To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam... II

Alison - Śro 14 Lis, 2007 11:13

BeeMeR napisał/a:
Generalnie - mimo, że sprzed prawie pół wieku, film nic nie stracił na atrakcyjności :mrgreen:


Prawda? Również świetnie się na nim bawiłam :-D

Agn - Śro 14 Lis, 2007 21:36

Przed chwila skonczylam Driving lessons. *sciana*
Jaki. To. Jest. Glupi. Film! Pod kapturem mnie sie nie miesci, ze to zrobili Anglicy, ktorych zawsze podziwialam za specyficzne poczucie humoru i ciekawe kino. A tu prosze! Mamy taki film...
Nastoletni Ben jest synem pastora i jego porzadnickiej, chociaz (jak sie okazuje) niewiernej zony. Chlopak sie meczy w tym domu, co widac od poczatku, ale jest grzeczny. Zaczyna prace dla ekscentrycznej podstarzalej aktorki, co oczywiscie konczy sie klopotami i zloscia mamusi.
Po pierwsze film jest nudny. Schematyczny do bolu. Na sile lejacy mi jakis zakichany optymizm, ze wszystko sie skonczy dobrze. Bzdury na poczatku, na koncu oraz w trakcie. No i gra aktorska... Julie Walters obronila sie jak mogla, ale juz np. Laura Linney chyba zalowala, ze w ogole wystapila w tym filmie. No i Rupert Grint. Tiaaa, ten co gra Rona w serii o Harrym Potterze. Przez 4 filmy o HP mi sie nie podobal, uwazalam, ze jest groteskowy. Za to w filmie nr 5 spodobal mi sie bardzo, bo zaczal byc naturalny. I wlasnie dla niego wzielam sie za DL. Zawiodlam sie. Chlopak przez caly film, czy to byl smutny, czy zaskoczony, czy zly, czy cos mowil - nosil jedna i te sama mine zdziwionej zaby.
Wisienka na czubeczku tego tortu jest wiesniackie poczucie humoru, ktore na szczescie serwowano nam w sumie tylko na poczatku filmu, a potem dali sobie spokoj. Podstarzala aktorka niemal klei sie do nieletniego, rzuca jakimis glupimi tekstami i jeszcze publicznie roztrzasa, czy Ben jest gejem czy tez nie. Cha. Cha. Cha.
Omijajcie to dzieuo szerokim lukiem.

Alison - Czw 15 Lis, 2007 01:33

Chciałbym się podzielić osłupiałym do teraz wrażeniem, jakie zrobił na mnie puszczony w programie I telewizji publicznej, późno w nocy, film pod wiele obiecującym tytułem "Afryka". Leżałam już w łóżku, nastawiłam sleeptimera, myślę sobie - zasnę z widokiem Afryki przed zmęczonymi oczami. Ale nic z tego. Film okazał się arcydziełem bezsensu i nicości, do tego stopnia, że nie dał mi zasnąć. Chodziło w nim o to, że do tytułowej Afryki przyjechała z ekipą modelka, żeby w egzotycznych okolicznościach przyrody zrobić sobie sesję zdjęciową. Zanim jednak ją skończyła pokłóciła się z ekipą, wsiadła w jeepa i ruszyła w busz. Już za chwilę jeep się wykopyrtnął, a panienka z pokiereszowanym obliczem ruszyła przed się. Przeszedłszy kilka kroków przebiła długim kolcem kolczastej akacji stopę, obutą w butki typu podeszwa ze sznurowadłem. Widok jej przebitej na wylot stopy zdobił cały ekran przez dobre 2 minuty. Potem panienka sobie, dramatycznie krzycząc, kolec wyciągnęła, stópkę owinęła rękawem bluzki, po czym pokuśtykała w busz w miniówce i bluzce z jednym już tylko rękawem. Cała dalsza część filmu polegała na tym, że ona kuśtykała po buszu, a jej menager, co się okazał być w niej zakochanym dogłębnie, jeździł jeepem to tu to tam w poszukiwaniu obiektu swych westchnień. Zazwyczaj był tu kiedy ona właśnie była tam i robiła różne dziwne rzeczy np. wysysała wodę z błota, piekła na ognisku tłustą larwę, albo znajdywała opuszczoną wioskę buszmenów, z równie jak ona opuszczonym, stojącym od Bóg wie jak dawna w pełnym słońcu samochodem, w którego bagażniku stała na baczność żywa kobra przyglądająca się tępym wzrokiem panience, która jej odcina głowę, równie tępym scyzorykiem. Kobrę panienka ugotowała w puszce po oleju silnikowym i zjadła chrupiąc smakowicie. Z siedzeń samochodu uszyła sobie torbę z paskiem przez ramię, dzięki której, busz stanął przed panienką otworem. Teraz dzięki wystruganemu kosturkowi i torbie konduktorce wypełnionej klamotami, m.in. termosem zrobonym z puszki po gwoździach, panienka kuśtykała dużo bardziej profesjonalnie. W międzyczasie do Afryki przybyli rodzice panienki, wyglądający na jej starsze rodzeństwo i drugim jeepem poszukiwali jej równolegle z zakochanym menagerem, również rozmijając się z nią skutecznie, ale busz był obszerny, więc miejsca starczało dla wszystkich na tyle, zeby nikt z zainteresowanych nie wchodził sobie w drogę. Kwadranse emisji mijały, a panienka kuśtykała, zaś poszukiwacze zaginionej panienki co wieczór zdrożeni wracali do luksusowego hotelu napić się drinka i wyspać w jedwabnej pościeli. Panienka w tym czasie opędzała się torbą tudzież kosturkiem od namolnym lwów, wykrzykując żałośnie głównie dwa wyrazy "help" i "fuck", ale generalnie kuśtykała z coraz większą gracją. W końcu ku zaskoczeniu widzów, ni z tego ni z owego wyszła na górkę, z której widać było autostradę pełną śmigających tirów. Podziękowała panu Bogu, po czym już w następnym ujęciu siedziała z przepastnym dekoltem przy stoliku hotelowej restauracji pijąc cappucino z pianką. Wtem podchodzi do niej zakochany menager i pyta gdzie są rodzice, panienka mówi, że się pakują. Menager pyta czy ona wraca do pracy, a ona, że już nie, że to nie dla niej. On na to, to co będzie robiła, na co ona z radosnym uśmiechem odpowiedziała - Wszystko! On skwitował to smutnym oświadczeniem - ale to już beze mnie. Na co nagle zasmucona panienka zerwała się od stolika i odeszła w siną dal, jednak w połowie drogi do tej dali, on wstał i rzekł był:Vicky, kocham cię. Na co ona zrobiła zeza ze szczęścia i odwróciwszy się, podbiegła, uwisła mu na szyi i zaczęli się całować jak dwa wygłodzone kojoty. On przerwał na chwilę, żeby zapytać czy wybiorą się na przejażdżkę, na co ona ze śmiechem odpowiedziała: No jasne. I poleciały napisy końcowe, a ja pozostałam w zesłupieniu z osłupienia jak można nakręcić coś tak durnego, jak można było wydać na coś takiego pieniądze, jak można było wziąć w tym udział, a najbardziej osłupiło mnie to, że obejrzałam to od początku do końca i nie padłam po 6 minutach. Przestaję siebie samą pojmować. Aha i zapomniałam nadmienić, że filmu zdecydowanie nie polecam....choć zrobił na mnie duże wrażenie i pozostawił w stanie głębokiego szoku aż do teraz.
Marija - Czw 15 Lis, 2007 08:40

:shock: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
Rany, szkoda, że ja tego nie oglądałam. To jakaś kasowa komedia musiała być :mrgreen: !

Recenzja - miodzio :rotfl: :rotfl: .

Alison - Czw 15 Lis, 2007 08:55

Nie śmiej się, Ty nawet nie wiesz ile mnie to zdrowia kosztowało. Jakbym sobie nie ulżyła, to bym chyba w ogóle nie zasnęła. Ja wiele zniesę, jeszcza ta torba z siedzenia, kobra w bagażniku OK, ale to zakończenie... To było coś tak z kosmosu, jakby, ktoś dorwał scenarzystę chorego na ostrą biegunkę w biegu do łazienki, i ten jedną ręką trzymając się klamki, drugą wysmarował na bilecie tramwajowym taki oto pure nonsens. Jak znienacka poleciały te napisy końcowe, to się aż szczęką w podłogę uderzyłam, bo to był szok, że można tak idiotycznie, zresztą równie idiotyczny film zakończyć.
Ja się po prostu nie zgadzam, żeby w moim telewizorku leciały takie bzdety! Ja płacę abonament! Ja go chyba przestanę płacić... :foch2:

