North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze
Tamara - Pon 29 Cze, 2009 18:45
| spin_girl napisał/a: | Moim zdaniem całowanie ręki w P&P 2005 jest zupełnie nieuzasadnione (tak jak i smyranie Darcy'ego po łydkach w scenie późniejszej!!!), natomiast w N&S jest to gest piękny i rozczulający, jakby przeprosiny za niesprawiedliwie niska opinię o Thorntonie, za bezceremonialne odrzucenie jego miłości i oświadczyn, a jednocześnie podziękowanie za to, że nigdy nie przestał jej kochać, że nawet w danej chwili wracał z Helstone z żółtą różą...chyba też było w tym nieco litości nad jego upadkiem, nieszczęściem, jakże niezasłużonym...
Kocham N&S |
Siostro , jak zwykle masz rację
spin_girl - Wto 30 Cze, 2009 10:56
| Sofijufka napisał/a: | | Poza tym Darcy MM czym prędzej by tę całowana łapę wyrwał, płonąc zywym rumieńcem... |
hehehhe
| Tamara napisał/a: | | Siostro , jak zwykle masz rację |
Bo się w dumę wbiję...
Tamara - Wto 30 Cze, 2009 21:04
Alicja - Śro 01 Lip, 2009 07:18
| Sofijufka napisał/a: | mi tez nie pasuje, to prędzej Darcy by łapkę lubej ucałował.... I to w przyklęku na jedno kolano... Jeśli już....
Poza tym Darcy MM czym prędzej by tę całowana łapę wyrwał, płonąc zywym rumieńcem... |
idealny opis
Anonymous - Sob 15 Sie, 2009 22:31
Pierwsze wrażenie:
Odcinek 1.
Obejrzałam wszystko jednym cięgiem przerywając patrzenie w ekran tylko po to by sięgnąć po herbatę i napić się.
Zachwyciły mnie zielone sceny Południa. Taka beztroska, poczucie wolności, szczęścia, cud, miód i orzeszki. Ale przyznam, że i Milton zrobiło na mnie duże wrażenie. Może nie wielce pozytywne, ale też nie negatywne, takie pośrednie, ale mające to coś. Scena w przędzalni - urocza wizualnie, ta bawełna fruwająca w powietrzu jak śnieg w zimę… eh, rozmarzyłam się. Scena z Thorntonem… na pozór brutalna, ale jakoś się nie przeraziłam, widać, że John ma charakterek i nie da się go okłamać, choć mogli to inaczej rozegrać, według mnie rzutowałoby to wtedy na dalszy ciąg akcji. Już wtedy poczułam, że serce zabiło mi mocniej (serce mi do niego pika jak klapa od śmietnika). Jego głos, taki głęboki, przekonywujący… wygląd - tu rozpłynęłam się na dobre. Tylko na miejscu Margaret zachowałabym się inaczej, mniej biernie… ale to uroki mojego charakterku. Potem scena ich drugiego spotkania, ona zdziwiona, zszokowana, nie wiedząca jak się zachować, on spokojny, opanowany, z tym spojrzeniem. Ich rozmowa, niby agresywne ataki, a przecież żadna strona nie podniosła głosu. Sceny z Higginsami też przypadły mi do gustu, tacy weseli w szarości. Rozbawiła mnie kwestia Margaret kiedy pani i panna Thornton przyjechały z wizytą “Gdzie je przyjmiemy, mamo? One się chyba tu nie zmieszczą”. Następna scena to oczywiście scena z Johnem, gdy razem z innymi właścicielami i panem Hale'm. Inni roześmiani, palący, pijący, on spokojny, opanowany, widać że był autorytetem. I potem jego uśmieszek kiedy rozmawia z matką o tym, że idzie do Hale’ów. Potem jego spojrzenie na Margaret, to jak dotknęły się ich dłonie i scena z uściskiem ręki. Niby takie prozaiczne, a ile w tym poezji. Jedynie scena kiedy Margaret mówi, że nie chciała źle odczytać gestu pana Thorntona zasmuciła mnie. Na wspomnienie też zasługuje spojrzenie Johna z okna kiedy Margaret idzie do ojca po schodach. Jego poważne spojrzenie, jej delikatny gest zadarcia głowy do góry. No i ostatnia scena tych dwojga i słowa “Pamiętaj, oni tutaj żyją inaczej”. A ostatnia scena to prawdziwe preludium tego odcinka, ona śpiąca na liście, włosy jak delikatna zasłonka rozsypane na biurku, kwestia “Chyba wiem jak wygląda piekło, jest białe, śnieżno białe”, ta muzyka i on przechadzający się po przędzalni jako pan tego piekła, piękny, pociągający, ale nieodgadniony i pełen mrocznych tajemnic… dziewczynka się zakochała…
Plusy: muzyka, gra aktorów, angażowanie się w rolę, dobór scen
Minusy: Lektor... eh... albo nie tłumaczy wszystkich kwestii - np. wtedy kiedy Margaret jest zmęczona i przysypia na fotelu, a John mówi, że chyba nudzi ją ich entuzjazm, nie pamiętam już dokładnie o jakie zdanie chodziło, ale lektor go nie przetłumaczył - albo tłumaczy niepoprawnie.
