To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Anonymous - Wto 07 Kwi, 2009 14:06

Czytałam coś o tym, filmie, ale niewiele... :-|
Sofijufka - Wto 07 Kwi, 2009 15:18

http://wyborcza.pl/1,9144...rowej___19.html
Alicja - Wto 07 Kwi, 2009 15:29

Kod już był? pieknie, nie widziałam całości i chciałam "doobejrzeć"
Admete - Wto 07 Kwi, 2009 21:40

Alicja napisał/a:
Admete napisał/a:
Nietety facet bez włosów nie jest atrakcyjny.

niekoniecznie, mój mąż jest :wink: Męskość Willisa nie jest związana z włosami lub ich brakiem. W każdym filmie w którym gra jest po prostu Mężczyzną przez duże M. Czasem lepiej aktorsko, czasem gorzej, ale zawsze mężczyzną :-D


Kiedy mi brak włosów źle się kojarzy...Z chorobą albo więzieniem. Nic na to nie poradzę :?

praedzio - Wto 07 Kwi, 2009 22:36

Mag13 napisał/a:
praedzio napisał/a:
Ja tam zawsze wolałam facetów z dłuższymi włosami, ale w pewnym wieku trudno takowych znaleźć.

Naszym? Czy łysych? Oto jest pytanie...... :wink:


Izwinitie, nie rozumiem pytania... :mysle:

Anaru - Wto 07 Kwi, 2009 22:42

praedzio napisał/a:
Izwinitie, nie rozumiem pytania... :mysle:

W czyim wieku :mrgreen: - podeszłym naszym czy podeszłym męskim :mrgreen:

praedzio - Wto 07 Kwi, 2009 23:00

Aaaa... No, chodziło mi o wiek męski. :mrgreen: Przecież nie o to, że ślepowata na starość się zrobię. ;)
BeeMeR - Pią 10 Kwi, 2009 09:07

Obejrzałam wczoraj Beetween the Sheets - Paul (Richard Armitage) & Alona
Nie jest to prosty, łatwy i przyjemny film na dobranoc, jak mi się nie wiedzieć czemu wydawało, ale to ciekawa, trochę mroczna opowieść. Chętnie obejrzałabym pozostałe odcinki mini-serii.
Ten zaś obejrzę sobie na spokojnie raz jeszcze, bo ze dwie osoby mówią nieco niewyraźnie jak dla mnie :mysle: A poza tym spojrzę na tę historię raz jeszcze, bo na razie to mi trochę bubu :( . I Rysia też spojrzę :mrgreen:

Nota bene - nie da się nie zauważyć, że Rysiu ma zgrabny tyłek :mrgreen:

Anonymous - Pią 10 Kwi, 2009 09:12

W nocy oglądnęłam "Slumdog- milioner z ulicy" i mimo późnej pory bardzo się w ten film wpatrywałam. Jestem tandeciarzem bo lubię takie naiwne historie z szansą na szczęśliwe zakończenie. Na pewno nie jest to bajka, nędzia tych slumsów, podłe zycie tych dzieciaków to mnie o dreszcze przyprawiało, bo to nie tylko wymysł reżysera tylko tam tak jest naprawdę, twarde życie od małego. Bardzo ciekawie jest to nakręcone. No i muzyka jest świetnie pasująca do tego co się akurat dzieje na ekranie. Trzeba będzie się rozglądnąć za ścieżką dźwiękowo. Wydaje mi się, że będzie jej się samodzielnie słuchało równie dobrze
Gosia - Pią 10 Kwi, 2009 10:05

BeeMeR napisał/a:
Obejrzałam wczoraj Beetween the Sheets - Paul (Richard Armitage) & Alona
Nie jest to prosty, łatwy i przyjemny film na dobranoc, jak mi się nie wiedzieć czemu wydawało, ale to ciekawa, trochę mroczna opowieść. Chętnie obejrzałabym pozostałe odcinki mini-serii.
Ten zaś obejrzę sobie na spokojnie raz jeszcze, bo ze dwie osoby mówią nieco niewyraźnie jak dla mnie :mysle: A poza tym spojrzę na tę historię raz jeszcze, bo na razie to mi trochę bubu :( . I Rysia też spojrzę :mrgreen:
Nota bene - nie da się nie zauważyć, że Rysiu ma zgrabny tyłek :mrgreen:

:mrgreen:
Z tej miniserii podobał mi się prócz Rysia, of course, wątek kobiety granej przez Brendę Belthyn która odkrywa seks w wieku dojrzałym :wink:

Mamy o tym serialu oddzielny wątek i potem przeniosę tam Twój post:
http://forum.northandsout...topic.php?t=528

BeeMeR - Pią 10 Kwi, 2009 10:20

Gosiu przede wszystkim dziękuję za film :kwiatek:
Trochę wyleżał od spotkania, ale się doczekał :)
O wątku podejrzewałam że jest - w wolnej chwili poczytam i być może zamieszczę dalsze uwagi tu tylko tak wspomniałam :)

