PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Pierwsze wrażenia i późniejsze
Autor Wiadomość
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 14:42   Pierwsze wrażenia i późniejsze

Moje pierwsze wrażenia

Przeklejone:

Po 2 odcinkach
"Chcialam w tym miejscu serdecznie podziekowac wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego, ze ten film obejrzalam. Przede wszystkim Caitrionie, dzieki ktorej ten film mogę ogladac, Alison za zachecenie mnie do jego obejrzenia i za piekne tlumaczenie, oraz wszystkim tym, którzy na tym forum wspomnieli o tym serialu i swoimi wypowiedziami sprawili, ze zapragnelam go obejrzec.
Film bardzo mi się spodobal, do tego stopnia ze obejrzalam te dwa odcinki juz trzy razy, a niektóre sceny chyba z dziesiec. Od dwoch dni muzyka z tego filmu chodzi za mna, podobnie jak mam przed oczami niektóre ladniejsze sceny. Bardzo podoba mi się sposób realizacji tego filmu, muzyka i zdjecia. Muzyka wspolgra z obrazem, a ujecia sa naprawde interesujace, nawet te krecone w fabryce (te unoszace się klaczki bawelny, choc zabojcze sprawiaja piekne wrazenie).
Glowna bohaterka może jest troche zbyt okraglutka, co nie byloby wcale wada, gdyby nie to, ze czasem nieprzyjemnie krzywi twarz i w tych momentach nie wyglada jak piekna heroina, (a urode glownej postaci podkreslaja niektóre wypowiedzi w tym filmie typu: ladna buzia, najpiekniejsza kobieta na sali itd.).
Co do Richarda Armitage to spodobal mi się do tego stopnia, ze zajmuje obecnie w moim skromnym rankingu (nie wiem na jak dlugo. ale zawsze...) zaszczytne drugie miejsce zaraz po Colinie, a wiec na jakis czas przeslonil nawet postac George`a Clooneya. Armitage ma piekny gleboki glos, który w polaczeniu ze spojrzeniami może tworzyc mieszanke piorunujaca.....
Ogladalam go wczoraj w odcinku "Sparkhouse" (Dom na wrzosowisku) na BBC Prime i tam już nie wyglada tak dobrze, jest tu znacznie potezniej zbudowany, ma dosc grube uda, z czego wynika fakt, ze musial do roli w N&S znacznie schudnac, co mu wyszlo na zdrowie i dzieki temu zyskal na urodzie.
To ze mi się spodobal on jak i caly film, to zaleta drugiego odcinka, bo w pierwszym wyszedl troche na nieuprzejmego i nieczulego gbura, choc i tam miał ladne wejscia.
Podoba mi się sposób, w jaki spoglada na Margarett, zwlaszcza w tej scenie, kiedy ona nalewa mu herbate, a także kiedy lekko nachyla się do niej, gdy rozmawiaja na podworzu fabryki w 2 odcinku.
Bardzo piekne sa sceny rozmow matki z synem, a zwlaszcza rozmowa przed oswiadczynami, oboje tu pieknie graja i scena jest naprawde wzruszajaca. Wracalam do niej wielokrotnie.
Oczywiście lubie wszystkie sytuacje, które się wydarzaja miedzy Johnem i Margarett, rozmowy, spojrzenia no i oswiadczyny, ciekawa scena rozruchow w fabryce, z tym emocjonujacym finalem.
Troche mnie zdziwilo (po pierwszym odcinku czyli zaraz po tym jak wypedzil tego robotnika na koncu 1 odcinka) zainteresowanie nim Margarett w odcinku 2, wygladalo to tak, (mowie o pozniejszych rozmowach i scenie na przyjeciu) jakby była nim naprawde zainteresowana (ogladala się za nim), wydawalo mi się to pewna niekonsekwencja, w swietle tego jak zareagowala pozniej na jego oswiadczyny (powiedziala przeciez, ze go nie lubi i nigdy nie lubila).
Oczywiście nasuwaja się tu porownania z "Duma i Uprzedzeniem", mowie oczywiscie o scenie konczacej drugi odcinek.
Swietna postac stanowi matka Johna, aktorka przykuwa uwage. Wydaje mi się, ze już w jakims filmie ja widzialam, to musiala być chyba "Kraina Wod" lub "Ukryte pragnienia".
Aktora grajacego Higginsa znam z serialu "W strone gor" o ratownikach gorskich, który był emitowany dwukrotnie w AXN.
Strasznie jestem ciekawa co będzie pozniej i wolalabym tego nie wiedziec, poki nie obejrze pozostalych odcinkow, oczywiście kusi mnie żeby do nich zajrzec, ale panuje nad soba, bo wiem ze ogladanie tego filmu bez polskiego tlumaczenia odebraloby mi polowe, a może nawet wiecej przyjemnosci.
Film pozostawia po sobie bardzo mile wrazenie, a nawet do czego się przyznam.... no trudno niech będzie ....czuje się sciskanie w dolku i motyle w brzuchu .....

Po trzecim:
Wlasnie jestem po dwukrotnym obejrzeniu trzeciego odcinka, dzieki Alison, ktorej serdecznie dziekuje.
W ciagu dnia nie bylo mnie w domu, choc ciezko bylo mi wyjsc i rozstawac sie z tym filmem, wiedzac, ze juz jest tlumaczenie.
Zostawilam go sobie jednak na wieczor, bo nie ma to jak ogladanie go wlasnie wtedy, gdy nic nie rozprasza i mozna sie w nim zatracic.
Pierwsze wrazenie bylo takie, ze odcinek trzeci jest bardzo smutny, bo i wiele jest w nim smutnych wydarzen.
Ale przy drugim ogladaniu, znalazlam w nim wiele innych smakow i ciekawych scen, niektore z nich zreszta sobie potem powtorzylam pare razy...
Oczywiscie najwazniejsze bylo w tym odcinku to, jakim dzentelmenem okazal sie John Thornton.
Armitage w ogole tak gra ta role, jakby byla skrojona na niego. Przyciaga uwage, nawet bardziej, niz Margaret. Jest fascynujacy.
Zreszta widac, ze i zdanie jej o nim ulega zmianie. Pewnie pociagal ja od poczatku, ale w swoim wewnetrznym przekonaniu miala mu wiele do zarzucenia, chodzi tu o sposob postepowania z robotnikami, i uwazala, ze nie moze przyjac czlowieka, ktory tak w tej sprawie postepuje.
Jednak przeciez w trakcie rozruchow bala sie o niego, stanela w jego obronie przed tlumem. Tu zreszta jego matka domyslila sie prawdy, ktorej moze nie chciala przyjac do wiadomosci sama Margaret.
Widac wyraznie, ze w rozmowach o nim z innymi, ona staje po jego stronie, broni jego racji, ze ma do niego szacunek, czy to w rozmowie z Higginsem, czy bratem.
To ze on z kolei teraz stracil szacunek do Margaret, jest dla niej najwieksza przykroscia i kara za sposob, w jaki go odrzucila.
Oczywiscie nie wierze w jego slowa konczace ten odcinek. To co zrobil dla niej, zrobil dlatego, ze ja kochal. I mimo tego, ze ja potepial.

Po czwartym:
No dziewczynki pisze do Was, totalnie rozklejona...
Oczywiscie obejrzalam ostatni, czwarty odcinek. Dwukrotnie.
Ten film bedzie zaliczony do moich najulubienszych, za co dziekuje serdecznie wszystkim, ktorzy sie przyczynili do tego, ze sie o nim dowiedzialam i ze moglam go obejrzec.
W tym ostatnim odcinku rozczulily mnie zwlaszcza trzy sceny: kiedy Margaret wraca do Helstone i ma wizje rodzicow siedzacych pod domem, kiedy John patrzy na tego malego chlopca przez szybe, i oczywiscie ostatnia, przy ktorej juz sie zupelnie rozklejam.
Uwielbiam sposob, w jaki Thornton patrzy na Margaret, a juz na peronie, kiedy ona wyjasnia mu te sprawy biznesowe, a on tak sie do niej usmiecha, to juz zupelnie.. .chyba tez bym go po rekach calowala... choc to zupelnie nie w moim stylu...
No i scena pocalunku... bardzo.........
Richard Armitage po tym filmie, chyba nie moze sie opedzic od wielbicielek. Tym bardziej to dziwne, ze widzialam jego inne zdjecia i te fragmenty filmu "Sparkhouse" i tam nie robil na mnie takiego wrazenia.
Widac, ze to rola jak dla niego, w niej sie zupelnie odnalazl. I nawet podoba mi sie jego nos ...hmm.... A w oczach ma cos takiego ... O tym jego glebokim glosie to juz nawet nie wspominam...
Bardzo mi sie podoba muzyka, to ona buduje nastroj i napiecie. Piekne sa tez zdjecia. Gra aktorow swietna.
Uwielbiam postac matki, przykuwa uwage, jest niby chlodna, ale dlatego ze tak gleboko oddana synowi, ktorego ceni bardzo wysoko, ze uwaza ze Margaret nie zasluguje na niego (stad jej niechetny stosunek do niej), zreszta zadna kobieta wedlug niej, by na niego nie zaslugiwala. A to ze Margaret go odrzucila, wzmoglo jej niechec, ze tak go nie umiala docenić.
Margaret byla tak niepodobna do kobiet, w ktorych towarzystwie sie obracal, byla niezalezna, wrazliwa na krzywde ludzka, umiala nawiazac przyjazn z robotnikami, chciala poznac ich warunki życia, sposob prowadzenia fabryki, byla tak inna od jego siostry, innych panien, nawet matki... On nie mogl sie w niej nie zakochac.
Jestem pod ogromnym wrazeniem tego filmu.
Dlaczego ten serial juz sie skonczyl ? Ja chce wiecej Thorntona!

I musze dodac, bo to obiecalam.
Thornton mnie uwiodl, choc nie sadzilam wczesniej, ze to bedzie mozliwe.
Leze plackiem pokonana ...

Pozniej:
ten film wywoluje takie piekne uczucia, ze z przyjemnoscia mi sie o nich pisze i slowa same sie jakos znajduja.
Ja tez uwazam, ze on napawa sie jej widokiem, ale moze troche i slucha i rozczula sie, ze ona o tym biznesie..., ze przy nim sie tego nauczyla...
i patrzy na jej oniesmielenie i widzi jej wzrok, ktory nie wydaje sie calkiem przytomny...
Jak ona zabawnie stara sie panowac nad soba... i w koncu glos jej sie zalamuje przy slowach, ze on w ten sposob jej odda przysluge....A jak on kladzie swoja reke na jej dlon swoja, no to ona jest juz rozmiekczona... bo on wie, ze go kocha.
Ja sie rozklejam bardzo tez w tym momencie, kiedy Henry mowi "Zegnaj Margaret" i wtedy po raz pierwszy mi go troche zal..., choc przeciez naprawde go nie lubie... Ale on ogladajac ich calujacych sie wie juz wszystko.
A pozniej te slowa Thorntona: " Jedziesz do domu ze mna?" i tam w przedziale...
I ta harfa ze skrzypcami... to wszystko przez nia.
Mam ja dzis zreszta w uszach caly czas. Pracuje a oczy rozmarzone gdzies leca w bok, w przestrzen .... i ta harfa... i skrzypce....
Dawno zaden film takiego wrazenia na mnie nie zrobil....
Kocham go po prostu, kazde ujecie mi sie podoba.
A Thornton ....

Colin musi to przezyc, trudno....

Ja lubie tez te jego slowa w pierwszym odcinku: "Wydaje mi się, że już się spotkaliśmy", ten glos jego w tym momencie hmmm mocno mnie rusza....

Najbardziej chyba lubie, gdy on nieogolony patrzy takim smutnym wzrokiem i mowi do matki: " nie śmiem nawet wyobrażać sobie, że mógłbym obchodzić cokolwiek taką kobietę".
I kiedy mowi juz w ostatniej scenie, ze tego kwiatka trzeba dobrze poszukac, ze on znalazl go w zaroslach - jego glos w tym momencie jest taki ... tak jakby mu sie lekko zalamywal... i nie wiem czy on mowi juz o kwiatku czy o niej...
I tak chlonie oczami jej twarz, nie moze sie nia nacieszyc....bo przeciez trzy miesiace sie chyba nie widzieli.
I jak on trzyma w rekach jej twarz...najpierw delikatnie, niesmialo, a pozniej coraz mocniej..

Wszystkie postaci w tym filmie mi sie podobaja: jego matka, wspaniala postac, dumna ze swego syna i jego osiagniec, jej wzrok wyraznie mieknie, gdy patrzy na syna, i jej matka taka krucha i delikatna, przygnebiona wyjazdem z rodzinnego domu; i jej ojciec troche nieobecny, zyjacy we wlasnym swiecie Platona i Arystotelesa, i pan Bell troche kpiarski, prowokujacy, obserwujacy z zaciekawieniem to, co sie dzieje miedzy Johnem i Margaret; i Higgins taki prawy, zdeterminowany, ale jednak wewnatrz cieply; nawet ten inspektor policji, o typowo angielskiej aparycji, co to "wykonuje tylko swoje obowiazki".
Wszyscy mi sie podobaja...

uwazam ze wszystkie postaci sa na miejscu, zadnej bym nie usunela, watki poboczne, ktorych nie ma wiele, nie nurzą.
Scenariusz jest swietny, dialogi doskonale, zdjecia piekne... dawno sie nie rozplywalam tak w zachwycie nad zadnym filmem... to chyba jakas choroba... i to zdaje sie nie tylko ja na nia zapadlam...

