne przeżywa, a Ciebie martwią jak nie potłuczone szklanki to furtki, sercem bardziej czytaj niż rozumem babo, SERCEM :serce2: :wink:

Maryann - Śro 11 Lip, 2007 11:54

Alison napisał/a:
Jej widok wciąż robił na nim wrażenie, jego serce wciąż ciągnęło go do niej, ale wtedy wtrącił się inny głos, stanowczo podtrzymując, że ona nie powinna go tu wyśledzić, ulegle czekającego na nią tak, jak gdyby pełen nadziei nadskakiwał jej, jak jakiś idiota.

Ale on to się teraz tym SERCEM nie kieruje... :wink:

Marija - Śro 11 Lip, 2007 12:09

Alison napisał/a:
Marija, ja to Cię lutnę! Chłop mękoli krwawo, katusze duszne przeżywa, a Ciebie martwią jak nie potłuczone szklanki to furtki, sercem bardziej czytaj niż rozumem babo, SERCEM :serce2: :wink:
Dobła dobła :wink: . W końcu to JEGO zmartwienia, nie moje, ja się panience nie oświadczam :obrzydzenie: . Nie lubię zachowań histerycznych i jak widzę, że chleje wódę szklankami i jeszcze szkłem o dywan :bejsbol: ...
Maryann - Śro 11 Lip, 2007 12:10

Nie wódę, tylko koniak i nie szklankami - bo to był tylko jeden KIELISZEK (przynajmniej tym razem)... :wink:
Alison - Śro 11 Lip, 2007 12:13

Marija napisał/a:
Nie lubię zachowań histerycznych i jak widzę, że chleje wódę szklankami i jeszcze szkłem o dywan :bejsbol: ...


A tam, zaraz szklanami, szklaneczkę malutką może whiskacza sobie strzelnął czy cóś...
A szkłem w dywanie sie nie zamartwiaj, dzieciska po dywanie tam nie raczkują, a służba jest, to posprząta, dyć Ty się nie musisz schylać :wink:

Maryann - Śro 11 Lip, 2007 12:37

Alison napisał/a:
Ja myślałam, że to gentelman, a to zwykła gadzina :wink:

miągwa i tyle...

Marija - Śro 11 Lip, 2007 12:54

Maryann napisał/a:
miągwa i tyle...
Miągwa to: "1. w gwarze młodzieżowej: nielubiana nauczycielka 2. w gwarze wielkopolskiej: osoba płaczliwa, ciągle narzekająca" - aż sobie poguglowałam za tą miągwą i oto proszę; razcej to drugie, co nieee? :-P
Maryann - Śro 11 Lip, 2007 13:13

Nooo... :wink:
A ta miągwa będzie teraz coraz bardziej "miągwowata"...

Alison - Śro 11 Lip, 2007 13:35

A niech cierpi, mnie się jakoś dobrze czyta jak on cierpi. No, ale ja to wredna jestem od urodzenia, dlatego faceci mnie nie lubią a Darcy musi znosić moje tłumaczenia, bo beze mnie co by miał? Jakieś anglosaskie mękoły, a tak w cudnej naszej mowie ojczystej może nas zamęczać do woli :wink:
Maryann - Śro 11 Lip, 2007 13:45

Alison napisał/a:
A niech cierpi, mnie się jakoś dobrze czyta jak on cierpi.

No, to będzi Ci się przez najbliższy czas chyba BARDZO dobrze czytało. A najlepiej to chyba nawet wiem, kiedy... :mrgreen:

Kaziuta - Śro 11 Lip, 2007 14:29

A doczekamy się aż zrozumie swojego błęda ? :(
Bo do oświadczyn już trudno było wytrzymać, a co będzie dalej ? :mrgreen:

Maryann - Śro 11 Lip, 2007 14:34

No toż właśnie dlatego tak bardzo będzie cierpiał, że dotrze do niego, jaki z niego (używając pamelowych określeń) idiota patentowany. :mrgreen:
Ale najpierw się jeszcze trochę podąsa i parę głupstw zdąży zrobić...

asiek - Śro 11 Lip, 2007 19:23

Alison napisał/a:

... Tędy spacerowali; tutaj zalecał się do niej...

Zalecał się ? :shock: :zalamka:
Taaa...te płomienne rozmowy o stanie dróg, umeblowaniu plebanii , tudzież pożyciu małżeńskim pastora rozbudziłby POŻĄDANIE w każdej kobitce . :mrgreen:


Ali, :thanx:

Alison - Śro 11 Lip, 2007 19:59

Asiu, wszak wiesz, że faceci są z Marsa. My mówimy, pokaż, że mnie jeszcze kochasz, a oni lecą nam myć samochód.
To co on robił z nią w tym parku było w jego mniemaniu czystej wody zalotami. A teraz czuje się jak Fircyk w zalotach.
Dobrze mu tak :banan_Bablu:

Mag - Czw 12 Lip, 2007 09:01

Kochane ABT dziękuję :kwiatki_wyciaga:

