Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
Alicja - Pon 20 Kwi, 2009 14:39 nie oglądałam co prawda filmu tylko Teleranek ( proszę pamiętać, że mam dzieci, a mądra matka kontroluje co starsze dziecko ogląda ) a tam niespodzianka - program o Madrycie
Lady_ kasiek, piękny program . Był kucharz przyrządzajacy pyszne tapas, gęsta gorąca czekolada do picia, górska kolejka ( chociaż Madryt nie w górach) prowadząca do zoo, miejsce gdzie można wypróbowa różne zawody w których chciałoby się pracować. Place, fontanny i pomniki , w tym bogini opiekującej się Realem Madryt
I najważniejsze. Przepiękny stadion Realu, te błękitne krzesełka na tle soczyście zielonej murawy muzeum Realu, a w nim puchary, puchary, puchary..., za szkłem koszulki, rękawice i buty zawodników, ogromne zdjęcie i inne. Ciekawie się oglądało. Jak tylko usłyszałam, że będzie cały program o Madrycie to popędziłam do internetu, ale mieliśmy awarię Anonymous - Pon 20 Kwi, 2009 14:54
Trzykrotka napisał/a:
Moja też taka jest. Tylko temat jest ciekawy i kapelusze Keiry ładne - reszta najdoskonalej przeciętna.
jak i moja.... moim zdaniem materiał był dobry, ale nie wykorzystali...
Alicja napisał/a:
Był kucharz przyrządzajacy pyszne tapas, gęsta gorąca czekolada do picia, górska kolejka ( chociaż Madryt nie w górach) prowadząca do zoo, miejsce gdzie można wypróbowa różne zawody w których chciałoby się pracować. Place, fontanny i pomniki , w tym bogini opiekującej się Realem Madryt
I najważniejsze. Przepiękny stadion Realu, te błękitne krzesełka na tle soczyście zielonej murawy muzeum Realu, a w nim puchary, puchary, puchary..., za szkłem koszulki, rękawice i buty zawodników, ogromne zdjęcie i inne. Ciekawie się oglądało. Jak tylko usłyszałam, że będzie cały program o Madrycie to popędziłam do internetu, ale mieliśmy awarię
źle mi się tydzień zaczyna... nie ogladałam
Podam do sądu Waszego dostawcę inbternetu no...
za niepowetowane szkodyAlicja - Pon 20 Kwi, 2009 19:37
lady_kasiek napisał/a:
Podam do sądu Waszego dostawcę inbternetu no...
za niepowetowane szkody
śmiało, podpiszę się obok ciebie jako dowód podamy niepowetowane straty w postaci nieoglądania rękawic Ikera Anonymous - Pon 20 Kwi, 2009 20:37 To Moją mamę można dopisac, Ona uwielbia rękawice Ikera... często zmuszam ją do oglądania przyszłego zięcia i zawsze rękawice Ja wprawiają w nirwanę Alicja - Wto 21 Kwi, 2009 14:51 to już będzie petycja BeeMeR - Śro 22 Kwi, 2009 09:51 Kwiat wiśni / Cherry Blossoms (2008)
Pierwsza część to wiwisekcja związków rodzinnych, w których dzieci nie mają czasu dla starych rodziców, którzy pragną ich odwiedzić, na tle przerażenia rodzica, że zostało bardzo niewiele czasu, a chciałoby się z ukochaną osobą przeżyć i pozwiedzać jeszcze wiele, wiele...
Druga część to próba pokazania - w przedziwny sposób - zmarłej osobie tego, co było dla niej najważniejsze i najciekawsze - co bardzo chciała zobaczyć za życia. Na tle tej samej, nie mającej czasu ani ochoty na spędzanie czasu z rodzicem rodziny.
Przepiękne zdjęcia:
Przepięknie pokazana też miłość starszego pokolenia i tęsknota za utraconą osobą, samotność, potrzeba ciepła od drugiego człowieka, zrozumienia, choćby chwilowego kontaktu, i że czasem łatwiej znaleźć zrozumienie u kogoś zupełnie obcego, niż u własnych dzieci, dla których się jest już całkowicie niepotrzebnym balastem.
To ciekawy, klimatyczny, spokojny, pięknie kręcony film. Wielce niepochopny w ten dobry sposób.