Oczywiscie tez widze niezgodnosci z epoka, zwlaszcza w zakonczeniu, ale kto bym sie tym tu przejmowal, skoro to taka romantyczna i piekna scena...
Tez uwazam, ze jego wscieklosc i to bicie i kopanie tego robotnika na poczatku ....no troche przesadzili z ta scena... trudno o tym zapomniec.

"I mimo że aktor nie ma może wyglądu gwiazdy filmowej w typie "ładnego chłopca" jego zachowanie i postawa są bardzo atrakcyjne -tak bardzo, że przy końcu serialu, większość żeńskiej widowni nie może nie myśleć o nim jako o ekstremalnie przystojnym."

Dokladnie takie samo bylo moje wrazenie, po pierwszym odcinku dziwilam sie waszym zachwytom, bo wcale tak bardzo mi sie nie podobal, tym bardziej ze wyszedl na takiego gbura,.... za to od drugiego odcinka..... no i po scenie peronowej..., to uwazalam go juz za super przystojnego. I teraz okrutnie mi sie podoba, no po prostu nie moge o nim zapomniec... kurcze, zupelnie jak nastolatka....

W tej scenie gdy wraca po spacerze i rozpina ta krawatke, to go naprawde kocham.
Ten postawiony kolnierz.... ten profil...

Ja go widzialam w "Sparhouse" i wygladal koszmarnie.
Kiedy dziewczyny zamieszczaly na poczatku zdjecia, to ja sie dziwilam, co one w nim widza ?
a teraz sama to widze, ale zeby to wiedziec, trzeba obejrzec N&S, slyszec jak mowi, jaki ma glos, bo glos to niewatpliwie ogromna czesc jego meskiego wyrazu, widziec te polusmiechy, usmiech, spojrzenia.... po prostu w ruchu prezentuje sie duzo lepiej, a w tym filmie ....to jakby ta rola skrojona byla na niego, wyglada swietnie i naprawde jest Thorntonem.

Wiecie, przyznam ze w jednej scenie to mi sie mniej podoba w pewnym momencie, otoz w scenie pierwszych oswiadczyn on mowi, ze nigdy nie byl w takiej sytuacji i ze jego uczucia do niej sa silne, ale jest fatalnie skadrowany, wczesniej z profilu, a potem z przodu ale z takimi cieniami na twarzy, ze to wyglada nieladnie, to jedyny moment, kiedy mam zastrzezenia do ujecia.

Przyjrzalam sie dzis rano scenie peronowej i juz sie domyslam, czemu twarz Henry`ego sie pojawia w momencie pocalunku.
Zauwazcie, ze ona podnosi dlon Johna do ust, a on w tym czasie kladzie jej prawa reke na twarzy, no i nastepuje ... pocalunek, napierw niesmialy, niepewny, potem drugi nieco mocniejszy, ale jeszcze bardzo delikatny, w tym czasie lewa jego reka uwieziona jest w jej uniesionej do piersi dloni, nastepuje zblizenie na Henry`ego, a potem ujecia ich, i on podnosi (juz zapewne uwolniona) lewa reke i ujmuje jej twarz w obie dlonie i wtedy to sie dopiero zaczynaja calowac ....
Moze nie mogli w czasie krecenia filmu poradzic sobie z tym uwolnieniem jego lewej reki i dali sprytnie zblizenie na Henry`ego, no bo w czasie calowania jesli chcieli by to wyszlo wiarygodnie, nie mogli sie skupiac na czym innym....
Przy okazji analizowania, puscilam sobie scene peronowa chyba 5 razy.

Jako Thornton jest "ekstremalnie przystojny", przynajmniej dla mnie.
Na pewno duza w tym zasluga jego glosu.
Co do ubran, sa niezle, czasem co prawda wyglada w nich troche jakby byl scisniety lub przyduszony, ale mi sie podoba, bo odbieram go jako postac i jako mezczyzne, dzieki mimice twarzy, gestom, usmiechom nabiera to wszystko innego smaku. I w czasie trwania filmu dzieki fabule i jego przemianie, staje sie bardzo bardzo interesujacy.
Swietny scenariusz, dialogi, zdjecia, jego gra - tworza calosc, dzieki czemu on sam nabiera niezwyklego uroku.
Gdy go ogladam teraz nie moge sie powstrzymac od pelnego zachwytu usmiechu.
Nie mowie ze tak bedzie zawsze, bo jeszcze wrazenia sa swieze, ale wiem, ze postac Thorntona zapadnie mi w pamiec, choc moze ten aktor juz nigdy wiecej nie bedzie mi sie podobal tak jak teraz.
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pon 04 Lut, 2008 21:19, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11648
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 16:16   

Moje pierwsze wrażenia (w porównaniu z Gosiowymi są niewielkie :wink: ) zawarte w dwóch pierwszych postach:

Monika - jestem Ci bardzo wdzięczna! Dzięki Tobie obejrzałam cudowny serial. Jestem pod wielkim wrażeniem - podobało mi się wszystko. I aktorzy (Richard jest niesamowity ), i sama historia, i scenografia razem z kostiumami, i dialogi, i wszystko! Dzięki!
Na tej scenie (Lokk back. Look back at me) zamarłam tak jak Ty, i po głowie chodziło mi tylko: spójrz, no spójrz!!
(...)
Oj zdecydowanie serial zdobył nową wielbicielkę!
Całość obejrzałam już trzy razy I ciągle nie mam dość .
Ta scena jest piękna (Hannah przykrywa Johna szalem) - ogólnie Mrs Thorton jest niesamowitą postacią. Taka silna i zdecydowana i jednocześnie tak kochająca.
(...)
Oj, tak! Bardzo mi się podoba. Zdecydowanie dołączyłam do klubu miłośniczek "N&S"
I, podobnie ja Ty, muszę sobie choć malusi kawałewczek codziennie, zazwyczaj wieczorkiem, obejrzeć...
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
KIKA 
córka marnotrawna



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 129
Skąd: Bogatynia
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 18:27   

a oto moje skromniutkie wrażenia... z przeszłości :wink:

Dziewczyny... wczoraj umierałam i rodziłam się na nowo... nie wiem o której poszłam spać.. nie wiem ile razy oglądnęłam te same sceny... ale to nie ważne... Oglądnęłam wczoraj N&S z napisami od Alison... Czuję się odurzona, uzależniona... brak mi słów nie potrafię o niczym więcej myśleć....
Jak mnie dzisiaj wywalą z pracy za totalne rozmarzenie i brak jakiejkolwiek koncepcji to nie będę zdziwiona...
Dawno mnie już tak nie wzięło... N&S, wiosna i Thorton... ohhhh
Ewciu miałaś całkowitą rację... z napisami ten film ma inny wymiar...
_________________
2775021
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 21:13   

Moje wrażenia...

Przed oglądaniem:
Aaaa, Aine, dostałaś już płytkę z filmem? Błagam ulituj się nade mną, ja już nie mam sił oglądac tych wszystkich tapet, avatarów, a teraz jeszcze czytać dialogów przygotowanych przez wspaniałą Alison. Ja chcę serial :-) )

Do mnie filmik idzie - może jutro będzie Mam nadzieję, że żadne kobiety na poczcie nie przejrzą przesyłki i nie zawłaszczą pożądliwie serialu dla siebie!


W trakcie:
Imienniczko kochana Dzieki uprzejmości Caitriony dotarła do mnie wczoraj cenna przesyłka z filmem. Jestem po drugim odcinku - skomentuję, jak skończę oglądać, teraz powiem tylko, że... rozumiem Was!!! Już Was rozumiem, a co będzie po ostatnim odcinku?
Chociaż przyznam nieśmiało, żeby nie być ukatrupioną że chyba nadal bardziej mi się podoba głos MM. Chociaż Armitage'a Ryszarda tez zapisałam sobie do notatniczka pod hasłem" "głosy, za które mozna się dać pokroić


PS. Alison, ukłony wielkie i podziękowania za napisy, które stworzyłaś - są wspaniałe

Po... :-)
Myślę, że wieczorem bardziej się rozpiszę - teraz nie mam wiele czasu.
Na początek więc - moje ukochane sceny po pierwszym obejrzeniu:
"wejście" Thorntona w fabryce, na tym podwyższeniu - posąg; rozmowa z matką - kiedy mówi, że nie śmie myśleć, by mógł cokolwiek obchodzić pannę Hale, ale musi ją zapytać... i potem, kiedy wraca i mówi, że miał rację i że nikt go nie kocha poza nią... Ojejku, jakie emocje! Scena odrzuconych oświadczyn oczywiście - godna następczyni takiej sceny z "Dumy i uprzedzenia" I scena "peronowa" I jeszcze kiedy rozmawia z Higginsem i ten mówi, że wtedy na stacji to był jej brat, a Thornton to powtarza z taką nieukrywaną ulgą i szczęściem...
W ogóle jeszcze co do pierwszych wrażeń - świetnie zrealizowany film, pięknie sfotografowany, wspaniale zagrany (doskonałe role drugoplanowe, a już Higgins genialny - i też ma świetny głos!) - widać tę szekspirowską technikę w wielu rolach, widać, że ci ludzie nie wzięli się z przypadku przed kamerą, że to nie krewni i znajomi reżysera.
Oczywiście scenę na peronie oglądałam już kilka razy.


Potem :-)
Mogę powiedzieć, że moje uczucia rozwijały się podobnie jak Margaretkowe, tylko szybciej. Tzn. od początku mnie zafascynował, od chwili pojawienia się w fabryce - w pierwszej scenie jest taki posągowy! A potem ze sceny na scenę podobał mi się bardziej. To, co zyskał podczas herbatki, zepsuł na końcu odcinka, ale już w drugim było lepiej i lepiej. Myślę, że w trakcie drugiego odcinka zakochałam się w tej postaci
Tak mi się dziś przypomniało, że bardzo lubię tę scenę, kiedy John przychodzi do domu i mówi matce, że pójdzie potem do Hale'ów, tylko wróci się przebrać. I jakby uprzedzając pytania matki dodaje, że panna Hale nie chce go złapać - ma taki słodki niewinny uśmieszek w tej sekwencji...


Dziś mogę powiedzieć - kocham JT/RA! Jego głos jest najcudowniejszy! :lol:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39388
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 22:26   

Ja wiedziałam, że serial mi się spodoba jeszcze zanim go obejrzałam. Naczytałam się o nim tyle na stronie Pemberley i na tym zlikwidowanym potem forum BBC, że nie miałam innego wyjścia ;-) Poza tym wcześniej przeczytałam książkę - chyba jeszcze nigdy nie przeczytałam tak szybko książki napisanej po angielsku. Na film nie mogłąm się doczekać - kiedy dostałam przesyłkę z Anglii, przesiedziałam całe popołudnie i wieczór - musiałam obejrzeć do końca :-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34108
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 22:30   

A jak ja dostalam od ciebie przesyleczke... to musialam walczyc z padrem, zeby mnie do komputera dopuscic raczyl. W koncu sie zbiesilam, zbuntowalam i... BASTA! rzeklam po czym obejrzalam caly serial w dwa dni.
Mmmmmmmmmmmmmmmmmmmm!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 22:33   

Któraś z Was stwierdziła, że R.Armitage byłby świetnym Darcym, a ja nazwałam go wymoczkiem.
Bardzo się teraz tego wstydzę.
Wchodzę pod stół i wszystko hau, hau odszczekuję.
Jest cudowny, a Darcym mógłby być równie dobrym jak Colin.
 
 
KIKA 
córka marnotrawna



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 129
Skąd: Bogatynia
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 22:42   

Dobrze, że Rysiek nie grał Darcego... bo mogłoby się okazać że jest lepszym Darcym od Colinowego (mam taką wewnętrzną pewność)... a tak to możemy wzdychać do nich obu.... wielbić ich.... i wzdychać.... a.. zapomniałam jeszcze o ślinieniu się :wink:
_________________
2775021
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 23:19   

Ale moglby byc Rochesterem, zreszta ta propozycja pojawia sie w wielu wypowiedziach wielbicieli Rysia, ze bylby swietnym Rochesterem.
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 01:20   

KIKA napisał/a:
Dobrze, że Rysiek nie grał Darcego... bo mogłoby się okazać że jest lepszym Darcym od Colinowego (mam taką wewnętrzną pewność)... a tak to możemy wzdychać do nich obu.... wielbić ich.... i wzdychać.... a.. zapomniałam jeszcze o ślinieniu się :wink:


Oj dziołchy, ale herezyje tu wygłaszamy! Lepszy Darcy od Colina, nono, do czego to doszło :-)
Na szczęście mi się Darcy Colinowy i Matthewowy baaaaardzo podobają :-) Ale najbardziej elektryzujący jest Richard jako Thornton, sorry, chłopaki :-)
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 01:26   

GosiuJ ja myślę, że oni się już z tym pogodzili. Pewnie tylko skrycie wzdychają nad swoją dolą i marzą o zmianie naszych afektów :wink:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 10:18   

Przeklejone:

Wrazenia Alison
(wiem ze ma problem z laczem dlatego sama wklejam)

po obejrzeniu klipu Collide (polaczenie N&S i DiU2005:
http://www.savefile.com/files/7713312
Filmik bardzo fajny. Podobał mi się ten montaż z dotykającymi się dłońmi, ale panna z tego N&S to taki księżyc w pełni, on rzeczywiście męski, ale nos trochę spiczasty, rzecz gustu zresztą.
Nie sądziłam tylko, że dozyję czasów, że teraz to zakochane kobiety będą mężczyzn po rękach całować. Za moich czasów było odwrotnie. Cóż, chyba pora się powoli zbierać....

reakcja na zdjecie (ktore jest teraz na filmwebie):
Ojej jakie oczy on ma intrygujące....
Tylko usta nie całuśne wcale a wcale

po obejrzeniu filmu:
Obejrzałam ciurkiem wszystkie 4 odcinki i...no cóż....zdaje się, że dołączę do tego Waszego kółka różańcowego i będę z Wami piała te psalmy na cześć serialu
Baaardzo fajny ten film. Richard przystojnością swoją nie powala mnie tak jak co poniektórzy , ale jak się pierwszy raz odezwał, nie tym wrzaskiem, ale pierwszy raz normalnie to....dreszczyczki, ciareczki i co tam jeszcze może się po plecach przespacerować i rzeczywiście zyskuje bardzo, kiedy zaczynają mu błądzić po twarzy te cienie uśmiechów, wtedy twarz mu tak uroczo łagodnieje...
Ona na zdjęciach mi się bardzo nie podobała, ale w ruchu jest bardzo słodka i ma taką całuśną buźkę . Film oglądałam trochę tak jak kiedyś dawno temu czytałam pierwszy raz Dumę...chciałam, żeby jak najszybciej mijały te wątki kiedy nie są razem, żeby znowu sobie na nich popatrzeć . Jak dla mnie, to trochę za szybko on się w niej zakochał. Brakowało mi w filmie tego stopniowo narastającego napięcia (książki nie znam), tylko tak cyk i już był zakochany, i już się oświadczył, a u niej to właściwie nie wiadomo kiedy się zaczęło. Może jeden raz to za mało, żeby wypatrzeć wszystkie niuanse
Zabieram się dziś po południu za skończenie napisów do pierwszego odcinka, będę tylko miała chyba trochę problemów z tymi "biznesowymi" dialogami, może będę się z Wami konsultować w tej sprawie, żeby znowu czegoś nie palnąć. Poza tym zauważyłam, że napisy angielskie nie są w pełni zgodne z rzeczywistymi dialogami, poza tym oni (ci północnicy) mówią z przedziwnym akcentem, nawet Richard i jego matka, a zapis jest czasami taki właśnie fonetyczny niemal. No nic, jakoś powalczę

"Szpatułkonosy" jest cool

potem:
Wiecie co? Z powodu tych tłumaczeń wyoglądałam ten serial ...i teraz już chyba mogę się podzielić swoimi refleksjami, o ile Was one interesują
1. BARDZO mi się podoba to, w jaki sposób zostały pokazane wzajemne relacje Johna i jego matki. Obydwoje są cały czas tak zacięci, wyglądają jakby byli zrobieni ze stali, a kiedy tylko się do siebie zbliżają miękną jak wosk. Bardzo mnie wzruszają te sceny kiedy ona kładzie mu dłoń na twarzy, a on jak małe dziecko przechyla głowę wtulając się w tą dłoń. Kiedy mówi jej: nikt mnie nie kocha, poza tobą, to mi po prostu serce pęka, tak jak jej, co się wyraźnie wyczuwa.
2. Pewnie dlatego też takie wrażenie robią te sceny kiedy zacięta twarz Johna rozjaśnia się na ułamki sekund prawie, w chwilach kiedy spogląda na Margaret, na Matkę, na tego małego Bouchera, którego adoptował Higins, wtedy przelatują mu przez twarz takie cienie zabłąkanego uśmiechu. No i pewnie też dlatego kompletnie rozkłada mnie finałowa scena, kiedy on jest już tak totalnie rozanielony. Nie wiem jak Wy, ale ryczę jak napłaczliwszy z bobrów, i sama się sobie dziwię, bo właściwie nie jest to scena do płaczu jeno do szerokich uśmiechów usatysfakcjonowanej widzki. Jak ją już zacznę tłumaczyć, to albo ją oswoję albo zrobię tymi potokami łez jakieś zwarcie w klawiaturze
3. Uwielbiam postać Higinsa. Może to dziwne, ale jest takim typem człowieka przed jakim padam na pysk. Uczciwy, szlachetny, pełen godności osobistej, opiekuńczy, odpowiedzialny. Boże gdyby taki mi się oświadczył, to (jakbym go trochę odchudziła) poszłabym za nim na kraj świata.
John też jest uczciwy, ale potrafi być bezwzględny, nie mam do takich ludzi zaufania, a nie będzie całe życie taki urokliwie piękny
Nie podobał mi się w tej scenie kiedy wyszedł do robotników w trakcie strajku, stanął na tym balkonie z założonymi rękoma, całą postawą mówiąc, jestem kimś osobnym, nic ode mnie nie dostaniecie, wasz los nic mnie nie obchodzi, i w dodatku kiedy wrzeszczy zza ramienia Margaret NIGDY! to juz go zdecydowanie nie lubię - taki zaperzony dupek. Ale w ogóle to mogłabym go na okrągło oglądać spacerującego po Helstone i na peronie.

Nie zachował się w tej scenie strajku jak trzeba. Już mi się rzuciło w oczy jak tak biegł do domu, nie biegl jak facet, tylko się tak jakoś przemykał oglądając się za siebie, stojąc w oknie z Margaret też az dygotał wewnętrznie ze zdenerwowania, spójrzcie jaką on ma zaskoczoną minę kiedy Margaret mu mówi, że ma zejść do nich i zachować się jak mężczyzna. Ma taką minę, która dowodzi, że nawet mu to wcześniej przez myśl nie przeszło spróbować się z tymi ludźmi dogadać. Jego postawa nie dowodziła wcale - jestem panem, mam wyższą od was pozycję społeczną, zasłonił się tymi złożonymi rękami tak jakby sobie tą postawą dodawał odwagi i raczej maskował strach. To typowy język ciała ktoś kto chce rozmawiac, ma rozłożone na zewnątrz ręce - otwiera się, (spójrzcie jak stoi Margaret), a on był cały odizolowany i zdecydowanie przestraszony. Ten krzyk, to też tak bardzo "zza plec" dziewczyny, tak właśnie zachowują się bojaźliwe psy, które owszem oszczekują napastnika, ale kątem oka łypią na właściciela i zawsze mimo warczenia i wyszczerzonych zębów są tak pół kroku za swoim panem. Jak ktoś się nie zna, to myśli, że to są takie agresory, a w rzeczywistości większość agresji bierze się ze strachu. Nie gniewajcie się, bo bardzo przepadam za Johnem, ale w tej scenie to on mi się nie widzi, szacunek do niego odzyskuję dopiero jak przychodzi do domu Higinsa z propozycją przyjęcia do pracy. Higgins nie ma takich wpadek, no ale kudy my do takiego amanta.

No fakt, że wtedy ludzie z gminu byli tylko siłą roboczą i mięsem armatnim, on gdzieś tam między wierszami pokazuje jakąś bardziej ludzką twarz, a jednak... Zresztą wiesz, czasy w ciągu paru tygodni zbyt diametralnie się nie zmieniły, a jednak John pomimo tego, że wciąż był panem i właścicielem, potrafił zacząć schodzić do stołówki i jeść razem z robotnikami, więc wcześniej była to tylko kwestia jego nastawienia i charakteru, zresztą niezbyt fajnego, bo przecież sam wiedział dobrze co to jest bieda i jak cenna jest praca, będąca jedynym źródłem utrzymania. To taka klasyczna postawa pt. nie pamięta wół jak cielęciem był, co niezbyt dobrze o nim świadczy. To Margaret tą swoją przyjaźnią z Higinsami uświadomiła mu, że to wszystko też są ludzie, w dodatku niejednokrotnie godni szacunku i podziwu.
Higins na prezydenta!!!

Pisząc o relacjach Johna z matką zwróćcie uwagę, że napisałam, że są ładnie pokazane, aktorsko. Obydwoje jak posągi, zbliżając się do siebie zaczynają ukazywać ludzką twarz, wykonują liczne, czasem nieznaczne, ale jednak bardzo czułe gesty. I to jak subtelnymi środkami zostało to pokazane, bardzo mi się podobało; scena kiedy ona czule okrywa go szalem śpiącego na biurku w biurze, kiedy go pociesza widząc jak syn się zmaga z odrzuconym uczuciem. Na pewno jest zaborcza, zazdrosna, ale czy jest choć jedna matka, która lekką ręką oddała obcej kobiecie swojego ukochanego jedynaka? Zwróćcie uwagę, że jest też mądrą matką, wie, że on jednak kiedyś odejdzie, nie podoba jej się kobieta (ma do tego prawo), którą wybrał, ale szanuje jego wybór, przekonuje go, że ma o co zawalczyć, nie wie, że źle zinterpretowała zachowanie Margaret, cierpi z bólu ale wypruwa te nieszczęsne obrusy, a nawet zmusza się do tego, żeby ją lubić, żeby nie ranić uczuć ukochanego syna. Zwróćcie uwagę, że kiedy on wraca po oświadczynach i mówi, że miał rację, że Margaret go nie zechce, siedząc tyłem do niego widać jak ona oddycha z ulgą, a mimo to pociesza go, mówiąc, że matczyna miłość jest bezwarunkowa, a dziewczęca jest jak kłąb dymu i zmienia się z każdym powiewem wiatru, próbuje dać mu nadzieję, dopiero kiedy widzi, że jej syn chce odrzucić tę miłość i nie chce tej nadziei, prosi ją żeby nigdy więcej nie wspominała jej imienia, matka mówi, że jej nienawidzi, że jego cierpienie jest jej cierpieniem, że z całego serca obiecuje mu nigdy nie wspomnieć jej ani słowem. Podsumowując jest jego absolutnym wsparciem, bez względu na to na ile jest to zgodne z jej własnymi przekonaniami, początkowo krytykuje Margaret, ale odkąd odkrywa, że John ją kocha, czyni starania żeby ją polubić, choć przecież trudno nam zapanować nad stosunkiem do kogoś kto na wstępie nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Zabolała ją wypowiedziana z uśmiechem na ustach uwaga Margaret, że chyba nie wszystkie panny uganiają się za Johnem (w domyśle, ona do nich na pewno nie należy). Polubiłybyście osobę, która tak jawnie lekceważąco podśmiewa się z dumy Waszego życia? Ja jednak myślę, że była dobrą matką i będzie dobrą teściową jeśli zobaczy jak Margaret kocha jej jedynaka. Ona nie chce go mieć na własność, chce tylko dla niego bezwarunkowego szczęścia, a tego chce każda dobra matka.

Obejrzałam jeszcze raz tę scenę po oświadczynach i przyznaję, że nieco tę mamę wybieliłam, trochę wcześniej wyjechała z tą krytyką Margaret niż wcześniej napisałam, ot takie wrażenie mi zostało. Sama jestem matką.

Wciąż jestem pod wrażeniem postaci matki Johna. Jest odpychająca, niemiła, ale tak posągowa, że nie można jej nie podziwiać. Uwielbiam też Higginsa, kiedy wypuszcza Johna ze swojego domu, mówiąc :"Byłby pan grzeczniejszy?" i tak fajnie się uśmiecha, jakby już wszystko o nich wiedział. I tak kombinuje w tej hali jakby tu mu wszystko powiedzieć o tajemniczym bracie, żeby już w końcu przestał się biedny Jasiu męczyć przez tą Margaretkę. Niesamowita jest muzyka w tym filmie, nieprawdopodobnie potęgująca nastrój kluczowych scen. Scena finałowa rozkleja mnie wciąż tak samo i chyba będę już miała kolejnego pewniaka do generowania łez, zaraz po Cienistej Dolinie. Ale muszę powiedzieć, że serce to mi pęka kiedy Margaret przychodzi się pożegnać, a John mówi: "Więc pani wyjeżdża?" Jest tak zrozpaczony, jak skamlący psiak, wcześniej w stołówce, kiedy dowiaduje się o wyjeździe Margaret tak charakterystycznie przykłada zwiniętą dłoń do ust, robi tak zawsze kiedy się czymś strasznie zamartwia, a ona jest bardzo często powodem jego zmartwień. I po prostu uwielbiam jak on na nią patrzy, kiedy ona wyjaśnia mu na peronie te "sprawy biznesowe", wtedy najbardziej ryczę. Boże, człowiek jest taki stary, a taki głupi, aż mi wstyd.

Tak, wszystkie te sceny jak on spoglada na dzieci, na tą dziewczynkę na ulicy której daje pieniądz też i tak się rozczulająco uśmiecha. I jak pomaga czytać małemu Tomowi (a-ni-mal) i interesuje się czy jadł kolację. Będzie dobrym ojcem ten nasz John Thornton.... Mam straszną słabość do facetów co lubią dzieci.

Muszę powiedzieć, że w tej finałowej scenie, co to ja tak cieknę niemożebnie, to jest 100% czułości w czułości, on na nią patrzy jak matka na świeżo narodzonego dzidziusia. Tak wodzi po jej twarzy oczami jakby się miał zaraz rozpłynąć, a jak ona mówi, że zrobi na tej jego fabryce dobry interes, to tak podnosi brwi jakby myślał - naprawdę, no proszę, moje maleństwo zna się na interesach...
Fsruszam się jeszcze, jak się tak bidul przemaga i mówi jej, że gdyby wiedział, że ją to martwi, to nie robiłby trudności Higinsowi. Zbója z niego kawał, ale takiego zabójczego, że eh...
On jeszcze też ma taką dziecięcą scenkę, jak prosi mamę żeby się modliła, żeby Fanny nie miała już czasu włóczyć się po sklepach, ona go tak wtedy głaszcze po głowie, a on ma minkę zadowolonego z siebie chłopczyka. Qurcze, chyba go jednak kocham...
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 11:34   

Cóż, z tych wszystkich tekstów wynika, że prędzej czy później wszystkie i tak padają rażone urokiem serialu i Johna Thorntona :-)
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 12:00   

Cytat:
Ale moglby byc Rochesterem, zreszta ta propozycja pojawia sie w wielu wypowiedziach wielbicieli Rysia, ze bylby swietnym Rochesterem.


Jest chyba jednak za przystojny i zbyt taki... ugrzeczniony? Nie to nie to słowo. Nieskomplikowany? Nie to też nie to.
Nie wiem. Brakuje mi slowa na opisanie tego odczucia. Ale mnie na Rochestera nie pasuje.
Ostatnio zmieniony przez AineNiRigani Sob 20 Maj, 2006 12:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 12:08   

Moj pierwszy raz...
Mnie zaczelo brac po tym filmiku N&S-P&P. Piekne ujecia i cudna muzyka.
No a jak film do mnie doszedl to... miesiac przelezal na poleczce. Mialam wtedy sporo nagrywania dla Was i obiecalam sobie, ze nie bede go ogladac dopoki sie nie odrobie. Szczegolne wyrzuty czulam wobec Gitki, wiec powiedzialam sobie "Nie" (gdybym zajela naped nie moglabym nagrywac :D )
A jak juz zgralam i moglam... to sie okazalo ze uszkodzily mi sie plytki. W najmniej oczekiwanych (i jak to zwykle bywa najwazniejszych :D ) momentach wywalalo mi film, a czasem iz awieszalo kompa. Musialam popchnac dalej. Szczegolnie sie uparlo na ostatnim odcinku, stad tez do tej pory nie wiem dlaczego John splajtowal, a scene peronowa ogladalam w kawaleczkach. Troche sie zorientowalam czytajac napisy, ale tak bez obrazu to to nie jest to... :D
Teraz znowu sie powstrzymuje. Wiem ze jak zatone w swiat N&S to juz sie z niego nie wydobede. A jest koniec roku szkolnego, ciagle testy, kartkowki, zeszyty i cwiczenia.
Czekam na wakacje... a wtedy opisze Wam moj drugi pierwszy raz :D
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 13:26   

Aine daj dzieciom spokój :D
Tak pieknie na dworze
Odpręż sie i obejrzyj film - nie pożałujesz :wink:
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 15:37   

Sek w tym, ze ja specjalnie zylowalam w ciagu roku, zeby dac spokoj w czerwcu. Tyle ze dzieciaki ucza sie dopiero jak zakwitna kasztany. W sumie robilam tak samo. Teraz daje szanse jesli ktos chce cos zaliczyc.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 18:03   

Gosiu
znalazlam w Napisach takie twoje wrazenia.
Pozwolisz ze wkleje?

"Ja też oczywiście chcę coś powiedzieć na temat panny Hale, bo bardzo mi się ta postać podoba
Widzę to tak: w pierwszej scenie widać w oczach Margaret fascynację obcym mężczyzną; bo Thornton rzeczywiście robi wrażenie, kiedy pojawia się wśród tych białych kłaczków. Ale zaraz potem katuje robotnika, krzyczy na nią. To sprawia, że potem, kiedy odwiedza jej ojca, jest do niego negatywnie nastawiona, atakuje go, co prowokuje jego wyznanie o przeszłości. I tu znów nie wie, co o nim myśleć - wymawia się przed panem Hale`em, że jest śpiąca i zmęczona, ale widać, że jest jej nieprzyjemnie, że nie potraktowała go dobrze, nie podając mu ręki. Widzi, że on jest silny, odpowiedzialny, dba o rodzinę. Stara się usprawiedliwić przed samą sobą.
Przez długi czas wpadają na siebie w nieodpowiednich okolicznościach, on ukazuje się jako dość nieprzyjemny typ. Ale nawet jeśli ona go nie kocha od początku (a tak mi się wydaje, to nie jest z jej strony miłość od pierwszego wejrzenia), to stara się go oceniać uczciwie. Widzi, co robi złego, ale docenia też jego pozytywne działania. Jest szczera i uczciwa w ogóle w ocenie ludzi (podoba mi się jej gest względem pani Thornton, kiedy wyjeżdża i przed wyjazdem ją przeprasza).
Nie jest jej tak całkiem obojętny, odczytuję to po raz pierwszy w scenie przyjęcia, kiedy patrzy na niego i chyba jest trochę zazdrosna o pannę Latimer (takie babskie ukłucie, patrzy z dystansu, jakby z boku i widzi, że to jednak mężczyzna godzien zainteresowania). I potem, kiedy on wychodzi do tłumu robotników, a ona woła:"Niech pan uważa", to chyba nie jest taka obojętna uwaga. Chociaż podczas oświadczyn tak się to stara przedstawić. Nie dziwię się, że odrzuca oświadczyny - najpierw Thornton znów pokazuje, jaki potrafi być bezwzględny "Dostali to, na co zasłużyli"a potem mówi, że ją kocha - niezbyt szczęśliwe połączenie. Ona w tej chwili nie ma dla niego zbyt wiele szacunku, nie docenia go (przyznaje to potem pani Thornton), nawet jeśli coś się już pojawiło w jej sercu. Dzięki niej Thornton się zmienia (dokładnie jak Darcy dzięki Elizabeth). Dostrzega ludzi w swoich robotnikach (chociaż i tak dobrze ich traktował w porównaniu z innymi fabrykantami), staje się im coraz bliższy. Margaret ma też wpływ na stosunek Higginsa do Thorntona bo Higgins widzi w nim na początku "buldoga"dopiero dzięki Margaret potrafi dostrzec, że jego pracodawca też pracuje ponad siły i prawie cały swój czas poświęca utrzymaniu fabryki. Panna Hale więc w ogóle dobrze wpływa na zachowania mężczyzn
Myślę, że ona bardzo długo nie chce się przyznać, że kocha Thorntona - po tym, jak wzgardziła jego uczuciem, powiedziała, że traktuje ją w kategoriach kupieckich, po tym, jak widział ją na dworcu i sam powiedział, że różne rzeczy może teraz myśleć. Wtedy, kiedy mówi jemu samemu i panu Bellowi, że ma o nim dobrą opinię, myślę, że za tym kryją się jej uczucia. A kiedy go widzi na dworcu, tak niespodziewanie, zachowuje się jak lunatyczka, nic innego już się nie liczy - chociaż próbuje składnie wyłuszczyć swą "biznesową propozycję". Jego spojrzenie uświadamia Margaret, że on nie zapomniał o swojej "głupiej namiętności" tak pięknie traci wątek w tej chwili... Podobają mi się ostatnie sekundy filmu, kiedy siedzą obok siebie, to ich ciche całkowite porozumienie jest wspaniałe i przejmujące. "
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 18:07   

[quote="AineNiRigani"]Sek w tym, ze ja specjalnie zylowalam w ciagu roku, zeby dac spokoj w czerwcu. Tyle ze dzieciaki ucza sie dopiero jak zakwitna kasztany. W sumie robilam tak samo. Teraz daje szanse jesli ktos chce cos zaliczyc.[/quote]

Dobra z Ciebie dziewczyna :D
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 18:57   

Znalazlam pierwsze wrazenia Kaziuty.
Moge wkleic ? ;)


Kaziuta
Witajcie kochane, jestem chyba ostatnią, która obejrzała N&S.
Miałam ambitne plany przeczytania wszystkich 80 stron postów zanim włącze się do dyskusji ale padłam na 20 stronie. Wybaczcie !
Film zrobił na mnie ogromne wrazenie.
Po I odcinku zastanawiałam się co Wy widzicie w tym filmie, ale juz po II wlazłam pod stół i wszystlko odszczekałam.
Nie mogłam zapomnieć o Armitagu i jego diabolicznym spojrzeniu. Odcinek III i IV obejrzałam jednym ciurkiem z zapartym tchem. No i jak mówi młodzież wymiękłam. W ostatniej scenie łzy same ciekły po policzku i jak masochistka powtarzałam ja kilka razy.
Jego uśmiech eh... Cudny, fantastyczny, boski, zniewalający, słodki etc. etc.
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 19:45   

Dzięki Gosiu. Podziwiam Twoje archeologiczne zacięcie. Twoje wykopaliska są cenniejsze iż wszystkie skarby Tutanhamona bo bliższe naszym sercom. :)
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 20:16   

Gosia napisał/a:
Gosiu
znalazlam w Napisach takie twoje wrazenia.
Pozwolisz ze wkleje?
(...)


Dziękuję, bardzo mi miło. Zapomniałam o tym tekście, zabawnie się czyta własne przemyślenia :-) Pod wszystkim podpisuję się po raz kolejny.
Byłam dziś w kinie na "Kodzie Da Vinci" (napiszę o nim w Filmach, nuuudne). Gdzieś w połowie złapałam się na tym, że myślę o trzecim odcinku "N&S", który po kawałeczku sobie oglądam przez cały tydzień, a potem zeszło mi na myślenie o Margotce, Thorntonie i ich scenie pożegnalnej :-)
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 34108
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 20:42   

AineNiRigani napisał/a:
Cytat:
Ale moglby byc Rochesterem, zreszta ta propozycja pojawia sie w wielu wypowiedziach wielbicieli Rysia, ze bylby swietnym Rochesterem.


Jest chyba jednak za przystojny i zbyt taki... ugrzeczniony? Nie to nie to słowo. Nieskomplikowany? Nie to też nie to.
Nie wiem. Brakuje mi slowa na opisanie tego odczucia. Ale mnie na Rochestera nie pasuje.


Zabijcie, ale popieram Aine. Mnie też na Rochestera nie bałdzo, nie bałdzo, moje dłogie... nie ten typ. Poza tym ma jasne oczy, a mój Rochester BEZWZGLĘDNIE musi mieć ciemne.
Rysia, jeśli mogę tak wywnioskować po jednym serialu (ale za to jakim!!!), b. lubię. Ale nie jako ewentualnego Rochestera.
Hmm... czemu ja nigdy nie sportretowałam swojego Rochestera? *myśli intensywnie, a boleśnie*
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 22:10   

On jest dla mnie zbyt surowy i zbyt spokojny. Rochester to dla mnie facet z zarem, nie tylko ukrytym (jak to wiekszosc z Was odbiera u Ryśka), ale tez i widocznym. To pasja, gwaltownosc, milosc, napiecie, blysk w oku. Ryśka znam wyłącznie jako Jasienka i moze to rzutuje na jego osobe, ale brak w nim biglu. Dla mnie jest zimny. A Rochester jest goracy.
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Czw 25 Maj, 2006 21:53   

Gosia napisał/a:
Znalazlam pierwsze wrazenia Kaziuty.
Moge wkleic ? ;)


Kaziuta
Witajcie kochane, jestem chyba ostatnią, która obejrzała N&S.


Kaziutko... już nie jesteś ostatnia :wink:
Ja dopiero ostatniej nocy poznałam film N&S. Oczywiście równiez ciurkiem obejrzałam 4 odcinki, a co się będę oszczędzać. Film jest piękny. Nie jestem jednak obiektywna, bo zakochana jestem w nim już od jakiegoś czasu. Przecież nie mogłam pozostać obojętną czytając Wasze posty pełne emocji...ciepła...entuzjazmu, czy też oglądając zwiastuny, tapety etc.
A moje pierwsze wrażenia...

    Uderzyło mnie, że film jest przesiąknięty smutkiem i... cierpieniem. Radosnych momentów jest tak niewiele. Wcześnie tego nie czułam pewnie dlatego, że skupiłam całą uwagę na wątku rodzącej się miłości pomiędzy Margaret i Johnem.
    Milton...białe piekło...przeraża. Fabryka... wycięczeni pracą robotnicy... ich biedne domostwa tworzą przejmujący obraz. Na jego tle filigranowa, piękna Margaret. Bardzo mi sie podoba ta postać. Tu ukłon dla Danieli za świetną kreację.
    Margaret w jej wykonaniu jest ciepła, kobieca, a jednocześnie silna i stanowcza. Wzrusza mnie je wyraz twarzy...kiedy rozmawia z Johnem... a gdy cierpi po stracie najbliższych, to mam wrażenie, że serce mi pęknie.
    John Tornton... no cóż ja mogę powiedzieć ? :wink: "Usta milczą .... dusza śpiewa..."
    Podpisuję się pod wzuszającymi postami Gosi, GosiJ i Alison.
    Ta postać w wykonaniu Rysia jest uosobieniem naszych niewieścich marzeń.
    W scenie pożegnania z Margaret, a potem w scenie peronowej John....zniewala.

    Muszę kończyć. To tyle pierwszych wrażeń, drugie jutro :grin:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje anime

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.