Pare momentów się Pamelce udało, ale momentami mnie wkurza- jak Darcy z tą łzą- dobrze, że sie wzruszył- ale nie wierzył co to??? :obrzydzenie: (może mu ptak narobił :rotfl: )
I Lizzy karmiąca drób- :wsciekla: - kobieta, która idzie odebrać TAKI list nie karmi kur, jak nie ma gdzie rączek umyć. A przez furtki niech skacze- wszak wysportowana dziewoja jest :cheerleader2:
Darcy niech cierpi, miągwa jedna :banan_czerwony:

Alison - Czw 12 Lip, 2007 09:03

Rozdz. III, cz. 21
Cofnął się nawet dalej, aż całkiem stracił ją z oczu i ulokował się pod wielkim drzewem przy ścieżce, czekając na nią. Teraz, kiedy ich spotkanie było nieuchronne, musiał zebrać się w sobie i upewnić, że odejdzie po spotkaniu z wiarą i godnością należną jego imnieniu. Trzaskanie gałązek zmieszane z wiosennym wietrzykiem odwróciło napiętą uwagę Darcy'ego od ścieżki przy której pełnił wartę, stojąc pod drzewem. Przypadkowo, było to to, które zauważył któregoś dnia, że próchnieje od środka, i na które zwrócił uwagę leśniczego ciotki. Najwyraźniej mężczyna był tu natychmiast, po wydaniu polecenia, by dokładniej je sprawdzić, gdyż było oznaczone znakiem narysowanym węglem, przeznaczjącym je do wycięcia. Z uśmiechem, który powrócił na jego oblicze, spojrzał w górę na gałęzie. Pojękiwanie konarów wydawało się być idealnym echem dla bezimiennych uczuć, które boleśnie kłębiły się w jego piersi. Nie, nie "bezimiennych", podpowiedziało mu sumienie. Być może, wypierających inne, ale oczywiście, będących nie do przyjęcia.
Poruszenie ptaków, zrywających się do lotu, ostrzegło go i spowodowało wyprostowanie sylwetki. Strzepnął kurz oraz wygładził surdut i kamizelkę. Następnie ściągnął usta w linię, którą towarzystwo z Meryton doskonale by rozpoznało, postąpił naprzód, na spotkanie z nią, ale mimo iż dostosował kroki do tykania swojego zegarka, nigdzie nie było jej widać. Gdzie u licha...? Zirytowany zarówno tym, że nie poczekał, by upewnić się co do kierunku jej spaceru, jak i tym, że Elizabeth przekornie wybrała inną niż zazwyczaj ścieżkę przez park, Darcy chodził do każdego rozgałęzienia ścieżek, w nadziei wypatrzenia przebłysku wśród zieleni jakiegoś koloru. Nic! Zatrzymał się na środku ostatniej, zacisnął szczęki z frustracji i rozważał swoją sytuację. Gdzie ona poszła? Już prawie decydował się wrócić do Rosings, kiedy nagle, pojawiła się. Najwyraźniej dokładnie omijała park i wybrała ścieżkę, która biegła w pewnej odległości, wzdłuż jego granic. Już za chwilę, jak szybko zauważył, przeszłaby przez bramę. Wychodząc spomiędzy drzew, zdecydował się zaczepić ją tutaj.
Darcy zauważył moment kiedy go zobaczyła, dzięki dzielącej ich odległości mógł niemal wyczuć chwilę kiedy go poznała i szybkie uderzenia jej serca, kiedy zawróciła by go uniknąć.
- Panno Bennet! - wydłużył krok, słowa wyleciały mu z ust zanim zdążył pomyśleć i zadecydowały o dalszym zachowaniu. Zatrzymała się po chwili zawahania, po czym odwróciła w jego stronę. Jego ulga, że to zrobiła, trwała krótko, bo natychmiast został uderzony spokojem, jakim nawet teraz jej osoba wzniecała w nim pragnienia i ciepłe wspomnienia. Następnie, kiedy się do niej zbliżył, utkwił spojrzenie w jej bladej, napiętej twarzy i przymkniętch oczach. Realność ich spotkania szybko przywróciła go do przytomności. Zacisnął szczęki. Wyciągnął w jej stronę swój list.

Mag - Czw 12 Lip, 2007 09:10

Ten Darcy :wsciekla: w TAKIM momencie, który moze zaważyc na jego szczęściu, on ogląda spróchnałe drzewa i cieszy sie ,ze leśniczy go posłuchał???
Ktoś ty oszalał, albo Darcy( :confused3: )albo Pamelka ( :excited: )

Dzięki Matulku :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Czw 12 Lip, 2007 09:23

Mag napisał/a:
I Lizzy karmiąca drób- :wsciekla: - kobieta, która idzie odebrać TAKI list nie karmi kur, jak nie ma gdzie rączek umyć.

Maguś, ale ona nie miała pojęcia, że zmierza po jakikolwiek list. Szła sobie po prostu na poranny spacerek, żeby wzburzone po wczorajszym myśli ukoić... :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group