PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (1980)
Autor Wiadomość
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 19 Paź, 2007 22:49   

Bo my go w książce oglądamy oczyma Elżbiety, a ona przecież niczego nie podejrzewała. :wink:
Ale z pewnych drobiazgów można było wysnuć całkiem konkretne wnioski - przecież "przypadkiem" spotykał ją na spacerach w parku, przychodził z wizytą itd.
Zresztą jakoś nie umiem sobie wyobrazić człowieka, który idealnie potrafiłby ukryć swe uczucia, tak że nawet jego najbliżsi nic nie zauważą...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 19 Paź, 2007 23:03   

Ale dlatego wersja 95 odbiega od książki. Tak naprawdę nie mamy okazji uczesniczyć w uprzedzeniu Elżbiety i sięgać za wyniosłą fasadę Mr Darciego. Jakby twórcy mówili: "i tak wszyscy wiedzą, kto jest bohaterem, więc po co się w to bawić"
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 19 Paź, 2007 23:27   

nicol81 napisał/a:
Ale dlatego wersja 95 odbiega od książki.

Ujęłabym to tak: wersja 1980 jest wierną adaptacją książki (może poza fragmentem, kiedy Lizzy po otrzymaniu listu od Jane biegnie do Pemberley i opowiada Darcy'emu o ucieczce Lidii) - w związku z tym widzimy wszystko i interpretujemy tak, jak Elżbieta.
Wersja z 1995 pod tym względem jest z pewnością inna - bo tu obserwujemy akcję niejako z zewnątrz. Możemy się domyślać uczuć Darcy'ego, ale to nie jest wg mnie odstępstwo od książki - że się podeprę tylko opinią Charlotty po niespodziewanej wizycie Darcy'ego na probostwie.
Jeśli nawet ta wersja odbiega od książki, to i tak o niebo mniej niż wersja z 2005. :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Jeannette 


Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 476
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 10:58   

Można sobie obejrzeć na youtube:
http://www.youtube.com/watch?v=mGFfUxorH2c
http://www.youtube.com/wa...related&search=
http://www.youtube.com/wa...related&search=
http://www.youtube.com/wa...related&search=
http://www.youtube.com/wa...related&search=
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 14:28   

Dzięki za lineczki :)
Ale zmiana perspektywy jest odstępstwem od książki, gdyż uprzedzenie jest tu ważnym tematem. Moim zdaniem, jest to większe odstępstwo niż np. brak Marii Lucas.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10576
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 15:09   

Pamiętam wersje z 1980, ona zresztą przyprowadziła mnie do Jane Austen. Mam do niej wielki sentyment. Jednak nie lubie jej. Oglądana po latach jest dla mnie niestrawna. Zawsze czepiam się wersji 2005 za absolutna niewierność powieści. jednak w przypadku wersji 1995-1980 optuje za niewiernością.
Owszem, Darcy 1995 nie jest do końca zimnym kawałem aroganckiego drewna bez uczuć. Owszem, jego oświadczyny nie sa dla nasz takim zaskoczeniem, jak dla Elizabeth. Owszem, kapie się na naszych oczach, uczucia czasami wypływają mu na twarz, a przede wszystkim jarzą sie w oczach... Moim zdaniem, to właśnie jest wierność duchowi a nie literze powieści. Darcy 1980 jest człowiekiem, Darcy 1980 - figurą bez życia (a Darcy 2005 roztrzęsioną galaretą).
Edit: Jeannette: dzieki za linki :kwiatek:
_________________

 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 15:28   

Ale duchem tej powieści jest właśnie problem uprzedzenia, pierwszych wrażeń- mylnych i niesprawiedliwych. Darcy nie może mieć jarzących uczuć na twarzy i w oczach. To właśnie w 2005 było parę elementów wiernych duchowi powieści, mimo ograniczeń czasowych.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10576
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 16:22   

Wiesz, ja po prostu nie wierzę, że ktokolwiek, nawet w czasach edwardiańskich, nawet wychowany w najsurowszy angielski sposób, mógłby tak doskonale ukrywać swoje uczucia, jak robił to pan Darcy 1980. O tych uczuciach sam mówi, że są gorące i pełne pasji! Elizabeth nie lubiła go, była uprzedzona głównie z powodu tego, co jej opowiedział Wickham, dlatego nie była w stanie dostrzec jego zainteresowania. Zwróć jednak uwagę, że inne osoby już wcześniej wiedziały, że coś się święci: choćby Charlotte kilkakrotnie zwracała Lizzy uwagę, że pan Wyniosly się w nią wpatruje. Nie było to absolutnie niewidoczne dla otoczenia. On sam się zdradził, mówiąc o pięknych oczach Lizzy. Dla mnie z ducha powieści była właśnie kreacja Colina, genialna w uczłowieczeniu tego bohatera. On zachowaniem przy okazji wystąpień publicznych nigdy nie wyszedł poza sztywność znakomitego dżentelmena. Jedyne, nad czym nie panował, to oczy. Dla mnie to było genialne i właśnie z ducha Jane. Darcy jest nadal drętwy, sztywny, ma tę swoją pełną wyższości minę, ale ci, którzy patrzą, wiedzą, ze buzuje w nim żar. Ten żar wybuchnie potem w gwałtownej i niepoprawnej politycznie scenie oświadczyn (pan Darcy 1980 oświadcza się równie zimno jak mówi o pogodzie), czy pozwoli mu na zajęcie się sprawą Lidii. Moim zdaniem Jane Austen na swój dyskretny sposób tak go właśnie opisała.
_________________

 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 17:48   

Jak dla mnie to Colin za bardzo uczłowieczył Darciego. Jednak można przeżyć jego gorące spojrzenia w scenach opartych na książkowych, jak długo chodzi o interpretację aktora. To dodane sceny reżysera i scenarzysty budzą mój niesmak.
 
 
Michaśka 



Dołączyła: 02 Sie 2007
Posty: 20
Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 20:58   

A ja - trochę z innej beczki. Lubię utożsamiać się z bohaterami - czy to powieści, czy to filmu. Niestety oglądając wersję z 1980r. żadą miarą nie umiałam sobie wyobrazić, że zakochuję się w panu Darcym. Nawet po tym, jak pomógł Lidii. I nie chodzi tu o urodę. Brakuje mu po prostu "tego czegoś". I do tego jest taaaaki drewniany. Nie tak go sobie wyobrażałam, gdy czytałam książkę. Za to Colin.... :thud:
_________________
Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą,
Pod inną nazwą równie by pachniało.
William Shakespeare
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 21:43   

Ja mogłam od czasu Pemberley. Wydawał się tak odmieniony.
Colin przedstawia typowego romantycznego bohatera. Rozumiem, że może się podobać, ale to nie jest Darcy. To Wickham miał się wydawać takowych, co wersje 80 i 05 osiągnęły (zwłaszcza chusteczka była super).
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10576
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 23:36   

No i pewnie się na ten temat nie dogadamy. Dla mnie Colin to JEST Darcy, z krwi i kości Darcy - sztywny, jakby kij połknął, ale człowiek, a nie kawał pnia recytujący swoje kwestie z kamienną twarzą. Dokladnie - nie mogłabym sie zakochać w Darcym 1980 - mogłabym pokochać jego majątek, pozycję, posiadłość, nei jego samego. Jestem pewna, że nie wykrzesałby z siebie cienia ciepła nawet w najbardziej intymnej sytuacji.
Wydaje mi się, że ta interpretacja postaci jest niedoskonała: jest po prostu łopatologiczna. Nie podoba mi się, nie przekonuje mnie.
_________________

 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 20 Paź, 2007 23:49   

Ja rozumiem, że łatwo zachwycać się Colinem- Darcym, jako wcieleniem męskiej atrakcyjności. Ale to nie jest prawdziwy Darcy. Pokochanie prawdziwego Darciego wymaga czasu, starannego przełamywania uprzedzeń, przenikania pozorów.
Dlatego moje typy to Darcy 80 i 05. Są jakby dwoma biegunami spektrum- Darcy- arogancki i Darcy- nieśmiały :wink:
 
 
MiMi 



Dołączyła: 13 Cze 2006
Posty: 1096
Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 16:58   

Myślę, że Darcy wcale nie był taki sztywny i okropny. To Lizzy tak go postrzegała, bo ją obraził na początku. Owszem, nie jest typem faceta, który z wszystkimi i o wszystkim może gadać, ale jest w nim też człowiek. Gdyby on tak naprawdę był taki straszny, to nie kochałybyśmy go. I ja uważam, że Colin zagrał to świetnie, bo widzimy to, że Lizzy jest do niego uprzedzona, że wiele osób z jej otoczenia widzi tą miłość, tylko nie ona sama. I taki wg mnie jest Darcy.
_________________
"Jeżeli przypuścimy, że życie ludzkie może być kierowane rozumem, wówczas zginie możliwość życia."

"Wojna i pokój" Lew Tołstoj
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 17:55   

nicol81 napisał/a:
Ale zmiana perspektywy jest odstępstwem od książki, gdyż uprzedzenie jest tu ważnym tematem.

Ale czy ta zmiana perspektywy oznacza, że nie widzimy uprzedzenia Elżbiety ? Powiedziałabym wręcz, że widzimy je jeszcze wyraźniej.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 19:12   

Widzimy jej uprzedzenie, ale w nim nie uczestniczymy. Pamiętajcie, że bohaterowie typu Darciego byli negatywni w tym czasie. W ten sposób zamiast kwestionować własne uprzedzenia, zamieniamy się w obserwatorów, czekających na to, by ta Elżbieta wreszcie przejrzała na oczy...
Darciowie 80 i 05 nie są aż tacy okropni... :-P Zwłaszcza 05...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 19:15   

nicol81 napisał/a:
Darciowie 80 i 05 nie są aż tacy okropni... :-P Zwłaszcza 05...

Fakt - Darcy 05 nie jest okropny. Tylko nie jestem pewna, czy to aby "książowy" Darcy - no bo czy Darcy taki, jakim go stworzyła JA, powinien wsbudzać litość ? :?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 19:22   

Myślę, że Darcy 05 to kolejny ekstremalny biegun. Nieśmiały Darcy, nie radzący sobie w relacjach społecznych. Dyskusja, czy Darcy bardziej nieśmiały, czy arogancki, trwa od dwustu lat. I obaj Darciowie się znakomicie w nią wpisują jako skrajne, przeciwstawne bieguny.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 19:25   

A pośrodku jest... złoty środek. Przynajmniej jak dla mnie... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10046
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 19:32   

I dla mnie też :roll:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 21 Paź, 2007 20:01   

Dla mnie złoty środek jest trochę bardziej nieco bieguna nieśmiałego...
W tej wersji 1980 z kolei Elżbieta jest najbardziej zbliżona do mojego wyobrażenia.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10576
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 26 Paź, 2007 23:24   

Odświeżam sobie tę wersję i zakochuję się w pastorze Collinsie. jakie on ma cienkie nóżki i zwalistą sylwetkę!
Jane jest piękna, Lizzy bardzo dobra. Podoba mi się spokojna Charlotte. Ta sama aktorka grała Elinor w PP w serialu z lat 80. jest lepszą Charlotte niż Elinor.
_________________

 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 27 Paź, 2007 21:55   

Collinsa z tej wersji uwielbiam :) Collins 95 jest za bardzo obleśny, jest karykaturą, nie postacią.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10576
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 27 Paź, 2007 23:40   

Nie wiem, mnie się pan Bamber podobał szalenie, dlaczego był karykaturą? Nie był przesadny, grał znakomicie. Nie się podobało to, że był ciężkawy i taki właśnie - lepki, spocony, lekko obleśny. Odrazę Lizzy łatwo jest zrozumieć. Jest też służalczy i jak dziecko chwali się swoimi zabawkami. Ten z 1980 ma dobry wygląd do roli, jest poczciwy, głupi i - tylko jak dziecko.
Natrafiłam na scenę, która budzi mój gwałtowny sprzeciw. Oświadczyny. Niby szalenie zakochany Darcy przybywa na plebanię wymachując laseczka i równie spokojnie z niej wychodzi, równym krokiem, nadal sobie wymachując laseczką, jakby przed chwilą nie dostał pierwszy raz w życiu po gębie (duchowi jego dała w pysk, nie ciału :D ). Podczas rozmowy, owszem, raz podnoszą głos, a Lizy na moment opada na krzesło i zamyka oczy. Po czym przez chwilę marszczy brwi, wspomina to, co darcy powiedział niemiłego i - uśmiecha się!! Bo z całej tej dramatycznej walki, jaka się przed chwilą między nimi dokonała, ona wylapała jako mysl końcową: "kocha mnie od tak dawna, to bardzo mi schlebia". Nie, nie i nie!! Już wolę wrzeszcząca Keirę.
_________________

 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 28 Paź, 2007 12:11   

Odrazę Lizzy łatwo jest zrozumieć, bo Collins 95 jest fizycznie obrzydliwy. W książce nie ma o tym mowy, jedyny negatywny epitet to "Heavy-looking". W ten sposób wygląda jakby Lizzie odrzucał jego wygląd, nie wady charakteru.
W ogóle to dla mnie główny problem wersi 95- charakteryzacja bohaterów.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.