PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Coś od Xenki - PBM :)
Autor Wiadomość
Xenka 



Dołączyła: 28 Sty 2010
Posty: 5
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 29 Sty, 2010 18:20   Coś od Xenki - PBM :)

Nie wiem, może Was to zainteresuje, spróbuję :) A może komuś się spodoba na tyle, żeby pomyśleć o dołączeniu, zobaczymy.
Jak wspomniałam w pierwszym poście, poza Jane przyciągnął mnie tu głównie Richard, a jeszcze konkretniej - jego postać w Robin Hoodzie. Nie tylko z wyglądu, ale również z charakteru i rysu psychologicznego. Niestety nam kobietom nie zawsze do końca wychodzi tworzenie męskich postaci, wygląda na to, że to jednak mężczyźni są bardziej skomplikowani :) Tak więc zabierając się za prowadzenie w PBMie drugiej, męskiej postaci, postanowiła na czymś się oprzeć, czerpać nie tylko inspirację, ale poniekąd zrobić sobie kopię i wedle tych wytycznych próbować dalej prowadzić postać. Na razie wychodzi mi to chyba ze zmiennym szczęściem.
Dobrze, a w ogóle czym jest PBM? Już lecę, pędzę wyjaśniać :) PBM jest grą luźno opartą na systemie RGP - każdy gracz biorący udział w zabawie ma swoją postać; postać z własną biografią, charakterem, przyzwyczajenia, urojenia, skrzywieniami i całym bagażem innych wad i zalet, które inni gracze będą musieli znosić, nie mają wyjścia :twisted: Świat gry tworzy Mistrz Gry - to on opisuje, że tu leży wioska, tam drzewko, a ten wieśniak jest miły lub nie. Gra opiera się na tzw. etapówkach, czyli na przykład: MG daje wiadomość - stajecie przed napadniętą przez nieznaną bandę wioską + opis wioski, wojowników itd. I teraz pojawia się rola graczy, każdy z nich opisuje, jak jego postać reaguje na dane zdarzenie - w tym wypadku reakcji jest kilka, aczkolwiek trzeba uważać, żeby nie stracić głowy :) Między graczami interakcje tworzy się pisząc tzw. scenki, z czego wychodzą waśnie, przyjaźnie, romanse i cała masa zabawnych sytuacji.
Pozwolę sobie wrzucić Wam tutaj kilka próbek PBMa jako takiego, jak to wygląda w praktyce i cóż... może kogoś to zaciekawi i zechce się dołączyć? A jak nie to przynajmniej podzielę się twórczością fanów Xeny :) Choć PBM jest xenowy, to z Xeną połączony jest bardzo luźno, więc niech to nie zniechęca :)



Alissa szła z targu z koszem pełnym zakupów, dostrzegła Arirę.
Ta ruszyła w jej stronę, lekko uciekając ze spojrzeniem, żeby ta nie domyśliła się od razu próby zagadnięcia jej. Zatrzymała ją delikatnie ręka i powiedziała:
-Wybacz, czy mogę zamienić z tobą słowo?
Alissa uśmiechnęła się przyjemnie :
-Tak? Jesteś Arira, prawda? Ja mam na imię Alissa. O co chodzi?
-Tak, zwą mnie Arira. Miło mi cię poznać - kobieta uśmiechnęła się i podała rękę Alissie - Pragnęłabym sama przygotowywać sobie posiłki. Sama z pewnością wiesz, że dobrzeć ufać każdemu, ale najlepiej samej sobie. Czy znalazłby się dla mnie mały kąt w kuchni? Mieszkanie w izbie z trzema innymi osobami utrudnia takie sprawy jak gotowanie. Nie chciałabym nadużywać twojej gościnności. - dodała pospiesznie - Jeżeli to jakikolwiek kłopot, poradzę sobie. - uśmiechnęła się blondwłosa.
Alissa spytała nieco zdziwiona :
-Czy ze strony naszej gospody spotkało cię coś, co mogło ci dać powody do takiej ostrożności? Uchybiono ci w czymś?
Arira ściszyła głos, dając do zrozumienia karczmarce, że to o czym mówiła było tylko dla jej uszu :
-Widziałam wiele gospód w różnych stronach świata i w mało której gościna była tak dobra - uśmiechnęła sie przyjaźnie - Ostrożności nie szukam z powodu jakiegoś uchybienia waszej gospody waszej gospody, lecz z powodu starych nawyków. Od dawna przemierzam świat i wiem, czym może skończyć się zbytnia ufność... Gotując sobie sama zawsze jestem pewna, co jem, mogę użyć własnych ziół i własnych przepisów. Poza tym planuję ugoszczenie współtowarzyszy w izbie posiłkiem. W takim układzie muszę go sama ugotować.
Alissa przewróciła oczami:
-No nie. Już druga... Pozostali też są kucharzami? -parsknęła wesoło. -No dobra, myślę, że da się coś z tym zrobić. Chciałabym jednak być nieco wcześniej uprzedzana, kiedy planujecie coś pitrasić, żebyśmy nie wchodziły sobie w paradę. To nieduża kuchnia...
Arira uśmiechnęła się bardzo ciepło i z wdzięcznością rzekła :
-To oczywiste, będę zajmowała miejsce w kuchni wtedy, kiedy ty wszystko skończysz. To żaden problem, bo często jadam nocami. - Arira mrugnęła porozumiewawczo do kobiety dając do zrozumienia, że będzie sie zachowywała jak niewidoczny dymek a nie jak współużytkowniczka na równych prawach - Byłabym także zaszczycona, gdybyś pozwoliła zaprosić się na ów wspólny posiłek.
-Hmm... - odparła Alissa - Mam sporo pracy i w ogóle... Ale spróbuję znaleźć wolną chwilę, żeby przyjąć zaproszenie.
-Będę zaszczycona i wielce zadowolona - Arira delikatni ukłoniła się, ale w porę wstrzymała przypominając sobie, że nie rozmawia przecież z Sing Lung - Czy mogłabym jakoś odwdzięczyć ci się za pozwolenie skorzystania z kuchni? Idę na targ, więc gdybyś czegoś potrzebowała... - dodała niepewnie, bo uznała, że taka propozycja jest bardzo banalna. Niestety w tym momencie nie przyszło jej na myśl nic ciekawszego.
-To chyba nie będzie koniecznie. Ale... wybacz ciekawość, mało tu mamy rozrywek... możesz mi coś opowiedzieć o sobie. Tak w paru słowach. Nie chcę cię zatrzymywać... Nie wyglądacie na tutejszych?
Arira spojrzała na karczmarkę nieco przeciągle. Musiała uważać na każde słowo, nie znała dziewczyny. Wszyscy chcieli dowiedzieć się czegoś w Markitcie, słowo za dużo mogło spowodować poważne problemy. Mimo to dziewczyna zrobiła na niej niezłe wrażenie, ciekawiło ją coś więcej niż własna karczma.
-Podróżujemy do Grecji. - odparła - Każdy z nas w innym cel, jednak w grupie raźniej i bezpieczniej w tak surowych warunkach jak te. - blondwłosa nieco się skrzywiła - Ja jestem podróżnikiem, może odrobinę bardem. Niemniej twoja kraina jest dla mnie wielką i fascynującą zagadką. Chętnie poznałabym wasze miasto i ciekawych ludzi tu żyjących...
Zobaczymy, czy karczmareczka jest po prostu ciekawa, czy może za jej ciekawością kryje się coś więcej..., pomyślała Arira.
Alissa pokiwała smętnie głową :
-Miasto i ciekawych ludzi... - powtórzyła machinalnie patrząc przez chwilę gdzieś w dal. A potem szybko dodała -No tak, to ładne miasto... Jesteś Greczynką? - zapytała przyjrzawszy się Arirze dokładniej. Można by nawet rzec, iż bardziej niż dokładnie...
Arira promiennie się uśmiechnęła, chyba rozbawiło ją pytanie dziewczyny, ale absolutnie tego nie pokazała.
-Ależ skąd. - zaprzeczyła głową - Pochodzę z... z nie stąd. Moja rodzinna wieś nazywa się Hronon. Choć kto wie, czy jeszcze istnieje... - zadumała się.
Alissa uśmiechnęła się mile, ale wciąż patrzyła uważnie.
-Rozumiem... Pewnie któreś z twoich przyjaciół jest Grekiem?
-Nie wydaje mi się. - Arira uśmiechnęła się, ale tak jakby bardziej do siebie. Musiała jakoś wybrnąć; dać odpowiedź, nie mówić nic o nikim, a przy okazji nie dać poznać po sobie, że mogłaby nie wiedzieć takiej rzeczy, co wzbudziłoby przejrzenia ciekawskiej karczmarki - Być może któreś z nich ma korzenie w Grecji, musiałabyś sama ich spytać. Sama rozumiesz, że nie pytałam nigdy o ich historię. - uśmiechnęła sie do karczmarki nieco łobuzersko.
Alissa odwzajemniła łobuzerski uśmiech.
-No tak. Grecja to podobno piękny kraj. Zapewne warto tam się udać, nawet jeżeli samemu nie jest się Grekiem, ani nie zna się żadnego Greka. Dobry cel dla... podróżniczki.
-Wiele razy odwiedzałam już Grecję, czasem zatrzymując się na dłużej, choć nigdy nie więcej niż miesiąc. Grecja to niezwykły kraj. Żaden lud nie stworzył tak imponującej architektury, żaden kraj nie jest tak pełen wspaniałej sztuki i wzniosłej filozofii. Greckie wazy, biżuteria, świątynie znane są w całym śródziemnomorskim świecie. Czyż istnieje świątynia piękniejsza i bardziej oddająca swym majestatem hołd bogom niż Partenon na Akropolu? A w greckich bogów zaczynają wierzyć nawet Rzymianie. To doprawdy niezwykły kraj... - zadumała się blondwłosa z błogim uśmiechem na twarzy, jakby odpływając myślami gdzieś daleko.
Karczmarka pokiwała głową ze zrozumieniem i rzekła :
-Słyszałam także, że Grecja słynie nie tylko z tego... Ale również ze wspaniałej sztuki wojennej i męstwa swoich wojowników... a także wojowniczek?
Wojowniczek?, pomyślała Arira. Niezbyt często dane jej było oglądać wojowniczki w Grecji.
-Wojowniczek? - zdziwiła się na głos - Widziałam kilka wojowniczek greckich w moim życiu, jednak kraj Hellenów hołduje sile męskich żołnierzy, których zwą tam hoplitami. Spotkała swego czasu wspaniałą wojowniczkę imieniem Atalanta. To najwspanialsza wojowniczka, jaką kiedykolwiek bogowie pozwolili mi oglądać, żaden mężczyzna nie mógłby się z nią mierzyć. Może tylko heros... A ty o jakich greckich wojowniczkach słyszałaś? Chętnie poszerzę swoją wiedzę.
Arira miała nadzieję, że skoro karczmarka o tym wspomniała, to być może spotkała Xenę, która wzbudziła w niej taki zachwyt dla greckich heroin.
-Warto wiedzieć o każdej wojowniczej kobiecie. - dodała blondwłosa - Aby oddać jej hołd za odwagę do wojowania w tym naszym świecie, zdominowanym przez mężczyzn.
Alissa natychmiast zaprzeczyła wesoło :
-Ach nie... Słyszałam tylko tak ogólnie... O Amazonkach, o Spartankach... Tutaj raczej trudno o greckie wojowniczki i wieści o nich...
-Kobiety Spartan są silne, ale nie ucieleśniają męskich fantazji. - Arira pokiwała porozumiewawczo głową do karczmarki - Choć... kiedy raz była w Grecji słyszałam o takiej jednej. Podobno łączyła piękno i siłę. Niestety nie pamiętam już jej imienia... Xentia, Xanina... Ale ona jakiś czas temu opuściła Grecję, być może zawędruje aż tu. - uśmiechnęła się Arira.
Alissa wykonała gest, jakby chciała powiedzieć : "ohoo, ale późno się zrobił..." i rzekła :
-Wątpię, aby chciała tu przyjechać. Tutaj jest dopiero męski świat. Ciężki ten kosz... Będę musiała już iść. Jest jeszcze coś, co mogę dla ciebie zrobić?
-Mogłabyś powiedzieć mi od kogo w tym mieście da się dowiedzieć czegoś ciekawego? Kto jest tu zaraz po Chanie? Słyszałam bowiem, że do niego mnie nie dopuszczą...
-Hm... To zależy jakiej kategorii ciekawie wieści cię interesują?...
-Może coś w kwestii tutejszej kultury, obyczajów, wierzeń... Byłabym rada poznać waszą krainę, tutejszych filozofów i ważne persony. - Arira uśmiechnęła się dobrodusznie udając, że chodziło tylko i wyłącznie o poznanie kultury.
Alissa dodała :
-Po chanie najważniejszy jest jego brat. Ale to Kazachowie. Mają własne sprawy i obcy niewiele ich interesują... - następnie uśmiechnęła się półgębkiem i dodała - W kwestii tutejszej kultury niewiele da się powiedzieć. Wystarczy się rozejrzeć... Tutejsi filozofowie i ważne persony wciąż jeszcze zajmują się wypasem zwierząt... A w ich wierzeniach nawet ja nie mogę się połapać... Tutejsze życie koncentruje się wokół targowiska, więc myślę, że tam otrzymasz najwięcej odpowiedzi na swoje pytania.
Arira pojęła, że nic ciekawego nie sposób wyciągnąć od karczmarki, wiec postanowiła odpuścić.
-Mimo wszystko dziękuję ci za informacje, przydadzą się. - uśmiechnęła się - Niedługo będzie się ściemniać... Będę musiała już iść. Gdybyś miała kiedyś ochotę znów porozmawiać o... Grecji lub innej ciekawej krainie, wiesz gdzie mnie znaleźć. Myślę, że będę w stanie opowiedzieć ci wiele ciekawych rzeczy - mrugnęła blondwłosa.
Alissa uśmiechnęła się słodko :
-Z pewnością będzie jeszcze okazja porozmawiać o... ciekawych krainach... i osobach.
-Mam cichą nadzieję. - uśmiechnęła się blondwłosa - Czy wasza tawerna oferuje możliwość kąpieli? Rozumiesz, po długiej podróży byłabym tym naprawdę zainteresowana... - Arira nieco speszyła się i uciekła ze spojrzeniem.
Alissa potwierdziła:
-Mogę kazać przygotować wam balię kąpielową w waszym pokoju. To nie problem.
-Nam? - zdziwiła się blondwłosa - Czy byłaby możliwość, abyś przygotowała mnie? - spytała z dużym naciskiem na "mnie".
-Czy twoi towarzysze nie będą chcieli się również odświeżyć? -spytała Alissa.
Jak miała jej powiedzieć, że w ich świecie ludzie z zasady nie kąpią się w jednej balii?
-Będę musiała z nimi porozmawiać. - uśmiechnęła się blondwłosa - Czy mogę dać ci odpowiedź dziś wieczorem?
-Owszem. To naprawdę żaden kłopot.
-Cieszę się. Zatem do zobaczenia w tawernie. - Arira lekko ukłoniła się Alissie i ruszyła w swoją stronę.
Alissa wróciła do karczmy.



Kawałek jednej z etapówek:


ARIRA

Na horyzoncie z wolna opadało krwawo czerwone słońce. Niemiłosierny
mróz szczypał ciało kobiety posuwającej się z wolna po zamrożonej
ziemi. Powoli jej skóra, odmrożona do granicy bólu, stawała się równie
czerwona jak słońce udające się już na spoczynek. Im niżej się
znajdowało, tym zimno stawało się dotkliwsze, tym bardziej lodowaty
dął wicher, tym bardziej bolesne stawały się uderzenia odłamków lodu.
Kobieta zwana Arirą stanęła właśnie u wrót wioski. Wioski wyglądającej
bardziej jak forteca, niż wsie, które kobieta widywała w swej długiej
wędrówce. Odetchnęła ciężko; lodowate powietrze wdarło się w jej
płuca, niepokój zaś w serce. Zastanawiała się kogo tu spotka, co tu
się zdarzy, jaka okaże się królowa Cyago. Wreszcie, czego nauczy ją ta
przygoda; czego doświadczy; czy przeżyje w tej nieludzko nieprzyjaznej
krainie?
Zamknęła oczy, w myślach złożyła hołd swoje opiekunce Hellii i
powierzyła jej swój los. Ruszyła przez bramę...


*W wiosce amazonek

Po audiencji u królowej Arira udała się do Domu Zgromadzeń i
przycupnęła pod kominkiem. Postanowiła na razie jedynie obserwować
współtowarzyszy i wyciągać wnioski...

[Zdarzenia z czata]


Kiedy Arira uznała, że wszyscy pogrążeni są już w głębokim śnie,
postanowiła wprowadzić w życie swój plan. Od samego przybycia do
wioski nie marzyła o niczym innym, jak o zwiedzeniu jej, poznaniu
społeczeństwa syberyjskich amazonek, a kto wie, może i odnalezieniu
nowych ziół do swojej kolekcji.
Od pewnego czasu stało się to jej małą obsesją, wyszukiwanie na nowych
terenach nieznanych sobie jeszcze roślin. Choć sama nie była pewna,
czy nie był to jedynie sposób na zabicie znudzenia.
Kobieta powoli ściągnęła z siebie koc. Zawilgnął. To dziwne,
pomyślała, najwidoczniej ogień w kominku musiał zgasnąć. Usiadła na
łóżku, próbując zachowywać się jak najdelikatniej a co za tym idzie
jak najciszej, aby nie obudzić innych. W mniejszej mierze kierowały
nią konwenanse, w większej próba uniknięcia stosu niewygodnych pytań.
Od kiedy tu przybyła bacznie obserwowała innych najemników. Po
dzisiejszych rozmowach zapoznawczych potrafiła już co nieco o nich
powiedzieć. A przynajmniej, opisać swoje pierwsze wrażenie i domysły,
jacy są.
Arira wstała z łóżka i jak najsubtelniejszymi krokami przeszła całą
izbę. Po drodze rzuciła jedynie okiem na kominek - faktycznie, ogień
już dogasał i choć obok leżało wiele drwa, dziewczyna postanowiła nie
zawracać sobie tym głowy. Myślała o wiele bardziej zajmujących
kwestiach.
Za drzwiami przywitał ją przejmujący wicher. Wtuliła twarz w swoja
futro i przez ułamek sekundy zastanawiała się czy nie wrócić do, bądź
co bądź cieplejszej, izby. Ciekawość jednak zwyciężyła i Arira
przedzierała się już przez zaspy sięgające niemalże do łydek. Kiedy tu
przybyłam, pomyślała, śnieg sięgał do kolan. Zaiste dziwna to kraina,
skuta lodem i smagana wywołującym dreszcze wichrem.
Przechodząc koło stajni przypomniała sobie o Lukrynie. Ten to dopiero
dziwny człowiek, pomyślała a w jej głowie pojawił się obraz jego
niesamowitych oczu. Dziewczyna nie była do końca pewna na czym polega
owa niesamowitość, czy to na kolorze, czy to na dziwnej głębi.
Zastanawiała ją właściwie inna kwestia; słowa, które wypowiedział w
izbie. "Ja i moja siostra przyłączamy się.", powiedział. Co miał na
myśli mówiąc "moja siostra"? Czy jego siostra była bytem przebywającym
z nim jako duch? A może po prostu żyła w jego wspomnieniach? A może
przez wspomnienia postradał zmysły?
Arira słyszała o duszach zmarłych, które zawieszone pomiędzy nicością
a nieskończonością egzystowały jako duchy. Czy jednak tym była siostra
Lukryna?...I dlaczego spał w stajni, z koniem? Czyżby dusza jego
siostry odrodziła się w koniu?...
Równie dziwny jest ten elf, pomyślała wojowniczka. Edrihl? Erdihl? Nie
potrafiła zapamiętać jego imienia. Co prawda wyglądał jak człowiek,
jednak sama świadomość, że był elfem, sprawiała, iż fascynował
dziewczynę. Zaskoczyła ją, choć bardzo pozytywnie, jego deklaracja
dziś przy stole. Choć kto wie, może za fasadą bezpośrednich deklaracji
kryje się podstęp... A może po prostu rasa elfów już tak ma?
Przemyślenia te jeszcze mocniej rozbudziły jej ciekawość. Nie
codziennie ma się okazję poznać elfa, pomyślała. Nawet jeżeli ma on
prawie dwa metry wzrostu i z początku mierzy wszystkich spod na wpół
przymkniętych powiek, warto poznać jego i jego rasę.
Pogrążona w zadumaniu dotarła do chaty stojącej pod ogromnym drzewem.
Ta jedna wyróżniała się spośród innych, właśnie dzięki drzewu. Arira
zauważyła już wcześniej, że wszystkie chaty w tej wiosce są do siebie
podobne. Widziała wiele wiosek, poznała sposób mieszkania wielu ludów,
jednak chaty syberyjskich amazonek wydawały jej się... nudne. W takich
okolicznościach widok rozłożystego, okrytego puchowymi czapami śniegu,
drzewa, wydał jej się wielce atrakcyjny.
Z chaty dochodziło światło, a na drewnianej ławie przed nią siedziała
młoda amazonka, po uszy otulona w białe futro. Wydawała się być nieco
przestraszona, a przynajmniej niepewna.
Czyżby faktycznie amazonki bały się powrotu Xeny i Boriasza? Dziś w
Domu Zgromadzeń poruszona została ta kwestia. Ktoś, Arira nie
pamiętała dokładnie kto, zasugerował, iż amazonki mogą żyć w strachu
przed tą, która zdołała zabić królową i jej strażniczki. Dziewczyna
siedząca na ławie co jakiś czas rozglądała się na boki z błyskiem lęku
w błękitnych, lekko skośnych oczach.
Wojowniczka podeszła do niej z wolna, w ostatniej chwili postanowiła
jednak nie wchodzić w dialog w amazonką. Niestety, było już za późno.
Amazonka poderwała głowę i wlepiła oczy w Arirę. Nie ma odwrotu,
pomyślała, muszę z nią porozmawiać.
-Nazywam się Arira, jestem w gościnie u królowej Cyago.
Dziewczyna odgarnęła nieco futro z twarzy i wojowniczka mogła dostrzec
jej przyjazny uśmiech.
-Przyjaciele królowej są moimi przyjaciółmi. - odparła i na powrót
wsunęła futro na usta.
Arira bez zbędnych zaproszeń usiadła koło niej. Stara, drewniana ława
zaskrzypiała pod ciężarem najemniczki. Amazonka najwyraźniej nie
przejęła się nazbyt obecnością obcej kobiety, nadal nieco nerwowo
rozglądała się na boki.
Wicher przestał już tak gwałtownie dąć. Było bardzo zimno, lecz
nieobecność porywistego wiatru sprawiała wrażenie, że zrobiło się
cieplej.
Po chwili niezręcznego milczenia Arira nie wytrzymała.
-Boisz się czegoś?
-Czego?-amazonka zatrzymała na niej zdziwione i zdezorientowane
spojrzenie.
Arira uznała, że nie ma sensu się z nią dalej męczyć. I tak nic
ciekawego się od niej nie dowie, a wicher na powrót zaczął dąć
niemiłosiernie.
Kobieta mocniej otuliła się futrem i ruszyła przed siebie. Nie miała
pojęcia w którą stronę zmierza, rozpętała się prawdziwa zamieć. Ostry,
do bólu lodowaty śnieg i odłamki lodu raz po raz uderzały ją w twarz.
Przez myśl przemknął jej powrót do Domu Zgromadzeń, jednak żyłka
wędrowca kazała jej iść przed siebie, w bliżej nieokreślonym kierunku.
Po paru minutach przedzierania się przez lodową burzę przystanęła.
Przed oczami majaczył jej niby to okrągły, niby walcowaty kształt.
Arira rozejrzała się wokół. Szaleńczo pędzące przed siebie płatki
śniegu otulały całą okolicę, tworząc zwartą ścianę zimna, jakby nie do
sforsowania.
Poruszanie się w taką zamieć i tak daleko mnie nie zaprowadzi,
pomyślała. Prawie po omacku odnalazła drzwi i otwarła je. Uderzyło ją
niezwykle przyjemne ciepło. Kiedy przetarła przemrożone powieki
ujrzała, iż trafiła do łaźni.
Całe, niewielkie pomieszczenie, wypełnione było gorącą parą. W prawym
kącie stała ogromna, drewniana balia, w której woda zdawała się aż
wrzeć. Arira nie była jednak w łaźni sama...
-Czego tu szukasz?- doleciało do niej z drugiego końca izby.
W balii, w parującej wodzie zanurzona po szyję siedziała młoda
kobieta, brunetka. Ogromne, sarnie oczy i delikatny owal twarzy
czyniły ją niemal piękną, lecz błysk w oku wyrażający gotowość do
natarcia przypominał, że Arira miała do czynienia z dziką amazonką.
Potrafiła już co nieco powiedzieć o syberyjskich amazonkach. Były
dzikie, dużo dziksze niż amazonki greckie. Bardziej porywcze i mniej
przyjazne. Na domiar złego Arirze wydało się, że są dużo lepiej
wytrenowane i lepiej władają orężem, niż greczynki. Przybywając tutaj
przejeżdżała obok tuzina trenujących amazonek i zastanawiała się, czy
którejkolwiek dałaby radę.
-Musiałaś o mnie słyszeć-odparła obojętnym tonem blond-włosa Arira-
Jestem gościem królowej Cyago.
-Gościem?-prychnęła amazonka- Jesteś jednym z psów gończych wysłanych
przez naszą zacną królową...
Ostatnie zdanie zabrzmiało ironicznie, nazbyt ironicznie... Czyżby nie
wszystkie amazonki podzielały decyzję królowej o ściganiu Xeny?
-W balii znajdzie się dla mnie wolne miejsce?- rzuciła Arira ściągając
z siebie grube futro. Zdążyła się już nieźle spocić, w łaźni panował
skwar.
Czarnowłosa amazonka skinęła głową, dając pozwolenie na przyłączenie
się przybyszki. Sama wynurzyła się z wody i poszła w stronę wiadra z
wodą grzejącą się na ogniu.
W tym czasie Arira w miarę szybko i sprawnie pozbywała się kolejnych
części zbroi; pierwsze na ziemię upadły naramienniki, w ślad za nimi
poszło body i reszta stroju. W mdłym świetle łaźni lśniące się od
potu, umięśnione ciało wojowniczki wyglądało niemal posągowo. Sprytnym
susem wskoczyła do balii i poczuła błogie ciepło. Pierwszy raz od
przybycia do wioski amazonek napadła ją nieodparta ochota zamknięcia
oczu i odpłynięcia w krainę snu. Napięte mięśnie rozluźniały się,
gorąca woda z wolna ściągała z dziewczyny wszystkie trudy podróży.
Amazonka dolała wrzątku do balii i sama czym prędzej czmychnęła do
wspaniale gorącej wody.
-Jak cię zwą?-spytała Arira nie otwierając przymkniętych z błogości
powiek.
-Ajysyt.-odparła brunetka wlepiając bystre spojrzenie w nieznajomą.
Zdawała się pozostawać napięta, w każdej chwili gotowa do ataku.
-Nie pochwalasz tego, że królowa chce schwytać Xenę?
-Nie pochwalam, że królowa chce schwytać kobietę, którą kocham.
Arira natychmiast szeroko rozwarła powieki.
Postanowiła jednak przyjąć pozycję obojętną, dzięki temu mogła więcej
się dowiedzieć.
-Słyszałam, że Xena to kobieta któregoś z wodzów...- rzuciła niby od
niechcenia oblewając ramię wodą.
-Boriasza.- syknęła amazonka-To on sprowadził ją na złą drogę.
-Xena jest morderczynią-rzekła z naciskiem blond-włosa.
-Jak ty, ja i ci z którymi zamierzasz wyjechać. W niczym nie różnimy
się od Xeny, mamy jedynie inne pobudki.
Arira poczuła jak oblewa ją niemiły, zimny pot. Ajysyt miała rację,
wszyscy byli tu mordercami. A ona dołączyła do grupy tych
najgroźniejszych, bo ich pobudki oscylowały pomiędzy chęcią
wzbogacenia się a chęcią wymierzenia tak zwanej sprawiedliwości...
-Xena wiedziała, że ją kochasz?
-Nie-odparła z goryczą Ajysyt-Bałam się Boriasza i tego co zrobi mnie
i Xenie, kiedy ta od niego odejdzie.
Arirę nie przekonywał ten punkt widzenia. Inaczej wyobrażała sobie
Xenę, na pewno w jej wyobrażeniach nie była to kobieta, która bałaby
się jakiegoś dzikusa ze stepów. Albo amazonka bardzo myliła się w
ocenie relacji między Xeną i Boriaszem, albo jej strachem powodowało
coś zupełnie innego...
Dziewczyna postanowiła zmienić temat, atmosfera zrobiła się zbyt
ciężka i intymna.
-Co możesz mi opowiedzieć o nacji amazonek? Jestem wędrowcem,
kolekcjonuję wiadomości o innych kulturach, przesiąkam nimi.
Ajysyt luźniej rozparła się w balii. Przez ułamek sekundy Arirę
przeszył dreszcz niepokoju, kiedy kobieta posłała jej to dziwne, jakby
nieziemskie spojrzenie sarny...
-Amazonką może stać się jedynie córka amazonki. Żyjemy w społeczności
samych kobiet. Nie nienawidzimy mężczyzn, ani nie uczymy tego naszych
córek, a jedynie zdajemy sobie sprawę, iż możemy się bez nich obejść.
Rzadko kiedy walczymy. Te w ciepłych krajach owszem, częściej. My tu
jesteśmy oddalone od świata, rzadko walczymy bo i rzadko jest z kim.
Żyjemy jak każdy w Grecji, Egicpcie, czy Syrii.
-Skąd znasz te kraje?
-Kiedyś byłam wędrownym bardem, później, kiedy przybyłam do tego
szczepu, zostałam jednym z posłańców królowej. Dopóki nie zrozumiałam,
że prawdziwa moc leży w mieczu...
-Naprawdę tak sądzisz?-spytała z lekka gorzko Arira, sama często
zastanawiała się, czy ta banalna sentencja nie kryje w sobie prawdy...
Amazonka jakby nieco zmieszała się, uciekając ze spojrzeniem szepnęła:
-Ja chcę tak sądzić. Miecz zabija od razu, słowa powoli, nie mają tyle
litości, aby dobić...
Bardzo zgorzkniała kobieta, pomyślała Arira.
-A ty? Władasz mieczem?-zagadnęła Ajysyt, aby przerwać niezręczną
ciszę.
-Jeżeli to konieczne. Sięgam po miecz tylko w ostateczności, jeżeli
muszę kogoś bronić, albo bronić siebie. Co nie oznacza, że jestem złym
wojownikiem. Wolę jednak myśleć o sobie jako o wędrowcu, nie jak o
wojowniczce. Przemierzyłam wiele krain, poznałam wiele cywilizacji.
Walka naprawdę nie jest niczym dobrym.
-Mała pacyfistka-zakpiła czarnowłosa amazonka-Uważasz, że świat mógłby
istnieć bez wojny?
-Nie wiem, ale zawsze możemy spróbować.
Obie kobiety serdecznie roześmiały się. Długo jeszcze rozmawiały o
wszystkim i o niczym, aż woda zaczęła powoli ziębnąć, więc obie doszły
do wniosku, że czas opuścić balię. Ajysyt postanowiła pozostać w
łaźni, Arira postanowiła dalej zwiedzać wioskę.
-Nie znam nawet twego imienia-rzuciła Ajysyt do wychodzącej Ariry.
-Arira-uśmiechnęła się kobieta- Arira z Hrononu.
-Myślisz, że istnieje coś za co warto umierać? Miłość, pokój?...
-Tak-uśmiechnęła się promiennie blond-włosa- Jestem tego pewna.
Gdy wyszła, jej rozgrzane ciało otulił nieczuły, lodowaty wicher. Na
szczęście, szalony i bezlitosny wicher zmienił się już w wicherek, nie
był tak nie do wytrzymania jak poprzednio.
Arira zwiedziła całą wioskę wzdłuż i wszerz. Rozmawiała z wieloma
osobami, ale żadna nie utkwiła w jej pamięci, bo i nic ciekawego do
powiedzenia nie miała.
Kiedy znów wzmógł się chłód, postanowiła powrócić do Domu Zgromadzeń i
zażyć choć odrobinę snu. Moja żyłka wędrowca kiedyś mnie zabije,
pomyślała z lekkim podirytowaniem kiedy przedzierała się przez
syberyjskie zaspy.
Kiedy dotarła do Domu Zgromadzeń, znużona tyloma fascynującymi
wrażeniami osunęła się na łózko i natychmiast zasnęła.

*Poranek

Arira wstała najpóźniej z wszystkich najemników. Kiedy po obudzeniu
się nieco doszła do siebie, dołączyła do towarzystwa jedzącego przy
stole.
W pewnym momencie drzwi uchyliły się i do Domu Zgromadzeń wkroczył
Lukryn. Niby taki sam, a jednak jakby inny... Kobieta kątem oka
obserwowała go chwilę, jednak nie mogąc sprecyzować, co takiego
zmieniło się w żółtookim mężczyźnie, wróciła do jedzenia.
Arirze niezbyt spodobał się pomysł Sarkissy. Po pierwsze, nie będzie
łatwo dołączyć do armii Xeny i Boriasza. Po drugie, jeżeli cokolwiek
się wyda, mogą znaleźć się w prawdziwym niebezpieczeństwie.
Nie miała pojęcia, czy którekolwiek z nich zna się choć trochę na
magii. Do pomysłu Sarkissy podeszła więc z rezerwą, a nawet
zdziwieniem. Chyba tak naprawdę nie była dobra w tego typu
udawanie...
- Pomysł jest dobry, ale nie wiadomo jak zareagują ludzie Boriasza na
nieludzi z naszej drużyny - rzekł elf.
Arira nie odrywając się od miski pokiwała potakująco głową. Nie
pomyślała jakimkolwiek niebezpieczeństwie z tej strony, ale elf miał
rację.
Jeżeli nie spodobają im się nieludzie z naszej grupy, lub jeżeli z
jakiegoś powodu nasz plan wyjdzie na jaw, będziemy w śmiertelnym
niebezpieczeństwie...

Po skończonym posiłku wojowniczka narzuciła na siebie futro i udała
się w stronę stajni, aby oporządzić swego konia. To, co ujrzała pod
stajnią zaparło jej dech w piersi. O drzwi stajni oparta była Ajysyt,
na jej twarzy malował się przyjazny, nieco rubaszny uśmiech. W prawej
ręce majdał jej czymś do pełna napełniony woreczek.
-Pamiętam, jak opowiadałaś, że kolekcjonujesz zioła-rzekła lekko
podekscytowana- To rośliny, których nie znajdziesz nigdzie indziej na
świecie.
Na twarzy Ariry pojawił się promienny, szczery uśmiech.



Mała próbka tego, jak prowadzę postać Guya z Gisborne przerobionego na realia bardziej starożytne i mniej robinhoodowe, jako Duncana :)
Kursywą zaznaczam tekst pisany przeze mnie, normalnym tekstem jest to, co pisał drugi gracz prowadząc swoją postać - Dalegora.

Szedł swoim zwyczajnym szybkim i ciężkim krokiem, był wyraźnie zły i zdenerwowany. Kiedy wszedł do tawerny podkuwane metalem buty zasygnalizowały wszystkim zebranym o jego przybyciu. Wszystkim, w skład których wchodził mąż Alissy, wyraźnie niezainteresowany przybyciem nowego, potencjalnego gościa i Dalegor siedzący przy barze tyłem do wejścia.
Mężczyzna poszedł do Dalegora i nieznacznie nachylając się nad nim szepnął mu do ucha:
- Szukam dziewczyny... Wysoka, ciemne włosy. Widziałeś ją?

Dalegor odwócił się do pytającego mężczyzny i przyjrzał mu się. Wyższy od niego był i zarośnięty. Patrzyły na niego niebieskie oczy przepełnione złością. Pytał o ciemnowłosą dziewczynę i raczej nie zaszedł tu przypadkiem...Arira miała teraz ciemne włosy. Jeszcze raz zerknął na mężczyznę i zastanowił się kto to może być. Mąż , kochanek, bo na przyjaciela raczej nie wyglądał.Powiedział ostrożnie:
-Cóż znam wiele takich kobiet, może zdradzisz mi choć jej imię ,a może będę mógł ci pomóc.
Duncan uśmiechnął się krzywo, ciężko było nie odczuć pogardy i poczucia wyższości, jakie z niego biło.
- W tawernie nie ma zbyt wielu gości - wyprostował się, a wredny uśmieszek nie zniknął z jego twarzy - Nie mogłeś jej przegapić. Ale gdybyś tutaj taką spotkał, to przekaż jej, że od wczoraj mieszka na ulicy.
Po tych słowach wykonał ruch wskazujący na to, że ma zamiar opuścić tawernę.

Dalegora odrzucała pycha z jaką się do niego odniósł. Miał nie reagować na jego słowa ale to zdanie którym zakończył...Położył mu rękę na ramieniu i powiedział:
-Powiedz mi przyjacielu kto jest na tyle źle wychowany,że wyrzuca kobietę na ulicę. Bo nadal nie zdradziłeś mi jej imienia. Wtedy być może będę mógł ci pomóc.
Z pewnością chodziło mu o Arirę ale chciał się czegoś dowiedzieć od tego mężczyzny. Wyrzucili ją z tawerny? Dlaczego? No i gdzie teraz zamieszka?
Duncan szarpnął ramieniem strącając z niego dłoń rozmówcy. Zmierzył Dalegora przeciągle chłodnym i zirytowanym spojrzeniem, które mówiło aż nadto wyraźnie "nie nazywaj mnie przyjacielem".
- Kimkolwiek był, miał duży posłuch u karczmarza - odparł z chłodnym znudzeniem i ruszył przed siebie, ale nie do wyjścia, lecz do korytarza prowadzącego do izb sypialnych - Wyrzucili wszystkich - dorzucił od niechcenia mijając mężczyznę.

Coraz bardziej go nie lubił, starał się być miły ale co za dużo..Kiedy tamten skierował swoje kroki w stronę pomieszczeń gdzie mieszkał i gdzie Arira pomagała jego przyjaciółce, stwierdził,że dość dobrego zachowania. Kiedy próbował go wyminąć gwałtownie zastąpił mu drogę.
-Posłuchu tu u karczmarza może i nie mam, ale wywalę cię stąd na zbity pysk o ile natychmiast nie zawrócisz. Mieszkam tu i jeśli czegoś pragniesz od lokatorów tego przybytku możesz załatwić ze mną.
Duncan uniósł brew z miną niedowierzania i pogardy w jednym.
Przez chwilę w milczeniu patrzył na swojego ewentualnego przeciwnika. W końcu przestąpił z nogi na nogę i odparł:
- Nie masz broni, za to ja owszem - uśmiechnął się złośliwie - Karczmarz weźmie stronę tego, który będzie miał więcej szans w walce. Czemu mam się ciebie bać? - mruknął przysuwając twarz do twarzy Dalegora - Zejdź mi z drogi i nikomu nic się nie stanie.

Dalegora zamurowało, ten obwieś śmiał mu grozić bronią? Podniósł brew do góry. Bez zastanowienia złapał tamtego za nadgarstek i wykręcił do tyłu, przeciwnik nie miał żadnej możliwości ruchu. No chyba ,że chciał aby Dalegor złamał mu rękę. Szarpnął nim mocniej i uderzył głową w ścianę. Posypał się kurz z sufitu a z głowy mężczyzny popłynęła krew. Ogłuszony nie stawiał oporu kiedy odwracał go twarzą do siebie. Złapał go za odzież na klatce piersiowej i wysyczał:
-Bezbronny ty chłystku. Widać nikt cię dobrych manier nie nauczył. Kiedy grzecznie pytają odpowiadaj, a nie broń wyciągnąć chcesz.
Skierował się z wciąż nie bardzo przytomnym mężczyzną w kierunku wyjścia. Huknął nim jeszcze raz o obramowanie drzwi i powiedział:
-Jeśli pokarzesz się tu jeszcze raz ,zabiję. Mówiąc to wypchnął go na zewnątrz. Wściekły był, starał sie być miły i co?. Ehh gdzie ci ludzie mają rozum. Wszystko bronią załatwić by chcieli. Powoli skierował się w stronę pomieszczenia gdzie znajdowały sie Arira z Elszebą. Tak czy siak trzeba by jej powiedzieć co się stało w jej tawernie. I o tych odwiedzinach też. Zanim zapukał zastanowił się jeszcze raz kim był ten mężczyzna dla Ariry. Może właśnie dlatego go nie chciała, bo już kogoś ma? Westchnął ciężko i zapukał do drzwi ich izby.
Duncan fiknął koziołka w tył i trzasnął głową o ziemię, na szczęście wokół było błoto i upadek nie był tak bolesny, jak się tego spodziewał. Poderwał się i z wściekłym rykiem kopniakiem utorował sobie drzwi do tawerny, złapał gliniany dzbanek i z impetem rzucił nim w Dalegora. Ostatnimi przebłyskami świadomości rzucił niżej tak, żeby nie zabić przeciwnika. Dalegor nie zdążył się się uchylić, dzbanek trafił go w nogę, a mężczyzna z sykiem upadł na kolano. Duncan w kilku błyskawicznych susach przebiegł tawernę i za koszulę poderwał Dalegora na równe nogi, po czym grzmotnął nim o jeden ze stołów. W tym czasie Dalegor odzyskał siłę i spróbował zrzucić z siebie napastnika, co zaowocowało runięciem obydwu mężczyzn na podłogę. Rozpoczęła się bezładna szamotanina...
Nie spodziewał się,że przeciwnik wróci tak szybko. A on nie dość ,że wrócił to jeszcze go podstępnie zaatakował. Dostał czymś co tamten w niego rzucił a kiedy przyklęknął, rzucił się na niego . Całkiem zaskoczonego rzucił na stół. Dalegor poczuł jak wczorajsza rana od miecza rozdarła się. Będzie jednak blizna pomyślał. Nie miał czasu na dalsze myślenie, bo mężczyzna rzucił się na niego i spadli na podłogę. Przez chwilę znalazł się na górze, szybko wymierzył tamtemu cios z pięści w twarz. Udało mu się uchylić i trafił go w ucho ,z którego popłynęła krew. Ale już pozbierał się po ciosie i przetoczył się górę złożył dłonie w pięści i uderzył Dalegora z całej siły w pierś. Pociemniało mu w oczach i stracił oddech na chwilę. Kiedy wrócił mu oddech szarpnął się i uwolnił się od napastnika. Poderwał się na nogi i z rozpędu zaatakował,znów się przewrócili na ziemię i zaczęli wymieniać ciosami. Na głowę i korpus. jakoś przeciwnikowi udało się wstać i szykował się do ponownego ataku, kiedy usłyszał głos Ariry.


Tyle, jak dobrnęliście do końca to plus dla Was :)
 
 
Deanariell 
nie z tego świata /Jensenated



Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 7338
Skąd: Lorien forever
Wysłany: Sro 17 Lut, 2010 12:28   

Xenka napisał/a:
Nie wiem, może Was to zainteresuje, spróbuję

Nie wiem Xenko czy tu jeszcze zaglądasz, ale tak patrzyłam na ten temat i patrzyłam, jak sobie tak samotnie wisiał i nikt się nie wpisał, że aż mi się szkoda zrobiło... ;) Mam nadzieję, że się nie zasmuciłaś brakiem odzewu. :) To świetnie, iż się w ogóle czymś w życiu interesujesz i nawet sama próbujesz coś pisać - niestety chyba jednak nie ma (tutaj akurat na tym forum) zbyt wielu miłośniczek RPG oraz tego typu tematyki, dlatego pewnie brak komentarzy... Przyznam, że wiele lat temu zdarzało mi się oglądać przygody walecznej Xeny w telewizji, było to raczej stosunkowo dawno - na tyle dawno, że nie czuję się na siłach do wypowiedzi w tej kwestii... :P Popularność gier w takiej konwencji przypadła na lata, gdy ja już zaczęłam interesować się zupełnie czymś innym - nie miałam więc okazji uczestniczyć w RPG (no, może raz, z grupą zwariowanych znajomych w czasach studenckich ;) ), uważam jednak, że to dość rozwijające wyobraźnię zajęcie. Trzeba też szybko podejmować decyzje i myśleć - a to duży plus jeśli mowa o czystej rozrywce. Dlatego życzę Ci powodzenia oraz wielu pomysłów w pisaniu, mam nadzieję, że się nie zniechęciłaś i znajdziesz sobie na tym forum inne równie ciekawe tematy. :cool: Pozdrawiam. :-D
_________________
"Carry on my wayward son,
For there'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Now don't you cry no more..."

["...Lost in the wilderness, so far from home..."]
Acklesism is my religion ;) Welcome to Winchesterland
 
 
Calipso 
Mama Mayi <3



Dołączyła: 21 Lip 2008
Posty: 6748
Skąd: Manchester
Wysłany: Sro 17 Lut, 2010 21:21   

Jest mi głupio,bo tyle razy zbierałam się do przeczytania,i ciągle coś mi przeszkadzało.Z drugiej strony ciężko mi czytać tak długi tekst z ekranu,co innego gdyby był podzielony na dwie lub trzy części.
Xenko :kwiatek:
_________________
"Nektar szczęścia nigdy nie bywa bez domieszki,lepiej jednak wypić go razem z piołunem,aniżeli nigdy nie skosztować ani kropli"
 
 
Xenka 



Dołączyła: 28 Sty 2010
Posty: 5
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 17 Lut, 2010 21:41   

Przepraszam za milczenie, miałam kilka spraw do załatwienia i kilka kamyków na drodze życiowej, no ale idzie ku lepszemu, a ja powróciłam :)
To, że temat stoi bez odpowiedzi to nic nie szkodzi, nie jest mi z tego powodu przykro, wrzuciłam tutaj i sobie czekam czy, jeśli w ogóle, kogoś to zainteresuje :) Niekoniecznie takie coś musi się odbywać w formie gry RPG, aktualnie przystępuję z przyjaciółką do pisania dalszego ciągu w formie wspólnego opowiadania w którym każda prowadzi swoją postać. Tutaj wszystko jest elastyczne i do dogadania, wystarczy tylko odrobina pragnienia przeniesienia się w świat fantazji :)
Faktycznie jest tego bardzo dużo, ale jeśli się wczytacie, to zobaczycie, że to kilka oddzielnych tekstów. Nie męczyłabym Was tym, gdyby nie było to bezpośrednio związane z najnowszym Robin Hoodem i RA :)
A po drugie... to miłe, że dostrzegłyście moje zniknięcie w tłumie, jaki tutaj pisze :)
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sro 17 Lut, 2010 21:53   

Mnie tez zainteresowala calosc, ale dlugosc troche zniechecila. To co przeczytalam bylo dla mnie calkiem apetyczne. Wprawdzie nie jestem potencjalnym odbiorca (bo jaki mi sie kiedys snilo, ze stoje przed oltarzem z Ryskiem, to moja jedyna snobistyczna pobudka bylo to, ze nie wyglada tragicznie, bedzie mozna go ludziom pokazac i moze nie bede sie brzydzila go calowac - bo w biale malzenstwa nie wierze, nawet jesli nie ma w nich milosci).
Ale lubie poczytac cos smakowitego i czekam na kolejne porcje.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.