To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Caroline - Czw 18 Paź, 2007 11:39

Rozdział VII cz. 17

- Pan Darcy i panna Darcy – ogłosił Garston usuwając się, by wpuścić podenerwowaną parę do gości, którzy w tej chwili zyskali w jego oczach niezwykle na znaczeniu. Darcy usłyszał, jak Georgiana odetchnęła pośpiesznie, a potem... była już Elizabeth. Poczuł, że sam nerwowo łapie dech, kiedy jeszcze stał przed drzwiami niezdolny, by oderwać wzrok od jej twarzy. Jej uśmiech, choć niepewny, podkreślało żywe zainteresowanie, gdy witał ich pan Gardiner.
- Panie Darcy, jak miło pana widzieć – wuj Elizabeth skłonił głowę, gdy jego żona i siostrzenica składały ukłon. Jego spokój i wielkoduszny ton głosu pozwoliły Darcy'emu się opanować. Weszli z Georgianą do pokoju.
- Panie Gardiner, szanowne panie. – wpojony nawyk nakazał mu ukłon. - Proszę wybaczyć nam ten najazd. Przybyliśmy niezapowiedziani dzień wcześniej.
- To nic, nic – pan Gardiner zaprotestował. - Czyż my sami nie weszliśmy w pańskie progi nieoczekiwanie? Witamy pana i pana towarzyszkę serdecznie.
Choć obu sytuacji nie sposób było porównywać, Darcy skłonił się i spoglądając na Elizabeth odpowiedział z uśmiechem:
- Jest pan bardzo uprzejmy. Panie Gardiner, pani Gardiner, panno Elizabeth Bennet, pozwolą państwo, że przedstawię moją siostrę, pannę Georgianę Darcy. - odsunął się nieco na bok, gdy Georgiana się kłaniała, by wysunąć ją na pierwszy plan i zobaczyć, co się stanie. Pan i pani Gardiner zareagowali z uprzejmością, jakiej można było oczekiwać, ale to o reakcję Elizabeth najbardziej się martwił. Jej oblicze wyrażało mieszaninę wahania i ciekawości, gdy czekała aż jej krewni się przywitają. Wreszcie wystąpiła naprzód.
Darcy był świadom, że serce wali mu w piersi, choć z zapartym tchem obserwował, jak dwie najdroższe mu na świecie osoby spotykały się po raz pierwszy. Georgiana ukłoniła się, jej uśmiech był nieśmiały, ale otwarcie odpowiedziała na spojrzenie Elizabeth.
- Panno Bennet.
- Panno Darcy, tak się cieszę, że panią poznałam – Elizabeth także się ukłoniła, jej ciepły uśmiech i głos uspokoiły serce Darcy'ego. Georgiana uśmiechnęła się promienniej, a on wreszcie odetchnął.
- I ja panią, panno Bennet. Była pani tak uprzejma, by zapomnieć o naszym pośpiechu w poszukiwaniu pani.
- Proszę o tym nie myśleć, panno Darcy – oświadczyła Elizabeth - Naprawdę, jesteśmy zachwyceni. Ale państwo musieli dopiero niedawno przyjechać.
Georgiana spojrzała na Darcy'ego, podobnie jak Elizabeth.
- Podróż nie trwała długo – Gerogiana ponownie ściągnęła na siebie uwagę.
- Doprawdy? - brwi Elizabeth wygięły się prowokująco. - Kiedyś powiedziano mi, że pięćdziesiąt mil to “niewielki dystans”. Może to wpływ pani brata?
Darcy uśmiechnął się słysząc, że cytuje jego słowa. Och, jak brakowało mu jej ripost!
- Pięćdziesiąt mil! Zdaniem mojego brata to niewiele? Doprawdy! - odpowiedziała Georgiana poważnie – Ale ja tak nie uważam.
- Panna Bennet drażni się z tobą odrobinę – wtrącił Darcy. - Zacytowała ci pewien nonsens, którym ją uraczyłem jakiś czas temu. A jednak, panie Gardiner, dobry powóz i dobra droga czynią z pięćdziesięciu mil fraszkę, zgodzi się pan?
- Nic doprawdy! Zależy jednak od zaprzęgu – zgodził się pan Gardiner, ale posłał swojej siostrzenicy łobuzerki uśmiech, z czego wszyscy zaczęli się śmiać.
- W takim razie zgadzamy się w tym względzie, podobnie jak co do wędkowania, któremu to zajęciu mam nadzieję odda się pan jutro skoro teraz w Pemberley przebywa kilku panów, którzy podzielają naszą pasję. Towarzystwo z pewnością zbierze się jutro z rana.
Jego zaproszenie zostało od razu przyjęte i to z takim wdziękiem, że polubił jeszcze bardziej tego pana i spodziewał się prawdziwej rozrywki z proponowanej wyprawy. Bingley i Hurst wędkowali, ale w panu Gardinerze wyczuwał prawdziwego wędkarza. Myśl o Bingleyu przypomniała mu o obietnicy, przepraszając więc wycofał się za drzwi i poinstruował służącego, by przyprowadził młodego człowieka z głównej sali na górę.

Gunia - Czw 18 Paź, 2007 12:00

Wyobraziłam sobie to ich wędkowanie... Gwardia służących nosi za nimi wędki, nadziewa im przynęty i rozkłada sprzęt, a oni łaskawie rzucają okiem i ewentualnie raczą rybę wyciagnąć. :rotfl:
Maryann - Czw 18 Paź, 2007 12:06

Caroline napisał/a:
Och, jak brakowało mu jej ripost!

Really ? A przecież tak się zżymał, jak Lizzy robiła z niego balona... :mrgreen:

Alison - Czw 18 Paź, 2007 17:06

Kiedyś powiedziano mi, że pięćdziesiąt mil to “niewielki dystans”. Może to wpływ pani brata?

HA! Nie darowała mu! Dzielna dziewczynka! :banan: [/b]

Mag - Czw 18 Paź, 2007 18:49

Caroline napisał/a:
a potem... była już Elizabeth.
Jak to zabrzmiało :serce:

Dzięki Caroline :kwiatek:

asiek - Czw 18 Paź, 2007 19:36

I znowu Pamelka mnie zaskoczyła,...pozostała przy oryginale ! :paddotylu: :wink:

Mag napisał/a:
Caroline napisał/a:
a potem... była już Elizabeth.
Jak to zabrzmiało

....jak marzenie :serduszkate:

ABT, :thanx:

Caroline - Pią 19 Paź, 2007 11:50

Z lekkim poślizgiem, ale leci :D

Rozdział VII cz. 18

Gdy się odwrócił został nagrodzony widokiem Elizabeth i Georgiany pogrążonych w poważnej rozmowie. Elizabeth wiodła prym, ale sposób, w jaki dodawała śmiałości jego siostrze nie wynikał tylko z dobrych manier. Znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że jej żywe zainteresowanie i zachęta w oczach nie były udawane. Rozmawiały o muzyce i Georgiana rumieniła się od jej uznania, obie bowiem nawzajem wyrażały pochwały dla swoich talentów. Po chwili Georgiana zaśmiała się, nie wiedział z czego, ale jedna rzecz stała się oczywista dla niego, gdy je obserwował. Nie podziwiał ani nie kochał Elizabeth właściwie dotąd. To co narastało teraz w jego piersi nie było dalekie od pożądania. Była to raczej pełnia radości, pragnienie służenia tak, jak ona by sobie tego życzyła, zapewnienie jej miejsca, w którym jej talenty i urok znalazłyby spełnienie. Rozkazuj mi, szeptało jego serce, wypróbuj mnie!
Pukanie do drzwi przywołało go do rzeczywistości i, gdy przyjaciel wszedł, przedstawił go również Gardinerom. Spojrzał znów na Elizabeth. Chociaż rozmawiali niewiele, nie unikała jego spojrzenia. Wyczuwał skrępowanie, czy może raczej nerwowość w jej zachowaniu wobec niego. Nie starał się przyciągnąć do siebie uwagi, wolał by koncentrowała się na Georginie, mimo to jej wzrok podążał do niego z nieodgadnionym wyrazem. Nie, wskazówki, jakie zostawiała dziś rano nie wystarczały, by odgadnąć jej myśli przy tym ponownym spotkaniu. Jeśli miało mu się to udać zanim upłynie tych kilka cennych dni jej pobytu w Lambton, musi postarać się o więcej okazji do spotkań.
- Georgiano – łagodnie odciągnął siostrę od pozostałych. – Powinniśmy zaprosić ich na kolację?
- Och, tak, Fitzwilliamie! – przysunęła się bliżej. – Panna Bennet jest wspaniała. Bardo pragnę usłyszeć jak śpiewa i gra i… jest taka miła.
Uśmiechnął się widząc jej rozradowaną buzię.
- Więc czyń honory, moja droga! Zaproś ich.
- Ja? – Georgiana wycofała się odrobinę.
- Ty jesteś panią Pemberley, a oni nie wyglądają na strasznych ludzi, którzy by wzgardzili twoim zaproszeniem – roześmiał się. – Na pojutrze. – położył jej rękę na ramieniu uspokajająco. – Idź! – wyszeptał.
Drżącym głosem Georgiana powiedziała:
- Panie Gardiner, pani Gardiner, panno Bennet – przerwała drżąc nieco, gdy wszyscy na nią spojrzeli. – Mój brat i ja bylibyśmy zaszczyceni, gdybyście zjedli z nami kolację w Pemberley. Czy pojutrze będzie dla państwa odpowiednim dniem?
Darcy zerknął na Elizabeth, by przekonać się jaka będzie jej reakcja, ale gdy zrozumiała intencje kryjące się za słowami Georgiany odwróciła wzrok i nawet jej ciotka nie mogła odgadnąć wyrazu jej twarzy. Czyżby to była odpowiedź? Spojrzał na panią Gardiner, która, uśmiechała się znacząco. Czyżby coś wiedziała? Czyżby Elizabeth się jej zwierzała? Widział jak pani Gardiner porozumiewała się wzrokiem z mężem, było to spojrzenie bardzo znaczące.
- Panno Darcy, panie Darcy – pani Gardiner wystąpiła naprzód i ukłoniła się – Będziemy bardzo szczęśliwi mogąc przyjąć państwa zaproszenie.

Alison - Pią 19 Paź, 2007 12:08

Nie podziwiał ani nie kochał Elizabeth właściwie dotąd. To co narastało teraz w jego piersi nie było dalekie od pożądania.

MR DARCY!!! :shock: What are you thinking about!? :ops1:

Carolciu, ale Ci się ładny kawałek trafił. :kwiatek:

Maryann - Pią 19 Paź, 2007 12:15

Ty się tak nie podniecaj :wink: , Ty lepiej czytaj, co jest dalej:
Była to raczej pełnia radości, pragnienie służenia tak, jak ona by sobie tego życzyła, zapewnienie jej miejsca, w którym jej talenty i urok znalazłyby spełnienie. Rozkazuj mi, szeptało jego serce, wypróbuj mnie!

Alison - Pią 19 Paź, 2007 12:21

Maryann napisał/a:
Ty się tak nie podniecaj :wink: , Ty lepiej czytaj, co jest dalej:
Była to raczej pełnia radości, pragnienie służenia tak, jak ona by sobie tego życzyła, zapewnienie jej miejsca, w którym jej talenty i urok znalazłyby spełnienie. Rozkazuj mi, szeptało jego serce, wypróbuj mnie!


Czytałam przecież, ale to już nie jest takie "baterflajowe" :wink:

Maryann - Pią 19 Paź, 2007 13:40

"Baterflajowo" to dopiero będzie... :-P
trifle - Pią 19 Paź, 2007 15:23

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Ty się tak nie podniecaj :wink: , Ty lepiej czytaj, co jest dalej:
Była to raczej pełnia radości, pragnienie służenia tak, jak ona by sobie tego życzyła, zapewnienie jej miejsca, w którym jej talenty i urok znalazłyby spełnienie. Rozkazuj mi, szeptało jego serce, wypróbuj mnie!


Czytałam przecież, ale to już nie jest takie "baterflajowe" :wink:


To nie jest? Chyba właśnie jest.. :roll:

Gunia - Pią 19 Paź, 2007 16:49

Wyjdzie na to, że to wszystko zasługa spojrzeń cioci. :mrgreen:
Alison - Pią 19 Paź, 2007 17:57

trifle napisał/a:
Alison napisał/a:

Czytałam przecież, ale to już nie jest takie "baterflajowe" :wink:


To nie jest? Chyba właśnie jest.. :roll:


Trifle, przecież Ty wiesz, że nasze motyle to w zupełnie różnych momentach zrywają się do lotu :wink:

trifle - Pią 19 Paź, 2007 18:20

Alison napisał/a:
Trifle, przecież Ty wiesz, że nasze motyle to w zupełnie różnych momentach zrywają się do lotu :wink:


A może i tak ;)

asiek - Pią 19 Paź, 2007 20:59

Caroline napisał/a:
Rozkazuj mi, szeptało jego serce, wypróbuj mnie!

Aaaach,....chętnie bym porozkazywała. :serduszkate:

Carolciu, :kwiatek:

Maryann - Pią 19 Paź, 2007 21:48

Caroline napisał/a:
Rozkazuj mi, szeptało jego serce, wypróbuj mnie!

Nawet nie wiesz, jak szybko będziesz miał okazję... :?

Dione - Pią 19 Paź, 2007 23:55

No czyli chłopina ma wszystko na własne życzenie...
Maryann - Sob 20 Paź, 2007 07:45