Jutro postaram się napisać resztę... o ile będę miaal siłę po wyjeździe... ale dla niego... wszystko
Gosia - Nie 16 Sie, 2009 09:25
Dzięki za wrażenia
Trzeba pamiętać, jakie to były czasy - wiktoriańskie, więc i zachowanie dam wobec panów i na odwrót było bardzo powściągliwe. Trudno je porównać z obecnym...
Preludium raczej odnosiłabym do następnego odcinka - niczym zapowiedź tego co ma nastąpić. Jeśli do tego pierwszego - użyłabym słowa: podsumowanie.
Czekam na następne wrażenia. Przyjemnie się je czyta. Takie "dziewicze" odkrywanie N&S i Thorntona
Anonymous - Pon 17 Sie, 2009 00:00
Dlatego właśnie nie mogłabym dlugo żyć w tamtych czasach, o mój charakter. Od razu zaczęłabym się z nim wtedy kłócić tam w przędzalni... eh... byłoby widowisko
Pierwsze wrażenie:
Odcinek 2
No i podchodzimy do odcinka drugiego. Nogi mnie bolą, oczy się kleją, herbata mi wystygła i pewnie zaraz będę musiała podeprzeć powieki zapałkami. Raz się żyje.
Na dobry początek puściłam sobie ostatnią scenę pierwszego odcinka. Pojawiające się uczucie - rozanielenie.
Pierwsza scena, no oczywiście przędzalnia, pani Thornton i John Thornton. Następnie wkracza do akcji Margaret. Scena kiedy rozmawia z pracownicami o strajku i nie zauważa John’a, mimo, że poważna wywołała u mnie uśmiech (czy ze mną jest coś nie tak?). I potem jego pytanie “Jest pani chora?”, takie szybkie, gwałtowne, po prostu dreszcze przechodzą po karku, rozmowa o pracownikach, jakby tłumaczył coś małemu dziecku z takim figlarnym uśmiechem. Tylko potem wspomnienia o bracie Margaret u Bessy zmąciły tą sielsko-romantyczno-urokliwą atmosferę. Wraca jednak ona w następnej scenie przygotowań do kolacji, ten delikatny uśmiech Johna, prawie niezauważalne podniesienie kącików ust. Nawet Fanny jest mniej denerwująca, zaczynam lubić tą pannicę (ze mną na serio jest coś nie tak!). Nie wiem czy mi się wydawało, ale miałam wrażenie, że kiedy matka John’a mówi, że Margaret nigdy by go nie zechciała, on tak jakby smutnieje, jakby powietrze z niego uleciało. Smutne… Sceny strajku, bardzo duży plus, uwielbiam je wręcz mimo, że są takie przygnębiające. Miejscami chce mi się płakać kiedy robotnicy mówią o tym, że głodują, że strajk się przeciąga.
Scena balu - potrzebny osobny akapit. Ta gorycz i ironia pani Thornton, zadzierająca do góry nosa Fanny i taka nasza szara myszka, ale mająca to coś Margaret. No i John ze świetnym… eeee… krawatem (zapomniałam jak to się nazywa), w którym tak mu do twarzy. Uścisk ręki z Margaret, tak delikatnie przerywają ten gest, spokojnie przesuwając po swoich dłoniach… mam ciarki… i ich spojrzenia. Tak ślicznie się uśmiecha! No i burzliwa rozmowa przy kolacji Niby nikt się nie awanturował, krzyczał, ale burza wisiała w powietrzu, John i Margaret po dwóch stronach barykady, całkiem całkiem efekt.
Łzy pociekły mi przy rozmowie Margaret z matką. Przystopowaliśmy z akcją, uspokoiliśmy się, by za chwilę dostać cios w serce (albo w głowę).