Gosia - Pią 10 Kwi, 2009 10:48

A ja już kilka razy miałam ochotę Cię pytać o wrażenia z oglądania BTS.
Dodam, że BeeMer miała przyjemność zapoznać się jedynie z wątkiem Paula czyli Rysia :mrgreen:

Anonymous - Sob 11 Kwi, 2009 00:58

Pewnie nie uwierzycie, ale jestem tak zacofana, że dopiero dziś oglądnęłam "Upiora w operze" i jejuńciu ja naprawdę jestem sto lat za pierwotniakami. Muzyka była przepiękna, tak poruszająca i przemawiająca dla mnie jak rzadko. Sam film, też niezły. Strasznie mi żal tego Upiora od samego początku, poprzez scenę z różą na dachu aż po końcówkę. Ja naprawdę miałam nadzieję, że ta dziewuszka się ocząśnie i będzie z tym oszpeconym na ciele i duszy Upiorem i naprostuje go, a ona wolała tego obwiesia. No świat jest diablo niesprawiedliwy. I chociaż się nie popłakałam to jednak mi smutno było także wtedy gdy pokazywano tą różę z pierścionkiem na jej grobie. Biedny, biedny Upiór....
Gosia - Sob 11 Kwi, 2009 21:41

Obejrzałam "Gniew oceanu" dla "brzydala" Dżordżyka, ale trochę się rozczarowałam.
Film właściwie więcej mówił o tych, co czekają na rybaków (sekwencja pierwsza przed wyruszeniem na morze była dość długa), o rodzinach niż o nich samych - miałam wrażenie, że rybacy traktowali to bardziej jako niebezpieczną przygodę, nie byli desperacko zmuszeni do zarabiania pieniędzy w ten sposób.
Zakończenie dołujące, ale o to zapewne chodziło, film pamięci ofiar.
W czasie oglądania zastanawiałam się, ile musieli wytrzymać aktorzy moczeni wodą na planie - przeszkadzało mi to nieco w oglądaniu. Miałam wrażenie, że zarówno jacht, jak ich kuter powinien już sto razy znaleźć się pod wodą, a nikt by nie wytrzymał takiej fali nie trzymając się niczego na stateczku. Trochę mało realizmu jak dla mnie.
Widziałam lepsze filmy na ten temat, prawdę mówiąc...

Edit.
Na filmwebie jest recenzja zatytułowana: "Efekty przytłoczyły treść", i ja się z tym zgadzam, niestety.

Gosia - Sob 11 Kwi, 2009 22:44

Hmmm, bo to właśnie ta wersja, która doskonale znasz :mrgreen:
Anonymous - Pon 13 Kwi, 2009 13:16

Oglądnęłam (w ramach akcji "Bawię się swoimi zabawkami") Dom nad jeziorem troszkę akcji mi umkneło bo się zdrzemnęłam w trakcie. A umknął mi(z tego co potem poprzewijałąm) rozkwit ich znajomości bo obudziłam się dopiero w momencie tuż przed kolacją "dwa lata od jutra" i gdy ona na niego czekała to kurczę dotarło do mnie, że to on zginął w tym wypadku.... jako, ze nie czytałąm spojlerów, niczego, niczego toteż przsez ostatnie minuty zagryzałąm zębu io leżałam jak na fakirowym łóżku. Zakończenie kiczowato-łądne, jak dla mnie film jest niekonsekwentny od początku się zastanawiałm o co chodzi z tą skrzynką, dlaczego ona tak się zachowuje, czy to tak o po prostu, złapałą taki kaprys? i taki ten film.... bo ja wiem....dlaczego ona go nie starała się odszukać. To nie średniowiecze przecież. I zastanawiam się jak się odkręciło to wszystko, skoro ona go "uratowała" to parę spraw się zmienić musiało...
BeeMeR - Pon 13 Kwi, 2009 13:47

Mag13 napisał/a:
A tantiemy autorskie? Inwestycja sporo kosztowała....
.... czasu ......
Czyżby czyżyk? :mrgreen:
Wdzięczność ma... póki nie zapomnę - dozgonna niemal ;)
:kwiatki_wyciaga:

Alicja - Pon 13 Kwi, 2009 19:25

lady_kasiek napisał/a:
Dom nad jeziorem troszkę akcji mi umkneło bo się zdrzemnęłam w trakcie. A umknął mi(z tego co potem poprzewijałąm) rozkwit ich znajomości bo obudziłam się dopiero w momencie tuż przed kolacją "dwa lata od jutra" i gdy ona na niego czekała to kurczę dotarło do mnie, że to on zginął w tym wypadku


aż taki interesujący? zamierzam dzisiaj obejrzeć :-D w ramach mojej akcji "Gosia poleca"

aneby - Pon 13 Kwi, 2009 19:41

Alicja napisał/a:
aż taki interesujący?

Może i jest interesujący, ale mnie raziła ta niekonsekwencja i brak logiki.
Spoiler:
Jeżeli istnieją światy równoległe, to one nigdy się nie przetną. No way :confused3:
Nie ma tak, że teraźniejszość "poczeka" na przeszłość. Oni nie mieli prawa się spotkać :confused3: O ile dobrze pamiętam ten film :rumieniec:

Anonymous - Pon 13 Kwi, 2009 20:14

Mimo. że troszkę przespałam, to jednak powiem, że to fajny film był, taki ciepły, niespieszny. Mi przeszkadza ta niekonsekwencja.... zakończenie moim zdaniem nie miało prawa nastąpić w taki sposób...
Harry_the_Cat - Pon 13 Kwi, 2009 20:54

lady_kasiek napisał/a:
Mimo. że troszkę przespałam, to jednak powiem, że to fajny film był, taki ciepły, niespieszny. Mi przeszkadza ta niekonsekwencja.... zakończenie moim zdaniem nie miało prawa nastąpić w taki sposób...


W oryginale filmu - Il mare - tej niekonsekwencji chyba nie było. ALe już nie pamiętam szczegółów....

Gosia - Wto 14 Kwi, 2009 07:41

Alicja napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
Dom nad jeziorem troszkę akcji mi umkneło bo się zdrzemnęłam w trakcie. A umknął mi(z tego co potem poprzewijałąm) rozkwit ich znajomości bo obudziłam się dopiero w momencie tuż przed kolacją "dwa lata od jutra" i gdy ona na niego czekała to kurczę dotarło do mnie, że to on zginął w tym wypadku

aż taki interesujący? zamierzam dzisiaj obejrzeć :-D w ramach mojej akcji "Gosia poleca"

Mam nadzieję, że dotąd źle nie polecałam :rumieniec:

"Dom nad jeziorem" bardzo lubię i nie przeszkadzają mi niekonsekwencje. Nie skupiam się na nich, tylko smakuję film. Lubię jego nastrój oraz aktorów: zarówno Sandrę Bullock, jak i dojrzałego tu Keanu Reevesa.

BeeMeR - Wto 14 Kwi, 2009 08:17

Harry_the_Cat napisał/a:
W oryginale filmu - Il mare - tej niekonsekwencji chyba nie było
na pewno nie było tak niedorzecznej końcówki jak w Domu nad Jeziorem :roll: i sprawa spotkania została rozwiązana w inny, bardziej "wiarygodny" sposób (na ile wiarygodne może to być ;) ).
Choć oba filmy mi się podobały, oba mają ciepłą atmosferę i oba polecam :)

BeeMeR - Wto 14 Kwi, 2009 08:25

Mag13 napisał/a:
Choć do dziś nie żałuję - rzeczywiście tyły są zgrabne! :wink:
A ciekawe, co by sobie pomyślał aktor, gdyby wiedział, że widzowie jego filmu najbardziej zapamiętują zgrabne zaplecze :mrgreen:
Ale poświęcenie faktycznie godne podziwu :) :kwiatek:

BeeMeR - Wto 14 Kwi, 2009 16:15

Miłość w czasach zarazy

oj, nie urzekł mnie ten film, a szkoda, bo miałam taką nadzieję :(
A przyznać muszę, że film ma bardzo dużo atutów - przepiękne lokacje, bogate wnętrza, cudne krajobrazy, piękne kostiumy, muzykę podkreślającą wydarzenia i najwyższej jakości zdjęcia. Brawo.


Niemniej przez niezmiernie powolne tempo akcji oraz niezwykle posępnych bohaterów zanudziłam się i przysnęłam co najmniej dwa razy. :roll:
W dodatku główny bohater, zwłaszcza po przemianie "po kilku latach" (nota bene to wyglądało jakby dla niego minęło 20 lat, a dla niej jakieś 2 :roll: ) jest dla mnie niezwykle aseksualny i słuchanie o jego podbojach jakoś mnie nie przekonuje. Bo już pomijam to, że nie mogę zrozumieć jego obsesji na punkcie bohaterki - trudno mi to nazwać miłością - ale taki już są obsesje - niezrozumiałe dla innych :mysle: A słowa "gdy cię zobaczyłam po tych kilku latach zrozumiałam, że to nie była miłość tylko iluzja" - jakby wyrwała mi z ust :P
Ogólnie - tenże bohater przedstawiony jest niejako w trzech stadiach: jako zakochany fircyk, smętny adorator i wesoły (niemal ;) ) staruszek. W tym środkowym stadium był dla mnie okropny - pozostałe mogą być.


Ojciec bohaterki denerwował mnie również, jakby silił się na postać charakterystyczną, przerysowaną - niepotrzebnie moim zdaniem.


Zdecydowanie najbardziej podobał mi się pan doktor - i nie mówię tu tylko o wyglądzie, ale i miał zdecydowanie więcej faceciej werwy.


Ogólnie - ufam, że książka jest dużo lepsza, bo film nie urzeka, niestety.
Zmarnowany potencjał, niestety. :(



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group