Filmy - Fajny film wczoraj widziałam... II
Alison - Nie 02 Gru, 2007 22:34
Dobrze, nie wpędzajmy się w deliberacje nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się nie odstanie. Pewnie znowu niepotrzebnie się odezwałam.
Zmieniając temat. Obejrzałam właśnie "To tylko miłość" w TV, po bardzo długiej przerwie i znowu uderzyło mnie jak strasznie smutno na koniec, na lotnisku Emma wypowiada to swoje: Let's go...home. To chyba jedyny wątek tego filmu, który zakończył sie nieoptymistycznie.
BeeMeR - Nie 02 Gru, 2007 22:40
| Trzykrotka napisał/a: | | Ja bardzo lubię charakter tego wątku, tę piękną masalę i przeplatanie się tematów. | Ja też I dlatego odniosę się do bolly i nie bolly (ale bardzo w duchu przez te wszystkie piosenki, biegi do ukochanej osoby w ostatnim momencie przed wylotem, wieloosobowy marsz po ukochaną zakończony sceną oświadczyn w gronie wielu klaszczących statystów, sceny "wet" czyli pływania w jeziorku, trochę komedii slapstikowej, no i nutka goryczy)
A mowa o kolejny raz obejrzanym Love Actually - i kolejny raz uwielbiam ten film, tylko niestety strasznie traci na lektorze i przy tłumaczeniu, które nie oddaje ducha sytuacji, zwłaszcza przy niedoskonałościach językowych bohaterów.
| lady_kasiek napisał/a: |
muszę oglądnąć jeszcze [raz bo muzyki wcale nie pamiętam :| | No więc właśnie - ja mam wrażenie, że jak po bolly-seansie nie pamiętam i nie umiem zanucić choćby trzech kawałków, to z muzyką było coś nie tak Niestety ostatnio coraz częściej mi się tak zdarza, ale to może dlatego, że ostatnio oglądam głównie oldskule, czyli filmu sprzed dekady bądź dwóch-trzech .
Edit:
| Alison napisał/a: | | To chyba jedyny wątek tego filmu, który zakończył sie nieoptymistycznie. | Jeszcze siostra chorego brata - i ten wątek zawsze mnie boli, razem z wątkiem Emmy
Caitriona - Nie 02 Gru, 2007 22:42
I chyba jeszcze wątek z tą dziewczyną, która miała chorego brata... Tam chyba też nie było happy endu.
Alison - Nie 02 Gru, 2007 22:44
| Caitriona napisał/a: | | I chyba jeszcze wątek z tą dziewczyną, która miała chorego brata... Tam chyba też nie było happy endu. |
No poniekąd, ta scena mikołajkowa z bratem nie jest smutna, bo przynajmniej on jest bardzo szczęśliwy. Ale tamten jakoś szczególnie mnie zasmucił. Twarz Emmy w tej scenie jest taka wymowna...
Anonymous - Nie 02 Gru, 2007 22:58
Mi też zawsze było szkoda dziewczyny z bratem. Biedlka
BeeMeR - Nie 02 Gru, 2007 23:00
| Alison napisał/a: | | ta scena mikołajkowa z bratem nie jest smutna, bo przynajmniej on jest bardzo szczęśliwy. | Tak, ale dziewczyna wie, że swojego życia nie ułoży, bo będzie zawsze podporządkowane bratu - takie to też słodko-gorzkie.
Anonymous - Nie 02 Gru, 2007 23:56
| Alison napisał/a: | | No poniekąd, ta scena mikołajkowa z bratem nie jest smutna, bo przynajmniej on jest bardzo szczęśliwy. Ale tamten jakoś szczególnie mnie zasmucił. Twarz Emmy w tej scenie jest taka wymowna... |
| BeeMeR napisał/a: | | Tak, ale dziewczyna wie, że swojego życia nie ułoży, bo będzie zawsze podporządkowane bratu - takie to też słodko-gorzkie. |
Sara ma przed soba zycie i przypuszczam, ze znajdzie jakiegos fajnego goscia, ktory bedzie jej wart, ktory dostrzeze te milosc do brata i potraktuje jako atut. Ten hiszpanski palant po prostu di tego nie dojrzal...
