PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Wto 15 Kwi, 2008 21:12
The Moth (Ćma)
Autor Wiadomość
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 02 Sie, 2007 19:51   

Witam z kolejnym fragmentem i przepraszam za tą zwłokę :kwiatek:

Robertowi udało się całkiem sprawnie wspiąć po wisterii i wejść do pokoju przez otwarte okno. Lecz natychmiast otoczył go dym. Po omacku szukał drogi do łóżka, na którym spodziewał się zobaczyć Millie uduszoną dymem. Łóżko było puste. Dotknął ręką narzuty, wyczuwając dłonią coś wilgotnego, wiedział, co to jest nim poczuł jej zapach. Na kolanach przeszukiwał pokój, szukając Millie; a kiedy był pewien, że nie ma jej, podczołgał się do wyjścia.
Całe półpiętro pełne było dymu, choć nie paliło się, natomiast galeria, którą mógł dostrzec przez smog, wyglądała jak jeden wielki płomień ognia, zamierzał zawrócić do pokoju, kiedy usłyszał cichy płacz. Dochodził z krańca sypialnianego korytarza, wyczuł coś leżącego na podłodze, jeszcze nim mógł to dostrzec. To był pies, przesunął ręką po grzbiecie i dotknął czyjejś ręki, palców zanurzonych w sierści. Dławiąc się i kaszląc wyciągnął rękę wyczuwając czyjeś ciało. Znajdowali się na galerii, całej oświetlonej ogniem. Nagle jego rękę przeszył straszliwy ból, ta dłoń, którą wcześniej dotykał wilgotnej od nafty kołdry pałała ogniem. Przez jakąś chwilę starał się nie zwracać na to uwagi, przeciągnął nieprzytomną postać na drugą stronę pasażu. Pies także nie wydawał żadnych odgłosów, kiedy Robert wciągał go na korytarz.
Kiedy już zdołał wnieść ją do sypialni, zamknął nogą drzwi; następnie zaczął klepać ją po buzi. Szlafrok w kilku miejscach tlił się na niej, ale na szczęście wełna gorzej się pali. Natomiast dół koszuli nocnej był cały przypalony.
Kiedy spróbował zdjąć z niej szlafrok napotkał przeszkodę w postaci guzików. Nie mogąc sobie z nimi poradzić rozerwał szlafrok na tlącej się koszuli, gasząc własnymi rękami. Ale kiedy zobaczył przebłysk smugi ognia wokół niej, zerwał ją z Millie, rozglądając się szybko za czymś czym mógłby ją okryć. Jego ręce pospieszyły w kierunku łóżka, wtem zatrzymał się: tylko tego im trzeba, a za chwilę oboje się spalą żywcem.
Chwycił swój płaszcz, który leżał rzucony na podłodze, owinął ją nim i zamierzał podejść do okna, kiedy usłyszał głos dobiegający z tego właśnie kierunku, ‘Jesteś tam? Jesteś?’
‘Taa
’ krzyknął. ‘Pomóż mi z nią’.
Kiedy mężczyzna wszedł do pokoju kaszląc i plując, Robert z trudem łapiąc oddech rozkazał, ‘Kiedy wyjdę na zewnątrz, podaj mi ją’.
‘Ale… ale sam sobie z nią nie poradzisz’.
‘Nie ma innego wyjścia. Nie możemy we dwóch zejść na dół. Poza tym, ona nic nie waży
’.
Dowlekł się do okna, postawił stopę na krawędzi parapetu, tamten natomiast podniósł Millie, bez wysiłku, jakby była dzieckiem i podał ją prosto w ramiona Roberta, parapet obsunął się lekko i mężczyzna zawołał, ‘Nie mówiłem? Nie mówiłem że tak będzie?’
‘Wszystko w porządku, tylko trzymaj mocno. Za chwilę będę na dole. I… zabierz psa’.
‘Psa?’
‘Taa
’, powiedział między jednym oddechem a drugim, ‘leży na podłodze’.
Agnes ruszyła do niego, by zabrać Millie, ale natychmiast została odepchnięta. Wokół niej roiło się od ludzi, nie zdziwiła się słysząc głos doktora Miller’a, ‘Już dobrze, okryj ją’. Stał tak zginając się od kaszlu, nie wyprostował się nim nie usłyszał schodzącego z parapetu mężczyzny, mówiącego ‘Już po niej. Połóż tą biedulkę, trzeba jej skręcić kark’.
‘Nie, nie!
’ Robert natychmiast zabrał psa z rąk tamtego. Futro na łapach i przy uszach było osmalone, ale serce wciąż biło, spojrzał na mężczyznę mówiąc, ‘Jest drogocenna. Później będzie chciała ją zobaczyć’.
Ktoś z oddali powiedział, ‘Wątpię czy będzie jakieś później, biedna mała’.
Doktor Miller stał teraz przy nim, wyciągając do niego ręce, ‘Będziecie mieć tu spore problemy. Trzeba to wszystko jakoś uprzątnąć. Lepiej wsiądź na wóz, do Agnes. Najwidoczniej wie dokąd ma jechać. Położyli już tam Millie. Na miłość Boską, jak się to wszystko stało?’
‘Waters podłożył ogień’.
‘Waters? Nie!’
‘Tak. Od jakiegoś czasu nie było dobrze z jego głową i takie są tego skutki. To miejsce zamierzano sprzedać, a on nie mógł tego znieść, tego i paru innych spraw’.
‘Gdzie jest teraz?’
‘Nie wiem
’. Robert spojrzał tuż za nim. Ludzie zatrzymywali się z wiadrami, stojąc w grupkach patrzyli jak ogień trawi cały dom. ‘Mam nadzieję, że jest martwy’, powiedział, ‘bo jeśli nie, wkrótce tego zapragnie’.
‘Nie mów tak człowieku. Nie mów takich rzeczy
’.
Obydwaj szli w stronę wozu, otoczonego przez sporą liczbę osób, Robert przystanął i powiedział cicho, ‘Wiedziałeś, że coś podejrzanego było w śmierci pana Thormana, prawda?’ Doktor nic nie odpowiedział. ‘No to powiem panu, doktorze, że jeśli coś się stało panience Millie, a Waters nadal żyje, opowiem panu wszystko, co wiem o tamtym wypadku. Chcę mieć pewność, że znajdzie się tam gdzie nikomu już nie wyrządzi krzywdy, bo wiedząc, w jakim jest stanie umysłu, jestem pewien, że Agnes będzie następna’.
Doktor nie okazał zdziwienia słysząc Roberta wypowiadającego imię Agnes; to on przeważnie jako pierwszy dowiadywał się o skandalach i plotkach. ‘Idź już’, odpowiedział; ‘Niebawem do was przyjadę. I nie dotykaj swoich rąk, nim ich nie opatrzę. I połóżcie Millie do łóżka. To wszystko teraz. Przyjadę do was jak najszybciej’.
Robert podszedł do furmanki. Millie leżała, niemal niewidoczna spod dużej ilości płaszczy. Agnes siedziała przy niej, cała drżała, z twarzą pobladłą, wpatrzona w jeden punkt. Popatrzyła na niego, nie powiedzieli słowa. ‘Poprowadzę. Proszę, daj jej psa’. Stał tuż obok, czekając aż mężczyzna położy zwierzę na jej kolanach.