miłosz - Czw 15 Lis, 2007 09:02

Alison :mrgreen: :mrgreen: ja sie przyznam, że zaczęłam ogladać skuszona nazwiskiem Greg Wise i szczerze mówiąc wymiękłam przy dialogach.A po głowie tłukło mi się pytanie - "co mąż Emmy Thompson tam robi???" co go mogło skusić do udziału w tak kosmicznej bzdurze :wsciekla:
Alison - Czw 15 Lis, 2007 09:08

miłosz napisał/a:
Alison :mrgreen: :mrgreen: ja sie przyznam, że zaczęłam ogladać skuszona nazwiskiem Greg Wise i szczerze mówiąc wymiękłam przy dialogach.A po głowie tłukło mi się pytanie - "co mąż Emmy Thompson tam robi???" co go mogło skusić do udziału w tak kosmicznej bzdurze :wsciekla:


TO BYŁ ON!!!!! Ja pół nocy kombinowałam skąd znam tego zakochanego menagera. Pamiętałam, że znam go z jakiejś niezłej roli i nie mogłam się dokombinować co on robi w takim badziewiu. Chryste Panie, no teraz to mnie już dobiłaś... :paddotylu:
A tak swoją drogą, to myślalam, że jestem jedyną osobą na Ziemi, która to ogląda... :wink:

Marija - Czw 15 Lis, 2007 09:10

Alison napisał/a:
Ja się po prostu nie zgadzam, żeby w moim telewizorku leciały takie bzdety! Ja płacę abonament! Ja go chyba przestanę płacić... :foch2:
Kochana, ja też niebacznie płacę abonament :twisted: , oprócz tego za luksus kablówki, bo administracja osiedla się wypła na konserwację anten na dachu, to się chociaż głupio pośmieję dla odprężenia.
Zapomniałam zapłacić przez dwa miesiące, to przyszło urzędowe pismo aż z PPUP Bydgoszcz, że co to się stało, gdzie kasa za abonament :bejsbol: , a jeśli w międzyczasie zapłaciłam, to gdzie, kiedy, ile i co na stemplu okrągłym było napisane :bejsbol: .
U mnie w pracy to chyba tylko ja płacę ten abonament, a reszta się śmieje w kułak :confused3: .

Alison - Sob 17 Lis, 2007 16:49

Właśnie wróciłam z kina, z rozpaczą rozstając się z moim ulubionym kinowym towarzystwem :roll: ale nie tym chciałam się z Wami podzielić. Chciałam się podzielić wrażeniami z filmu "Milość w czasach zarazy". No i nie owijając w bawełnę, jako wielbicielka książki chyba za dokładne miałam wyobrażenia bohaterów, klimatu i okoliczności. I jak to zwykle bywa, film moich oczekiwań nie zaspokoił. Tak do końca nie jestem w stanie określic czego mi w nim zabrakło, bo były i piękne zdjęcia, i piękna muzyka, takie pieśni w typie fado, ale główna bohaterka była jakaś nijaka, główny bohater jakoś za szybko się zestarzał i to pragnienie miłości u zdezelowanego faceta było bardziej żałosne niż budzące zrozumienie i współczucie. Jakoś ogóle nie byłam w stanie mu kibicować. Czyli generalnie, jakoś, jakoś, jakoś. Za to doktor palce lizać i Bogiem a prawdą czekałysmy głównie na jego pojawienia żeby sobie popiskać cichutko :wink: Nie było tego co najbardziej kocham w prozie iberoamerykańskiej - tego dusznego, pachnącego korzennie erotyzmu, tej atmosfery oczekiwania, tej senności przerywanej tragicznymi wydarzeniami. Owszem był erotyzm ale taki rodem z paryskich zaułków. Podobała mi sie tylko scena nocy poślubnej Ferminy, ale pewnie dlatego, że z doktorem (Benjamin Bratt) w roli głównej :ops1:
Film warto zobaczyć, bo jest w nim wiele ładnych zdjęć, czy pójść do kina chociażby dla tej muzyki, ale żeby zbyt długo pozostać pod wrażeniem... to nie powiedziałabym. Obrazy z książki o wiele dłużej kołatały mi się po głowie, niż obrazy z filmu. Tak że polecam, ale bez wiekszego przekonania...

miłosz - Sob 17 Lis, 2007 17:44

Trzykrotke zamierzam wyciagnąć :mrgreen: a trudno się arcydzieła nie spodziwam ale toż to wedle Marqeza.