Z Emma juz gorzej. Alan glupim naszyjnikiem zniszczyl ich wspolne swieta, ale nie tylko te, ale kazde inne. Przypuszczam, ze oboje sa zbyt madrzy i za bardzo sie kochaja, aby sie rozstac, ale w kazde swieta bedzie sie pojawialo widmo tej dziewczyny psujac swieta i jej i jemu.
praedzio - Pon 03 Gru, 2007 00:20
| AineNiRigani napisał/a: | | Sara ma przed soba zycie i przypuszczam, ze znajdzie jakiegos fajnego goscia, ktory bedzie jej wart, ktory dostrzeze te milosc do brata i potraktuje jako atut. Ten hiszpanski palant po prostu di tego nie dojrzal... |
Nie wiem...
Denerwuje mnie to, że gościówa wzdycha do Carla, czy jak mu tam przez ponad dwa lata i na koniec nic z tego nie wynika. Ja rozumiem, że brat jest bardzo ważny, ale z drugiej strony Sara uzależniła go od siebie. Powinna się zastanowić nad relacjami z bratem i relacjami z innymi facetami. Ustanowić jakieś zasady i wytyczyć granice, bo inaczej zmarnuje sobie życie. Może i Carl nie był jej pisany - nie wiem. Ale zrezygnować z kogoś w pół drogi - to takie jakieś głupie.
Trzykrotka - Pon 03 Gru, 2007 00:27
Ja myślę, że to pójdzie dalej. W tej rodzinie wszystko będzie inaczej nie tylko w święta. Twarz Emmy na lotnisku mówi to wyraźnie. To jest dla mnie najsmutniejszy wątek tego filmu.
Jeszcze tylko w kwestii formalnej, żeby już skończyć temat OE: ALi, Aine, dziewczyny, które raz dzielą się wrażeniami z filmów indyjskich, wcześniej nie pisywały w OE, albo robiły to sporadycznie. Teraz też albo nie są zalogowane w nowym OE, albo wpadają tam okazjonalnie (prócz BeeMer i mnie). Piszą po prostu o filmach, które oglądały - i ten wątek jest do tego przeznaczony. Stąd była moja uwaga.
Anonymous - Pon 03 Gru, 2007 01:33
A mogłybyście linka zarzucić, bo swego czasu wyświetlał się na stronie a teraz zaginął. i pół dnia i nocy szukam i nie mogę w zasobach sieci odnaleźć orientu
Anonymous - Pon 03 Gru, 2007 07:40
| Trzykrotka napisał/a: | | Jeszcze tylko w kwestii formalnej, żeby już skończyć temat OE: ALi, Aine, dziewczyny, które raz dzielą się wrażeniami z filmów indyjskich, wcześniej nie pisywały w OE, albo robiły to sporadycznie. Teraz też albo nie są zalogowane w nowym OE, albo wpadają tam okazjonalnie (prócz BeeMer i mnie). Piszą po prostu o filmach, które oglądały - i ten wątek jest do tego przeznaczony. Stąd była moja uwaga. |
Co jedynie potrwierdza slusznosc stwierdzenia Matki, ze likwidacja dzialu byla pochopna.
Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 08:21
| praedzio napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | Sara ma przed soba zycie i przypuszczam, ze znajdzie jakiegos fajnego goscia, ktory bedzie jej wart, ktory dostrzeze te milosc do brata i potraktuje jako atut. Ten hiszpanski palant po prostu di tego nie dojrzal... |
Nie wiem...
Denerwuje mnie to, że gościówa wzdycha do Carla, czy jak mu tam przez ponad dwa lata i na koniec nic z tego nie wynika. Ja rozumiem, że brat jest bardzo ważny, ale z drugiej strony Sara uzależniła go od siebie. Powinna się zastanowić nad relacjami z bratem i relacjami z innymi facetami. Ustanowić jakieś zasady i wytyczyć granice, bo inaczej zmarnuje sobie życie. Może i Carl nie był jej pisany - nie wiem. Ale zrezygnować z kogoś w pół drogi - to takie jakieś głupie. |
Hmmm, ja bym tego Carla nie skreślała zupełnie. To ostatnie spojrzenie, które jej rzucił
Faceci tak mają - muszą się oswoić, ochłonąć. Pamiętam recenzję Boya z jakiegoś teatralnego dramatu. Bohaterka powiadamia faceta o ciąży (nie z nim), jemu odejmuje głos, ona się obraża, zrywa i odtąd juz tylko strrraszne rzeczy się dzieją. Boy objechał bohaterkę, że nie dała chłopinie pomyśleć. ułożyć sobie w główce...
Może Carlowi to po prostu zajmuje więcej czasu...
A co do uzaleznienia brata - ja kamieniem nie rzucę, bo musiałabym to sama sobie zrobić
Alison - Pon 03 Gru, 2007 08:33
| praedzio napisał/a: | | Ja rozumiem, że brat jest bardzo ważny, ale z drugiej strony Sara uzależniła go od siebie. Powinna się zastanowić nad relacjami z bratem i relacjami z innymi facetami. Ustanowić jakieś zasady i wytyczyć granice, bo inaczej zmarnuje sobie życie. Może i Carl nie był jej pisany - nie wiem. Ale zrezygnować z kogoś w pół drogi - to takie jakieś głupie. |
No, Bogiem a prawdą, to on tez nie wykazał w tym kierunku większej inicjatywy. Zapiął spodnie i poszedl nie dociekając głębiej o co biega.
Opieka nad kimś chorym czy niepełnosprawnym nie tylko uzależnia tamtą "bezbronną" osobę, wydaje mi się, że chyba nawet bardziej uzależnia opiekuna. Poczucie, że jesteś komuś potrzebnym, niemal niezbędnym do życia jest jak narkotyk, nawet jeśli padasz na pysk ze zmęczenia to czasem trudno wyjść z tego zaklętego kręgu i np. przekazać na jakis czas opiekę komuś innemu. Z moich obserwacji wynika, że podatne na cos takiego są osoby o niskiej samoocenie. Wydają się sobie do niczego, brzydkie, głupie, bezużyteczne, a tu jest ktoś, komu są niezbędne do życia. Takie kobiety często wiążą się z pantoflarzami i osaczają swoją opiekuńczością męża, dzieci, nawet domowe zwierzęta, bo najczęściej je mają, właśnie żeby mieć więcej istot pod opieką. Mają głęboko zakorzenioną odpowiedzialność za cały świat, martwią się głodem w Afryce, brakiem wody, topnieniem lodowców itp. I jeśli do kogoś takiego trafi bezradny maminsynek, który kocha być taki zaopiekowany, to żyją długo i szczęśliwie. Ale generalnie, taki układ i ten filmowy jest toksyczny w obie strony, mimo, że podszyty jest braterską miłością.
BeeMeR - Pon 03 Gru, 2007 10:04
| AineNiRigani napisał/a: | | Co jedynie potwierdza słuszność stwierdzenia Matki, ze likwidacja działu była pochopna. | Myślałam, że wygaśnie, ale skoro temat wraca, to pozwolę się nie zgodzić choćby dlatego, bo osobne Forum pozwala na częste zmiany czołówki, co nas bardzo cieszy - a nie sądzę, żeby większość Dam miała chęć oglądania różnych ujęć ciągle tego samego aktora
a poza tym nie muszę się ograniczać przy wrzucaniu zdjęć, a wrzucam ich przy recenzjach niemało
link
trifle - Pon 03 Gru, 2007 10:06
Co do wątku Emmy - w dodatkach na dvd reżyser mówi, że początkowo miał się kończyć szczęśliwie, ale uznali, że będzie brakowało w filmie czegoś, że będzie przesłodzony. I dlatego jest tak a nie inaczej W ogóle scena rozpakowywania prezentów i jak Emma potem wychodzi do sypialni, słucha "both sides now" Joni Mitchell i płacze... po prostu
Anaru - Pon 03 Gru, 2007 19:26
Uau, wracam po bolly weekendzie, odkopuję się w postach na forum i widzę, że temat wrócił jak bumerang
| BeeMeR napisał/a: |
osobne Forum pozwala na częste zmiany czołówki, co nas bardzo cieszy
a poza tym nie muszę się ograniczać przy wrzucaniu zdjęć, a wrzucam ich przy recenzjach niemało |
Ja też wrzucam stadami, przynajmniej nie obawiam się o transfer
I też się cieszę ze zmiennej czołówki i to takiej, która mi się podoba
I to zdecydowanie nie była likwidacja wątku - to była tylko wyprowadzka w inne miejsce.
Kto chce, bywa i tu i tam. A kto woli - bywa albo tu, albo tam, wedle zainteresowań.
A z innej beczki - Love Actually jest cudownym filmem, pokochałam go od pierwszego obejrzenia...
Monika - Pon 03 Gru, 2007 20:03
Dla mnie Love actually jest w jednej paczce z Bezsenność w Seattle, Masz wiadomość, Ja cię kocham... czy Bridget Jones... filmy do których będę wracać zawsze, które są ponadczasowe. Pamiętam, kiedy obejrzałam To właśnie miłość w kinie, wyszłam po seansie jak zauroczona, świat wydał się piękniejszy, kolorowszy, a ludzie milsi i to wszystko za sprawą filmu.
Gosia - Pon 03 Gru, 2007 23:45
Tak, twarz Emmy na koncu mowila: Robię dobrą minę do złej gry. Był w tym smutek, zawód.... ale cóż żyjemy dalej, ale jednak ze świadomością tego co się stało. Nigdy juz nie będzie tak samo...
Bardzo lubię wątek podstarzałego rockowca
Anonymous - Wto 04 Gru, 2007 11:32
Jak dla mnie Billy Mack rulez
To moja ukochana postać w tym filmie
Agn - Śro 05 Gru, 2007 21:13
Właśnie skończyłam oglądać December boys. Tak, z Danielem Radcliffem. Długo by pisać, więc się streszczę. W zasadzie nic nowego - czterech chłopaków z sierocińca (Radcliffe ZNOWU gra sierotkę, już trzeci raz go w takiej roli oglądam) wyjeżdża do jakichśtam przyjaciół kościoła na wakacje. Można się z góry domyślić, że będzie o chłopięcej przyjaźni ponad wszystko. Ale wiecie co? Sympatycznie się to ogląda. Pomimo, że pierwsze ujęcie z zakonnicą z petem niekoniecznie mnie zachwyciło. Ale niedługo potem już było, hmm, zabawniej. Siostrzyczki życzyły wszystkim sierotkom dobrej nocy, sierotki pogasili światełka i położyli się do łóżek. Zakonnice wychodzą... i zaczyna się wyciąganie spod poduszek pisemek z rozebranymi panienkami, przypalanie papierosa i takie tam. A i resztę filmu w sumie ogląda się bezboleśnie. W miarę. Spaprali nieco wątek, khem, miłosny, czyli Maps (Harry Potter) i jakaś blond dzieweczka. Razem palą, ona zachowuje się jak skończona nimfetka, w końcu go uwodzi. Hmm. Denerwowało mnie to dziewczę. Znaczy się bohaterka. Jakoś tak głupio się prezentowała smarkula, która zgrywa doświadczoną dorosłą. Ale niech twórcom będzie.
No i słów kilkoro w sprawie DR, no bo przecież nie oglądam kina familijnego z zamiłowania, tylko dlatego, że chciałam chłopaka zobaczyć w czymś innym niż seria o bohaterskim Potterze. Nie spisał się źle. Może i nie jest najlepszym młodym aktorem na świecie, ale najgorszym też nie. Tylko musi popracować nad okazywaniem złości, jak Boga kocham, ten facet ma coś ze szczęką. Jak się jego bohater wścieka, to szczególnie to widać, jakby mu jakiś zawias nie działał albo co...
Aha, jeszcze sympatyczna muzyka była. Taka akurat pod lata 60-te.
Tyla!
PS Aine, masz nieSAMMY'owity avek!
fanturia - Śro 05 Gru, 2007 21:21
A ja wczoraj w nocy "13-ego wojownika" sobie obejrzałam. Całkiem przyjemnie sie oglądało . Nie pierwszy raz i raczej nie ostatni. Książkę czytałam duzo wcześniej i jakoś nie mam ochoty na powtórke. to chyba dobrze świadczy o filmie? Nie jest wierna ekranizacja (nawet tytuł inny), ale atmosfere odpowiednią ma.
Agn - Śro 05 Gru, 2007 21:32
I ta modlitwa Wikingów!!!
Lo there do I see my father.
Lo there do I see my mother
and my sisters and my brothers.
Lo there I do see the line of my people
back to the beginning.
Lo they do call to me,
they bid me to take my place among them
in the hallowed halls of Valhalla
where the brave shall live forever!
Kiedys znalam ja na pamiec...
Harry_the_Cat - Śro 05 Gru, 2007 21:32
Ja Trzynastego też lubię
fanturia - Śro 05 Gru, 2007 21:39
Jakiś o wikingach bym jeszcze obejrzała, ale szczerze mówiąc nie znam Wszelkie podpowiedzi mile widziane
Caitriona - Śro 05 Gru, 2007 21:47
Hehe, to chyba najfajniejszy, wg mnie, film Banderasa
|
|
|