Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
RaczejRozwazna - Nie 20 Gru, 2009 22:21
Ależ oczywiście Spin, masz rację Zmierzch wciągnął mnie bardzo, a że widzę absurdalność tej sytuacji, muszę sobie jakoś radzić - najlepszy jest śmiech. Ale tak na serio - naprawdę czytam Zmierzch tylko dla Jacoba. Strasznie polubiłam tego chłopaka - zreszta wydaje mi się, że Meyer pisała tę postać pod wpływem kogoś kogo dobrze zna i bardzo lubi. Może to całe La Push to jakieś wspomnienie jej domu rodzinnego? W każdym razie jest bardzo prawdziwe.
Ja nawet miałam taką specjalną technikę czytania - wrzucałam Ctrl+F i wpisywałam "Jacob"
PS. Chciałabym zobaczyć Agn w "Team Edward"... Z obłędem w oczach
EDIT: przedczytałam "Skąd się biorą Edwardy". Agn - jestem Twoją fanką!!! Poplułam sobie monitor
Przecież bym z nim zamarzła. - puenta znakomita
Świetnie uchwyciłaś Jacoba, jest genialny
Zmykam spać bo rodzina mnie jutro oskalpuje jeśli nie wstanę w miarę wcześnie - od rana czekają świąteczne porządki, ale nawet to nie jest mi w stanie popsuc teraz humoru
*ucieka radośnie kwicząc*
Admete - Nie 20 Gru, 2009 23:12
Ja nie czytam Zmierzchu, wypraszam sobie Za każdym razem jak do tego podchodziłam na początku, to schodziłam ze śmiechu, a książką nie rzucałam o ścianę tylko dlatego, że ( na szczęście ) nie była moja Dotarłam do sceny, gdy ktoś tam próbuje dorwac i zgwałcić Bellę, a Edzio ją tak heroicznie - wampirycznie ratuje i wymiękłam. Ileż można Czytam temat dla rozrywki Bawię się nieźle. Strasznie mnie intryguje, co można zobaczyć w kiepsko napisanej powieści dla nastolatek. Uczę nastolatki, więc to istotne. I z góry przepraszam - żeby potem nie było. Czekam też aż wam przejdzie Staram sie również szerzyć oświatę i dostaję tu coraz więcej argumentów, dzięki którym mogę dowodzić, że nie należy czytać tej książki
Aragonte - Pon 21 Gru, 2009 06:30
| spin_girl napisał/a: | I na koniec jedno spostrzeżenie Ciekawe jest to, że choć znakomitej większości z Was, moje drogie damy, Zmierz się nie podobał, to jednak spędzacie mnóstwo czasu czytając sagę i pochodne, oglądając adaptacje, czytając i pisząc(!) fanfiki, dyskutując na forum....może to jednak rodzaj ukrytej słabości do Zmierzchu? Przyznajcie się |
Ciężko jest mi mówić, czy mi się podobał, czy nie, skoro przeczytałam póki co jeden rozdział - i ten faktycznie był kiepski, moim zdaniem.
Adaptacja pierwszej części leży i kwiczy. Obejrzałam kwadrans i na razie wymiękłam.
Fanfików okołozmierzchowych nie piszę, ale czytałam niektóre Agn - raczej z uwagi na walory pisarstwa Agn niż reminiscencje z Meyer
A z dyskusji nie zamierzam się tłumaczyć, bo to chyba oczywiste, że jest wciągająca
Podobnie jak Admete usiłuję dojść, co fascynuje w tych książkach tyle osób
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 08:52
Ja natomiast czytałam wszystkie części kilkukrotnie, obejrzałam adaptacje kilkukrotnie, za fanfiki jesszcze nie miałam się okazji zabrać, ale mam w planach a dyskutuję tutaj ponieważ wydaje mi się fascynujące, jak wiele osób, które nie czytały i nie chcą przeczytać tych książek zostaje mimo wszystko wciągnięte w świat wykreowany przez p. Meyer, nawet jeśli tylko w postaci krytykowania
Poza tym robię co mogę, aby z morza krytyki wyłowić te zarzuty, na które odpowiedzieć może sam tekst, jeśli się w niego porządnie wczytać, i trochę obronić sagę. Wiem, że ostatecznie nikogo nie przekonam, ale może przekonam, że nie taki diabeł straszny jak go malują
Agn - Pon 21 Gru, 2009 09:19
I właśnie dlatego lubię z tobą dyskutować. Bo inne moje rozmowy ze zwolenniczkami sagi kończyły się na argumencie, że Ed jest boski, więc i książka jest boska. Używasz zupełnie innych argumentów.
Owszem, uważam, że książka jest... hmm, no, wiecie jaka. Ale wciąga (może poza 4 tomem, który jest po prostu koszmarnie wręcz nudny i przegadany). A ff to sama chciałabym wiedzieć, dlaczego do tego piszę. Początkowo po to, by jakoś zrozumieć to całe Edwardowe "Jestem niebezpieczny!!!". A potem... samo wyszło.
Spin, czytanie niektórych moich ff nie powinno być dla ciebie bolesne (treściowo). Dopisałam do każdego linka, czego się należy spodziewać po każdym tekście, więc jakby co... Dwa są właśnie o Edwardzie. Kanoniczne bez żadnych alternatyw. Może ci się spodobają, może nie. W każdym razie masz szansę wytknąć mi, co ja napisałam źle.
Sofijufka - Pon 21 Gru, 2009 09:25
Agn, a jak Ci sie podobają wilkołaki ode mnie?
Anonymous - Pon 21 Gru, 2009 09:54
Kurczę dlaczego ja tutaj nie zaglądałam? myślałam, ze tylko ja nie jestem ślepą wielbicielką tomu czwartego....
RaczejRozwazna - Pon 21 Gru, 2009 12:04
Agn...
*przeczytała Dialogi potłuczone i zbiera się z podłogi*
Padam do stóp. Do stóp padam. Świetnie się bawiłam. Agn Twoi Cullenowie to są rzeczywiście Cullenowie, Jacob to Jacob. Świetnie chwytasz chrakterystykę postaci nawet w tak "potłuczonym" tekście. Jeśli zawsze tak jest w Twoim pisarstwie to zainwestuj w to i zacznij pisać kontynuacje bestsellerów. Zrobisz fortunę, mówię Ci...
| Admete napisał/a: | Staram sie również szerzyć oświatę i dostaję tu coraz więcej argumentów, dzięki którym mogę dowodzić, że nie należy czytać tej książki |
Jak to dobrze, że ja szerzę oświatę nieco starszej młodzieży i nie muszę nikomu udowadniać co należy albo co nie należy czytać. Ale chętnie posłucham Twych argumentów dlaczego nie należy akurat Zmierzchu. Wypróbuję na młodszej siostrze czy działają
Agn - Pon 21 Gru, 2009 12:35
Sofi, opowiadania są zaje... khm, ten tego... świetne. Trochę wolniej mi idzie czytanie, bo są ciut trudniejszym językiem napisane, ale mimo to lektura bardzo cieszy. Strasznie ci dziękuję za wypożyczenie! O wilkołakach jakoś mniej czytałam książek, a to także interesujące istoty.
RR, cieszę się, że ci się spodobały Dialogi... - po lekturze niektórych fanfików dostałam tak wielkiej głupawki, że same mi się napisały. Mogę być tylko dumna i blada, że tekst zainspirowany fazą jest zrozumiały dla tych, którzy owej fazy nawet nie powąchali. ^^
Jeśli mogę coś jeszcze zasugerować... Alternatywa Jacob/Bella pojawia się także w tekście mojej znajomej. Bardzo lubię jej styl, potrafi zbudować nastrój.
ATER [Z] - AngelsDream
Przy okazji Angels wmontowała jeszcze jedno do historii - w sadze zwierzęta jako zwierzęta (wilkołaki to jednak nie zwierzaki) pojawiają się tylko jako obiadkowe wspomnienie wampirów (no i przy okazji polowania). Ale nikt, dosłownie nikt nie ma choćby psa w domu. Zauważyliście? U Angels Bella ma właśnie psa i jest jego entuzjastką na takim samym poziomie, jak autorka (kocha zwierzęta i uwielbia się nimi zajmować). Miłego czytania. Tekst nie jest zbyt długi, ma tylko dwa odcinki, ale mnie się bardzo podobał.
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 12:57
Agn - zabrałam się za swoje fanfiki. Na razie przeczytałam pierwsze dwa: Wrzesień 1918 oraz Rozmowy o poranku. Jestem pod wrażeniem - masz świetny styl, potrafisz logicznie zbudować i utrzymać całość wątku, Twoje dialogi są bardzo naturalne. W dodatku, jak każdy dobry pisarz przeprowadzasz najpierw pewnego rodzaju research (przy opowiadaniu o hiszpance), co zawsze wzbudza mój wielki szacunek.
Jeśli mam zaofiarować jakąś konstruktywną krytykę, to zwracaj uwagę na drobne różnice kulturowe - na przykład w jedzeniu. Amerykanie nie jedzą takiej jajecznicy jak my: z kiełbaską i cebulką. Oni jedzą czystą jajecznicę, obok mają podsmażone plastry bekonu. To są drobne wpadki, które lekko zaburzają tło obyczajowe, ale łatwo je wyeliminować.
Co nie zmienia faktu, że jestem absolutnie zachwycona i idę czytać dalej
Agn - Pon 21 Gru, 2009 13:00
Aghhh... tu mnie masz, na tę jajecznicę nie wpadłam! *wali się łopatką w łeb* Następnym razem będę już bardziej uważać. Dzięki!
Khm, to od razu uprzedzam, że w Mężczyźnie od kuchni Charlie i Sue będą robić pierogies. Acz jest to jasne, że przepis wzięli z książki z zagraniczną kuchnią.
Czy w razie czego będę mogła się z tobą pokonsultować przy pisaniu następnego tekstu? Bo mi się szykuje wielka historia Carlisle'a... Choć tam może być mniej o kuchni amerykańskiej (no, wiadomo), ale może jakiś szczegół byś znała, którego ja nie znajdę pomimo researchu (gigantycznego, ech, ja to kocham).
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 13:12
Jasne, chociaż ja jestem zdecydowanie bardziej specjalistką od kuchni brytyjskiej niż amerykańskiej, ale postaram się pomóc wedle możliwości.
Właśnie skończyłam czytać fanfik o Jacobie i Renesmee od razu sobie przypomniałam, za co lubię Jacoba
Jestem po fanfiku pt. Spowiedź i to jest pierwszy, który mi się nie podoba I wcale nie dlatego, że jestem w Team Edward, tylko dlatego, że jest lekko nielogiczny. Nawet, jeśli wedle Twojej teorii Bella rzuciła Edwarda gdzieś w okolicach końca NM lub początku Eclipse, to jednak przez conajmniej dwie książki była w Edwardzie śmiertelnie zakochana. Tymczasem pominęłaś zupełnie temat jej ewentualnej rozterki, bólu rozstania z Edwardem, a przecież Bella cały czas miała rozterki i ból, na tym polega ta postać. Teksty o zamknięciu w twierdzy brzmią dość cynicznie. Od tygodni czytam Twoje wypowiedzi na forum i dlatego odnoszę wrażenie, że włożyłaś w usta Belli własne opinie, a tymczasem najważniejszym kryterium pisania wszelkiego rodzaju spin-offów jest pozostanie w zgodzie z charakterem opisywanego bohatera. Gdyby Bella faktycznie rzuciła Edwarda, cierpiałaby i marudziła o tym jeszcze przez 5 tomów, usprawiedliwiała siebie i jego, itp itd. W Twoim fanfiku po prostu nie czułam Belli.
Agn - Pon 21 Gru, 2009 13:19
Posmyraj nieco moje wrażliwe serduszko i napisz, za co lubisz Jake'a.
Nawiasem pisząc dostałam od siostry NM po ang. z filmową okładką i dopiero teraz zauważyłam podziękowania autorki. Dziękowała rodzeństwu, wymieniając ich z imienia. Emily, Heidi, Seth, Paul, Jacob. Brzmi znajomo? ^^ Cała wataha + wampirzyca. Autorka podziękowała za możliwość skorzystania z ich imion. Ciekawa jestem, czy poza imionami coś jeszcze wykorzystała ze swojego rodzeństwa...
Spin, niekoniecznie to będzie kuchnia, acz jeśli masz wiedzę odnośnie UK (bardziej obyczajową niż historyczną - daty można sprawdzić wszędzie) to będę ci się plątać po privku. Czeka mnie Londyn, Francja, Włochy i w końcu Ameryka. A diabli wiedzą, co po drodze sama wymyślę.
Trochę się boję, ale na wyrost, bo nie zabiorę się za ten tekst dopóki nie skończę MOK-a.
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 13:31
| Agn napisał/a: | | Spin, niekoniecznie to będzie kuchnia, acz jeśli masz wiedzę odnośnie UK (bardziej obyczajową niż historyczną - daty można sprawdzić wszędzie) to będę ci się plątać po privku. |
spoko, obyczajową o UK mam sporą - mieszkałam tam przez prawie dwa lata
Za co lubię Jacoba? Jacob jest super! Zawsze miałam słabość do Indian, więc samo wyobrażenie Jacoba- wielki, silny, umięśniony z kruczoczarnymi włosami jest jak najbardziej w moim guście
Poza tym Jacob jest kochany - jest szczery, odważny, uczciwy, ma świetne poczucie humoru. Jako wilkołak jest rozkoszny. Uwielbiam psy i takiego Jacoba-wilka chętnie zabrałabym do domu. Uwielbiam tę scenę, kiedy Bella siedzi z Jacobem na łące, głaszcze go i przytula - chętnie bym się z nią zamieniła Jacob jest zdecydowanie jednym z najfajniejszych bohaterów sagi- zaraz po Edwardzie a zdecydowanie przed Bellą, tylko, jak mówiłam, dla mnie Zmierzch to historia Belli i Edwarda a nie Belli i Jacoba, natomiast chętnie poczytałabym o Jacobie i Renesmee - zapowiada się śliczna para.
Jestem po "Dialogach potłuczonych" - genialne!!! Co za wspaniały absurd!! Kurczę, muszę poczytać fanfiki bo nie wiem, co to jest Badward i humany (Cullenowie jako ludzie? A po co?)
PS - zedytowałam nieco mój poprzedni post, żeby nie wrzucać 20 krótkich postów jeden pod drugim.
RaczejRozwazna - Pon 21 Gru, 2009 13:45
| Agn napisał/a: |
Nawiasem pisząc dostałam od siostry NM po ang. z filmową okładką i dopiero teraz zauważyłam podziękowania autorki. Dziękowała rodzeństwu, wymieniając ich z imienia. Emily, Heidi, Seth, Paul, Jacob. Brzmi znajomo? ^^ Cała wataha + wampirzyca. Autorka podziękowała za możliwość skorzystania z ich imion. Ciekawa jestem, czy poza imionami coś jeszcze wykorzystała ze swojego rodzeństwa...
|
Ha! wiedziałam Czyli jednak dom. Sfora i La Push były naprawdę ciepłe, dobre i prawdziwe - wyjątkowe dla mnie na tle inych miejsc i postaci w sadze Meyer.
Reakcja Spin też mnie nie dziwi. Chcesz nie chcesz team Edward wyłazi jak szydło z worka. Mnie akurat Spowiedź bardzo się podobała - oczywiście nie jest to dokładnie Bella z sagi Meyer, ale ktoś, kim mogła się stać, gdyby dojrzała, stała się prawdziwą kobietą. I taką Bellę kupuję zdecydowanie.
Przed świtem nie czytałam i nie zamierzam, ale dla mnie ciągle Jacob to jest facet stworzony dla Belli. Dlatego żadnych historii z Renesme albo z kimkolwiek innym nie trawię.
Agn - przeglądnęłam tego fanficka podrzuconego przez ciebie. Przeczytam dokładnie kiedy indziej. Fajny jest, ale wolę Twoje. Twoje postaci są bardziej prawdziwe.
Agn - Pon 21 Gru, 2009 13:48
Spin, pozwolę sobie odpowiedzieć na twoją opinię o Spowiedzi - kanon w tym tekście szlag trafił. Bella jest zupełnie inna, ma też inne priorytety. Poza tym po sześćdziesięciu latach nie będzie ciągle płakać za Edwardem, nie będzie też odtwarzać tych pięciu tomów rozterek. Zwłaszcza, że miała udane życie, z którego jest zadowolona. Moja Bella nie ma obsesji na punkcie Edwarda. Jest w nim zakochana, ale przesłonił jej cały świat. U mnie, kiedy Edward wraca, ona jest już poniekąd wyzwolona spod jego uroku. Na chwilę jej wraca zauroczenie, ale nie jest to tak obsesyjne, jak u Meyer.
Poza tym to jest właśnie spowiedź - maksymalnie krótka. I z punktu widzenia osoby, która już przeżyła swoje życie.
Podkreślam - moja Bella to nie jest Bella Meyerowska.
Ale przecież wielbić tego tekstu nie musisz. Czułam, że on ci nie przypadnie do gustu.
