Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 10863 Skąd: Hobbiton
Wysłany: Nie 17 Gru, 2006 17:45
u mnie tak jest w tym kierunku. Obie ulice są zabudowane, a w pewnym momencie wszystko sie urywa i szczere pole ( pisałam kiedyś, że naprawdę mam gdzie spacerować ) Wiosną plagą jest wypalanie traw - horror. Gówniarze jadą i wyrzucają zapałki.
A co do ptaszków, to mieliśmy swego czasu mnóstwo budek lęgowych, ale szkoła wycieła sporo drzew, większośc z tych gdzie były budki.. Już mamy zamówione nowe.. Mmam nadzieje, że znowu będzie pełno kosów. Bardzo lubię kosy
Ja na spacer mogę iść na drugą stronę ulicy - tam zaczyna się park, który ciągnie się aż do Odry. Można chodzić i chodzić godzinami... Aż nogi rozbolą...
Pod domem mam tylko jedno drzewo (plus całą masę krzewów) - za to przecudnej urody: młoda, prościutka, śliczna brzózka, od wczesnej wiosny okupowana rano przez awanturujące się wróble, które wieczorem przenosiły się na drugą stronę domu, na ścianę pokrytą dzikim winem. Hałasowały wtedy tak, że słychać je chyba było na połowie osiedla... Do czasu - w zeszłym roku sąsiedzi podcięli korzenie i dzikie wino uschło... A wróble się wyniosły... :sad:
_________________ If I could write the beauty of your eyes...
Ja na spacer mogę iść na drugą stronę ulicy - tam zaczyna się park, który ciągnie się aż do Odry. Można chodzić i chodzić godzinami... Aż nogi rozbolą...
Pod domem mam tylko jedno drzewo (plus całą masę krzewów) - za to przecudnej urody: młoda, prościutka, śliczna brzózka, od wczesnej wiosny okupowana rano przez awanturujące się wróble, które wieczorem przenosiły się na drugą stronę domu, na ścianę pokrytą dzikim winem. Hałasowały wtedy tak, że słychać je chyba było na połowie osiedla... Do czasu - w zeszłym roku sąsiedzi podcięli korzenie i dzikie wino uschło... A wróble się wyniosły... :sad:
Bo ludzie w mieście w ogóle "bardzo kochają" przyrodę, a wszczególności drzewa i zwierzęta. Ostatnio gdzieś w Polsce na wiosnę, panowie remontujący dachy zamurowali żywcem ileś tam gniazd jaskółek oknówek z żywymi z pisklętami. Dorosłe ptaki jak oszalałe latały i chciały je uwolnić, ktoś interweniował, ale piskląt już nie dało się uratować. Takiego gnoja powiesiłabym za...na latarni, słowo honoru, własnymi rękami.
A co do wron, to na pewno wrony kraczą u Ciebie Maryann? Mają takie szare kubraczki i czarne łebki i skrzydła? Czy są całe czarne? Bo ja jakoś ostatnio w ogóle wron nie widuję, za to gawronów pełno...
Bo ludzie w mieście w ogóle "bardzo kochają" przyrodę, a wszczególności drzewa i zwierzęta.
Taaak, moi sąsiedzi zlikwidowali dzikie wino właśnie ze względu na wróble, bo tak głośno ćwierkały, że im... nie pozwalały oglądać TV ! A poza tym to podobno w dzikim winie pająki się lęgną, a na ścianie wilgoć się robi... Podobno...
Alison napisał/a:
A co do wron, to na pewno wrony kraczą u Ciebie Maryann? Mają takie szare kubraczki i czarne łebki i skrzydła? Czy są całe czarne? Bo ja jakoś ostatnio w ogóle wron nie widuję, za to gawronów pełno...
No, może rzeczywiście więcej jest gawronów, ale i wrony (naprawdę - w szarych kubraczkach i czapeczkach :smile: ) się zdarzają. Pomijając kłótliwe i wrzaskliwe, wszędobylskie (ale jakie eleganckie !) sroki.
_________________ If I could write the beauty of your eyes...
Taaak, moi sąsiedzi zlikwidowali dzikie wino właśnie ze względu na wróble, bo tak głośno ćwierkały, że im... nie pozwalały oglądać TV !
No tak, niedługo to już je będą mieli tylko na Animal Planet :sad:
Mnie zalęgły się wróble w takiej dziurce w murze pod parapetem w kuchni, jak wylęgały się na wiosnę młode, to tak się darły od 5 rano, że fakt, że je przeklinałam na czym świat stoi, ale kiedy dorastały i wylatywały z gniazda to robiła się w tej kuchni jakaś taka głupia cisza nie do zniesienia...
Najlepsze widowisko miałam jak młode takie jeszcze na wpół po dorosłemu opierzone odważały się na pierwsze loty tylko na mój parapet, takie śmieszne puchate rozświergolone kulki, były takie głupiutkie, że jak podchodziłam do okna i pukałam im w szybę, to robiły straszne zdziwko, bo nie bardzo wiedziały czy się mają bać czy nie, a polecenie gdzieś dalej było jeszcze ponad ich wrodzoną odwagę Ale miałam ubaw, a dorosłe to się wiecznie na tym moim parapecie kochają, Jezu wtedy to dopiero, w tej miłosnej ekstazie, świergolą! Mówię Wam, normalne pornosy na tym moim kuchennym parapecie odchodzą
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 10863 Skąd: Hobbiton
Wysłany: Nie 17 Gru, 2006 19:37
Matulku, a ty te pornole sobie spokojnie oglądasz
Co do ptaków w mieście pamiętam taka przerażającą scenę w pręgach, gdy Żebrowski karmi p[aszki i woła je na parapet wysadzany gwoździami do góry... brrr !!!
Ja to lubię tak te ptaki drą ryja na moim parapecie
Ja to lubię tak te ptaki drą ryja na moim parapecie
Ja też. Poza jednym wyjątkiem - nie znoszę gołębi. W każdym razie na parapecie. Na moje szczęście jakoś rzadko mnie odwiedzają.
W sezonie zimowym mam za to na balkonie nieustające bitwy między wróblami, które przychodzą na słoninę. Słonina jest co prawda dla sikorek, ale one też nią nie gardzą. Tyle, że w przeciwieństwie do swoich koleżanek nie potrafią dziobać spokojnie jeden koło drugiego, tylko zaraz pióra fruwają. Tej zimy (?) jeszcze ich nie było, ale trudno się dziwić.
_________________ If I could write the beauty of your eyes...
A jaak!
Robię to z zawodowego obowiązku
Miałam ci ja kiedyś 3 gołąbeczki co ponad 10 miesięcy codziennie spały na moim parapecie (oczywiście kuchennym), to było cudne obserwować jak one sobie wzajemnie pomagają, jak się zamieniają miejscami żeby się ogrzać w mroźne noce, a przylatywały po całym dniu włóczęgi punktualnie tak, że zegarek można było regulować o 15. Fakt, że "oporankowane" miałam szyby na wysokość 20 cm, parapet trzeba było szpachelką przy myciu skrobać, poza tym tak się rozbestwiły, że jak otwierałam okno to mi właziły do mieszkania, raz jak mi wleciały i wyżarły MÓJ slonecznik z miseczki, co stała na stole kuchennym, to im powiedziałam wio! Jakiś czas nie chciały się wyprowadzić, ale jak zmieniłam parapet na blaszany to sobie poszły. Ucieszyłam się, ale czasem mi brakuje tych trzech dupeczek przyklejonych do mojej szyby i tego gruchania :sad:
Bo ludzie w mieście w ogóle "bardzo kochają" przyrodę, a wszczególności drzewa i zwierzęta. Ostatnio gdzieś w Polsce na wiosnę, panowie remontujący dachy zamurowali żywcem ileś tam gniazd jaskółek oknówek z żywymi z pisklętami. Dorosłe ptaki jak oszalałe latały i chciały je uwolnić, ktoś interweniował, ale piskląt już nie dało się uratować. Takiego gnoja powiesiłabym za...na latarni, słowo honoru, własnymi rękami.
U mojego dziadka na wsi, to jak kratowali luki w wieży kościelnej przeciwko ptakom, to uwięzili całą gromadkę gołębi. Dziadek mieszka na przeciwko kościała i musiał się nieźle nalatać, żeby uwolnili te ptaki.
_________________ Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
Ja też mimo, że w mieście i mimo, że blisko centrum mieszkam nie najgorzej. Z okien naszego mieszkania rozciąga się widok na park. Przed wojną był to cmentarz żydowski. Jako dziecko bawiłam się jeszcze na popzostałościach nagrobków, które potem gdzieś wywieziono, a z paru zrobiono pomnik upamiętniający to miejsce i zawsze jakaś dobra dusza zapali tam lampke. Z racji dużej ilości drzew mamy tu wróble i sikorki i niestety sroki. Nie lubię tych ptaków. Są chałaśliwe i wredne. Jest ich niestety co raz więcej. Było kiedyś sporo gołębi takich szarych z czarną obwódką na szyji, ale ostatnio się nie pokazują. Swojego czasu w kuchni na prapacie taki gołąbek uwił sobie gniazdo. Było bardzo niestaranne ale siedział dzielnie nawet jak padał śnieg. Zas....ał nam caluśki parapet, ale pięknie było patrzeć jak wykluło się małe i z takiego żółtego przydactwa wyrósł na ślicznego gołąbka. :grin:
Swojego czasu w kuchni na prapacie taki gołąbek uwił sobie gniazdo. Było bardzo niestaranne ale siedział dzielnie nawet jak padał śnieg. Zas....ał nam caluśki parapet, ale pięknie było patrzeć jak wykluło się małe i z takiego żółtego przydactwa wyrósł na ślicznego gołąbka. :grin:
Po pierwsze od wczoraj nie mówimy już "zas..rał" tylko "zaporankował", po drugie to ślicznie to nazwałaś "uwił sobie gniazdko" Gołębie to są takie głupole względem budowy gniazd, czasem położą byle jak pięć patyków i już walą w to jaja, ani niczym nie wymoszczą, ani nic. A ja w tym roku latem przyniosłam do domu takie na wpół opierzone piskle gołebia, nazwałam go Rufus, bo miał oczyska takie wielgachne, ale był bardzo odwodniony i chyba miał jakieś wewnętrzne uszkodzenia, bo nakarmiony i napojony tak się jakoś ożywił, łaził po misce z podniesionymi skrzydłami jak smok, bo brzydki był niemożebnie, ale rana już nie dożył :cry:
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 10863 Skąd: Hobbiton
Wysłany: Nie 17 Gru, 2006 22:36
Ja w zeszłym roku na świeta miałam niespodziewanego gościa. Nasz Feluś nie wiedzieć skąd wyczuwa ponsiosły nastrój i odkąd z nami mieszka przynosi nam w Wigilię (dokłądnie tego dnia !!!) rózne własnołapne prezenty - to myszkę, to sczura, to synogarlicę, to ryjówki (swego czasu w ciągu kolacji upolował 2 tłuściutkie myszki i ustawił równiutko pod progiem. Niemal na nich zęby nie wybiłam jak szłam myć naczynia)
W zeszłym roku przyniósł młodego wróbelka. Z pyska mu go wyciągałam (za co się na mnie obraził ) i na szczeście jeszcze żył i miał się całkiem dobrze. Opatrzyliśmy go z bratem go pod okiem taty, zapakowaliśmy w czapuchę i włożyliśmy do zapasowej klatki naszych koszy, żeby wydobrzał. Wypuściliśmy go w 2 dzień swiąt i pofrunął. Oczywiście nie wiemy co się z nim stało, ale dostał drugą szansę. Mam nadzieję że czegoś sie nauczył
ślicznie to nazwałaś "uwił sobie gniazdko" Gołębie to są takie głupole względem budowy gniazd, czasem położą byle jak pięć patyków i już walą w to jaja, ani niczym nie wymoszczą, ani nic.
Z tego, co pamiętam, jest nawet taka baśń o gołębiu, który wił sobie gniazdo - łotewska z resztą Swoją drogą, wręcz urocza
no prosze, ja myslala "kto posprząta po wczorajszej imprezie?" a tu niedobitki dojadają pozostawione ciasta i konwersuja... chociaz moze zgarniemy to konfetti??
_________________ "...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
<Ania pomaga sprzątać> Ulko, a co zrobić z serpentynami? I gdzie się podział mój klawikord?
_________________ "Od momentu, kiedy wziąłem twoją książkę do ręki, do momentu, kiedy ją odłożyłem, tarzałem się ze śmiechu. Zamierzam ją kiedyś przeczytać"
G. Marx
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 10863 Skąd: Hobbiton
Wysłany: Nie 17 Gru, 2006 23:37
oj to pobuszowałyście nieźle
O tej porze byłam w objęciach Morfeusza (włączyłam sobie drugi odcinek JE, nie doszłam nawet do tego jak go obudziła... zasnęłam od razu )
No coż ja na pewno nie zerwałam sie pierwsza... Mam świadków - Other, Gunia! Do raportu!
Ja ostatnia poszłam spać, bo czekałam, aż nikogo nie będzie. Jak po czwartej nad ranem ostatnia opuściłam forum (nikogo już nie było), to klawikord jeszcze stał.
_________________ Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
Panno Ulko, jest! Ale trochę trwało, zanim przekopałam się przez ten stos... Aż tyle tego zjadłyśmy? :oops: Najważniejsze, że klawikord się odnalazł... Na następną okazję też się przyda
_________________ "Od momentu, kiedy wziąłem twoją książkę do ręki, do momentu, kiedy ją odłożyłem, tarzałem się ze śmiechu. Zamierzam ją kiedyś przeczytać"
G. Marx
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum