Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
asiek - Nie 21 Paź, 2007 13:30
| Maryann napisał/a: | | Gdyby nie rozpraszająca świadomość, że właśnie teraz Elizabeth jest w salonie w Pemberley ... |
Darcy ćwiczy charakter.
Maryann'ku, fenkju
Alison - Nie 21 Paź, 2007 16:35
Maryanku dzięki, jaki kojący nerwy kawałeczek...
Aśku masz śliczny avatarek. Za każdym razem jak go widzę to się uśmiecham, ma tyle dobrej energii w sobie
asiek - Nie 21 Paź, 2007 17:15
| Alison napisał/a: | | Aśku masz śliczny avatarek. |
Dziękuję, dziękuję.
Jane tak pięknie się uśmiecha, bo Twój Tomcio jest tuż tuż.
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 17:20
| Alison napisał/a: | | jaki kojący nerwy kawałeczek... |
Wszak jest prawdą powszechnie wiadomą, że wędkowanie jest dobre na nerwy.
Ale to cisza przed burzą...
Alison - Nie 21 Paź, 2007 19:43
| Maryann napisał/a: | Ale to cisza przed burzą... |
Wiemy, wiemy. Napięcie żeby wzrosło, najpierw musi zmaleć...
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 19:56
Pierwsze grzmoty już jutro...
Ulka - Nie 21 Paź, 2007 20:46
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Za to oszczędzono by jej załamki pt. "Już nigdy więcej go nie zobaczę"... | Wtedy to biedna była |
Ale wtedy zorientowała się we własnych uczuciach
Maryann - Pon 22 Paź, 2007 05:49
Rozdział VII część 21
Kiedy tylko wszedł do środka, rozmowa w salonie zamarła, a on stał się obiektem zaciekawionych, badawczych spojrzeń wszystkich obecnych w pokoju dam.
- Panie – ukłonił się obdarzywszy je wcześniej uprzejmym uśmiechem – Mam nadzieję, że wybaczycie mi moje najście.
Chociaż całą swoją istotą był świadomy obecności Elizabeth, błyskawicznie zorientował się, że Georgiana była trochę spięta. Źródła tego mógł się bez trudu domyślić, bo twarz panny Bingley rozpływała się w jednym z najbardziej fałszywych uśmiechów, jakich kiedykolwiek miał nieszczęście być adresatem. Ale Caroline Bingley nie była przedmiotem jego troski tego wspaniałego dnia. Minął ją szybko i wziął Georgianę za rękę.
- Chodź, kochanie – szepnął zabierając ją spod opieki pani Annesley i sadzając obok Elizabeth na jednej z sof – Panno Elizabeth, czy moja siostra opowiadała pani o ostatnim koncercie, ma którym byliśmy przed wyjazdem z Londynu ?
Zajął pozycję po drugiej stronie Georgiany i ośmielił się spojrzeć w uśmiechniętą twarz Elizabeth. Miała na sobie prostą, ale twarzową suknię z bladożółtego muślinu w podkreślający jej urodę deseń w delikatne kwiatki. Zauważył, że loki na jej karku muskały jej ramiona i igrały kusząco z koronką na jej szyi. Z trudem powstrzymał się, żeby nie wyciągnąć ręki i nie wpleść w nie palców.
- Nie, nie mówiła ! – Elizabeth zwróciła swoje piękne, roześmiane oczy na Georgianę. Dobry Boże, ona wręcz promienieje ! – Proszę, panno Darcy, musi mi pani opowiedzieć. Kogo pani widziała i kogo słyszała ?
Georgiana zaczerwieniła się odrobinę, ale odpowiedział a chętnie, a on nie mógłby życzyć sobie nic więcej, niż łagodne pytania i szczere okrzyki, które Elizabeth wplatała do ich rozmowy. Czuł, jak napięcie Georgiany znika, podczas gdy – czy to z pomocą Elizabeth, czy jego własną – ich rozmowa przeskakiwała z jednego tematu na inny w pozornie naturalny sposób. Co do Elizabeth, to wykazywała wszelkie oznaki rozwijającej się ciepłej sympatii dla Georgiany, co radowało jego serce. Wkrótce otrzymał następną satysfakcję – kiedy rozmowa stała się bardziej ożywiona, mógł się wycofać i ograniczyć do roli obserwatora, za cały niezbędny wkład mając szeroki uśmiech, którego nie był w stanie powstrzymać.
- Proszę mi powiedzieć, panno Elizabeth – władczy ton głosu panny Bingley rozniósł się po salonie, każąc wszystkim zamilknąć – czy doprawdy pułk milicji hrabstwa X opuścił Meryton ? Musi to być ogromna strata dla waszej rodziny ?
Darcy zesztywniał, a pokój zamarł w zszokowanej ciszy. Jakiż diabeł opanował język tej kobiety, każąc jej próbować wprowadzić Wickhama do jego salonu ? Jaki mogła mieć powód ? Caroline Bingley nie mogła wiedzieć o planach Wickhama wobec Georgiany ! Nie, to było niemożliwe ! Spojrzał na Elizabeth, która ucichła na wzmiankę panny Bingley. Tak, to Elizabeth chciała zniesławić tym nadzwyczaj niestosownym atakiem. Krew zawrzała mu na tę myśl, ale nawet w tej chwili to o Georgianę się obawiał. Kiedy spojrzał w dół na jej bladą twarz i wielkie oczy, zobaczył, że nieszczęście już się stało, bo na jego spojrzenie szybko spuściła głowę i odwróciła wzrok, a całe jej wcześniejsze ożywienie zniknęło. Zaczerwienił się z bezsilnej złości i poszukał wzroku Elizabeth. To zależy od ciebie, próbował powiedzieć jej intensywnością swojego poważnego spojrzenia. Ona nie może dalej tego roztrząsać.
Alison - Pon 22 Paź, 2007 08:21
No, no, jakie to już porozumienie dusz mamy. Prosiemy dalej Maryannku
Ania1956 - Pon 22 Paź, 2007 09:53
| Maryann napisał/a: | | Zauważył, że loki na jej karku muskały jej ramiona i igrały kusząco z koronką na jej szyi. Z trudem powstrzymał się, żeby nie wyciągnąć ręki i nie wpleść w nie palców. |
No Darcy, czeka cie bezsenna nocka
Nellie - Pon 22 Paź, 2007 11:25
"Ale Caroline Bingley nie była przedmiotem jego troski tego wspaniałego dnia..." Kapitalne!!!
Maryann - Pon 22 Paź, 2007 12:18
| Ania1956 napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Zauważył, że loki na jej karku muskały jej ramiona i igrały kusząco z koronką na jej szyi. Z trudem powstrzymał się, żeby nie wyciągnąć ręki i nie wpleść w nie palców. |
No Darcy, czeka cie bezsenna nocka |
Albo baaardzo kolorowe sny...
MiMi - Pon 22 Paź, 2007 17:13
Biedny Darcy, jakiż on musi być zestresowany
asiek - Pon 22 Paź, 2007 17:21
| Maryann napisał/a: | | całą swoją istotą był świadomy obecności Elizabeth, |
Obstawiam "bezsenną nockę" ...w Edenie.
Gunia - Pon 22 Paź, 2007 18:01
| Ulka napisał/a: | | Darcy zesztywniał, a pokój zamarł w zszokowanej ciszy. |
Ja sądzę, że koszmary. A przynajmniej mieszane.
Maryann - Wto 23 Paź, 2007 08:19
Rozdział VII część 22
Stalowy błysk, tak często poprzedzający ich słowne potyczki, zapłonął w oczach Elizabeth. Uniosła podbródek wraz z najbardziej tajemniczym z uśmiechów.
- Tak, to prawda. Przenieśli się do Brighton, panno Bingley – odparła lekko – Wydarzenie konieczne dla milicji i najszczęśliwsze dla tych, którzy teraz oddychają z ulgą po konieczności ich zabawiania.
Darcy nie ufał sobie na tyle, aby odwrócić się, aby zobaczyć reakcję panny Bingley. Nie chciał, żeby zobaczyła wypływający mu na twarz wyraz wdzięcznej ulgi. Zamiast tego, pozwolił sobie na przyjemność obserwowania, jak satysfakcja z odparcia ataku odbija się w oczach Elizabeth i zastanawiał się, jak powinien jej podziękować. Zanim doszedł do jakiegokolwiek wniosku, Elżbieta pochyliła się w kierunku Georgiany i delikatnie pogładziła ją po ręce. Wstrzymał oddech, zachwycony i ujęty jej troską o jego siostrę. Zrobiło mu się ciepło koło serca, kiedy uniosła twarz i spotkała jego wzrok. Jej oczy powiedziały mu, że żadne słowa, podziękowania, ani wyrazy wdzięczności nie były potrzebne. Znała jego uczucia w tym względzie, a jego zaufanie do niej nie było bezpodstawne.
Z wezbranym sercem usiadł naprzeciwko i, starannie wybrawszy przedmiot rozmowy, zwrócił się wprost do Elizabeth:
- Muszę powiedzieć, panno Bennet, że pani wuj jest wiernym uczniem pana Waltona, wyposażonym w znakomite sportowe umiejętności. Zostawiłem go w doskonałym nastroju, ścigającego moje pstrągi.
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy – Często wspominał, jak bardzo obowiązki nie pozwalają mu na to, co kiedyś, zanim się ożenił, było jego wielką pasją. Cieszę się, że ma okazję z tego skorzystać, zwłaszcza, że tak dobrodusznie oddał się na całe swoje wakacje do dyspozycji dwóch wymagających opieki kobiet. Dziękuję, że go pan zaprosił.
- Cała przyjemność po mojej stronie – zdołał odpowiedzieć, po czym odwrócił wzrok, aby spojrzeć na Georgianę. Nadal była cicha i niezdolna nawet do tak błahej rozmowy.
Ta przerwa najwyraźniej skłoniła Elizabeth do podjęcia decyzji. Wstała.
- Obawiam się, że musimy już iść.
Podniósł się natychmiast, a powody i plany zatrzymania jej szybko wysunęły się na pierwszy plan. Wobec obecności pozostałych zachował jednak spokój. Pani Gardiner podeszła, stanęła obok siostrzenicy i wyraziła swoje podziękowania za miłe przyjęcie i za zaproszenie męża. Darcy skinął głową z podziękowaniem.
- Nie przesadzałem mówiąc o umiejętnościach pani męża, Madame. To zaszczyt móc go obserwować. Jeśli pani i panna Bennet musicie jechać – ciągnął, zdeterminowany przedłużyć ich wizytę choć o chwilę – proszę mi pozwolić odprowadzić panie do powozu.
Oczywiście nie mogły odmówić i z uśmiechem podziękowania pozwoliły odprowadzić się do drzwi po pożegnaniu z Georgianą i pozostałymi damami.
Alison - Wto 23 Paź, 2007 08:36
Noo, to nie było nazbyt strategiczne posunięcie, zbierać sie po tym wszystkim do odjazdu. Myślałam, że namówi Georgianę na trochę muzyki dla odprężenia, a ona zostawia ją z dwoma pytonami. Słodka bratowa...
Marija - Wto 23 Paź, 2007 08:39
| Maryann napisał/a: |
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy . | Czyżby lawendowy proszek do zębów?
Alison - Wto 23 Paź, 2007 08:43
| Marija napisał/a: | | Maryann napisał/a: |
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy . | Czyżby lawendowy proszek do zębów? |
Uśmiechnęła się, nie chuchnęła. Czytaj Maryś precyzyjniej...
Marija - Wto 23 Paź, 2007 08:50
Uuuuh, w domyśle i między wierszami musiała mu chuchnąć , nie taka już z Pameli fizjologistka, żeby literalnie opisywać, kiedy szczerzy zęby, a kiedy chucha.
Maryann - Wto 23 Paź, 2007 08:51
| Marija napisał/a: | | Maryann napisał/a: |
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy . | Czyżby lawendowy proszek do zębów? |
Albo tusz do rzęsów...
Alison - Wto 23 Paź, 2007 08:56
| Maryann napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Maryann napisał/a: |
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy . | Czyżby lawendowy proszek do zębów? |
Albo tusz do rzęsów... |
Stawiam na lawendowy cień do powiek. Uśmiechnęła się, oczy zmrużyła, kawałek się ukruszył i lecąc uruchomił Darcykowi podświadomość, bo ona mu się zawsze z tym zapachem kojarzyła.
Jezu, idę zrobić coś pożytecznego, np zarejestrować się do lekarza, bo to grzech tak od rana głupolić.
Marija - Wto 23 Paź, 2007 08:57
Wczoraj było za spokojnie...
Maryann - Wto 23 Paź, 2007 09:19
| Alison napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Maryann napisał/a: |
- Naprawdę ? – uśmiechnęła się do niego. Doszedł go delikatny zapach lawendy . | Czyżby lawendowy proszek do zębów? |
Albo tusz do rzęsów... |
Uśmiechnęła się, oczy zmrużyła |
Albo zatrzepotała rzęsyma...
Ania1956 - Wto 23 Paź, 2007 10:04
| Maryann napisał/a: |
Wstrzymał oddech, zachwycony i ujęty jej troską o jego siostrę. Zrobiło mu się ciepło koło serca, kiedy uniosła twarz i spotkała jego wzrok. |
Punktuj Elizabet bo nie znasz dnia ani godziny
|
|
|