PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Antypatie w książkach JA
Autor Wiadomość
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 13 Sie, 2010 21:22   

AineNiRigani napisał/a:
Nie Nicol, to ze zostal takim mlodym kapitanem bylo niezwykle idealityczne. Biorac pod uwage realia historyczne, cholernie uzdolnionyc chlopak bez koneksji funkcje kapitana dostawal jako 30-latek.

Jeśli Austen stworzyła postać Wenwortha jako kapitana w wieku sporo poniżej średniej, to znaczy, że chciała go pokazać jako nadprzeciętnie zdolnego.
I zapominacie, że on miał koneksje- szwagra.

AineNiRigani napisał/a:
Cytat:
Ciekawe, że mamusi Bennet nikt nie usprawiedliwia, że doradzała Lizzy małżeństwo z Collinsem, mając w ręku komplet informacji.

A Kain zabil Abla, a Krzyżowcy slyneli z kanibalizmu... i tak sie mozemy cofac do roznych innych opowiesci, powiesci i historii...
Nicole, to nie jest merytoryczny argument. Czekam na jakies sensowniejsze kontropinie.

Dla mnie zestawienie dwóch podobnych sytuacji z róznych powieści tej samej autorki jest merytoryczne. Chociaż sytuacja z lady Russell to bardziej analogia do Emmy.
Gdy mamusia B. namawiała Lizzy na Collinsa, to jej ślub z Darcym był o wiele większym cudem niż kariera Wenwortha.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pią 13 Sie, 2010 21:39   

Bzdura - sam szwagier mowil, ze w czasie gdy dostal pierwszy statek, nie mial zadnych konkeksji (widocznie albo nie byl nikim waznym, albo tez malzenstwo z Lady C doszlo do skutku pozniej). Dokladnie to samo stwierdza Lady Russel.
Ja wiem, ze dochapanie sie funkcji kapitana oznaczalo, ze Wenworth byl inteligentny, oczytany i swietny z przedmiotow scislych, a jego listy oznaczaly sie dobrym stylem literackim - czyli byl z wszech miar dobrze wyksztalcony.
Ale takich jak on bylo tysiace, a statkow dziesiatki. Otrzymanie statku to los w totolotka i otrzymal go tuz po zerwaniu zareczyn z anna - jak sam przyznaje w okresie zycia, gdy chcial isc w morze.
Czy gdyby Anna zgodzila sie na malzenstwo, on bylby rownie chetny na objecie dowodztwa? Nie sadze. Dostala mu sie stara zardzewiala lajba (chyba jej bylo Osika, albo Topola), ktora miala wlasciwie isc na zlom.
Czy gdyby mial w dou ukochana kobiete, grzejaca mu lozko, chetna , ciepla, inteligentna, mila - czy wtedy chcialby robic kariere?
To byla okazja jedna na milion - o on z niej skorzystal tylko dlatego, ze byl sam, niezalezny, samodzielny i niezwiazany z ladem - ani miloscia, ani interesami, ani sytuacja rodzinna.
I tylko dzieki temu 8 lat pozniej mogl sie ozenic z Anna...

A co do porownania Lady Russel i pani Bennet...
Badzmy szczerzy - inteligencja i autorytet mamuski B ma sie nijak do wyksztalcenia, inteligencji i autorytetu Lady Russel. Lizzy miala w nosie wole i zdanie matki, Anna ufala ocenie Lady R. I kolejna rzecz - porownanie Collinsa do Wenwortha ma sie tak jak porownanie Jima Carreya do Alana Aldy - nie ta klasa ( i nie o klase spoleczna chodzi)
Juz to samo w sobie jest kwestia niepodwazalna.
Inna rzecz, ze akurat u nas na forum nie raz toczyla sie dyskusja na temat kandydatury Collinsa i z tego, co pamietam, kontrowersje byly podobne. Przy czym toczylo sie to w kontekscie Charlotty i z tego co pamietam - wiekszosc z nas byla za trafnoscia tej decyzji.
W przypaku Charlotty. Ale punkt widzenia, zalezy od punktu siedzenia (bohaterow)
Ostatnio zmieniony przez AineNiRigani Pią 13 Sie, 2010 21:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 13 Sie, 2010 21:42   

AineNiRigani napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Nicol właściwie o co chodzi? O dowiedzenie, ze lady Russell była czarnym charakterem?

Nicol, wydaje mi sie, ze jak w kazdej dyskusji jestes w opozycji dla samego bycia w opozycji - co sugeruje zmiana stanowik.
[/quote]
Eee- jak zmiana? :confused3:
AineNiRigani napisał/a:

To byl cud, a raczej dwa, w tym ten pierwszy nazywal sie "odrzucone oswiadczyny", w kazdym innym przypadku, Fryderyk jako mlody zonkos nie skorzystalby z okazji, tylko zostalby z mloda zona na ladzie, przepuscilby te wszystkie okazje, ktore dawal mu cud nr 2 czyli szczescie.

To masz baardzo złe zdanie o Fryderyku... :?

AineNiRigani napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Nie zgadzam się, że w takim samym stopniu. Prawda, że według współczesnym kategorii oni wszyscy są snobami, ale Austen wyraźnie wybiera niektóre postacie do demonstracji tej wady- jak Emma, Lady Katarzyna, sir William czy właśnie lady Russell.

I w Perswazjach taka postacia nie jest lady Russel, a sir Elliot i Elisabeth.

Cała trójka to snobi, przewaga Lady R. polega na tym że zmienia zdanie- symbolizując nadzieję dla angielskiej szlachty.

nicol81 napisał/a:
Nie mamy na to danych- dla mnie wpływ lady R. wynikał z emocjonalnego uzależnienia Anny, która nie miała poza nią nikogo.

Tutaj, Nicole, klania sie najzwyklejsza psychologia rozwojowa i psychologia spoleczna.
Anna byla silniejsza niz ja przedstawiasz, a autorytet "rodzica" to proces wieloletni, a nie ot tak, prztykniecie palcami i z niebytu rodzi sie szacunek. [/quote]
Ja nie widzę 19 letniej Anny jako silnej- siły nabrała z latami dzięki swoim przeżyciom.
Dla mnie autorytet lady R. to wynik idealizacji zmarłej matki i braku zaspokojenia potrzeb emocjonalnych w rodzinie i poza nią. Pięć lat wystarczy na proces wieloletni?
Książki nie mogą wymagać znajomości psychologii.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pią 13 Sie, 2010 23:17   

nicol81 napisał/a:
To masz baardzo złe zdanie o Fryderyku... :?

Nie zle - realne. Nie patrze na moich ulubiencow przez rozowe okulary (a Frederick razem z Henrysiem to moi zdecydowani JA-ulubiency), nie patrze na nich w kategoriach bieli i czerni. Dla mnie te postacie sa swietnie zakreslone psychologicznie, a co za tym idzie - sa uzaleznione od praw nia rzadzacych.
Mnie sie zawsze uruchamia klapka psychologiczno-historyczna, ot skrzywienie zawodowe.
Dodam jeszcze, ze wszystkie wady Fredericka sa dla mnie de facto jego najwiekszymi zaletami - czynia ta postac realna, a nie spizowa, dupowatą i totalnie bajeczna niemal. Wszystkie wady Fredericka, ktore rekompensuje swoimi zaletami, czynia go FACETEM.
A facet, ktory ma mloda zone, w dodatku taka, ktora kocha - raczej nie jest chetny do wielomiesiecznego rozstania. Ma cieplutkie lozko, zone zaspokajajaca potrzeby seksualne i intelektualne. Anna to swego rodzaju ideal zony - zdecydowana i myslaca, czyli mozna z nia sensownie podyskutowac przy sniadaniu i innych posilkach, na spacerze. Troskliwa, wiec zadba o wygode i przyjemnosci. Mozna z nia nawet zaspiewac, czy zagrac w duecie.
I czy mialby wybrac ta idylle dla ciasnej kajuty 2x2 m. z towarzystwem prymitywnych marynarzy, ktorzy nie potrafia czytac i pisac, a pogadam mozna tylko z Pierwszym, Drugi, ew. z okretowym Lekarzem (jesli takowy jest na stanie). Bo z mindszypmenami, czy pozostalymi po prostu nie wypada.
Przeciez to logiczne samo w sobie, ze na rok, dwa wybralby zycie u boku zonki i cieplego lozeczka pelnego ekspresji. Ocknalby sie po 3-5 latach, kiedy nastepuje tzw i I kryzys, ale wtedy szansa przeszlaby mu kolo nosa.
A co za tym idzie rozstanie z Anna bylo najsilniejszym impulsem do jego kariery...


nicol81 napisał/a:
Cała trójka to snobi, przewaga Lady R. polega na tym że zmienia zdanie- symbolizując nadzieję dla angielskiej szlachty.

Wiele trzeba bylo, aby to z Ciebie wydusic. Jak zwykle - przekornosc skutkuje. Wystarczy napisac cokolwiek, bys byla w opozycji :twisted:

nicol81 napisał/a:
Ja nie widzę 19 letniej Anny jako silnej- siły nabrała z latami dzięki swoim przeżyciom.

Dlatego wlasnie pisalam, ze klania sie psychologia rozwojowa.
My nie analizujemy ksiazke w stricte tego slowa znaczeniu - do tego sluzy literaturoznastwo i analiza literacka. My analizujemy bohaterow, ktorzy sa ludzi. w wiekszosci przypadkow przynajmniej.
A tutaj jak najbardziej podlega to zagadnieniom psychologicznym.
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 11524
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sob 14 Sie, 2010 18:44   

Przecież pani Clay została na końcu utrzymanką pana Elliota :roll: - cytuję : " Opuścił wkrótce Bath [p.E.] - a że pani Clay również stamtąd wyjechała , i to niezadługo , a później , jak słyszano , osiadła w Londynie jako jego protegowana[...]"
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 14 Sie, 2010 21:06   

Ja raczej słabo widzę ślub pana Elliota i pani Clay...

AineNiRigani napisał/a:
Ale takich jak on bylo tysiace, a statkow dziesiatki.

Ale sama mówiłaś, że został kapitanem w bardzo młodym wieku- czyli był zdolniejszy niż większość.
Cytat:
A co do porownania Lady Russel i pani Bennet...
Badzmy szczerzy - inteligencja i autorytet mamuski B ma sie nijak do wyksztalcenia, inteligencji i autorytetu Lady Russel. Lizzy miala w nosie wole i zdanie matki, Anna ufala ocenie Lady R

To bardziej wynikało z róznic między dziewczynami niż między kobietami- i oczywiście w przypadku Lizzy była kwestia wsparcia ze strony ojca. Kiedy pojawiła się sprawa Karola M., Anna miała szczęśliwie utorytet lady R. w odpowiednim miejscu, mimo że zachowała do niej szacunek i uczucia.
AineNiRigani napisał/a:
I kolejna rzecz - porownanie Collinsa do Wenwortha ma sie tak jak porownanie Jima Carreya do Alana Aldy - nie ta klasa

Ale nie chodzi o ich obiektywną ocenę, a jak ich widziały obie panie- dla lady R. Wenworth nie miał zalet, a dla mamuśki B. Collins nie miał wad.
AineNiRigani napisał/a:
nna rzecz, ze akurat u nas na forum nie raz toczyla sie dyskusja na temat kandydatury Collinsa i z tego, co pamietam, kontrowersje byly podobne. Przy czym toczylo sie to w kontekscie Charlotty i z tego co pamietam - wiekszosc z nas byla za trafnoscia tej decyzji.

To prawda, ze dla Charlotty istnieje zrozumienie- i tym bardziej dziwi, że brak go dla mamuśki B...
Cytat:
A facet, ktory ma mloda zone, w dodatku taka, ktora kocha - raczej nie jest chetny do wielomiesiecznego rozstania

Nawet dla jej dobra lub wyższym celów?
AineNiRigani napisał/a:
My analizujemy bohaterow, ktorzy sa ludzi. w wiekszosci przypadkow przynajmniej.
A tutaj jak najbardziej podlega to zagadnieniom psychologicznym.

Ale to są raczej zagadnienia, które powinny być dostępne szerokiej publiczności, a nie znawcom psychologii społeczno-rozwojowej.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 14 Sie, 2010 21:26   

a co ma zdolnosc do szczescia? Nicole, kazdy kolejny stopien konczyl sie egaminem, szczegolnie ten na porucznika byl trudny - matermatyka, nawigacja, prawo, astronomia, sprawdzian techiczny, praktyczny itd. Jesli ktos nie mial koneksji i pieniedzy, otrzymywal stopien wylacznie dzieki wybitnym zdolnosciom. Jak wiemy Wenworth koneksji nie mial - pozostaje wylacznie to drugie.Stopnie Frederick mogl sobie wypracowac sam, ale otrzymanie statku - to juz zupelnie inna sprawa.
Ale bez koneksji statku by nie zdobyl - pierwsi w kolejce byli ci, ktorzy cieszyli sie znajomosciami. A jak wiemy ze slow samego Fredericka i Crofta - mial wielkie szczescie, ze dostal Osike, a jak sam Frederick mowi - jedynie ped ku morzu po przykrosciach na ladzie (w domysle odrzucone zareczyny), sprawil, ze objal dowodztwo...

Brak zrozumienia dla mamuski B wynika z tego, ze ona za wszelka cene chciala wydac wszystkie (badz wybrane) corki za maz. Za byle kogo, byleby w ogole, a jesli mial jakikolwiek dochod - stawal sie Ksieciem-z-bajki. Dla Lady Russel Byle-Kto (w tym przypadku Frederick) byl niedopuszczalny. Nie chodzlo li i jedynie o pozycje (chociaz to tez bylo wazne), ale rownie wazne bylo KIM jest delikwent. Lady R miala dosc specyficzny typ - wyksztalcony, oczytany, kulturalny. To, ze nie zauwazyla tych cech u Fredericka jest jej bledem, ale z cala pewnoscia sa to te cechy, ktore go do niej przekonaja w przyszlosci.

nicol81 napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
A facet, ktory ma mloda zone, w dodatku taka, ktora kocha - raczej nie jest chetny do wielomiesiecznego rozstania

Nawet dla jej dobra lub wyższym celów?.

A tym kontekscie wyzszym celem jest obecnosc przy zonie i zapewnianie jej szczescia swoja obecnoscia. Gdyby awans nastapil po 3-5 latach, sytuacja bylaby inna, ale zaraz po slubie calosc jest jednoznaczna.

nicol81 napisał/a:
Ale to są raczej zagadnienia, które powinny być dostępne szerokiej publiczności, a nie znawcom psychologii społeczno-rozwojowej.

Sloonce - wiekszosc informacji z dziedziny psychologii spolecznej jest powszechnie znana, to chyba najlepiej udokumentowana i opisana dziedzina psychologii. I ulubiona przez wszystkich.
Dostepne pozycje sygnowane przez najwieksze swiatowe slawy sa nie tylko napisane cholernie przystepnym jezykiem, ale wrecz na wyciagniecie reki w kazdej bibliotece - wystarczy jedynie chciec po nie siegnac... Ze o necie nie wspomne...
to juz pozycje z dziedziny obyczajowosci sa trudniejsze do zdobycia...
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Nie 15 Sie, 2010 08:59   

AineNiRigani napisał/a:
a co ma zdolnosc do szczescia?

Wielkie nic, moim zdaniem, możesz być drugim Ajsztajnem a bez farta, czy koneksji skończysz jako konserwatorka powierzchni płaskich. I tyla :roll:
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Nie 15 Sie, 2010 10:46   

i odwrotnie - ilu przecietniakow, czy wrecz slabych ludzi jest na stanowiskach tylko dlatego, ze maja po prostu ogromne szczescie lub jeszcze wieksze plecy ...
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 15 Sie, 2010 12:56   

AineNiRigani napisał/a:
jak sam Frederick mowi - jedynie ped ku morzu po przykrosciach na ladzie (w domysle odrzucone zareczyny), sprawil, ze objal dowodztwo...

A nie- w czasie zaręczyn wyraźnie mówi Annie i Lady R:
Cytat:
But he was confident that he should soon be rich; full of life and ardour, he knew that he should soon have a ship, and soon be on a station that would lead to every thing he wanted.

Czyli wcale jego priorytetem na po ślubie nie były spacery i śpiewanie z Anną. A statek miał brać i tak, to nie było przez zerwanie zaręczyn.
AineNiRigani napisał/a:
Lady R miala dosc specyficzny typ - wyksztalcony, oczytany, kulturalny.

Jednym słowem- istny Karol M. :mrgreen:
AineNiRigani napisał/a:
Brak zrozumienia dla mamuski B wynika z tego, ze ona za wszelka cene chciala wydac wszystkie (badz wybrane) corki za maz. Za byle kogo, byleby w ogole, a jesli mial jakikolwiek dochod - stawal sie Ksieciem-z-bajki.

Mamuśka B., mimo że nie była intelektualistką, zdawała sobie sprawę, że jej córki nie są świetnymi partiami i nie można przebierać. Lady R. ten kontakt z rzeczywistością złapała dopiero po paru latach panieństwa Anny, gdy okazało się, że jedyną opcją jest Karol. I dopiero wtedy wymagania się obniżyło... :roll:
AineNiRigani napisał/a:
wystarczy jedynie chciec po nie siegnac... Ze o necie nie wspomne...
to juz pozycje z dziedziny obyczajowosci sa trudniejsze do zdobycia.

Ale trochę o obyczajowości nalezy wiedzieć, bo Austen pisała dla ludzi, dla ktorych pewne rzeczy były oczywiste. Natomiast dla zrozumienia, czemu Anna nie wyszła za Fryderyka, nie powinna być konieczna lektura Freuda, Piageta i Watsona.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 15 Sie, 2010 13:00   

Ania Aga napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
eeee... pani Clay była wdową - rozwódki by Elżbieta przy sobie nie ścierpiała... A dzieci jakoś nie pamiętam... Poza tym - autorka tylko sugerje, że pan Elliot - być może - się z nia ozeni. Na razie jest jego kochanką... Co do przyszłości - pan Elliot na pewno nie będzie jej szanował, nawet po slubie, ale z niej spryciula, więc będzie umiała nim manipulować.

Tak to jest z czytaniem, czasem coś się wydaje, że było - a tu okazuje się, nie! Pamięć plata figle. Wydawało mi się, że pani Clay wyszła jednak za Eliota, a tu sprawdziłami i jednak nie! Co do rozwódki - w książce jest takie zdanie - "pani Clay wróciła do domu po nieudanym małżeństwie", mnie się to skojarzyło z rozwodem, ale upierac się nie będę. Co do dzieci, na pewno były.

Dzieci były. Wtedy zostawianie dzieci i wyjeżdżanie bez nich było na porządku dziennym.
Rozwód był wtedy tylko dla bogatych i wiązał się z wielkim skandalem. Takie kobiety były wykluczane z towarzystwa.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Nie 15 Sie, 2010 18:27   

nicol81 napisał/a:
Czyli wcale jego priorytetem na po ślubie nie były spacery i śpiewanie z Anną. A statek miał brać i tak, to nie było przez zerwanie zaręczyn.

Wiesz, ja tez bylam przekonana, ze na moim etapie zycia bede miec juz dziecko (lub parke). Bylam tez pewna, ze bede miec stalego faceta - ba bylam pewna, ze seks bez milosci jest niemozliwy i niefajny.
Jak to zycie weryfikuje nasze pewniki i dogmaty...
Szczesliwie zonaty Frederick nie wyruszylby do Indii, gdzie sie wzbogacil - jak sam to zreszta moi o Harvillu, ktory po zdobyciu byle jakich pieniedzy zaraz worcil na lad do zonki. A de facto byl w duzo gorszej pozycji i spolecznej i finansowej niz Wenworth.

nicol81 napisał/a:
ednym słowem- istny Karol M. :mrgreen:

A czy to cos zlego? Wprawdzie mnie bardziej chodzilo o Benwicka, ale Charles teoretycznie spelnial te wymagania.
Czy byl glupi? Czy brakowalo my wyksztalcenia, inteligencji? Czy nie mial majatku? Czy nie mial serca na wlasciwym miejscu? Na wszystkie pytania odpowiedz brzmi: NIE. Teoretycznie Charles byl bardzo dobrym kandydatem na meza. Mial tylko jedna wade - nie byl Frederickiem.

nicol81 napisał/a:
Mamuśka B., mimo że nie była intelektualistką, zdawała sobie sprawę, że jej córki nie są świetnymi partiami i nie można przebierać. Lady R. ten kontakt z rzeczywistością złapała dopiero po paru latach panieństwa Anny, gdy okazało się, że jedyną opcją jest Karol. I dopiero wtedy wymagania się obniżyło... :roll:

I wlascie dlatego pakowala corki w ramiona byle kogo. Charles nie byl byle kim. Intelektualnie przewyzszal Bingleya, a majatkowo i spolecznie ustepowal jedynie Elliotom, czyli i tak stanowil swietna partie. Porownanie go do Collinsa jest tak adekwatne, jak porownanie Darsika do Bingleya.

nicol81 napisał/a:
Ale trochę o obyczajowości nalezy wiedzieć, bo Austen pisała dla ludzi, dla ktorych pewne rzeczy były oczywiste. Natomiast dla zrozumienia, czemu Anna nie wyszła za Fryderyka, nie powinna być konieczna lektura Freuda, Piageta i Watsona.

Ciekawe, ze wlasnie Ty o tym piszesz :twisted:
Slonce, Ty chyba zapomnialas o jednym podstawowym fakcie - ja jestem historykiem. Psychologie sobie machnelam na kolejnych studiach - bo mnie ta tematyka fascynuje i nie wypowiadalabym sie na temat obyczajowosci, gdybym nie zglebila blizej tematyki. Stad moje spostrzezenia, zaczerpniete z autopsji - te pozycje trudniej znalesc (aczkolwiek mozna)...
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 15 Sie, 2010 21:10   

AineNiRigani napisał/a:
Jak to zycie weryfikuje nasze pewniki i dogmaty...

Ale co innego gdybać hipotetycznie lub na dłuższą perspektywę czasową, a co innego robić plany w konkretnej sytuacji. Fryderyk jako narzeczony przed ślubem mówił, że wsiada na pierwszy statek i nie widzę powodów, by mu nie wierzyć.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pon 16 Sie, 2010 05:38   

Nie chodzi o statek (nawet jesli sam sie rozpadal), tylko o rejs. Nieszczesliwy Fryderyk byl bardziej zdeterminowany. Nie mial do kogo wracac - wiec nie wracal. Robil kariere. Szczesliwy Fryderyk za cholere nie chcialby brac np. dlugich rejsow do Indii, w ktorych nie uczestniczyl juz m.in. swiezoozeniony Harvill, a ktore to sprawily, ze dorobil sie sporego majatku.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11720
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 16 Sie, 2010 08:44   

Dlatego pod tym wzgledem podobało mi się zakończenie filmu z 1995 - kapitan i Anna, jak nowi państwo Croft, odplywają razem na jego statku. Serial sugerował inne leosy. Fryderyk w cywilu, przywożący Annę do wystawnej siedziby, sugeruje, ze odtąd będzie on raczej (symbolicznie) ganiał kurczaki na własnym podwórku, niż wraże okręty na oceanach :mrgreen:
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pon 16 Sie, 2010 10:43   

mnie tez sie ta wizja morskiego zycia Anny bardziej podobala. Ot tak w kontrascie do tego zapierania sie fredericka i burzenia sie na zdanie "Zobaczysz jak sie ozenisz...". No i zobaczyl :twisted:
Rzecz jasna jest to juz dopisane przez scenarzyste :)
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 11524
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Pon 16 Sie, 2010 18:46   

A w książce jak było ? O ile pamiętam , Anna też marzyła o życiu na pokładzie .
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 16 Sie, 2010 19:46   

AineNiRigani napisał/a:
Charles teoretycznie spelnial te wymagania.
Czy byl glupi? Czy brakowalo my wyksztalcenia, inteligencji? Czy nie mial majatku? Czy nie mial serca na wlasciwym miejscu? Na wszystkie pytania odpowiedz brzmi: NIE. Teoretycznie Charles byl bardzo dobrym kandydatem na meza. Mial tylko jedna wade - nie byl Frederickiem.

Był dobry, przystojny i zamożny- i dość inteligentny jak na swoje potrzeby. Ale nie był oczytany, błyskotliwy i był raczej bez nadmiernej głębi intelektualnej. Dla Anny główną wadą było niebycie Fryderykiem.
Ale lady R. w czasach Fyderyka nie uważała takiego Karola za idealnego męża dla Anny, miała większe wymagania, które tradycyjnie życie zweryfikowało :roll:
AineNiRigani napisał/a:
Intelektualnie przewyzszal Bingleya,

Rączki mi od Bingleya poproszę :bejsbol: Karol B. i Karol M. to w sumie podobne typy, ale jakby robić zawody intelektualne, to puchar dla Bingleya. On tylko w porównaniu z Darsikiem nie błyszczał. Nie mówię o tych gwałcących go ekranizacjach :uzi:
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 16 Sie, 2010 20:25   

Cytat:
I wlascie dlatego pakowala corki w ramiona byle kogo.

A czy Collins był byle kim? Uniwersytet skończył, patronę pozyskał, prebendę niezłą miał koneksji i szansę na więcej. Nie mówiąc o dziedzictwie posiadłości... :wink: Prawda, że durny- ale to wada względna...
Jakby się Wenworth w Meryton pojawił, mamusia B. powitałaby go z otwartymi ramionami jako przyszłego zięcia, niechby tylko wykazał cień zainteresowania którą z młodych...

AineNiRigani napisał/a:
Psychologie sobie machnelam na kolejnych studiach - bo mnie ta tematyka fascynuje i nie wypowiadalabym sie na temat obyczajowosci, gdybym nie zglebila blizej tematyki.

Rozumiem, że podejście naukowe pozwala dostrzegać ciekawe szczegóły, które umykają laikom. Jednak w książkach motywacje bohaterów powinny być dostępne dla szerokiej publiczności.
Mogłabyś też zarzucić kilkoma przystępniejszymi tytułami.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 28860
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Wto 17 Sie, 2010 11:05   

nicol81 napisał/a:
Jakby się Wenworth w Meryton pojawił, mamusia B. powitałaby go z otwartymi ramionami jako przyszłego zięcia, niechby tylko wykazał cień zainteresowania którą z młodych...
Z tym to ja się zgodzę, skoro i Wickhama niemal całowała po rękach za ożenek z córunią :roll:
_________________

 
 
JoannaS 



Dołączyła: 06 Sie 2008
Posty: 136
Skąd: Z Falenicy
Wysłany: Wto 17 Sie, 2010 13:32   

Mam wrażenie, że każdego by całowała. Po ślubie córka przestawała być jej problemem.
_________________
JS
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11720
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 17 Sie, 2010 14:20   

I zmniejszała groźbę "zamieszkania pod płotem." :mrgreen:
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7108
Skąd: Północ
Wysłany: Wto 17 Sie, 2010 19:51   

bo mamusia B. bije na głowy wszystkie mamusie pod względem swatania córek :roll:
_________________
Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam. Pratchett,Carpe Jugulum
 
 
Kala 



Dołączyła: 15 Paź 2008
Posty: 15
Skąd: z Lublina
Wysłany: Wto 21 Cze, 2011 20:18   

Jeśli mówimy o antypatiach, czyli o naszych własnych odczuciach w stosunku do bohaterów, to niestety u mnie na pierwszym miejscu w tej kategorii od zawsze znajduje się Fanny Price. Występowanie złych, podłych, posiadających najróżniejsze śmiesznostki bohaterów jest rzeczą jak najbardziej zrozumiałą (czarni bohaterowie są potrzebni dla równowagi ;) ), ale nudna i mdła główna bohaterka (i do bólu idealna na dodatek) - potrafi tylko zirytować. Fanny to trochę taka Sierotka Marysia, a że nie mam przekonania do takich ofiar losu, więc w tym przypadku wykluczało to możliwość utożsamiania się z bohaterką. Może też przez to nie mam aż tak wielkiego sentymentu do "Mansfield Park", jak do innych powieści JA. :-|
_________________
"Tego, co ty widzisz, nikt inny nie widzi. Choćby widział dużo więcej."
W. Myśliwski
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39973
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 22 Cze, 2011 13:04   

Nie zgodzę się :) Fanny jest zwykła i bardzo młoda. Wychowywana w poczuciu, ze jest gorsza. Poradziłą sobie w tej sytuacji całkiem nieźle. Ale ja jestem nieobiektywna, bo bardzo lubię MP.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.