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 14:13
I, niestety, nie wielbię. Z Belli Twojej bohaterce zostało tylko imię. Zastanawiam się czy historię, w której całkowicie zmienia się charakter, odczucia i sposób wyrażania się danego bohatera można nazwać fanfikiem, czy jest to rodzaj zapożyczenia imion i wątków z książki? Jeśli to drugie, to się nie czepiam.
Poza tym nie kupuję tego, że Bella na łożu śmierci szybko, spokojnie i z cyniczną logiką przeskakuje po romansie z Edwardem. Starsze osoby mają tendencję do wracania do wspomnień z młodości, przeżywają je na nowo, dokładnie analizują, budzą w sobie dawno zapomniane uczucia....
Właśnie skończyłam czytać "Skąd się biorą Edwardy" - bardzo fajne! Podoba mi się Jacob jako kochajcy mąż, wspierający swoją żonę w jej wysiłkach literackich.
RaczejRozwazna - Pon 21 Gru, 2009 14:19
| Agn napisał/a: |
Podkreślam - moja Bella to nie jest Bella Meyerowska.
|
A ja się będę upierać, że rozwój osobowości Belli Meyerowskiej podryfowałby właśnie w tym kierunku, który opisałaś, gdyby zdecydowała się ona jednak zostać z Jacobem...
On chodził tak twardo po zioemi, że ten wybujały sentymentalizm i skrupuły Belli musiałyby przygasnąć po latach. Wiem co mówię, bo sama byłam trochę podobna do Belli i dzięki pewnym osobom z mojego otoczenia nabieram do tego wszystkiego dystansu...
Agn - Pon 21 Gru, 2009 14:22
Spin, cyniczną? Kiedy ciepło wspomina swoją pierwszą miłość? Choć już to uczucie uleciało? Ejże!
Poza tym Bella z kanonu nie wybrałabym Jacoba. Ma za wielką obsesję na punkcie Edwarda, do tego stopnia, że nie zauważa własnego życia, żyje więc "życiem" wampirów. Musiałam trochę zmienić bohaterkę, bym mogła napisać alternatywną wersję wydarzeń. Poza tym ff to także te historie, które mają pozmienianych bohaterów. Rzecz jasna kiedy wszystko jest inne, a z sagą wspólne są WYŁĄCZNIE imiona (i wszyscy bohaterowie to np. żule) to to już nie jest ff tylko podpięta pod sagę osobna historia.
Jeszcze coś (znowu pośpiech, by mnie mama przy kompie nie przyłapała) - gdyby Bella mówiła to, co JA myślę, to nigdy nie związałabym się z Edwardem. Unikałaby go jak ognia, a gdyby za nią łaził, wezwałaby gliny (albo ojca) i żołnierskich słowach powiedziała mu, gdzie ma sobie... pójść. A ta Bella? Po prostu powiedziała "nie".
RR ja myślę, że tu nie tyle Team Edward, co po prostu nielubienie tekstu. Nie ma siły, nie podoba się, to nie. Tym bardziej, że w "Pleplaniu" też nie ma związku Bella/Edward (no, nie w takim tradycyjnym znaczeniu ), jest Jake/Bella, a się podobało. To kwestia odczuć.
EDYCJA: | RaczejRozwazna napisał/a: | Wiem co mówię, bo sama byłam trochę podobna do Belli i dzięki pewnym osobom z mojego otoczenia nabieram do tego wszystkiego dystansu... |
Hmm... No to już nie wiem... Kwestia osobowości i warunków, w których się rozwija? Oraz wyboru?
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 14:26
Nie, nie wydaje mi się. Sądzę, że gdyby Bella wybrała Jacoba znalazłaby ku temu milion idiotycznych usprawiedliwień z serii "bo Edward był dla mnie za dobry" i do końca życia Edward pozostawałby dla niej pięknym wspomnieniem, wielbionym iście bałwochwalczo i jeszcze pewnie w godzinie śmierci zastanawiałaby się, jak bardzo go skrzywdziła, jednocześnie upewniając się, że dobrze zrobiła wybierając Jacoba. Bella nie miała tendencji do chłodnego rozważania, co który pan miał jej do zaoferowania, raczej skupiała się na emocjach. Kiedy rzuca Jacoba widzimy jej cierpienie, wywołane głównie cierpieniem, które mu zadała. Gdyby rzuciła Edwarda, prawodopodonie do końca życia nie wybczyłaby sobie zadanego mu bólu.
| Agn napisał/a: | | Podkreślam - moja Bella to nie jest Bella Meyerowska. |
niestety, przy okazji jednostronicowego tekstu ciężko mi ustalić, jaka jest "Twoja" Bella, więc muszę ją analizować pod kątem Belli Meyer.
Sofijufka - Pon 21 Gru, 2009 14:26
Agn! Wilkołaki to prezent, nie pożyczka!
Agn - Pon 21 Gru, 2009 14:33
Spin, wiem, niestety, to jedna z wad miniaturek (choć wolę takie pisać) pisanych na zasadzie wspomnienia, kiedy wszystko się zaciera.
A o Belli-takiej-jak-w-sadze nie byłabym w stanie pisać. Chronicznie nie znoszę tej dziewuchy (tak samo jak Alice ), to jasne, że bym ją tu i ówdzie naprawiła. Właśnie po to, by pod koniec życia nie zadręczała siebie, otoczenia i czytelników usprawiedliwianiem samej siebie i płaczem za Edwardem, którego, och, tak bardzo skrzywdziła.
Btw dziękować za pomyzianie mnie za prawym uszkiem ciepłymi słowami o Jacobie.
| Sofijufka napisał/a: | | Agn! Wilkołaki to prezent, nie pożyczka! |
Eee... No entiendo.
spin_girl - Pon 21 Gru, 2009 14:36
"Zresztą co miałam wspominać? Kupiłby mi wspaniały samochód i ukrył w fortecy, bym o nic nie zawadziła. Kupiłby mi także wspaniały, wielki dom. "
"Życie to nie książka. Powiedziałam „nie”, łamiąc zasady porządnego, tkliwego romansu. Edward wtedy odszedł na dobre, zabierając ze sobą swoją propozycję i doskonałość."
To te fragmenty wydają mi się cyniczne. Nie znajduję lepszego określenia. Jak to, co miała wspominać? No przecież nie dom i samochód! Może wielką miłość? Może fakt, że kilkakrotnie uratował jej życie? Może wszystkie piękne i czułe słowa, jakie od niego usłyszała? Tego mi właśnie brakuje w "Spowiedzi".
Jestem w połowie Syna Marnotrawnego i jak na razie bardzo mi się podoba.
Agn - Pon 21 Gru, 2009 14:43
Hmm, kiedy je pisałam, nie miałam nic cynicznego na myśli, ale nie siedzisz w moim łebku, masz prawo rozumieć je inaczej.
O Synie..., o ile nie zaśniesz przed końcem z nudów, b. poproszę kilka słów recenzowych, bo napracowałam się nad tym tekstem jak opętana, zajął mi dużo czasu i, choć wiem, że nie jest doskonały (mógłby być lepszy! Mógłby!!!), to jednak jestem z niego dumna. Co prawda na forum się podobał, ale oceniały go głównie nastolatki, które do tej pory czytały tylko tysiąc wersji historii Belli i Edwarda, więc jestem nieco ostrożna w przyjmowaniu za pewnik ich pochwał (poza kilkoma wyjątkami, kilka wypowiedzi wartościowych się tam trafiło), bo mogło im się podobać tylko na zasadzie "o, coś innego". A skoro teraz ocenia je osoba, która czyta wnikliwie i nie zachwyci ją byle co................. *znacząco zawiesza głos*
RaczejRozwazna - Pon 21 Gru, 2009 14:46
Sorry ale to Edward nieświadomie uprawiał szantaż emocjonalny - jakby Ci się coś stało to ja popełnię samobójstwo... grrrrrrr
Jeśli ją kochał uszanowałby jej wybór i przekonał że będzie dobrze. Jakoś do tej pory nie miał z tym przekonywaniem problemu. A nie sądzę, żeby mając na głowie dom, dzieci, zwykłe obowiązki dnia codzienego i kochającego męża przy boku bohaterka miała jeszcze czas roztrząsać swoje skomplikowane życie emocjonalne. A zresztą zadatki na taką "normmalną" i dojrzałą kobietę Bella miała i w samej sadze, wtedy gdy na chwilę zapominałą o narkotycznym wręcz uczuciu do Edwarda. Jak ja nie lubie takich obsesyjnych uczuć, uniemożliwiających rozwój własnej osobowości i zamykających na świat...
Ktoś z zewnątrz mógłby jej w głowę tez nakłaść, że znowu tak bardzo tego Edwarda nie skrzywdziła...
|
|
|