PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Paul Newman
Autor Wiadomość
praedzio 
...


Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 19068
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 16:45   Paul Newman

Słowo się rzekło - zakładam stosowny wątek. ;) Aktor o tak długim stażu zawodowym, bogatej filmografii i o wieloletnim statusie amanta (w końcu wzdychały do niego nasze babcie, mamy, no i my same) zasługuje na takowy. :D

Info (za Wikipedią):

Paul Leonard Newman (ur. 26 stycznia 1925 w Shaker Heights, zm. 26 września 2008 w Westport w stanie Connecticut) – amerykański aktor, reżyser i producent filmowy. Laureat Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego za rolę w filmie Kolor pieniędzy (1987) w reż. Martina Scorsese. Rok wcześniej (1986) otrzymał honorowego Oscara za całokształt twórczości. Ponadto był 8 razy nominowany do tej nagrody – za pierwszoplanowe role w filmach: Kotka na gorącym blaszanym dachu (1958), Bilardzista (1961), Hud, syn farmera (1963), Nieugięty Luke (1967), Bez złych intencji (1981), Werdykt (1982), Naiwniak (1994) oraz raz za drugoplanową rolę w obrazie Droga do Zatracenia (2002).

Garść zdjęć pojawiła się już w wątku ciachowym, ale pozwolę sobie kilka tu przekleić.



Ja tymczasem dotarłam do wycinka z jego biografii pióra Shawn Levy traktującego o jego pierwszym małżeństwie z Jackie Witte oraz o burzliwych początkach małżeństwa nr 2 z Joanne Woodward, z którą przeżył 50 lat:

I'm guilty as hell - and I'll carry it with me for ever
_________________
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 17:20   

*wpada jak bomba* Już jestem, już jestem!!!

Thaaak, jak wiadomo ostatnio mam fioła na punkcie jego twórczości (i właśnie przerabiam kolejny film, rechocząc jak opętana, bo to komedia - do tego naprawdę śmieszna). Chętnie bym przeczytała jakąś jego porządną biografię, ale okazuje się, że na polskim rynku nic takiego nie wydano. Za to na zachodzie są chyba ze 3, jeśli nie więcej. Chyba poproszę siostrę, by się rozejrzała za czymś w moim imieniu.
Na razie podziwiam twórczość. No i te piękne oczyska... :serduszkate:

Odnośnie pierwszego małżeństwa - słyszałam o tym. Cóż, miał się czego wstydzić i przynajmniej nie udawał, że nic się nie stało. Trudno mi go oceniać, ale nie ma ideałów. Doceniam, że przyznał, że to jego wina.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 19:43   

W wątku ciachowym pokazałam fotę Paula siedzącego na dziecięcym rowerku. On coś miał z tymi przymałymi rowerkami...
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
praedzio 
...


Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 19068
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 19:51   

:lol:
_________________
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 20:25   

Naprawdę lubił motorki, rowerki, samochody... Ten też nie może się pochwalić imponującymi rozmiarami. Acz przynajmniej nie jest to rozmiar dziecięcy. :lol:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
praedzio 
...


Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 19068
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 20:36   

Whooo-hooo, jaki zarost! :thud:

Wracając jeszcze do biografii Newmana, to skandal, żeby nie było ani jednej wydanej w Polsce! :wsciekla:

O, do tej (wspomnianej już wcześniej) z miłą chęcią bym się dobrała: http://www.powells.com/review/2009_05_09.html
_________________
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 20:47   

praedzio napisał/a:
Whooo-hooo, jaki zarost! :thud:

Taki zarost ma w filmie, który dziś obejrzałam - Pięciu mężów pani Lizy. A i tak w filmie najpierw widzisz jego obute stopy i słyszysz głos (i po głosie go poznałam!).
praedzio napisał/a:
Wracając jeszcze do biografii Newmana, to skandal, żeby nie było ani jednej wydanej w Polsce! :wsciekla:

Może się to kiedyś zmieni. Nadzieja jest w wyd. Dolnośląskim, które wydaje biografie co większych gwiazd. Była Audrey Hepburn, Johnny Cash, Jimmy Hendrix, Clint Eastwood... to i Newmana mogliby pod swoją banderolą wydać, nie obraziłabym się ani trochę.
I też bym chętnie wcisnęła nos w tę biografię. W ogóle w jakąkolwiek!
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
praedzio 
...


Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 19068
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 20:51   

Na Allegro jest, ale ciut przydroga jak na moją kieszeń. :-|
_________________
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 28867
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 20:54   

Urocze te zdjęcia na rowerkach :mrgreen:

Agn, skopiuj tu może recenzje filmów z Newmanem, co? :kwiatek:
Będzie łatwiej znaleźć jakby co :mrgreen:
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 21:02   

BeeMeR napisał/a:
Agn, skopiuj tu może recenzje filmów z Newmanem, co? :kwiatek:

Wszystkie?! :opad_szczeny:
No dobra... Ale to pewnie będzie z kilka postów pod rząd. Ok, uwaga, kopiuję.