Rozdział VII część 19

Trzasnęły lejce i kariolka ruszyła naprzód. Początkowo Darcy był zajęty sterowaniem powozem między wąskimi uliczkami miasteczka w kierunku mostu na Ere, kiedy jednak koń ruszył równym krokiem, a wysokie koła kariolki przestały podskakiwać na kocich łbach i w koleinach, mógł zwrócić swoje myśli ku wydarzeniom ostatniej godziny.
Dumał, że schodzili ze schodów oberży ze znacznie lżejszym sercem, niż wchodzili do góry. Czuł zadowolenie i spokój Georgiany, kiedy prowadził ją w dół po schodach na popołudniowe słońce, a gdyby tego nie było dosyć – uśmiech na jej twarzy opowiedziałby resztę. Co do niego samego, był zmuszony do zachowania pogodnego oblicza, bo uśmiech wciąż podciągał w górę kąciki jego ust. Kierując konia na most prowadzący z Lambton był bardziej niż zadowolony czując rękę siostry wsuniętą pod jego ramię i łaskotanie jej oddechu na policzku.
- Och, Fitzwilliamie, ona mi się tak podoba ! Czy myślisz… – przerwała – Czy myślisz, że ona mnie polubiła ? Była taka uprzejma i życzliwa, dokładnie wiedziała, co powiedzieć. I słuchała mnie, chociaż ledwo wiedziałam, co powiedzieć. Ale potem, kiedy rozmawiałyśmy o muzyce i o rodzinie, o tobie… trochę – Darcy nastawił uszu, ale nie odezwał się – Było już łatwiej.
- Więc cieszysz się, że przyjdą na obiad – zapytał – i nie żałujesz zaproszenia ?
- Oczywiście ! Pani Gardiner jest taka przyjacielska, a pan Gardiner to wesoły i pobłażliwy dżentelmen, którego tylko kompletna gęś mogła się tak długo obawiać !
Darcy zachichotał na dźwięk brzmiącej w głosie Georgiany pogardy dotyczącej jej wcześniejszych obaw.
- Tak, tylko kompletna gęś, przyznaję !
Koń zwolnił prze wejściem na most. Wesoły szum wody i stukot kopyt o bruk zagłuszyły odpowiedź Georgiany. Kiedy zjechali z mostu przyjrzał się jej.
- Zdajesz sobie sprawę, że panna Bennet i pani Gardiner prawdopodobnie będą cię jutro rewizytować. Dasz sobie radę ? Czy powinienem wcześniej wrócić z ryb ?
Starał się mówić w sposób świadczący, miał nadzieję, o braku zainteresowania. W rzeczywistości jednak walczył z dwoma przeciwstawnymi uczuciami. Z jednej strony, jeżeli rzeczywiście chciał usunąć wszelkie przeszkody przed umocnieniem przyjaźni między Georgianą i Elizabeth, to powinien być nieobecny w salonie. Z drugiej jednak, z trudem mógł sobie wyobrazić, jak mógłby wiedzieć, że Elizabeth jest w Pemberley i trzymać się od niej z daleka.
- Będą tam panna Bingley i pani Hurst. Czy nie będą zadowolone ze spotkania z panną Bennet ?
- Nie uzależniłbym sukcesu tego spotkania od radości którejkolwiek z tych dam – odparł – Ale pani Annesley będzie wiedziała, jak sprawić, żeby twoi goście dobrze się czuli.
- Oczywiście, pani Annesley – Georgiana skinęła głową na znak zgody, po czym spojrzała na niego nieufnie – Mimo to, dobrze by było, gdybyś przyszedł… Tak dla pewności. Na przykład pod koniec wizyty ?
Spojrzał na nią przelotnie i odwrócił wzrok. Czy to był z jej strony przykład kobiecego podstępu, czy też powrót jej nieśmiałości ? Cokolwiek to było, była to otwarta furtka, którą z chęcią przekroczył. Wziąwszy lejce w jedną rękę, ścisnął palce owinięte wokół jego ramienia.
- Zajrzę więc pod koniec.

*******

Alison - Sob 20 Paź, 2007 10:10

Kombinują jak konie pod górę, ale dobrze, że przynajmniej wszystko idzie we właściwym kierunku. Gdyby ta nasza Liduszka się nie wypuściła do Brighton, wszystko mogłoby się tak ładnie i szybko skończyć :wink:
Maryann - Sob 20 Paź, 2007 10:15

No nie wiem. :wink: Gdyby Liduszka się nie wypuściła do Brighton, to może jeszcze długo chodziliby tak koło siebie i zastanawiali się, co to drugie myśli. A tak to Darsik miał okazję się wykazać...
Alison - Sob 20 Paź, 2007 10:22

Maryann napisał/a:
No nie wiem. :wink: Gdyby Liduszka się nie wypuściła do Brighton, to może jeszcze długo chodziliby tak koło siebie i zastanawiali się, co to drugie myśli. A tak to Darsik miał okazję się wykazać...


Już tam on by sie wykazał i zdobył ja nieustającą uprzejmościa i adoracją. Każda kobita się na to bierze. Za to oszczędzono by jej załamki pt. "Już nigdy więcej go nie zobaczę"...

asiek - Sob 20 Paź, 2007 11:26

Maryann napisał/a:
- Będą tam panna Bingley i pani Hurst. Czy nie będą zadowolone ze spotkania z panną Bennet ?

Ależ skąd, baaardzo się ucieszą. :twisted:

Maryann, :kwiatek:

Marija - Sob 20 Paź, 2007 17:20

Alison napisał/a:
Za to oszczędzono by jej załamki pt. "Już nigdy więcej go nie zobaczę"...
Wtedy to biedna była :cry2:
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 07:27

Rozdział VII część 20

Przyjemnością było patrzeć na prezentowaną przez pana Gardinera znajomość sztuki i niuansów wędkarstwa. Ale jednak to jego spokojne, kojące milczenie przede wszystkim kazało Darcy’emu zaliczyć go do rosnącego grona tych, których poważał.
Miał wątpliwości, czy Bingley lub Hurst kiedykolwiek osiągną umiejętności prawdziwych wędkarzy. Śmiechy Bingleya i ryki Hursta nie dawały ani im, ani pstrągom w rzece na zajęcie się swoimi sprawami. Nie upłynęło więc dużo czasu, gdy obaj z panem Gardinerem znaleźli się obok siebie ponad miejscem na rzece zajętym przez tamtych dwóch. Spoglądając na starszego dżentelmena Darcy przypominał sobie ostatnią wędkarską wyprawę do Szkocji, którą podjęli wspólnie z ojcem ostatniego lata przed jego pójściem do Cambridge. Chociaż nie dorównywał ojcu w tym sporcie, był traktowany po partnersku, a ciche towarzystwo i dobry nastrój tej wyprawy były podobne do tego, co odczuwał w tej chwili. Gdyby nie rozpraszająca świadomość, że właśnie teraz Elizabeth jest w salonie w Pemberley i szalona ciekawość, co tam się dzieje, mógłby to uznać za pożyteczne wykorzystanie poranka.
- Panie Darcy, proszę mi pozwolić podziękować sobie raz jeszcze za to zaproszenie – powiedział cicho pan Gardiner – Nie potrafię powiedzieć, jak dawno nie miałem takiej przyjemności. Nie myślałem też, że towarzyszenie dwóm damom może dać mi taką okazję. To bardzo szczęśliwe !
- Cała przyjemność po mojej stronie, sir – odparł i ucieszył się uświadomiwszy sobie, że rzeczywiście tak uważa – Mam nadzieję, że w trakcie następnych wakacji w Derbyshire nie ominie pana Pemberley. Jeżeli nie będzie mnie w domu, to Sherill, mój rządca, będzie szczęśliwy mogąc się z panem zobaczyć.
- Jest pan bardzo uprzejmy, sir – odezwał się pan Gardiner po dziesięciominutowym milczeniu zakończonym chrząknięciem – Panie Darcy, proszę, niech pan nie czuje się w obowiązku mi towarzyszyć. Będę zupełnie zadowolony spędzając następną godzinę obcując samotnie z Opatrznością i z pstrągami, jeżeli ma pan inne obowiązki – rzucił mu prostolinijne spojrzenie – Nie chcę pana zatrzymywać.
Czy to było tak oczywiste ? Patrząc badawczo na swego gościa nie dostrzegał ani przebiegłości, ani porozumiewawczego humoru, a tylko cichą, błogą radość z bycia tu, gdzie jest. Jeszcze jedna otwarta furtka ? Ściągnął żyłkę i odłożył wędkę obok ich wspólnego pudełka.
- Jest pewna rzecz, którą obiecałem mojej siostrze, a którą powinienem się zająć zanim jej goście odjadą – wyjaśnił. W jego uszach to wytłumaczenie zabrzmiało słabo i mizernie, ale pan Gardiner skinął mądrze głową, tak jakby miało ono wszelkie pozory rozsądku – Jeśli mi pan wybaczy, to zajmę się tym zaraz.
Pan Gardiner nie miał nic przeciwko jego odejściu, więc z głębokim westchnieniem Darcy ruszył do domu, krokiem coraz szybszym w miarę, jak zbliżał się do celu. Powstrzymując się, aby nie wbiegać na schody po kilka stopni na raz, zatrzymał się tylko na tyle, aby obciągnąć kamizelkę i surdut, po czym skinął na lokaja, aby otworzył drzwi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group