To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Harry_the_Cat - Sob 14 Mar, 2009 22:24

Agn napisał/a:
Harry_the_Cat napisał/a:
Poszłam na Kochaj i tańcz ....
Wyszłam po niecałej godzinie zażenowana. Nie oczekiwałam wielkiego aktorstwa i tu dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam. Ale chciałam jakichś fajnych scen tanecznych... muzyki... i nic. Były ze trzy numery, ale ich pokazowość dotyczyła głównie montażu.
Ogólnie oceniam film na *.

Kocie, wobec tego nie zobaczyłaś, jak się film rozkręcił. Bo na początku to jest tak powolutku, pomalutku, przedstawienie sytuacji, tanecznych zapędów Wojtka... dopiero później się zaczyna. No i nie widziałaś pewnie dyskoteki czy tanga jednego i drugiego. To film taneczny, ale to nie znaczy, że będą tylko i wyłącznie sceny tańca. O wiele słabszy pod tym względem jest np. Step Up - tam dopiero tańca było tyle co kot napłakał.
Mnie się w każdym razie KiT (kurde, ale skrót wyszedł) podobał. ^^


Nie no, ale jak się film przez GODZINĘ rozkręca... :roll:

Admete - Sob 14 Mar, 2009 22:26

Cytat:
Nie no, ale jak się film przez GODZINĘ rozkręca...


Żadnego bolly nie widziałaś? ;-D

Harry_the_Cat - Sob 14 Mar, 2009 22:29

Admete napisał/a:
Cytat:
Nie no, ale jak się film przez GODZINĘ rozkręca...


Żadnego bolly nie widziałaś? ;-D


:wink: :wink:

Nawet tych kilka, co widziałam, rozkręcało się szybciej :mrgreen:

Agn - Sob 14 Mar, 2009 22:37

Bo w Bolly wolniej kończą, a nie liczy się, jak się zaczyna, tylko jak się kończy.

Dla mnie tam dłużyzn nie było. Ale może ja mam spaczony gust, niech będzie.

Harry_the_Cat - Sob 14 Mar, 2009 22:40

Nie, no niekoniecznie. W końcu większość widzów została na sali ;) (nie wiem co prawda, czy do końca seansu ) :twisted:
Alicja - Nie 15 Mar, 2009 18:11

lady_kasiek napisał/a:
Przez chwilę popatrzyłam na Gladiatora w TV i kurczę, ale to mnie jakoś dziwnie porusza, Ci Gladiatorzy wybiegający na arenę, aż włączyłam sobie soundtrack z filmu.

a ja nie zamierzałam oglądac po raz n-ty, ale jakoś tak przypadkiem spojrzałam i ...poszło aż do końca. Chyba poszukam gdzieś Rusella :mysle: zawsze lubiłam tego aktora. Moment w którym zdejmował hełm i spojrzał na Commodusa - na jego miejscu wzięlam bym nogi za pas

Anonymous - Nie 15 Mar, 2009 18:14

Alicja napisał/a:
Moment w którym zdejmował hełm i spojrzał na Commodusa - na jego miejscu wzięlam bym nogi za pas

nooooo :paddotylu:

Sofijufka - Nie 15 Mar, 2009 18:21

co do Gladiatora - pracowałam wtedy w Suprze i przygotowywaliśmy y dodatek "historyczny" - jak to było naprawdę z Markiem Aureliuszem i Kommodusem. Nie pamiętam, jak sie nazywa pani profesor, która była naszym ekspertem i razem z nami oglądała ten film, ale bawiła sie doskonale, choc miała dużo zastrzeżeń do prawdy historycznej...
Aragonte - Nie 15 Mar, 2009 19:25

Z prawdą historyczną to na bank nie ma wiele wspólnego, ale co tam, i tak lubię ten film. Wczoraj co prawda sobie odpuściłam, bo w telewizorni nie oglądam prawie niczego.
BeeMeR - Pon 16 Mar, 2009 18:17

Into the Wild (2007)
Obejrzałam wczoraj - to przepięknie filmowany film o wędrówce, ucieczce właściwie od cywilizacji i wszystkiego, co wiąże - rodzina, społeczeństwo, tak zwane obowiązki...
Bohater przemierza więc dzikie i coraz dziksze ostępy w poszukiwaniu samego siebie i tego, co naprawdę dla niego ważne.
Wzruszyłam się, a nawet poryczałam jak dziecko, tym bardziej, że przypomniało mi się "Zielone piekło" - żadna z tych historii nie mogła się skończyć inaczej, a obie prawdziwe.
Oprócz pięknych zdjeć warta wspomnienia jest muzyka - świetnie pasująca do filmu.









Polecam bardzo!

trifle - Pon 16 Mar, 2009 18:26

O! Też oglądałam i pisałam tu o nim kawałek czasu temu. Też polecam.
BeeMeR - Pon 16 Mar, 2009 18:37

trifle napisał/a:
Też oglądałam i pisałam tu o nim kawałek czasu temu.
I dlatego się tym filmem zainteresowałam :kwiatek:
Admete - Pon 16 Mar, 2009 18:43

A ja obejrzałam i nic a nic nie rozumiem motywacji bohatera. Dla mnie to żadne poszukiwanie, zwyczajne samobójstwo na raty i nie ma w tym nic pięknego. Ale ja nie rozumiem takich rzeczy :roll: Nie miałam cierpliwości do tego filmu.
BeeMeR - Pon 16 Mar, 2009 18:49

Ja też nie rozumiem jego motywacji i nie popieram takiej autodestrukcji w żaden sposób, ale doceniam, że film jest pięknie nakręcony i ma dobrą muzykę.
Admete - Pon 16 Mar, 2009 19:00

To dla mnie za mało, żeby uznac film za wyjątkowy. Jak mnie bohater wkurza, to nie dam rady obejrzeć. Nie moja bajka.
BeeMeR - Pon 16 Mar, 2009 19:05

U mnie podobnie - tylko ten bohater mnnie nie wkurzał. Litowałam się nad głupotą, nie rozumiałem potrzeby odpychania każdej jednostki, która się próbuje zaprzyjaźnić, ale nie wkurzenie - nie.
A zdjęciami serio się zachwycam :oklaski:

No i jeden z bohaterów skojarzył mi się z Bobbym z SPN :mrgreen: - nawet myślałam, że to on, dopóki nie sprawdziłam :rumieniec:

trifle - Pon 16 Mar, 2009 21:44

A dla mnie to nie było ani samobójstwo ani autodestrukcja, tylko niesamowita odwaga - żyć dokładnie tak, jak chce. On nie chciał się zabić przecież.
Ja jestem tchórzem, nigdy bym się na coś takiego nie odważyła, choć bardzo często mam ochotę.

BeeMeR - Wto 17 Mar, 2009 17:54

Into The Wild c.d. - uwaga, spoilery!

Owszem, zgadzam się, że chiał realizować swoje marzenia - wyjazd na Alaskę, bycie niezależnym od wszystkiego i wszystkich: pieniędzy, tożsamości, rodziny - i że mu sie udało. I że znalazł szczęśćie - nie neguję - przynajmniej na jakiś czas.
Ja tylko twierdzę, że według mnie głupie było zakładanie, że "skoro dziś jestem młody, zdrowy, wysportowany, zdobędę szczyt, przejdę rzekę, to jutro też tak będzie" - i zupełny brak wyobraźni, jakie niespodzianki czekają w przyszłości. Bo na przykład gdyby nie autobus, to co? Spałby pod namiotem całą zimę? BYć może - ale co byłoby, gdyby się choćby przeziębił? i tu idea "niczego/nikogo nie potrzebuję" upada :roll: bo człowiek bardzo, bardzo potrzebuje pomocy - choćby czasami.

trifle - Wto 17 Mar, 2009 18:40

Spoilery! Into the wild

Mi się wydaje, że wyprawa na Alaskę to miał być test. To było jego marzenie. Chciał pojechać i przeżyć. Był przygotowany do tego. Gdyby nie autobus, to być może zbudowałby sobie prowizoryczny szałas z jakichś desek czy czegokolwiek. Nie zamierzał tam zostać "na zawsze". Przecież był moment, kiedy chciał wrócić, ale nie pozwoliła mu rzeka. Nie wiemy, czy miał plan na potem, co chciał robić.
Chciał się sprawdzić. Ja nie będę nikogo przekonywać, że to dobry film jest czy cokolwiek takiego. Ja go po prostu rozumiem. Myślę, że brał "ryzyko śmierci" pod uwagę - choć może i nie... był młody, zdrowy, pewny swoich sił. Może to się wyda dziwne, ale rozumiem podejście: lepsze krótkie życie, ale własne, niż długie, zdrowe, z opieką socjalną i wszelaką inną, ale ograniczone.
Pewnie więcej osób myśli o takim odcięciu, a tylko jednostki odważają się wprowadzić to w życie. Reszta się dostosowuje i jakoś - nie mówię, że źle, pewnie całkiem dobrze, wygodnie i szczęśliwie - funkcjonuje w społeczeństwie i współczesnym świecie. Ale jak ktoś wybiera inną drogę - jego wola. Nie był samobójcą. Przeciwnie, kochał to swoje życie bardzo.

BeeMeR - Czw 19 Mar, 2009 19:28

The House of Wax

khem... nie jest to najmądrzejszy film :roll: ale też nie tego się spodziewałam ;)
No i nie jest najlepiej zagrany - miejscami wręcz fatalnie - zwłaszcza przez Paris Hilton :zalamka: i jej filmowego kochanka :frustracja:
Jared Padalecki też nie wypadł najlepiej - ale to też kwestia durnej, wkurzająco wścibskiej postaci, a do tego fatalnie ubranej (flejasta koszulka i spadające z tyłka spodnie :zalamka: ) plus wąsik, który - wedle mojego osobistego uznania - powinien być zakazany :confused3:
Najlepiej wypadła para aktorów grająca rodzeństwo
Spoiler:
i może dlatego to oni dożyli końca filmu ;)


Ale za to sam pomysł domu z wosku i wykonanie "woskowych" fragmentów - super! :oklaski:
Miejscami obrzydliwe
Spoiler:
na przykład odrywanie kawałka twarzy postaci granej przez Jareda :paddotylu:
miejscami wspomożone komputerowo - ale świetnie wykonane i pięknie topniejące..

spin_girl - Pią 20 Mar, 2009 09:54

O czym w ogóle jest ten film? Tak w przybliżeniu...
trifle - Pią 20 Mar, 2009 16:20

Dzisiaj sobie leżę, choruję, czytam i oglądam. Rano padło na "Małe kobietki". Bardzo mi się podobał ten film. Taki jakiś miły, rodzinny, ciepły. Więzi między rodzeństwem to naprawdę fascynująca rzecz. Dlaczego czasami są silne, a czasami słabsze niż między niespokrewnionymi...
Podobała mi się postać Jospehine, żal mi bardzo było Beth i nie mogłam zrozumieć, co Teddy widział w Amy, jak ona taka.. nijaka. Spodobała mi się też postać profesora, mentora Jo. Ładny, ładny film.

nicol81 - Pią 20 Mar, 2009 21:41

trifle napisał/a:
Ładny, ładny film.

E ładny. Scenarzysta chyba opracowanie czytał, nie książkę :?
trifle napisał/a:
nie mogłam zrozumieć, co Teddy widział w Amy, jak ona taka.. nijaka.

W filmie ta duża Amy jest nijaka :bejsbol: Trifle, polecam ci przeczytanie, bo twórcy tego filmu do wypatrzoszenia :uzi: Meg też skopali :wsciekla:
trifle napisał/a:
Spodobała mi się też postać profesora, mentora Jo.

Mentora? :wink: :lol: Ale on to akurat był fajny.

trifle - Pią 20 Mar, 2009 22:52

Oj tam, palnęłam z mentorem może ;) Starszy, bardziej doświadczony, doradzał jej troszkę.
Książki raczej nie przeczytam, bo nie mam czasu i mi się raczej nie chce - lektura już nie jest dla mnie sposobem spędzania wolnego czasu, chyba że bardzo coś mnie interesuje..
Film jako film mi się podobał.

nicol81 - Sob 21 Mar, 2009 19:49

Trifle, profesor jest Niemcem i to ma duże znaczenie dla jego postaci w książce, więc polecam ci to w celach poznawczych :wink: W ogóle proponuję wspólną lekturę na forum?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group