Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Gunia - Wto 23 Paź, 2007 14:46
| Alison napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Maryann napisał/a: |
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy . | Czyżby lawendowy proszek do zębów? |
Albo tusz do rzęsów... |
Stawiam na lawendowy cień do powiek. Uśmiechnęła się, oczy zmrużyła, kawałek się ukruszył i lecąc uruchomił Darcykowi podświadomość, bo ona mu się zawsze z tym zapachem kojarzyła.
Jezu, idę zrobić coś pożytecznego, np zarejestrować się do lekarza, bo to grzech tak od rana głupolić. |
A może cała kolekcja "Umejakpuj się jak lawenda"?
asiek - Wto 23 Paź, 2007 19:43
| Maryann napisał/a: |
- Tak, to prawda. Przenieśli się do Brighton, panno Bingley – odparła lekko – Wydarzenie konieczne dla milicji i najszczęśliwsze dla tych, którzy teraz oddychają z ulgą po konieczności ich zabawiania. ... |
Dziwne, że Carolcia vel "Kaczy Dziub" nie odezwała się do końca wizyty. To zupełnie nie w jej stylu.
A oto źródło urody naszej Lizzy...
Maryann,
Alison - Wto 23 Paź, 2007 19:48
Bo Carolcia to się dopiero jutro odezwie z grubej rurki.
Alison - Śro 24 Paź, 2007 10:22
Hmm, skłamałam Jutro od dziś
"Rozdz. VII, cz. 23 "
Stojąc w holu, patrzył na nią, na jej cudowną koronę z włosów tak blisko jego ramion i był owładnięty tak wieloma uczuciami, że nie byłby w stanie ich uporządkować w jedno. Kochał ją. Było to zarazem proste i skomplikowane. Prostota leżała w naturze jego miłości, bo była skupiona na Elizabeth raczej niż na nim samym czy jego pragnieniach i wyrastała z najgłębszego życzenia by być jednym z tych uprzywilejowanych, którzy będą dbali o jej dobro, do końca jej dni. Komplikacja dotyczyła jego samego. Nie byłby w stanie sprawić, żeby go pokochała albo skłonić ją do tego, po tym wszystkim co zrobił. Mógł tylko pokazać jej kim się staje, kim się stawał... i mieć nadzieję.
Niewiele istotnych rzeczy mogło zostać wypowiedzianych podczas gdy kilka minut czekali na powóz, i dochodzili do jego drzwiczek, ale nie mógłby zaprzepaścić nawet tak niewielkiej okazji: - Panna Darcy i ja z przyjemnością oczekujemy jutro państwa wizyty.
- My również, sir - odpowiedziała pani Gardiner.
Okazało się, ze Elizabeth pozostała milcząca, pozwalając swojej ciotce na wyrażenie wszelkich uprzejmości, ale kiedy uniosła twarz i napotkała jego pełne nadziei spojrzenie, powiedziała ze szczerością, która odebrała mu dech w piersi - Naprawdę, sir. Proszę przekazać to również pannie Darcy.
- Zrobię to - obiecał, a nadzieja znalazła maleńki kątek dla siebie w jego sercu. Poczekał aż powóz zatrzyma się. zanim podał rękę pani Gardiner, po czym odwrócił się do Elizabeth. Tym razem nie musiał czekać na jej rękę. Podała mu ją chętnie. Kiedy jego dłoń objęła jej ubrane w rękawiczkę palce, poczuł zachwyt, a kiedy oparła się na jego ramieniu, kiedy pomagał jej wsiąść, owładnęło nim głębokie uczucie by móc ją ochraniać.
- Do jutra - jego głos był przez to wszystko zachrypnięty, ale Elizabeth go usłyszała. Jej uśmiech w odpowiedzi był delikatny, słodycz jego konturów pozostała z nim, aż odjechała powozem. Patrzył za nią, aż zasłoniły ją parkowe drzewa. Nawet wtedy niechętnie powracał do towarzystwa dam w salonie, ale musiał wrócić do Georgiany, by zobaczyć jak sobie radzi. Wszedł do pokoju akurat w chwili, kiedy pani Hurst zgadzała się ze swoją siostrą w pewnej sprawie, co było dość niezwykłe w ich siostrzanych stosunkach, i został od razu zagadnięty o to samo przez pannę Bingley.
Narya - Śro 24 Paź, 2007 10:50
| Alison napisał/a: | | nadzieja znalazła maleńki kątek dla siebie w jego sercu |
Ale ładnie to brzmi Zaraz panna Bingley wyciągnie Darcy'ego z tego rozanielenia
Ali
Maryann - Śro 24 Paź, 2007 10:52
| Narya napisał/a: | | Zaraz panna Bingley wyciągnie Darcy'ego z tego rozanielenia |
Nooo, kto tu kogo z czego będzie wyciągał...
Alison - Śro 24 Paź, 2007 10:52
| Narya napisał/a: | | Zaraz panna Bingley wyciągnie Darcy'ego z tego rozanielenia |
Owszem i to zaraz w pierwszym zdaniu następnego ciasteczka. To powyższe tak skróciłam, żeby nie psuć wrażenia. Następne siłą rzeczy bedą dłuższe
Maryann - Śro 24 Paź, 2007 10:56
| Alison napisał/a: | Następne siłą rzeczy bedą dłuższe |
I duuuużo bardziej tuczące...
Ania1956 - Śro 24 Paź, 2007 12:22
"Kiedy jego dłoń objęła jej ubrane w rękawiczkę palce, poczuł zachwyt, a kiedy oparła się na jego ramieniu, kiedy pomagał jej wsiąść, owładnęło nim głębokie uczucie by móc ją ochraniać. "
Dobrze że nie padł zemdlony u jej stóp bo dopiero by było. To żart Ale powoli Darcy zaczyna mieć nadzieje a to bardzo dużo
Maryann - Śro 24 Paź, 2007 12:25
| Ania1956 napisał/a: | powoli Darcy zaczyna mieć nadzieje a to bardzo dużo |
Tę nadzieję to chyba trochę wbrew własnej woli - za mocno się sparzył poprzednio, żeby teraz pozwolić sobie na jakąkolwiek nieostrożność.
asiek - Śro 24 Paź, 2007 18:03
Jakie smakowite ciacho.
| Maryann napisał/a: | Ania1956 napisał/a:
powoli Darcy zaczyna mieć nadzieje a to bardzo dużo
Tę nadzieję to chyba trochę wbrew własnej woli |
Tak to już jest z nadzeją, że gnieździ się w nas wbrew i na przekór.
Alison,
Gunia - Śro 24 Paź, 2007 18:13
| Alison napisał/a: | | został od razu zagadnięty o to samo przez pannę Bingley |
Biedna poczwara. Jej plany tak brutalnie legły w gruzach.
Dione - Śro 24 Paź, 2007 19:19
Ja wiecie, może jakaś durna jestem, czy jak, ale nie rozumię jednej rzeczy: Karolina Bingley to myślała, że jest zakochana a Darcy'm, bo on taki przystojny, bogaty itd.; czy tylko się najzwyczajniej chciałą za niego wydać? Bo czasem wygląda to tak, a czasem to drugie tak.
Gunia - Śro 24 Paź, 2007 19:23
Jak dal mnie to nie była zakochana. Czyto rachunkowo podeszła do sprawy, ale może traktowała to jako zakochanie, czy też je sobie troszkę wmawiała.
Trzykrotka - Śro 24 Paź, 2007 19:24
Jakby to powiedzieć ładnie i dyskretnie: mężczyzna bogaty i z pozycją w świecie dziwnie łatwo budzi miłość, choć by miał 60 lat więcej, jak nas poucz przykład wielu par. Na naszym podwórku jest podobnie: każda piękna pani poślubiająca milionera głosi wszem i wobec, że nie ma pojęcia o jego finansach, ona go kocha, po prostu kocha.... Myślę, że i Karolina miała tę samą jednostkę chorobową.
nicol81 - Śro 24 Paź, 2007 19:55
Ja myślę, że była w nim zakochana. Kasę miała własną.
asiek - Śro 24 Paź, 2007 20:10
Mnie się wydaje, że Karolcia kochała jedynie samą siebie, a na Darcy'ego zagięła parol, bo był to dżentelmen z wyższej półki i do tego cudownie bogaty.
Trzykrotka - Śro 24 Paź, 2007 20:29
Dokładnie! A kasy - same wiecie - nigdy za wiele. I pozycji życiowej. Ja nie twierdzę, ze Karolina nie kochała Darcy'ego - tylko twierdzę, że największym afrodyzjakiem było w tym przypadku Pemberley, dom w Londynie i bajeczne roczne dochody. Takich łatwej jest kochać. A już kiedy mają dwadzieścia kilka lat i znośny wygląd - sama rozkosz!
Dione - Śro 24 Paź, 2007 20:51
Znaczy ja wcale nie twierdzę, ze go kochała. Tak egoistyczna osoba może kochać tylko samą siebie. Raczej zastanawiam się, czy z czysto egoistycznych pobudek nie uznała, że jeśli już może się w kimś kochać to tylko w Darcy'm (bo przecież bogaty, przystojny, z rewelacyjnymi koneksjami itp, a ona jest tak doskonała, że tylko on do niej pasuje), czy też mając pełną świadomość swojego braku uczucia, chciała zostać "Panią na Pemberley".
nicol81 - Śro 24 Paź, 2007 21:56
Ja sądzę, że go kochała. Oczywiście, nie leciałaby na niego, gdyby był mleczarzem, ale jej zachowanie nie wygląda na wyrachowane. Za bardzo jej na móżdźek padło.
Ulka - Śro 24 Paź, 2007 22:35
Padło jej padło, też tak myślę. Tylko nie koniecznie miłość do niego;) Cały był uroczy - począwszy od pozycji,przez majątek, zachowanie po wygląd
nicol81 - Śro 24 Paź, 2007 22:36
A co przekonuje was, że to nie miłość?
Ulka - Śro 24 Paź, 2007 22:43
jest parę określeń na taki stan - zadurzenie, zakochanie, ześwirowanie, pożądanie... i to nie jest miłość. na definicję miłości nie jestem teraz gotowa... Ale Karolina jest dla mnie zbyt napalona na Darcyego z przyległościami żebym mogła nazwać to miłością.
nicol81 - Śro 24 Paź, 2007 22:57
Rozważanie, co to prawdziwa miłość, to inna sprawa. Pojawiły się głosy o wyrachowaniu Karoliny, którym się sprzeciwiam. Dyskusja miłość, pożądanie, zadurzenie czy zauroczenie jest bezowocna. Nie kasa i Pemberley, to na pewno.
asiek - Śro 24 Paź, 2007 23:26
| nicol81 napisał/a: | | A co przekonuje was, że to nie miłość? |
Mnie przekonuje m.in. ten fragment pochodzący z części pierwszej fanfika
http://forum.northandsout...p?p=44087#44087
"Uśmiech panny Bingley ledwie pokrywał urazę jaką odczuła z powodu braku uwagi Darcy’ego. „O czym ten człowiek teraz myśli?” – zastanawiała się zmartwiona. Caroline Bingley miała się za osobę świetnie poinformowaną o wszystkim co dzieje się w towarzystwie. Nigdy nie czuła się zagubiona w żadnej rozmowie, w jakiej uczestniczyła, poza tymi z przyjacielem jej brata. W każdym razie, jeśli kiedykolwiek miała się za spostrzegawczą znawczynię ludzkich charakterów, pan Darcy wytrącał ją z tego próżnego mniemania o sobie. Jego milczenie ją niepokoiło, tak jak jego szczere zainteresowanie ciężkimi książkami i filozofią. Jego umysł, stwierdzała, był zupełnie innego rodzaju, odległy i być może, nieco niebezpieczny. Nigdy nie odczuła czy on prawdziwie jest nią zajęty lub czy ona jest nim zainteresowana bardziej niż powierzchownie. Niechętnie przyznała, że nigdy nie byłaby go w stanie prawdziwie poznać. „Ale on wciąż jest wolny” – pocieszyła się.
Oprócz pustelnicy Anne de Burgh, jej towarzyskie kontakty nie donosiły o żadnej możliwej rywalce , czy nawet kochance. „I tak długo jak on pamięta o swoim obowiązku względem rodziny – jej oczy zwęziły się, kiedy czekała na odpowiedź na zadane Darcy’emu pytanie – ja będę w pobliżu”. "
Niestety nie widzę tu nawet cienia miłości.
A nawiązując do stanu posiadania Karoliny, to nie był on znaczny.
Majątek Bingley'ów był zdecydowania mniejszy niż majętności Darcy'ego. Dziedziczył go głównie Karol, a Karolina mogła liczyć tylko na posag /stosunkowo niewielki jak na jej wymagania/.
|
|
|