Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
RaczejRozwazna - Sob 26 Gru, 2009 22:13
He, tylko dla mnie bohater byroniczny NIE GADA że skrywa tajemnicę i jest niebezpieczny. To po prostu to widać.
jak dla mnie Edward w ogóle za dużo gada, mógłby dać se na zatrzymanie...
spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 22:16
| Agn napisał/a: | | E. sam z siebie nie ograniczał, ale wypełnił Belli cały świat, ciągle tylko E. to, E. tamto. |
to już jej wina nie jego.
Poza tym to nie jest takie znowu rzadkie. Jedna z moich koleżanek ostatnio się zakochała i jakby się pod ziemię zapadła. Jest zupełnie nieprzytomn, nie można się z nią w ogóle dogadać, gada tylko o swoim chłopaku (o ile w ogóle gada). Czekamy aż jej trochę przejdzie pierwsza faza, ale to rrwa już 6 miesięcy
| Agn napisał/a: | | Zabijesz mnie za to, co teraz napiszę i skończy się nasze koleżeństwo |
już lecę z siekierą
On się tam wznosił na wyżyny opanowania, żeby zapewnić Belli wolny wybór. Powodów tego zachowania jest kilka:
1. Bella już i tak miała tak koszmarne wyrzuty sumienia, że nie było sensu jej dobijać.
2. Gdyby Edward i Jacob byli ludźmi mogliby się natrzaskać po gębach. Jako wampir i wilkołak musieliby się pozabijać, a tego Bella by nie przeżyła.
3. Bella była na etapie decydowania, z kim chce być, Edward chciał jej to umożliwić.
4. Edward niczego bardziej nie pragnął niż zabić Jacoba, panował nad sobą resztkami sił tylko i wyłącznie żeby nie zranić Belli.
5. Jego wyrozumiałość i opanowanie okazały się dużo skuteczniejsze niż porywczość Jacoba - Edward grał inteligentnie.
Moim zdaniem jaja to miał w tym momencie ze stali
spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 22:18
| Agn napisał/a: | | Niebezpieczny wilkołak. Pff, niuniuś, gdyby nie ten niebezpieczny, niezrównoważony wilkołak Jake, to Bella wciąż jeszcze wychodziłaby z deprechy (albo i nie wychodziła). Cały rok jej nic nie zrobił, a ten ma jakieś widzimisię. Hmm. |
wystarczy chwila. Vide Sam i Emily. Alice też się złapała za głowę, jak usłyszała o wilkołakach.
RaczejRozwazna - Sob 26 Gru, 2009 22:19
Taaaa jakby dla wampirów też nie wystarczyła chwila... A gdzie tolerancja...
spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 22:20
| RaczejRozwazna napisał/a: | Taaaa jakby dla wampirów też nie wystarczyła chwila... |
vide Edward zostawiający Bellę "dla jej włąsnego dobra" w New Moon
asiek - Sob 26 Gru, 2009 22:36
| Calipso napisał/a: | Przerywając wątek zmierzchowy......
Obejrzałam pierwszy odcinek TB i jestem zachwycona Dawno nie widziałam tylu scen przepełnionych emocjami,nie ważne czy dobrymi czy złymi Nawet pierwszy raz mam swoją ulubiona scenę,co nigdy wcześniej nie zdarzyło się przy pierwszym odcinku jakiegokolwiek serialu.
Jak przeżyję,to obejrzę drugi odcinek.Na razie musiałam go zatrzymac,bo jak to kiedyś powiedział pewien Indianin too much blood will kill you |
Co tak słabiutko, hę? Tylko jeden odcinek ? ... Ja to półsezonu obejrzałam na raz.
Agn - Nie 27 Gru, 2009 12:45
| spin_girl napisał/a: | | Agn napisał/a: | | E. zapomina czasem o normalnych reakcjach, których nie da się opanować tak szybko |
Nie rozumiem??? |
No właśnie dziwi mnie, że było w książce, że E. ma porywczy charakter, a tu proszę - ostoja spokoju. Zazdrość to jednak dość gwałtowne uczucie, osoba, która, jak twierdzi, nie panuje nad swoim charakterkiem (w pierwszej książce o tym było), raczej nie będzie stała i gadała jak mądry filozof, kiedy jego dziewoja ewidentnie puszcza go w trąbę.
No ale mnie do E. nic nie przekona.
Zaś jeśli chodzi o Pattinsona - jak na mój gust w filmie ma za mocny makijaż, szczególnie w NM. Ale w tej drugiej części wszystkie wampiry wyglądały jak manekiny. No, może poza Victorią. A jego wygląd pozafilmowy mi nie przeszkadza - jest tyle ślicznych chłopców dookoła, miło popratrzeć na faceta, który nie wygląda tak jak oni (już pomijam fakt, że serio ma nieszablonową, fajną urodę). M.in. dlatego, jak zaczynało się kręcenie Twilight i panienki wielbiące cud-Adonisa-E. krzyczały, że Rpattz jest brzydki, ja przywdziałam avka z nim i napisem "Jedyny słuszny Edward Cullen". No co? Gdyby filmowy E. wyglądał dokładnie tak jak ten książkowy, to chyba bym nie była w stanie obejrzeć filmu do końca. *niesmak*
spin_girl - Nie 27 Gru, 2009 12:50
| Agn napisał/a: | | Zaś jeśli chodzi o Pattinsona - jak na mój gust w filmie ma za mocny makijaż, szczególnie w NM. Ale w tej drugiej części wszystkie wampiry wyglądały jak manekiny. No, może poza Victorią. |
a ja uważam, że nie ma się co czepiać makijażu. W True Blood wszyscy są upudrowani jak osiemnastowieczne kurtyzany (szczególnie Bill!) i nikt się nie czepia. Wampiry niestety trzeba wybielać i bez pudru się nie obejdzie.
| Agn napisał/a: | | No właśnie dziwi mnie, że było w książce, że E. ma porywczy charakter |
to tylko Edwardowi się wydawało, że ma porywczy charakter, reszta Cullenów ciągle ględzi o jego niesamowitym opanowaniu i samokontroli. Aro też.
| Agn napisał/a: | | No ale mnie do E. nic nie przekona. |
no nie bądź taka, daj mi jakąś nadzieję, że tu nie gadam po próżnicy
spin_girl - Nie 27 Gru, 2009 14:57
świetny avatar
Agn - Nie 27 Gru, 2009 15:03
ROZWAAAAŻNAAAA!!! Och, jakie piękne wdzianko. ^^ B. lubię to zdjęcie, miałam je kiedyś w avku (ale nie tutaj). I trochę przycięte.
Z paktami nie ma żartów, to fakt. U nas w La Push wszystko dobrze.
RaczejRozwazna - Nie 27 Gru, 2009 15:15
Danke sehr
| Agn napisał/a: | | U nas w La Push wszystko dobrze. |
A jakżeby inaczej
Czy wiedziałyście, że Taylor Lautner zagra w tym osłąwionym ze względu na udział wielu gwiazd i gwiazdeczek "Valentine's Day"? No zobaczymy jak się chłopak spisze
http://www.imdb.com/title/tt0817230/
O i nawet w trailerze go widać
http://www.valentinesdaymovie.com/
sympatycznie się ten filmik sapowiada, swoją ścieżką
Agn - Nie 27 Gru, 2009 16:05
Wiedziałyście. Choć powiem szczerze, że mam mieszane uczucia względem tego filmu. Taki jakby... pod Love actually robiony. Ashtona nie znoszę. Kurczę, chociaż będzie tam Ania H. i Shirley... No to pewnie obejrzę, bo obie lubię.
A Taylor pewnie się pojawi na kilka minut i założę się, że więcej go nie będzie.
BeeMeR - Pon 28 Gru, 2009 15:10
| Cytat: | BeeMeR napisał/a:
Owszem, mogą, ale twierdzenie tego, że związek jest na wieki po jednorocznej-dwuletniej, czy nawet kilkuletniej znajomości jest znacznie, znacznie na wyrost
ergo moje wyjaśnienie o "mates" i łabędziach. | czytałam, ale mnie nie przekonuje, naprawdę
Aczkolwiek sama znam związki trwające lata scementowane po bardzo krótkiej znajomości. I nie neguję istnienia takich związków - bo są, i są nieraz bardzo piękne - ale mnie to nie przekonuje w kontekście nastoletniej pannicy zakochanej pierwszy raz w pięknym jak-nie-wiem-co i jeszcze szybszym, wspaniałym, ciekawym, etc. bohaterze
Bo znam też sporo związków nastoletnich, takich co to miał być "tylko on jedyny" które rozpadły się strasznie szybko robiąc miejsce dla innych "onów"
BeeMeR - Pon 28 Gru, 2009 15:16
| Cytat: | No i właśnie - poprosiłam Spin, bo czyta uważnie, by mi napisała dokładnie wszystko, co jej przyszło do głowy. Mnie to pomaga. | Wiem i rozumiem, (sama też czepiam się czasem rzeczy, których nie trzeba), może zbyt rygorystycznie zareagowałam , ale imię imieniem, może coś w tym jest, niemniej ja jestem z tych, którzy nie wierzą, że wszyscy jak jeden mąż jedzą w danym kraju jajecznicę tak samo czy piją herbatę - najlepszym dowodem moja siostra i ja - ani ja jej herbaty nie tknę (bo z mlekiem), ani ona mojej (bo z cukrem)
A wychowane jesteśmy nie tylko w jednym kraju, ale i domu
Aragonte - Pon 28 Gru, 2009 15:17
| Agn napisał/a: | I to mówi wielbicielka książkowego Edwarda... *kręci głową z niedowierzaniem* Ja zdecydowanie wolę Blood Ties - może i nie ma powalających efektów specjalnych (raczej są kiszkowate), ale te skrzące się dowcipem dialogi... A książki są przyzwoite. |
Zdecydowanie są przyzwoite. Inaczej by mi się ich tak dobrze nie czytało w pociągu
Może nie jest to lektura, która rzuca na kolana, ale w porównaniu ze Zmierzchem zdecydowanie wygrywają książki Tanyi Huff, IMHO.
Chyba mamy odmienny gust, jeśli chodzi o książki, Spin
spin_girl - Pon 28 Gru, 2009 15:36
| Aragonte napisał/a: | | Chyba mamy odmienny gust, jeśli chodzi o książki, Spin |
chyba tak, bo na tych pięćdziesięciu stronach Tanyi Huff, które przeczytałam znalazłam kilka płaskich metafor, dość grubo ciosany styl a momentami nawet masło maślane - kilkakrotne powtórzenie tych samych uzasadnień tych samych zachowań czy emocji, lekko tylko zmienionymi zdaniami, w tym samym miejscu. Ok, Henry był zły z powodu artykułu w gazecie o wampirze, zrozumiałam za pierwszym razem, nie potrzebuję jeszcze pięciu kolejnych zdań z tytułu "Był wściekły. Był naprawdę wsciekły. Ogarnęła go furia. Trząsł się ze złości."
| BeeMeR napisał/a: | Aczkolwiek sama znam związki trwające lata scementowane po bardzo krótkiej znajomości. I nie neguję istnienia takich związków - bo są, i są nieraz bardzo piękne - ale mnie to nie przekonuje w kontekście nastoletniej pannicy zakochanej pierwszy raz w pięknym jak-nie-wiem-co i jeszcze szybszym, wspaniałym, ciekawym, etc. bohaterze
Bo znam też sporo związków nastoletnich, takich co to miał być "tylko on jedyny" które rozpadły się strasznie szybko robiąc miejsce dla innych "onów" |
A nie możesz wziąć trochę na wiarę? Ona była przekonana, on był przekonany, jak widać czasami takie związki jednak się udają, więc postanowili zaryzykować. Ich sprawa.
Nie chcę poruszać lawiny ani nikogo obrażać, ale w życiu pewne rzeczy trzeba pzyjąć na wiarę. Każda jedna religia tego od wiernych wymaga. Weźmy katolicyzm- podczas mszy mamy wierzyć, że wino i opłatek zamieniają się w ciało i chleb, podczas spowiedzi musimy uwierzyć, że skoro ksiądz nam daje rozgrzeszenie to i Bóg nam je daje. Gdzie fakty, dowody? Gdzie pewność? Nie ma ich, jest wiara. Edward i Bella uwierzyli w siłę swojej miłości i myślę, że ta wiara była wystarczająco silna, żeby w tej miłości wytrwali.
Jeszcze raz podkreślam, że nie chcę urazić niczyich uczuć religijnych, ale nie mogę opanować narzucającego mi się skojarzenia, że od fikcji dla nastolatków żąda się absolutnej logiki, a sama Biblia aż się roi od nielogiczności, które wszyscy łykamy jak młode pelikaniki bez najmniejszego sprzeciwu...
Aragonte - Pon 28 Gru, 2009 15:42
Odżegnuję się od bycia pelikanikiem - niczego nie łykam
Dobra, wysiadam z pociągu zmierzchowego, oddam przy pierwszej okazji te książki do biblioteki. Utwierdzam się w przekonaniu, że dużo znacznie lepiej napisanych na mnie czeka
asiek - Pon 28 Gru, 2009 17:12
| Aragonte napisał/a: | | Odżegnuję się od bycia pelikanikiem - niczego nie łykam |
Ja też nie. ... A w zasadzie już nie.
spin_girl - Pon 28 Gru, 2009 17:18
No to chwała Eru, nie wetknęłam kija w mrowisko
Nie powiem, żebym niczego nie łykała, bo kilka dni temu świętowałam z rodziną urodziny Jezusa, który, jak podają wiarygodne historyczne źródła, urodził się w marcu...ale wszystkiego nie łykam odkąd zczęłam się nad pewnymi rzeczami głębiej zastanawiać...
RaczejRozwazna - Pon 28 Gru, 2009 17:27
wiara w miłość a sama miłość to chyba co innego... Ale owszem sama uważam, że pierwsza miłośc może przetrwać wszystko. Znam takie pary. Z tym, że to co wykreowałą Meyer to nie miłość lecz jakieś narkotyczne zauroczenie, przynajmniej ze strony Belli - ja tak uważam. Mianem pierwszej miłości (zakochania) to bym określiła uczucia Jacoba do Belli. Tak zniszczone przez to nieszczęsne wpojenie...
| Cytat: | | wszystkiego nie łykam odkąd zczęłam się nad pewnymi rzeczami głębiej zastanawiać... |
I chwała Bogu, bez głębszego zastanawiania się nie ma i głębszej wiary i w ogóle niczego głębszego
spin_girl - Pon 28 Gru, 2009 17:48
| BeeMeR napisał/a: | | niemniej ja jestem z tych, którzy nie wierzą, że wszyscy jak jeden mąż jedzą w danym kraju jajecznicę tak samo czy piją herbatę - |
istnieje coś takiego jak mentalność narodów. Ile osób w Polsce je kanapki z masłem orzechowym i dżemem? Albo szykuje sobie kanapkę BLT? W której restauracji przy zamówieniu herbaty dostaniesz do kompletu dzbanuszek z mlekiem zamim o niego poprosisz? Co kraj to obyczaj. Dla każdego szanującego się pisarza tło obyczajowe jest niezwykle istotne. Jeśli umieszcza się akcję np. w San Francisco, należy zapoznać się z topografią miasta, systemem komunikacji miejskiej, charakterystycznymi obiektami, miejscową kuchnią, powiedzeniami, prasą, uczelniami, klimatem...wszystkim, co może mieć wpływ na akcję, inaczej zaburza się logikę i traci wiarygodność. Czytałam kiedyś książkę Jeffreya Archera, której akcja umiejscowiona była w Polsce i, mimo niezłego researchu, było tam kilka wpadek, wśród nich dziwne imię Zaphia, wszyscy jak jeden mąż pili wyłącznie gdańską wódkę, bo o innych rodzajach autor nie słyszał i jedli na raz pierogi z bigosem (jako jedno danie), a oficjalnym imieniem bohatera było Władek (nie Władysław). Angielskojęzycznym odbiorcom pewnie to nie przeszkadzało, ale dla mnie te szczegóły były irytujące. Powieść nazywa się Kane and Abel, gdyby ktoś chciał sprawdzić dane a Archerowi wygarnęłam na blogu
Agn - Pon 28 Gru, 2009 20:33
Ja też Biblii nie łykam jak jemiołek. Mogę się dołączyć do towarzycha?
| spin_girl napisał/a: | Ok, Henry był zły z powodu artykułu w gazecie o wampirze, zrozumiałam za pierwszym razem, nie potrzebuję jeszcze pięciu kolejnych zdań z tytułu "Był wściekły. Był naprawdę wsciekły. Ogarnęła go furia. Trząsł się ze złości." |
Ekhem, ja też za pierwszym razem zapamiętałam, że E. był zajebiście wręcz cudnej urody, ale Meyer i tak co jakiś czas nam serwowała przypomnienie, w razie gdyby nam wyleciało to z głowy. Stąd też się bierze nikła wiara czytelników, że B. naprawdę kochała E. nie tylko za twarz.