Na fali poprzedniego seansu odgrzebałam u siebie inny stary film, którego, tak dla odmiany, nigdy wcześniej nie oglądałam - Kotka na gorącym blaszanym dachu (1958). I już wiem, że to coś, do czego będę jeszcze wracać.
Cudnie patrzyło się na historię rodziny zbudowanej na kłamstwie, niemal warstewkami, a prawda w tym wszystkim ma moc oczyszczającą. Do licha, czemu nigdy wcześniej nie poznałam niczego, co wyszło spod pióra Tennessee Williamsa??? A, no tak - u nas jest tak średnio znany. A szkoda, sztuka, na której oparto scenariusz, musi być świetna. Poszperam...
Film świetny i fantastycznie zagrany. W rolach głównych piękna Elizabeth Taylor i boski Paul "Niebieskie Oczy" Newman. Oj, w tym jego ócz błękicie to się utopić można było z radością, nie powiem, że nie... *sigh*
Polecam! :mrgreen:

No dobra, my niby wiemy, że człowiek nie może być bogiem... ale nie zabluźnię chyba za mocno, jeśli oznajmię, że Paul Newman był tego bardzo bliski. To niesprawiedliwe, żeby facet był tak przystojny i jednocześnie tak cholernie dobry aktorsko. I jeszcze żeby się tak dobrze starzał. No ludzie, gdzieś musi być granica tego dobra!
Ni hu-hu, obejrzałam z najwyższą przyjemnością Nobody's fool (1994) z nim w roli głównej - latka pobiegły, Paul jest tu staruszkiem, ale... kurczę... jakby mnie zaproponował ucieczkę na Hawaje to nie czekałabym, aż mnie mąż znowu puści w trąbę. Melaśka Griffith wpadła wreszcie na dobry pomysł, ale już było za późno.
Film przyjemny, amerykański, ale nie do bólu ckliwy. Miejscami bardzo zabawny. :-)
A ja zabieram się za kolejny film z jego dorobku. Posiadam bowiem jakieś Długie gorące lato, a gdzieś mi się też plącze niejaki Płonący wieżowiec. :mrgreen:

I do tego:
No, może być, choć kiedy ta Clara nagle stwierdziła, że Ben nie jest taki zły to nie wiem. Ale ponoć kto się czubi ten się lubi.
Ogólnie przyjemnie się oglądało, ale nie jest to film, do którego będę wracać. A przynajmniej tak mi się wydaje. No chyba że dla sceny, w której Paul Newman stoi na tarasie w samych gaciętach i z poduszką w łapkach. :wink:

Oraz:
Swoją szosą w Długim gorącym lecie urzekło mnie też, że syn chciał spalić ojca w stajni wraz z końmi, w końcu sumienie go ruszyło i otworzył wrota... i co? Ojciec się ucieszył, że odzyskał syna, że nie jest taką ciapą, za jaką go uwarzał. WTF?! Końcówka boleśnie amerykańska, polecieli skrótem przez wszystko... no ale, niech tam. Mimo wszystko miły seans. :mrgreen:

Ja akurat mam co robić wieczorami, bo przerabiam filmografię same wiecie kogo. I właśnie połknęłam Ruchomy cel (1966), po którym nie spodziewałam się w sumie niczego przesadnie super. A jednak mi się podobał. Kryminał w starym stylu bez seryjnych morderców i flaków na wierzchu. Mamy porwanie, kasę i prywatnego detektywa. Harper może Bondem nie jest, bo nie posiada takich gadżetów, ale na co mu gadżety, skoro zamiast nich jest uzbrojony w kwitnące drzewko CISu? Powiem szczerze, że niektóre dialogi bardzo mnie w tym filmie ubawiły.
Obok Paula "Niebieskie oczy" Newmana pojawia się tu Lauren Bacall w roli jędzowatej żony porwanego gościa.

Obejrzałam Nowy rodzaj miłości (1963). Nie jest to najmądrzejszy film na świecie, ot, komedyjka, ale nie przeczę - chichotałam na niej jak opętana. Film opowiada o młodej kobiecie, Samancie, która zajmuje się modą (a konkretnie podrabianiem pomysłów z wielkich domów, by stworzyć podobny strój za niższą cenę) oraz dziennikarzu, Stevie, nałogowym podrywaczu (miał szczególne szczęście do cudzych żon, hmm). Oboje z różnych powodów lądują w Paryżu. Z początku się nie cierpią, potem jednak Sam, typowa chłopczyca, ma dość mylenia jej z chłopakiem. Przerabia się i na skutek oszustwa osoby trzeciej zostaje wzięta przez Steve'a za luksusową prostytutkę. Opowiada mu niestworzone historie na temat swoich domniemanych przygód, które Steve skrzętnie notuje i przerabia na artykuły do gazety.
W zasadzie najpoważniejszym mankamentem tego filmu była wizualizacja wyobraźni bohatera. Nie chodzi o jakość, tylko o jego fantazje. Poza tym jest ok, zabawna komedia pomyłek, typowa, ale lekka i przyjemna. Zawiera też piękne (i bardzo zabawne) wyznanie uczucia, nieco spaprane przez jedną ze wspomnianych przeze mnie scenek z fantazją, ale niech tam. Odprężyć się można. :mrgreen:

Obejrzałam już ten film, ale nie wiem właściwie, co powiedzieć. Gdyby ktoś pytał - Płonący wieżowiec (1974).
Jestem chwilowo zajęta doglądaniem zniszczeń, jakie poczyniłam na swych palcach, kiedy z zapałem obgryzałam je nie mogąc znieść napięcia. Rany boskie, co za film! Po prostu świetny i straszny.
Historia prosta - wybudowano wysoki po samo niebo wieżowiec i odbywa się uroczyste otwarcie, z przyjęciem na najwyższym piętrze. Niestety, zrobiło się zwarcie. Architekt odkrywa, że instalacja elektryczna jest zrobiona na materiałach, które można o kant tyłka rozbić. Zostaje wezwana straż pożarna. Płomień rozprzestrzenia się i zaczyna się prawdziwe piekło.
Powiadam wam, 2 godziny i 38 minut czystej akcji, myślałam, że umrę albo nie wiem, co zrobię.
Oprócz Paula Newmana :serce: w drugiej głównej męskiej roli Steve McQueen. :serce: Poza tym Faye Dunaway, Fred Astaire (ale nie tańczył - nie bardzo miał czas) i Richard Chamberlain (do jego bohatera czułam pogardę jak stąd na Kaukaz). Naprawdę warto ten film zobaczyć.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 21:05   

Dobra, idę spać. Tylko się pochwalę, że obejrzałam Widok z tarasu (1960). Lubię filmy, w których Newman grał ze swoją żoną, między nimi jest chemia nie do podrobienia. A teraz to mnie zabili, bo grali małżeństwo, które się w gruncie rzeczy nienawidzi. Bohater pędzi ku karierze, jego związek się sypie, żona go zdradza, a jemu na horyzoncie pojawia się śliczna dziewczyna, która go chce. I naprawdę zagrali to wszystko świetnie.
A tak ogólnie to jest to potwornie smutny film. Ale za to
Spoiler:
kiedy już nadciąga happy end człek czuje nieziemską wręcz ulgę.

A oczy Newmana w tym filmie były piękniejsze niż zazwyczaj (o ile to w ogóle możliwe, ale jak się tak wbijał w kobietę wzrokiem, to ja bym się na jej miejscu stopiła jak masełko na ogniu).


Bilardzista (1961)
Film, który udowadnia, że cierpliwość popłaca. :wink:
A poważnie - na początku mamy rozgrywkę bilarda... która trwa, trwa i trwa (Paul, stary, robię to tylko dla ciebie...). Po piętnastu minutach zaczęłam się obawiać, że cały film to będzie jedna wielka rozgrywka (chyba jaja sobie robią!). Na szczęście skończyło się po dwudziestu (chwała Eru nie zrobili czasu rzeczywistego, bo panowie niby grali 25 godzin non stop). I dopiero po tej grze zaczyna się naprawdę interesujący film. Co ciekawe, bez takiego początku obraz nie miałby... tego "czegoś", co sprawia, że historia jest ciekawa.
To historia młodego zdolnego bilardzisty, który spektakularnie przegrywa rozgrywkę bilardową i traci kasę (pamiętacie te magiczne dwadzieścia minut, na które zrzędziłam akapit temu?). Po tym rezygnuje z bilardu, znajduje sobie dziewczynę (co on w niej widział, to ja nie wiem, możliwe że butelkę, z której oboje pociągali, bo dziewczę miało energię i sposób mówienia chodzącego trupa; no dobra, może potrzebował jej do bzykania) i mieszka u niej. Aż tu nagle pojawia się jego wspólnik (? tak mniemam, bo nie było sosu i mogłam czegoś nie pojąć, ale to taki jego wspólnik bilardowy) i namawia go do powrotu do gry. Eddie jednak wolałby się odegrać na przeciwniku, który go ograł z kasy. Problem w tym, że pomimo niewątpliwego talentu często przegrywa. No i nie wystarczy sobie przyjść do klubu i zagrać.
Ciekawy dramat, wciągnął mnie.


*nieśmiało zagląda* Nie chcę konkurować z filmami na podstawie Catherine Cookson (kurczę, jak to się stało, że nie widziałam żadnego z nich???), ale właśnie obejrzałam Młodych filadelfijczyków (1959). Jeżu szłodki a kolczasty, jaki boski film! Jest w nim wszystko - historia rodziny, złamane serca, miłość, gniew, gierki i nawet wielka sala rozpraw w sądzie się znalazła. I trochę humoru też, a co! Oglądałam z wypiekami na twarzy i różowymi serduszkami zamiast źrenic. Ach, jej! :serce:
I wiecie co jeszcze? Nie widziałam Paula Newmana - widziałam postać, którą grał. Genialny był. :serce2:
Polecam!

[Tak, wiem - jestem zdrowo pieprznięta.]



Skończyłam! Oglądałam sobie Między linami ringu (1956)
http://www.filmweb.pl/fil...ringu-1956-9654
Jeju! Film biograficzny, który mi się podobał! Wow!
A Newman nie do poznania. Zachowywał się, gadał, poruszał zupełnie inaczej niż w innych filmach. Noż kurczę, bokser pełną gębą.
Momentami film jest też zabawny. Najbardziej podobały mi się momenty, w których mało romantyczny Rocky podrywa swoją przyszłą dziewczynę (później żonę). I ich randki! :rotfl:
Polecam! Świetny film! :-)


Wczoraj jednak nie obejrzałam Rozdartej kurtyny (1966), bo samopoczucie mi nie dopisywało. Nic to, nadrobiłam dzisiaj.
http://www.filmweb.pl/fil...rtyna-1966-9252
Nie jest to Hitchcock a'la Psychoza, bliżej mu do Nieznajomych z pociągu, czyli thriller. Acz tutaj mamy aferę szpiegowską. Dobrze się to ogląda. Szczególnie pociągające są czasy i realia - Wschodni Berlin, Żelazna Kurtyna, wojna wywiadów (a raczej wyścig naukowców), osobista "ochrona" dla naukowca zza granicy, broń jądrowa w tle i zaplątany w to wszystko amerykański profesor fizyki.
Przyssałam się do ekranu od samego początku, a przy ucieczce z Berlina napięcie było naprawdę mocne. No ale w końcu reżyserem był Hitchcock, a on umiał zafundować widzowi niezłą nerwicę.
Na okrasę wątek miłosny i malusi polski akcent (wprawdzie w wykonaniu rosyjskiej aktorki, ale kto by się przejmował detalami?).
Podobało mi się. Bardzo! :mrgreen:


*rozsiada się wygodnie* Mija sobie radosne 9 lat i Paul Newman wraca do postaci Lew Harpera. Jest starszy (jak by nie było w '75 miał już 50-tkę na karku), posiwiały, ale niech mnie kule biją, jeśli to w czymś przeszkadza! :serce:
Zdradliwa toń (1975)
Lubię faceta w tej roli. Trochę szkoda, że filmy z Lew Harperem były tylko dwa (przy czym tylko pierwszy jest oparty na powieści, drugi to wariacja na temat). Ale z drugiej - żal by z niego było robić drugiego Bonda.
Co my tu mamy? Harper tym razem dostaje zlecenie od swojej dawnej kochanki (a między tym dwojgiem ciągle się mięci). Oczywiście sprawa wygląda z początku banalnie - wredny szofer, którego pani domu odprawiła kilka dni wcześniej, wysyła list do jej męża, w którym poetycko informuje go o jej zdradach. Pani domu szczęśliwie przechwytuje list. Harper ma COŚ zrobić, żeby szofer przestał.
Im bardziej jednak Lew się wkręca w sprawę, tym okazuje się ona większa. A raczej powiązana z innymi brudami z miasteczka.
Film oferuje ciekawą intrygę, trochę biegania i strzelania, młodziusieńką Melaśkę Griffith, Joanne Woodward w roli dawnej kochanki Harpera i dowcipne dialogi w wykonaniu głównego bohatera z kimkolwiek. Ubawiłam się setnie (począwszy od sceny niedialogowej, rozgrywającej się jeszcze w trakcie napisów początkowych, tj. Harper walczący z samochodem :lol: ), ale i dobrze mi się oglądało film jako kryminał.
Polecam, dobra zabawa. :mrgreen:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 21:07   

Na lodzie (1977)
Historia drużyny hokejowej nie najwyższych lotów. Trener wciska im jakieś kity (chyba po to, by się chłopaki jakoś trzymali), drużyna zaczyna być bardzo agresywna na lodzie - nie tyle rozgrywa się mecz, co regularne bójki z drużyną przeciwną. Widzom się to bardzo podoba. A gdzie w tym wszystkim podział się sport? I tego właśnie nie rozumiem. Miałam nadzieję, że film do czegoś doprowadzi, ale... nieszczególnie mnie ujęło, do czego. Nie byłam w stanie trzymać kciuków za bohaterów, którzy wydają mi się bandą degeneratów (poza jednym, któremu nie podoba się to, co się dzieje). Nie rozumiem też pobudek trenera. Zachciało mu się wrestlerów na lodzie?
Owszem, kilka razy się zaśmiałam (najlepsza scena: striptease na lodzie; w całym tym bagnie nagle pan porządnicki zaczyna się rozdziewać ku uciesze gawiedzi), ale poza tym... nie mój cyrk i nie moje małpy.

Obserwacja na boku - moda męska lat 70-tych to zbrodnia doskonała. Ktoś wmówił facetom, że w skórzanych czerwonych dzwonach albo w płaszczu obszytym futerkiem będą wyglądali fajnie. I uwierzyli. Brrr!



Słodki ptak młodości (1962)
I znowu Tennessee Williams. Coś jest w tych jego sztukach o posypanych rodzinach. Ogląda się to z ciekawością i bez chwili nudy.
http://www.filmweb.pl/fil...%9Bci-1962-9907
Podobała mi się ta historia, nawet jeśli bohater jest denerwujący, hihi. No co? Wkurzał mnie z tym swoim udawaniem wielkiej gwiazdy przed wszystkimi. Najlepszą jego odsłoną, taką najuczciwszą był romantyczny kochanek. No i lubiłam go w chwilach, kiedy stawał twarzą w twarz z okrutną prawdą - dla sławy się sprzedał, by nie rzec zeszmacił.
Jego ukochana - no cud dziewczę, ale jakaś bez wyrazu. :roll: Większe wrażenie zrobiła na mnie aktorka, która grała dawną gwiazdę - piękny popis gry aktorskiej. :-)
Zastanawiam się tylko, jak ta sztuka wyglądałaby wystawiona na deskach teatru. :mysle:
Polecam!


PS Jeszcze wracając do Na lodzie - zaczynam mieć z tym filmem to samo uczucie, co z Bękartami wojny. W pierwszym odruchu jestem na absolutne nie, nie podoba mi się, nie lubię, nie, nie, nie i nie. A potem dopada takie dziwne wrażenie, że coś w tym jest...
Cholewa. Jak tu oceniać filmy?! :?




No to teraz... uwaga... prawdziwa bomba. Ja się zakochałam!

Paryski blues (1961)
http://www.filmweb.pl/film/Paryski+blues-1961-8540
Boski Paul Newman, równie boski Sidney Poitier, cudowna Joanne Woodward, piękna Diahann Carroll (gra June w White collar!), Louis Armstrong i wszechobecna muzyka Duke'a Ellingtona.
Banalna historyjka o miłości na wakacjach jest tylko pretekstem do ukazania absolutnie fantastycznej muzyki i klimatu bohemy z lat 60-tych. Zakochałam się, przysięgam. Absolutnie piękny film! :serce:
Mhhhrrrraaaaau...

PS Najlepsza scena: http://www.youtube.com/watch?v=Y2QevSqwAE4 :serce2: :serce2: :serce2:




Ja dalej lecę z filmografią PN. Dziś na ząb wzięłam Exodus (1960)
http://www.filmweb.pl/film/Exodus-1960-5484
3,5 godziny oglądania. Nie mogę się pozbierać. Niesamowity film. Wzruszający i... i w ogóle daje do myślenia.
W sumie nie wiem, co napisać, więc może się po prostu zamknę.





Empire Falls (2005)
Wygląda na to, że to ostatni film Newmana w jego karierze (ale nie w moich zasobach).
http://www.filmweb.pl/fil...lls-2005-105574
Dwuczęściowy, bardzo amerykański film obyczajowy. Przyjemny do oglądania, ma w sobie trochę dramatu (a w pewnym momencie nawet sporo), ale i trochę humoru i mnóstwo ciepła. Taaaak, tego amerykańskiego ciepełka typowego dla obyczajówki.
Znakomicie obsadzony (oprócz Newmana jest tu Ed Harris, Helen Hunt, Joanne Woodward, Philip Seymour Hoffman, Robin Wright, Aidan Quinn itd.), świetnie zagrany.
I oczywiście pozwolę sobie dorzucić słów kilkoro na temat mojego ulubieńca. W 2005 roku Paul Newman to już był staruszeczek. Osiemdziesiątka na karku, nie ma to tamto. Zmienił mu się styl gry. Naprawdę, naprawdę był fantastyczny w każdym calu. Możecie to zwalić na mój brak obiektywizmu, niech tam, ale jeśli ktoś się pokusi o obejrzenie filmu, to zrozumie, o co chodzi. Zacznę od tego, że jego postać jest najbardziej wyrazista. Hmm, nie, trochę źle to ujęłam - bohater bardzo się wyróżnia, bo zbudowany jest na nieco innej zasadzie niż pozostali bohaterowie. Postać jest zabawna, choć ma swoje momenty nieco głębsze. Ten bohater to taki typ miejscowego staruszka prawie-lumpa. Niektórych denerwuje, ale widza bawi. Włosy ma we wszystkie strony, ufajdaną brodę (typ Ernesta Hemingwaya, hehe) i skradł najlepsze teksty ze scenariusza. Newman gra go koncertowo, odnoszę wrażenie, że bawił się równie dobrze jak jego bohater. Oczu od niego nie mogłam oderwać. :mrgreen:
Polecam film, choćby dla jego roli. Acz od razu dodaję, że i inni spisali się na medal. Nawet Helen Hunt się nie mogę czepić (nie lubię jej, dobra aktorka, ale jej nie lubię, a jej postaci nie znosiłam).

_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 21:10   

No i film nr 20 - Prawda przeciw prawdzie (1964)
http://www.filmweb.pl/fil...dzie-1964-10704
Doczekałam się - zobaczyłam Newmana w roli złego człowieka. Choć zastanawiam się, czy on z tej roli polewu sobie nie urządził.
Film opowiada o tym, jak to na stacji kolejowej dwóch ludzi opowiada trzeciemu o procesie, a konkretnie - o morderstwie. Cały film to ustalanie, co się tak naprawdę stało.
Okej, podoba mi się zamysł, by każda kolejna wersja wydarzeń różniła się od poprzedniej (ale nie oczekujcie, że będzie to równie widowiskowe jak w Hero), ale... ludzie, jaki ten film jest głupiutki. Tam niby koszmarna zbrodnia - na małżeństwo napada bandzior, przywiązuje faceta do drzewa (btw interesująca rola dla aktora - niemal cały film stoi przywiązany i zakneblowany), a jego żonę na jego oczach gwałci. Żona odnajduje się na wpół szalona w jakiejś opuszczonej chacie w lesie, mąż zaś ginie od sztyletu. Powiem szczerze, że jak pierwsze wersje były jeszcze dramatyczne i przejmujące, tak już przy trzeciej miałam na obliczu wyraz "What the...?!" i zaczęłam chichotać. Przy czwartej lałam na całego. Po prostu już nie mogłam. :rotfl:
Aha, Newman w roli Meksykanina jest po prostu komiczny i pomimo tego co zrobił odczuwałam wobec niego KAPKĘ sympatii. W czwartej wersji wręcz pomyślałam: "Oj, facet, aleś się wrypał..." :lol:



Oczko tworzy Hud (1963)
http://www.filmweb.pl/fil...rmera-1963-6251
Obejrzyjcie sobie film, bo jest świetny i fantastycznie zagrany przez wszystkich. A Paul to chodząca rewelacja. I nie mówię tylko o jego kreacji aktorskiej (mogłabym piać z zachwytu nad wszystkim co robi, ale staram się tu być obiektywna), ale i o prezencji. Nie ukrywajmy - jako Hud wyglądał jak chodząca definicja seksu.

Nie szkodzi, że jego bohater raczej nie jest sympatycznym facetem.
Tylko uwaga - film zawiera straszną scenę uboju bydła. Rozpłakałam się na niej jak dziecię. :cry2:
Polecam! Super kino!



22. Hombre (1967)
http://www.filmweb.pl/film/Hombre-1967-6188
Jak tak dalej pójdzie, to polubię westerny. Jakąś szczególną koneserką gatunku nie jestem, może dlatego, że do tej pory westerny kojarzyły mi się głównie z dobrym szeryfem ratującym miasto i odtwórcą głównych ról we wszystkich westernach, tj. Johnem Waynem. Oraz, oczywiście, obowiązkowym pojedynkiem złego i dobrego w samo południe na samym środku miasteczka bezprawia.
Ale ten mi się podobał. Miał wolną akcję i ciekawego bohatera (a jakże) - małomównego twardziela Johna Russela (w tej roli właśnie PN), wychowanka Apachów. Nie będę się roztkliwiać, Newman nie musiał się tu chyba szczególnie męczyć, bo jego bohater mimikę ogranicza do minimum (taki typ), tak samo jak odezwy do kogokolwiek. Nie wysila się, by odpowiadać na wszystko, a ma wręcz stosunek olewczy wobec ludzi, od których nagle zależy jego życie (Się mu kapkę nie dziwię - trzeba było delikatnej panience kręcić nosem, że dzikus w dyliżansie jej wadzi? Mogła siedzieć cicho!). Ale nic to, pomaga, choć całość odbywa się na jego warunkach (no, sorry, kochany biały człowieku, ale jak chcesz przeżyć na pustkowiu w pełnym słońcu, to się słuchaj "Indianina", który potrafi przeżyć).
Najbardziej podobał mi się rys w tle, tj. kwestia Indian i poczynań białych chrześcijan, o których mówi Hombre. Szkoda, że tak mało, ale wystarczyło, by pokazać motywy bohatera, a nawet się z nimi zgodzić. Choć jego bezwzględność może razić, to ja się zastanawiam - gdyby na miejscu białej kobiety była Indianka, to czy grupka podróżnych reagowałaby tak samo świętym oburzeniem? Mam dziwne i przykre wrażenie, że nie.
Dorzucę, że jak Paul był taki ładnie opalony, to jego oczyska zrobiły się jeszcze bardziej niebieskie. :serce:
Całkiem fajny film, muszę powiedzieć. :mrgreen:



23. Nieugięty Luke (1967)
http://www.filmweb.pl/fil...+Luke-1967-4679
O mojściewy, znowu piękny film. Nie będę się rozdrabniać, bo był tu już reklamowany, więc wiecie o co chodzi.
Wzruszył mnie, wciągnął i zmusił, bym trzymała kciuki za więźnia. Za parkometry... ludzie...
W filmie świetnie pokazano solidarność więzienną. Najbardziej mnie to ruszyło przy jedzeniu ryżu.
Aha, jutro z całą pewnością nie spojrzę nawet na jajka. No way!

Przy okazji, muszę coś sprawdzić... *sprawdza* Taaak, Dennis Hooper! Wiedziałam, że to on! Jaki młody... (Grał Babalugatsa, jeśli to coś komuś powie.) Aaa, no i rozpoznałam gościa, który w serialu M*A*S*H grał Trapera. :mrgreen:




24. Fort Apache the Bronx (1981)
Nawet niezły film o problemach policjantów w Bronxie. Dzielnica, gdzie nikt nie jest bezpieczny, bo chyba wszyscy to jak nie dilerzy i mordercy, to ćpuny i prostytutki (które są morderczyniami). Dzień jak co dzień. Rany, co za praca...
W sumie kino jakiego należy się spodziewać - złe miejsce i twardy gliniarz, choć gliniarz ma miękkie serce.
Interesujący film, nie powiem, że nie. Podobał mi się wątek solidarności między policjantami, a raczej dylematu moralnego - sypnąć kolegę, który na to zasłużył i zgarnąć nienawiść od wszystkich i wplątać się przez to w kłopoty czy postąpić tak, jak należy, bo policjanci też nie stoją ponad prawem? Niby oczywiste rozwiązanie, ale decyzja nie była wcale taka łatwa.



25. Kolor pieniędzy (1986)
Olśnienie - Paul wrócił do roli Eddiego Felsona. Diabli, to ta sama postać co w Bilardziście! Nie ma to jak nagłe oświecenie...
Newman w tym filmie wymiata. Tak, wiem, on zawsze wymiata jak na mój gust, ale gapię się na to, jak gra i wyję z podziwu. Dla kontrastu postawili mu Toma Cruise'a. Jak był młody to się jeszcze starał, co doceniam (i pasuje do roli), ale nie znoszę tego jego szczurzego pyska i uśmiechu jakby miał za dużo zębów. Niezły jest, ale Newman je go żywcem. Zresztą postać Vincenta (Cruise) sama w sobie jest denerwująca. Głupi smarkacz, który lubi się popisywać, hmpf! A dziewczyną to rozporządza jak meblem. Strzeliłabym go w te zęby i już... Co ona z nim jeszcze robi? Bardzo podoba mi się Mary Elisabeth Mastrantonio w roli Carmen. Postać ma charakter i pazurki. No i rozradował mnie występ Foresta Whitakera w roli naciągacza. Oj, na jego widok to mi się morda zawsze cieszy. :mrgreen:

Hmm, noc taka młoda. Co by tu jeszcze...? :mysle: *przegląda zapasy*



Kwintet (1979)
Dziwadełko. Świat po jakiejś zagładzie (musi coś pieprznęło, bo planeta to jeden wielki syberyjski lód), ludzkość na wymarciu, za to ewidentnie nie brakuje wiecznie nienażartych psów wpierniczających trupy. Essex i Vivia przybywają do jakiegoś miasta, w którym wszyscy mieszkają w zimnych jak jasna zaraza mieszkaniach i głównie grają w grę zwaną kwintet. Essex przybył zobaczyć, czy jego brat jeszcze żyje. Podczas gdy Essex idzie kupić drewno, ktoś z niewiadomych przyczyn podkłada materiał wybuchowy i zabija wszystkich w mieszkaniu. Essex odnajduje dziwną listę i postanawia rozwikłać zagadkę tej śmierci. Wplątuje się w grę, która jest upiornym przeniesieniem zasad gry na kamyczki na świat ludzi. Tyle przynajmniej ja zrozumiałam.
Nudny film, nie wiem jak dobrnęłam do końca. Wizja świata jest odpowiednio przygnębiająca, ale całość jest po prostu strasznie nudna. 2 godziny ciągnie się jak smród za wojskiem, a muzyka może doprowadzić do bólu zębów. Wkurza też fakt, że ludzkość w obliczu zagłady nie ma nic lepszego do roboty, tylko grać i się wyrzynać. :roll:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 29 Lip, 2012 21:11   

Projekt Manhattan (1989)
Trochę głupio "przetłumaczony" tytuł, bo oryginał to "Fat man and little boy", ale niech tam, odnosi się do tego samego, tylko oryginalny tytuł jest mniej tajemniczy.
Straszny film o strasznych rzeczach, czyli jak w USA budowano bombę atomową, od pomysłu do fazy próby. I potem tylko w napisach, czym był Grubas i Chłopczyk.
Dobre kino, dobrze obsadzone (młody John Cusack, Laura Dern, Natasha Richardson i polski akcencik - w epizodzie Krzysztof Pieczyński), dobrze zagrane. W tle muzyka Ennio Morricone'a.
Polecam.



Żądło (1973)
Wszystkie ten film znacie, więc tylko sobie wrzasnę - CUDNY!!! Pod każdym względem cudny! Na pewno do niego wrócę. Sama intryga już nie będzie dla mnie stanowiła tajemnicy, ale jest jeszcze piękna scenografia do podziwiania, stroje, gra aktorska (Redford do spółki z Newmanem :serce: :serce: :serce: ) - miodzio!
A uśmiech Paula przy "zbieraniu" ludzi i to potarcie nosa... Ech... Serce straciłam. :serduszkate:




Pięciu mężów pani Lizy (1964)
Urocza Shirley MacLaine gra panią, której marzy się proste życie. Ale takie proste w najprostszej postaci - dom z przeciekającym dachem, gotowanie, pranie, sprzątanie i mężuś, który za nic w świecie nie będzie miał wielkich pieniędzy. Niestety ma pecha - każdy kolejny jej wybranek w którymś momencie dostaje małpiego rozumu, najczęściej na skutek przypadkowego pomysłu połowicy odkrywa źródło pieniędzy i się dorabia. Po czym umiera w mniej lub bardziej efektowny sposób, a nieszczęsna kobieta dziedziczy po nich fortunę.
Uśmiałam się jak dzika fretka. :rotfl: Ta komedia jest naprawdę prześmieszna. Oprócz Shirley MacLaine i, rzecz jasna, Paula Newmana (grał męża nr 2), można tu zobaczyć Deana Martina, Gene'a Kelly'ego i Roberta Mitchuma.
Polecam! :mrgreen:



No, są wszystkie. Nie było tak źle. :-)
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
praedzio 
...


Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 19068
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 07:14   

No, no. :oklaski:

Naści w nagrodę:

Spoiler:

_________________
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 28867
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 08:04   

ładna nagroda :mrgreen:
Agn :kwiatek:
(wiesz, jak już trafią do mnie te filmy i zabiorę się za oglądanie to będzie mi znacznie łatwiej ponownie odnaleźć Twoje recenzje :kwiatki_wyciaga: )
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 10:09   

praedzio napisał/a:
Naści w nagrodę:

O matulu, ratuj mnie...
Czyżbyś też trafiła na Newman & Redford Fuck Yeah!? :mrgreen:
BeeMeR napisał/a:
wiesz, jak już trafią do mnie te filmy i zabiorę się za oglądanie to będzie mi znacznie łatwiej ponownie odnaleźć Twoje recenzje

Mam nadzieję, że się wtedy ustosunkujesz drobiazgowo do mych wrażeń... :twisted:


To ja wam też na dobry początek dnia...
Spoiler:



_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 28867
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 12:21   

Agn napisał/a:

Mam nadzieję, że się wtedy ustosunkujesz drobiazgowo do mych wrażeń... :twisted:
się postaram :mrgreen:
_________________

 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 27430
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 18:38   

Agn :thud:
(a ja to wszystko przeczytałam hurtem :paddotylu: )

*szykuje powoli miejsce na półeczce*
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 21:28   

Anaru napisał/a:
Agn :thud:

*najbardziej niewinny ton na świecie* Co?
Cytat:
(a ja to wszystko przeczytałam hurtem :paddotylu: )

Dżizusie, ty się musisz potwornie nudzić... :thud:
Cytat:
*szykuje powoli miejsce na półeczce*

Szykuj, szykuj. :twisted:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 27430
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Pon 30 Lip, 2012 22:48   

Ty wiesz ile horrorów muszę w tym celu obejrzeć? :paddotylu:
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Wto 31 Lip, 2012 07:15   

Cytat:
Ty wiesz ile horrorów muszę w tym celu obejrzeć? :paddotylu:

Doceniam twe poświęcenie i wspieram cię duchowo. :mrgreen:

PS Kolejny film z boskim Paulem obejrzany! Wrażenia: http://forum.northandsout...art=2475#334954
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Wto 31 Lip, 2012 07:34   

Tak przy okazji - Newman's Own ma swoją stronę internetową: http://www.newmansown.com/
Zajrzyjcie na "Our story", jest tam pokaz slajdów z zabawnymi zdjęciami Paula. Można się uśmiać. :mrgreen:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34468
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Wto 31 Lip, 2012 23:05   

Ciekawostki.
Wprawdzie nie mamy na polskim rynku należytej biografii Paula, ale jest coś takiego, jak 501 gwiazd filmowych. Najlepsi zajmują więcej niż 1 stronę, czyli Paul zajmuje stron 4. :mrgreen: Pozwolę sobie przepisać wam ramkę, którą dołączyli.

ŚMIAĆ SIĘ Z SIEBIE
Paul Newman ma wyjątkową umiejętność żartowania z własnych niepowodzeń. Poczucie humoru przydało mu się, gdy został zmiażdżony przez krytyków za swój pierwszy film Srebrny kielich (1954). Sam Newman był tak zniesmaczony tą rolą, że wykupił całostronicowe ogłoszenie w magazynie "Variety", przepraszając w nim publiczność, która ten film widziała. Napisał tam: "Dobry Boże, to było naprawdę okropne. Uważam, że to najgorszy film nakręcony w latach 50." A oto inne powiedzonka aktora:
+ "Wyobrażam sobie moje epitafium: Tu spoczywa Paul Newman. Zmarł kiedy jego oczy stały się brązowe."
+ "Kiedy zdałem sobie sprawę, że zaczynam się prostytuować, umieszczając swoją twarz na reklamach, zdecydowałem, że jedynym sposobem w jaki mogę temu zapobiec, jest oddać wszystkie pieniądze, które na tym zarabiam." (O swojej fundacji Newman's Own.)
+ "Nigdy nie pytałem żony, co sądzi o moich wadach. Wolałem ją przekonać, żeby je ignorowała i skupiła się na moim poczuciu humoru. Pamiętajcie, panowie, nie pozwólcie żadnej kobiecie zaglądać pod dywan, ponieważ pod nim zawsze jest mnóstwo brudu."
+ O zdradzie małżeńskiej: "Czy warto wyskakiwać na hamburgera, kiedy w domu jest stek?"
+ Robert Redford, grający z Newmanem w Butch Cassidy i Sundance Kid, miał na ten temat inne zdanie: "Opowiada najgorsze pod słońcem dowcipy. I może dałoby się to wytrzymać, gdyby ich ciągle nie powtarzał."
:lol:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
praedzio 
...


Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 19068
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Sro 01 Sie, 2012 06:11   

:rotfl:

Cały Paul! :rotfl: :serce:
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.