To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

nicol81 - Pią 02 Lis, 2007 20:03

:serce: Kochany Darsik, taki bezinteresowny :serduszkate:
Dziękuję za tłumaczenia, Alison :thanx:

asiek - Pią 02 Lis, 2007 20:07

Alison napisał/a:
Pamięć o zapłakanej Elizabeth znowu ogarnęła go z bolesną wyrazistością... jej bezradność i żałość zasmucała go tak mocno,...

I jak tu go nie kochać. :serduszkate:

Ali, :thanx: :przytul:

Ania1956 - Pią 02 Lis, 2007 20:10

Gunia napisał/a:
O to, że tak bardzo chce jej ulżyć w bólu, że gotów jest poświęcić całe swoje szczęście, by to zrobić. Tak mi się zdaje.


No jasne. Ja faktycznie jestem dzisiaj przyćmiona. :wink:

Gunia - Pią 02 Lis, 2007 20:12

Jeśli Cię to pocieszy, to też je musiałam przeczytać kilka razy. ;) Ależ ta Pamela mota.
trifle - Pią 02 Lis, 2007 22:21

A ja już w tym wątku ograniczam się do czytania Waszych komentarzy, a właściwe fragmenty przelatuję :mrgreen: Pamela - mistrzynią tasiemców.
Maryann - Pią 02 Lis, 2007 23:24

To chciałabyś, żeby już stali przed ołtarzem ? :mrgreen:
trifle - Pią 02 Lis, 2007 23:48

A żebym to ja wiedziała, co ja bym chciała :mrgreen:
Alison - Sob 03 Lis, 2007 06:18

Rozdz. VIII, cz. 2

"Wickham!" Darcy zazgrzytał zębami, uderzając pięścią w biurko i zrywając się z fotela. Przeczesując palcami włosy wędrował wokół pokoju. Co by było gdyby on się w to nie zaangażował? Ohyda! Było wielce prawdopodobne, że taki człowiek jak pan Bennet, z jego ograniczonymi środkami i wiejskim charakterem nie poradzi sobie z odnalezieniem córki w zaułkach Londynu. Poszukiwania mogłyby go zrujnować i trwać miesiące, albo i dłużej. Nawet jeśli mu się uda, reputacja jego córki, a tym samym jej rodziny, zostanie porwana na strzępy. Oczywiście, w Hertfordshire nigdy nie zapomną o skandalu i hańba może dosięgnąć pozostałych sióstr, podążając za nimi przez całą Anglię, gdziekolwiek by się udały. Skandal! Potrząsnął głową. Jakąż siłę miało i jaki strach wywoływało to słowo! Jednak jego skutki nierzadko przetaczały się przez Towarzystwo. Co spowodowały szepty i chichoty, podczas wywołanej przez jedną lady Caroline Lamb publicznej nieostrożności, która teraz błysnęła mu w głowie - ruinę całej rodziny. Darcy zatrzymał się i stanął przy oknie, by spojrzeć na gustowne i zadbane ogrody Pemberley. Wtedy horror związany ze skandalem zmusił go do milczenia. Och, uratował Georgianę i zazdrośnie strzegł nazwiska Darcy'ch, ale z tego był zadowolony. Znał Wickham'a wiedział jakiego rodzaju człowiekiem się stał, wiedział, że gdyby posłużył się Georginą, nie powstrzymałby się od uwiedzenia innych. Kto wie jaką inną młodą kobietę Wickham oszukał, zdeprawował? Ale on był zadowolony z ogrodzenia własnego pastwiska i nie zaprzątał sobie głowy obroną pastwisk swoich sąsiadów. O oto miał rezultat! Rodzina Elizabeth była ostatnią, z powodu której by cierpiał, ale była to też rodzina kobiety, którą kochał i której tak wiele był winien z powodu nawet większego zaniedbania. Darcy wziął głęboki oddech. Było oczywiste, że jedyną możliwą drogą rozwiązania tej sprawy dla Bennetów było małżeństwo. Mniej satysfakcjonującym rozwiązaniem byłoby jakieś odpowiednie, choć odległe miejsce odosobnienia dla dziewczyny i więzienie lub jednostka wojskowa poza granicami kraju, dla Wickham'a. Oba rozwiązania wymagałyby daleko większych finansowych i towarzyskich możliwości, niż te, dostępne ojcu czy wujowi Elizabeth. Ale przecież, Darcy'emu zabrakło tchu, to chodzi o Elizabeth!
Jego serce, jego myśli zalała fala tęsknoty, która wstrząsnęła całym jego racjonalnym myśleniem. Szansa dla jego ślicznej Elizabeth na zawarcie korzystnego małżeństwa, wejścia na drogę małżeńską, która dogodziłaby jej pięknej, żywiołowej duszy, była znikoma. Teraz jej widoki na takowe właściwie nie istniały. Myśl o niej jako o żonie innego, nigdy nie była dla niego łatwa do zniesienia, ale teraz widok jakiegokolwiek jej przyszłego szczęścia, stał pod znakiem zapytania. Darcy zamknął oczy na tęsknotę za przeszłością, kiedy to mógłby objąć ją opieką. Musi myśleć jasno! Zarówno ona, jak i jej siostry znowu postawiły go wobec pytania, zarówno Elizabeth, jak i jej siostry będą zmuszone do małżeństw poniżej ich stanu, o ile w ogóle wyjdą za mąż i jeśli znajdą się szanowani mężczyźni, którzy postawią się ponad skandalem, jaki dotknął tej rodziny. Przed oczami stanął mu niechciany obraz jej jako żony biednego farmera lub pastora, harującej cały dzień pośród marnej egzystencji, która pozbawi ją całego jej ożywienia. Darcy zacisnął zęby kiedy przyłożył czoło do zimnego szkła okiennej szyby. Jęcząc, starał się odpędzić nieznośną wizję, ale nie mógł tego zrobić, widząc ją jako cień kobiety, którą mogłaby być. To przywiodło go niemal do szaleństwa! I to zadecydowało. Odwrócił się od okna, obrzucił spojrzeniem pokój w taki sposób jakby to całe Pemberley leżało teraz przed nim. Nie, nie będzie stał z boku, kiedy ona jest w potrzebie! Jeśli jego majątek może przyczynić się do znalezienia odpowiedniego rozwiązania i dać jej szansę na szczęście, to być może jego prestiż odpowiednio wykorzystany w stosunku do odpowiedniego człowieka - wuja Elizabeth, który nagle przyszedł mu do głowy, mógłby pokonać objekcje co do jego udziału w sprawie.

Trzykrotka - Sob 03 Lis, 2007 09:55

No, do boju, Darcy!
Żebyż ona tylko nie opisywała poszukiwań, negocjacji z Wickhamem, negocjacji z wujem... przez trzy rozdziały!! :shock:

Ania1956 - Sob 03 Lis, 2007 10:01

Alison napisał/a:
Darcy zamknął oczy na tęsknotę za przeszłością, kiedy to mógłby objąć ją opieką.


A kiedy to w przeszłości Darcy mógłby objąc Lizzy opieką. :shock: Do tej pory, o ile dobrze pamiętam, nie było nawet o tym mowy a teraz tęskni? Faktycznie pokrętne myślenie Pamelki troszkę mnie przerasta. :-|

Alison - Sob 03 Lis, 2007 10:29

Ania1956 napisał/a:
Alison napisał/a:
Darcy zamknął oczy na tęsknotę za przeszłością, kiedy to mógłby objąć ją opieką.


A kiedy to w przeszłości Darcy mógłby objąc Lizzy opieką. :shock: Do tej pory, o ile dobrze pamiętam, nie było nawet o tym mowy a teraz tęskni? Faktycznie pokrętne myślenie Pamelki troszkę mnie przerasta. :-|


Ja myślę, że on ciągle powraca (i w kwestii poświęcenia swojego potencjalnego szczęścia, poruszanej powyżej) do czasów, kiedy jej się oświadczał i mógł marzyć o tym żeby się nią opiekować. Teraz to wszystko stanęło pod wielkim znakiem zapytania.

nicol81 - Sob 03 Lis, 2007 10:53

Trzykrotka napisał/a:
No, do boju, Darcy!
Żebyż ona tylko nie opisywała poszukiwań, negocjacji z Wickhamem, negocjacji z wujem... przez trzy rozdziały!! :shock:


Ja stawiam na ok. 10 :mrgreen: Uwględniając refleksje Darciego na wyżej wymienione zdarzenia, nie da się krócej.

Ania1956 - Sob 03 Lis, 2007 11:57

nicol81 napisał/a:
Ja stawiam na ok. 10 :mrgreen: Uwględniając refleksje Darciego na wyżej wymienione zdarzenia, nie da się krócej.


Ja jestem taka w troszkę ciepłej wodzie kąpana i wolałabym co by się szybciej akcja działa :wink: Ale co ja mogę, będę cierpliwie obczytywać każdą stroniczkę ( tym razem ze zrozumieniem :lol: ) i czekac na finisz. :serce:

asiek - Sob 03 Lis, 2007 12:13

Alison napisał/a:
Przed oczami stanął mu niechciany obraz jej jako żony biednego farmera lub pastora, harującej cały dzień pośród marnej egzystencji, która pozbawi ją całego jej ożywienia. Darcy zacisnął zęby kiedy przyłożył czoło do zimnego szkła okiennej szyby. Jęcząc, starał się odpędzić nieznośną wizję, ale nie mógł tego zrobić, widząc ją jako cień kobiety, którą mogłaby być. To przywiodło go niemal do szaleństwa! I to zadecydowało... Nie, nie będzie stał z boku, kiedy ona jest w potrzebie!

Wow ! :serduszkate: Nie mam innego wyjścia, jak odszczekać swoje podejrzenia co do interesowności Darc'go.*Sypię głowę popiołem*. :-)

Ali, :kwiatki_wyciaga:

Gunia - Sob 03 Lis, 2007 17:15

Jakoś on zbyt wiele ma refleksji. Zamiast w porywie miłości rzucić się na ratunek ukochanej, to on jęczy, rozmyśla, imaginuje coś sobie i rozważa sprawy skrupułów i towarzystwa. Co z niego za facet? :?
asiek - Sob 03 Lis, 2007 18:37

Gunia napisał/a:
Jakoś on zbyt wiele ma refleksji. Zamiast w porywie miłości rzucić się na ratunek ukochanej, to on jęczy, rozmyśla...

Prawda ? :roll: Co stoi na przeszkodzie, aby pojechał do Londynu, chwycił Wickhama za pewną część ciała, sypnął groszem i sprawił ślub

Alison - Sob 03 Lis, 2007 19:03

asiek napisał/a:
Co stoi na przeszkodzie, aby pojechał do Londynu, chwycił Wickhama za pewną część ciała, sypnął groszem i sprawił


REPUTACJA! To, że trwale mogłaby ucierpieć jego pozycja towarzyska i to, że zawsze juz kojarzono by go z TYMI Bennetami. Zresztą i tak zostaną jego teściami i szwagierkami, ale on chyba jeszcze o tym nie wie ... :wink:

asiek - Sob 03 Lis, 2007 22:45

Alison napisał/a:
zawsze juz kojarzono by go z TYMI Bennetami. Zresztą i tak zostaną jego teściami i szwagierkami, ale on chyba jeszcze o tym nie wie ...

Bidaczek...I po co było się tak trudzić. :mrgreen:

nicol81 - Sob 03 Lis, 2007 22:56

asiek napisał/a:
Alison napisał/a:
Przed oczami stanął mu niechciany obraz jej jako żony biednego farmera lub pastora, harującej cały dzień pośród marnej egzystencji, która pozbawi ją całego jej ożywienia. Darcy zacisnął zęby kiedy przyłożył czoło do zimnego szkła okiennej szyby. Jęcząc, starał się odpędzić nieznośną wizję, ale nie mógł tego zrobić, widząc ją jako cień kobiety, którą mogłaby być. To przywiodło go niemal do szaleństwa! I to zadecydowało... Nie, nie będzie stał z boku, kiedy ona jest w potrzebie!

Wow ! :serduszkate: Nie mam innego wyjścia, jak odszczekać swoje podejrzenia co do interesowności Darc'go.*Sypię głowę popiołem*. :-)

Ali, :kwiatki_wyciaga:


W sumie wątpię, by Elżbieta miała szansę na pastora po wybuchnięciu skandalu z Lidią.
A ja w sumie się przyznam, że teraz mi sięwydaje dziwne, by Darsikowi ani razu przez łebek nie przeleciało, że to korzystne małżeństwo Lizzy to mogło byc z nim... :-P

Alison - Nie 04 Lis, 2007 09:01

Rozdz. VIII, cz. 3

Z nową energią, Darcy podszedł z powrotem do biurka i otworzył kalendarz. Przesuwając palcem w dół po harmonogramie swoich zajęć, zanotował spotkania, po czym wyciągnął papier i kałamarz. Jego zarządca się zdziwi i będzie potrząsał głową kiedy to przeczyta. Ale nie ma rady. Sherrill jest odpowiednim człowiekiem i poradzi sobie z wyzwaniem odpowiedzialności jaką na niego nałoży. Teraz ważna jest szybkość działania. Musi znależć się w Londynie tak szybko jak to tylko możliwe, nawet jeśli wiąże się to z brakiem odpoczynku czy podróżą w niedzielę. Pośpiesznie złożył podpis na drugim liście, ten zostanie wysłany do Londynu jeszcze przed jego wyjazdem, podmuchał delikatnie na jeszcze mokry atrament, podczas gdy jego myśli prześcigały się w rozważaniach co jeszcze musi załatwić przed wyjazdem. Następnie składając listy, podszedł do drzwi i oddał oba pierwszemu służącemu, którego przywołał, by wydać mu dyspozycje. Głosy, które doszły jego uszu z głównego holu, ostrzegły go o powrocie gości z porannego pikniku. Miał niewiele czasu na poświęcanie go na towarzyskie grzeczności czy udaremnianie drobnych zabiegów i forteli Caroline Bingley. Zwracając się w stronę schodów, przebiegł je skacząc po dwa stopnie, i kiedy dopadł własnych pokoi, niecierpliwie pociągnął za dzwonek.
- Fletcher! - Darcy stał już przed lokajem zanim ten miał okazję złapać oddech z powodu nieoczekiwanego pokonywania dwóch pięter schodów - Wyjeżdżamy jutro do Londynu. Musisz zapakować tylko to co niezbędne, bo nie będę korzystał z rozrywek ani poruszał się po mieście jak zwykle.
- Do Londynu, sir? - lokaj zasapał zaskoczony - Jutro? Dobry Boże, sir?
- Módl się, żeby to było to, i żeby niebiosa były łaskawe. - Darcy przerwał, widok oszołomionej twarzy Fletchera, dał mu do myślenia czy dopuszczanie służącego do takiej konfidencji jest rozsądne. - Jedziemy ratować młodą kobietę, Fletcher - dodał w końcu, a cień uśmiechu rozjaśnił mu twarz - w czym masz już pewne doświadczenia, o ile sobie przypominam.
- T-tak sir. - zgodził się niepewnie Fletcher - Kiedy życzy pan sobie wyjechać?
- O dziewiątej, absolutnie nie później. To już wszystko...nie, poczekaj! - Darcy złapał go zanim ten zdążył się ukłonić - nie mów nikomu aż do wieczora, wtedy dopiero możesz o tym mówić ze służącymi. Poinformuję pana Reynolds'a ale moi goście mają nic nie wiedzieć dopóki sam im nie powiem.
- Tak jest, sir - skłonił się Fletcher.
- I wyślij służącą żeby znalazła pannę Georgianę. Muszę z nią natychmiast porozmawiać.
- Natychmiast, panie Darcy! - Fletcher znowu skłonił się szybko i zniknął w drzwiach dla służby. Przez moment Darcy wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w te drzwi, kroki Fletcher'a wkrótce umilkły. Poczucie głębokiego sensu wypełniło mu duszę, uwydatniając to, że takie postępowanie daje mu słodką wolność czystego sumienia, nadaną mu przez podjęcie decyzji, że jednak powinien działać.

Admete - Nie 04 Lis, 2007 11:16

Teraz Darcy odegra rolę rycerza w lśniącej zbroi :-D Całe życie przygotowywał się do tego, tylko o tym nie wiedział ;-)
Maryann - Nie 04 Lis, 2007 22:09

Alison napisał/a:
REPUTACJA! To, że trwale mogłaby ucierpieć jego pozycja towarzyska i to, że zawsze juz kojarzono by go z TYMI Bennetami.

Ale czy jemu to już chyba przestało przeszkadzać... Przynajmniej na razie - bo przyszła teściowa i szwagierki nie stoją mu przed oczyma. :mrgreen:

nicol81 napisał/a:
A ja w sumie się przyznam, że teraz mi sięwydaje dziwne, by Darsikowi ani razu przez łebek nie przeleciało, że to korzystne małżeństwo Lizzy to mogło byc z nim... :-P

Przelecieć to mu pewnie przeleciało i nie raz, ale przecież ona mu już powiedziała, że go nie chce... :wink:

Caroline - Pon 05 Lis, 2007 11:18

Rozdział VIII, cz. 4
~~~~~~&~~~~~~


- Fitzwilliamie – gdy zawołał „proszę wejść”, w otwartych drzwiach pojawiła się Georgiana. Darcy spojrzał znad pakowania akurat w momencie, gdy uśmiech na jej twarzy znikał zastępowany wyrazem zaskoczenia.
- Co robisz? Pakujesz się? - spoglądała na niego zdziwiona.
- Tak, najdroższa, wyjeżdżam jutro o świcie. - zostawił to, co akurat trzymał w ręce i podszedł do niej.
- Ale nasi goście... - spojrzała na niego, gdy brał w swoje dłonie jej ręce - i panna Bennet?
Darcy spojrzał w jej twarz i zdziwił się wyrazem spokojnego opanowania, jakie tam znalazł. Wcielone miłosierdzie, to właśnie w niej dostrzegł, miłosierdzie i mądrość, jaką dzięki niemu zyskała. Pragnienie, by powiedzieć jej o swoim postanowieniu było silne. Georgiana spośród wszystkich ludzi zrozumiałaby, co zamierza zrobić.
- To ze względu na pannę Bennet muszę zostawić cię samą z naszymi gośćmi, słodziutka i pojechać do Londynu na nie wiem, jak długo.
- Do Londynu! Dla panna Bennet? - widział, że jej ciekawość walczy z niepokojem i wyuczoną rezerwą.
- Tak, Elizabeth... panna Bennet otrzymała dzisiejszą pocztą bardzo niepokojące wiadomości dosłownie chwilę przed moim przybyciem. Była tak zrozpaczona, że wyjawiła mi je ze szczegółami - przerwał. - To sprawa, choć to dziwne, dotyczy także naszej rodziny i ja miałem swoimi działaniami wpływ na jej przebieg. - spojrzał siostrze głęboko w oczy. - Chodzi o Wickhama, moja droga.
Georgiana westchnęła, przez chwilę dawny wyraz bólu i wstydu przemknął przez jej delikatne rysy, ale już po chwili zastąpił go niepokój.
- Wickham i panna Bennet? Musisz mi powiedzieć, Fitzwilliamie - zażądała, mocniej zacisnęła rękę na jego dłoni i spoglądała na niego spokojnie.
- Wickham... uwiódł młodszą siostrę panny Bennet...
- Nie! - wyszeptała z bólem Georgiana.
- Obawiam się, że to prawda - spoglądał na nią z wyczekiwaniem, skinęła, by mówił dalej. - Zabrał ją do Londynu i zniknął. W listach proszono pannę Bennet, by wróciła do domu do Hertfordshire, a jej wuja, by pomógł w poszukiwaniach. Przypuszczam, że już wyjechali, Georgiano. - westchnęła. - Nie mogę przestać myśleć, że gdybym ujawnił, jak niebezpieczny jest Wickham, to by się nie przytrafiło siostrze panny Bennet. Może się mylę, ale w tej chwili mogę tylko siebie oskarżać o to, że w tchórzliwy sposób nie myślałem o nikim więcej oprócz własnej rodziny.
- Jedziesz więc do Londynu, by pomóc w poszukiwaniach? - dokończyła za niego Georgiana. - Nie będą chcieli twojej pomocy.
- Nie, nie będa, dlatego też nie będę składał im żadnej propozycji, po prostu rozpocznę poszukiwania na własną rękę w sekrecie. I tutaj dochodzimy do następnej sprawy - zerknął na nią - nie możesz nikomu o tym mówić i poradzić sobie tutaj sama. Dasz sobie radę? Przypuszczam, że Bingleyowie nie zostaną dłużej niż dwa tygodnie, które zaplanowali. Być może postanowią wyjechać do Scarborough wcześniej - prosił o wiele, ale kiedy położył dłonie na jej szczupłych ramionach poczuł jak się prostują przed czekającym ją zadaniem.
- Tak, mogę. Przynajmniej tyle mogę zrobić - spojrzała mu prosto w twarz - to ze względu na mnie milczałeś, Fitzwilliamie. Musimy to naprawić, musimy pomóc pannie Bennet.
Darcy uśmiechnął się na jej "musimy" i dotknął jej policzka.
- Stałaś się prawdziwą damą, nie śmiem już nazywać cię "moją dziewczynką". Lord Brougham ostrzegał mnie, że tak się stało i w tej sprawie miał rację - pocałował ją w czoło. - A teraz muszę dokończyć pakowanie. Oznajmię, że wyjeżdżam dziś przy kolacji, nie wcześniej, a ty, panno Darcy, musisz zacząć planować własną strategię.

Marija - Pon 05 Lis, 2007 11:26

Taaaak :roll: . Wyszło na jaw potężne wsparcie Georgiany.
Alison - Pon 05 Lis, 2007 12:15

Dasz sobie radę? Przypuszczam, że Bingleyowie nie zostaną dłużej niż dwa tygodnie, które zaplanowali. Być może postanowią wyjechać do Scarborough wcześniej

Nie ma to jak staroangielska gościnność. Gość w dom, gospodarz z domu :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group