Poprowadzono wóz, ktoś podał mu uprząż, ale kiedy spróbował ją chwycić, ból w dłoniach stał się do tego stopnia nieznośny, że zgiął się wpół. ‘Pomogę ci, pozwól’, natychmiast znalazł się przy nim jeden z mężczyzn, mówiąc do innego, ‘Pomóż mi’. We dwóch dźwignęli go i posadzili na siedzeniu. Ale widząc, że Robert nie może dotknąć lejcy, młodszy z mężczyzn skoczył naprzód, ujmując uprząż zakrzyknął, ‘Wioo! No już’.
Kiedy jechali drogą, młody chłopak zaczął opowiadać, ‘Od lat nie widziałem takiego pożaru. Oj tak, spisał się dobrze. Mówią, że to robota starego Waters’a. Coś mu się poprzestawiało w głowie. No naprawdę, to była nie lada rzecz, jaką zrobiłeś, wspiąć się po tym bluszczu i sprowadzić panienkę na dół. Ale coś mi się widzi, że nie dostaniesz za to żadnego medalu, musiałbyś być w mundurze, by być docenionym przez innych. Ja pracuję w kopalni, więc mam dobrze, ale mój brat jest urzędnikiem, białe kołnierzyki, rozumiesz, a tego nie da się ukryć, no i dostał białe piórko w zeszłym tygodniu. Jeśli się tylko dowiem kto to zrobił, wsadzę mu je w jedną część ciała, a wyjmę drugą. Tak samo by zrobił nasz Lance. To mój starszy brat. Jest drwalem. To ten co wspiął się na parapet i pomógł ci zejść na dół. Jest silny jak koń, o stalowych mięśniach, choć na takiego nie wygląda. Wszyscy tacy jesteśmy. A kim ty jesteś?
Dużo wysiłku kosztowało Roberta udzielenie odpowiedzi, ‘Stolarzem’. Czuł się chory; nigdy nie doświadczył takiego bólu. Patrząc wstecz, pomyślał, że nigdy nie cierpiał, nawet fizycznego bólu. Tylko raz wyrwano mu zęba. Uważał to za coś okropnego, ponieważ chodził z bolącym zębem przez trzy tygodnie, tak się bał dentysty. Ale teraz… nawet nie mógł nadać określenia temu, co czuł, cierpienie doprowadzało go do szału.
Powtarzał sobie, że ma poparzone tylko ręce, a jednak całe jego ciało trawił ból. Chciał zapłakać. I biedna Millie. Miał nadzieję, że jej nogi nie poparzyły się bardzo, oby nie cierpiała tak jak on teraz. Ale ten biedny pies, musiał być teraz w agonii. Powinien pozwolić by go zakopali.
Stolarz? A to zabawne, zawsze chciałem być stolarzem. Strugam często różne rzeczy, robię takie tam, rozumiesz. Gdzie pracujesz?’
‘Mam swój własny interes
’. Przecież miał. No właśnie, miał intratny biznes, ładny dom, i zamierzał ożenić się ze wspaniałą, cudownie piękną kobietą, i chciał zbudować dla niej dom, otoczyć go drewnem, zrobić meble. Tak właśnie mówił. Czy takie było jego przeznaczenie? Gdyby był religijny pomyślałby, że Bóg wystawia na próbę jego dumę, bo czyż kiedykolwiek jeszcze będzie mógł pracować własnymi rękami? Mały palec i kolejny obok na jego prawej dłoni wyglądały jak złączone. A może to tylko bród i skóra. Trzymał ręce uniesione w górę, jakby chłodne powietrze nocy mogło ukoić ich mękę, młody mężczyzna powiedział, ‘Przez jakiś czas będą ci przeszkadzać’.
Tak, przez jakiś czas, oby tylko jakiś czas.
Kiedy wjechali na podwórze, jego towarzysz rzekł, ‘O, to tutaj mieszkasz? Często tędy przejeżdżałem. To ładny dom. Wiedziałem, że to dom stolarza, był tu w okolicy znany. Stoi tu już trochę, prawda? Zainstalujesz je na górze? To znaczy, dlatego je tu sprowadziłeś?’
‘Tak. Tak. Ugoszczę je na górze’.
‘Pracowałeś dla nich?’
‘Pracowałem
’. Boże! Niech się wreszcie zamknie.
No cóż, nie spodziewałbym się podziękowań, z tego, co o nich słyszałem. Biedni jak myszy kościelne, a mimo to zadzierają nosa, mężczyźni. A jedna z córek zadała się z robotnikiem. Moja matka zawsze mawiała, że wyedukowane kobiety są pełne frustracji, cyniczne, wezmą cokolwiek się nawinie. Mówią, że ten mężczyzna pracował u nich, a ona go zwyczajnie wykorzystywała. Musiałby być naiwny wierząc, że coś z tego wyjdzie. Oni nigdy nie zdradzą swojej sfery, a na pewno nie tak często’. Przycichł, kiedy spojrzał na twarz Roberta, ciemną i groźną, płonące gniewem oczy, w końcu do niego dotarło, choć trochę za późno, z kim dzielił się miejscowymi plotkami. Matka mówiła mu często, że za dużo gada. Wykrztusił teraz, ‘Czy… czy pomóc ci zejść na dół?’ Robert tylko odburknął, ‘Nie, nie musisz. Wystarczająco już mi pomogłeś’. Ześlizgnął się z siedzenia, łokciami trzymając się boków wozu, zawisł w powietrzu i szybko zeskoczył na ziemię. Nagłe szarpnięcie przeszyło jego ciało bólem, który osłabił go na moment, lecz zaraz rzucił ostatnie groźne spojrzenie na mężczyznę, niosącego Millie, nim ruszył za nim do domu. Alice załamywała ręce, pytając, ‘Na miłość boską! Dobry Boże! Co to znaczy? Co się stało?’
Kiedy zobaczyła Roberta, ręce wyciągnięte na boki, zapłakała, ‘Co się stało?’
‘Pożar; spłonął cały dom. Waters to zrobił. Czy pójdziesz do niej… do nich? Doktor Miller powinien tu zaraz przyjechać… ale Ciociu’.
‘Tak, mój drogi? Tak?
’ Patrzyła na niego. ‘Czy nie będziesz miała nic, przeciwko jeśli wyślę kogoś po flaszkę? Butelkę brandy lub whisky, cokolwiek?’
‘Nie, oczywiście, że nie mam. I nie kłopocz się, sama się tym zajmę. Usiądź w saloniku. Ja się tym zajmę. Tak. Któryś z Parkinsów pójdzie; mają rowery
’.
Wybiegła z pokoju, a on zsunął się na fotel, na chwilę zapomniał o całym bólu, mógł tylko myśleć o słowach tamtego chłopaka i o tym jak inni mogą zohydzić życie. Jakże mogli zbrukać coś tak pięknego, lecz raz splamione, nic już nie zdoła tego zetrzeć, to będzie zawsze szło za nimi. Czy postępował dobrze, pozwalając jej na ten krok?
Czy dobrze? Jego prawa ręka. Kim teraz będzie, z jedną sprawną dłonią? Boże! Przecież nie może z niej zrezygnować, czy na pewno?

A niebawem rozdział ostatni :wink:
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Czw 02 Sie, 2007 20:11   

Jak to milo, ze nie dal skrzywdzic pieska :D
Dzieki Moniko! :kwiatek:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Czw 02 Sie, 2007 21:55   

Biedulek z tymi łapeczkami :(
Ale fajny facet i my go kochamy :-D
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 02 Sie, 2007 22:08   

Dzięki Moniaczku :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pią 03 Sie, 2007 18:12   

Dziękuję Moniczko :kwiatek:
Ale dramatyczny fragment.
I tak zbliżamy się dużymi krokami do finału :cry2:
_________________
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 16 Sie, 2007 15:34   

Rozdział 13

Dom spłonął niemal dostrzętnie. Jedynymi przedmiotami, które zdołano uratować były porcelana i naczynia kuchenne. Wyniesiono je na zewnątrz zdala od ognia, lecz rano nie było już po nich śladu. Kiedy uprzątnięto całe rumowisko, które runęło z pierwszego piętra na hall, odnaleziono zwęglone ciało Dave’a. Tą wiadomość dla Alice dostarczył jeden z chłopaków, pracujących w sklepie, zaniosła nowinę na górę, do sypialni, gdzie Robert i Agnes czuwali przy Millie. Wywołała z pokoju Agnes. Szeptem opowiedziała, co się stało, ‘Odnaleziono ciało pana Waters’a’.
Agnes przez chwilę stała w ciszy. Wreszcie, spoglądając na ciepłą twarz kobiety stojącej naprzeciw niej rzekła, ‘Ta wiadomość powinna mnie zasmucić, pani Bradley, lecz jedyne, co mogę czuć to ulga, przez ostatnie noce rozmyślałam nad nim, że może gdzieś się tam błąka, kryje, ponieważ nikt nie widział jak wchodził wtedy do domu. Ale chyba dobrze się stało. Tylko żal mi Peggy… jego żony’.
‘Tak, zawsze cierpią ci, co muszą żyć dalej; umarli nic nie czują. Powiesz mu?’
‘Oczywiście, wkrótce’.
‘Na dole czeka na was posiłek, jeśli zgłodniejecie. Posiedzę wtedy przy niej’.
‘Dziękuję’
.
Wróciła do pokoju, Robert zadał nieme pytanie spojrzeniem, na co Agnes odpowiedziała, ‘Później, później ci wszystko powiem’. Millie zaczęła jęczeć i poruszać się niespokojnie we śnie, pochyliła się natychmiast nad nią, odgarnęła włosy z czoła, mówiąc, ‘Już dobrze, kochanie. Już dobrze’.
Millie odzyskiwała siły powoli, na tyle na ile mogła, zgodnie z tym, co mówił doktor Miller, jej serce nigdy nie było silne, teraz zaś nadwerężone, na skutek dymu i poparzonych nóg, było niezwykle umęczone. Lecz, jak mówił doktor, przy dobrej opiece może bić przez tydzień, miesiąc, a nawet i rok; choć jednocześnie może przestać bić w każdej chwili.
Co do stanu rąk Roberta, kiedy pierwszy raz je odbandażował, doktor skwitował je pełnym zwątpienia głosem, ‘No tak, obawiam się że na leczeniu szpitalnym się to skończy. Te dwa ostatnie palce są przypalone niemal do kości. I to właśnie na prawej dłoni, szkoda ich. Opuszki palców lewej dłoni nie są wcale w lepszym stanie. Ale obecnie przeszczepy są na dobrym poziomie, w ostatnich miesiącach mamy spore doświadczenie, jeśli o to chodzi. Możesz zapisać się do Royal Victoria w Newcastle, jako pacjent ambulatoryjny, nim się tobą zajmą. Najważniejsze to żebyś odzyskał czucie w palcach. O tak, tak’ – pokiwał głową – ‘wiem, że teraz czujesz się tak, jakbyś już nigdy więcej miał nimi nie poruszyć’.
Kiedy spytał niepewnym tonem ‘Czy… czy będę w stanie wykonywać dalej swój zawód?’, doktor odpowiedział, ‘Dlaczego by nie, po pewnym czasie. Mężczyźni radzą sobie z jedną ręką, a niektórzy nawet i bez nich. Nie martwiłbym się na twoim miejscu, po prostu daj sobie czas. Ale w między czasie nie próbuj oszukiwać sam siebie: będziesz je czuł, nie są w najlepszym stanie’.
I to właśnie, jak myślał Robert, przez kolejne czterdzieści osiem godzin, było pewnym niedomówieniem. Pierwszej nocy wypił trzy duże whisky, lecz wciąż nie był w stanie zamknąć oczu; nic nie mógł zrobić, unieść szklanki czy filiżanki od ust. Popijając whisky rozmyślał, nad tym, że kilka tygodni wcześniej śmiał się z ciotki, całkowicie antyalkoholowej, która nie znała smaku nawet imbirowego piwa…
Siedzieli na dole, Agnes, po pokrojeniu mięsa i warzyw na talerzu Roberta wkładała mu do ust kęs po kęsie, on natomiast wzdychał w między czasie, na co ona beształa go słowami, ‘Nie bądź niemądry, masz to wszystko zjeść’.
‘Och, Panie
’ – potrząsnął głową – ‘to i do tego doszło’.
‘Tak, do tego doszło
’ – powtórzyła – ‘ i nic nigdy nie sprawiło mi większej przyjemności’.
‘Łatwo cię zadowolić
’. Wymamrotał z buzią pełną jedzenia.
I tu się mylisz’. Chwyciła chusteczkę i wytarła jego usta. A on, schylając głowę w dół odparł, ‘To upokarzające’.
‘Wolałbyś może pielęgniarkę w szpitalu?’
‘Tak, tak, wolałbym’.
‘W takim razie
’ – obeszła stół i usiadła przy swoim posiłku – ‘zajmiemy się tym. Porozmawiam z doktorem Millerem, kiedy przyjdzie dziś po południu i powiem, że chcesz iść do szpitala’.
‘Nie odważysz się
’. Uśmiechali się do siebie, zapytał, ‘Co chciała Cioteczka?’ Nim odpowiedziała, przez kilka następnych sekund zajęła się swoim talerzem, w końcu odpowiedziała, ‘Znaleźli Dave’a’.
Siedział nic nie mówiąc, on również zastanawiał się nad Watersem, czy gdzieś ten starzec się ukrywa, by w odpowiednim momencie uderzyć.
Spłonął do cna’.
Patrzył nad nią. Wybrał wtedy złą drogę, pewnie zaczadział nim dopadł go ogień. Ale jakąkolwiek poszedł drogą, czuł ulgę, że jego już nie ma, mógł wreszcie oddychać.
Myślisz, że powinnaś odwiedzić Peggy?’ zapytał.
Tak, zamierzam to zrobić. To będzie przykre, straszne. A jednak sądzę, że i jej ulżyło, wiedziała, co się z nim dzieje’.
Spojrzał na swoje ręce, spoczywające na stole, dwie wielkie białe bandażowe bryły. Nie minęły jeszcze dwa lata odkąd przybył do tej części kraju, pomyślał, a od samego początku wszystko zaczęło się misternie psuć: spotkanie Millie nad jeziorem; powiększające się animozje z Nancy Parkin; sprawa z Carrie i ugodzenie nożem – które mogło go zabić – odejście do Foreshaw; ten moment kiedy pierwszy raz ją dotknął, podnosząc z ziemi; morderstwo pana; nocna wizyta jego wuja, błagającego go o przebaczenie, już się nigdy z tego nie podniósł, jedyną jasną stroną był testament i uczucie niezależności które wraz z nim nadeszło. Ale to światło przyćmiło, dzień po dniu był śledzony przez Waters’a; wiedział, że ten szaleniec znał każdy jego ruch.
I wreszcie tamten dzień, w narzędziarni, kiedy po raz pierwszy ją pocałował. Nigdy tej chwili nie zapomni, to był początek zmian. Wtedy niemal nie udusił jej brata. I znowu wynurzyło się światełko w tunelu, radość: ‘Czy poślubi mnie pan, panie Bradley?’ Och, była cudowna, cudowna. Patrzył na nią. Czy nadejdzie dzień, kiedy przestanie go kochać, kiedy zobaczy, kim jest, zwykłym, prostym człowiekiem? Ale przecież nigdy nie udawał przed nią kogoś kim nie był, nigdy też nie mógłby się zmienić. Nie chciał się zmienić, może tylko w jednym przypadku: uczyć się więcej, więcej poznać nowego. Tak, to by ją ucieszyło. Pomoże mu, wiedział, że taka jest jej natura. Gdyby tylko miał pewność, że z jego rękoma będzie znowu wszystko dobrze. To poparzenie zrobiło dla niego przynajmniej jedno, odroczyło jego zaciągnięcie się, nie było mu przykro z tego powodu. Och nie, na Boga, wcale nie było mu przykro. Nie chciał być żadnym bohaterem. Życie stolarza było znacznie lepsze niż odznaczenia zmarłego żołnierza.
O czym myślisz?
Uśmiechnął się do niej. ‘Myślałem o tobie’, powiedział; ‘Zawsze myślę o tobie’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Czw 16 Sie, 2007 16:35   

Jak piękna koncówka!
Moniczko dobra robota, dzięki wielkie :kwiatek:
_________________
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 16 Sie, 2007 16:38   

Ale to nie koniec :wink: Jeszcze kilka stronic...
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Czw 16 Sie, 2007 17:01   

O mamciu, ale to ładne :-D
Monisiu :kwiatki_wyciaga: i do kawki przy tłumaczeniu reszty :tort:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Czw 16 Sie, 2007 17:37   

I jest troche przemyslen Roberta :D
Dzieki Moniczko :hello:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 17 Sie, 2007 14:49   

Kiedy się pobierzemy?
Och, była taka urocza. Odchylił głowę do tyłu i zaczął się śmiać. Powiedzmy, że Polly Hinton, Nancy Parkin, czy którakolwiek inna znajoma mu dziewczyna wypowiedziałaby to pytanie, a on zatrwożony niczym lękliwy młokos odpowiedziałby takiej, ‘Posłuchaj no panienko. Kto mówił cokolwiek o małżeństwie?’ Cwane małpiszony, większość z nich taka właśnie jest. A jednak, oto była przy nim ona, dama, dama, którą zawsze dla niego była, mówiąca mu, ‘Kiedy się pobierzemy?
Przez chwilę zapomniał o tym stałym, dojmującym bólu swych rąk i ramion, wykrzywiając komicznie twarz odpowiedział, ‘Mówiąc o tym, to zastanawiam się czy nie zmienić zdania’.
W ciągu ostatnich kilku dni zmieniła się tak bardzo, dni, które wydawały się być latami, że w spokoju dokończyła krojenie kawałka steku i dokładnie go przeżuła, nim rzekła, ‘Na pana miejscu przemyślałabym to raz jeszcze. To jest złamanie przyrzeczenia małżeństwa’.
Była zadowolona widząc go tak rozbawionym, wiedząc jak musi cierpieć i przez co przeszedł w ciągu ostatnich dni. Spojrzała przez stół, z miłością bezwstydnie widoczną w spojrzeniu, zapytała siebie, czy kiedykolwiek znudzi się tym mężczyzną? Czy nadejdzie czas, kiedy przyzna rację tym, którzy mówili, że olej i woda nie łączą się? Nie, nigdy. Ta woda i ten olej zlały się już w jedną substancję.
Powiedział teraz cicho, ‘Jak to można załatwić, to znaczy jak prędko?’
‘Za specjalnym pozwoleniem, tak słyszałam, albo tak szybko jak szybko będziesz w stanie włożyć obrączkę na mój palec’.
‘Ach tak!
’ Zachichotał cicho. ‘Dobrze’. Pokiwał głową. ‘Niech więc tak będzie. Zawiadomisz braci?’
‘Nie. To nie jest ich sprawa’.
‘Sądzę, że porucznik Stanley jest odmiennego zdania’.
‘Cóż, co ma być to będzie. Im szybciej tym lepiej. Jeśli rzecz jasna zgadza pan się z tym, panie Bradley?
’ Uśmiechnęła się rozbrajająco. Odpowiedział tym samym, ‘We wszystkim, panno Thorman. We wszystkim’.
Wstała od stołu i stanęła za Robertem, objęła ramionami jego szyję i pochylając się do przodu pocałowała go; w końcu powiedziała, ‘Nigdy nie byłam tak szczęśliwa… gdyby tylko Millie’, to ostatnie dodała w myślach. Odwrócił twarz do niej, ‘Mało jeszcze wiesz, nawet połowy tego’.
Błysk w jego oku upewnił ją, że mówi nieprzyzwoicie. Uderzyła go lekko w policzek mówiąc, ‘Zamierzam się nauczyć’.
‘Och, Aggie
’. Obrócił się na krześle i objął ją mocno. Jego ręce sterczały tuż nad jej plecami, lecz łokciami przycisnął ją do siebie, patrząc jej głęboko w oczy powiedział, ‘Nie wiem, co bym zrobił, gdybym ciebie nie spotkał’. Ona odparła trzeźwo, ‘Pytanie, co ja bym zrobiła bez ciebie, Robercie? Cóż mogłabym zrobić ze swoim życiem gdybym cię nie spotkała? Aż do śmierci będę dziękować Bogu za ciebie’.
...
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pią 17 Sie, 2007 16:57   

No proszę jaki Robert dowcipny :-D

Całkiem udana ta końcówka, szkoda że to tylko parę kartek.
Moniczko :kwiatek:
_________________
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 25 Sie, 2007 15:39   

Dwa dni po pogrzebie Dave’a Waters’a Agnes znalazła się na Birtley, pukając do domu Maggie. Drzwi otworzyła Ruthie, która zdziwiona przez chwilę stała z lekko otwartymi ustami, a następnie odwróciła głowę i rzuciła spojrzenie ku pokojowi, który najwyraźniej był używany jako kuchnia i salon, popatrzyła na matkę, siedzącą przy stole, wokoło którego tłoczyły się meble. Nie rzekła jednak ani słowa.
Czy mogę wejść, Ruthie?’ zapytała Agnes.
Och, tak, panienko. Oczywiście, proszę panienko. Mamo, przyszła…’.
‘Wiem, kto przyszedł
’. Peggy wstała od stołu, nie spuszczając wzroku z Agnes.
Pomyślałam, że przyjdę zapytać jak sobie radzicie, Peggy’, powiedziała Agnes, czując zażenowanie.
Jak sobie radzimy? To miłe ze strony panienki, miłe, że znalazła panienka czas. Szkoda tylko, że nie znalazła panienka czasu by przyjść na pogrzeb Dave’a’.
‘Ja… nie mogłam się zmusić do tego. Ja… jest mi naprawdę przykro. Miałam nadzieję, że zrozumiesz’.
‘Tak, tak, rozumiem, panienko. Rozumiem, że są ludzie pamiętliwi, są też i tacy którzy poświęcili swe życie rodzinie, tak jak to zrobił Dave, a teraz zapomina się o nim. Miał swoje wady. Tak, lecz jego największą winą była troska jaką was otaczał. Aż za bardzo o was obie dbał, a zwłaszcza o panią. A pani swoim zachowaniem go zraniła. O tak, tak było
’. Pokiwała głową na te słowa. ‘Nie zachowałby się w ten sposób, w jego głowie nic by się nie pomieszało, gdyby panienka nie zbłądziła, że tak powiem. Właśnie to go doprowadziło do ostateczności. Och!’ Odwróciła się i podeszła do pieca, stawiając na nim czarny czajnik, mówiąc dalej, ‘Nadal nie rozumiem, jak może panienka to robić, taka jak ty, tak się zniżyć…’.
‘Nie zniżam się, Peggy. Zamierzam poślubić dobrego, uczciwego człowieka, równego, a może i lepszego niż ci wszyscy tak zwani dżentelmeni, których znam’.
‘Ach tak
’. Zobaczyła jak Peggy wznosi oczy na sufit wołając, ‘Nigdy w życiu nie sądziłam, że na własne uszy usłyszę takie rzeczy. Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam’.
‘Zrobiłaś, co chciałaś
’. Głos Agnes zmienił się w opryskliwy ton. ‘Ty i Dave prowadziliście dom jakby był waszym. Jeśli mówimy otwarcie to powiem ci, że oboje korzystaliście ze swobody, o jakiej żaden inny służący nie ośmieliłby się marzyć. Byliście traktowani jak członkowie rodziny, i powiem jeszcze to, ani ty, ani Dave nie traktowaliście podwładnych sobie, z taką samą delikatnością i rozwagą, jaką otrzymaliście. Przyszłam tu, by spytać się czy mogę być dla ciebie wsparciem, ale widzę, że nic z tego. Do widzenia’.
Odwróciła się na pięcie, przeszła przez pokój, była w połowie drogi, przy której stały dwupokojowe domy, kiedy usłyszała głos, ‘Panienko! Panienko!’
Zatrzymała się i stanęła oko w oko z Ruthie, której głos brzmiał płaczliwie, ‘Niech panienka się nie obraża, ona nie jest sobą. Zgorzkniała, jest cierpka dla mnie, dla wszystkich. Och, panienko’ – potrząsnęła głową – ‘nie podoba mi się takie życie. Nie podoba mi się to miejsce. to dom Maggie. Ona cały dzień pracuje i na dodatek spodziewa się, wie panienka, będzie miała dziecko, a Mama tylko o nią dba, ja się już nie liczę. Panienko, czy mogę o coś spytać?
Oddychając spokojniej, Agnes odrzekła, ‘Oczywiście, Ruthie, oczywiście’.
‘Chodzi o to. Czy panienka kogoś nie potrzebuje? Jakaś pomoc w posługach, tam gdzie jest panienka z panienką Millie? Z ochotą bym się najęła. Zrobię wszystko byle się stąd wynieść. Nie zatęskni za mną. Poza tym, zawsze wiedziałam, że woli Maggie bardziej ode mnie, od czasu, kiedy Maggie się pojawiła. Maggie jej kadzi, pochlebia, ja nigdy tego nie umiałam. I jest jeszcze ten Greg. Nie jest za grzeczny, od kiedy tam jesteśmy. Myślę, to znaczy wiem, że jakoś ułoży się z Mamą, ale chce żebym ja się wyniosła. Widzi panienka, tam są tylko dwa pokoje, małe i niewygodne. Śpię na rozlatującym się łóżku. Och, panienko, życie się teraz bardzo odmieniło’
.
Agnes wyciągnęła rękę i położyła na ramieniu Ruthie, mówiąc, ‘Sądzę… sądzę, że potrzebna będzie nam jakaś pomoc, ale o tym muszę porozmawiać z’ – przerwała na moment – ‘z Robertem i…jego ciotką. Zamierzają wybudować nowy dom a to oznacza więcej pracy. A właściwie to posłuchaj. Daj mi kilka dni; przyjdź w piątek. Ale jesteś pewna, że twojej matce nie będzie przykro?’
‘Czy będzie zdenerwowana, czy ucieszona, to nie ma znaczenia. Muszę się stąd wydostać. Mogłabym pracować przy zaopatrzeniu amunicji, ale musiałabym wynająć mieszkanie, a nie lubię wynajętych mieszkań, nie mogłabym do nich przywyknąć’.
‘No dobrze, Ruthie, postaram się to załatwić. Do widzenia i nie martw się; wszystko będzie dobrze’.
‘Do widzenia panienko. I dziękuję, dziękuję
’.
Agnes dotarła do wzgórza, gdzie zostawiła wóz pod opieką chłopca. Dała mu trzy pensy, wspięła się na siedzenie i pokierowała konia w stronę domu, myśląc intensywnie. No cóż, to już koniec, nic więcej nie ma prawa się stać.
Lecz coś stać się miało.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 26 Sie, 2007 20:46   

Dzięki Moniaczku :kwiatki_wyciaga: -

ale przerwałaś w momencie... :wink: przyznaj sie - ABT Cię wyszkoliło :oklaski:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 27 Sie, 2007 10:42   

Dziękuję za kolejne tłumaczenie Moniko i korzystając z okazji chciałam podziękować Tobie za założenie tego wątku i wszystkie tłumaczenia, które tak dzielnie wklejałaś. Gdyby nie Ty nigdy nie dane by mi było poznać tej powieści.

Dziękuję za Twój wysiłek i serce, które włożyłaś w tą powieść.

:kwiatki_wyciaga:
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pon 27 Sie, 2007 19:27   

Moniko, bardzo dziękuję za kolejny fragment :kwiatek:
_________________
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 27 Sie, 2007 21:21   

Magusiu, a jak myślisz :mrgreen:
Nicol, niezmiernie mi miło, cieszę się że się podoba :wink: Co do napisów o których pisałaś, takowych nie ma, przykro mi, ale może kiedyś ktoś się o nie pokusi.
_________________

Następnego ranka dostała list od Stanley’a. W swej treści zawierał groźbę, która wywołała na twarzy Agnes cyniczny uśmiech. Zaczynał się niezwykle lakonicznie:

Droga Agnes,
Dotarła do mnie wiadomość, że zamierzasz poślubić tego robotnika. Postąpisz tak, a ostrzegam cię, występując w imieniu Arnolda, jako głowa naszej rodziny, mam prawo umieścić Millie w Instytucie, i to właśnie uczynię niezwłocznie w wypadku poczynienia przez ciebie kroku, o którym tak okrutnie wszem i wobec ogłaszasz…


Usiadła i skreśliła to, co następuje,

Drogi Stanley’u
Masz wszelkie prawo by przedsięwziąć wszelkie stosowne kroki w stosunku do Millie, które w twoim mniemaniu są z korzyścią dla niej. W każdej chwili możesz zapytać doktora Miller’a, kiedy można ją stąd zabrać.

Podpisała się krótko, Agnes.

Tuż przed Nowym Rokiem otrzymała kolejny list od Stanley’a. Ruthie przyniosła go jej, kiedy siedziała w salonie, masując palce Roberta. Jego lewa dłoń nie była już zabandażowana. Skóra na niej była popękana i chropowata, pod kciukiem zaś nie było śladu po wyściółce. Dwa palce prawej ręki były nadal owinięte, lecz pozostałe, podobnie jak na lewej były sztywne, całe pokryte bliznami. Wzięła list od Ruthie, mówiąc, ‘Dziękuję, Ruthie;’ dodając, ‘Czy mogłabyś przygotować nową herbatę? Zaschło mi w gardle’. Ruthie uśmiechnęła się szeroko. ‘Ależ oczywiście, proszę pani’, powiedziała. ‘Za chwilę przyniosę’.
Agnes pochyliła się nad Robertem z uśmiechem, który on odwzajemnił. Po raz pierwszy w życiu ktoś zwrócił się do niej proszę pani, powiedział, ‘Teraz jesteś panią. No! No!
Rozcięła kopertę, mówiąc, ‘Staraj się otwierać palce, poruszać nimi’. Odpowiedział na to, ‘Ależ po co, jeśli mam ciebie, która nimi porusza za mnie’.
Pokręciła głową chmurnym ruchem, a następnie zabrała się za czytanie. Znów był od Stanley’a, tym razem znacznie bardziej zwięzły i nieco bardziej uprzejmy.

Droga Agnes,
Czy mogłabyś spotkać się ze mną w czwartek, czyli jutro, o trzeciej na podwórzu stajennym. Oczywiście, jeśli termin ci odpowiada.
Twój, Stanley
.

Podniosła brwi, rozpostarła list, pokazując go Robertowi, wskazując zwłaszcza na ostatnią linijkę, ‘jeśli termin ci odpowiada’.
‘Zamierzasz jechać?’
‘Ależ tak, pojadę; i zamierzam rozkoszować się tym spotkaniem’.
‘Chciałbym tam być z tobą’.
‘Będziesz, duchem
’. Głos jej ścichł, pochyliła się, dotykając palcami jego ust, ‘Teraz i zawsze’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Wto 28 Sie, 2007 08:36   

Moniko, bardzo dziekuje za kolejny fragment :kwiatek: i za informacje o napisach. Film jest cudowny w oryginale, więc na pewno obejrzę go kilka razy, przez co zwiększam swoje szanse na naukę języka. Ale przyznam szczerze, gdybym wcześniej nie śledziła tego wątku miałabym ogromne trudności w zrozumieniu dialogów.

Dziękuję raz jeszcze!!!
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Wto 28 Sie, 2007 11:10   

Ach okropny ten Stanley.
Dziękuję Moniko :serce:
_________________
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 28 Sie, 2007 13:18   

Giteczko kochana :serce: Ja Tobie dziękuję za założenie tego wątku, pewnie gdyby nie Ty nie starczyło by mi zaparcia by przetłumaczyć The Moth.
Masz rację Nicol, ten film jest cudowny, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam dziesięć lat temu, pomyślałam że dawno nie widziałam tak uroczej historii miłosnej. I od tamtej pory szukałam nieustannie tego filmu i znalazłam w końcu, marzenia się spełniają :wink:

A teraz już koniec...

Kolejnego dnia, popołudniu, wyruszyła dwukołówką. Po raz pierwszy od tamtej nocy, kiedy stamtąd odeszła widziała znów dom, okna wciąż się dopalały, ogień oświetlał niebo. Nie zostało nic poza ciemnymi, zwęglonymi ścianami. Zdawało się jakby szarańcza, która zżera drewno wgryzała się w nie, ponieważ nie ostała się ani jedna, okienna framuga. Ani jedne drzwi, z tego, co mogła zobaczyć. Ten widok zasmucił ją. Wjechała wozem za róg domu, na podwórze stajenne, by za chwilę ujrzeć Stanley’a nachylającego się nad jednym z końskich boksów.
Natychmiast ruszył w jej kierunku, by pomóc jej zsiąść na ziemię, stali tak patrząc na siebie. Mimo wszystko, pomyślała, jesteśmy przecież bratem i siostrą, rzekła do niego, ‘To okropny widok, nieprawdaż?’
‘Straszny
’.
Odwrócili się i podążyli do frontu domu, dało się słyszeć niemal płacz w jego głosie, kiedy powiedział, ‘Nie pozostał choćby kawałek mebla, cokolwiek i ani grosza z ubezpieczenia’. Obrócił się twarzą do niej, w jego głosie zaszła zmiana, ‘Dlaczego o to nie zadbałaś?’
‘O czym ty mówisz, o co nie zadbałam? O opłatę ubezpieczenia?’
‘Dokładnie o to mi chodzi’.
‘Stanley
’ – potrząsnęła głową – ‘czy kiedykolwiek miałam coś do powiedzenia w kwestii pieniędzy?’ Wyciągnęła ramię, wskazując palcem w przestrzeń przed siebie. ‘W zeszłym roku mogłam sobie pozwolić na kupno jednej sukienki. Arnold pozostawił tobie wszelkie dyspozycje. To ty powinieneś zająć się ubezpieczeniem. To ty zarządzałeś pieniędzmi, płaciłeś służbie. Miałeś pieniądze na spłatę długów. Czy choćby raz przyszedłeś do mnie i powiedziałeś, mamy sporo gotówki, możesz się tym zająć?’
‘Powinnaś mi przypomnieć’.
‘Przypomnieć!
’ Podniosła głos. ‘Pamiętasz jak raz na ciebie krzyknęłam, tak jak na ojca niegdyś, że ubezpieczenie na dom nie zostało zapłacone, jedynie adwokaci pilnowali tego, z powodu hipoteki?’
‘Nadal jednak twierdzę, że wiedziałaś znacznie więcej niż ja. Powinnaś wiedzieć’.
‘Zamknij się wreszcie! Nie zrzucaj winy na mnie, za długo to robiłeś, wy wszyscy’.
‘Ależ zrzucam winę na ciebie. Kobiety powinny zajmować się takimi sprawami. Czy wiesz, że nic nie zostało, tylko ziemia? A co ona warta? Arnold, z uwagi na to, co zaszło obciął mi pensję, twoją zresztą także’.
‘Och, to nieważne
’. Roześmiała się.
Nieważne? To powiem ci coś jeszcze. Ma zamiar do ciebie napisać i jako głowa rodziny zakaże ci poślubić tego człowieka. Powiedział, że jeśli to zrobisz, wyrzeknie się ciebie. My wszyscy wyrzekniemy się. Ośmieszasz nas. Może nie mamy pieniędzy, lecz wciąż mamy nazwisko, na które trzeba zważać’.
‘Może ty masz Stanley, Arnold i Roland, lecz ja wczoraj swoje zmieniłam
’. Obserwowała jak otwiera usta, jak oczy mu ciemnieją, kiedy wymamrotał, ‘Co takiego? Nie wolno ci! Nie zrobiłaś tego’.
‘Mogę i zrobiłam, Stanley. Jestem od teraz panią Robertową Bradley’.
‘Mogliśmy… mogliśmy temu zapobiec…’.
‘Nie bądź niemądry. Zachowujesz się jak jakiś wiktoriański ojciec. Może jeszcze powiesz, że zbijesz go picrutą?’
‘Na Boga! Tak zrobię’.
‘Chciałabym to zobaczyć. Robert mógłby cię wgnieść w podłogę, Stanley, jedną ręką spaloną niemal do kości. A dlaczego nie pójdziesz i nie anulujesz tego? Tak się robi, prawda? Moja córka pomyliła się, moja siostra zrobiła błąd, to trzeba unieważnić, nie było skonsumowane. Ale pozwól, że ci powiem, Stanley, to małżeństwo jest skonsumowane i było pięknie’.
‘Mój Boże! Nie mogę uwierzyć. Jesteś… jesteś nieprzyzwoita
’.
Te słowa zabrzmiały jak warczenie spod zaciśniętych zębów, przez moment czuła jak ją kąsają, wbijając się w powietrze, prędko odskoczyła od niego i wyszła z powrotem na podwórze, następnie wspięła się na wóz.
Kiedy zawróciła konia i znalazła się na drodze, on natychmiast ruszył do niej, a kiedy wóz potoczył się tuż obok niego, chwycił jedną jego stronę i krzyknął na nią, ‘Nigdy więcej nie chcę cię widzieć. Słyszysz? Od tej chwili nie jesteś moją siostrą. Wypieram się ciebie, tak samo jak wszyscy, którzy cię znali’.
Powstrzymała konia przez chwilę, popatrzyła na dół, na niego i powiedziała, ‘Wiem o tym, Stanley. Och, wiem. I chyba nie ma cudowniejszego doświadczenia, niż ten upadek, który jest moim udziałem. Żegnaj, Stanley. Pozdrów Dianę Cunningham’.
Lecz kiedy znalazła się na prostej drodze, cała brawura opuściła ją. Zapewne po raz ostatni jechała tymi drogami. Po raz ostatni widziała swego brata, czy kogokolwiek z towarzystwa. Wiedziała, że mówił poważnie; wyprą ją ze swego życia; tak samo jak wszyscy ich przyjaciele. Była teraz żoną stolarza. Opuściła, jak to wszyscy określają, własną sferę, wiedziała, że za coś takiego przyjdzie jej płacić. W pewnych przypadkach mogłoby to oznaczać samotność, degradację, lecz nie w jej. Nie. Wyprostowała się na siedzeniu, trzepnęła lejcami i powiedziała, ‘Wio! No już’. A kiedy koń wszedł w ostry kłus pomyślała, Nie będzie to moim udziałem, o nie. Cokolwiek się wydarzy, życie nie zawsze będzie szło pomyślnie, była tego świadoma, lecz ponad wszelkimi kłopotami, nagłymi zawirowaniami, będzie on, Robert Bradley.
Jej ukochany Bradley.

Koniec.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Wto 28 Sie, 2007 14:12   

I żyli długo i szczęśliwie....
Moniczko, a jak ja się cieszę że znalazłam w Tobie pokrewną duszę :thud: :thud: :serce2: :serce2:


_________________
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 28 Sie, 2007 22:46   

Ze swej strony serdecznie dziekuje za to tlumaczenie powiesci "Moth".
Ciagnelas je wiele miesiecy sama. Tym wieksza jest Twoja zasluga. :-D
Moniczko :kwiatki_wyciaga:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 29 Sie, 2007 20:31   

Moniczko, za Twoja wielka mrówczą pracę, tylko dla naszej przyjemności :thud: :thud:

Obsypię Cie kwiatami :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:
I uściskam :przytul: :cmok: :hug_grupowy:


I powiedz: Co będzie następne? :rumieniec:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 29 Sie, 2007 21:45   

Mag napisał/a:

I powiedz: Co będzie następne? :rumieniec:

Ha, ha, ostatnio zerkam nieśmiale na 'The Girl' :-D
Ale naprawdę bardzo, ale to bardzo nieśmiale :wink:
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sro 29 Sie, 2007 22:12   

Patrz "śmiale" i nie bój sie wyzwań. Ja też dziekuję za to tłumaczenie, pomogło mi przy oglądaniu filmu, gdzie z powodu okropnego akcentu niektórych aktorów, nie wszystkie kwestie zrozumiałam :wink: . Wielka buźka :serce: i :kwiatki_wyciaga:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.