PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Hannah Thornton
Autor Wiadomość
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Czw 22 Cze, 2006 20:35   Hannah Thornton

Przeklejam dyskusje o Hannah Thornton z tamtego forum, bo czytalam je dzis z zainteresowaniem:

Kika
No proszę, ale ten dotyk wywarł na nim oszałamiające wrażenie...
po tej rozmowie matka zrozumiała, że straciła nas synem władzę... w kwestii uczuć... to chyba było dla niej bardzo bolesne doświadczenie....

Alison
Bardzo mi tej mamy żal, choć chwilami myślę, że aż niezdrowa jest taka miłość do własnego dziecka...

Kika
Z jednej strony niezdrowa, ale on był jedynym jej oparciem... bardzo mi jest jej żal... chyba każda matka przeżywa, kiedy dziecko zaczyna wyfruwać z gniazda.....tym bardziej, że Thornton długo poza matką nie uważał żadnej kobiety... Pocieszające jest to, że Pani Thornton była mądrą kobietą.....

Kaziuta
Na pewno nie jedna z nas zna z życia, a niektóre z autopsji taką miłość.
Tak jak matki kochają swoich synów tak ojcowie kochają swoje córki i każdy ewentualny kandydat to wróg.
Nie wiem czy dyskutowałyście już nad ewentualną przyszłościa tej pary bo nie przeczytałam wszystkich 80 stron poprzedniego tematu, wieć jeżeli sie powtarzam to przepraszam, ale czy ich życie z tak zaborczą teściową byłoby do zniesienia.

Trzykrotka
Jest jedna-jedyna szansa na dobre stosunki z teściową moim zdaniem: to, że ona zaakceptuje kobiete, która uszczęśliwiła jej syna. Deklarowała to - "mogłabym ją polubić" - mówiła przed "nienawidzę jej" Ale to też marna szansa - w końcu żadna nie będzie kochać go tak jak mama i tak o niego dbać. Samo życie.

Alison
Uznałyśmy zdaje się, że ona tak bardzo kocha Johna, że musi też pokochać Margaret, za to że ona go w końcu doceniła, zresztą ona sama zdradza takie tendencje, "polubić Margaret za to, że ta lubi Jaśka".
Na pewno obie by się ścierały, bo obie są istotami o bardzo niezależnych poglądach i silnymi osobowościami, ale myślę, że dla Jaśka dogadywałyby się, choć jemu to nie zazdroszczę...
Ale my generalnie wolimy zakończenia z happy endem. Of course
Więc nie snujmy czarnych scenariuszy

Gosia
Mysle, ze pani Thornton widziala, jak jej syn sie meczyl, a zwlaszcza wtedy, gdy Margaret wyjechala. Dla jego szczescia bylaby chyba w stanie zaakceptowac Margaret, tym bardziej, ze ona docenila w koncu jej syna.
Mysle, ze z czasem mogla sie do niej przekonac, choc na pewno zycie pod jednym dachem takich dwoch kobiet byloby trudne. Ale obie kochaly Johna, wiec porozumienie dla jego dobra chyba byloby mozliwe. Mysle ze i Margaret nie mogla nie docenic sily charakteru pani Thornton. I pani Hale prosila matke Thorntona, by zaopiekowala sie Margaret i Hannah to jej przyrzekla. Margaret po smierci ojca przeciez byla juz sama.
Trzeba tez pamietac, ze Margaret doprowadzi swoimi finansami do podniesienia sie z upadku fabryki Johna.
Ta scena w pustej fabryce jest znamienna, tu widac ze Hannah jest podlamana ta finansowa ruina i martwi sie o Johna, ale i troche o siebie, widac przez chwile jej slabosc, choc nie chce sie do niej przyznac.
W tym momencie powrot jej syna z Margaret, ktora moze pomoc finansowo jej synowi, nie moze sie spotkac z jakąkolwiek niechecia.
W koncu matka nawet nie wiedziala, gdzie on sie podziewa i bardzo sie o niego martwila.

Eva7
Życie nie raz pokazało , że gdy jest źle to ludzie kulą ogony , ale gdy znowu wypłyną to.......
Skąd my to znamy
No ale nie ma co gdybać, starsza pani Thorton z pewnością okazała się mądrą osobą i........
A może tak same dopiszemy dalszy ciąg....

Milośz
Myślę, że Thortonowa napewno jest mądrą osobą i Margaret obdarzy ją szacunkiem , ale nie sądzę zeby to były jakieś bardzo serdeczne uczucia i jakieś silne więzi .....

Alison
Ale pamietacie ta scenę w pustej fabryce? Mamie tak drży broda, no bo i strata tego na co John harował pół życia i martwi się, bo nie wie gdzie zniknął. Margaret ma taki odruch jakby chciała ją przytulić, pocieszyć, ale kończy się tylko na uścisku przedramienia, Hannah odwraca się bo nie potrafi okazywać uczuć, ale jestem pewna, że docenia ten gest i że te lodowe bariery między nimi w końcu się stopią. Poza tym hmmm dzidziusie bardzo takie twarde babcie rozmiękczają

GosiaJ
pani Thornton, która nie jest postacią dającą się bardzo lubić, ale za to wzbudza mój ogromny szacunek:
Sporo powiedziałyście tu o jej prawie zaborczej miłości do syna, ona sama zdaje sobie sprawę, że traktuje Margaret jak rywalkę, gdy mówi, że jeszcze tego ostatniego wieczoru chciała być pierwsza a sercu syna (w drugim odcinku). Ale sądzę, że miłość pani Thornton do syna nie jest ślepa. Czy bez niego, bez jego wyrzeczeń staliby się na powrót szanowaną rodziną po haniebnej śmierci męża? Ona doskonale widzi, że on poświęca wszystko dla swojej rodziny. Jest człowiekiem niezwykle szanowanym i cenionym. Fakt, czasem przesadza, opowiadając wszystkim wokoło, że jest świetnym fabrykantem, człowiekiem i materiałem na męża
Bardzo podoba mi się ostatnia scena z nią i Margaret - ona jest na początku rozgoryczona, atakuje pannę Hale, nie chce się przyznać do słabości. Ale już po chwili widać, jak bardzo cierpi, nie wiedząc, gdzie jest John. Przecież on jej zawsze wszystko mówi, a teraz wyjechał bez słowa. Przez chwilę, kiedy Margaret lekko dotyka rękawa sukni, a pani Thornton się odwraca (może, by panna Hale nie widziała jej łez...), między nimi panuje absolutne porozumienie - oto spotkały się dwie kobiety, które kochają tego samego mężczyznę i doskonale wiedzą, co czują nawzajem.
Myślę, że pani Thornton jest w stanie zaakceptować, a nawet polubić czy pokochać Margaret - przecież nie jest zła, jest mądrą kobietą. Wie, że Margaret nie jest łowczynią posagów, to ona pomoże jej synowi w uratowaniu fabryki. Wie, że John bez niej nie potrafi już żyć, widzi jego rozpacz; myślę, że zda sobie sprawę z ogromu miłości Margaret do jej syna.

Gosia
Ja mysle, ze samo w sobie to, ze pani Thornton przyznaje sie Margaret, ze nie wie, gdzie jest jej syn, jest oznaka slabosci i desperacja.
Ona, taka dumna !
I ten drobny gest Margaret dotkniecia jej ramienia, pozornie nie przyjety, w rzeczywistosci z pewnoscia jest doceniony przez Hannah. Ona nie chce okazac slabosci, ale jednak sie do niej przyznaje.
Jednak z pewnoscia naistotniejsze sa slowa Margaret, ze Hannah miala racje, ze Margaret nie wiedziala, kogo odrzucila.
Mysle ze wlasnie te slowa dla Hannah znaczyly najwiecej.

Caroline
Ja też myślę, że ta scena w fabryce jest zapowiedzią polepszania się stosunków Margaret/Hannah Thornton.

Monika
A dla mnie takim pierwszym miłym gestem jaki Margaret uczyniła w kierunku pani Thornton były przeprosiny za sposób w jaki z nią rozmawiała ostatnim razem (gdy ostro odmówiła odpowiedzi na zarzuty pani T. w sprawie nocnej wizyty na stacji). Wydaje mi się, ze matka Johna była miło zaskoczona gestem Margaret

Gosia
Na pewno masz racje, choc pamietam, jak Hannah widzac w jaki sposob John zegna sie z Margaret i jak ja pyta, czy ona wyjezdza i nigdy nie wroci, mowi, ze ciotka powinna ja zabrac jak najszybciej. To bylo przed scena Look back.

Monika
No tak, masz rację Gosiu, ale po raz pierwszy widziałam na twarzy pani Thornton coś na kształt sympatii dla Margaret (chociaż oczywiście mogło to być spowodowane tym, że miała nadzieję nigdy więcej jej nie spotkać

Kika (po buncie cz,3)
Alison miałaś wczoraj rację.... bardzo mnie wzruszył ten fragment... wiedziałam, że ona nie była taka twarda, za jaką pragnęła uchodzić... z zewnątrz silna i opanowana, a tak naprawdę krucha i uczuciowa.... (to tak jak ja... )
PRAWDZIWA KOCHAJĄCA MATKA

Gosia
Naprawde mi sie zal zrobilo pani Thornton.
Tak, milosc bywa samolubna, oboje w tym momencie mysleli tylko o samych sobie.... matka o swoich zranionych uczuciach macierzynskich, a on o swojej milosci do Margaret i obawach.
Matka probowala sie przelamac i mu pomoc, ale cierpiala.
Dobrze, ze takze i w ksiazce sa te pamietne slowa:
"Nie mogę uwierzyć, że mógłbym coś obchodzić taką istotę" i "ja wiem, że jej na mnie nie zależy".
Biedny Thornton, i tak jest przerazony, a spotka go taka odmowa!

Milosz
a ja sobie tak lookam na trzeci odcinek jak matka mówi do johna : "wiesz, że widziano Margaret po ciemku z jakimś mężczyzną?" a John"nie obchodzi mnie to mamo i ciebie też nie powinno"....
Ta mama to doskonale zdaje sobie sprawę, że John jest dla niej już stracony.

Gosia
W ksiazce jest o tym, ze on mysli pozniej o jej "lover".
Biedny Thornton, co on musial sobie wyobrazac: ona w ramionach innego, zakochana w kims innym, nic dziwnego, ze go odrzucila, skoro kogos ma....
A jednak faktycznie w rozmowie z matka, Thornton nie da na nia powiedziec zlego slowa, o ile dobrze zrozumialam i nawet prosi matke, zeby poszla do Margaret i udzielila jej dobrych rad, bo chyba ma jakies problemy. I ta swiadomosc, ze Margaret sklamala policjantowi, zeby chronic kochanka...ale to bylo juz po sprawie z policjantem.

GosiaJ
Teraz, po drugim przeczytaniu, dzielę się wrażeniami. A wrażenia są ogromne, jak już wspominałam. Pani Thornton wydaje mi się jedną z najciekawszych "matek literackich" - jest mądra i zdaje sobie sprawę, że w końcu miss Hale zabierze jej syna, ale tak bardzo tego nie chce, jak chyba każda matka. Jest jednocześnie twarda i pełna uczuć, chociaż nie potrafi ich okazywać. To dzięki niej John stał się takim człowiekiem - zresztą u Hale'ów o tym mówi. Podoba mi się miłość i szacunek, jakie John okazuje swej matce. A Sinead Cusack cudownie zagrała panią Thornton! W tym momencie Thornton myśli tylko o swych uczuciach, ale trudno mu się dziwić - podjął najważniejszą decyzję dotyczącą swego życia prywatnego. A matka o swoich - wszyscy jesteśmy czasem egoistami, nawet wobec najbliższych.
Dygresja - kiedyś usłyszałam, że ważne jest, jak mężczyzna traktuje matkę, bo tak potem będzie traktował swą żonę. I rzeczywiście są to święte słowa. Zawsze podziwiam mojego męża za to, jak zachowuje się w stosunku do swojej mamy.
Wracam do filmu - słowa, które wypowiada John, jego niepewność, świadomość, że Margaret go nie zechce, pomieszane z ogromem jego miłości - sprawiają, że podczas czytania "motylki szaleją". Oczywiście scena w filmie z Cusack i Armitage'em jest więcej niż oscarowa.

Mamo najdroższa! (no cóż, miłość jest samolubna, natychmiast powrócił do swoich własnych nadziei i obaw, w sposób który zimnym cieniem zasnuł serce pani Thornton) – ale ja wiem, że jej na mnie nie zależy. Upadnę jej do stóp – muszę. Gdyby była tylko jedna, jedyna szansa na tysiąc – na milion – muszę ją wykorzystać.

Myślę, że jeśli jeszcze któraś nie kocha Thorntona (to możliwe? ), po tych słowach musi go pokochać. Niesamowicie poruszający fragment.


Eva7
Ciekawe na ile filmowa pani Thorton różni się od tej z powieści ?
Czy pani Thorton łatwiej byłoby pogodzić sie z odejsciem Johna gdyby nie chodziło o pannę Hall?
Przypominam sobie słowa matki Johna .......żeby się wystrzegał panny bez grosza, a taką właśnie była Margarett
I słowa Fanny na wystawie ( znane mi tylko z filmu)
......a oto panna Latimer , którą mama bardzo akceptuje...i chyba cos tam o rozsądku Johna
Myślę , że starszej pani Thorton nie chodziło o to , że John ulokował w końcu swoje uczucia w jakiejś kobiecie, ale chodziło o TĘ kobietę

Monika
Odkryłam dziś coś nowego w N&S. Nagrałam audio ze scenami z filmu na zwykłą płytę CD, przysiadłam blisko głośnika i zasłuchałam się w głosy, szepty, muzykę. Nie widząc filmu miałam jeśli to możliwe bardziej wyostrzone zmysły. Każde słowo nabrało większego znaczenia. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie rozmowa Johna z matką, przed jego wizytą u Margaret. Wraz ze słowami Hannah "Don't be so foolish ..." w tle zaczęła płynąć muzyka na którą do tej pory nie zwróciłam uwagi, pomiędzy słowami brzmiało coś na kształ cykania zegara.
Urzekający moment, te piękne słowa matki "Don't be afraid John. She has admitted it to the world" i ta spokojna muzyka, odmierzająca czas

Alison
Mnie sie jeszcze dziś przypomniało, że od początku bardzo lubiłam tą scenę, kiedy John po wyjściu Fanny mówi o tych spekulacjach (jest w białej koszuli !) i potem mówi, do matki żeby się modliła o gorące lato itd. i zeby Fanny nie miala tyle czasu po sklepach biegać. Jego mama tak się wtedy szczerze śmieje, chyba jeden jedyny raz w tym filmie, i tak go głaszcze po głowie, a on robi taką minkę pochwalonego dziecka. To chyba najintymniejsza scena między nimi. Bardzo ja lubię.

Izek
też mam wrażenie, że to Margaret drażniła panią Thorton, głównie dlatego, że nie doceniała jej syna. Że to z czego on i jego matka byli dumni było niczym dla tej dziewczyny z południa, która wyznawała zupełnie inne wartości...

Gosia
Obejrzalam przed chwila scene z matka.
Jest genialna, po raz ktorys to mowie. Jedna z moich ulubionych scen w tym filmie. I oboje zagrali doskonale. I te slowa Johna, ktore sciskaja w dolku: "Nie wierze ze moglbym obchodzic cokolwiek taka kobiete" i "Ja wiem, ze jej na mnie nie zalezy". Niesamowite.
I kiedy Hannah mowi o inicjalach na obrusie ...
W srodku jakos bardzo sie wzruszam ta scena..

GosiaJ
Och, też lubię tę scenę. Podobnie jak tę z pierwszego odcinka, kiedy John wchodzi do salonu, przewraca oczami, gdy słyszy, jak Fanny coś tam podśpiewuje fałszywie z oddali... I potem następuje rozmowa z matką na temat tego, że Margaret nie chce go złapać (minka kalendarzowa z kwietnia ) W końcówce ona poprawia mu krawat, a on przypomina jej o oknach, ma wspaniały uśmiech. To scena w wymowie podobna do tej, o której mówisz, którą zresztą tez uwielbiam.

Gosia
Skoro gardzila ludzmi ukazujacymi uczucia, powinna zachwycac sie pania Thornton....
Margaret z pewnoscia zawsze sie starala nie okazywac swych uczuc, a nawet tlumic je. Przed sama soba nie przyznalaby sie, ze kocha Thorntona, nawet jesli by tak bylo.
Ja jednak wole ludzi, ktorzy nie tlumia uczuc, dlatego tym bardziej lubie Thorntona, bo u niego je widac. No ale on byl z Polnocy, a ona z Poludnia

Gosia
Ja pania Thornton naprawde lubie. Lubie jak sie pokazuje na ekranie.
Ma osobowosc, jest silna, dla mnie jest fascynujaca.
A sceny, w ktorych graja razem ...majstersztyk.

GosiJ
Margaret nie jest niedobra, ok, ale... dziś w pociągu czytałam ciąg dalszy tej przełożonej sceny i potem scenę Thorntona z matką... Musiałam przestać, bo się za bardzo wzruszałam. Fragment, kiedy on mówi do matki, żeby nie mówiła nic przeciwko Margaret, że ma mu tego oszczędzić i że nie jest zbyt dobry dla niej, ale kocha ją jeszcze bardziej, jest absolutnie porażający.
Kiedy czyta się o jej i jego uczuciach - jej, ciągle pełnych oburzenia i pogardy, jego - tak namiętnych, pełnych absolutnej miłości, trudno zachować dystans i mimowolnie się człowiek na tę Margaretkę denerwuje, co to tak późno się na nim poznała. Ale ok, można wszystko zwalić na Gaskell

Muszę to wkleić, czytam te kilka zdań w kółko:
"No one loves me - no one cares for me, but you, mother (...) I am not fit for her, mother. I knew I was not (...) Mother - said he hurriedly - I cannot hear a word against her. Spare me - spare me! I am very weak in my sore heart; I love her yet; I love her more than ever".

Caroline
Ja twierdzę nadal, że w jej miłości do syna był niepokojący rys, chociaż ją podziwiam, to tego nie lubię.

Caroline
U matki Johna widzę pewną zawziętość, ona nie może znieść myśli o utraceniu go. Chociaż stara się sobie z tym radzić.

Gosia
A co do "meritumu" to ja tam jestem zafascynowana postacia matki, ale filmowej, nie wiem jak ta ksiazkowa do konca wyglada.
To prawdziwa osobowosc ta matka Thorntona, ale moze dzieki Sinead Cusack.

Aragonte
A co do filmu, to musze przyznać, że zawiesiłam też oko na pani Thornton - jest ciekawa jako postać mocnej, wyrazistej kobiety (nie ona jedna, ale chcę się streszczać na razie, w dodatku raz tylko oglądałam całość... co poniektóre scenki co prawda wielokrotnie ).

GosiaJ
Pani Thornton jest wspaniałą postacią i wspaniałą kobietą, lubię ją coraz bardziej, a podziwiam od początku. Margaretka ostatnio z powodu powieści ma u mnie minusy, ale tak w ogóle w filmie jest cudowna i uwielbiam ją

GosiaJ
pani Thornton jest niezwykłą kobietą. Tak, jej miłość do Johna jest chwilami bardzo zaborcza, ale... nie jestem matką, trudno mi się wypowiadać w tej kwestii, pewnie trudno matce zostać odsuniętą na boczny tor...
Ta scena wypruwania inicjałów jest rewelacyjna.
A przy tym jak mocno była przekonana o tym, że panna Hale nie odrzuci jej syna!
Więc to słono-gorzkie ciasteczko po powrocie Johna do domu pewnie jutro... Już nie umiem się doczekać!

Narya
Rzeczywiście było jej bardzo ciężko. Przez tyle lat była najważniejsza w domu i oczywiście najważniejsza dla syna, a przewidywała takie zmiany. Musiała to ciężko znosić, będąc dumną kobietą. Ale nie podejrzewała, co ją czeka

Gosia
Scena z obrusem jest piekna, i sposob w jaki ona to mowi, i to jak on kladzie dlon na tym obrusie ... i pozniej te slowa..
Lubie to bardzo.

Izek
swoją drogą miłość pani Thorton do syna i jej wiara w jego zalety są niesamowite. Dlatego tak się później zmiesza u niej ulga ze złością...

Caroline
No ten patetyczny kawałek o klejnotach na szacie królewskiej dużo mówi o pani Thornton.

GosiaJ
Tak, dziś rano oglądałam tę scenę... Piękna... Głos JT, kiedy jeszcze nie widać jego twarzy, tylko rękę na oparciu... "And by the way..." - jakby to, co go dogłębnie zraniło, nic nie znaczyło. I kiedy potem matka bierze go za rękę, przyciąga do siebie, wie, że to nie było "nic". Jego zrozpaczona twarz i słowa, kiedy patrzy w okno - że ona TYLKO o niego nie dba, że NIC dla niej nie znaczy...
Kocham tę scenę!

Kaziuta
Wielka matyczyna miłośc. Z jednej strony bardzo zaborcza, traktująca syna jak swoją niepodzielną własność, a z drugiej przepojona strachem przed samotnością. Pragnie aby jej syn był szczęśliwy, ale nie może się pogodzić, że inna kobieta zajmie pierwsze miejsce w jego sercu.
Smutne ale jakże życiowe.

GosiaJ
Niezwykle emocjonalnie odbieram ten fragment, w ciągu ostatnich dni czytałam go dziesiątki razy. Oddaje charakter pani Thornton (A jednak jej serce podskoczyło na myśl, że znów należał do niej), pokazuje bezmiar miłości Johna do Margaret i otchłań jego rozpaczy po odrzuceniu... Ojejku, nie mogę mówić o tym bez emocji, nie umiem, ta scena jest genialna w książce i w filmie, kocham Thorntona w tej scenie! Kocham Armitage'a za to, jak to zagrał!

GosiaJ
Dziś, kiedy rano oglądałam jeszcze raz (!) scenę z Johnem i matką, zauważyłam jeden cudowny fragmencik. Kiedy ona mówi: "Jakich dowodów jeszcz potrzebujesz, skoro zachowała się tak bezwstydnie?", on nie odpowiada, tylko robi taki krótki zduszony przydech, jakby dusił w sobie te wszystkie emocje, miłość, niepewność, strach, nadzieję... Genialne!
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Kati 



Dołączyła: 23 Maj 2006
Posty: 64
Skąd: z Zielonego Wzgórza
Wysłany: Czw 22 Cze, 2006 21:01   

Gosiu, dobra robota ! :mrgreen:
Jesteś wspaniała :thud:

sama ten wątek przeczytałam z wielką przyjemnością!
dobrze, że na naszym forum, znalazło się miejsce dla niego
nigdzie ten wątek, tak doskonale nie pasuje, jak TU !

dzięki Gosieńko raz jeszcze ! :hello:
 
 
Marta 
i rozważna, i romantyczna:)



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 378
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 03 Sie, 2006 23:51   

A ja się ostatnio zdziwiłam, bo oglądając film "V jak Vendetta" zobaczyłam mamę Thornton... Miała co prawda małą rólkę, drugoplanową, ale czułam się dumna z siebie, gdy mogłam powiedzieć takim lekkim tonem: "O! Sinead Cusack!" Moja koleżanka spojrzała na mnie dość zdziwiona, więc powiedziałam, że znam ją z "takiego serialu, tam to dopiero pięknie zagrała!" Oczywiśie nastąpiły tu dalsze pytania dotyczące serialu, no i przy następnym spotkaniu koleżanka dostała płytkę z wyżej wymienionym serialem :wink: Szerzę epidemię :smile: A film "V jak.." też polecam, bardzo mi się podobał, choć to rodzaj kina, który nie zawsze do mnie przemawia. Jednak głowny bohater jest typem bardzo romantycznym (mimo, że raczej od ciemnej strony...) i chociażby ze względu na niego warto ten film obejrzeć.
_________________

 
 
przecinek



Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 369
Skąd: Poznań
Wysłany: Sob 12 Sie, 2006 16:58   

Ale Hannah Thornton nie była tylko matką Johna, była też Fanny. Jakby zupełnie na innym biegunie. Matka nie okazuje jej miłości, czułości i zainteresowania, tak jak synowi. Fanny swoją matkę szczerze nienawidzi, gardzi jej wartościami i nienawidzi miejsca, w którym żyje. Aż dziwne, że wychodzi za mąż za człowieka ze swojego miasta, zamiast z niego uciekać. Nie rozumiem też stosunku Fanny do Margaret – przecież okazując jej przyjaźń i sympatię, najbardziej dokuczyłaby swojej mamie. Ale może nie była na to wystarczająco sprytna
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 12 Sie, 2006 17:58   

Myślę, że Fanny zdecydowała się na to małżeństwo głównie ze względu na pieniądze - wiedziała, że jako panna będzie zależna od matki i brata i raczej trudno będzie jej się wyrwać do tego wielkiego świata, którego tak pożądała. A bogaty i niemłody mąż pewnie prędzej zgodzi się na taki niewinny kaprys.
Co do jej stosunku do Margaret - to rzeczywiście trochę brak w nim logiki. Zaprzyjaźniając się z Fanny rzeczywiście zrobiłaby matce na złość. Ale mimo wszystkich różnic i wzajemnego braku sympatii one obie zachowują się często zadziwiająco podobnie. Chociaż co w tym dziwnego - w końcu to matka i córka.
 
 
Amoa 



Dołączyła: 01 Mar 2007
Posty: 2
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob 09 Cze, 2007 19:41   

A ja przejrzałam profil tej aktorki, która wciela się w role matki Thortona. Ona jest w życiu żoną Jeremiego Ironsa. Jak się zestawi ich role filmowe, to wyjdzie dziwna kombinacja ;)
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 09 Cze, 2007 20:52   

Ja ostatnio widziałam ją w Ukrytych pragnieniach.
Cóz, dziwnie było oglądać panią Thornton na golasa :D
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
Lullaby 
młodsza siostra



Dołączyła: 26 Lip 2010
Posty: 42
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 16:58   

Ja mimo wszystko lubiłam panią Thornton, a właściwie podobała mi się gra aktorska. Aktorka miała taki głos, jakis lekko nosowy;d ale mi się podobał. Poza tym sceny z synem sam na sam i ogólnie jej miłość do niego, bardzo mi się podobały. I totalne ignorowanie Fanny też było super ;)
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10011
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 18:15   

Lullaby napisał/a:
I totalne ignorowanie Fanny też było super


Super? Że ignorowała swoje dziecko? Faworyzowała drugie?
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Lullaby 
młodsza siostra



Dołączyła: 26 Lip 2010
Posty: 42
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 18:40   

trifle napisał/a:
Lullaby napisał/a:
I totalne ignorowanie Fanny też było super


Super? Że ignorowała swoje dziecko? Faworyzowała drugie?


Akurat jakoś w tym wypadku mi to nie przeszkadzało. Nie mówiłam, że jestem obiektywna.
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10011
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 18:44   

Ale co tu obiektywizm ma do rzeczy? :mysle:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
lady_kasiek 
Dziadek Ent



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 21022
Skąd: z kątowni ;)
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 20:17   

Ma do tego fakt, że Fanny irytuje np. mnie więc nie zwracam uwagi, że matka jest w stosunku do niej bądź co bądź niesprawiedliwa.
_________________
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10011
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 20:59   

Aaa, nie pojęłam, pardon.

Mnie też irytuje, ale zastanawiam się, czy właśnie nie dlatego, że matka tak ją traktowała i że w sumie rosła sobie jak chciała :roll: I nie no, ignorowanie dziecka jakoś wyjątkowo źle mi się kojarzy, już zwłaszcza jeśli o matkę i córkę chodzi.
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
lady_kasiek 
Dziadek Ent



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 21022
Skąd: z kątowni ;)
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:07   

I tu się pojawia pytanie(przynajmniej u mnie, czy pani Thotnton nie zajmowała się Fanny bo ta była pusta jak gipsowa ścianka. Czy Fanny taka się stała bo matka się nią nie zajmowała.
_________________
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10011
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:11   

A czy to jest argument? Że matka nie zajmowała się córką, bo uważała ją za pustą? Dla mnie nie bardzo..
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
lady_kasiek 
Dziadek Ent



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 21022
Skąd: z kątowni ;)
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:13   

Ale ja nie używam tego jako argumentu... tylko się zastanawiam czy tak mogło być.
_________________
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10011
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:15   

Hmm.. Pewnie mogło. Ale to świadczy źle o pani T., a nie o pannie.
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Yvain 
...



Dołączyła: 14 Cze 2010
Posty: 4207
Skąd: NE
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:17   

Może było tak, że pani Thornton wychowywała dzieci rozpieszczając oboje na swój sposób, ale z różnym skutkiem. Dziewczynkę to zepsuło, a chłopcu dało pęd w ambicję. Trudno zresztą później faworyzować Fanny, jak ona to i tak sama doskonale robi :mrgreen:
_________________
... jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości...
 
 
lady_kasiek 
Dziadek Ent



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 21022
Skąd: z kątowni ;)
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:18   

Nikt nie jest idealny.
_________________
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
 
 
Yvain 
...



Dołączyła: 14 Cze 2010
Posty: 4207
Skąd: NE
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:22   

Otóż to, syna udało jej się nieźle wychować, córkę nie. Bywa :mrgreen:
_________________
... jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości...
 
 
lady_kasiek 
Dziadek Ent



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 21022
Skąd: z kątowni ;)
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:24   

Ale kłóciłabym się czy rozpieszczała Jaśka, faworyzowała go, miała z nim bliższy kontakt, ale biorąc pod uwagę Jaś musiał szybko dorastać nie miał czasu być rozpieszczany...
_________________
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
 
 
Yvain 
...



Dołączyła: 14 Cze 2010
Posty: 4207
Skąd: NE
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 21:40   

Hmm, to na chwile obecną. Ale w dzieciństwie? Musiały być jakieś powody tego, że dzieci są takie a nie inne. Zakładam więc wersję o rozpieszczaniu obojga :mrgreen: co Rysiowi dało być może możliwość przetrwania ciężkich chwil jak musiał dorastać, ale Fanny ktorą niewiele to kosztowało, mogło rozpuścić.
_________________
... jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości...
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10011
Wysłany: Nie 01 Sie, 2010 22:08   

A mnie się nie wydaje, żeby pani T. rozpieszczała którekolwiek. Albo ja przestaję rozumieć to pojęcie. Wydaje mi się, że ona była od początku zakochana w swoim pierworodnym, ale jako hmm uczuciowa, ale raczej zdystansowna osoba, nie do końca umiała te uczucia okazać, więc robiła to trochę szorstko. Przy Fanny - zapewniała jej wszelkie komforty, ale dzieci czują, kiedy rodzic "woli" inne dziecko.
Nie każdy jest idealny, kreacja pani T. w serialu jest świetna, ale po prostu nie mogłam nie zareagować na stwierdzenie, że ignorowanie Fanny - super. No ;)
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sro 04 Sie, 2010 16:17   

a ja sadze podobnie jak Trifle - ona nie rozpieszczala zadnego z dzieci, ale wrodzona obowiązkowosc kazala zadbac w pelni zarowno o Jaska jak i o Fanny. Ale Jasiek byl jej blizszy przez problemy finansowe - oboje przez nie przechodzili ramie w ramie. Fanny nie byla glupia, ale w czasie gdy brat przejmowal role ojca w domu, stal sie dla matki partnerem do rozmow i planowania, Fanny nadal byla mala rozkapryszona dziewczynka. I chyba tak naprawde matka nigdy nie brala jej serio. To nie kwestia rozpieszczania i czulosci udzielanych dzieciom roznicowala pozycje Jaska i Fanny, bo wydaje mi sie, ze te skromne i surowe czulosci jakie obserwujemy wobec syna, serwowala rowniez i corce - jedynie nam nie bylo dane tego dostrzec, w koncu Fanny jest postacia poboczna. Nie musimy jej towarzyszyc.
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10140
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sro 04 Sie, 2010 16:22   

A mnie się zdaje , że Jasiek był od początku ukochanym synkiem mamusi , jak to w życiu bywa , a Fanny nie , również jak to w życiu bywa , że z reguły matki wolą synów niż córki i bardziej się do nich przywiązują i o nich dbają . I dlatego Fanny rosła jak chciała , a że a) była dziewczyną, b) nie miała męskiego charakteru Jaśka , c) pani T. nie przyszło do głowy , żeby się nią dogłębniej zająć , to wyszło jak wyszło - Jasiek udany a Fanny bezmózga :-|
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.