Polecam bardzo.Hortensja - Śro 22 Kwi, 2009 13:45 Och, cieszę się, że przypomniałaś mi o tym filmie Rzeczywiście jest przepiękny i mądry, bardzo mnie wzruszył (aż się poryczałam w kinie-swoją drogą, nie wiem czemu, ale ostatnio bardzo mnie wzrusza miłość między starszymi ludżmi). Także ze swojej strony też jak najbardziej polecam.miłosz - Śro 22 Kwi, 2009 21:53 obejrzałam i ja Javiera, Barcelonę i Allena, Vicki, Christinę i Marie Elene i co tu gadać do Allena jestem kompletnie bezkrytyczna przede wszystkim pieknie sfilmowana Barcelona - pewnie na mojej liście (coraz dłuzszej) kolejne miejsce do zobaczenia........ autor zdjęć, rzecz jasna Hiszpan, współpracował z Almodovarem, Formanem, i rzecz jasna zdarzało mu sie filmowac juz Javiera - bo piekne ujęcia robi właśnie jemu i Penolope....
z pozoru nie ma w tym filmie nic z moralitetu (w stylu Match Point czy Snu Kassandry), z pozoru bzdurna komedyjka,a w tle - nihilizm moi państwo do kwadratu........ czy to romantyzm czy hedonizm......... czy te dziewczyny są takie jak wszystkie, które mijam???
czy Juan jest szczerym romantykiem o spojrzeniu spaniela??? czy perfekcyjnym skeksoholikiem, który w szale namietności potrafi tworzyć bohomazy? czy Vicky za dwadzieścia lat? bedzie zgorzknaiłą Judy? czy zauważacie, że jedyny z pozoru "normalny" człowiek w tem towarzystwie, Doug, jest beznadziejny? dlaczego normalność jest nudna.....??? boszsz kocham Allena i ta gitara w tleAnonymous - Śro 22 Kwi, 2009 22:01 W sumie to tytuł mnie odstraszał ale przyjemny film do oglądniecia. Zwłaszcza, ze ja uwielbiam Penelopę... i JavieraTrzykrotka - Śro 22 Kwi, 2009 22:33 Vicky Cristinę Barcelona
Przed seansem usłyszałam, ze film jest jak lekkie musujące wino. Tak. Potwierdzam. Jeżeli tylko "zaskoczy", to ogląda się go super przyjemne, lekko i z poczuciem bycia na rauszu.
A z drugiej strony - to jest film na wskroś allenowski i to w dawnym stylu Annie Hall.
Po pierwsze - cały film opowiadany jest z offu. Nie bardzo lubię taką formę. Bo to trochę jak podpieranie się kulą - czego nie wygrają aktorzy, to dopowie narrator. A poza tym - brzmiało mi to jak natręctwo samego Woody Allena, który grając w filmach cierpi na słowne rozwolnienie. Zupełnie jakby nie mógł przestać gadać.
Po drugie - muzyka jest piękna, a miasto po prostu bajeczne. Filmowane jest miękko, w ciepłych kolorach. Co z tego, ze pocztówkowo i ewidentnie (jak bohaterowie się spotykają, to w punkcie widokowym, przed wejściem do Parku Guell albo pod bramą - smokiem Gaudiego). Samo pasienie oczu tym pięknem sprawia przyjemność. Cieszę się, ze Allen wyrwał się z NY. Londyn w Wszystko gra też był piękny.
Po trzecie - bohaterowie, jak Annie Hall, cierpią na niespełnienie, niepewność, każdy nosi w sobie jakiś brak, jakąś pustkę.
Amerykanki są pretensjonalne do bólu. Vicky ma poukładany świat i pisze magisterkę o "tożsamości katalońskiej", bo kiedyś spodobał jej się budynek Gaudiego. Ratunku... nie wiem, czy ta dziewczyna wie cokolwiek o własnej tożsamości. Jest rozsądna i poprawna politycznie. Nie wiem, czy nie jej było mi najbardziej żal. Ale to może na końcu.
Cristina - nehi! Artystka z rodzaju tych, jak Agnieszka Maciąg, co to nagrała płytę, pisała książkę, tkała gobeliny, chodziła po wybiegu i - samodoskonaliła się A każda działalność, prócz modelingu, była gorsza do poprzedniej.
Cristina jest najbardziej alter ego reżysera. Nie wie, czego chce, wie na pewno, czego nie chce. Niby otwarta i żądna wrażeń, a tak naprawdę pogubiona, tak pogrążona w szukaniu spełnienia, że idzie w ciemno w każdą możliwość, jaką dostaje. I ucieka, jak tylko coś zaczyna się układać.
Hiszpanie są tak samo niepozbierani, tylko mają żywsze reakcje. Juan Antonio i Maria Elena nie mogą ewidentnie żyć bez siebie, a kiedy sa razem, próbują się pozabijać. Ona to genialna artystka i kompletna wariatka (sucha wiedźma, świetnie ją zagrała Penelope Cruz), nabuzowana emocjami, wyrzucająca je z siebie w akcie tworzenia. On - jej odbite światło.
Jak się zastanowić, to po Cristinie właśnie Juan Antonio jest najżałośniejszą postacią. Mówi o sobie, ze jest szczęśliwy i żyje pełnią życia. Nieprawda. Raczej pozuje na szalonego artystę (ten jego podryw w kawiarni klasyczne zachowanie z serii leć ze mną, mała, bo ja taki oryginalny jestem). Jego obrazy są "inspirowane" przez twórczość żony - tak naprawdę, zżyna od niej. I chyba naprawdę chce sobie wypełnić pustkę własnej egzystencji szukając kogoś, kto zagrzałby mu łóżko, jak mówi mu Vicky.
Trudno kogokolwiek z nich lubić, czy choćby się przejąć. ja przejęłam się lekko właśnie Vicky. Tej dziewczynie jednonocny romans z artystą spaprał całe życie. Nie umie się pogodzić z tym, że chyba była tylko nagrodą pocieszenia, ze się zakochała, ze nie może się nawet do tego przyznać, ze ma, to czego chciała, tylko, że juz wcale tego nie chce...
Przyjemnie się ten film ogląda. Momentami jest nawet zabawny. Czerwona koszula Juana Antonio - veri inspirująca. Chyba jednak niewiele z niego zostanie w pamięcimiłosz - Śro 22 Kwi, 2009 23:07 czerwona koszula Javiera koszulą ale te jego lniane komplety w tonacji granatu
i miałam napisać, że narracja mi sie podobała bo taka allenowska była w podświadomości widziłam takiego zasuszonego dziadka w jarmułce, w nerwowym odruchu poprawiającego opadające okulary Anaru - Śro 22 Kwi, 2009 23:32 Nie trawię Allena, męczy mnie równie mocno jak w muzyce jazz. Chyba sobie daruję, chociaż zdjęcia piękne faktycznie http://www.filmweb.pl/f40...na,2008/galeria , Barcelona jest ślicznym miastem, a obsada nawet dość kusząca. Pominąwszy Allena. Czy on tam tez występuje osobiście? Ględzi osobiście? Jakoś mam na niego alergię i na jego spojrzenie na świat również...trifle - Śro 22 Kwi, 2009 23:42 Dawno nie chciałam obejrzeć tego filmu tak jak tego Barcelona!!! Prześladuje mnie to miasto od kilku miesięcy..
Allena też nie bardzo lubię Ale do kina pójdę jak tylko znajdę wolną chwilę. Ta gitara z tła leci u mnie już któryś raz, cudna jest.. miłosz - Czw 23 Kwi, 2009 08:37
Anaru napisał/a:
Nie trawię Allena, męczy mnie równie mocno jak w muzyce jazz. Chyba sobie daruję, chociaż zdjęcia piękne faktycznie http://www.filmweb.pl/f40...na,2008/galeria , Barcelona jest ślicznym miastem, a obsada nawet dość kusząca. Pominąwszy Allena. Czy on tam tez występuje osobiście? Ględzi osobiście? Jakoś mam na niego alergię i na jego spojrzenie na świat również...
anaru - nie gledzi osobiście ale jest to dzieło na wskroś allenowskie Alicja - Czw 23 Kwi, 2009 09:36 a ja od dłuższego czasu zastanawiam się czy go obejrzeć to co piszecie jest zachęcająceBeeMeR - Czw 23 Kwi, 2009 09:48
miłosz napisał/a:
nie gledzi osobiście ale jest to dzieło na wskroś allenowskie
to wyklucza moje oglądanie filmu
Też mam alergię na W.Allena i to potężną Trzykrotka - Czw 23 Kwi, 2009 10:01 No i własnie z tym filmem tak jest, jak z piciem wina (oni wciąż tam piją wino!) - przyjemnie, niezobowiazująco, na lekkim rauszu. Wbrew mojemu marudzeniu - ogląda się go świetnie. Rzadko spotyka się tak pięknie, bez wysiłku, nienachalnie skomponowane kolory - wnetrz, strojów, plenerów. Emocje na pięknych twarzach bohaterów obserwuje się również z przyjemnością. Naprawdę warto się wybrać.aneby - Czw 23 Kwi, 2009 10:15 A mnie się ten film wydawał przegadany. Nie przez Allena osobiście, ale jednak. Bardzo mi sie podobała Penelopa. Naprawdę potrafi zagrać emocje Caitriona - Czw 23 Kwi, 2009 19:51 Obejrzałam Zmierzch. Więcej: http://i-love-impala67.bl...4/zmierzch.htmlmalmik - Pią 24 Kwi, 2009 20:59 No dobra a gdzie avki? Gosia - Sob 25 Kwi, 2009 22:10 Oglądałam dziś film polski "W te dni przedwiosenne", polski dramat wojenny, ale i obyczajowy właściwie.
Koniec lutego 1945. Ppłk Kaszyba po wypisaniu ze szpitala otrzymuje przydział służbowy na zastępcę dowódcy dywizji do spraw liniowych. Sierż. Wolak wiezie go gazikiem do sztabu; razem z nimi podróżuje ppor. Emilia Horak, która pragnie po drodze wstąpić do Żylina i odwiedzić matkę. W mijanej wsi zastają dwu hitlerowskich żandarmów, którzy zamknęli się w chacie z zakładnikami - kobietą z dwojgiem dzieci. Kaszyba śmiałym manewrem w pojedynkę rozbraja bandytów. Mijają miasteczko, w którym Kaszyba mieszkał przed wojną. Wspomina swój ożenek i aresztowanie, które nastąpiło wkrótce po nim.
Film o wielkiej niespełnionej miłości młodej dziewczyny i doświadczonego oficera, wpisane w ostatnie miesiące II wojny światowej.
Pomijając wątki propagandowe (przyjaźń polsko-radziecka i komunistyczna przeszłość bohatera - ale trzeba pamiętać o czasach w których film ten powstał) w tym filmie coś jest. Może sprawia to jakiś urok Leonarda Pietraszaka (jako Dowgirdzie się w w nim młodości byłam kochałam ), który gra podpułkownika Koszybę ale pamiętam, że kiedy po raz pierwszy wiele lat temu ten film widziałam (a jest z roku 1975) to bardzo mi się podobał. Teraz po latach trochę inaczej na niego patrzę, bo i czas się zmienił i filmów się naoglądałam różnych, ale dalej niektóre sceny z zainteresowaniem oglądałam i po raz kolejny pomyślałam, że jednak ten pułkownik coś w sobie ma, jak tak patrzy... i czułam się jak ta młodziutka pani porucznik, którą zafascynował, nic właściwie nie robiąc (no może poza jedną brawurową akcją ). To dziewczyna jest tu ekspansywna i narzuca się właściwie bohaterowi. Zresztą czasy takie wtedy były, że człowiek drugiego człowieka szukał, żeby w nim jakieś pocieszenie znaleźć i trochę ciepła, a pułkownik choć chciał być chłodny i na dystans też przecież był człowiekiem a jeszcze dziewczyna przypominała mu zmarłą żonę, którą nie zdążył się nacieszyć.
Znamienne to, że to Polak przedwojenny komunista i ideowiec starał się w czasie wojny nie mieć życia prywatnego, a Rosjanin, jego przyjaciel, dziwił się takiej jego postawie.
Zakończenie historii jest takie, jakie wybrał sam bohater.... - on na to pozwolił.
W tym filmie grał jeszcze jeden aktor, którego bardzo lubiłam o wspaniałym głosie - Maciej Rayzacher (zresztą on też tak jak Pietraszak grał w "Czarnych chmurach").
Caitriona - Nie 26 Kwi, 2009 15:08
malmik napisał/a:
No dobra a gdzie avki?
O tym nie pomyślałam, ale zobaczymy co da się zrobić BeeMeR - Pon 27 Kwi, 2009 09:00 Obejrzałam wczoraj pół Australii
i póki co nie jestem szczególnie zachwycona. Pierwsze, co się rzuca w oczy to piękne zdjęcia, sugerujące ciekawą epicka opowieść o pędzeniu bydła z Aborygenami w tle, i niby tak jest, ale:
- strasznie drażni mnie Nicole Kidman w tej roli piszczącej damulki
- nie podoba mi się, bo mi nie pasuje wprowadzenie na siłę (przynajmniej tak to mi wygląda) wątków slapstikowo-komediowych i przemieszanie z obyczajowymi i dramatycznymi, przynajmniej w pierwszej półgodzinie To, co pasuje do bollywoodzkiej masali nieszczególnie odpowiada mi w tej opowieści
- przy rozpędzonym stadzie wyraźnie widać nałożenie obrazu, a zdjęcia te oraz staroci, tj. historycznych statków, parowozów itp. aż tchną sztucznością.
- jak wnioskuję z filmu, Aborygeni, zwłaszcza starsi, zajmują się głównie staniem na skałach tudzież pustyni Tja...
- a mali potrafią
Spoiler:
zatrzymać pędzące 1500 sztuk spanikowanego bydła, ale nie potrafią uratować 1 matki od utonięcia
- za Chiny ludowe nie rozumiem po co
Spoiler:
matka chłopca właziła również do zbiornika na wodę - chyba tylko po to, żeby móc w jakiś sposób zginąć
- a już koniec pędzenie bydła co najmniej niedorzeczny
Spoiler:
ten wyścig po nadbrzeżu Co najmniej dziwaczny sposób robienia interesów
Natomiast dla przeciwwagi:
- Australia jest pięknie sfotografowana - i jako spalona słońcem pustynia, i góry i kangury
- Hugh Jackman w tej roli i jego postać mi się podoba - Trochę stereotypu oczywiście jest, ale przynajmniej u niego nie widzę takiego przerysowania postaci jak u Nicole.
- dziecko śliczne i dobre.
Zobaczymy jak to będzie w drugiej części...Alicja - Pon 27 Kwi, 2009 12:27
Caitriona napisał/a:
Obejrzałam Zmierzch.
widocznie nie tylko ty zdziecinniałaś z wiekiem Gosia - Pon 27 Kwi, 2009 21:32 Ja jeszcze wrócę do tego filmu polskiego "W te dni przedwiosenne", o którym wyżej pisałam. Obejrzałam go ponownie, bo złapałam sie na tym, że dalej o nim myślę i go analizuję...
Jest w nim trochę dłużyzn, sporo propagandy, ale w sumie porusza wiele tematów, bo akcja sierżanta jest trochę odniesieniem do Powstania Warszawskiego (czekać czy atakować), słuszności czy nie takiego a nie innego wyboru. Zresztą ta akcja to też wynik osobistego rozgoryczenia sierżanta.
Historia pułkownika to pytanie ile i czy wszystko można poświęcić dla idei, czy także kochanego człowieka? Czy nie grozi to emocjonalnym chłodem? Czy idea i walka wystarczy sama dla siebie? Czy zwycięstwo nie bywa okupione zbyt wysoką ceną? Czy nie zmienia się w klęskę?
Trudno znaleźć wytłumaczenie dla decyzji podejmowanych przez pułkownika, choć widać, obserwując jego zachowanie, że tak chodząc nerwowo, miota się jak lew w klatce, tłumiąc wszelkie uczucia. Czy w ogóle jest w stanie się zmienić czy zawsze znajdzie sobie jakieś pole do walki i odrzuci miłość? Czy popełni drugi raz ten sam błąd czy potrafi się przełamać? A może ten brak życia prywatnego jest pokutą za poświęcenie kiedyś żony?
A poznana dziewczyna, tak jak sierżant, jest młoda i kieruje się właśnie uczuciami. I zmusza bohatera znowu do podjęcia decyzji.
Nie zachęcam nikogo specjalnie do obejrzenia tego filmu, żeby się nie rozczarował na końcu, spodziewając się czego innego. Ale mnie ten film w jakiś sposób się podoba. Mimo pewnych zarysowanych tendencji (zwłaszcza propagandowych) jest w jakiś sposób interesujący.
Pamiętam, że jak go pierwszy raz oglądałam, od razu zwróciłam na niego uwagę, teraz trafiłam na niego na kanale Kino Polska i udało mi się go zdobyć i widzę, że jest podobnie jak wtedy, bo znowu o nim myślę.
Niewątpliwa to także zasługa Pietraszaka grającego pułkownika
Scen bitewnych poza jedną długą na końcu właściwie w nim nie ma, dlatego to nie do końca dramat wojenny choć bohaterami są żołnierze.