za to wczora na Hallmarq oglądnęłam "Pannę Marple - gadzina zero" i co znowuż pan Greg Wise w roli głownej, oczywiście nie panny M., ale morderzcy okrutnego i wyrachowanego. Tiaaa - wachlarz środków aktorskich starczył mu na Whiloubiego a Emma jakoś nic nie kręci żeby wkręcić biedaka gdzieś. No to się chłopina pałęta :roll:

Alison - Sob 17 Lis, 2007 18:13

miłosz napisał/a:
Trzykrotke zamierzam wyciagnąć :mrgreen: a trudno się arcydzieła nie spodziwam ale toż to wedle Marqeza.

za to wczora na Hallmarq oglądnęłam "Pannę Marple - gadzina zero" i co znowuż pan Greg Wise w roli głownej, oczywiście nie panny M., ale morderzcy okrutnego i wyrachowanego. Tiaaa - wachlarz środków aktorskich starczył mu na Whiloubiego a Emma jakoś nic nie kręci żeby wkręcić biedaka gdzieś. No to się chłopina pałęta :roll:


Widać obcy jej jest nepotyzm, ale szkoda chłopa, bo ładny jest bardzo, a takiego głupa rżnie to tu, to tam, że aż żal d... ściska, za wybaczeniem szanownego salonu :roll: . Kobita się ambicjonalnie wyżywa, a on...może tak dla równowagi sie szlaja :wink:

Za to w kinie pokazali zajawkę do "Pokuty" i matko, na dużym ekranie... prezentuje się fajowo. Jak tu do tego lutego doczekać - nie wim :(

Matylda - Sob 17 Lis, 2007 19:44

film moich oczekiwań nie zaspokoił.
Mam dokładnie takie same wspomnienia z kina.
Chyba muszę wrócić do książki , bo choć film wydawał mi sie wierny książce to nie wzbudził we mnie żadnych z tych emocji jakie wzbudzała każda przeczytana scena. Może byłam młodsza ?? :?
Główny bohater któremu kiedyś współczułam teraz wzbudzał we mnie odrazę .. I kiedy wpisywał kolejną liczbę do swojego kajecika wywoływał tylko uczucie wstrętu. Gdzieś zniknęło to współczucie.
Główna postać żeńska Fermina podobno piękna. :? Brak jej było tego latynoskiego ognia w oczach i gestach. Ale to jest moja ocena . Może znowu miałam inne wyobrażenia . W końcu Lizzy Bennett tez wyobrażałam sobie inaczej .

A doktorek ???
Szkoda , że pojawiał sie na krótko i nie za często
A co do muzyki to chyba słyszałam tam Shakirę ......

miłosz - Sob 17 Lis, 2007 20:53

Matylda napisał/a:

A co do muzyki to chyba słyszałam tam Shakirę ......


http://pl.youtube.com/watch?v=ogkT2UHbqak jes :mrgreen:

Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:09

miłosz napisał/a:
Matylda napisał/a:

A co do muzyki to chyba słyszałam tam Shakirę ......


http://pl.youtube.com/watch?v=ogkT2UHbqak jes :mrgreen:


Uuuu jakie to jest zmysłowe :mrgreen:

Caitriona - Sob 17 Lis, 2007 22:26

A ja sobie właśnie obejrzałam Morderstwa w Midsomer: Śmierć na scenie.
Jeśli się nie mylę to jest to część serii filmów tv na podstawie książek Caroline Graham.
Ogólnie mówiąc całkiem przyjemny, lekki kryminał. Ale ja jednak zdecydowanie wolę filmy z Poirotem albo z Miss Marple wg Christie.

Stronka o filmach i książkach: http://midsomer.blox.pl/html

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 22:38

Ja też wolę, chyba, że scenarzyści nie czytają książki Christie. Albo dodają gejów. :bejsbol:
Matylda - Sob 17 Lis, 2007 23:07

Caitriona napisał/a:
A ja sobie właśnie obejrzałam Morderstwa w Midsomer: Śmierć na scenie.
Stronka o filmach i książkach: http://midsomer.blox.pl/html


Ja jestem wielką fanka tego serialu
Można tam zobaczyć wiele sław angielskiego filmu. Ale się niektórzy postarzeli
No i ta angielska prowincja, domki czy rezydencje jak z bajki. W każdej można kręcić jakiś uroczy film kostiumowy. Sama przyznam podkochuje sie w inspektorze ( jestem już w takim wieku że tylko został mi ten przedział wiekowy :ops1: )
Zastanawiam się jednak kiedy wszyscy sie tam już wyrżną i wytrują . W ostatnim odcinku zostanie tylko załoga komisariatu

Caitriona - Nie 18 Lis, 2007 00:41

Może gdybym miała Hallmark (czy ten kanał jest płatny?) i oglądała serial na bieżąco moje zdanie byłoby inne, a tak mogę ocenić tylko jakiś skrawek całości. Nie mówię że jest zły, tylko chyba bardziej wolę 'kostiumowe' kryminały.
O, podobała mi się para prowadząca księgarnię - nie wiem czy oni tam na stałe występują czy nie, ale byli świetni ;)

Gitka - Nie 18 Lis, 2007 09:00

Co do filmu "Młość w czasach zarazy" to zgadzam się z moimi towarzyszkami.
Doszłam do wniosku, że ja chyba chodzę do kina dla przystojnych panów :ops1:
Jak się nasz doktorek pojawił to atmoseferę w kinie zaraz poprawił :wink:
Scena nocy poślubnej, kiedy badał Ferminę i ta w powozie to moje ulubione.

W Wyborczej jest artykuł:
Więcej rozwagi, mniej romantyzmu
Od wczoraj w kinach ekranizacja "Miłości w czasach zarazy" - sprawne widowisko, które zabija ironię powieści Marqueza i sprowadza ją do poziomu banalnego melodramatu
http://www.gazetawyborcza...007-11-17-03-06

Matylda - Nie 18 Lis, 2007 09:19

Caitriona napisał/a:

O, podobała mi się para prowadząca księgarnię - nie wiem czy oni tam na stałe występują czy nie, ale byli świetni ;)


W każdej części występuje inny zestaw aktorów. tylko inspektor i jego rodzina jest niezmienna

Admete - Nie 18 Lis, 2007 11:08

Niedługo zabiorę się za Midsomer :-)
Caitriona - Nie 18 Lis, 2007 20:52

Matylda napisał/a:
Caitriona napisał/a:

O, podobała mi się para prowadząca księgarnię - nie wiem czy oni tam na stałe występują czy nie, ale byli świetni ;)


W każdej części występuje inny zestaw aktorów. tylko inspektor i jego rodzina jest niezmienna

O, szkoda - oni byli bardzo sympatyczni ;)

monika29.09 - Nie 18 Lis, 2007 23:02

Myślę, że dziś był ten dzień, kiedy film "Wieczór" bardzo do mnie trafił. Jestem pod jego bardzo dużym wrażeniem. Historia, muzyka, zdania wypowiedziane przez bohaterki (głównie przez bohaterki -np. "gdzie się podziało moje życie" albo "nie ma czegoś takiego jak błąd") - coś cudnego.

Usiadłam sobie w prawie pustym kinie, w pierwszym wolnym rzędzie i czułam, jak bym tam była zupełnie sama. Mimo, że prawie nie płaczę na filmach, tu nie wytrzymałam. Ciężko było wracać do codzienności.

Bardzo polecam.

ps1. z napisów wyczytałam, że wokalizę w filmie (niestety nie wiem, w której scenie) wykonywała Justyna Steczkowska - spore zaskoczenie,

ps2 - Alison - wg mnie Natasha Richardson (jedna z córek głównej bohaterki) jest bardzo do Ciebie podobna, albo przynajmniej ma Twój typ urody; zgadzasz się z tym?;)

moni

Alison - Pon 19 Lis, 2007 08:35

monika29.09 napisał/a:
ps2 - Alison - wg mnie Natasha Richardson (jedna z córek głównej bohaterki) jest bardzo do Ciebie podobna, albo przynajmniej ma Twój typ urody; zgadzasz się z tym?;)


Nie bardzo, bo ona ma takie delikatne rysy twarzy, których mnie niestety natura poskąpiła, ale dla mnie to komplement , bo ta aktorka bardzo mi się podoba, więc miło mi, ze tak Ci się skojarzyło :ops1: . Coś mi dzwoni, że Natasha prywatnie to rzeczywiście córka Vanessy Redgrave i żona Liama Neesona.


asiek - Pon 19 Lis, 2007 08:51

Gitka napisał/a:
Co do filmu "Młość w czasach zarazy" to zgadzam się z moimi towarzyszkami.

Matylda napisał/a:
film moich oczekiwań nie zaspokoił.
Alison napisał/a:
polecam, ale bez wiekszego przekonania...

To cios, :( , a liczyłam na UCZTĘ dla oka i ucha ... w ogóle oczekiwałam całego stada motyli. :(



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group