Margaret w bieli idzie przez puste ulice w stronę przędzalni jak gołąbek pokoju. Panika Fanny mnie wystraszyła w pewnym momencie, potem zaczęła mnie troszkę bawić, uroki mojego charakteru. Spotkanie naszego gołąbka pokoju z John’em. Spokojna dziewczyna i jego zmartwiona minka, z bólem na twarzy. Przyznam, że podobała mi się jego mina kiedy Margaret “skoczyła” na niego, że ma iść z nimi porozmawiać. Ma kobieta charakterek. Oczywiście scena uderzenia jej kamieniem po prostu wbiła mnie w fotel, nie spodziewałam się tego. Tak ślicznie pochyla się nad nią, z tym wyrazem twarzy… też tak chcę!
Rozmowa John’a z matką po prostu wprawiła mnie w kołatanie serca, jego spojrzenie, ruchy, grymasy, głos, moment, w którym ściąga… no ten… krawat. Potem scena oświadczyn, puszczałam ją w kółko po kilka(naście) razy. Nerwówka, czy przyjmie, czy odrzuci oświadczyny, potem ich sprzeczka, wyrzuty i te zostawione rękawiczki - rzecz niby prozaiczna, a ma tą głębię. No i potrzebny był wagonik chusteczek, których i tak było mało, następnym razem biorę wiadro.
Plusy: Jak ostatnio.
Minusy: Jak ostatnio.
Mam tylko jeszcze jedną sprawę, tylko nie wiem czy tutaj zapytać, czy gdzieś indziej. O co chodzi z tymi kolorami owoców? Wyleciał z tym jak Filip z konopi, a ja nie rozumiem do czego on to powiedział.
Alicja - Pon 17 Sie, 2009 08:25
wycięli część oryginału i dlatego jest to mało zrozumiałe, pisaliśmy o tym w postach chyba w zeszłym roku nie wyleciał jak Filip z konopi, tylko rozmowę z Margaret zaczął od owoców - czego nie ma na płycie, a jest w dodatkach ( chciał rozpocząć jakoś temat, typu ładną mamy dzisiaj pogodę) potem został odrzucony przez kobiętę po czym stwierdził, że trzeba było jednak zostać przy rozmowie o owocach ( czyli nie dowiedziałby się tego czego nie chciał usłyszeć)
Gosia - Pon 17 Sie, 2009 10:23
Scenę rozmowy Thorntona z Margaret na dziedzińcu przędzalni z tym jego "Yo`re ill?" baaaardzo lubię. Każdy grymas, gest, uśmiech, to lekkie pochylenie głowy w stronę Margaret - świetne! Nie mówiąc już o scenie przyjęcia i uścisku rąk.
Krawat Johna to chyba halsztuk, tak to można określić.
A scena jego zdejmowania jest już "kultowa"
Fanny w sumie da się lubić, jest zabawna.
Dzięki za wrażenia, czekamy na c.d.!
BeeMeR - Pon 17 Sie, 2009 11:11
| Biedroneczka napisał/a: | | Tylko na miejscu Margaret zachowałabym się inaczej, mniej biernie… ale to uroki mojego charakterku | I kwestia wychowania | Biedroneczka napisał/a: | | i słowa “Pamiętaj, oni tutaj żyją inaczej” | otóż dokładnie to - oni żyli inaczej - jak na swoje czasy Margaret i tak jest bardzo samodzielna i zdecydowane (przynajmniej z czasem).
Bardzo ładnie opisujesz wrażenia
Czekam na trzecią i czwartą część
BeeMeR - Pon 17 Sie, 2009 11:12
Nota bene - ja Fanny też uwielbiam - tylko mieszkać z kimś takim bym nie mogła
Caitriona - Pon 17 Sie, 2009 11:26
| BeeMeR napisał/a: | | ja Fanny też uwielbiam |
A kto jej nie uwielbia? Rewelacyjnie zagrana postać. Jednyna w swoim rodzaju
Alicja - Pon 17 Sie, 2009 12:56
| BeeMeR napisał/a: | | tylko mieszkać z kimś takim bym nie mogła |
| Caitriona napisał/a: | | Rewelacyjnie zagrana postać. Jednyna w swoim rodzaju |
w rankingu jedynych w swoim rodzaju pastor z DiU95 jednak wygrywa
BeeMeR - Pon 17 Sie, 2009 13:32
| Alicja napisał/a: | pastor z DiU95 jednak wygrywa | Z nim bym też nie mogła mieszkać a go też uwielbiam
Alicja - Pon 17 Sie, 2009 15:11
| BeeMeR napisał/a: | | Z nim bym też nie mogła mieszkać |
w życiu gdyby mi nerwy puściły podczas posiłku mogłabym zachować się źle
Caitriona - Pon 17 Sie, 2009 19:18
| Alicja napisał/a: | | w rankingu jedynych w swoim rodzaju pastor z DiU95 jednak wygrywa |
On jest poza konkurencją! To taki rodzynek nad rodzynkami, niedoścignięty wzór
Tamara - Pon 17 Sie, 2009 22:13
No , Fanny stanowiłaby dobry materiał na przyszłą Lady Katarzynę gdyby sie odpowiednio utytułowany małżonek trafił , ale że sie trafił jaki sie trafił , to i tak wielką panią będzie odstawiać
BeeMeR - Wto 18 Sie, 2009 09:29
| Tamara napisał/a: | | Fanny stanowiłaby dobry materiał na przyszłą Lady Katarzynę | mnie się wydaje, że jeszcze lepszy na panią Bennet Histerię ma opanowaną do perfekcji
swoją drogą to są genialne kreacje, godne najwyższej nagrody za role największego upierdliwca
Alicja - Wto 18 Sie, 2009 14:50
| BeeMeR napisał/a: | | godne najwyższej nagrody za role największego upierdliwca |
właśnie tak, jak pisze Caitriona, niedoścignione
Sofijufka - Nie 13 Gru, 2009 16:21
na łóżu boleści leżąc zapuśćiłam sobie wczoraj płytkę i obejrzałam, smarkając w chusteczke. JT jeszcze seksowniejszy i bardziej dziewiczy mi się wydał, ale i do Higginsa poczułam niewieścia słabość...
Gosia - Nie 13 Gru, 2009 17:58
Bardziej dziewiczy, powiadasz?
Higgins czyli Brandon Coyle fajną ma tu rólkę i jakieś ciepło w oczach, zwłaszcza, jak się tak lekko uśmiecha.
Calipso - Nie 13 Gru, 2009 22:32
| Sofijufka napisał/a: | | ale i do Higginsa poczułam niewieścia słabość... |
Dopiero teraz? Mnie Higgins poruszył już przy pierwszym seansie
Sofijufka - Nie 13 Gru, 2009 22:34
a ja go polubiłam, ale zostawił mie letnią..
Calipso - Nie 13 Gru, 2009 22:36
Zawsze to lepiej,bo już cieplej.
monka2212 - Pon 04 Sty, 2010 21:16
Witam!
Jestem tutaj nowa i to mój pierwszy post, więc zaczynam z pewną taką nieśmiałością...
Od dawna byłam wielbicielką powieści Jane Austen i ich ekranizacji z " DiU" na czele. Jednak na "Północ i Południe" bezpośrednio doprowadziła mnie " Jane Eyre". Kiedy przeszło rok temu zobaczyłam tę ( okaleczoną przez TVN) serię " zachorowałam" na punkcie filmu, książki i... Toby'ego Stephensa. Po paru miesiącach tej " choroby" trafiłam - no, może nie na antidotum, bo "JE" w dalszym ciągu zajmuje ważne miejsce w moim sercu, ale na film, który dopełnił mojego uwielbienia dla seriali produkowanych przez BBC.
" North and Soth"
Odnośnie wrażeń po "N&S" to trudno już dodać coś nowego- mogę tylko powtórzyć, że serial jest absolutnie cudowny, wysmakowany, ma wspaniałą, urzekającą atmosferę i to napięcie między parą głównych bohaterów!!! Te same zachwyty dotyczą również gry aktorskiej.
Cieszę się, że dzięki filmowi odkryłam cudownego Ryszarda, chociaż - podobnie jak niektóre z forumowiczek- ubolewam nad faktem, że nie dane jest nam go podziwiać w kolejnych rolach na miarę Johna Thorntona.
Od filmu przeszłam też do książki. Niestety,moja znajomość angielskiego nie jest na tyle biegła, aby w pełni ją zrozumieć (ale wciąż się uczę). Jednak tym tropem trafiłam na forum, z czego BAAARDZO się cieszę. Tyle pokrewnych dusz!
Pozdrawiam więc serdecznie wszystkie fanki "N&S" i w Nowym Roku życzę wielu , nie tylko filmowych, wzruszeń !
|
|
|