Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11381 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 28 Cze, 2008 21:44
Ale super! wyglada znajomo
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
Dołączyła: 30 Cze 2006 Posty: 9268 Skąd: north london
Wysłany: Sob 28 Cze, 2008 21:48
Gunia napisał/a:
To się nazwiedzałaś, Harry.
Duzo więcej niż się spodziewałam przy wyjeździe. Ale przyjaciele, u ktorych byliśmy okazali się super cierpliwi i mnie obwieźli po tych wszystkich miejscach
W Lyme w ogóle kiedyś Jane mieszkała - tzn. spędzała tam wakacje i na jednym z domów jest nawet tabliczka to upamiętniająca. Za parę dni może powklejam fotki z kilku miejsc związanych z Jane w Lyme i Bath do jej wątku. Ale nie wszytko na raz, bo się zanudzicie
_________________ Carry on my wayward son, For there'll be peace when you are done. Lay your weary head to rest, Now don't you cry no more...
a ja mam dzisiaj rozpustę - zapuściłam sobie "perswazje" z Amanda i Ciaranem! Miiiiło było! Kocham Annę Amandy! Ciaran mi sie podoba aktorsko, ma piekne oczy i profil, coś mi przeszkadza w ustach, ale pięknie prowadził role. To dyskretne szepnięcie do siostry, że Anna jest zmęczona... I jak delikatnie sadzał ja w powoziku... Delikatnie rosnące zainteresowanie, odrodzenie miłości... I Anna, która od Lyme zaczyna rozkwitać i staje sie coraz ładniejsza i zapala sie w niej jakieś światło. Pan Elliott tez jest świetnie pokazany, przy czym wyraźne zainteresowała go Anna, gdy jeszcze nie wiedział, kim jest. Denerwuje mnie trochę rozczochranie Luizy, i czy panienka {Henrietta} siedziała by w towarzystwie obcych mężczyzn rozwalona, wyciągając do oknia odsłonieta do połowy łydki nogę? Hm....
Ale i tak, achhhhh
_________________ Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
Luiza byłaby niebrzydka, gdyby nie te włosy, Benwick był po prostu za tłusty, a Karol - taki poczciwy wiejski dziedzic, który zajada pustke małżeństwa z Mary...
_________________ Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
Ostatnio zmieniony przez Sofijufka Pią 19 Gru, 2008 21:09, w całości zmieniany 1 raz
Luiza byłaby niebrzydka, gdyby nie te włosy, Benwick był po prostu za tłusty, a Karol - taki poczciwy wiejski dziedzic, który zajada pustke małżeństwa z Mary...
Luiza- ostatecznie...Ale Henrieta to pasztet, a to ona była ta ładniejsza...Powinni dać ją na Mary i znaleźć jakąś ślicznotkę. Taki szowinizm urodowy, jak i w DiU 95 mnie wnerwia
Ostatnio zmieniony przez nicol81 Pią 19 Gru, 2008 21:29, w całości zmieniany 1 raz
fakt, wątek Eleonora-Edward zaniedbany, ale Brandonek niezły, no i Willoughby śliczny niczym kakao z pianką...
Lucy należycie wredna... troche mi przeszkadzało, że pani Dashwood tak sie odsłaniała w chwili pożegnania z Willoughbym...
sam Edward był chyba najbardziej austenowski ze wszystkich
_________________ Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
Teraz sobie oglądam RiR 1981.... podoba mi się, owszem... a Marianna jest tu przesliczna, jak z miniatury z epoki, Brandonek przystojny i młody, a Willoughby nie przypomina pekińczyka... I "cottage" jest fajny, Fann nie jest parodia samej siebie, lecz należycie paskudna z charakteru...
Harry_the_Cat napisał/a:
Dla mnie to jest idealna ekranizacja
_________________ Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
Dostałam na gwiazdkę tę właśnie ekranizację i jestem oczarowana. Nowa ekranizacja, która mi się nawet podobała w tej chwili odchodzi w zapomnienie. Podobało mi się wszystko, no może w nowej wersji sir Walter jest lepszy. Wydaje mi się, że rok 95 dla Perswazji i DiU był najlepszym rokiem. Tym, które jej nie widziały szczerze polecam.
Dostałam na gwiazdkę tę właśnie ekranizację i jestem oczarowana. Nowa ekranizacja, która mi się nawet podobała w tej chwili odchodzi w zapomnienie. Podobało mi się wszystko, no może w nowej wersji sir Walter jest lepszy. Wydaje mi się, że rok 95 dla Perswazji i DiU był najlepszym rokiem. Tym, które jej nie widziały szczerze polecam.
Dołączyła: 16 Gru 2006 Posty: 6736 Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Czw 30 Lip, 2009 15:36
Obejrzałyśmy sobie z Anią wczoraj - dzięki Caitri (przydały się obie wersje, bo pierwsza zacina się 30min przed końcem ) i całkowicie zgadzam się z Trzykrotką:
Cytat:
Ta ekranizacja - jeśli chodzi o obsadę - mało przypominała taką np. Emmę z Gwyneth, gdzie wszyscy i wszystko było piękne. Mnie ciężko było przełknąć zewnętrzne atrybuty bohaterów: piękny sir William wyglądał raczej jak własny lokaj, piękna Elżbieta - cóż... Walter Elliot - po prostu komiczny z blond loczkami i tak dalej i tak dalej. Film jest znakomicie nakręcony i wspaniale oddaje melancholijny klimat powieści, ale gdyby te twarze były trochę, no trochę ładniejsze...
Oglądało nam się dobrze, choć chwilami "wieje nudą", mam wrażenie zamierzenie - bo to pięknie obrazuje jakie jest/było życie, nie zawsze wypełnione frymuśnymi dialogami w 100%, nie zawsze idealnie nadzwyczaj piękne, a jednak na swój sposób przykuwające.
_________________ Północ i Południe spotkały się i stworzyły w tym wielkim, zadymionym miejscu coś na kształt przyjaźni
[N&S]
Przed chwilą skończyłam oglądać "Perswazje" i jestem pod wrażeniem Wstyd się przyznać, ale tę wersję zobaczyłam po raz pierwszy Film bardziej do mnie przemówił, niż ekranizacja z 2007. Nie ma w nim super pięknych osób /wizualnie/brak pięknych wnętrz a główni bohaterowie/a może ciut starsza niż powinna być, ale za to czuję atmosferę tego filmu. /Koledzy Kapitana może powinni być odrobinkę przystojniejsi/ Podoba mi się pokazanie przemiany Ann z cichej, niepozornej trochę zagubionej w towarzystwie Kapitana, na stanowczą/ gdy nie zgodziła się iść na przyjęcie z "rodzinką"/ świadomą swoich uczuć i walczącą o swoje szczęście Kapitan Wentworth zagrany przez Ciara'na to taki prawdziwy marynarz z krwi i kości- może się mylę, bo osobiście żadnego nie znam
Może nie wniosę nic nowego do dyskusji, ale mnie się ta ekranizacja bardzo podobała. Następna zresztą też. Jest "naturalna" ukazuje ludzi takimi, jacy w rzeczywistości są: ładni, mniej urodziwi i brzydcy. Życie w tamtych czasach nie zawsze było łatwe i przyjemne, chociaż nasi główni bohaterowie do biednych nie należeli. Film oddaje nastrój powieści, którą zresztą uwielbiam, i do której często powracam. Angielska "uroda" jest specyficzna, myślę, że i wygląd JA niewiele odbiegał od ogólnych kanonów. Dla mnie kapitan W (grany przez Hindusa) dość pozytywnie się wyróżnia.
_________________ Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
Jak widzę, nie tylko przyjaźnie się na tym forum zawiera ale i "siostry" zdobywa. Jak dla mnie- może być. Szkoda tylko, że "braci" mniej, chętnie bym poznała jakiś męski pogląd na filmy JA. Niestety "romansidła" nie są chętnie czytane przez brzydszą część ludzkiej populacji. Dla nich to krymiały, wojny idt. O tym jednak JA nie pisała. I chwała jej za to.
Lubię wracać do Perswazji jesienią, kiedy melancholia wisi w powietrzu. Piękna powieść, zabarwiona goryczą. Całe szczęście, że Jane Austen była tak łaskawa dla Anny, że dała jej nie tylko happy end, ale i jedną z najpiekniejszych scen oświadczyn, jakie znam.
Ta wersja naprawdę obiektywnie, w porównaniu z S&S, czy DiU z lat 90 jest "brzydka," szorstka i chropowata. Ale w tym jej siła IMO. Twarzom bohaterów daleko do urodziwości, ale za to pozostają w pamięci.
Strasznie lubię ją na taką proziczność, jak stół po śniadaniu zasypany okruchami, tańce u państwa Musgrove przypominajace bardziej podskoki, niż wymyślne balety, gdzie tancerze się mylą, śmieją i świetnie bawią, czy niedbałe fryzury panien Musgrove. Ta niedbałość nie jest niestaranną niechlujnością jak w DiU 2005.
Nabrałam ochoty na seansik. Czy płyta z filmem była już w Wyborczej?
_________________ Życie jest tym, co ci się zdarza, kiedy pilnie robisz inne plany
Jeszcze nie, ale będzie.
Co do oświadczyn, to rzeczywiście cudna scena. I ten fragment, kiedy ona wychodzi pośpiesznie z mieszkania, a on tam na dole czeka, taki wielgachny, w tej czapce, która wydłuża jego i tak podłużną twarz. No i te białe rekawiczki, ich wzrok skierowany na siebie- cudeńko po prostu. O jak, i książka, i film to balsam dla duszy mojej.
D i U oczywiście też.
no i nie ma galopu po Bath oraz łopotu spragnionych warg Anny
_________________ Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum