PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Caroline
Sro 02 Mar, 2011 07:37
Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Autor Wiadomość
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Czw 18 Maj, 2006 22:31   Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

Ciąg dalszy forumowego tłumaczenia powieści North and South

Alison, Caroline, czekamy tutaj na kolejne ciasteczka :D

Link do Przywitalni forumowej dla świeżynek:
http://forum.northandsout...tart=200#290532
 
 
Aragonte 
nerd planetarny



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 23078
Skąd: emigracja wewnętrzna
Wysłany: Czw 18 Maj, 2006 22:45   

Super, że będzie to zblokowane, nie będzie tego trzeba szukać :D

Ha, jutro będę sama sobie łamać głowę nad oryginałem, bo zamówiłam w Merlinie... ale tłumaczenie z tego się nie urodzi, za kiepska jestem w angielskim :wink:
 
 
marianna1 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 19
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 02:39   

Czuję, że tu będzie panowała słodka babska samowolka :D , tzn oczywiście porządek pewnie będzie :wink: , ale uwolnione spod dyktatury Księcia Regenta, będziemy mogły rozwodzić się nad urokiem Ryśka i wklejać (a raczej czytać, bo wklajają nieliczne, a reszta czeka z niecierpliwością) duże fragmenty tłumaczeń uporządkowane w jednym miejscu (tzn mam taką nadzieję )
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1640
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 17:15   

Idzie ciacho!

Wizyta pani Thornton cz. 2 (Rozdział XXX, "Home at last" s. 284)
- Chcesz bym była przyjaciółką dla panny Hale? - powiedziała pani Thornotna swoim zrównoważonym głosem, którego nie zmiękczyło serce, brzmiał wyraźnie i jasno.
Pani Hale, z oczami wciąż zwróconymi na panią Thornton, uścisnęła jej dłoń spoczywającą poniżej na narzucie. Nie mogła mówić. Pani Thornton westchnęła
- Będę dla niej prawdziwą przyjaciółką, jeśli tego będą wymagały okoliczności. Nie czułą przyjaciółką, nie mogłabym... ("dla niej" chciała niemal dodać, ale ustąpiła patrząc na zmizerowaną, niespokojną twarz). Nie jest w mojej naturze okazywać uczucia, nawet jeśli je przeżywam, niechętnie również udzielam rad. Niemniej, na twoją prośbę, jeśli to przyniesie ci ulgę, obiecuję.
Zamilkła na chwilę. Pani Thornton była zbyt rzetelna by obiecać coś, czego nie zamierzała dotrzymać, a dotrzymać czegokolwiek z życzliwości dla Margaret, bardziej nielubianej teraz niż kiedykolwiek, było trudne, niemal niemożliwe.
- Obiecuję - powiedziała z doniosłą powagą, która napełniła umierającą kobietę wiarą bardziej trwałą niż przelotne, chwiejne, nietrwałe życie.
- Obiecuję, że z jakimkolwiek kłopotem panna Hale...
- Nazywaj ją Margaret - wydyszała pani Thornton
- Z jakimkolwiek kłopotem przyjdzie do mnie po pomoc, pomogę jej ze wszystkich sił, tak jakby była moja własną córką. Obiecuję też, że jeśli zauważę, iż postępuje źle...
- Ależ Margaret nigdy nie postępuje źle, nie rozmyślnie! - tłumaczyła pani Hale. Pani Thornton kontynuowała, jakby nie dosłyszała:
- Jeśli zauważę, że postępuje w sposób, który w moim przekonaniu będzie niewłaściwy - choć nie będzie dotyczył mnie lub moich bliskich, w którym to wypadku kierowałyby mną własne motywy, powiem jej o tym szczerze i otwarcie, jak życzyłabym sobie by powiedziano mojej córce.
Nastąpiła długa pauza. Pani Hale czuła, że ta obietnica była niepełna, choć i tak obejmowała wiele. Były w niej zastrzeżenia, których nie rozumiała, ale w końcu była słaba, oszołomiona i zmęczona. Pani Thornton rozważała wszelkie możliwe sytuacje, w których zobowiązała się do działania. Jątrzącą przyjemność sprawiała jej myśl o powiedzeniu Margaret niemile widzianej prawdy pod pozorem dotrzymywania tej obietnicy. Pani Hale zaczęła mówić:
- Dziękuję. Niech Bóg cię błogosławi. Nie zobaczymy się już na tym świecie. Ale w swoich ostatnich słowach dziękuję ci, że obiecałaś życzliwość mojemu dziecku.
- Nie życzliwość! - oświadczyła pani Thornton do końca bezwzględnie szczera. Oczyściwszy sumienie po wypowiedzeniu tych słów nie żałowała jednak, że nie zostały usłyszane. Uścisnęła miękką, słabą dłoń pani Hale, wstała i poszła w swoją stronę, opuściła dom nie spotkawszy nikogo
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 17:55   

Caroline, dzięki :)

No to mateczka, ostra kobieta jest :)
Ale przynajmniej szczera, choć to w tej sytuacji nie zaleta niestety ...
Oj jak ona nie lubiła tej naszej Margaret ...
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pon 05 Sty, 2009 18:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 18:18   

Wczorajsze ciacho (moze by je przestawic ?)

Rozdział XXX
Home at last

Wizyta pani Thornton, s. 284, cz. 1

Pani Thornton przyszła z wizytą do pani Hale następnego dnia rano. Chora czuła się znacznie gorzej. Była to jedna z tych nagłych zmian, widoczny krok w stronę śmierci, która dokonała się w ciągu jednej nocy. Jej rodzina była przerażona widokiem szarych, zapadniętych rysów, które pojawiły się na twarzy pani Hale w ciągu tych dwunastu godzinach cierpienia. Pani Thornton, która nie widziała jej od tygodni, zmiękła natychmiast. Przyszła na prośbę swojego syna, uzbrojona w dumne, gorzkie uczucia wobec tej rodziny wywołane przez Margaret. Powątpiewała w prawdziwość choroby pani Hale, sądziła, że prośba o jej wizytę była tylko kaprysem, który na dodatek wyrwie ją z zaplanowanego trybu dnia. Powiedziała mu jak bardzo życzyłaby sobie, aby nigdy nie pojawili się w okolicy, że żałuje, iż kiedykolwiek zawarł tę znajomość, że nigdy nie wymyślono bardziej bezużytecznych języków niż łacina i greka. Zniósł to wszystko ze spokojem, ale kiedy skończyła wymyślać na martwe języki, cicho, zwięźle i stanowczo wyraził ponownie życzenie, aby poszła zobaczyć się z panią Hale o ustalonej porze, najbardziej dogodnej dla chorej. Pani Hale poddała się życzeniu syna z całą niechęcią, na jaką ją było stać, choć jednocześnie cieszyła się, że je wyraził, wyolbrzymiała we własnym mniemaniu wyobrażenie o dobroci, która kazała mu tak uporczywie podtrzymywać znajomość z Hale`ami.
Jego dobroć granicząca ze słabością, (za której przejaw uważała wszelkie łagodniejsze cnoty), własne lekceważenie dla państwa Hale i prawdziwa niechęć do Margaret zajmowały jej myśli dopóki nie uderzyła jej ich błahość w obliczu mrocznego cienia skrzydeł anioła śmierci. Oto pani Hale - matka podobnie jak ona, kobieta młodsza od niej - na łóżku, z którego nie było nadziei by jeszcze kiedykolwiek wstała. Odcięta od gry świateł i cieni w tym mrocznym pokoju, bez sił do działania, ledwie mogąca się poruszać, otoczona przez słabe odmiany szeptu na przemian z wymuszoną ciszą; a i tak to monotonne życie wydawało się zbyt trudne dla niej do udźwignięcia. Gdy weszła pani Thornton - silna, ciesząca się pomyślnością w życiu, pani Hale leżała nieruchomo, choć z twarzy wyczytać można było, że jest świadoma jej obecności. Przez minutę lub dwie nie otwierała oczu. Ciężkie łzy zebrały się na rzęsach zanim podniosła wzrok, szukając wątłą dłonią po omacku na pościeli dotyku silnych, dużych palców pani Thornton powiedziała głosem ledwie wykraczającym poza westchnienie, pani Thornton musiała się pochylić by ją usłyszeć:
- Margaret..... ty też masz córkę..... moja siostra jest we Włoszech. Moje dziecko zostanie bez matki... w tym obcym miejscu...., jeśli umrę, czy ty.....
Jej zamglone oczy skupiły się w głębokiej zadumie na twarzy pani Thornton, której sztywne rysy przez minutę nie zmieniły się, pozostały nieruchome i surowe, ale choć oczy chorej kobiety przyćmiewały wolno zbierające się łzy, dostrzegła ciemną chmurę gromadzącą się na tym zimnym obliczu. I to nie myśl o synu, ani o córce Fanny poruszyła w końcu jej serce, ale nagłe wspomnienie, przywołane przez podobieństwo w urządzeniu pokoju, o córeczce, zmarłej we wczesnym dzieciństwie wiele lat wcześniej, jak promień słońca rozpuściło lodowy pancerz, za którym kryła się prawdziwie wrażliwa kobieta.
 
 
KIKA 
córka marnotrawna



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 129
Skąd: Bogatynia
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 20:19   

Zawsze wiedziałam, że pani Thornton tylko ukrywała się za posępnym obliczem... a gdzieś w środku była bardzo czułą i wrażliwą kobietą. W końcu zycie jej nie rozpieszczało i zapewne trudniej jej było w tamtych czasach byc samotną matką bez grosza przy duszy w dodatku z wierzycielami na karku... i jeszcze ta śmierć dziecka... los ją doświadczał....
_________________
2775021
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 20:39   

Twarda kobieta ta pani Thorton, ale o tym to już wiedziałyśmy.

Czy ona i pani Hale były ze sobą na "ty"? Czy to kwestia wieku, relacji, czy też może tłumaczenia? Bo mi się to jakieś takie wydaje prawie ciepłe - mówić sobie po imieniu. I takie obce w stosunku do relacji tych kobiet, a może zresztą do jakiejkolwiek relacji pani T. z inną kobietą...
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 21:46   

Dzięki Caroline.
Pani Thorton to bardzo zasadnicza kobieta, nie ukazująca swoich uczuć. Świetna rola Sinead Cusack powoduje, że czytając fragmenty ksiązki widzę ją i chyba już zawsze będę ją widzieć bez względu na to jak będzie przedstawiona jeszcze w dalszych częściach.
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1640
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006 23:18   

izek napisał/a:

Czy ona i pani Hale były ze sobą na "ty"? Czy to kwestia wieku, relacji, czy też może tłumaczenia? Bo mi się to jakieś takie wydaje prawie ciepłe - mówić sobie po imieniu. I takie obce w stosunku do relacji tych kobiet, a może zresztą do jakiejkolwiek relacji pani T. z inną kobietą...


Wydaje mi się, że ze względu na sytuację przeszły automatycznie na Ty. W tekście nigdzie nie pojawia się "Mrs Thornton", "Mrs Hale", gdy się do siebie zwracają.
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 00:39   

Caroline, dzięki za ciacho, zjadam je natychmiast, a raczej wklejam do swej książeczki.
Nie znam całej powieści, ani też filmu, ale na podstawie przeczytanych ciasteczek i Waszych postów nie bardzo mi się podoba postać pani T.
Życie jej nie rozpieszczało to prawda... Jest dzielna i silna...ale przy tym zaślepiona miłością do syna, a taka miłóść to.... istna puszka Pandory.
Nienawidzi Margaretki i jej rodziny, bo ...Jasiu dostał kosza ?! :shock:
I to jest powód, aby odmówić pomocy umierającej kobiecie?
Pani T. ma u mnie dużego minusa :evil:
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 07:53   

Dziekuje Carolino
Jaka ta ksiazka jest piekna- odkrywa przed nami te ludzkie wnętrza, skrywane tajemnice i uprzedzenia
Do mojej porannej kawy
Mniam
 
 
Gitka
[Usunięty]


Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 09:00   

Wielkie dzięki.
Ja też gdy czytam o pani Thorton przed oczami, mam Sinead Cusack.
Ależ ona ją zagrała...

 
 
Margarett
Lady Of The Flowers



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 181
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 13:37   

Gitka napisał/a:
Wielkie dzięki.
Ja też gdy czytam o pani Thorton przed oczami, mam Sinead Cusack.
Ależ ona ją zagrała...



zagrała wspaniale
_________________
Ostatnio zmieniony przez Margarett Nie 21 Maj, 2006 16:14, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1640
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 16:15   

Przy sobocie, po robocie - ciacho!

Frederick i pani Hale (ciąg dalszy Rozdziału XXX, "Home at last", s. 284)

Podczas, gdy pani Thornton odbywała rozmowę z panią Hale, Margaret i Dixon rozmyślały i naradzały się, jak utrzymać przybycie Fredericka w całkowitym sekrecie przed wszystkimi spoza domu. Listu od niego można było spodziewać się w każdej chwili, a z pewnością on sam przybędzie niedługo później. Martę trzeba odesłać dając jej wolne, Dixon musi trzymać straż przy drzwiach pozwalając by nielicznie goście odwiedzający ten dom mieli dostęp tylko do gabinetu pana Hale na dole - choroba pani Hale dawała do tego doskonały pretekst. Jeśli Mary Higgins będzie potrzebna do pomocy Dixon w kuchni, powinna jak najrzadziej widzieć i słyszeć Fredericka, miał być przy niej nazywany panem Dickinsonem, jednak ospała i pozbawiona wścibstwa natura Mary była najlepszym zabezpieczeniem. Postanowiły, że Marta powinna opuścić ich tego popołudnia i wyjechać w odwiedziny do matki. Margaret żałowała, że nie odesłano jej już poprzedniego dnia, miała wrażenie, że dawanie służbie wolnego, gdy stan pani domu wymagał tak wiele uwagi, mogło się wydać dziwne.
Biedna Margaret! Całe popołudnie zmuszona była odgrywać rolę rzymskiej córki dodając ojcu sił, których jej własne zasoby były bardzo skąpe. Między atakami choroby żony pan Hale żywił nadzieję, nie poddawał się rozpaczy, nabierał otuchy w chwilach wytchnienia od bólu, wierzył, że to początek całkowitego wyzdrowienia, gdy więc pojawiły się napady - każdy ostrzejszy od poprzedniego - przyprawiły go o udrękę i ogromne rozczarowanie. Tego popołudnia siedział w salonie, niezdolny do zniesienia samotności w swoim gabinecie lub zajęcia się czymkolwiek. Ukrył głowę w ramionach złożonych na stole. Margaret bolało serce, gdy na niego patrzyła, ale skoro on sam się nie odzywał, nie próbowała go pocieszać. Marty nie było. Dixon siedziała przy śpiącej pani Hale. Dom był cichy i spokojny, zapadał zmrok, nikt nie postarał się o świece. Margaret siedziała w oknie przyglądając się latarniom i ulicy, ale w istocie nie widząc niczego, wyczulona tylko na ciężkie westchnienia ojca. Nie chciała zejść na dół po światło bojąc się, że gdy pozbawi ojca swojej milcząco powściągliwej obecności, mógłby gwałtowniej dać upust swoim emocjom, a jej nie będzie w pobliżu by go pocieszyć. Pomyślała jednak, że powinna pójść i zadbać o podtrzymanie ognia pod kuchnią, bo nikt inny nie mógł tego zrobić, wtedy usłyszała dźwięk przytłumionego dzwonka u drzwi pociągniętego tak mocno, że brzęk metalowej rączki zabrzmiał w całym domu, choć sam dzwonek nie był donośny. Zerwała się, minęła ojca, który nie drgnął nawet na ten stłumiony, głuchy dźwięk - wróciła i ucałowała go tkliwie. Nie poruszył się, ani nie zauważył jej czułego uścisku. Zeszła miękko w ciemnościach do drzwi. Dixon założyłaby łańcuch przed ich otwarciem, ale umysł Margaret był zbyt zaabsorbowany by znalazło się w nim miejsce na strach. Wysoka męska sylwetka odgradzała ją od rozświetlonej ulicy. Spoglądał w bok, ale słysząc szczęk zamka gwałtownie się odwrócił.
- Czy to dom pana Hale? - spytał czystym, dźwięcznym, delikatnym głosem.
Margaret zadrżała, z początku nie odpowiedziała. Po chwili westchnęła:
- Frederick! - i wyciągnęła ręce by pochwycić jego dłonie i wciągnąć go do środka.
- Och, Margaret! - powiedział, trzymając ją za ramiona, gdy już się ucałowali, tak jakby w ciemności mógł widzieć jej twarz i wyczytać z niej odpowiedź szybciej niż udzieliłaby mu jej słowami.
- Moja matka, czy jeszcze żyje?
- Tak, żyje! Drogi, drogi braciszku! Jest bardzo chora, ale jeszcze żyje.
- Dzięki Bogu! - powiedział.
- Papa jest kompletnie rozbity.
- Spodziewaliście się mnie, prawda?
- Nie, nie dostaliśmy listu.
- Widać przybyłem przed nim. Moja matka wie, że przyjeżdżam?
- Wszyscy wiedzieliśmy, że przyjedziesz! Ale poczekaj chwilę, podejdź tu i podaj mi rękę. Co to? Ach! Twoja torba podróżna. Dixon zamknęła okiennice; tutaj jest gabinet ojca, zaprowadzę cię do krzesła, żebyś mógł usiąść i odpocząć przez moment, gdy pójdę mu powiedzieć.
Po omacku odszukała drogę do świecy i zapałek. Niespodziewanie poczuła się onieśmielona, gdy oświetlił ich wątły, mały płomień. Zobaczyła tylko, że twarz jej brata jest niezwyczajnie śniada i pochwyciła ukradkowe spojrzenie pary pięknych niebieskich oczu, które nagle zamigotały pod wpływem zabawnego wrażenia, jakie wywarła na nich obojgu świadomość, że przyglądają się sobie nawzajem. Ale, choć w tej wymianie spojrzeń brata i siostry natychmiast nastąpiło porozumienie, nie wypowiedzieli ani słowa, Margaret upewniła się jedynie, że będzie lubić swojego brata jako towarzysza, tak samo, jak kochała go już jako najbliższego krewnego. Odczuwała cudowną lekkość w sercu, gdy wchodziła po schodach, smutek w rzeczywistości nie zmniejszył się ani trochę, ale stał się mniej przytłaczający, gdy w pobliżu był ktoś w dokładnie w takiej samej sytuacji, jak ona.
8)
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 16:23   

Pieknie sie to czyta...
I tak plastycznie jest to opisane, i tak pieknie przetlumaczone, ze widze dokladnie ta scene, ojca ktory ukrył głowę w ramionach, Margaret, ktora siedzi w oknie i przyglada sie latarniom i ulicy, i moment gdy zbiega otworzyc drzwi i przywitac sie z Fryderykiem.
Naprawde dobrze Gaskell pisze.
A dobor aktorow i sam klimat filmu swietny.
Mozna sie delektowac i ksiazka i filmem

Dzieki Caroline :D
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 18:52   

Caroline napisał/a:
Przy sobocie, po robocie - ciacho!

Frederick i pani Hale (ciąg dalszy Rozdziału XXX, "Home at last", s. 284)
(...)
8)


Dzięki, Caroline, za chwilę zabieram się do czytania i skomentowania.
... Wspaniałe tłumaczenie, słowa płyną tak składnie i gładko, dobrze się je czyta :-)
Ostatnio zmieniony przez GosiaJ Sob 20 Maj, 2006 21:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 19:13   

Dzięki Caroline
Fakt pięknie się to czyta. Możemy sobie wyobrazić ten dom i ulicę, ale to jest właśnie tamten dom przy tamtej ulicy z filmu. Widzimy ciemne wnętrze domu, które rozjaśniają tylko lampy i świece, otwierane drzwi i radośc Margaret na widok brata, a te widoki też pamiętamy z filmu.
W tym wypadku fakt, że już widziałyśmy film bardzo nam pomaga widzieć wszystko tak jakbyśmy tam były i nie dlatego, że brak nam wyobraźni, ale dlatego, że ci bohaterowie zarówno literaccy jak i filmowi są nam z odcinka na odcinek coraz bliżsi.
 
 
Gitka
[Usunięty]


Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 20:31   

Caroline, bardzo piękne tłumaczenie, bardzo dziękuję.

 
 
miłosz 
kucharz jedno ma imię



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1750
Skąd: Krakówek
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 21:04   

Och Caroline - naprawde piękne tłumaczenie ;)
_________________
Z Tobą ciemność nie będzie ciemna..........
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 21:56   

:D Dziękuję... świetnie się czyta.
Dziewczyny, dlaczego Frederic był wyjęty spod prawa /dodam, że nie
znam filmu/.
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1640
Wysłany: Sob 20 Maj, 2006 22:02   

Sprzeciwił się kapitanowi-sadyście na statku, którym pływał. Pozbyli się tego kapitana, został uznany za prowodyra buntu. Nie mógł legalnie powrócić do Anglii, bo sąd wojskowy niemal na 100% wydałby na niego wyrok śmierci.
Jeśli znasz "Bunt na Bounty" to od razu będziesz wiedzieć o co chodzi :)
 
 
migotka 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 1461
Skąd: mazowsze
Wysłany: Nie 21 Maj, 2006 06:39   

też tu jestem i czytam, zaznaczam swoją obecność jakby co;)
dzieki! 8)
_________________
http://slowemmalowane.blogspot.com/
http://maribeaart.blogspot.com/
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Nie 21 Maj, 2006 08:20   

Margaret jako "rzymska córka"? Czyli taka twarda jak przypuszczam.
Och, dobrze że ona była z innej gliny niż jej matka, bo na jej głowie była organizacja wszystkiego. Ojciec spokojnie mógł się poddać rozpaczy...
Niby dobrze, że Fredrick przyjechał, ale mam wrażenie, że to dla Margaret dodatkowa troska i "garb" a bynajmniej nie pomoc, nawet nie ta duchowa. Ale może w następnym ciasteczku będzie coś o wsparciu jakiego jej brat udzielał...
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 21 Maj, 2006 11:41   

Raczej o kłopotach, jakich jej przysporzył ;)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.