To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Anonymous - Pią 25 Gru, 2009 14:52

Agn napisał/a:
Kaśku, jeśli po 40 minutach wciąż nie jesteś pod urokiem Jacoba

An o to chopdzi, że jestem i nie rozumiem jak można woleć porcelanową figurkę od pełnokrwistego GORĄCEGO faceta typu Jacoba :excited:
Jacob rlz
cały film jest beznadziejny... przewijam cały czas do Jacobowych scen :ops1:

Agn - Pią 25 Gru, 2009 15:14

Jak widać można. Spin by wybrała Edwarda. Bella wybrała Edwarda. Cóż, dla tej kanonicznej Belli to mi trochę szkoda Jacoba, więc w sumie... może to i dobrze, że go nie wybrała?
Agn - Pią 25 Gru, 2009 22:25

Miło będzie obejrzeć horror z tradycyjnym wyobrażeniem potwora. Widziałyście go, jak wył na tej... wieżyczce czy na czym on tam się uczepił? Normalnie jak żywcem wyjęty ze starych rycin! Już się cieszę na seans. :serce:

Tymczasem przypomniałam sobie, że wieki temu coś obiecałam. Spełniam niniejszym swoją obietnicę i przeklepuję. Uwaga, mogą się pojawić literówki, no bo trochę tego przepisywania jest.
Zaczniemy od jednej z najciekawszych postaci, czyli od Carlisle'a...

ROZDZIAŁ CZWARTY

Carlisle: współczucie godne superbohatera?

Andrew Terjesen i Jenny Terjesen

Poza superszybkością, supersiłą, supezmysłami i nieśmiertelnością, całkiem sporo wampirów w serii Zmierzch ma własne specjalne zdolności, które Cullenowie nazywają "darami". Aro, lider Volturi, otacza się wampirami o dodatkowych mocach, "kolekcjonując" je i ich zdolności. Edward Cullen czyta w myślach, podczas gdy Alice Cullen widzi możliwe wydarzenia z przyszłości. Kiedy Bella Swan zostaje przemieniona w wampira, dowiaduje się, że potrafi się osłonić przed mentalnymi zdolnościami innych wampirów, nawet przed Aro. Dar Carlisle'a Cullena jest inny niż pozostałych: wydaje się nim współczucie. Ale co to oznacza? W jaki sposób troska o innych miałaby być tym samym co czytanie w myślach czy widzenie przyszłości? W jaki sposób współczucie wyróżnia go spośród ludzi oraz innych wampirów?
Zdecydowanie jest w Carlisle'u coś wyjątkowego. Jego oddanie "wegetariańskiemu" sposobowi życia i osiągnięcia w tworzeniu wampirzej rodziny, która postępuje zgodnie z jego dietetycznym wyborem, są dość niesamowite. Ale czy Carlisle ma jakiś wyjątkowy dar, którego brak innym wampirom? Czy może jest po prostu wyjątkowo dobrą osobą? Wielu filozofów utrzymuje, że współczucie leży u podstaw bycia dobrym człowiekiem. A więc może nie jest bardzo przesadzone stwierdzenie, że superwspółczucie Carlisle'a umożliwia mu dokonanie czegoś, czego żaden inny wampir przed nim nie był w stanie zrobić.

Teoria "darów" Carlisle'a

Nad talerzem grzybowych ravioli* Edward wykłada Belli teorię Carlisle'a dotyczącą wampirzych darów: "z poprzedniego życia zostały nam najsilniejsze cechy naszej osobowości, tyle, że wzmocnione, podobnie jak nasze umysły i zmysły". Zgodnie z teorią Carlisle'a, nawet jako istota ludzka Edward był bardzo wrażliwy na myśli innych wokół niego, a Alice prawdopodobnie miała jakiegoś rodzaju przeczucia, zanim została przemieniona.
To ciekawa teoria, ale czy jest jakikolwiek dowód na jej potwierdzenie? Rzeczywiście, jest. Dużo wiemy na temat daru Belli, zanim została wampirem. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie powodują zainteresowanie Edwarda Bellą, jest to, że nie może czytać w jej myślach. Później, w Księżycu w nowiu, okazuje się ona odporna na rzucany przez Jane urok powodujący ból. Bella zastanawia się, czy to oznacza, że jest dziwolągiem. Okazuje się, że tak, ale w niezwykle interesujący sposób.
Bella jest zamkniętą w sobie, nieśmiałą osobą, która ukrywa też swoje myśli i uczucia, nie myśli jednak tylko o sobie, lecz okazuje się bardzo opiekuńcza wobec tych, na których jej zależy. Jej troska o innych przejawia się na przykład wtedy, gdy mówi o swoim związku z Edwardem: "inni doszliby do wniosku, że jestem z Edwardem, jego zaś martwiły podobne skojarzenia. A jeśli coś by mu się stało...? Powstrzymywałam się od drążenia tego tematu, a w zamian postanowiłam skoncentrować się na unikaniu sytuacji, które mogłyby zaszkodzić nie mnie, ale Edwardowi właśnie".
Pod koniec Zmierzchu widzimy wyraźnie, że Bella chce zrobić wszystko, co w jej mocy, by chronić innych, kiedy podejmuje samobójczą misję, by uratować Renee. Wie, że prawdopodobnie zginie, ale nie pozwala, by ta myśl ją powstrzymała, i wpada prosto w pułapkę zastawioną przez Jamesa. Jeśli jest cokolwiek, co Bella może zrobić, by chronić tych, na których jej zależy, zrobi to na pewno. W tym świetle wydaje się, że "tarcza" Belli jest jej intensyfikacją najważniejszego aspektu jej charakteru. Jako wampir nareszcie może rozciągnąć tarczę na tych, na których jej zależy, by bronić ich przed szkodliwymi zdolnościami mentalnymi Volturi.

Superwspółczucie Carlisle'a

Edward mówi, że "Carlisle przeniósł swoje współczucie" z dawnego ludzkiego życia. Mimo że jest literalnie spragniony krwi, jest abstynentem. Jako lekarz-wampir dbający o ludzi, jest jak alkoholik pracujący jako barman. To niebezpieczne, ale jest w tym naprawdę dobry. Ma doskonałe podejście do pacjentów, dzięki czemu czują się przy nim swobodnie. Ale czy to naprawdę jest "supermoc"?
Weźmy pod uwagę współczucie Carlisle'a i jego samokontrolę w ekstremalnych sytuacjach. Rozcięcie palca papierem na przyjęciu urodzinowym Belli powoduje, że Jasper wpada w szał żądzy krwi. Okropne rany Belli od odłamków lustra pod koniec Zmierzchu rujnują samokontrolę wszystkich Cullenów oprócz Carlisle'a. Nawet Edward musi odejść, kiedy Carlisle zakłada jej szwy.
W Midnight Sun otrzymujemy możliwość wejrzenia w myśli Carlisle'a dzięki "darowi" Edwarda. Kiedy Carlisle zajmuje się raną głowy Belli, Edward mówi: "Cierpiałem z powodu różnicy między mną a Carlisle'em, z powodu tego, że mógł dotykać ją tak delikatnie, bez strachu, wiedząc, że nigdy nie zrobi jej krzywdy". W opowiadaniu Edwarda widzimy jasno, że Carlisle naprawdę całkowicie opanował swoje pragnienie krwi.
Klan Denali, którego wszyscy członkowie również są wegetarianami, trzyma się z dala od ludzkich spraw. Ich decyzja o nieżywieniu się ludźmi wydaje się podyktowana raczej zimną, racjonalną kalkulacją niż afektem dla ludzkości, jaki wykazuje Carlisle. Ponadto ten ostatni nigdy nie wymusił na członkach rodziny swojego wyboru, a raczej zainspirował ich do niego. Edward jest pierwszym wampirem, którego tworzy Carlisle. Nigdy nie wątpi w szczerość Carlisle'a i jego wiarę w to, że wstrzemięźliwość jest właściwą drogą, sam nie akceptuje jej jednak od razu. Przez mniej więcej dekadę żywi się krwią łotrów, dopóki nie dochodzi do wniosku, że Carlisle ma rację.
Wiemy tyle, że Carlisle nigdy nie skosztował ludzkiej krwi. Kiedy został wampirem, był tak zrozpaczony, że usiłował popełnić samobójstwo na kilka różnych sposobów, łącznie z zagłodzeniem, dopóki nie odkrył, że może przeżyć, żywiąc się wyłącznie krwią zwierząt. Nawet Volturi nie potrafili wpłynąć na niego, by pił ludzką krew, choć poza tym podziwiał ich ucywilizowanie i kulturę. Jego współczucie pozwala mu wytrwać w swoim postanowieniu, a także odróżnia go od innych wampirów.

Czy współczucie jest uczuciem?

Jeśli dar Carlisle'a pozwala mu oprzeć się chęci zabijania ludzi, dobrze byłoby lepiej ów dar zrozumieć. Skoro wampirze dary są oparte na ludzkich cechach, to można by uznać, że Stephenie Meyer odkryła, iż istnieje taka ludzka cecha, która powstrzymuje przemoc. Warto, by wszyscy ludzie rozwinęli ją w sobie, gdyby było to możliwe.
W powszechnym mniemaniu współczucie rodzi się w nas, gdy widzimy, że dzieje się coś złego. Rozważmy, co mówi chiński filozof Mencjusz (371-289 p.n.e.). Wszyscy mamy w sobie "ziarenko" współczucia, przez co rozumie on, że wszyscy rodzimy się z dość ogólnym uczuciem troski o innych.
Cytat:
Powód, dla którego twierdzę, że wszyscy ludzie mają serca nieznoszące cierpienia innych, jest następujący. Przypuśćmy, że ktoś nagle zobaczyłby dziecko, które za chwilę wpadnie do studni: każdy w takiej sytuacji odczułby trwogę i współczucie. Nie dlatego, że ten ktoś chciałby żyć w przyjaźni z jego rodzicami, ani dlatego, że nie lubi dźwięku płaczu dziecka.

Mencjusz nazwał to uczucie ziarnem, ponieważ nie jest ono w pełni rozwinięte. Musi raczej być pielęgnowane i hodowane, aż stanie się cnotą ciągłej troski o innych. Pozbawione pielęgnacji współczucie ograniczy się do dzieci, szczeniaczków i oczywiście do ludzi, na których nam zależy. Nie rozszerzy się na nikogo innego.
Pomyślmy o ograniczonym współczuciu klanu Tanyi. Jego członkinie troszczą się o mężczyzn, z którymi się zabawiają, dbając, by ich nie skrzywdzić, ale ich uczucia nie sięgają głębiej. Pozbawieni tego uczucia Tanya i klan Denali uznają, że nie leży w ich interesie pomoc rodzinie Carlisle'a w obronie przed armią nowo narodzonych wampirów Victorii w Zaćmieniu. W Przed świtem stają po stronie Cullenów częściowo w trosce o bezpieczeństwo i prawo do życia Renesmee. (Może także czują się źle, gdyż Irina wyłamała się i sprowadziła Cullenom na głowy Volturi.) Uczucia Tanyi są specyficznie ulokowane, choć te, które żywi do Renesmee i rodziny Carlisle'a, nie wystarczyłyby, by wytworzyć ten rodzaj samokontroli, którą wykazuje się Carlisle w szpitalu.
Gdy więc myślimy o współczuciu jako po prostu uczuciu, musimy pamiętać, że ludzkie uczucia są różne i często kapryśne. W końcu gdyby to Renesmee miała wpaść do studni, Volturi nie panikowaliby, podobnie zresztą jak każdy, kto uważałby ją za "nieśmiertelne dziecko". Inny problem związany z taką klasyfikacją ilustruje przykład Mencjusza z dzieckiem wpadającym do studni. Mencjusz powiada, że poczulibyśmy trwogę, widząc dziecko wpadające do studniu, nie twierdzi natomiast, że zareagowalibyśmy na to w jakikolwiek sposób. Uczucia nie zawsze popychają nas do czynów. Można być wampirem, jak Edward, który żywi się ludźmi i źle się z tym czuje (fakt, że ci ludzie są złoczyńcami, wiele nie zmienia), ale jego uczucia nie powstrzymują go przed jedzeniem. Nie tylko uczucia powodują więc, że przyjmuje on dietę Carlisle'a.

Współczucie świętego?

Myśl Mencjusza o współczuciu jako uczuciu kiełkującym w konkretnych okolicznościach nie oddaje zatem tego, co czyni Carlisle'a wyjątkowym. Być może chodzi tu o inną ideę współczucia. W tradycji buddyjskiej odnosi się ono do troski o wszystkie żywe istoty. Nie jest to więc specjalne uczucie, które wzrasta w odpowiednich okolicznościach, jak wtedy, gdy dzieci znajdą się w niebezpieczeństwie. Przeciwnie, występuje w każdych okolicznościach. Dalajlama opisuje współczucie w następujący sposób: "Prawdziwe współczucie nie jest jedynie emocjonalną odpowiedzią, ale mocnym zobowiązaniem opartym na rozumie... Dla kogoś, kto praktykuje buddyzm, celem jest rozwinięcie tego prawdziwego współczucia, tego prawdziwego życzenia dobra dla innych, w sumie dla wszelkich żywych istot w całym wszechświecie".
Współczucie rozumiane jako uniwersalna, racjonalna troska wydaje się bardziej obiecujące, gdyż odzwierciedla troskę Carlisle'a. Jego "wegetarianizm" pokazuje niechęć do zabijania ludzi po to, by zaspokoić głód. Wydaje się jednak, że Carlisle nie chce zabijać ich z innych powodów. W sumie prawdopodobnie uważa, że uratowanie życia może być ważniejsze niż jego własne życie, które wiedzie wraz z rodziną. W wersji roboczej Midnight Sun Carlisle mówi Edwardowi, że dobrze zrobił, ratując życie Belli, chociaż zatrzymując samochód, ryzykował ujawnienie swojej wampirzej natury (oraz pozostałych Cullenów). Przez całą serię Carlisle stara się unikać przemocy, by nie zadawać niepotrzebnej śmierci. Poza tym na co dzień znajduje się w samym środku krwawego zamieszania, ratując ludzkie życie w szpitalu.
Czy to właśnie owo superwspółczucie Carlisle'a odzwierciedla jego wiarę w to, że wszystkie żywe istoty zasługują na dobre traktowanie? Zanim wyciągniemy pochopne wnioski, musimy rozważyć, skąd bierze się takie przekonanie. Sam dar Carlisle'a nie wystarczy. Coś jednak pozwala mu owo przekonanie podtrzymać (Dalajlama nazywa to "mocnym zobowiązaniem"), skoro tak wielu tego nie potrafi. Buddystyczna myśl o współczuciu wyrasta z idei, że całe życie jest cierpieniem. Nawet wtedy, gdy nie odczuwamy fizycznego bólu lub emocjonalnego cierpienia, nie jesteśmy w tym świecie całkowicie spokojni. Należy więc traktować ludzi dobrze, ponieważ cierpią.
Filozof Artur Schopenhauer (1788-1860) również skłaniał się ku etyce współczucia. Powodem, dla którego Schopenhauer propagował współczucie, było to, że gdy raz zrozumiemy naturę świata, zdajemy sobie sprawę z tego, iż jednostka jest nic nieznaczącą jego cząstką. Schopenhauer uważał współczucie za logiczną odpowiedź na świat, w którym poszczególne jednostki nie są tak ważne, by ich potrzeby górowały nad potrzebami innych. Skoro już widzimy, co czyni tę ideę współczucia możliwą, musimy zdać sobie sprawę, że w wypadku Carlisle'a nie o to chodzi. Stworzył on rodzinę, która jest dla niego ważna (niemożliwe jednak, by jego dar zakorzeniony był w świadomości, iż jego rodzina nie jest ani trochę ważniejsza niż jakakolwiek inna). Poza tym, chociaż nie zabija ludzi dla pożywienia, nie wierzy wcale, że każdy ma takie samo prawo do życia (skoro akceptuje na przykład to, co robi Rosalie w Rochester). Oczywiście zabija również zwierzęta dla pożywienia, mimo że nigdzie nie jest powiedziane, iż nie mógłby się żywić krwią z banku krwi. Musi więc istnieć inne źródło współczucia, pomiędzy skrajnymi uczuciami do poszczególnych osób a wszechogarniającą troską, której przejawem byłby dar Carlisle'a.

Współczucie, troska i rodzina Cullenów

Edward opowiada Belli historię Carlisle'a na wczesnym etapie ich związku, tak więc dowiadujemy się, że Carlisle nie miał licznej rodziny, gdy był człowiekiem. Jego matka zmarła podczas porodu, a ojciec był anglikańskim pastorem, więcej uwagi poświęcał tropieniu czarów i demonów niż obowiązkom ojcowskim. Oczywiście nie znajdował prawdziwych czarownic i wampirów, lecz rzucał oskarżenia na niewinnych ludzi. Carlisle czuł się w obowiązku zadowolić ojca, gdy więc ten się zestarzał, objął dowodzenie nad wypadami tropicieli wampirów. W przeciwieństwie do swojego ojca, Carlisle nie pomagał Kościołowi oskarżać niewinnych ludzi. Nie, Carlisle odnalazł prawdziwego potwora. Odnalazł prawdziwe siedlisko wampirów. I tyle.
Tak więc kiedy Carlisle obudził się, by stwierdzić, że sam jest jednym z napiętnowanych przez jego ojca potworów, był załamany. Nie rzucił się jednak na okolicznych mieszkańców ani nie poddał skrajnemu pragnieniu krwi. Zamiast tego wycofał się z zamieszkanych przez ludzi terenów, a kiedy pokonało go własne pragnienie, zapolował na jelenie. Tak oto narodził się wampirzy "wegetarianizm".
Carlisle zauważył, że potrafi żyć w zgodzie ze sobą, jeśli nie zabija ludzi. Wyrusza, by zrobić coś sensownego, studiuje i podróżuje, zostaje lekarzem, spotyka inne wampiry, choćby słynnych Volturi. Żaden z tych wampirów go nie rozumie. (Carlisle równie dobrze mógłby nosić czerwony nos klauna.) Jest samotny. Podróżuje dalej, aż dociera do Nowego Świata. Wtedy znajduje Edwarda podczas epidemii hiszpanki i składa obietnicę, że go "uratuje". Nagle okazuje się, że Carlisle ma syna, brata, towarzysza. Nigdy jednak nie przemienia w wampira kogoś, kto miałby szansę wieść ludzkie życie.
Przez całe życie i nie-życie Carlisle stara się dobrze funkcjonować wśród innych ludzi. Myśl, że współczucie jest rodzajem wzajemnej relacji z innymi, jest znana w tradycji filozoficznej jako "etyka troski". Zgodnie z nią nasze związki z innymi ludźmi stanowią podstawę wszelkiej myśli moralnej. Cullenowie nie są rodziną dzięki więzom krwi (ani nawet picia krwi). Są rodziną, ponieważ łączy ich wszystkich związek, który definiuje nie tylko to, kim są, ale także jak żyją.
Współczesny filozof Michael Slote opisuje współczucie jako "troskę opartą na empatii". Według tej definicji współczucie Carlisle'a to umiejętność dbania o ludzi, gdy nawiązuje z nimi relację, która umożliwia mu związanie się z nimi i zrozumienie, co czują. Oto cały Carlisle! Przewagą tej definicji współczucia jest to, że uwzględnia ona znaczenie szczególnej relacji Carlisle'a z pozostałymi Cullenami. Jego głębszy związek z rodziną oznacza, że zobowiązany jest robić dla niej dużo więcej. To zobowiązanie jednak może przenieść się także na innych ludzi poprzez istniejące związki. Tak więc na przykład ponieważ zależy mu na Edwardzie, a Edwardowi zależy na Belli, oznacza to, że Carlisle związany jest teraz z Bellą.
Jak wyjaśnia to jego umiejętność powstrzymania się przed żywieniem się obcymi ludźmi? Na to pytanie odpowiedzi udziela również etyka troski. Współczesna filozof Nel Noddings w swojej książce Caring (Troska) argumentuje: "kiedy związek jeszcze nie został nawiązany lub kiedy może zostać odrzucony (...) imperatyw jest bardziej hipotetyczny: muszę, jeśli chcę (lub jestem w stanie) wejść w związek". A więc zgodnie z etyką troski, każdy napotkany człowiek jest kimś, z kim moglibyśmy wejść w relację. Przez szacunek dla tej potencjalnej relacji musimy zachować się zgodnie z podstawowymi zasadami, a najważniejszą z nich dla wampirów jest "nie jedz mnie".

Potęga związków

Pod koniec Przed świtem Garrett wygłasza podniosłą przemowę:
Cytat:
Przyjechałem tutaj na prośbę Carlisle'a, by złożyć przed wami zeznanie. (...) Zostałem, by przyjrzeć się z bliska czemu innemu. (...) Te dwa sędziwe wampiry nie zjawiły się tutaj z zamiarem wymierzenia sprawiedliwości, tak jak wam to przedstawiły (...) Volturi przybyli tutaj, by zlikwidować tych, których postrzegają jako swoich konkurentów. Być może, tak jak ja, spoglądacie na ich złote oczy i ogarnia was zdumienie. To prawda, trudno ich zrozumieć. Ale włoska trójca przyjrzała im się i zobaczyła coś jeszcze oprócz dziwnego stylu życia. Zobaczyła kryjącą się w tych ludziach moc.

Volturi nie zbudowali swojego klanu na więziach, które stworzyli Cullenowie jako rodzina. Zamiast tego, zastraszając i karając, utrzymali wszystko w "cywilizowanych" ramach. Jak jednak zauważa Garrett, Cullenowie znaleźli inny rodzaj siły, której Volturi nie mogą zrozumieć. Garrett dalej zeznaje, że obserwował rodzinę i jest dla niego jasne, iż:
Cytat:
kluczowy dla powstania tak silnych więzów - a właściwie niezbędny do ich powstania - jest właśnie pokojowy charakter owego pełnego wyrzeczeń życia. Nie ma w nim miejsca na wybuchy agresji, tak powszechne wśród wielkich południowych klanów, które znikały z powierzchni ziemi równie szybko, jak się pojawiały, wybijane w wyniku niekończących się waśni. Nikomu też do głowy nie przyjdzie, żeby zawalczyć o władzę. A Aro wie o tym jeszcze lepiej ode mnie. (...) Przyjechałem tu, żeby zostać świadkiem. Zostaję, żeby walczyć. Volturi nie zależy na śmierci tego dziecka. Zależy im na tym, by uśmiercić naszą wolną wolę.

Polityczny protest bez przemocy jak z idei Gandhiego jest niebezpieczny dla status quo, który utrzymuje Volturi przy władzy. Warto pamiętać o jego roli.
Jako kolejny dowód na siłę więzów opartych na trosce o kogoś, skłaniających do bardziej odpowiedzialnego zachowania, rozważmy związek Jaspera z Alice, który pomógł powstrzymać jego pragnienie krwi, jeszcze zanim dołączył do Cullenów. Związek ten nie jest zresztą ograniczony do nowej rodziny. Spotkanie Denali z Carlisle'em zaowocowało wyborem nowego stylu życia przez klan Denali. W Midnight Sun Edward opowiada, jak chciał zabić potencjalnych gwałcicieli w Port Angeles, a Carlisle myśli: "ona ma na ciebie dobry wpływ, prawda? Tyle współczucia, tyle samokontroli". Związek Edwarda z Bellą pomaga mu powstrzymać okrutne odruchy, a przypuszczalnie niesamowita zdolność Carlisle'a do nawiązywania relacji z innymi pomaga mu kontrolować wampirze odruchy do niespotykanego dotychczas stopnia.
Najlepszym tego przykładem jest jednak siła Renesmee. Carlisle żartuje, że jej umiejętność transportowania własnych myśli do umysłów innych ludzi i niejako budzenia w nich troski o nią jest odwróceniem zdolności zarówno Belli, jak i Edwarda. Renesmee również cementuje przymierze świadków Carlisle'a, by stanęli z nim przeciwko Volturi. W tym sensie wydaje się podobna do swojego "dziadka", że się tak wyrażę. Niemal natychmiast tworzy więzy z Tanyą i z innymi. Te więzy sprawiają, że wszyscy chcą się o nią troszczyć, nawet jeśli oznacza to starcie z Volturi.
Ponieważ Carlisle potrafi zapanować nad niektórymi z najbardziej niszczycielskich pragnień, jakie można sobie wyobrazić, należałoby uznać jego zdolność za dar. Mamy w serii Zmierzch kilka przykładów, które pokazują siłę autentycznej więzi emocjonalnej, przezwyciężającej egoistyczne i destrukcyjne pragnienia. Zatem możemy wyciągnąć stąd wniosek, że darem Carlisle'a jest superwspółczucie, rozumiane jako ponadludzka zdolność do nawiązywania związku opartego na trosce z każdym, nawet z obcymi. Właśnie to umożliwia mu takie życie, jakiego inny wampir nie potrafiłby wieść.

* Autorowi pomieszały się sceny, rozmowa ta odbyła się innego dnia w pokoju Belli (przyp. tłum.).



Booooorze szumiący, myślałam, że nie dam rady. Ale dałam. Cały czwarty rozdział. *puchnie z dumy*

A w ogóle to uzupełniłam swoje opowiadanko Mężczyzna od kuchni o czwarty odcinek: http://www.twilightseries...09,5021-75.html

asiek - Sob 26 Gru, 2009 07:19

Agn, :oklaski:

Przyznam, że zdumiewa mnie, iż cykl powieściowy pani M. wzbudza tak wielkie emocje. :wink: ... Odnoszę wrażenie, że sama Meyer nie przemyślała tak dogłębnie swych dzieł. :wink:
... I żeby nie było, że się naśmiewam, to oświadczam wszem i wobec, iż przeczytałam całą sagę, mimo przestróg Admete. :lol: :wink:

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 11:26

Hej, fajne! A myślałam, że mi się nie spodoba "Zmierzch i filozofia" ale z tym rozdziałem o Carlisle'u zgadzam się całkowicie. W ogóle bardzo lubię tę postać i nigdy nie dziwiło mnie, że reszta Cullenów bez oporu stworzyła taką silną rodzinę skoncentrowaną wokól Carlisle'a, on jest wręcz stworzony na lidera.
Agn - Sob 26 Gru, 2009 12:02

Mówiłam, że fajne. Mnie się to b. dobrze czytało, ciekawe było. Co prawda nie podejrzewam samej autorki, by inspirowała się starożytną (czy też współczesną) filozofią, kiedy pisała swoją książkę, ale ciekawe są te eseje.

Co by tu jeszcze zapodać...? *kartkuje zawzięcie książkę* Przeżyjecie, jeśli podrzucę kawałek o Jake'u? Mogę o Jacobie? Mogę? Mogę? Mogę??? :mrgreen:

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 12:50

Też wątpię, żeby się inspirowała :mrgreen: ale zawsze ciekawe jest takie drugie dno, nawet jeśli autorce nawet się ono nie śniło :wink:
BTW, według informacji podanej dziś przez TVN 24, Zmierzch był najbardziej kasowym filmem roku. :-P
Tutaj sam Team Jacob siedzi (oprócz mnie), więc większość nie tylko przeżyje ale pewnie się ucieszy :wink: Ja natomiast nie mam absolutnie nic przeciwko, albowiem Jacoba bardzo lubię.

Agn - Sob 26 Gru, 2009 12:54

A to mnie akurat nie dziwi. Wręcz bym się zdziwiła, gdyby było inaczej. No tak, po drodze był jeszcze Potter, ale że Potter poniekąd nie jest już nowością (znaczy się ekranizacja szóstki tak, ale sama historia już nie, do Pottera wszyscy się tak jakby przyzwyczaili), a Zmierzch jest ciągle czymś nowym, ekranizacja weszła akurat na fali największego zainteresowania, więc wynik mnie naprawdę wcale nie dziwi.
asiek - Sob 26 Gru, 2009 12:56

Gdyby nie filmowy "Zmierzch", to pewnie w ogóle nie spojrzałabym w stonę książek Meyer. :wink:
Agn - Sob 26 Gru, 2009 13:00

Ja tam bym spojrzała. Książki mają prześliczne okładki i dobrze leżą w dłoni, więc choćby dlatego bym je przeczytała. Hmm, zaraz... właśnie dlatego je przeczytałam. :roll: Zaczęłam, jak były 3 części już wydane, ale jeszcze nie było takiej świromanii (znaczy się nie u nas w księgarni).
spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 13:02

asiek napisał/a:
Gdyby nie filmowy "Zmierzch", to pewnie w ogóle nie spojrzałabym w stonę książek Meyer. :wink:

Właściwie ja też. Kupiłam pierwszą część w momencie, kiedy film leciał w kinach i wszyscy się nim ekscytowali. Chciałam zobaczyć, o co tyle szumu, więc kupiłam książkę i ...wpadłam :mrgreen: Do dzisiaj się tylko cieszę, że empik.com przysłał mi ją akurat po ostatnim egzaminie w sesji zimowej, bo pewnie, po raz pierwszy w życiu, zaliczyłabym poprawkę. Potem rozsyłałam ebooki koleżankom z roku z ostrzeżeniem NIE CZYTAJ TEGO PRZED SESJĄ!!! i bardzo mi za nie były wdzięczne :mrgreen:

RaczejRozwazna - Sob 26 Gru, 2009 19:35

Agn - przeczytałam Twój czwarty odcinek - hahaha czy cha cha cha - wszystko jedno, ale Charlie zamierzający zrobić "jesień średniowiecza" z tej mniej szlachetnej części Sama-wilkołaka jest genialny :rotfl: :rotfl: :rotfl: Najlepsze jest to, że autentycznie widzę filmowego Charliego (którego bardzo polubiłam, zwłaszcza po NM) jak to robi - faktycznie tak by się zachował jak opisałaś. Jeszcze raz powtórzę - Agn wspaniale łapiesz charakterystykę postaci - to jest niesamowicie ważne. Wiem co mówię bo właśnie przeczytałam "W ręku Boga" Stojowskiego (dość słynną kontynuację "Trylogii" Sienkiewicza) i postaci w tej książce ze swoim Sienkiewiczowskim pierwowzorem łączą tylko imiona... Wydawaj to dziewczyno i się nie zastanawiaj, póki trwa Zmierzchomania :-D

Co do cytatu ze "Zmierzchu i filozofii" przeczytałąm z zainteresowaniem. Aczkolwiek nie do końca się zgadzam i chętnie podyskutowałabym z tezami autorów. Ale poczekam na ten fragment o Jake'u :-P

PS. :mrgreen: A notabene - "Jesień średniowiecza" Huizingi polecam serio - świetna ksiązka wprowadzająca w atmosferę i obyczajowość późnego średniowiecza. Jednym z bohaterów jest niejaki Guillaume de Machaut, słynny średniowieczny poeta, kompozytor, pierwszy romantyczny artysta z lekka szalony. Napisał m. in. to dzieło:

http://www.youtube.com/watch?v=4vADjiznPm0

jak dla mnie ta muzyka to odpowiednik gotyku w sztuce dźwięków

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 19:45

RaczejRozwazna napisał/a:
Wiem co mówię bo właśnie przeczytałam "W ręku Boga" Stojowskiego (dość słynną kontynuację "Trylogii" Sienkiewicza

próbowałam to kiedyś czytać, ale wcale mi się nie spodobało. Dotrwałam do śmierci Zagłoby.

Anonymous - Sob 26 Gru, 2009 19:50

nawet moja sąsiadka przeszła na wilkołaczą stronę mocy!! jestem w szoku... :excited: :paddotylu:
spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 19:52

Na szczęście u mnie na roku rządzi team Edward :mrgreen:
Agn - Sob 26 Gru, 2009 20:05

RR, gracias muchas i komaras. Ale wydać i tak bym tego nie mogła, choćbym się posr... khm, no, gdybym bardzo chciała. Fanfików się nie wydaje. A na dokonanie pana Stojowskiego wolałabym spuścić zasłonę milczenia...

O Jake'u będzie inszą razą. Choć raz sprawię Spin przyjemność i będzie o Edwardzie.
Tylko jeszcze jedno wyjaśnię – do każdego rozdziału jest w choinkę przypisów na końcu książki (typu skąd został wzięty dany cytat etc.), ale tego już mi się naprawdę nie chce przeklepywać. Wybaczcie.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Czytanie w myślach a moralność: moralne zagrożenia czyhające na Edwarda

Eric Silverman

Gdybyście mogli zrobić, mieć lub osiągnąć cokolwiek, czego pragniecie, do czego byście dążyli? Edward Cullen zadaje sobie właśnie to pytanie. Oprócz zwyczajnych wampirzych możliwości, takich jak nieśmiertelność, niezwykła siła i szybkość, ma dodatkowo wyjątkowy dar: potrafi czytać w myślach zarówno ludzi, jak i wampirów. Jest jasne, że i Edward, i pozostali członkowie rodziny Cullenów usiłują używać swych zdolności w sposób moralnie dopuszczalny, łatwo jest jednak zapomnieć o szczególnych moralnych obostrzeniach, które idą za talentem do czytania w cudzych myślach.

Czy władza demoralizuje, czy odkrywa moralny charakter?

- Nie ma co, facet mnie nienawidzi – stwierdził Edward wesoło.
- Skąd wiesz? - spytałam zaczepnie, ale zaraz pomyślałam, że może rzeczywiście potrafi wyczuć takie rzeczy. Zmierzch
Dar Edwarda stawia go w wyjątkowym położeniu. Podczas gdy większość wampirów boi się przynajmniej tego, że zdemaskowanie może zmusić je do opuszczenia zamieszkiwanego przez nie miejsca, zdolność Edwarda do czytania w myślach pozwala mu robić to, czego chce, niemal bezkarnie. Edward opisuje niektóre z zalet czytania w myślach: „Potrafiłem być czarujący, kiedy tylko chciałem. To było łatwe, skoro wiedziałem natychmiast, jak mój ton głosu lub gest był odbierany”. Znając czyjeś myśli, ma się dostęp do najbardziej przydatnych i uprzywilejowanych informacji. Mogą one umożliwić różnego rodzaju manipulacje, oszustwa i inne moralnie naganne działania. Dzięki swojemu darowi Edward mógłby zrobić praktycznie wszystko.
W podobnych słowach wielki filozof Platon (428-348 p.n.e.) opisał moralne konsekwencje posiadania nadprzyrodzonych mocy tak wielkich, że pozwalają zrobić absolutnie wszystko. Platon twierdził, że takie moce ujawniają w człowieku „najprawdziwszego siebie”. W opowieści Platona o magicznym pierścieniu Gygesa przedmiot ten zapewniał niewidzialność, pozwalał temu, kto miał go na palcu, robić wszystko, co zechciał, bez obawy przyłapania na gorącym uczynku. Takie zdolności stanowią najdoskonalszy sprawdzian charakteru.
Platon odrzucił twierdzenie, że, jak by to można było powiedzieć dzisiaj, „władza deprawuje”. Przeciwnie, wierzył, że władza ujawnia prawdziwy charakter osoby. Kiedy niesprawiedliwa osoba czyni zło, naprawdę sprawiedliwy człowiek dalej czyniłby dobro, pomimo kuszących możliwości pierścienia. Tak jak pierścień Gygesa, umiejętność czytania w myślach, w połączeniu z innymi zdolnościami, pozwala Edwardowi zrobić dosłownie wszystko. Może nie tylko zabijać lub obezwładniać innych, ale mógłby także ukryć swoje czyny, poznać sekrety innych i sprawdzić, czy go nie podejrzewają. Jego zdolność jest sprawdzianem charakteru podobnym jak w opowieści o pierścieniu Gygesa.

Szlachetność i czytanie w myślach

Z początkiem nowego życia (...) zyskałem dar czytania w myślach zarówno swoich pobratymców, jak i ludzi.
Edward, Zmierzch

Carlisle Cullen jest świadomy moralnych konsekwencji nadprzyrodzonych darów. Mówi o własnych wampirzych zdolnościach, zdając sobie sprawę, jakie idą za tym konsekwencje etyczne. Wyjaśniając swoją postawę względem nich, mówi: „jak każdy, musiałem podjąć decyzję, jak wykorzystać swoje talenty”. Służąc jako „głos moralności” w powieściach z serii Zmierzch, Carlisle uważa dążenia życiowe innych za dominujące zagadnienie etyczne.
Pierwsze pytanie etyczne zatem, które powinniśmy zadać w związku z czytaniem w myślach, skupia się na dominujących celach Edwarda, do których dąży z pomocą swojego daru. Co wyróżnia dążenia moralne od tych niemoralnych? Jedna powszechna zasada głosi, że etyczne czyny to te, które mają na celu pomoc innym. Filozof Immanuel Kant (1724-1804) dowodził, że nie powinniśmy skupiać się na własnym szczęściu, gdyż naszą moralną powinnością jest dążenie do szczęścia innych: „Jeśli więc rozważa się szczęśliwość jako cel, którego urzeczywistnienie miałoby być naszym obowiązkiem, to może tu chodzić wyłącznie o szczęśliwość innych ludzi”. Powszechne zaabsorbowanie własnym szczęściem jest częstym powodem własnej porażki. Kant opisuje stan osoby, która całkowicie pochłonięta jest pogonią za celami własnych pragnień, nie bacząc na wymogi moralności, jako jeden z wymiarów „radykalnego zła”.
Podczas gdy Kant uważał, że moralność wymaga od ludzi dążenia do cudzego szczęścia, John Stuart Mill (1806-1873) poszedł nawet dalej, twierdząc, że moralny aspekt danego czynu całkowicie zależy od wpływu, jaki ma on na szczęście ludzi. Jeśli ten myśliciel ma rację, aspekt moralny czytania w myślach zależy w zupełności od konsekwencji, jakie ma ono dla szczęścia każdego, kogo dotyka. Jak wyjaśnia swoją główną moralną zasadę: „zasada największego moralnego szczęścia głosi, że czyny są dobre, jeżeli przyczyniają się do szczęścia, złe, jeżeli przyczyniają się do czegoś przeciwnego”. Mill uważał moralną kwalifikację czynów za całkowicie zależną od ich skutków dla życia ludzi, których dotyczą. Czyny, które zwiększają szczęście wszystkich, są moralne, podczas gdy czyny pomniejszające ogólne szczęście są niemoralne.
Isabella Swan wyraża zasadę moralną podobną do propozycji Kanta i Milla. Nie dba o to, czy jej przyjaciele są wampirami, wilkołakami, czy ludźmi, ale bardzo troszczy się o to, jaki wpływ ich czyny będą miały na innych ludzi. Na przykład zapewnia swojego przyjaciela wilkołaka, Jacoba Blacka, że nie obchodzi ją zmiana fizyczna, jaka w nim zachodzi, martwi się jedynie, kiedy jego czyny krzywdzą innych ludzi. Jak wyjaśnia: „to, że bywasz wilkiem, mi nie przeszkadza, słowo. (...) Przeszkadza mi tylko to, że giną ludzie”. Bella wielokrotnie pokazuje, że nie dba o moce swoich przyjaciół, czy chodzi o siłę, czy zmianę kształtów, czy też czytanie w myślach, ale martwi się o to, czy te moce nie są używane, by krzywdzić innych.
Jak bardzo szlachetne jest użycie przez Edwarda jego mocy czytania w myślach? Czy używa jej, by zwiększyć szczęście innych, czy tylko własne? W wielu wypadkach Edward jasno okazuje życzliwość innym. Nawet zanim porzucił tradycyjną dietę wampirzą, ludzką krew, czytał w myślach, by mieć pewność, że krzywdzi jedynie ludzi naprawdę złych, w ten sposób zwiększając ogólne szczęście. Jak wyjaśnia: „Znając ludzkie myśli, umiałem wybierać na swoje ofiary wyłącznie zwyrodnialców. Skoro mogłem w ciemnym zaułku zajść drogę niedoszłemu mordercy, który śledził właśnie jakąś dziewczynę, skoro ratowałem jej życie, nie byłem chyba taki zły. (...) Z biegiem lat zacząłem się jednak coraz bardziej postrzegać jako potwora. Nie mogłem sobie wybaczyć, że odebrałem życie aż tylu ludziom, niezależnie od tego, jak bardzo na to zasługiwali”. Mimo iż kiedyś Edward uważał za stosowne kierować swój potworny apetyt w stronę okrutnych przestępców, przyczyniając się w ten sposób do ogólnego szczęścia społeczności, w końcu przyznaje jednak, że odbieranie człowiekowi życia jest z natury swej bardzo poważnym czynem. Samozwańcza sprawiedliwość jest co najmniej dwuznaczna moralnie, zwłaszcza kiedy ktoś pragnie żywić się krwią przestępców. Trudno uznać to za postępowanie idealnie moralnej osoby.
Edward w sposób godny podziwu używa swojego daru dla dobra rodziny, Belli i innych bliskich mu osób, ukrywając wampirzą tożsamość z myślą o nich. Czytając innym w myślach, broni Bellę przed potencjalnymi gwałcicielami w Port Angeles, przed wrogimi wampirami, jak James czy Volturi, a także chroni jej ojca, Charliego. Używa również swojego daru, by chronić innych uczniów przed swoim bratem, Jasperem, którego samokontrola jest jeszcze dość ograniczona. Edward pomaga swoim bliskim, jednak moralność wymaga czegoś więcej niż życzliwa troska o najbliższych przyjaciół i rodzinę. Zarówno Kant, jak i Mill podkreślali, że mamy moralne obowiązki wobec wszystkich, nie tylko wobec przyjaciół i rodziny. Tak więc życzliwość Edwarda powinna objąć wszystkich w Forks i poza nim. Zamiast tego jednak używa on swego daru regularnie w celu manipulowania innymi, niezbyt troszcząc się o to, jak takie postępowanie wpływa na innych. Przykładowo, często czyta w myślach Charliemu, aby zwodzić go na temat swojego związku z Bellą, na przykład częstych nocnych wizyt w jej pokoju.
W przeciwieństwie do Carlisle'a, który aktywnie służy innym w Forks jako lekarz, Edward nie szuka korzyści ogólnej dla innych, ale tylko dla swoich najbliższych. Zadowala go skupienie swej życzliwości wyłącznie na przyjaciołach i rodzinie. Jego obojętność na innych jest moralnie kłopotliwa, choć z pewnością lepsza niż drapieżcza postawa, którą większość wampirów wykazuje względem ludzi.

Prywatność a czytanie w myślach

Dzięki Bogu, że (...) nie potrafisz [czytać w moich myślach]. Starczy, że podsłuchujesz, co wygaduję przez sen.
Bella, Zmierzch

Choć życzliwość przyświecająca naszym działaniom jest ważnym moralnym sprawdzianem, są dodatkowe zasady, które należy rozważyć, zastanawiając się nad kwalifikacjami moralnymi czytania w myślach. Jedną z ważnych zasad jest potrzeba respektowania autonomii i prywatności innych. Rozważmy naruszenie prywatności Belli przez Charliego, kiedy otwiera jej przesyłkę z University of Alaska Southeast. Bella opisuje swoją negatywną reakcję: „obróciłam kopertę i posłałam mu oburzone spojrzenie. - Jest otwarty (...). Jestem w szoku. Według prawa federalnego to przestępstwo”. Dlaczego jest tak obudzona? Nie chodzi o to, że zamiary Charliego były złe. W końcu kieruje nim szczera troska o jej dobro, chce nawet zapłacić za nią czesne. A jednak naruszenie jej prywatności pokazuje brak szacunku dla autonomii Belli. Zwykła ciekawość nie jest wystarczającym powodem dla takiego postępowania, nawet mimo najlepszych intencji.
A jednak istnieją okoliczności uzasadniające moralne pogwałcenie zasady moralnej. Na przykład Alice Cullen i Bella są moralnie usprawiedliwione, gdy kradną samochód, aby uratować życie Edwardowi we Włoszech. Podobnie, czasami naruszenie prywatności może mieć moralne uzasadnienie. Charlie mógłby mieć powody o wielkiej wadze, które uzasadniłyby naruszenie prywatności. Przypuśćmy, że czyta pamiętnik Belli, nie dlatego, że martwi się o nią w jakimś szczególnym sensie, ale dlatego, że zaginęła, a on wierzy, że przeczytanie pamiętnika może mu pomóc w jej odnalezieniu. Taka doniosła potrzeba informacji w połączeniu z rzeczywistą, życzliwą troską o Bellę mogłaby usprawiedliwić naruszenie prywatności.
Co takiego krzywdzącego jest w braku prywatności? Prywatność i autonomia są bezpośrednio związane z dobrym samopoczuciem ludzi. Sekrety należą do najcenniejszych rzeczy, jakie posiadamy. Przypomnijmy sobie poczucie zdrady Belli, kiedy Jacob doniósł Charliemu, że Bella jeździ na motorze. Wyjaśnia: „poczułam się tak, jakbym została spoliczkowana. Ufałam Jacobowi całkowicie. Powierzyłam mu wszystkie swoje sekrety”. Intymna wiedza o nas samych, łącznie z naszymi sekretami, jest jak rodzaj własności, którą zazwyczaj chronimy przed innymi. Odkrywanie tajemnic lub wyjawianie ich innym bez adekwatnego powodu jest rodzajem kradzieży lub zdrady.
Ponadto jest to po prostu krępujące, kiedy każda myśl jest wbrew naszej woli kontrolowana przez innych. Na przykład Jacob opowiada o codziennych niedogodnościach związanych z telepatycznym połączeniem z innymi wilkołakami. Wyjaśnia: „słyszymy nasze myśli. To znaczy, rzecz jasna, myśli pozostałych. Niezależnie od tego, jaka dzieli nas odległość. (...) to raczej kłopotliwe. Krępujące. Rozumiesz, nie możemy mieć przed sobą żadnych tajemnic”. Jest to wyzwanie dla moralności. Używanie daru czytania w myślach musi być zatem naprawdę poważnie uzasadnione moralnie.
Jednym ze sposobów na uniknięcie moralnie niedopuszczalnego naruszenia prywatności jest uzyskanie wcześniejszej zgody na czytanie w myślach. Na przykład Aro prosi o pozwolenie, zanim podejmuje próbę czytania w myślach Belli. A jednak jego „prośba” nie jest prawdziwa, ponieważ Bella nie ma możliwości, żeby ją odrzucić. Jak mówi: „przerażona, zerknęłam na Edwarda. Aro grzecznie pytał mnie o pozwolenie, ale podejrzewałam, że tak naprawdę nie mam wyboru”. Przykład Aro pokazuje, że samo pytanie o zgodę nie wystarczy, by ją uzyskać. Wymaga ona realnej możliwości odrzucenia prośby.
Zgodnie z moralnością czytanie w myślach wymaga zarówno życzliwych celów oraz prawdziwej zgody osób, których myśli chcemy poznać, albo poważnej troski o dużej wadze. Własna korzyść lub ciekawość jest moralnie nieadekwatnym uzasadnieniem dla tak skrajnego naruszenia prywatności. Łatwo jest jednak złamać te standardy osobie potrafiącej czytać w myślach, ponieważ dzięki niezgodnemu z moralnością użyciu tej zdolności dużo można zyskać, a ryzyko przyłapania na gorącym uczynku jest niewielkie.
Czy Edward odpowiednio ogranicza czytanie przez siebie myśli, czy może ignoruje granice prywatności? Edward twierdzi, że zazwyczaj unika czytania w cudzych myślach. Mówi Belli: „najczęściej po prostu się wyłączam, za dużo bodźców. Łatwiej też wtedy udawać normalnego. - Nachmurzył się, wymawiając to słowo. - Inaczej nawiązywałbym do myśli rozmówcy zamiast do jego wypowiedzi”. Choć to godne pochwały, że Edward nie używa ciągle swoich zdolności ze zwykłej ciekawości, jego pobudki są egoistyczne. Motywuje go osobista niewygoda czytania w myślach, a nie troska o prywatność innych. Sam Edward przyznaje, że „tylko cztery głosy zablokowałem raczej z kurtuazji, a nie z powodu zniesmaczenia: mojej rodziny (...). Dałem im tyle prywatności, ile mogłem. Starałem się nie słuchać, jeśli tylko było to możliwe”. Jak w wypadku innych jego życzliwych gestów, Edward z zasady respektuje prywatność swoich bliskich przyjaciół i rodziny, ale ogólnie jest obojętny względem innych ludzi.
Ponadto wiele razy wykazuje chęć pogwałcenia prywatności innych. Na przykład, choć nie potrafi czytać w myślach Belli, szpieguje ją, nawet podczas snu. Czyta w myślach jej znajomych, aby mieć ją na oku albo by sprawdzić, czy dotrzymała tajemnicy i nie powiedziała nikomu o jego niezwykłej szybkości i sile, używa swojej zdolności, by upewnić się, że Mike Newton za nim nie przepada. Pragnie także czytać w myślach Belli dla własnej wygody. Oczywiście, niektóre z tych naruszeń prywatności mogą zostać usprawiedliwione. Śledzi Bellę w Port Angeles, aby ją chronić, co pozwala mu uratować jej życie. Czytanie w myślach pozwala mu przewidzieć, że Jasper instynktownie zaatakuje Bellę, kiedy poczuje jej krew. Czyta w myślach Volturi, aby uratować Alice, Bellę i siebie. Niektóre przypadki użycia daru ostatecznie jednak nie dają się uzasadnić.
Rozważmy jeszcze jedną kwestię dotyczącą daru Edwarda. W przeciwieństwie do większości naruszeń prywatności, coś takiego jak czytanie w myślach nie jest do końca dobrowolne. Tak jak w wypadku innych zmysłów, Edward może unikać używania go lub ignorować, ale nie może po prostu go wyłączyć. Fakt ten jest ważny, ponieważ tylko dobrowolne czyny mają moralne konsekwencje. Na przykład Kant twierdził, że „powinność zakłada możność”. Każdy prawdziwy moralny obowiązek musi być w zasięgu możliwości spełnienia go przez daną osobę. Podobnie Arystoteles uznawał, że wybór (postanowienie) „jest najściślej związane z dzielnością etyczną i jest sprawdzianem wartości etycznej lepszym aniżeli same czyny”. Arystoteles wierzył, że czyny, które nie wypływają z wyboru, nie są dobrym sprawdzianem charakteru. Dlatego do pewnego stopnia czytanie w myślach u Edwarda nie wynika z jego wyboru, nie może więc się zobowiązać, że będzie unikał używania daru. Podczas gdy czynnik ten łagodzi nieco jego odpowiedzialność, jasne jest, że Edward wiele razy naruszał prywatność naumyślnie i bez usprawiedliwienia.

Miłość i niesprawiedliwość czytania w myślach

W twoim towarzystwie zbyt łatwo jest mi być sobą. (...) Zdradź mi, o czym myślisz? (...) Wciąż nie potrafię przywyknąć do tego, że nie wiem.
Edward, Zmierzch

Związek Edwarda z Bellą jest w głównej mierze oparty na tym, że on nie potrafi czytać w jej myślach, co zapewnia większą równość między nimi. Kiedy Bella wciąż jest „zwykłym człowiekiem”, przez większość czasu nierówność między nimi nie jest aż tak wielka, jak byłaby, gdyby on ciągle naruszał jej prywatność, czytając w jej myślach. Oprócz miłości swoją rolę odgrywa pewien nimb tajemnicy, który zostałby zniweczony, gdyby Edward mógł czytać myśli Belli.
Arystoteles twierdził, że udane związki wymagają pewnego typu równości, a radykalne nierówności niszczą je. „Występuje to na jaw, jeśli zachodzi wielka różnica między obu stronami pod względem dzielności etycznej lub nikczemności czy też pod względem ubóstwa lub czegoś podobnego; bo nie są już wtedy przyjaciółmi ani nawet tego nie pragną”. Bella jest świadoma, że ogromne nierówności w ich związku tworzą przeszkody, które trudno pokonać. Opisuje naturę swojej miłości do Edwarda i rozdarcie, jakie odczuwa, zdając sobie sprawę z jednej strony z jego największych zalet, a z drugiej z trudności, jakie sprawia nierówność między nimi: „Po prostu go kocham! (...) I nie dlatego, że jest przystojny albo że jest bogaty. Tak szczerze, to wolałabym, żeby był zupełnie normalnym chłopakiem, wtedy kontrast między nami nie byłby taki duży i nikt nie mógłby się mnie czepiać. Kocham go, bo jest najbystrzejszym, najofiarniejszym i najbardziej przyzwoitym człowiekiem, z jakim w życiu miałam do czynienia”.
Bella powtarza dwie arystotelesowskie tezy. Pierwsza: udane związki oparte są na wzajemnym zrozumieniu i wspólnych wartościach. Miłość Belli oparta jest na jej podziwie dla charakteru Edwarda, a nie jego bogactwa czy piękna. Druga teza: nierówności w związku mogą tworzyć „kontrast”, który trudno czasem przezwyciężyć. Ponieważ pieniądze Edwarda i jego uroda są dodatkowym źródłem nierówności, Bella uważa je za przeszkody, a nie powody jej miłości. Gdyby Edward mógł czytać w jej myślach, stworzyłoby to jeszcze poważniejszy dystans między nimi. Odporność umysły Belli na czytanie w myślach sprawia, że te nierówności się zmniejszają, dzięki temu rosną szanse na najbardziej udany związek.

Bóg i moralność

Jednak nigdy przez te czterysta lat, odkąd się urodziłem, nie zetknąłem się z niczym, co naruszyłoby moją wiarę w Boga.
Carlisle, Księżyc w nowiu

Główny motyw religijny ciągnie się przez całą serię Zmierzch, zaczynając się jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej książki, gdzie znajdujemy cytat z Księgi Rodzaju 2,17: „Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”.
Co takiego jest w wierze religijnej, że kieruje poczynaniami ludzi najbardziej godnych podziwu? Oczywiście, wiara może być destrukcyjna i niemoralna, jak pokazuje przykład ojca Carlisle'a, który dopuścił się przemocy pod jej wpływem. A jednak, pomimo negatywnych aspektów religijnego wychowania, to, że Carlisle odrzucił typowy styl życia wampirów, a także jego pragnienie moralnego oświecenia, ostatecznie wynika z jego wiary w Boga.
Podobnie wiara gra ważną rolę w moralnym życiu wielu ludzi. Kant posunął się tak daleko, że zasugerował, iż wiara w istnienie Boga, duszy i życie wieczne jest wymogiem koniecznym udanego życia moralnego. Twierdził, że udane życie moralne wymaga, by wierzyć w możliwość „szczęśliwości odpowiedniej do owej moralności, a tym samym do założenia istnienia przyczyny adekwatnej temu skutkowi, tj. musi postulować istnienie Boga jako niezbędne dla umożliwienia najwyższego dobra”. Kant uważał, że racjonalność sama w sobie wymaga, by ludzkość szukała największego dobra, które zapewnia szczęście rozdzielane w całym świecie proporcjonalnie do moralnej wartości. Argumentował jednak, że podążanie za największym dobrem wymaga wiary, iż największe dobro jest naprawdę możliwe. Dlatego udane życie moralne wymaga wiary w istnienie wszystkiego, co konieczne do osiągnięcia największego dobra, jakim jest Bóg. Kant zakończył: „jest się nie jedynie upoważnionym, lecz założenie to jest także koniecznością połączoną jako potrzeba z obowiązkiem; (...) przeto wiąże ono nierozerwalne założenie tego istnienia z obowiązkiem, czyli przyjęcie istnienia Boga jako moralnie konieczne”.
Chociaż Edward, jak się wydaje, odrzuca wiarę Carlisle'a, niektóre jego czyny sugerują, że to odrzucenie jest nieco wymuszone. W szczególności jego powtarzający się sprzeciw wobec przemiany Belli w wampira jest kierowany troską, że to zniszczy jego duszę. Podobnie, kiedy widzi Bellę, myśląc, że już nie żyje, reaguje religijną interpretacją: „Carlisle miał rację”. Podczas gdy używaniu przez Edwarda daru czytania w myślach i innych wampirzych zdolności daleko do ideału, wielokrotnie pokazuje on pragnienie poskromienia własnej okrutnej natury i pomocy najbliższym. Być może to ta ukryta wiara pomaga mu ćwiczyć powściągliwość w czytaniu w myślach i wykorzystywaniu innych wampirzych zdolności.

Ostatnia myśl przed świtem

Chociaż Bella ocenia moralność Edwarda przez pryzmat swojej miłości, pokazaliśmy, iż jest on osobą błądzącą moralnie. Mimo to z pewnością dąży do przekroczenia własnej natury, swojego położenia i ograniczeń. Chce stać się lepszy pomimo obecnych wad. Te dążenia sprawiają, że postać Edwarda jest bardziej „ludzka” i łatwiej nam się do niego porównywać. W końcu to połączenie moralnych niedoskonałości Edwarda wraz z jego moralnymi aspiracjami sprawia, że historia jest tak atrakcyjna, intrygująca i sugestywna.

------------------------

Swoją szosą to właśnie jest ciekawe – Bella nie czuje, że Edek naruszył jej prywatną strefę, kiedy gapił się na nią, jak śpi (zboczeniec!), kiedy zarąbał jej prezenty od Cullenów etc. Ale Charliemu od razu wypala o przestępstwie. Ej, lala, a o czym myślałaś, jak ci się Edek przyznał do włamywania do twojego pokoju? Nie przypominam sobie, byś się choćby zająknęła o federalnych przestępstwach. :P W tym kontekście jej nazywanie Edwarda najbardziej przyzwoitym człowiekiem mnie po prostu śmieszy.

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 20:41

Agn napisał/a:
Miłość Belli oparta jest na jej podziwie dla charakteru Edwarda, a nie jego bogactwa czy piękna

Aha! No nareszcie! Może teraz się wreszcie skończą komentarze o bogactwie Edwarda versus pracowitości Jacoba. Nie o forsę tu chodziło, drogie panie :-P
Agn napisał/a:
Raz jeden sprawię Spin przyjemność

oj nie raz, nie raz.... :wink: największą przyjemność mi sprawiasz fanfikami i dyskusją, chociaż za cytaty jestem niezmiernie wdzięczna. :kwiatki_wyciaga:
Agn napisał/a:
Swoją szosą to właśnie jest ciekawe – Bella nie czuje, że Edek naruszył jej prywatną strefę, kiedy gapił się na nią, jak śpi (zboczeniec!), kiedy zarąbał jej prezenty od Cullenów etc. Ale Charliemu od razu wypala o przestępstwie. Ej, lala, a o czym myślałaś, jak ci się Edek przyznał do włamywania do twojego pokoju? Nie przypominam sobie, byś się choćby zająknęła o federalnych przestępstwach. W tym kontekście jej nazywanie Edwarda najbardziej przyzwoitym człowiekiem mnie po prostu śmieszy.

Nie do końca. Czytanie cudzej poczty jest przestępstwem federalnym i tego typu tekst, jakim Bella uraczyła ojca słyszałam na dziesiątkach filmów i czytałam w dziesiątkach książek. Poza tym należy pamiętać, że Bella jednak była nastolatką, a nastolatki nie lubią, jak starzy grzebią im w rzeczach.
Natomiast Edward patrzący jak Bella śpi...ja wiem, że to się wielu osobom nie podoba, że uważają to za naruszenie prywatności, ale mnie ten fragment zawsze do pewnego stopnia wzruszał, może dlatego, że ja go widziałam z punktu widzenia Edwarda, wczuwałam się w jego sytuację i uczucia. Edward wchodzi do pokoju Belli w chwili, kiedy jest w niej już szaleńczo zakochany. Kiedy jesteśmy w kimś zakochani, pragniemy z tą osobą spędzać jak najwięcej czasu, a biedny Edward usiłował unikać Belli za dnia, dla jej własnego dobra. Jednocześnie myślał o niej non stop, martwił się o nią, bał się, że coś jej się stanie, jeśli tylko spuści ją z oka. Dlatego zakradł się do jej pokoju - chciał tylko zerknąć. Potem zaś usłyszał jak ona mamrocze i to było dla niego jak objawienie - przez tyle tygodni próbował odgadnąć jej myśli, a tu nagle taka szansa! Moim zdaniem ta ciekawość jest bardzo ludzka.
Poza tym siedzenie bez ruchu przez całą noc i wpatrywanie się w uśpioną ukochaną, czuwanie nad nią i jej spokojem wydaje mi się bardzo romantyczne. Call me crazy, ale też bym się nie obraziła :rumieniec: Poza tym Bella wyraźnie mówi "it depends on what you've heard!", więc nie przechodzi nad tym od razu do porządku dziennego, a kiedy Edward powtarza jej, co mamrotała, stwierdza, że nie usłyszał niczego, czego sama by mu nie powiedziała, więc nie widzę problemu.
BTW, Edward nie zarąbał jej prezentów tylko je schował. Były przez cały czas w jej pokoju.
Na koniec mam olbrzymią osobistą prośbę, od Was zależy czy ją spełnicie. Muszę przyznać, że nie cierpię wszelkich polskich zdrobnień imienia Edwarda - Edek, Edzio itp. itd. w książce nikt nigdy nie nazywa go inaczej niż Edward i, moim zdaniem, to do niego pasuje. Ja wiem, że nie przepadacie za tą postacią, ale moim zdaniem, ona naprawdę nie zasługuje na umniejszanie przez familiaryzację imienia. Dlatego mam ogromną prośbę o stosowanie właściwej wersji jego imienia, którą to prośbę pozostawiam Waszej dobrej woli.

Anonymous - Sob 26 Gru, 2009 20:48

spin_girl napisał/a:
Natomiast Edward patrzący jak Bella śpi...ja wiem, że to się wielu osobom nie podoba, że uważają to za naruszenie prywatności, ale mnie ten fragment zawsze do pewnego stopnia wzruszał

mam rozdwojenie jaźni bo też to lubię.... i mój wyczulony na naruszenie prywatności umysł się nie burzy... raczej ćwierka moje durne resztkami sił romantyzmu żyjące serce :wink:

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 20:49

Hehehhe, Kasiek, to było super :mrgreen: Też się tak czuję :mrgreen:
Agn - Sob 26 Gru, 2009 21:15

Spin, my o forsie Eda mówiłyśmy w innym kontekście (choć to zapewne miłe, że nasz drogi wampir, korzystając z tego, co zarobią inni, nie klepie biedy). Jake'a więcej kosztuje podarowanie czegokolwiek Belli. Edward... ciekawe, czy jak był człowiekiem też tak namiętnie komponował skomplikowane kołysanki, których nie dałby rady zagrać człowiek. Bo coś mi się nie wydaje.

Odnośnie Eda gapiącego się na Bellę - to nie jest zwykłe naruszenie prywatności tylko przestępstwo, Spin. Statystyka (podana także i w Zmierzchu i filozofii) nie pozostawia w tym względzie wiele wątpliwości. Ponad połowa (o ile pamiętam, ale chyba znacznie więcej) kobiet zamordowanych przez swoich partnerów przechodziła przez to samo - obserwację, w tym także podczas snu. Tak robią tylko psychopaci i zboczeńcy, którzy kontrolują swoje partnerki. Jest różnica, kiedy z kimś już żyjesz i np. masz w nocy koszmary, a twój czuły mężczyzna powiedzmy nie śpi, by czuwać nad twoim snem. Ale w momencie, kiedy szaleńczo zakochany facet (no cóż, tamci psychole też twierdzili, że to z miłości) pakuje ci się do chałupy, by sobie popatrzeć jak śpisz, to w tym momencie, Spin, powinnaś od niego uciekać. Bo to nie jest Edward Cullen, tylko ktoś, kto za jakiś czas będzie tobą manipulował i będzie chciał ci zrobić krzywdę.
Bella, która, jedyne czym się przejmuje, to, co usłyszał, jest po prostu kompletnie nieświadoma tego, co MOŻE się stać i z kim MOŻE mieć do czynienia. Bo to może być nawet ten "cześć, jestem Wojtek i też mam 12 lat". W książce to wygląda może i romantycznie, ale w rzeczywistości takie sytuacje często mają, delikatnie mówiąc, przykre konsekwencje. A jak czasem słucham nastolatek, które przychodzą do księgarni, które gadają między sobą (ale tak, że cała księgarnia, chcąc nie chcąc, słyszy), jakie to fajne, że on ją obserwował przez sen i one też by tak chciały, to mi się płakać ze zgrozy chce. (Żeby nie było - nie gadają tylko o tym, ale kilka takich opinii słyszałam, nie tylko na forum się to przewija.)
spin_girl napisał/a:
w książce nikt nigdy nie nazywa go inaczej niż Edward i, moim zdaniem, to do niego pasuje.

A bodaj w Zaćmieniu Jake go nazywa Edziem. :P Dobra, ja wiem, ja rozumiem. Tylko mnie się nie chce cały czas pisać Edward to, Edward tamto, czasem mi ten Edek sam wychodzi. Sori, jeśli cię to gryzie, postaram się jakoś nad sobą panować.
A może być E.?

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 21:35

Agn napisał/a:
Bella, która, jedyne czym się przejmuje, to, co usłyszał, jest po prostu kompletnie nieświadoma tego, co MOŻE się stać i z kim MOŻE mieć do czynienia. Bo to może być nawet ten "cześć, jestem Wojtek i też mam 12 lat".

:rotfl: :rotfl: :rotfl:
Właśnie miałam wizję Edwarda molestującego dzieci "na Wojtka" :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Agn napisał/a:
A bodaj w Zaćmieniu Jake go nazywa Edziem.

Typowy zabieg psychologiczny polegający na zniekształceniu imienia aby umniejszyć w oczach mówiącego i otoczenia wartość danej osoby. Używanie pełnej formy imienia to ozanka szacunku, używanie wszelkiego rodzaju przezwisk to oznaka braku szacunku. Jacob nazywał też Edwarda "leech" i "bloodsucker" o ile dobrze pamiętam :wink: Podobne zabiegi często widuję na forum Meyer- Szmeyer , w innych wątkach np. Rozedma na reżyserkę o nazwisku Rozema - ten sam zabieg psychologiczny.

Agn napisał/a:
to w tym momencie, Spin, powinnaś od niego uciekać

Don't worry, jak na razie jeszcze odróżniam rzeczywistość od fikcji :wink: Nie każdy jest Edwardem :wink: Podejrzewam jednak, że ci zboczeńcy wykazywali jeszcze jakieś inne oznaki zboczenia, czy tylko się gapili? Należy też wziąć pod uwagę możliwość istnienia grupy takich, którzy się gapili z powodów romantycznych, nie okazując się przy tym zboczeńcami i ich partnerki nie zgłaszały faktu gapienia się na policję, w zwiąkzu z tym nie zostali wciągnięci do statystyk gapiących się, czym by udowodnili, że nie tylko zboczeńcy się gapią :mrgreen:
Jest taki film, stary dosyć, "Untamed Heart" z Christianem Slaterem, uwielbiam ten film. Bohater też się gapi i włazi do chałupy romantycznie, ale nie jest zboczeńcem, jest po prostu zakochany. Jak widać pierwsza Meyer na to nie wpadła. A film polecam. :-D
Nota bene, miałam kiedyś chłopaka, który po 3 (!!!) dniach związku podjął próby kontrolowania mnie - kiedy oświadczył, że nie życzy sobe, żebym w klubie tańczyła z moimi przyjaciółmi od serca (no i co z tego, że to było pięciu dorodnych chłopaków?) - odwróciłam się na pięcie i rzuciłam go na miejscu (to nie był pierwszy tego typu wygłup z jego strony tego dnia). Jakoś nie postrzegam gapienia się Edwarda w tej samej kategorii...

Agn - Sob 26 Gru, 2009 21:48

Owszem, wykazywali mniej więcej to, co Bella ma podany w romantyczny sposób - próbę manipulacji, myślenie ZA partnerkę, kontrola, śledzenie, zdominowanie... nie, złe słowo? Jak to ująć? Może: ograniczenie jej towarzystwa do własnej osoby. A ofiary często właśnie NIE zgłaszały policji tego, co się dzieje, bo to "takie romantyczne". Rodziny też nie słuchały i dopiero po fakcie psychol był wciągany do statystyk jako kolejny "romantyk". Niestety. :(

A "Szmeyer" to ja wymyśliłam, kiedy mnie jej grafomania dobiła. A ty mówisz, że dyskusja ze mną sprawia ci przyjemność... Jak ja taka zołza jezdem...
No doooobra The host jej lepiej wyszedł. Ale nie przejmuj się, mam jeszcze Kolo vel Coolio (strzelaj, kto to), a jego ostatnio niżej cenię niż Meyer.

Film z Krisem Slaterem... może i obejrzę, ale to nadal będzie film, który nie przesłoni mi za bardzo tego, jak wygląda smutna rzeczywistość.

No ale wróćmy do krwiopijstwa i wilkołactwa...
A, nie, już dzisiaj nie dam rady. Jacob będzie jutro.

PS Cieszę się, że masz głowę na karku. Przyznaję, że przez chwilę się ciut martwiłam i byłam gotowa pognać do ciebie, by cię ratować. ;)

spin_girl - Sob 26 Gru, 2009 21:55

Agn napisał/a:
A "Szmeyer" to ja wymyśliłam, kiedy mnie jej grafomania dobiła

sama widzisz jak to działa :wink:
Agn napisał/a:
mam jeszcze Kolo vel Coolio

eee...Coellho? Ja go nie lubię.
Agn napisał/a:
ograniczenie jej towarzystwa do własnej osoby

nie przypominam sobie, żeby Edward takie praktyki uprawiał. Wręcz przeciwnie, raczej wypychał Bellę do ludzi. Ograniczał jej towarzystwo w sprawie młodych, potwornie niebezpiecznych wilkołaków, a wśród nich kolesia, który ją podrywał przy każdej okazji. Nie znam faceta, który by nie próbował ograniczać w takim przypadku. Chyba byłby to facet bez jaj. Jednakże Edward i nad tym zapanował w pewnej chwili, co świadczy o tym, że psycholem nie był.

RaczejRozwazna - Sob 26 Gru, 2009 22:04

Agn napisał/a:
W przeciwieństwie do Carlisle'a, który aktywnie służy innym w Forks jako lekarz, Edward nie szuka korzyści ogólnej dla innych, ale tylko dla swoich najbliższych. Zadowala go skupienie swej życzliwości wyłącznie na przyjaciołach i rodzinie. Jego obojętność na innych jest moralnie kłopotliwa, choć z pewnością lepsza niż drapieżcza postawa, którą większość wampirów wykazuje względem ludzi.


to to to. Zawsze uważałam Edwarda za egocentryka który ma w nosie innych - poza swą rodziną i Bellą której myśli nie może usłyszeć, i mam tu potwierdzenie.

Ten fragment o Edwardzie ze Zmierzchu i filozofii zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż ten o Carlisle. Przede wszystkim autorzy nawiązali do klasyki filozofii a nie jakiś nieznanych autorów, a po drugie pojawiła się orientacja religijna. Bo moim zdaniem jeśli już doszukiwać się odniesień filozoficznych w kontekście dr Cullena to nie należało sięgać do zakorzenionej w buddyzmie kategorii współczucia, lecz zdecydowanie bardziej do filozofii chrześcijańskiej, a zwłaszcza pojęć miłosierdzia i miłości bliźniego. No ale to materiał na dłuższą dyskusję :-D

PS. :-D Zaglądam czasem na anglojęzyczne forum narnie The dancing Lawn" i tam jest również - a jakże - wątek o Zmerzchu. Ta wypowiedź mi się spodobała :mrgreen: :
Cytat:

Jacob Black, all the way.

I prefer boys that I barely know to NOT sneak into my room every night and watch me sleep. Creeeeeeeepy.


to NIE JEST normalne, żeby podglądać we śnie dziewczynę, którą się ledwo zna, a jeśli się z nią rozmawia to mówi się, żeby trzymała się z dala bo jestem taaaaki niebezpieczny... :roll:

Spin - no wybacz, Edward ogranicza Belli spotkania z Jacobem, dzięki któremu ona w ogóle doszła do siebie, "no bo to jest niebezpieczne". No wiesz, jak możesz go tu jeszcze bronić... Gdyby był zazdrosny to może bym go nawet polubiła, ale tak - :foch2:

Poza tym - ten nagły przeskok od "nie nie wolno nie pojedziesz tam" do "jednak możesz jechać i sam cię tam zawiozę" jest dla mnie kolejnym dowodem niezrównoważenia Edwarda. Jak można tak diametralnie zmieniać co chwila zdanie? Rzekłam.

Agn - Sob 26 Gru, 2009 22:05

Taaa, Coelho... Ale przezwisk nie wymyśliłam, to klienci księgarni są dla mnie nieustającą inspiracją. :mrgreen:

E. sam z siebie nie ograniczał, ale wypełnił Belli cały świat, ciągle tylko E. to, E. tamto. Na początku Bella jeszcze widziała przyjaciół, ale później najchętniej oderwałaby się od wszystkiego i 24 h na dobę gapiła się w złociste oczy E. :roll: Idealna ofiara dla psychola, który nie musi się nawet wysilać. Poza tym - E. przestał, no tak, to w końcu chodzący literacki ideał, Meyer by tego nie zrobiła rzeszy fanek. Ani sobie, w końcu E. jest także jej fantazją...

spin_girl napisał/a:
Chyba byłby to facet bez jaj.

Zabijesz mnie za to, co teraz napiszę i skończy się nasze koleżeństwo, ale wg mnie E. pokazał, że brak mu jaj w Zaćmieniu, kiedy to Bella całowała się z Jacobem, cała wataha o tym trąbi, E. o tym wie, ale nawet nie drgnął ze zdenerwowania. Jego kobieta całowała się z innym. I to z przyjemnością! Charakteru mu brak czy filozofia zdarzenia go pokonała? Nie mówię, że miał ją wytrzaskać po facjacie, ale mógłby się chociaż wnerwić i pokazać zazdrość. Ale nieee... M.in. dlatego uważam go za nudziarza (kiedy jest nudziarzem, bo kiedy jest materiałem na psychola to inna bajka).
Wiem, że teraz to pewnie trzaśniesz ten temat w łeb i się już do mnie nie odezwiesz, ale i tak cię kocham. :mrgreen:

EDYCJA:
RaczejRozwazna napisał/a:
a jeśli się z nią rozmawia to mówi się, żeby trzmała się z dala bo jestem taaaaki niebezpieczny... :roll:

A to chyba Byron? Nie żebym Byrona jakoś szczególnie lubiła, ale w ZiF też było o bohaterach byronicznych, że są tajemniczy (i przystojni jak jasna cholera) i ciągle gadają, że są niebezpieczni, skrywają też jakąś mroczną tajemnicę.

PS Odnośnie ograniczania spotkań z Jacobem (aż do przesady, bo to już była kontrola nie z tej ziemi) to miałam ochotę dać E. w łeb packą na muchy. Niebezpieczny wilkołak. Pff, niuniuś, gdyby nie ten niebezpieczny, niezrównoważony wilkołak Jake, to Bella wciąż jeszcze wychodziłaby z deprechy (albo i nie wychodziła). Cały rok jej nic nie zrobił, a ten ma jakieś widzimisię. Hmm. :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group