Acz wciąż się cieszę, że choć raz nam się udało zgodzić. I wsionsz jeszsze sw... śfientujiiii...
spin_girl - Pon 28 Gru, 2009 21:02
| Agn napisał/a: | | Ekhem, ja też za pierwszym razem zapamiętałam, że E. był zajebiście wręcz cudnej urody, ale Meyer i tak co jakiś czas nam serwowała przypomnienie, w razie gdyby nam wyleciało to z głowy. Stąd też się bierze nikła wiara czytelników, że B. naprawdę kochała E. nie tylko za twarz. |
wiedziałam, że padnie ten argument ale to było mniej więcej co kilka stron a nie prawie tymi samymi zdaniami przez pół strony ciurem. B. się jednak siliła na różne metafory
| Agn napisał/a: | | Acz wciąż się cieszę, że choć raz nam się udało zgodzić. I wsionsz jeszsze sw... śfientujiiii... |
hehehehehe
musimy jeszcze podyskutować, może się znajdą jeszcze jakieś nowe powody do świętowania? Czy ja pamiętam takie zdanie, że uważasz Pattinsona za jedynego słusznego odtwórcę roli E.? Bo z tym mogę się zgodzić w 100%...
Aragonte - Pon 28 Gru, 2009 21:15
| spin_girl napisał/a: | | Agn napisał/a: | | Ekhem, ja też za pierwszym razem zapamiętałam, że E. był zajebiście wręcz cudnej urody, ale Meyer i tak co jakiś czas nam serwowała przypomnienie, w razie gdyby nam wyleciało to z głowy. Stąd też się bierze nikła wiara czytelników, że B. naprawdę kochała E. nie tylko za twarz. |
wiedziałam, że padnie ten argument ale to było mniej więcej co kilka stron a nie prawie tymi samymi zdaniami przez pół strony ciurem. B. się jednak siliła na różne metafory |
Nie przekonałaś mnie, nadal wolę metafory Tanyi Huff Nie było u niej tyle lukru na wampirycznym torcie, za to trochę humoru. Jej styl bardziej do mnie przemawia (choć nie mówię, że mnie urzekł, ale łyknęłam go bezboleśnie, bez zgrzytania). Jej cyklu przeczytałam trzy tomy, a u Meyer zawisłam na drugim rozdziale Zmierzchu i stooooję
W każdym razie podjęłam próbę - prawda?
Nadal nie rozumiem tego fenomenu Tzn. domyślam się, że jestem po prostu za stara i zbyt cyniczna na Zmierzch w takie wieczne miłości zwyczajnie nie bardzo wierzę. No i nie chce mi się czytać historii miłosnej pozbawionej szerszego wymiaru epickiego, żadne wampiry tego w moich oczach nie ratują.
Agn - Pon 28 Gru, 2009 21:33
| spin_girl napisał/a: | wiedziałam, że padnie ten argument ale to było mniej więcej co kilka stron a nie prawie tymi samymi zdaniami przez pół strony ciurem. B. się jednak siliła na różne metafory |
Nie zauważyłam. Jak nie Adonis *rzyg* to "nigdy się nie przyzwyczaję do jego nadzwyczajności/urody" albo "jak on to robił?" (o trzepotaniu rzęsami, for God's sake...) Generalnie to samo, tylko w innych słowach. No i przy Tanyi Huff jednak było ciut inaczej, gdy nadziałam się na oryginał. U Meyer nie miałam problemu z ani jednym słowem. Co znaczy, że jej słownictwo jest na moim poziomie (a to źle).
| spin_girl napisał/a: | | musimy jeszcze podyskutować, może się znajdą jeszcze jakieś nowe powody do świętowania? Czy ja pamiętam takie zdanie, że uważasz Pattinsona za jedynego słusznego odtwórcę roli E.? Bo z tym mogę się zgodzić w 100%... |
Kochana! Z tobą dyskutować to ja mogę cięgiem (ku zgrozie pozostałych ale najwyżej obie dostaniemy po łebkach ).
A tak, tak uważam. Nawet jeśli w drugiej części wyglądał jak manekin (a i w pierwszej nie raz kusiło, by mu dopisać "Może to jego urok, może to Maybelline"). Zresztą nie tylko on (i nie mówię tu o pudrze!). Ale podoba mi się ten jego... hmm... uśmieszek, jakby go coś rozbawiło i uśmiechał się sam do siebie (np. w scenie w NM, na początku, kiedy B. mówi E., że nie mogłaby znieść myśli, że ktoś chciałby go skrzywdzić).
Kwa! No i się rozgadałam! I wcale nie czekam na Remember me. Ani trochę...
|
|
|