To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

Gosia - Śro 26 Wrz, 2007 22:06

Henryś do wyciecia! :mrgreen:
snowdrop - Czw 27 Wrz, 2007 09:17

Po dłuższych przemyśleniach uważam, że szkoda że nie zdecydowali się na finałową scenę z ksiązki.
Dla mnie ta scena jest bardziej wymowna i namiętna niż scena peronowa mimo że nie ma w niej pocałunków.
Rozmawiają sobie o interesach az tu nagle on mówi swoim męskim głosem "Margaret". Jego głos drży, ze strachu że ona może go drugi raz przegonić, jednakże ryzykuje ponieważ kocha ją do bólu i nie może już dłużej wytrzymać.
Ona nic nie odpowiada.
W jeszcze większym napięciu powtarza "Margaret".
Słysząc to, zakrywa oczy i płacze, w głowie kłębi jej się mnóstwo emocji z których przeważa ta że ona nie jest jego godna.
Jej reakcja daje mu nadzieję, że może ona coś do niego czuje. Podchodzi do niej, klęka przed nią i obejmuje.
Ona wtula się w niego, w jego mocne, męskie ramiona. Czuje że wszystkie emocje, nerwy, ból, strach odchodza. Czuje się bezpieczna. Po tym wszystkim co przeżyła, jak musiała skrywac swoje uczucia, pokazywać że jest silna, wreszcie może pozwolic sobie na słabość. Poddaje się jemu.
Chwyta ją za ręce i kładzie je na swoich ramionach. Oboje sa wtuleni w sobie.
Pokazuje jej róże z Helstone, które trzyma jak skarb. Zwykłe kwiatki są dla niego skarbem. I pomyślec, że wielki facet, który jest postrzegany jako ostry, twardy fabrykant, trzyma kwiatki w książce. Jak jego miłośc do Margaret musi być ogromna. (Czy Pani Gaskell nie uczyniła z tego znaku).
Tak wtuleni milczą, napawają się tą chwilą, na którą tak długo czekali o której marzyli ale nie sądzili że się kiedykolwiek spełni.
Oboje wiedza już że nigdy więcej się nie rozstaną i że się pobiorą.
Zauważcie że Thorton nie ponawia swoich zaręczyn. Nagle wszystko stało się dla nich jasne.
Margaret mówi: jak ona powie to swojej ciotce.

Och, ta scena jest urocza. :serduszkate:

Alison - Czw 27 Wrz, 2007 09:20

Wiesz, miałysmy tu pomysł, żeby nakręcić dwa alternatywne zakończenia z daniem widzowi możliwości wyboru, w zależnosci od potrzeb :wink:
Maryann - Czw 27 Wrz, 2007 09:22

snowdrop napisał/a:
nie ma w niej pocałunków

Ależ są... W domyśle... :wink:
Pod hasłem "chwila słodkiego milczenia".

trifle - Sob 29 Wrz, 2007 14:03

Maryann napisał/a:
snowdrop napisał/a:
nie ma w niej pocałunków

Ależ są... W domyśle... :wink:
Pod hasłem "chwila słodkiego milczenia".


I dzięki temu ta scena jest bardziej poprawna politycznie ;) Nie ma całowania w miejscu publicznym. Wszystko jak trzeba.

PS. Scenę peronową i tak lubię :lol: Ale mogliby dokręcić to drugie teeeeeż :roll:

Afresco - Sob 29 Mar, 2008 20:24
Temat postu: TŁUMACZENIE ZAKOŃCZENIA
Znalazłam dzisiaj tę stronę i oszalałam z radości :-)
Cały dzień czytałam tłumaczenie książki w zamkniętym już Temacie i z wypiekami na twarzy oczekiwałam tłumaczenia zakończenia (czyli finałowej sceny). A tu nic, w temacie, gdzie zamieszczałyście tłumaczenia nie było go :-((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((( strasznie smutno mi było :-((

czy mogę porposić jakąś Dobrą Duszyczkę o zamieszczenie go lub udostępnienie mi mailowo??
Będę dozgonnie wdzięczna :-)
afresco@wp.pl

Gosia - Sob 29 Mar, 2008 20:39

Tłumaczenie książki "North and South" bylo w większosci zamieszczane na forum. Niektore posty po prostu zniknely w czelusciach netu w czasie przeprowadzki forum na inny serwer.
Po raz drugi raczej powiesc zamieszczana nie bedzie, a poza tym trwa redakcja calosci. Juz o tym zreszta pisalysmy w innym watku.
http://forum.northandsout...p?p=59074#59074

Gosia napisał/a:
Tłumaczenie N&S bylo spontaniczną akcją prowadzoną przez kilka osób i trwalo wiele miesiecy. Na poczatku wcale nie zamierzalysmy tlumaczyc calosci, bo wydawalo sie to nierealne.
Powieść zostala przetlumaczona dla użytkowniczek tego forum. Jest to przeklad amatorski, a książka nie zostanie wydana drukiem. Dotąd nie ma całości, choć jest zdecydowana wiekszosc. Caly czas trwają prace związane z tłumaczeniem i wstępną redakcją. I z pewnością szybko się nie zakończą, więc proponuję poczekać, aż cała praca zostanie zakończona. Gdy to nastąpi, natychmiast o tym wszystkich poinformujemy.
To naprawdę ogromny materiał, który wymaga choć pobieżnego ujednolicenia (tlumaczylo powieść kilka osób). Dlatego poczekajcie cierpliwie. Potrzeba nam czasu.

Witamy na forum i zapraszamy do dyskusji :hello:

maniutka - Sob 29 Mar, 2008 23:25

To byłoby ciekawe nie powiem :lol:
ale chyba musimy cierpliwie czekać aż coś się urodzi :bocian:

Afresco - Sob 29 Mar, 2008 23:33

wiem, wiem, czytałam, ze trwają pracę nad całością (co mnie ogromnie cieszy :rotfl:
jednak liczyłam na to, ze być może ktoś gdzieś przypadkiem posiada zakończenie, co byłoby cudowne ! może osoba, która tłumaczyła, tzn. Caroline czy Achatka lub ALison w swoich archiwach (dokumentach) posiadają;
jeżeli nie, to oczywiście przepraszam, ze zawracam głowę swoją prośbą i czekam cierpliwie na całość :-)
pozdrawiam !

Caroline - Nie 30 Mar, 2008 08:22

Gosia, może wrzuć samo zakończenie.
Nie wiadomo, jak długo potrwają poprawki (zwłaszcza, jeśli co poniektórzy spóźniają się ze swoimi :ops1: :ops1: :ops1: ), a głupio trzymać Afri tak długo w zawieszeniu.

Afresco - Nie 30 Mar, 2008 09:37

tak zupełnie poza tematem, to po prostu cudownie, że zostało założone to forum (pewnie się powtarzam za innymi) :-) :-) :-) :-) :-) od wczoraj, kiedy je odkryłam, jestem po prostu wniebowzieta :-) :love_shower:

Gosiu, czy możesz proszę udostępnić zakończenie? pleseeeeeeee
:-) :pomocy: :rumieniec: :kwiatek: :kwiatki_wyciaga:

Gosia - Nie 30 Mar, 2008 11:40
Temat postu: TŁUMACZENIE ZAKOŃCZENIA
Zakończenie jeszcze nie jest zredagowane :mysle:
No dobra, bo z pewnoscia redakcja calosci jeszcze potrwa, a ten rozdział jest krotki. Miłej lektury :mrgreen:

Rozdział LII
Przepędź chmury


Edith chodziła na paluszkach i powstrzymywała Sholto głośną rozmową następnego ranka, gdyby jakiś nagły hałas przerwał naradę, która miała miejsce w salonie. Nadeszła druga, a oni wciąż tam siedzieli przy zamkniętych drzwiach. Wtedy dały się słyszeć męskie kroki zbiegające po schodach, a Edith wyjrzała z salonu.
- No i, Henry? – powiedziała z pytającym spojrzeniem.
- No i nic – powiedział raczej krótko.
- Wejdź na lunch!
- Nie, dziękuję, nie mogę. Straciłem tu już zbyt wiele czasu.
- Zatem nie wszystko ustalone – powiedziała Edith załamana.
- Nie! W ogóle. To nigdy nie zostanie ustalone, o ile „to” to jest to, co przypuszczalnie masz na myśli. To się nigdy nie stanie Edith, więc przestań o tym myśleć.
- Ale to byłoby takie miłe dla nas wszystkich – prosiła Edith – czułabym się zawsze komfortowo jeśli chodzi o dzieci, gdybym miała Margaret blisko siebie. A tak, ciągle się boję, że wyjedzie do Cadiz.
- Spróbuję, jeśli będę się żenił, poszukać młodej damy, która posiada umiejętność opiekowania się dziećmi. To wszystko co mogę zrobić. Panna Hale za mnie nie wyjdzie. A ja jej nie będę pytał.
- No więc o czym rozmawialiście?
- O tysiącu rzeczach, których byś nie zrozumiała – o inwestycjach, dzierżawach, wartości ziemi.
- No to już sobie idź, jeśli to wszystko. Ty i ona jesteście nieznośnie głupi, jeśli przez ten cały czas rozmawialiście o takich bezużytecznych rzeczach.
- Bardzo dobrze. Przyjdę jutro i przyprowadzę pana Thorntona żeby jeszcze porozmawiać z panną Hale.
- Pana Thorntona? A co on ma z tym wspólnego?
- Jest zarządcą panny Hale – powiedział pan Lennox odwracając się – i ma zamiar oddać swoją dzierżawę.
- No i bardzo dobrze. Nie rozumiem szczegółów, więc mi ich nie uświadamiaj.
- Jedynym szczegółem, który chciałbym żebyś zrozumiała to to, żebyś zostawiła nam, tylny salon tak jak dziś. Zazwyczaj wszędzie jest pełno służących i dzieci, tak że nie mogę satysfakcjonująco objaśnić żadnej sprawy. A interesy, które mamy załatwić jutro są bardzo ważne.

Nikt się nigdy nie dowie dlaczego pan Lennox nie zjawił się na spotkaniu następnego dnia.
Pan Thornton przyszedł dokładnie na czas, i po prawie godzinnym oczekiwaniu, do pokoju weszła blada Margaret wyglądając na raczej niespokojną.
- Tak mi przykro, że nie ma tu pana Lennoxa, zrobiłby to znacznie lepiej niż ja. Jest moim doradcą w tych sprawach – zaczęła pospiesznie.
- Przepraszam jeśli moja obecność tutaj sprawia pani kłopot. Może pójdę do kancelarii pana Lennoxa i spróbuję go znaleźć?
- Nie, dziękuję. Chciałam panu powiedzieć, jak bardzo zasmuciła mnie wiadomość, że tracę pana jako zarządcę. Ale pan Lennox mówi, że sprawy na pewno się wyjaśnią...
- Pan Lennox niewiele wie na ten temat – powiedział spokojnie pan Thornton - zadowolony ze wszystkiego człowiek nie dba o szczęście, nie rozumie jak to jest, nie będąc już młodym, znaleźć się w punkcie wyjścia, w którym potrzebna jest pełna nadziei energia właściwa młodym, nie wie jak to jest poczuć, że połowa życia minęła, a nic nie zostało, nic poza straconą szansą, która jest już tylko gorzkim wspomnieniem. Panno Hale, wolałbym raczej nie słuchać opinii pana Lennoxa o moich sprawach. Ci, którzy są szczęśliwi i cieszą się własnymi sukcesami, są też zbyt skłonni do tego by lekceważyć niepowodzenia innych.
- Jest pan niesprawiedliwy – powiedziała łagodnie Margaret - pan Lennox mówił tylko, że wierzy iż jest wielce prawdopodobnym, że mógłby pan odzyskać, nawet więcej niż odzyskać, to co pan stracił – proszę nic nie mówić, zanim nie skończę, błagam!
Opanowując się jeszcze raz, zaczęła pospiesznie przekładać drżącymi rękami jakieś prawnicze dokumenty, zestawienia wydatków.
- O, jest tutaj! Pan Lennox przedłożył mi propozycję – och, chciałabym, żeby był tu i sam panu wytłumaczył – wygląda na to, że gdyby pan wziął trochę moich pieniędzy, 18 tysięcy i 57 funtów, leżących teraz bezużytecznie w banku, i dał mi tylko 2,5 %, umożliwiłby mi pan lepszy dochód, a sam mógłby utrzymać w ruchu Marlborough Mills.
Jej głos rozjaśnił się i wzmocnił. Pan Thornton nie odezwał się, a ona chodziła szukając jakiegoś papieru, na którym zapisane były propozycje zabezpieczeń; była bardzo zdenerwowana tym, jak zdołać przedstawić wszystko jako zwykłą umowę biznesową, w której zasadnicza korzyść właśnie jej przypadnie w udziale. W czasie gdy wciąż poszukiwała tego pisma, jej przyspieszone bicie serca zostało wstrzymane na moment przez ton jakim przemówił nagle pan Thornton. Jego głos był zachrypnięty i drżący od czułej namiętności z jaką powiedział:
- Margaret!
Na chwilę podniosła wzrok, ale już za chwilę chcąc zasłonić swoje błyszczące oczy, ukryła twarz w dłoniach. On, podchodząc bliżej, ponowił błaganie i z drżącym zapałem powtórzył jej imię:
- Margaret!
Wciąż ze szczelnie zasłoniętą twarzą, opuszczała głowę coraz niżej, prawie opierając ją o stół, przy którym stała.
Podszedł bardzo blisko. Ukląkł tak, by mieć twarz na wysokości jej ucha i szepnął zdyszany:
- Uważaj. Jeśli się nie odezwiesz, uznam cię za moją własność w jakiś nadzwyczajnie śmiały sposób. Odeślij mnie natychmiast, jeśli mam odejść. Margaret!
Na to trzecie zawołanie odwróciła głowę ku niemu, wciąż osłaniając twarz swoimi drobnymi białymi dłońmi i położyła ją na jego ramieniu, wtulając się w nie; i było to zbyt słodkie dla niego, czuć jej miękki policzek tuż przy swoim, chciał zobaczyć ten głęboki rumieniec i kochające oczy. Przytulił ją mocno. Oboje milczeli. W końcu szepnęła łamiącym się głosem:
- Och, panie Thornton, nie jestem wystarczająco dobra!
- Nie jesteś wystarczająco dobra?! Nie drwij z mojego niskiego mniemania o sobie.
Po minucie lub dwóch, delikatnie odciągnął jej dłonie od twarzy i położył jej ręce tam gdzie znajdowały się, kiedy chroniła go przed buntownikami.
– Pamiętasz, kochana? – zamruczał – A to jak bezczelnie odwdzięczyłem ci się następnego dnia?
- Pamiętam jak okropnie się do ciebie odezwałam, to wszystko.
- Popatrz. Podnieś głowę. Chcę ci coś pokazać!
Wolno spojrzała na niego, prześlicznie zawstydzona.
- Poznajesz te róże? – zapytał, wyciągając z kieszeni książkę, w której zasuszone były jakieś kwiaty.
- Nie – odpowiedziała z niewinnym zdziwieniem – to ja ci je dałam?
- Nie. Ot, próżność. Nie dałaś mi ich. Bardzo prawdopodobne, że takie same nosiłaś na sobie.
Spojrzała na nie, zastanawiając się przez minutę, po czym uśmiechnęła się, mówiąc:
- One są z Helstone, prawda? Poznaję po okrągłym kształcie liści. Och! Byłeś tam? Kiedy?
- Chciałem zobaczyć miejsce, gdzie Margaret stała się tym kim jest, nawet w najgorszym momencie, kiedy nie miałem żadnej nadziei, że będę mógł cię nazwać moją Margaret. Pojechałem tam wracając z Havre.
- Musisz mi je dać – powiedziała, próbując delikatną przemocą wydostać je z jego dłoni.
- Dobrze, ale musisz mi za nie zapłacić!
- Boże, jak ja to powiem cioci Shaw? – szepnęła po chwili słodkiego milczenia.
- Pozwól mi z nią porozmawiać.
- O, nie! Jestem jej to winna – ale co ona powie?
- Niech zgadnę. Jej pierwszy okrzyk będzie brzmiał: TEN mężczyzna!?
- Ciii – powiedziała Margaret – spróbuję i pokażę ci jak będzie brzmiał oburzony ton twojej matki: Co? TA kobieta?!

----------------------------------------------------------------
Tłumaczenie rozdziału: Alison

Anonymous - Nie 30 Mar, 2008 12:26

Gosia napisał/a:
Na chwilę podniosła wzrok, ale już za chwilę chcąc zasłonić swoje błyszczące oczy, ukryła twarz w dłoniach. On, podchodząc bliżej, ponowił błaganie i z drżącym zapałem powtórzył jej imię:
- Margaret!
Wciąż ze szczelnie zasłoniętą twarzą, opuszczała głowę coraz niżej, prawie opierając ją o stół, przy którym stała.
Podszedł bardzo blisko. Ukląkł tak, by mieć twarz na wysokości jej ucha i szepnął zdyszany:
- Uważaj. Jeśli się nie odezwiesz, uznam cię za moją własność w jakiś nadzwyczajnie śmiały sposób. Odeślij mnie natychmiast, jeśli mam odejść. Margaret!
Na to trzecie zawołanie odwróciła głowę ku niemu, wciąż osłaniając twarz swoimi drobnymi białymi dłońmi i położyła ją na jego ramieniu, wtulając się w nie; i było to zbyt słodkie dla niego, czuć jej miękki policzek tuż przy swoim, chciał zobaczyć ten głęboki rumieniec i kochające oczy. Przytulił ją mocno. Oboje milczeli. W końcu szepnęła łamiącym się głosem:
- Och, panie Thornton, nie jestem wystarczająco dobra!
- Nie jesteś wystarczająco dobra?! Nie drwij z mojego niskiego mniemania o sobie.
:serduszkate: :serduszkate:
jakie słodkie, kochane..ojej
Gosia napisał/a:
Niech zgadnę. Jej pierwszy okrzyk będzie brzmiał: TEN mężczyzna!?
- Ciii – powiedziała Margaret – spróbuję i pokażę ci jak będzie brzmiał oburzony ton twojej matki: Co? TA kobieta?!
:rotfl: o tak reakcja Pani Thornton
Gosia - Nie 30 Mar, 2008 12:27

szepnął zdyszany :paddotylu: :serduszkate:
Anonymous - Nie 30 Mar, 2008 12:29

czytając to przy jednoczesnym wyobrażaniu sobie bohateró z serialu to trzeba śłiniaczek mieć w pogotowiu :slina:
Tembr głosu Rysia-jasia :paddotylu: (jak będę miała synka jak bym cyk cyk będzie właśnie takich dwu imion :mrgreen: )

Afresco - Nie 30 Mar, 2008 15:02

Dziękuję !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
:-) :kwiatki_wyciaga:

Anonymous - Nie 30 Mar, 2008 19:40

Mag13 napisał/a:
Zawsze mnie intryguje fakt, że Thornton szepnął z namiętnością i nawet zdyszany "Margaret", dopiero po tym, gdy ona wcześniej powiedziała o 18 tysiącach + 57 funtach....
Jak Elisabeth w DiU, co się zakochała dopiero po ujrzeniu Pemberley....

materialiści, tak Drogie panie nie badźmy romantyczkami, Oni(lizzy i Jaś) polecieli na kasę, nie ma się co oszukiwać :mrgreen:

Anonymous - Nie 30 Mar, 2008 21:16

Mag13 napisał/a:
Może śladem Vicar of Dibley

jak oglądnę to się zastanowie :P

mag wiesz co tutaj gdzieś powinna być świetna rozmowa między Johnem a Darcym, któraś z Dam przetłumaczyła coś co narodziło się w wyobraźni którejś z fanek. Boki zrywać

Anonymous - Nie 30 Mar, 2008 21:27

Cytat:
Przychodzi Thornton do Darcy’ego...

Fitzwilliam Darcy: Wszystko w porządku?
John Thornton: Bywało lepiej.
FD. Znam to spojrzenie. Masz problem z kobietą i założę się, że wiem, jakiego rodzaju. Nic nie mów. Poznałeś dziewczynę bardziej niż przekonaną o słuszności swoich opinii. Spędziłeś kilka tygodni, próbując sobie wmówić, że jej nie lubisz, pomimo tego, że myślałeś o niej cały czas i dość szybko zechciałeś... ją poślubić. Wyskoczyłeś, żeby podzielić się szczęśliwą wiadomością... A ona, zamiast być głęboko poruszoną tym zaszczytem i zamiast szlochać w twoją koszulę, zrobiła ci wykład na temat twoich wad i zaczęła ciskać pioruny z oczu.

JT. Dokładnie to się zdarzyło. Skąd wiedziałeś?
FD. Byłem w tej sytuacji, zrobiłem to. Powiem więcej. Kiedy już swymi filigranowymi stopami zdeptała twoje serce, założę się, że zrobiła jakieś wtręty na temat, że nie jesteś dżentelmenem.
JT. O tak. Dostałem oba strzały.
FD. Ja myślę! Ja też. Typowa taktyka „spadaj ze swym nędznym życiem”. Zakładam, że wyszedłeś szybciej niż się pojawiłeś?
JT. Tak.
FD. A kiedy twoja własna rodzina dowiedziała się o tym, zanim się zorientowałeś, już krakali ci, że twoja wybranka to w rzeczywistości „szatan w spódnicy”.
JT. Tak, moja matka miała coś do powiedzenia w tej sprawie.
FD. Ja mam ciotkę wtykającą nos w nie swoje sprawy. Czy stara odwiedziła twoją dziewczynę?
JT. Na pewno to zrobiła.
FD. Wiedziałem! A światło twojego życia dało jej popalić?
JT. Tak.
FD. Czy twoja kobieta życia i moja nie są przypadkiem siostrami? Ona ma pełno sióstr. Przestałem liczyć...



dla Ciebie wszystko :kwiatki_wyciaga: cały wątek tu http://forum.northandsouth.info/viewtopic.php?t=34

Gosia - Nie 30 Mar, 2008 21:57

Mag13 napisał/a:
Mamusia lubiła "Mary Poppins" i film z roku urodzenia bohaterki, której pełne imiona brzmialy:
Geraldine Julie Andrews Dick Van Dyke Supercalifragilisticexpialidocious Chim Chiminey Chim Chiminey Chim Chim Cher-ee Granger
:wink:
Gdzie szukać tego dialogu? :mysle: Pomocyyyyy!


Jak kto gdzie szukac tego dialogu?

spin_girl - Pon 31 Mar, 2008 13:40

Cześć Afresco! Ja też jestem nowa i też zachwycona :banan: A mogłabyś powiedzieć, w jaki sposób nawiązałaś znajomość z N&S w wersji serialowej? Jestem strasznie ciekawa, jak ludzie w Polsce na to trafiają
Anonymous - Pon 31 Mar, 2008 13:52

spin_girl napisał/a:
A mogłabyś powiedzieć, w jaki sposób nawiązałaś znajomość z N&S w wersji serialowej? Jestem strasznie ciekawa, jak ludzie w Polsce na to trafiają

wprawdzie pytanie nie do mnie, ale odpowiem :wink:
na forum trafiłam wiedziona fascynacją Austen i co rusz były jakoweś nawiązania do Ryska, Johna i Jego boskości. tak też zafascynowało mnie co to za dzieło... I okazało się, żee to jest prawdziwe dzieło sztuki. :thud:

Anonymous - Pon 31 Mar, 2008 15:05

Zaiste Nasza miłosć do Rysia jest wielka :serce:
Tutaj trafiłam też przez ogród Jane Austen, który ostatnio strasznie zaniedbałam :-|

spin_girl - Pon 31 Mar, 2008 16:09

Dzięki wielkie za odpowiedzi, liczyłam po cichu, że więcej osób będzie skłonnych podzielić się swoją drogą do Rysiomanii :serce: że też mnie nie przyszło się szwendać po forum Jane Austen :cry2: czytałam sobie, uwielbiałam i nic nie robiłam z tym! :cry2: już bym dawno się cieszyła n&S :frustracja:
Gosia - Pon 31 Mar, 2008 20:17

Mag13 napisał/a:
Prowadzi ono do czynów tak idiotycznych w moim przypadku, jak oglądanie całej serii z Guyem of Gisborne :mrgreen:

:rotfl: Ja też sie przyznaje do tych tak idiotycznych czynów, choć absolutnie ich nie żałuję :mrgreen:
Ja poznalam N&S wlasnie dzieki stronie Jane Austen (zwanej kiedys "Stroną Kazika"), a wlasciwie dzieki jednej osobie, do ktorej wdziecznosc moja nie ma granic :kwiatek:
Ale milosc do N&S i nasze tam zachwyty były tak wielkie, ze wlasciciel tamtego forum (czyli Kazik) tego nie wytrzymal, a w koncu forum zamknal, co nas bardzo dotknelo (ze powiem eufeministycznie). Tak wiec postanowilysmy stworzyc nowe, nasze forum, na ktorym moglybysmy sie do woli zachwycac N&S i Rysiem. I tak sie stalo.
A tamto forum (jako Ogrod Jane Austen) przejal Vasco, ktory jest zaprzyjazniony z naszym forum. Pozdrawiam go :hello:

Cala ta sytuacja, ktora sie nam zdarzyla, przypomina jako zywo cale zamieszanie z N&S w Anglii, gdzie także wielbiciele tego filmu tak szturmowali strone BBC, ze w koncu zostala zamknieta, a fani stworzyli wlasne forum (C19) oraz Armitage Army.

Widzicie analogie? ;)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group