Przyznaje się , że być może nie pamietam już szczegółów. Film widziałam dośc dawno i BARDZO mi sie podobał więc może dopóki sobie nie odświeżę pamięci nie powinnam sie wypowiadać
_________________ przede wszystkim nie jest się królową , aby być szczęśliwą
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11139 Skąd: Hobbiton
Wysłany: Nie 23 Wrz, 2007 21:38
teoretycznie zakonczylo sie przed slubem na samym spotkaniu. Ale slub w domysle... (przynajmniej ja jestem o tym przekonana).
Przyznam, ze film bardzo mi sie spodobal. Nie umiem powiedziec wlasciwie dlaczego. moze przez to cieplo, moze przez Sandre i Keanu. A moze dlatego, ze i ja przezylam podobna historie i jakos sentyment i czulosc sie we mnie odzywaja ...
Dosc czesto lubie wracac do tego filmu. I zawsze prezywam emocje zwiazane z ich spotkaniem...
Dołączyła: 30 Cze 2006 Posty: 9268 Skąd: north london
Wysłany: Pon 24 Wrz, 2007 21:10
Poszłam za ciosem i obejrzałam Il Mare - koreański pierwowzór Domu nad Jeziorem. Film zdecydowanie lepszy, ale trudniej się go ogląda. Bardziej oszczędny w formie, momentami nawet chłodny (wcale nie zachęca, żeby pojechać do Korei ), ale przez to chyba ma większą siłę wyrazu. Niektóre rozwiązania są nieco inne, może to dodatkowo wpływa na to, że jednak ta historia wydaje się prawdziwsza. No i muzyka jest naprawdę wspaniała. Polecam.
_________________ Carry on my wayward son, For there'll be peace when you are done. Lay your weary head to rest, Now don't you cry no more...
Coś tu jest na rzeczy z tym Domem nad jeziorem, bo kiedy oglądałam ten film to mi się podobał, jego klimat, główni bohaterowie, ale te wszystkie zabiegi czasowe i zawijasy akcji zmęczyły mnie na tyle, że właściwie nigdy wiecej nie próbowałam obejrzeć go kolejny raz, choć zostawił po sobie miłe wrażenie...
Co do Domu .... - cała historia ok, ale bez wchodzenia w szczegóły, bo wtedy robi się nieco "bez sensu" (ups).
Pamiętam, że czułam się nieco dziwnie oglądając sceny, w których bohaterka czekała przy pustej skrzynce na listy i za chwilę przychodziła wiadomość "z przeszłości".
Albo scena z drzewem - nawet romantyczna, ale jakoś pozbawiona racjonalnego wytłumaczenia (już nie wspominając, że w ciągu 2 lat drzewo nie urosłoby aż tyle itd., itd.).
Może nie dotarła do mnie cała urokliwość filmu, nie wiem. Jeśli patrzeć na to, jako na współczesną bajkę - ogląda się nawet nieźle, ale jednak nie poczułam się do końca przekonana.
m.
_________________ Nie bez powabów jest ten straszny świat,
nie bez poranków, dla których warto się zbudzić.
Dołączyła: 30 Cze 2006 Posty: 9268 Skąd: north london
Wysłany: Wto 25 Wrz, 2007 19:06
Cieszę się, że nie gadam tak zupełnie sama do siebie
Pomyslałam sobie jeszcze trochę o tych dwóch filmach i właśnie całkowite zlekceważenie kwestii czasu w koncówce Domu oraz pare typowo amerykanskich chwytów sprawia, że przegrywa z Il Mare.
W Il Mare nie ma:
1) spotkania w takim wymiarze i pocałunku w przeszłości bohaterki. Zgadzam się z Gosią, scena motylkowa i bardzo bardzo , ale trochę mało rzeczywista. W Il Mare bohaterowie dwa razy miają sie na stacji i to wystarczy.
2) bohaterka jest uczuciowo związana z innym, ale nie formalnie. Formalnie jest wolna, ale ma bagaż. Myśli o swoim byłym, zstanawia się co by było gdyby sie nie rozstali, aż w końcu prosi bohatera (sorry, ale te imiona mnie przerastają) o pomoc. I to jest naprawdę niesamowita scena, kiedy on czyta ten list. Ona jest jego jedyną prawdziwą miłością, i chce, żeby on jej pomógł zapobiec jej rozstaniu z innym.
No a jeśli chodzi o czas...
W Il mare ostatnia scena jest zarazem sceną początkową. Ona opuszcza właśnie Il Mare i zostawia list. Ale o ile widzimy to życie, w którym on zginął, to na końcu jest to drugie. Zdążyła go ostrzec i nie doszło do wypadku (a wypadek zdarzył się właśnie wtedy gdy miał jej pomóc w sprawie byłego, więc ostrzezenie oznaczało, że pozwala mu odejść...) i teraz nasi bohaterowie się spotykają. Ale ponieważ wypadku nie było, a my jesteśmy w momencie początku filmu, to ona nie miała szansy przeżyć tej całej historii listów. Spotykają się i ona nie wie, kim on jest. Nie ma problemu czasu, a zakonczenie nie jest tak banalne (chociaz ten pocałunek naprawdę był niezły, Keanu... )
Nie ma dwóch kolejnych lat oczekiwania....
W Domu natomiast konieczność zapewnienia widzowi happy endu burzy tą magię zabawy pojęcie czasu i światów równoległych. No bo skoro w scenie końcowej Kate ma świadomość zarówno świata w którym Alex zginął, jak i tego drugiego, to co jest z innymi? Z bratem Alexa? I co sie działo z Alexem przez te kolejne dwa lata... Czekał, jasne, ale to wszystko takie nieco naciągane. Za dużo dziur...
I to powiedziawszy, rozważam powtórkę z Domu ;)
_________________ Carry on my wayward son, For there'll be peace when you are done. Lay your weary head to rest, Now don't you cry no more...
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 13194 Skąd: Babylon 5
Wysłany: Wto 25 Wrz, 2007 20:33
Obejrzałabym Il mare...Ciekawy opis i ciekawe refleksje.
_________________ „I am a Ranger! We walk in the dark places no others will enter."
"From the stars we came. To the stars we return. From now, till the end of time."
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11139 Skąd: Hobbiton
Wysłany: Wto 25 Wrz, 2007 20:39
... ja też.
Mnie Dom nad jeziorem zachwycił swoim spokojem, nostalgią i klimatem. Ale wszedzie słysze, że oryginał lepszy.
A przy tym naprawdę bardzo bardzo lubię kino azjatyckie.
Mój Boże, jak oni ładnie świat fotografują... Przepraszam wszystkich Koreańczyków, bo mnie zaraz na pal wbiją, ale tej sceny z "Pokemonami" to się w ogóle nie daje słuchać...
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 7227 Skąd: Harlan/Deadwood
Wysłany: Czw 27 Wrz, 2007 11:39
Bardzo mi się podoba. Ma ten film zupełnie inny klimat, jest wyciszony; ma świetna muzykę i bardzo mi się podobają aktorzy. Sądzę że jest chyba lepszy niż Dom nad jeziorem.
Dziękuję za możliwość zobaczenia Il Mare: na Damy można liczyć .
Ja nie zaliczałabym Domu do filmów dobrych czy złych, to po prostu chwila wytchnienia, więcej nie należy się spodziewać. To było dla mnie przyjemne wytchnienie, które uleciało z pamięci bardzo szybko.
_________________ Życie jest tym, co ci się zdarza, kiedy pilnie robisz inne plany
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11381 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 25 Gru, 2007 16:25
Obejrzalam "Il Mare" i mam inne zdanie. O ile koreanska wersja nie jest dla mnie jasna i wlasciwie trudno sie zorientowac, w ktorym czasie obecnie jestesmy (sa przeskoki czasowe), o tyle w "Domu nad jeziorem" wszystko dla mnie bylo jasne i bardziej sie wzruszylam. Oczywiscie "Il Mare" ma swoje zalety, jest bardziej ascetyczny, a jednak... jednak wole wersje z Sandra i Keanu, niewatpliwie szale przechylaja dwie sceny ale nie tylko te dwie...
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum