PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Wto 15 Kwi, 2008 21:12
The Moth (Ćma)
Autor Wiadomość
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 16 Cze, 2007 22:14   

No właśnie, Rupercikowi najlepiej w XIX wiecznym, angielskim stroju Kapitana Wentworth'a :grin: W Ćmie to jednak nie on, dziękuję, wystarczyło mi kiedy zobaczyłam jego toaletowe czynności :wink:

Poprosiła, ‘Czy mogłabym przejść?
Ton jej głosu i same słowa sprawiły, że mężczyźni zamilkli, najodważniejszy z grupy przyjrzał się jej z bliska i odsunął na bok, poszła dalej, czując jakby nogi nie należały do niej. Czuła się wyczerpana, dochodząc do najodleglejszych chat wioski, w których odbijał się blask lamp zza papierowych zasłon lub lichych firanek.
Nie paliło się w Elmdene House i przez chwilę z trwogą pomyślała, że nie ma ich w domu. Nie ma go. Nie zastała go. Stanley spełnił swoje pogróżki. Ale kiedy podeszła do otwartej furtki i weszła na podwórze ujrzała jasną poświatę odbijającą się z obydwu okien.
Nim zapukała do bocznych drzwi, oparła się na nich, jej serce biło gwałtownie, poczuła, że zaraz upadnie. Kiedy jednak drzwi otworzyły się i zobaczyła stojącą w nich kobietę powiedziała, ‘Jestem… jestem panna Thorman. Ja…’.
Lekko oszołomiona patrzyła jak tamta odwraca się i woła cicho, ‘Robbie!’, następnie zwraca się do niej z wyciągniętą dłonią, ‘Proszę wejść do środka. Bardzo proszę’.
Wkroczyła do pokoju, gdzie światło i ciepło sprawiły, że jej wzrok zamazał się i poczuła jakby miała zaraz zemdleć. Poczuła jak Robert chwyta jej rękę i pyta, ‘Co się stało? Nic ci nie jest? Usiądź, proszę… Czy jest jeszcze herbata w dzbanku? Mogłabyś przynieść świeżej herbaty, ciociu?
Usiadła i trochę wyraźniej ujrzała jego twarz, położyła dłoń na jego ręce, pytając, ‘Z tobą wszystko dobrze?’
‘Oczywiście, kochanie. Czuję się dobrze. Ale co tu robisz i to w takim stanie?’
‘Czy ktoś tu był? To znaczy policja?’
‘Policja? Nie
’. Uśmiechnął się, zaprzeczając ruchem głowy.
Dave powiedział, że Stanley zamierza… iść i wszystko im powiedzieć’.
‘Ha!
’. Roześmiał się siadając przy niej. ‘A jakie będzie oskarżenie? Że uderzyłem go, a świadczy o tym siniak na jego twarzy? Ale jaki mamy dowód, bo przecież’ – uniósł rękę i zdjął szal z jej głowy, przygładzając jej włosy, strząsając je z czoła, nim dokończył – ‘nie będziesz świadczyć przeciwko mnie, prawda?
Uśmiechał się, był radosny.
‘No już, moja droga, napij się ciepłej, dobrej herbaty. Właśnie mieliśmy zjeść kolację, może chciałabyś?’
‘Nie. Nie, dziękuję, wystarczy herbata. Ja… muszę wracać
’. Zwróciła wzrok na Roberta, mówiąc, ‘To… to Dave, stał się nieobliczalny. Boję się… po prostu się boję. Wymyślił sobie, że chcesz kupić nasz dom’.
Podniósł się lekko, z głową odrzuconą do tyłu, zaczął się głośno śmiać, wreszcie mógł wykrztusić, ‘Nie może być! Po prostu nie może być!’
‘Ależ tak
’. Pokiwała głową. ‘Jest pewny, że chcesz tam zamieszkać’.
Odwrócił się i spojrzał na Alice, z uśmiechem ślizgającym się na ustach powiedział, ‘Wyobrażasz sobie, żeby być aż tak szalonym? A to wszystko, dlatego, że zdarzało mi się rozmawiać z panienką Millie’.
Tak, pomyślała sobie Alice, mogła to sobie łatwo wyobrazić; żyła przez lata z mężczyzną, który obsesyjnie kochał ich córkę. Ale pana Waters’a nie zmieniła tylko troska o chorą dziewczynę, ale również o tę kobietę. Z tego, co mówił Robert, Waters i jego żona nie tylko prowadzili tamten dom, ale również byli przy narodzinach dwójki dziewcząt, w pewien sposób mogła zrozumieć uczucia tego mężczyzny, który widzi jak jego oczko w głowie robi coś niegodnego swojej klasy. A co do tego, że Agnes łamała ustalone granice, nie było wątpliwości. Ale z drugiej strony, nie można powiedzieć, że robi sobie przez to krzywdę. Nie, skoro wybrała takiego mężczyznę jak Robert. Ale nie można też powiedzieć, że życie nie będzie szczędzić im problemów. O nie. A teraz była tutaj, błagając Robbie’ego by z nią wrócił, a niedalej jak godzinę temu jej serce rozśpiewało się, kiedy wrócił do domu i powiedział, że zostanie tu, przynajmniej do czasu kiedy się zaciągnie. To te listy musiały go zmusić do tej decyzji. Och! Okropne.
Zaczęła się przysłuchiwać, o czym mówi dziewczyna, ‘Szybko powinnam wszystko uporządkować i zabrać stamtąd Millie. Obawiam się, że on zupełnie oszalał, widać to w jego oczach. Przez lata uważano Millie za niepoczytalną, miałam rację nie wierząc w to, a teraz, kiedy patrzę na Dave’a, widzę obłęd w jego ciemnych oczach i już wiem, że miałam rację, co do Millie. Dziwna, może, lecz na pewno nie obłąkana’.
Mogę was na chwilę przeprosić?’ Alice nie czekała na odpowiedź, zostawiła ich razem, kiedy weszła do jadalni powstała w jej głowie małostkowa myśl, co jeśli dziewczyna się gdzieś osiedli, czy Robert pójdzie za nią?
Osiedli się? Stała patrząc na rozjarzony ogień. To jest jego dom, może tutaj osiąść. Mogą się tu wprowadzić, ona i ta młoda dziewczyna, nie miała nic przeciwko, och nie, bo wtedy on tu pozostanie, już więcej go nie straci… chyba, że przez wojnę. Ale jeśli ta kobieta się tu wprowadzi, będzie miała towarzystwo, będą dla siebie wsparciem…
Robert mówił w podobnych słowach, siedząc blisko Agnes, ich dłonie były mocno złączone. ‘Wiesz co’. Zaczął mówić. ‘Nie martw się już o dom, jeśli możesz to znieść, to możesz zamieszkać tu. Znam ciotkę. Chce mojego dobra, i czego ja pragnę, tego pragnie i ona. Jest równie samotna jak i ty. Jest tu dużo pustych pokoi, ja sam mam mieszkanie obok tego. Ha, możemy tu urządzić miejsce dla służby’. Przycisnął mocno jej dłonie do swojej piersi, z uroczystym spojrzeniem w oczach powiedział, ‘Nic zdrożnego w tym nie ma. Mnie nie będzie. Jutro się zaciągam i to wszystko załatwi’. Pozwolił sobie na gorzki uśmiech, ‘Takiego błyskotliwego chłopaka jak ja wezmą prędzej niż włożę na siebie mundur’.
‘Och! Robert, Robert’.
‘No już, już. Tylko znowu nie płacz; wiesz, co było ostatnim razem. Pojadę teraz z tobą. Zabierzemy wóz i spakujemy wszystko, co potrzeba wam obu. A jutro skontaktujesz się ze swoim bratem. Hmm
’ – szarpnął podbródkiem do góry – ‘lepiej żeby tam mnie nie było, kiedy zobaczy, co zamierzasz’.
‘Robert’.
‘Tak, kochanie’
‘Robercie’.
‘Tak, o co chodzi?’
‘Czy poślubisz mnie, panie Bradley?

...
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sob 16 Cze, 2007 22:19   

Czy poślubisz mnie panie Bradley? :shock:
To ja jednak wolę tę scenę w filmie. Ale całość powyżej super. Dziękutki Monisiu! :kwiatek:
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sob 16 Cze, 2007 22:27   

Monika napisał/a:
Agnes łamała ustalone granice, nie było wątpliwości. Ale z drugiej strony, nie można powiedzieć, że robi sobie przez to krzywdę
Monika napisał/a:
Robercie’.
‘Tak, o co chodzi?’
‘Czy poślubisz mnie, panie Bradley?’
...

Jak łamac zakazy - to wszystkie :grin: Zuch dziewczyna

Dzięki Moniko!
Jak Twoja praca?Kiedy obrona?
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Nie 17 Cze, 2007 21:44   

No właśnie, miała się zdać w tych sprawach na mężczyznę, czekać aż wreszcie zdobędzie się na odwagę? :wink: Wzięła sprawy w swoje ręce, i dobrze :grin:
Dzięki Maguś za pamięć, pracę juz jakiś czas temu oddałam drukowaną i oprawioną, a obronę mam pod koniec czerwca, ale jeszcze mam do zdania jeden egzamin prócz tego, ufff :neutral:
-------------------
....

Otworzył szeroko oczy. Następnie na chwilę zamknął mocno powieki, zacisnął zęby, siedział cicho przez moment, nim odpowiedział, ‘Czy wie pani, o czym mówi, panno Thorman?’
Odpowiedziała mu w podobnym tonie, ‘Oczywiście, panie Bradley’.
‘Wiesz, że nie będzie ci łatwo?’
‘Niczego takiego nie wiem’.
‘A ja tak. Będą omijać cię z daleka, ludzie z twojego otoczenia, wykluczą cię z towarzystwa, tak się to chyba nazywa?
’ Uśmiechnął się ze smutkiem. ‘Będziesz musiała obcować z ludźmi mojego pokroju, większość z nich może nie przypaść ci do gustu. A co z twoimi braćmi? Jak tylko usłyszą że się zaciągnąłem będą chcieli widzieć mnie na froncie’.
‘Odmawiasz mi?’
‘Och, Aggie!
’ Natychmiast był blisko niej, dotykając jej ust.
Kiedy w końcu odsunęli się od siebie, objął dłońmi jej twarz, mówiąc, ‘Nie pamiętam szczęśliwszej chwili w całym moim życiu, niż ta teraz. Mówiąc uczciwie, nie sądziłem, że cokolwiek z tego będzie, w największych marzeniach nie pomyślałem, że…’ – odetchnął głęboko, głaszcząc jej policzek – ‘kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, tam w lesie, podczas pełni, pomyślałem sobie, to jest dama, wyniosła, dumna, prawdziwa kobieta swojej klasy’. Roześmiał się, tuląc ją do siebie. ‘I wiesz, co jeszcze? Kiedy zacząłem u was pracować, nie mogłem cię znieść, to znaczy próbowałem to sobie wmówić. I nagle ten dzień, kiedy podniosłem cię z ziemi, pomyślałem sobie: kogo chcesz oszukać. I już wtedy wiedziałem, że cię kocham. To było moje pierwsze doświadczenie miłości… prawdziwej miłości, od tamtego dnia, Aggie, zawsze będę tak cię nazywał, nie Agnes’ – zbliżył się, dotknął lekko jej warg, nim mówił dalej – jak już mówiłem, od tamtej chwili nie zaznałem spokoju, aż do teraz. I tak, panno Thorman, przyjmuję pani propozycję, pragnę panią poślubić. Niech no ktoś spróbuje mnie powstrzymać’.
I znowu wtulili się w siebie, niemal natychmiast odsuwając, słysząc kaszlnięcie, dochodzące z sieni. Oboje odwrócili się i spojrzeli w stronę Alice; Robert, wstając pociągnął w górę Agnes, obejmując ją ramieniem, popatrzył na ciotkę, ‘Chyba nie będziesz zaskoczona. Bo wiesz co?’ – jego twarz płonęła, głęboki przebłysk pojawił się w oczach – ‘zapytała mnie, czy się z nią ożenię. Zuchwała dziewczyna, co?’ – przytulił mocno Agnes do siebie, jej głowa spoczęła na jego ramieniu, Alice podeszła do nich, z wyciągniętymi dłońmi, powiedziała delikatnie, ‘Daję wam moje błogosławieństwo, lecz pod jednym warunkiem, że zamieszkacie tutaj’.
‘Pani Bradley, oczywiście zgadzamy się
’. Skinął głową, spojrzał na Agnes, zbyt oszołomioną by coś powiedzieć, ‘Trzeba będzie kupić ten sąsiedni dom, prawda? Kiedy już wszystko sfinalizujemy to miejsce będzie mogło rywalizować z każdym dużym majątkiem. Może wygląda na niewielkie, ale zaczekaj aż zobaczysz jak wygląda w środku. Zrobię własnymi rękami każdy mebel. Wyremontuję go, będzie cały twój, tylko twój’. Spojrzał w jej twarz, ‘Chodzi mi o to, że to będzie twój dom, gdzie możesz żyć jak się tobie spodoba i nawet ja będę musiał pukać nim wejdę do środka’.
‘Och, Robercie. Pani Bradley
’. Łzy spływały jej po policzkach, odwróciła się do Alice, mówiąc, ‘Pani… pani nie wie, co to znaczy dla mnie; nie wie pani, co to za radość i ulga wiedzieć, że jest miejsce, do którego można wrócić, i ktoś, kto czeka na ciebie, ktoś, kto akceptuje Millie. Mam nadzieję, że polubi pani Millie, pani Bradley. To takie miłe, słodkie dziecko. To wszystko, ma prawie dziewiętnaście lat, ale to wciąż tylko dziecko’.
‘Nikt, kto pozna Millie, nie mógłby jej nie polubić, przekonasz się
’. Robert pokiwał głową, zgadzając się z Agnes. ‘A teraz zbierajmy się i załatwmy wszystko. Odstąpię im swój pokój, dobrze? Ułożę się w warsztacie. Lubię ten zapach trocin’.
‘Nie ma mowy. Jak tylko wrócicie będzie czekał na ciebie inny pokój. Jedźcie już. Ale okryj się szczelnie, moja droga
’. Podała szal Agnes, lecz Robert uprzedził ją, zabrał chustkę i okrył głowę Agnes, popychając ją delikatnie w kierunku kanapy, rzekł, ‘Zaczekaj tu chwilę, muszę iść po wóz; nie ma sensu byś wychodziła na taki chłód’.
Zostały same, patrzyły na siebie, w końcu Alice siedząc obok Agnes powiedziała, ‘To duży krok, na pewno czujesz się obco, ale co do mnie, zrobię co mogę by wszystko nam ułatwić’.
‘Och, pani Bradley. Nawet pani nie wie jak wdzięczna jestem. Proszę nie sądzić, że opuszczam coś cudownego, tak naprawdę jest zupełnie na odwrót. Prowadziłam samotne, ograniczone i znękane życie. Nie pamiętam prawdziwych szczęśliwych chwil, oprócz ostatniej pół godziny. Nieważne, co będzie później, jestem na tyle rozsądna, by wiedzieć, że nie obędzie się bez problemów, ale może być pani pewna, że nie będzie ich więcej niż teraz, ponieważ, używając sformułowania, które tak często mi się ostatnio rzuca w twarz, porzucam moją klasę; ale w moim odczuciu jest to krok ku lepszemu, i co do mnie, postaram się i zrobię, co w mojej mocy, by się nie narzucać i wtrącać się
’ – przerwała – ‘w rytm życia tutaj i pani przyzwyczajenia’.
‘Och, moja droga, o to się nie martw. Nie wyobrażasz sobie nawet jak wdzięczna jestem, że znowu ktoś w pobliżu będzie. Od kiedy straciłam córkę, a w niedługi czas po tym męża moje życie było puste. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Robert. Ale i tak czuję… że jest go za mało
’. Uśmiechnęła się, dodając trzeźwo, ‘Och, gdyby nie ta przeklęta wojna, gdyby nie musiał jechać, życie byłoby… po prostu doskonałe’.
‘Jesteś gotowa, moja droga?

Podniosła się z kanapy i chwyciła jego wyciągniętą dłoń; wyszli na podwórze, gdzie czekał na nich wóz, kiedy wsiedli na niego, Alice patrząc na nich, z uśmiechem powiedziała, ‘Wróćcie szybko. Przygotuję na wasz powrót pyszną kolację. I pomyślcie, że to ostatni raz, kiedy odbywacie tą podróż’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 17 Cze, 2007 21:56   

Mnie tez te oswiadczyny ksiazkowe jakos lekko zniesmaczyly i to pozniej:
"przyjmuję pani propozycję, pragnę panią poślubić".
Ale co tam! Wazne ze wszystko zmierza ku szczesliwemu finalowi ;)
No to juz duzo nie zostalo, ale przed nami bardzo dramatyczna scena :cool:
Dzieki Moniko! :D
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Sro 20 Cze, 2007 09:15   

Jakie niespodziewane oświadczyny :shock:
Nie spodziewałam się takiego wyznania, jak dla mnie trochę za oficjalnie to wszystko wyszło. Zbyt mało uniesień :cry2:

Zobaczymy co będzie dalej.
Dziękuję ślicznie Moniczko :kwiatek:
_________________
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 25 Cze, 2007 15:51   

12.

Peggy Waters już od jakiegoś czasu podejrzewała, że mąż był bliski przekroczenia granic poczytalności, teraz zaś była już pewna, że je przekroczył, kiedy zobaczyła go wchodzącego do kuchni wrzeszczącego na nią, ‘Nie ma jej! Pojechała do niego. Sprowadzi go tu. Tego nie można tolerować, po prostu nie można. Nie zniosę tego. Nie, nigdy, jego w sypialni pana, należącej przedtem do jego ojca. Służyłem im obu. Gentleman. Gentleman. A teraz ta męta społeczna wejdzie do tego domu. No więc nie, nie dopuszczę do tego’.
Kiedy podbiegł do bocznych drzwi, chwyciła go za ramię, próbując go zatrzymać, przekonać, ‘Dave! Dave! Pójdź po rozum, on nie może kupić tego majątku, nie ma takich pieniędzy. Cokolwiek wuj mu zostawił, nie wystarczy by przejąć ten dom’.
‘Zostaw, kobieto! Wiem co on knuje. Już od pierwszej chwili, kiedy przekroczył ten próg, wiedziałem, z kim mam do czynienia, widziałem to w jego twarzy. Łaził za nią, osaczał, hipnotyzował, tak samo zrobił z dzieckiem. To diabeł. Jego wuj próbował go zabić, bo wiedział, kim jest’.
‘Daj sobie spokój. Odpuść. Widziałeś jak jego wuj tu przyszedł i tłumaczył się. Pamiętasz… przecież pamiętasz tamten dzień, w Nowym Roku’
.
Pamiętam tylko, że robił wszystko byle ją dostać. I spójrz, co jej zrobił, takiej kobiecie jak ona, stoczyła się, wciągnął ją do rynsztoka. Ale nie będzie tego robił w tym domu. O nie, na pewno nie, nie tutaj’. Wyswobodził rękę, odepchnął ją od siebie i ruszył na podwórze; ona natomiast prędko wyszła z kuchni, przez korytarz i galerię, prosto do pokoju Millie, pchnęła drzwi i krzyknęła do Ruthie, ‘Chodź! Chodź prędko, pomóż mi z twoim ojcem. On zupełnie oszalał’. Przerwała, odskakując na bok na widok pudla, który pobiegł w stronę drzwi, Millie zaczęła płakać, ‘Och, nie, nie. Lady uciekła. Muszę ją złapać. Muszę ją złapać’.
Udało im się ją jakoś okiełznać, delikatnie wprowadziły ją znów do pokoju, Ruthie powiedziała, ‘Już dobrze, panienko Millie, już dobrze. Znajdę ją. Proszę tu zostać, przyniosę ją. Proszę się stąd nie ruszać. Proszę być grzeczną dziewczynką. Za minutę wrócę’. Skłoniła ją, by usiadła na łóżku. Obie, Ruthie i Peggy pospiesznie wyszły, Ruthie na wszelki wypadek zamknęła drzwi na klucz, nim dołączyła do matki.
Zostawiona sama sobie, Millie zaczęła skubać nitki pierzyny, przekładając je między palcami i kciukiem, zaczęła mówić, swoim zwyczajem, ‘Zgubi się. Beze mnie nie zna drogi, zgubi się. Nigdy nie była na dworzu, kiedy jest ciemno. Ale przecież nie będzie tak ciemno, księżyc się podnosi. Chociaż nie jest jeszcze taki jasny. Jesteś niegrzeczna, Lady, bardzo niegrzeczna, na pewno wiesz’. Nadal przebierała w nitkach. ‘Oni cię nie znajdą, zgubisz się, zgubisz’.
Nagle podniosła się z łóżka i podeszła do drzwi, a kiedy zorientowała się, że nie może ich otworzyć, zaczęła w nie bić. W końcu odwróciła się od klamki, na środku pokoju zaczęła mówić do siebie, ‘Nie powinni tego robić, wiedzą, że nie lubię być zamknięta. Aggie! Aggie!’. Ponownie podbiegła do drzwi, uderzając w nie pięściami, krzycząc głośno, ‘Aggie! Aggie! Nie ma Lady. Otwórz drzwi, proszę. Proszę, Aggie, otwórz drzwi, muszę znaleźć Lady. Muszę ją znaleźć. Przestraszy się’.
Kiedy rozbolała ją ręka, odwróciła się znowu od drzwi i podeszła do okna. Ono też było zamknięte. Przyniosła krzesło, stanęła na nim i poluzowała uchwyt okna. Był tak twardy i zimny, że pokaleczył jej dłonie. W końcu obie ręce włożyła pod metalowy skraj okna, powoli otworzyła obydwie ramy. Wydawały się o wiele cięższe, niż ostatnio, kiedy je otwierała, potrząsnęła gałęziami wisterii.
Chłodny powiew wiatru dmuchnął jej w twarz i sprawił, że zadrżała. Podeszła do łóżka i podniosła wełniany szlafrok, włożyła go na siebie i podeszła znów do okna, spojrzała na dół i zobaczyła malutką, białą kropkę zbiegającą z tarasu. Wychylając się zawołała, ‘Lady! Lady! Wracaj! Wracaj!’ Ale Lady zniknęła za domem. Jejku, jejku! Jeśli pobiegnie do lasu, może biec aż do drogi, a oni nie będą chcieli szukać tak daleko. A przecież mówiła jej że nie może wybiegać na drogę. Och Lady. Lady.
Przechyliła się przez okno, chwyciła się cienkiego, starego sęku wisterii. Nigdy dotąd nie schodziła po niej na dół, lecz często to sobie wyobrażała, drzwi były zamknięte, więc wiedziała, że może się wydostać jedynie przez okno.
...
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 20:19   

Monika napisał/a:
pracę juz jakiś czas temu oddałam drukowaną i oprawioną, a obronę mam pod koniec czerwca, ale jeszcze mam do zdania jeden egzamin prócz tego, ufff :neutral:

Daj znać, kiedy mamy trzymać kciuki :trzyma_kciuki:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 09 Lip, 2007 09:52   

No tak, obrona przesunęła się w czasie, więc Maguś poproszę o trzymanie kciuków jutro ok godziny 10 :o Boże, to już jutro :olsnienie:
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 09 Lip, 2007 16:54   

Moniko, powodzenia i trzymam za Ciebie mocno kciuki !!!
Bedzie dobrze! :-D
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 10 Lip, 2007 07:17   

Trzymaj się Moniczko o 10 trzymam kciuki :trzyma_kciuki:
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 10 Lip, 2007 16:18   

Gosieńko, Balbinko, dzięki za kciuków trzymanie.
Już po obronie :thud:
Oczywiście obroniłam się :-D
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 10 Lip, 2007 16:23   

Tego bylam pewna! :mrgreen: Brawo Moniko! :oklaski:
Moje gratulacje :cheerleader2: :kwiatki_wyciaga:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 10 Lip, 2007 18:03   

Grazie Gosieńko :przytul:
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 11 Lip, 2007 10:12   

Gratulacje Moniczko :kwiatki_wyciaga: super :cheerleader2: :banan_Bablu:
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 11 Lip, 2007 11:12   

Balbinko :przytul:

A teraz dalszy ciąg Ćmy.

...
Przyklęknęła na szerokim parapecie. Wydostając się na drugą stronę okna, przytuliła się do ściany. Trzymała się mocnego, starego pędu latorośli, którego macki osadzone były w kamieniu tak mocno, że mogła stanąć na zewnętrznym parapecie. Chwyciła się obiema rękami rośliny i uniosła nogę, kładąc ją na gałęzi, chichocząc przy tym. Jakie to było łatwe, jak schodzenie po drabinie. Przywarła dłońmi do najgrubszego pędu wisterii, a jej prawa stopa zaczęła po omacku szukać oparcia. Kiedy go znalazła, zaczęła schodzić na dół, wszelkie myśli o psie odpłynęły, kiedy tak zwisała w powietrzu. To było piękne, zupełnie jakby latała. Wiedziała, że kiedyś to zrobi. Nikomu nie powie, że umie fruwać, nawet Aggie, to by zdenerwowało ją i na zawsze zamknęłaby okno. Była w połowie drogi, kiedy jej szlafrok wplątał się w konar, musiała oderwać jedną rękę, by go uwolnić. Śmiała się rozplątując go. To było takie ekscytujące. Nocne powietrze owiewało jej włosy, sprawiając że czuła się lekka, chłodna. Mogłaby tu zostać na zawsze. Ale Lady. Och, tak, po to przecież schodziła, po Lady.
Kiedy jej stopy dotknęły ziemi, zatrzymała się na chwilę, podnosząc głowę i spojrzała na niebo. Gdzieś tam daleko lśnił księżyc, ale teraz skrył się za chmurami. A przecież chmury też dawały światło… Wszystko dziś było rozświetlone, nawet jej stopy błyszczały. Zaczęła biec w kierunku miejsca, gdzie ostatni raz widziała Lady, kiedy weszła za dom, ujrzała ją. Obwąchiwała nosem deszczówkę, zawołała do niej cicho, ‘Lady. Lady. Niegrzeczna z ciebie dziewczynka’. Pies nie poruszył się, kiedy brała go w ramiona; a kiedy polizał ją po policzku zaśmiała się uszczęśliwiona, przyciskając go mocno do siebie, powiedziała, ‘Jaka jesteś zimna. Jeszcze się przeziębisz. Musimy prędko wejść do domu. Ale z ciebie niedobry, bardzo niedobry piesek’.
Podeszła do drzwi prowadzących na boczną klatkę schodową. Rzadko używano tych drzwi, ale tak samo jak pozostałych, nigdy ich nie zamykano. Na klatce było ciemno, musiała uważnie iść pod górę. Podest na półpiętrze zaczynał się długim korytarzem, prowadzącym do małej sieni, zaś główne drzwi doprowadzały do galerii, która kończyła się w północnym skrzydle domu. Otworzyła drzwi i kiedy usłyszała zdenerwowane głosy, na powrót je zamknęła. To Peggy i Ruthie. Będą na nią złe i wszystko powiedzą Aggie, a Aggie będzie ją besztać. Poczeka tu chwilę, nim odejdą.
Smuga światła sączyła się przez okno na półpiętrze, podeszła tam i usiadła na wąskim parapecie, siedziała czekając, cały czas szeptając do szczeniaka…
...
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
Ostatnio zmieniony przez Monika Sro 11 Lip, 2007 13:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sro 11 Lip, 2007 11:41   

Nooo, od razu czuć, że to rasowy magister napisał :wink:

Dzieki Monisiu i CONGRATULATIONS!!!!! :kwiatki_wyciaga:
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 11 Lip, 2007 15:06   

Grazie, grazie Matko :wink:

...
Stojąc w kuchni Dave, doprowadzony do obłędu mówił sobie właśnie, że jeśli nie będzie ostrożny, sprytny, inni będą próbowali odwieść go od tego, co zamierzał. I kiedy zobaczył żonę i córkę, zbliżające się do niego, odezwał się głosem łagodnym, który zmylił je, dając nadzieję, ‘No to teraz omówmy sprawy, tak rozsądnie jak tylko potrafimy. Pojechała do niego, nieprawdaż?’ Rzucił im spojrzenie. ‘Wiemy już o nowych zarządzeniach. No więc, co z tym zrobimy?
Matka i córka popatrzyły na siebie; w końcu Peggy odezwała się, ‘Możemy jechać do Maggie. Wiem, że przyjmie nas. A… a Ruthie pracę znajdzie wszędzie’.
‘Tak, oczywiście, że tak
’. Ruthie potaknęła głową patrząc na ojca, jednocześnie zastanawiając, dlaczego w tonie matki było tyle popłochu i trwogi.
No dobrze, niech tak będzie, ale co się stanie z młodszą dziewczyną?’
‘Panienką Millie?
’ Wykrzywiając twarz Peggy odpowiedziała, ‘Zapewne zabierze ją ze sobą’.
‘Co takiego!
’ Parsknął śmiechem, strasznym, wysokim głosem. ‘Ten typek posłużył się Millie jako narzędziem by dostać tą drugą’. Nie potrafił już nawet wymawiać imienia Agnes. ‘Sądzisz, że będzie chciał mieć cokolwiek do czynienia z nią? Nigdy w życiu. A poza tym, zawsze była przy nas, przy nas przyszła na świat, a ja zawsze mogę znaleźć jakąś pracę, teraz to nawet kalekich i ślepych przyjmują’. Odchrząknął. ‘Najlepiej zrobimy jeśli zapytamy ją, zaprowadzimy na dół i spytamy z kim wolałaby zostać’.
‘Nie, nie
’. Ruthie potrząsnęła głową. ‘Nie, tato, ona jest teraz w jednym z tych swoich stanów, a panienka Agnes po południu podała jej tabletki. Jest… jest teraz trochę zamroczona’.
‘No już, sprowadź ją na dół
’. Zmienił się jego głos, popatrzyły na siebie, a kiedy Peggy ruchem głowy nakazała córce wyjść, Ruthie opuściła kuchnię. Lecz zaledwie chwilę później pojawiła się znowu, wołając ze strachem, ‘Nie ma jej! Nie ma! Musiała wyjść przez okno’.
‘Spadła?
’ Głos Peggy zadrżał, Ruthie odpowiedziała, ‘Nie, nie! Musiała zejść na dół. Wyjrzałam na dwór, nikt tam nie leży’.
‘Mój Boże! Tylko tego nam było trzeba. Znowu ta szalona wędrówka. To przez tego psa. Uciekł, pobiegła za nim do lasu
’.
Wszyscy natychmiast weszli do sieni, Peggy i Ruthie ściągnęły z haków palta i założyły prędko nim wyszły na podwórze. Peggy krzyknęła, ‘Ruthie, poszukaj w różanym ogrodzie. Ja pobiegnę w kierunku stróżówki. Ojciec poszedł nad wodę’.
To było zrozumiałe, że Dave Waters szukał jej nad wodą, bo prawie zawsze właśnie tam znajdywali Millie, w czasie jej nocnych ucieczek.
Lecz tego wieczora Dave nie pobiegł tak jak zwykle ścieżką, na dół, przez warzywny ogród, dookoła szklarni, aż do lasu; zamiast tego, stał w miejscu dopóki jego żona i córka nie zniknęły w ciemnościach.
...
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sro 11 Lip, 2007 17:23   

Och, ten psychol Dave :roll:
Wlasnie zastanawialam sie czy bedzie tak samo jak w filmie i chyba bedzie...
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 12 Lip, 2007 09:06   

Moniko- gratuluję -ja wiedziałam ,ze tak będzie :banan:
Powodzenia w szukaniu pracy

Dzięki za ciasteczka. Ja zawsze czytam , nie zawsze się wpisuję. :kwiatki_wyciaga:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 14 Lip, 2007 13:56   

Dzięki Maguś. Miłego wypoczywania nad jeziorami :wink:

...

Teraz droga była wolna. W przybudówce z narzędziami znalazł cztery kanistry oleju parafinowego, przyniósł dwa stawiając je na kuchennym stole. Dwa pozostałe przeniósł przez kuchnię i sień, wniósł schodami, taszcząc je przez korytarz, odstawił jedną puszkę, zaś drugą odkręcił.
Poczynając od końca pasażu, kopniakiem otworzył drzwi i zaczął oblewać parafiną wszystko dookoła siebie. W pokoju Millie oblał całe łóżko. Kiedy opróżnił pierwszą puszkę, drugą zaczął wylewać wężykowatym śladem wzdłuż galerii, oblewając kotary wiszące na wysokich oknach, rozpylając ciecz nad balustradami; a kiedy i ten bak był pusty zbieg na dół, do kuchni zabierając następne.
W salonie precyzyjnie kawał po kawałku oblewał zasłony i meble, jadalnię oblał oszczędnie, zaś w bibliotece opróżnił całą puszkę wymachując szeroko rękami nad półkami z książkami. Kiedy to zrobił, pobiegł do kuchni chwytając kilka drzewnych podpałek leżących w koszu, podłożył je do ognia, a kiedy zapłonęły ruszył w powrotną drogę, biegnąc przez korytarz do hallu, wbiegł do salonu i biblioteki. Tutaj podłożył pierwszy ogień. Idąc przez salon ciskał podpałką po zasłonach i futrzanym dywaniku leżącym przy kominku. Wracając przez hall wszedł do jadalni, w końcu otworzył drzwi na korytarz, odwrócił się i spojrzał w kierunku klatki schodowej. Poczuł w nozdrzach zapach dymu, wciągnął go mocno, podniósł ramiona do góry rzucając dwa płonące polana w kierunku schodów… Stał i patrzył się przez jakiś czas, bo chociaż wszystko dookoła paliło się, to wykładzina na schodach nie zajęła się tak samo jak filar, musiał coś z tym zrobić.
Zamierzał się ruszyć, kiedy nagle buchnający płomień sprawił, że musiał się cofnąć. Idąc tyłem, przeszedł przez hall, aż dotarł do frontowych drzwi, otworzył je, a w tej samej chwili cały hall rozbłysł, od kolejnego buchnięcia.
Odór dymu sprowadził z powrotem Peggy i Ruthie, stały przerażone na drodze, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Całe dolne piętro domu płonęło, a na żwirze, na tle ognia stał ich mąż i ojciec.
Coś ty zrobił? Coś ty zrobił? Ty szaleńcze’.
Dave odwrócił się, popatrzył zimno na Peggy, mówiąc, ‘Zrobiłem to co sobie umyśliłem. Już się tu nie wprowadzi, nie będzie tu panował. Żadne jego pieniądze tego nie odbudują’.
‘Ojcze! Ojcze! Oszalałeś. I nie możemy znaleźć panienki Millie’.
‘Co takiego?
’ Obrócił się do niej. ‘Jest w lesie’.
‘Nie ma jej; przynajmniej my nie mogłyśmy jej tam znaleźć’.
‘No to musi być nad wodą’.
‘Szukałam i tam’.
‘Pies’.
‘Nie ma śladu po psie’.
‘Nie, nie
’. Stał z otwartymi ustami, wyrzucił ręce przed siebie, jakby w błagalnym geście, jego głos zmienił się w krzyk, ruszył w kierunku frontowych drzwi, wrzeszcząc, ‘Millie! Moja kochana Millie’.
Stanął w wejściu dławiąc się, wtedy chwyciły go i odciągnęły od drzwi. Stali na drodze, ściśnięci przy sobie, kiedy Peggy, krztusząc się podniosła głowę do góry i zawołała, ‘O mój Boże! Spójrzcie!’. Popatrzyli w kierunku jednego z okien galerii, z którego jarzyła się poświata ognia, dojrzeli odcinającą się w szybie figurkę pudla. W tej samej chwili na drodze pojawił się wóz, a za nim biegło kilku ludzi.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sob 14 Lip, 2007 14:19   

Jejku ale sie porobiło :(

Dzieki Moniko
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 14 Lip, 2007 17:42   

...

Sparaliżowani tym, co widzą przed sobą, Robert i Agnes przez moment siedzieli gapiąc się na dom. Całe górne piętro płonęło. Przez pękające okna wydostawał się smog i płomienie. Dym rozprzestrzeniał się w porywistym wietrze przez frontowe drzwi, a za nimi wszystkie górne okna wychodzące na podjazd tliły się jasnym, różowym ogniem.
Kiedy dołączyli do grupki stojącej na trawniku, Agnes krzyknęła, ‘Millie! Gdzie Millie?’
‘Och! panienko. Myśleliśmy, że jest w lesie. Uciekła, zeszła na dół po wisterii. Sądziliśmy, że jest w lesie, poszliśmy tam szukać. Ale proszę spojrzeć! tam… tam na górze jest pies’.
‘To wszystko przez ciebie. Przez ciebie
’. Dave rzucił się w kierunku Roberta, który szybkim ruchem ręki odepchnął go od siebie, krzycząc, ‘Ty przeklęty szaleńcze. Zamkną cię za to. Boże! Jeśli wcześniej ktoś się z tobą nie porachuje. On to zrobił, prawda?’ Wrzeszczał na Peggy, a ona z twarzą wykrzywioną ze strachu zapłakała, ‘On nie wiedział, co czyni. Nie wiedział, co czyni’.
Usłyszeli za sobą głosy, wołające, ‘Gdzie woda? Bierzcie wiadra’.
Kiedy Robert pobiegł do frontowych drzwi, wiedział, że wiadra będą tu bezużyteczne. Musiał znaleźć coś by przykryć głowę. Ściągnął płaszcz, częściowo okrył nim głowę owijając dwukrotnie i ruszył w stronę wejścia. Ale nie doszedł dalej niż do drzwi hallu, całe to miejsce wyglądało jak jedna wielka płachta ognia.
Kiedy ponownie wycofał się oszołomiony na taras, Agnes przytrzymała go, oboje dusząc się od kaszlu zeszli po schodach. Za chwilę odepchnął ją od siebie mówiąc głośno, ‘Drabina, niech ktoś przyniesie drabinę. Natychmiast dajcie drabinę’. Zaczął biec za dom, w kierunku okna Millie.
Dave Waters stał teraz samotnie, nikt nie zwracał na niego uwagi, ludzie biegali tam i z powrotem, taszcząc z podwórza wiadra wody. Nagle wręcz oderwał się jednym skokiem z ziemi, drąc się, ‘Nie dostanie jej! Nie dostanie!’ Odwrócił się i zaczął biec w przeciwnym kierunku, w stronę bocznych drzwi, przez które nie tak dawno temu weszła Millie. Schody były zadymione, ale udało mu się wejść na półpiętro. Drzwi do galerii były otwarte; pokoje obok pełne były dymu, ale nie paliły się. Jedynie zasłony i klatka schodowa zajęte były ogniem. Zaczął iść w kierunku schodów, ale w tej samej chwili przeszkodził mu podmuch ognia. Dusząc się, czując jak pali go w płucach, obrócił się kilka razy dookoła, tracąc orientację. Rzucił się na kolana i pełzając walczył o każdy krok posuwając się w stronę schodów, ale kiedy dotknął żelaznej ramy łóżka zdał sobie sprawę, że znalazł się w jednym z pokoi. Kiedy dostrzegł otwarte drzwi, poczuł się tak jakby coś rozrywało mu płuca. Mógł zobaczyć czerwony żar płonących firan, okno musiało być tuż przed nim. Ostatnimi siłami spróbował wyciągnąć rękę; chwycił płonący materiał, który natychmiast opadł na niego. Walczył z oddechem, dusząc się coraz mocniej, ale był już martwy, kiedy ogień objął jego ubranie…
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 14 Lip, 2007 21:40   

I mamy final. Brrrr.
Dave byl okropny...
Jeszcze tylko dramatyczne poszukiwania Millie.
Moniczko, widze ze ostatnio mamy sporo ciasteczek. Dziekujemy :kwiatek:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Wto 17 Lip, 2007 18:36   

Moniczko, ode mnie też przyjmij ogromniaste GRATULACJE :kwiatek:
Widać, że już jesteś po stresie, tyle torcików, mniam :-D
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.